Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elena Armas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elena Armas. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 października 2026

Elena Armas - I'm Gonna Get You Back. Znów będziesz moja



Sądziła, że ratuje swoją karierę. Jednak na szali leży dużo więcej…

Frankie Rossi jest w fatalnym stanie psychicznym. Udział w festiwalu literackim, gdy jej ostatnia powieść zbiera same złe opinie, to źródło ogromnego stresu. Nie pomaga też fakt, że tajemniczy fan, którego Frankie uważała za niegroźnego dziwaka, coraz częściej przekracza jej granice komfortu. Jednak czara goryczy przelewa się, gdy Turner Reece, bliski przyjaciel jej brata, przystojny piekarz i ostatnia osoba, jaką Frankie chciałaby spotkać, melduje się w tym samym hotelu co ona. Turner to nie tylko dawno niewidziany kumpel z dzieciństwa – to mężczyzna, którego Frankie kocha… mimo że jest zaręczony z inną.

Ich spotkanie wywołuje lawinę uczuć: rozczarowanie, tęsknotę i żal, ale też namiętność silniejszą niż wszystko inne. Gdy zamieć śnieżna odcina ich od świata, Frankie i Turner mogą w końcu zmierzyć się z przeszłością i odkryć, co tak naprawdę do siebie czują. Jeśli nie przeszkodzi im w tym uparty stalker…

 
 
Bardzo lubię twórczość Eleny Armas i nigdy nie odmówię żadnej jej książce, więc pomimo tego, że ja niestety nie jestem fanką nowelek i innych krótkich opowiadań, bez wahania skusiłam się na "I'm Gonna Get You Back". Zupełnie szczerze, to nawet nie spojrzałam na opis książki, bo jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie spędziła miło czasu na czymś, co wyszło spod jej pióra. I może to już dwa błędy z mojej strony, bo powinnam się była zorientować, że tym razem jednak nie do końca książka trafi w mój gust.

Frankie Rossi z pewnością nie spodziewała się, że jej marzenie o byciu odnoszącą sukcesy pisarką tak szybko legnie w gruzach. Po tym, jak najnowsza część jej niegdyś popularnej serii zebrała same niepochlebne opinie, kobieta przyjeżdża na festiwal literacki z nadzieją, że da jej choć trochę rozgłosu. Czuje jednak ogromny stres, któremu nie pomaga fakt, że od paru miesięcy dostaje dziwne listy od psychofana, który zaczyna coraz bardziej przekraczać granice jej komfortu. Na domiar złego wpada niespodziewanie na Turnera Reece'a, jedynego chłopaka, którego kiedykolwiek kochała, a który wybrał wiele lat temu kogoś innego. Nie widzieli się od roku, ale nadal pamięta w nim swojego najbliższego przyjaciela, któremu bez wzajemności oddała swoje serce. A przynajmniej tak jej się wydawało, bo ich spotkanie przewraca jej życie do góry nogami i sprawia, że zaczyna patrzeć na wiele spraw zupełnie inaczej. A Turner nagle od nieuchwytnego staje się facetem, który jest zdeterminowany, by zdobyć jej serce...

Jednym i właściwie głównym powodem, dlaczego zazwyczaj nie po drodze mi niestety z nowelkami jest to, że bardzo niewiele osób potrafi sprawić, że nie będę miała poczucia, że w historii zabrakło rozwinięcia postaci i fabuły, a przynajmniej, że ten format został w pełni wykorzystany. Oczywiście nowelki z reguły mają być krótkie i skupiać się na konkretnych rzeczach, ale dla mnie "I'm Gonna Get You Back" to historia, która o wiele lepiej wypadłaby jako pełnoprawna książka, bo wiele rzeczy tu było wybrakowanych, które można było łatwo uratować. To historia, która jednocześnie próbuje poruszyć za wiele wątków i żadnego nie wykorzystuje w pełni.

Zacznijmy od naszych głównych bohaterów, Turnera i Frankie - dwójki osób, którzy niegdyś byli blisko, aż rok temu ich drogi się rozeszły i teraz ponownie się spotykają. Jest między nimi cała masa niewypowiedzianych - i, jak by się mogło zdawać, nieodwzajemnionych - uczuć i wieloletnia historia, która właściwie sprowadza się do jednego: do tego, że wiele lat temu Turner wybrał jej najlepszą przyjaciółkę, a Frankie w końcu wybrała siebie, pragnąc zapomnieć o tym, że nie może mieć jedynej osoby, którą zawsze chciała mieć.

Mogłabym przymknąć oko na niektóre elementy ich historii, chociaż tłumaczenia naszego głównego bohatera były czasami strasznie naciągane i nierealistyczne, gdyby nie to, że kompletnie nie mogłam się zmusić do tego, żeby mi jakkolwiek na ich relacji zależało. Byli mi obojętni zarówno jako bohaterowie, jak i para, a wszystkie ich rozmowy na temat przeszłości i ich uczuć wypadły nieprzekonywująco, bo zwyczajnie nie miały sensu w obliczu tego, co się wydarzyło. Nie chcę tu rzucać spoilerami, ale z pewnością każdy, kto tę historię przeczyta, zorientuje się, o czym mówię. Autorka próbuje tu stworzyć wizję wielkiej miłości między osobami, które zwyczajnie nigdy nie mogły się zgrać w czasie, ale nie udało jej się mnie o tym przekonać.

Chciałabym móc też powiedzieć coś więcej o samych bohaterach poza ich historią miłosną, ale niestety poza tym, że Frankie czuje się niespełniona w swojej karierze pisarki i samotna, to niewiele się dowiedziałam na temat tego, kim są poza murami tej ich wymuszonej bliskości. Turner nie zrobił na mnie wrażenia, nie udało się autorce dobrze ukazać, skąd wzięła się ta fascynacja Frankie jego osobą, a dotychczas uwielbiałam wszystkich bohaterów stworzonych przez Elenę właśnie za to, że były tak wielowarstwowymi postaciami.

W tle mamy też wątek stalkera, którego ofiarą pada nasza główna bohaterka i akurat on mi tu zaskakująco nie przeszkadzał, chociaż jak się można spodziewać, w tak krótkiej historii niewiele można tu zdziałać. Nie było to nic mrożącego krew w żyłach, ale doceniam to, że Elena nie poszła w schematycznym kierunku, lecz próbowała trochę podkręcić finał. Osobiście nie uważam, by ujawnienie winnego było jakieś mocno szokujące, ale też nie było złe. Czasami jednak reakcja bohaterów na zagrożenie, a właściwie jej brak, mnie rozwalała i miałam ochotę nimi potrząsnąć. Z pewnością wątek wypadłby lepiej, gdyby była to dłuższa książka, no ale w ostatecznym rozrachunku ten element był w porządku.

Ja bardzo lubię styl pisania Eleny, nawet pomimo okazjonalnego cukierkowego tonu, więc mimo wszystko szybko i przyjemnie mi się tę historię czytało, ale w porównaniu z jej poprzednimi książkami ta zwyczajnie nie zapadnie mi w pamięci. Wręcz przeciwnie, raczej szybko o niej zapomnę. Z pewnością jest to po części spowodowane tym, że ja nie jestem fanką nowelek, więc jeśli wam taka forma nie przeszkadza, to mimo wszystko polecam wam dać jej szansę. Jest to fajny przerywnik między trudniejszymi lekturami, ale nic odmieniającego życie. Elena Armas zdecydowanie lepiej wypada w dłuższej formie.


ELENA ARMAS to hiszpańska pisarka, kolekcjonerka książek i nieuleczalna romantyczka. Uwielbia współczesną popkulturę. Prowadzi konto na Instagramie, gdzie dzieli się swoimi opiniami o książkach. The Spanish Love Deception to jej pierwsza powieść (i od razu bestseller).


Tytuł: I'm Gonna Get You Back. Znów będziesz moja
Autor: Elena Armas
Data premiery: 14.10.2026r.
Wydawnictwo: Uniesienia
Liczba stron: 256
Ocena: 5/10
Czytaj dalej »

wtorek, 24 września 2024

Elena Armas - The Fiancé Dilemma



Josie Moore has given the opposite sex—and love—plenty of chances. Four exactly, if you count all her failed engagements, and five if you include the absentee father who kept her existence a secret until very recently. So when her father decides to announce his retirement with a splashy magazine piece about the family, Josie realizes her romantic history is a complicated PR issue.

Matthew Flanagan is in the mud, literally. Not only has he been fired from his job, but also the tires of his car are stuck in the muck after taking a wrong turn as he enters Green Oak, North Carolina. So, he grabs a duffel with his essentials and goes in search of a place to crash until he gets his life back on track. But instead, he finds his best friend’s sister, Josie, greeting him as her fiancé.

What starts as a big messy misunderstanding quickly turns into an arrangement with Matthew playing a new role as doting fiancé. A fifth engagement—and a stunt, at that—makes Josie’s stomach turn, but every dilemma requires a choice between equally undesirable alternatives, and Matthew doesn’t seem to mind becoming one more number in a colorful list of grooms-that-never-were. Despite the ring on her finger, Josie knows this is only temporary, even if the rest of the small town believes that the fifth time’s the charm.


Green Oak, jak ja tęskniłam! To małe miasteczko gdzieś w Karolinie Północnej skradło moje serce już podczas lektury The Long Game, a teraz autorka zabiera nas prosto w sam środek chaosu weselnych przygotowań, rodzinnych konfliktów i (fałszywych) zaręczynowych zawirowań. Kto poznał już historię Camerona i Adalyn z pewnością pamięta Josie, miejscową właścicielkę kawiarni, a także burmistrzynię miasteczka, oraz Matthew, najlepszego przyjaciela Ady. Teraz ta dwójka niespodziewanie połączy swoje siły w zaręczynowych machlojkach, przy których śmiałam się w niebogłosy i zakochiwałam razem z nimi. UWAGA! Jeśli nie czytaliście The Long Game, a nie chcecie spoileru ważnego elementu historii, to polecam pominąć opis fabuły.

Kochająca swoje małomiasteczkowe życie Josie nigdy się nie spodziewała, że jako dorosła kobieta stanie się elementem medialnego koszmaru, gdy po wielu latach odezwie się do niej jej dotychczas nieobecny biologiczny ojciec - Andrew Underwood, znany magnat świata biznesu, właściciel wielomilionowych korporacji. Ani tego, że Adalyn okaże się być jej siostrą. Media szybko łykają ten rodzinny skandal, zagłębiając się nawet w jej przykre historie czterech nieudanych zaręczyn. Kiedy więc na jej progu staje specjalistka od PR-u i przypadkowo zauważa na jej dłoni pierścionek zaręczynowy (który, pech tak chciał, utknął na jej palcu), postanawia, że najlepszym sposobem na poprawienie wizerunku rodziny będzie zorganizowanie wielkiego wesela, za które w całości zapłaci Andrew. Przytłoczona Josie przytakuje i w panice jako swojego narzeczonego przedstawia Matthew, przyjaciela jej siostry. Jedyny problem? Nikt nie wie, że Josie i Matthew wcale nie są w sobie zakochani. Czy uda im się zapanować nad tym bałaganem, zanim zostaną zmuszeni, by wypowiedzieć sakramentalne "tak"? Czy może to będzie w końcu ten jeden raz, kiedy zaręczyny Josie będą miały szczęśliwe zakończenie?

Nie macie pojęcia, jak bardzo nie mogłam się doczekać tej książki - wyczekiwałam premiery odkąd tylko autorka zdradziła, że Josie i Matthew dostaną swoją własną historię. Muszę jednak przyznać, że wkręcenie się ponownie w ten świat chwilę mi zajęło. Elena Armas w tej książce powraca do jednoosobowej narracji (z wyjątkiem jednego rozdziału pod koniec), co mnie dość mocno rozczarowało. Przez brak perspektywy Matthew na początku bardzo mi czegoś brakowało - na szczęście fabuła w końcu nabiera tempa i przestało mi to aż tak bardzo przeszkadzać.

Bardzo szybko zostajemy wrzuceni w cały ten zaręczynowy chaos, co sprawia, że nawet pomimo możliwych niedoskonałości ciężko jest się od tej historii oderwać. I chociaż okoliczności udawanych zaręczyn tych bohaterów są z lekka naciągane, to ta katastrofa medialna, rozterki Josie i urok Matthew sprawiają, że w końcu totalnie się dla tej historii przepada. Zresztą, tak jak się spodziewałam - jeśli coś Elena Armas potrafi zrobić dobrze, to stworzyć pełną ciepła, zawirowań i motylków historię, przy której po prostu z przyjemnością spędza się czas.

Już od pierwszej strony nie mogłam się pozbyć wrażenia, że Josie to trochę bardziej zakręcona wersja Rosie z The American Roommate Experiment. Ma już za sobą cztery nieudane zaręczyny i przygotowania do wesel, a teraz wpakowuje się w kolejne, choć tym razem udawane. Dodajmy do tego dotychczas nieobecnego ojca, którego pojawienie się wywołuje w niej wiele skomplikowanych emocji. Napisać więc, że przechodzi przez wiele, to mało powiedziane. Chociaż wszyscy próbują ją definiować jej miłosnymi porażkami, trudno nie zauważyć w niej młodej kobiety pragnącej jedynie miłości i uwagi ojca, który nie potrafi jej tego podarować. Czasami tak bardzo miałam ochotę ją przytulić!

Co ciekawe, Matthew nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia na początku. Chociaż znałam go już z poprzedniej części i wiedziałam, że jest świetny, myślę, że to właśnie część problemu, jaki mam z brakiem jego perspektywy. Byłam zaskoczona, bo pamiętałam go jako rozrywkowego i miłego faceta, a początkowo wypadł wręcz na chłodnego i niezainteresowanego. Ale Armas dobrze wie, co robi, bo znowu udowadnia, jak bardzo pozory potrafią mylić, stopniowo odkrywając niezwykle wnikliwego, zabawnego, opiekuńczego faceta, który jako pierwszy podejmuje się wyzwania przebicia się przez warstwę niepowodzeń i rozczarowań Josie.

Uwielbiam to, że gdzie ona zdążyła się już przyzwyczaić do myśli, że to jest powodem każdego rozczarowania w jej życiu, każdego porzucenia przez różnych mężczyzn, on podjął próbę ukazania jej, że zasługuje na to, aby to ktoś zawalczył o nią i udowodnił jej, że jest wspaniała właśnie taka, jaka jest. Ich udawane zaręczyny, choć z lekka niefortunne, zupełnie nie wydawały się udawane, bo od samego początku była między nimi tak naturalna chemia. Ich relacja dawała mi motylki w brzuchu, a to najlepszy znak, że autorka zdecydowanie zrobiła coś dobrze.

Co prawda The Fiancé Dilemma nie zostanie moją ulubioną książką autorki, ale to mimo wszystko powieść Eleny Armas - ona może pisać cokolwiek, a i tak wiem, że zawsze dostanę pełną ciepła, słodyczy i emocji historię, którą pokocham. Jej slow burny zapewniają najsłodszą torturę emocjonalną, a to wyczekiwanie aż napięcie między bohaterami wybuchnie, sprawiło, że siedziałam jak na szpilkach. Sam element małego miasteczka zszedł odrobinę na dalszy plan, ale uwielbiam wszelkie sceny z Matthew, Josie, Adalyn i Cameronem - ta mała, przyszywana rodzinka dawała mi tak wiele radości i wywoływała salwy śmiechu, a pewien wątek doprowadził wręcz do łez ze wzruszenia. Z niecierpliwością wyczekuję polskiego wydania tej historii.



ELENA ARMAS to hiszpańska pisarka, kolekcjonerka książek i nieuleczalna romantyczka. Uwielbia współczesną popkulturę. Prowadzi konto na Instagramie, gdzie dzieli się swoimi opiniami o książkach. The Spanish Love Deception to jej pierwsza powieść (i od razu bestseller).


Tytuł: The Fiance Dilemma
Autor: Elena Armas
Data premiery: 30.07.2024r.
Seria: The Long Game. Tom 2
Język: angielski
Liczba stron: 432
Ocena: 8/10


Czytaj dalej »

środa, 27 września 2023

Elena Armas - The Long Game | Recenzja premierowa



Adalyn Reyes ma idealnie zaplanowany każdy dzień: wstaje o świcie, jedzie do siedziby drużyny piłkarskiej Miami Flames, ciężko pracuje, wraca do domu. Kiedy nagranie jej starcia z maskotką drużyny wycieka do internetu i staje się viralem, ta rutyna się kończy. Właściciel klubu nie zwalnia Adalyn, tylko daje jej nowe zadanie – by odzyskać dobre imię, ma odbudować drużynę Green Warriors.

Sęk w tym, że klub jest w Karolinie Północnej, jego zawodnicy trenują w strojach baletowych, hodują kozy i… są dziewięciolatkami. Na szczęście w miasteczku przebywa Cameron Caldani, znany bramkarz, który mógłby pomóc Adalyn wprowadzić drużynę do wyższej ligi. Jednak po fatalnym pierwszym spotkaniu (słowa klucze: kogut, zderzak, noga Camerona) dziewczyna raczej nie ma co liczyć na współpracę. Ale jest zdeterminowana, by z niesfornych dzieciaków zrobić gwiazdy piłki nożnej – z pomocą Cama lub bez niej.

Nawet na końcu świata gra toczy się dalej!


Jestem prostym człowiekiem - widzę nową książkę Eleny Armas i biorę ją w ciemno. Odkąd zapoznałam się z jej twórczością dzięki "The Spanish Love Deception", stała się jedną z tych autorek, po książki której sięgam, gdy potrzebuję czegoś, co przyniesie mi komfort i otuli jak najcieplejszy kocyk w chłodny wieczór. A tak się składa, że jej najnowsza książka "The Long Game" to idealny otulacz, połączenie genialnego humoru i słodyczy z emocjami oraz bohaterami, którzy zapadają prosto w serce. Zresztą, jeśli kochacie poprzednie książki autorki równie mocno, jak ja, to chyba nie muszę was przekonywać, że czeka was najlepsza rozgrywka tego roku.
 
Co wy na to, by rzucić wszystko, wyjechać do jakiegoś małego miasteczka, zamieszkać w chacie pośrodku niczego i zakochać się w emerytowanej gwieździe piłki nożnej, która, jak się okazuje, zostaje twoim nowym sąsiadem? No dobra... nie do końca tak to leciało. Właściwie zaczęło się od potrącenia koguta, wjechania samochodem w drzewo i w... ów wspomnianą gwiazdę sportu. Co z pewnością nie jest dobrym początkiem żadnej historii miłosnej. Nasza główna bohaterka, Adalyn, ma za sobą prawdopodobnie najgorsze kilka dni życia. Po tym jak wybucha skandal z nią w roli głównej, jej ojciec, będący jednocześnie jej szefem, wysyła ją do jakiegoś miasteczka na totalnym zadupiu, gdzie mieszkać ma w chacie pośrodku niczego i zająć się lokalną drużyną piłkarską w ramach naprawienia szkód, aż sytuacja w sieci trochę ucichnie. Na domiar złego nie wystarczy, że ową chatę można równie dobrze nazwać szopą, drużyna to rozbrykane dziewięcioletnie dziewczynki, a jej nowym sąsiadem jest sam Cameron Caldani, była gwiazda piłki nożnej, która ukrywa się pośrodku niczego i zachowuje się, jakby samo jej oddychanie tym samym powietrzem, co on, mu przeszkadzało. Nie, okazuje się też, że musi z nim również współpracować, gdyż jest jedynym sensownym kandydatem na trenera w tym mieście. Adalyn jest jednak zdeterminowana, aby odzyskać dobre imię i poprowadzić drużynę do wygranej, nawet jeśli oznacza to współpracę z najbardziej nieznośnym facetem pod słońcem.

Wszyscy kochamy zestawienie promiennego słoneczka i burkliwego marudy w romansach, ale co powiecie na dwóch gburków, z czego ona to bezwzględna kobieta biznesu z dużego miasta, a on to ukrywający się emerytowany piłkarz, który nie ma ochoty na obcowanie z kimkolwiek? Zagłębianie się w postaci Adalyn i Camerona to była największa frajda, jaką miałam od dłuższego czasu. Ta dwójka to istny chaos już od ich pierwszego spotkania. Żadne z nich nie ma ochoty przebywać w swoim towarzystwie dłużej, niż musi, ciągle więc się ze sobą ścierają i testują cierpliwość tej drugiej osoby. Te liczne potyczki słowne i kłótnie doprowadzały mnie do tak histerycznego śmiechu, że czasami musiałam sobie robić przerwę, bo bolał mnie brzuch. Ale najlepsza zabawa zaczyna się wtedy, gdy bohaterowie porzucają maskę wrogości i uporu, odsłaniając przed sobą wrażliwsze części siebie, których nie poznał dotąd nikt inny. Bo nagle okazuje się, że mają ze sobą o wiele więcej wspólnego, niż im się zdawało.

Poza rewelacyjną chemią i osobowościami, które po prostu idealnie ze sobą współgrają, w Adalyn i Cameronie pokochałam to, że mamy szansę dostrzec jak krok po kroku budują relację opartą na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa, którego dotychczas nikt im nie okazał. Ona, nauczona doświadczeniami ze swojego życia, zawsze była przekonana, że miłość wiąże się z warunkami, którym nigdy nie potrafi sprostać. Natomiast on, znając ograniczenia i niebezpieczeństwa stylu życia jaki prowadził, nie chciał nikogo mieszać w swój bałagan. Miłość nie była na ich radarze, a jednak odnaleźli ją w swoich ramionach w sposób, którego dotąd nigdy nie znali. Armas to mistrzyni ukazywania uczuć w najmniejszych momentach, a dokładnie taka była miłości Adalyn i Camerona - rozwijająca się subtelnie, zauważalna w małych czynach, spojrzeniach i uśmiechach, które rozumieli tylko oni. Miałam motylki w brzuchu przez większość książki, aż jedyne na co miałam ochotę, to piszczeć jak mała dziewczynka.

Dodatkowo, jeśli mam być szczera, to klimat tej historii jest moim ulubionym spośród wszystkich książek Armas. Osadzenie jej w małym miasteczku w Karolinie Północnej to był rewelacyjny pomysł - nie tylko czułam się tak, jakbym sama była tam razem z bohaterami, gdzieś w chatce pośrodku lasu, ale absolutnie pokochałam wszystkich mieszkańców tego miasteczka. A szczególnie dziewczynki z drużyny, nad którą przychodzi pracować Adalyn i Cameronowi. Dawno już się tak nie uśmiałam, jak podczas scen z treningów i meczów, szczególnie, gdy w centrum znajdowała się Maria i jej ślepa koza, Brandy. Ta dynamika nadała tej historii tak rodzinnego ciepła, lekkości będącej kontrastem do życia i ludzi, których Adalyn zostawia w mieście.

Armas dobrze wie, co kocham w książkach, bo dawno już tak dobrze się nie bawiłam podczas czytania jakiegokolwiek rom-comu. Śmiałam się momentami tak niespodziewanie, że czytając ją w pociągu zaliczyłam kilka dziwnych spojrzeń, ale było warto. Na dodatek serce mi puchło z nadmiaru miłości przy każdej uroczej scenie i tylko coraz bardziej zakochiwałam się w bohaterach, w tym miasteczku i w całej jej społeczności - z kozami, kotkami i kogutem włącznie. Jeśli potrzebujecie takiej podnoszącej na duchu, ciepłej i lekkiej powieści, to cóż... Armas jest w tym mistrzynią, a "The Long Game" nie bez powodu trafia na listę moich ulubionych książek tego roku. Polecam ją całym sercem.

A w przyszłym roku jesienią będziemy mogli powrócić do Green Oak w drugim tomie "The Short List" o Matthew i Josie! :)


ELENA ARMAS to hiszpańska pisarka, kolekcjonerka książek i nieuleczalna romantyczka. Uwielbia współczesną popkulturę. Prowadzi konto na Instagramie, gdzie dzieli się swoimi opiniami o książkach. The Spanish Love Deception to jej pierwsza powieść (i od razu bestseller).


Tytuł: The Long Game
Autor: Elena Armas
Data premiery: 27.09.2023r.
Seria: The Long Game. Tom 1
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Otwartym:



Czytaj dalej »

sobota, 11 marca 2023

Elena Armas - The American Roommate Experiment



Rosie Graham ma problem. A właściwie kilka. Rzuciła dobrze płatną pracę dla kariery pisarskiej. Tyle że właściwie nie pisze, a deadline oddania wydawcy tekstu zbliża się nieubłaganie. Na domiar złego sufit jej nowojorskiego mieszkania dosłownie wali jej się na głowę.

Zdesperowana szuka tymczasowego schronienia u swojej przyjaciółki. Jak się okazuje, nie ona jedna. Na miejscu zastaje kuzyna Cataliny – Lucasa Martína, którego od miesięcy „stalkuje” na Instagramie. Rosie zgadza się dzielić mieszkanie z Lucasem. Szybko odkrywa, że nie tylko paraduje on po domu w samym ręczniku – ma także zniewalający uśmiech, niesamowicie pociągający akcent i świetnie gotuje.

Kiedy Lucas dowiaduje się o zastoju pisarskim Rosie, proponuje jej eksperyment: zabierze ją na kilka randek, by odnalazła inspirację. Rosie uznaje, że nie ma nic do stracenia, i zaczyna spotykać się z Lucasem. Wszystko okazuje się jednak dużo bardziej skomplikowane, gdy randki stają się o wiele lepszą zabawą, niż Rosie przypuszczała…


Znacie to uczucie spokoju i szczęścia towarzyszące wam podczas czytania tej jednej, konkretnej książki? Ten błogi stan, w którym spędzanie czasu z bohaterami jest jak przebywanie w domu? Dokładnie tym stały się dla mnie książki Eleny Armas, najpierw The Spanish Love Deception, a teraz The American Roommate Experiment. Może i dla wielu nie są to wyjątkowe, wyróżniające się historie, ale ja zawsze sięgając po nie wiem, że będę świetnie się bawić. Historię Rosie i Lucasa czytałam już po raz kolejny i uśmiech nie schodził mi z twarzy - to taka idealna pozycja na odprężenie, pełna słodkości i uroku, eksperymentalnych randek i rosnących na sile uczuć, którą nie sposób się nie zauroczyć.

Życie Rosie stanęło w miejscu, zarówno w życiu osobistym, jak i profesjonalnym. Z zazdrością obserwuje miłość swojej najlepszej przyjaciółki, podczas gdy jej kolejne związki okazują się być jeszcze większą porażką, a na dodatek kilka miesięcy temu zwolniła się ze stabilnej pracy, aby spełniać marzenia o pisaniu książek, ale od tamtej pory nie napisała ani słowa. Żeby tego było mało, właśnie została - w dosłownym znaczeniu - bez dachu nad głową. Gdy w jej mieszkaniu zawala się sufit, zmuszona jest przenieść się do mieszkania przyjaciółki na czas remontu. Lina i tak przebywa właśnie na swoim miesiącu miodowym, nie powinna mieć więc nic przeciwko. Pech tak chciał (a może przeznaczenie), że nie zdążyła poinformować Rosie, że w tym czasie w Nowym Jorku ma przebywać jej kuzyn, Lucas, w którym Rosie od kilku miesięcy się skrycie podkochuje i na dodatek ma zamieszkać w mieszkaniu Liny. Obydwoje jednak szybko wpadają w zgodny rytm i rodzi się między nimi specjalna więź i przyjaźń. Kiedy więc Lucas proponuje jej pomoc w odzyskaniu inspiracji i zabranie ją na kilka eksperymentalnych randek, Rosie postanawia skorzystać z okazji. W końcu ich relacja i tak ma termin ważności, a Lucas za kilka tygodni wróci do Hiszpanii. Wtedy jednak granice między fikcją, a prawdą zaczynają się zacierać, a serca mogą zostać złamane...

Jeśli czytaliście The Spanish Love Deception, to jestem pewna, że nie trzeba wam przedstawiać ani Rosie, ani Lucasa. Najlepsza przyjaciółka Liny i jej kuzyn wreszcie dostają swoją szansę w miłości, a wszystko to w wyniku zabawnej sytuacji, w której zmuszeni są zamieszkać razem w jednym mieszkaniu. Dorzućmy do tego eksperymentalne randki, wspólne gotowanie, tańce w deszczu oraz skradzione pocałunki, a zakochanie się w tej dwójce macie gwarantowane. Kto nie chciałby przeżyć takiej miłości rodem z romansu albo komedii romantycznej?

Za pierwszym razem pokochałam Rosie i Lucasa za to, jak czysta i piękna była ich miłość do siebie, ale to za drugim razem zaczęłam dostrzegać tę miłość w dziesiątkach najmniejszych momentów, które być może umknęły mi wcześniej. Rosie to kobieta o ogromnym sercu, która zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro innych, swoich przyjaciół, taty, brata, ale za to nigdy nie myśli o zadbaniu o siebie. To Lucas pomaga jej dostrzec jej wartość i podbudować pewność siebie, a przy tym na każdym kroku udowadnia jej, jak wspaniałą jest kobietą. To bohaterka, która skradła moje serce swoją dobrocią i delikatnością.

Natomiast Lucas to w pewien sposób powiew świeżości, bo za każdym razem, gdy się pojawiał, uśmiech nie schodził mi z twarzy. No bo kto nie zakochałby się w facecie, który gotuje, piecze, mówi do ciebie po hiszpańsku, zabiera cię na najlepsze "udawane" randki i traktuje cię jak najcenniejszą osobę w swoim życiu? Skradł mi serce swoją pozytywną energią i aurą człowieka, który potrafi poprawić humor drugiej osobie jedynie samym swoim uśmiechem. Dostrzegamy jednak, że pod maską szczęśliwego człowieka skrywa się ból utraconych marzeń i poczucie beznadziei, z jakim mierzy się w samotności. Tak naprawdę nikt poza Rosie nie wie, że ostatnie tygodnie spędził podróżując po Stanach Zjednoczonych i lecząc złamane serce po wypadku, który odebrał mu wszelkie marzenia o karierze zawodowego surfera. I nikomu nie daje po sobie poznać, że czuje się bezwartościowy i zagubiony, tracąc tę jedną rzecz, która go definiowała. To Rosie pomaga mu na nowo dostrzec jego wartość, w którą zwątpił - zupełnie jak on robi to dla niej.

Ta dwójka nie mogłaby do siebie bardziej pasować i obserwowanie, jak rozwija się ich uczucie, to była najlepsza część tej historii. Dwójka zagubionych ludzi, których życie przybrało niespodziewany kierunek, z niepewną przyszłością i lekko poturbowanymi sercami, nagle ma zamieszkać razem pod jednym dachem, w malutkim nowojorskim mieszkanku. Od sekretnego zauroczenia, przez współlokatorów i przyjaciół, aż w końcu po najpiękniejszy rodzaj miłości. Chemia między nimi była ogromna, a ja zakochiwałam się razem z nimi. W tych drobnych gestach, w szczerych rozmowach, które pozwalały im poznać się na sposoby, w które jeszcze nikt nigdy ich nie poznał, w udawanych randkach, w które wkradali całe swoje serca, w tym bezinteresownym wsparciu, zaufaniu, w tym poczuciu, że to jest właśnie to. To jest ta osoba, dla której byliby w stanie zrobić wszystko.

Jeśli szukacie książki, która napełni was radością i miłością, przy której spędzicie najprzyjemniejsze godziny i będziecie się zakochiwać razem z bohaterami, to koniecznie czytajcie "The American Roommate Experiment". To czterysta stron pełne randek jak z najlepszych komedii romantycznych, uśmiechów i miłości skrytej w każdym uśmiechu, czynie, słowie. To historia o zdrowiejących sercach i dawaniu szansy miłości, która czasami pojawia się w najmniej spodziewanych momentach. Poza tym, czy wspominałam, że nie zabraknie tu także Liny i Aarona? Jeśli więc stęskniliście się za tą dwójką, to tym bardziej musicie sięgnąć po tę pozycję. Szczególnie jeśli lubicie slow burn i friends to lovers!

Na skrzydełku książki możecie znaleźć moją osobistą polecajkę! :)


ELENA ARMAS to hiszpańska pisarka, kolekcjonerka książek i nieuleczalna romantyczka. Uwielbia współczesną popkulturę. Prowadzi konto na Instagramie, gdzie dzieli się swoimi opiniami o książkach. The Spanish Love Deception to jej pierwsza powieść (i od razu bestseller).


Tytuł: The American Roommate Experiment
Autor: Elena Armas
Seria: The Spanish Love Deception. Tom 2
Data premiery: 15.02.2023r.
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 400
Ocena: 10/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!




Czytaj dalej »

środa, 21 września 2022

Elena Armas - The American Roommate Experiment



Rosie Graham has a problem. A few, actually. She just quit her well paid job to focus on her secret career as a romance writer. She hasn’t told her family and now has terrible writer’s block. Then, the ceiling of her New York apartment literally crumbles on her. Luckily she has her best friend Lina’s spare key while she’s out of town. But Rosie doesn’t know that Lina has already lent her apartment to her cousin Lucas, who Rosie has been stalking—for lack of a better word—on Instagram for the last few months. Lucas seems intent on coming to her rescue like a Spanish knight in shining armor. Only this one strolls around the place in a towel, has a distracting grin, and an irresistible accent. Oh, and he cooks.

Lucas offers to let Rosie stay with him, at least until she can find some affordable temporary housing. And then he proposes an outrageous experiment to bring back her literary muse and meet her deadline: He’ll take her on a series of experimental dates meant to jump-start her romantic inspiration. Rosie has nothing to lose. Her silly, online crush is totally under control—but Lucas’s time in New York has an expiration date, and six weeks may not be enough, for either her or her deadline.


Nawet nie wiecie, jak długo wyczekiwałam tej premiery. Właściwie to czekałam na nią jeszcze zanim autorka oficjalnie ogłosiła, że książka w ogóle powstanie. Czekałam, odkąd niemalże rok temu, czytając po raz pierwszy "The Spanish Love Deception", przeczytałam ten jeden fragment, tę małą iskierkę czegoś, co mogło się w przyszłości rozwinąć w coś równie dobrego, jak historia Aarona i Liny. I wreszcie jest - historia Rosie i Lucasa (tak, TEGO Lucasa - kto czytał "The Spanish Love Deception", ten wie). Najlepszej przyjaciółki i kuzyna Liny. I moje serducho nie mogłoby się bardziej cieszyć. Pokochałam debiutancką powieść Eleny Armas, nie miałam więc wątpliwości, że pokocham również jej drugą książkę. I miałam rację, ta historia kompletnie mnie pochłonęła, w moim brzuchu szalały motylki, a z twarzy nie schodził szeroki i radosny uśmiech. Jestem pewna, że każdy, kto pokochał Aarona i Catalinę, pokocha również Rosie i Lucasa. Mam ogromną nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na polskie wydanie.

Because when his lips finally met mine, I felt it. Deep in my bones. I felt his beautiful smile, his kindness, his selflessness, his honesty, his love. I felt all the things that made him him and that I adored so much. Everything that had made me fall so helplessly in love with him.

Rosie Graham pół roku temu rzuciła pracę, pragnąc spełnić swoje marzenia o zostaniu pisarką romansów. Od sukcesu jej pierwszej powieści nie udało jej się jednak napisać nic nowego, a zbliżający się termin oddania szkicu jej drugiej książki sprawia, że czuje się, jakby zawaliła. Na dodatek w jej mieszkaniu zawala się sufit, przez co zmuszona jest przenieść się na kilka tygodni do przyjaciółki, która aktualnie przebywa poza miastem. Pech tak chciał (albo przeznaczenie?), że okazuje się, że Lina już zgodziła się udostępnić mieszkanie przebywającemu w mieście kuzynowi, Lucasowi, o czym jej nie poinformowała. Temu samemu kuzynowi, w którym Rosie sekretnie podkochiwała się od miesięcy. Dzielenie małego mieszkania może i jest wyzwaniem i pokusą, ale niespodziewana przyjaźń Lucasa wiele dla Rosie znaczy. Szczególnie, gdy dowiaduje się o jej braku weny i proponuje jej, że zabierze ją na cztery udawane randki, które zainspirują ją do napisania jej książki. Eksperymentalne randkowanie z facetem, w którym kocha się od miesięcy, który przecież za kilka tygodni wróci do Hiszpanii... co może pójść nie tak?

You scatter my thoughts, Rosie. There'll never be a moment when you don't distract me from whatever I'm thinking or doing. You have that power over me.

Kiedy czytając książkę mam na twarzy szeroki wyszczerz, który nie znika nawet na moment, to wiem, że ta historia będzie miała szczególne miejsce w moim sercu. A właśnie tak czułam się, czytając "The American Roommate Experiment" - czułam radość, szczęście, wszystkie te emocje związane z zakochiwaniem się, zupełnie jakbym przez te kilka godzin żyła razem z bohaterami. Rosie i Lucas są dobrze znani tym, którzy czytali poprzednią książkę Eleny, ale miło było wreszcie móc poznać ich bliżej, a zwłaszcza Lucasa. Szczególnie, że tym razem autorka wprowadziła rozdziały oczami zarówno Rosie, jak i Lucasa, czego tak mi brakowało w TSLD.

Rosie, najlepsza przyjaciółka Liny, od miesięcy sekretnie podkochuje się w jej kuzynie, Lucasie. Chociaż z powodu jego nieobecności na ślubie Cataliny i Aarona nigdy nie miała szansy poznać go osobiście, śledzenie jego profili społecznościowych i wysłuchiwanie historii przyjaciółki na jego temat stało się jej słodką tajemnicą. Szczególnie, że jej życie uczuciowe to tak naprawdę jedna wielka katastrofa i dobrze wie, że to zauroczenie nigdy nie rozwinie się w nic więcej, poza niewinną fantazję.

I read you like you were my favourite book, Rosie. Like I've memorized you.

Lucas natomiast ostatnie tygodnie spędził podróżując po Stanach Zjednoczonych i lecząc złamane serce po wypadku, który odebrał mu wszelkie marzenia o karierze zawodowego surfera. Nikt z jego rodziny nie zna prawdy, dlaczego opuścił Hiszpanię i zamknął się w sobie. Nowy Jork jest ostatnim miastem na jego liście do odwiedzenia, aż niespodziewanie los na jego drodze stawia Rosie, która pomieszkuje w mieszkaniu Liny pod jej nieobecność. Dwójka zagubionych ludzi, których życie przybrało niespodziewany kierunek, z niepewną przyszłością i lekko poturbowanymi sercami, nagle ma zamieszkać razem pod jednym dachem, w malutkim nowojorskim mieszkanku. Pokochałam ich od razu, a Lucas szczególnie skradł moje serce. No bo kto nie zakochałby się w facecie, który gotuje, piecze, mówi do ciebie po hiszpańsku, zabiera cię na najlepsze "udawane" randki i traktuje cię jak najcenniejszą osobę w swoim życiu?

Uwielbiam także dynamikę między Rosie i Lucasem. Od pierwszej chwili, kiedy spotykają się w dość niefortunnych okolicznościach, poczułam ich niesamowitą chemię, ale to sposób, w jaki autorka rozwija ich relację od nieznajomych, do przyjaciół, do udawanych randek, aż do miłości, zauroczył mnie najmocniej, bo wręcz czułam, jak ich relacja robi się silniejsza i jak wiele byliby w stanie dla siebie zrobić. Elena Armas posiada tę niepowtarzalną umiejętność ukazywania miłości w sposób, który sprawia, że czytelnik czuje się tak, jakby sam przeżywał właśnie to samo. Ja zakochiwałam się razem z Rosie i Lucasem. W tych drobnych gestach, w szczerych rozmowach, które pozwalały im poznać się na sposoby, w które jeszcze nikt nigdy ich nie poznał, w udawanych randkach, w które wkradali całe swoje serca, w tym bezinteresownym wsparciu, zaufaniu, w tym poczuciu, że to jest właśnie to. To jest ta osoba, dla której byliby w stanie zrobić wszystko.

You had to be perfect, didn't you? You had to be capable of taming and pulling at everything that's inside of me?

Rosie i Lucas tak wspaniale się dopełniali. On jest tym odrobinę bardziej otwartym, towarzyskim, romantycznym i noszącym swoje serce na wierzchu, a ona jest trochę bardziej nieśmiała, skryta, ale też zawsze służy pomocą i stawia dobro innych ponad swoje. Obydwoje wydobywali z siebie co najlepsze, a każda ich interakcja skutkowała tym, że nie potrafiłam przestać się uśmiechać. Jeśli lubicie slow burn, to Elena Armas serwuje tutaj najsłodszą torturę, prawdziwy rollercoaster emocji i niezaprzeczalną chemię. Poza tym osobiście jestem zakochana w tym, w jaki sposób autorka wplotła w fabułę udawane randki, bo dzięki nim Lucas rozkochał mnie jeszcze bardziej. Jego zauroczenie Rosie to była najsłodsza rzecz pod słońcem. Serio, po Aaronie i Lucasie, jak jeszcze Armas uderzy w moje serce?

And I imagined this, his hug, his body, him, being my safe haven. My normal. My bad days, my good days. My every day.

"The American Roommate Experiment" to była absolutna radość sklejona w 400 stron. Szczęście, miłość, akceptacja i zdrowiejące serca w każdym słowie, uśmiechu, pocałunku i czynie. Jestem przekonana, że Elena Armas nie potrafi napisać złej książki, bo to już drugi raz, kiedy mnie absolutnie, nieodwracalnie rozkochała. Historia Rosie i Lucasa skradła moje serce na milion różnych sposobów i z pewnością trafi na listę najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. To taki comfort read, do którego będę powracać w gorsze dni, bo wiem, że to książka, która skutecznie przywróci uśmiech na moją twarz. A pokochacie ją szczególnie, jeśli podobało wam się "The Spanish Love Deception", bo naszych ukochanych Aarona i Cataliny oczywiście nie mogło zabraknąć!


ELENA ARMAS to hiszpańska pisarka, kolekcjonerka książek i nieuleczalna romantyczka. Uwielbia współczesną popkulturę. Prowadzi konto na Instagramie, gdzie dzieli się swoimi opiniami o książkach. The Spanish Love Deception to jej pierwsza powieść (i od razu bestseller).


Tytuł: The American Roommate Experiment
Autor: Elena Armas
Data premiery: 06.09.2022r.
Język: angielski
Liczba stron: 410
Ocena: 10/10




Czytaj dalej »

środa, 20 lipca 2022

Elena Armas - The Spanish Love Deception



Aaron Blackford zaproponował Catalinie Martín, że pojedzie z nią do Hiszpanii na ślub jej siostry i będzie udawał jej chłopaka. Chociaż Catalina rozpaczliwie potrzebuje partnera (żeby nie wydało się jej kłamstwo), nie waha się nawet przez sekundę i odrzuca jego ofertę. Nigdy nie spotkała bardziej aroganckiego, irytującego i nieznośnego mężczyzny, do tego z takim uporem utrudniającego jej życie. Ale czas, który dzieli ją od ślubu siostry, topnieje w błyskawicznym tempie i determinacja Cataliny zmienia się w desperację. Im bliżej do ślubu, tym obecność Aarona Blackforda staje się bardziej pożądana. Będą mieli trzy dni, by przekonać rodzinę Cataliny, że są w sobie zakochani. W przeciwnym razie dziewczyna zostanie zdemaskowana jako kłamczucha, a pełne współczucia spojrzenia gości weselnych zawstydzą ją mocniej niż jego lodowate, niebieskie oczy…


Kocham to uczucie, kiedy coś, co kochasz całym sercem od miesięcy, wreszcie wychodzi do świata i możesz się tym podzielić z innymi. Czekałam niemalże rok na polską wersję "The Spanish Love Deception", ponieważ odkąd przeczytałam ją po raz pierwszy w zeszłym roku, ta książka od razu trafiła na listę moich comfort reads i marzyłam o tym, aby każdy mógł po nią u nas sięgnąć. Czytając ją, za każdym razem czuję się jak w domu. Nieważne, że fabuła nie jest niczym nowym i tak naprawdę jest to po prostu lekki, letni romans. Nieważne, że pewnie nie każdy się ze mną zgodzi. To po prostu książka, która z jakiegoś powodu skradła kawałek mojego serca i już na zawsze w nim pozostanie, więc ogromnie się cieszę, że teraz wszyscy mogą ją przeczytać po polsku i zakochać się w niej równie mocno, jak ja. Nie bez powodu podbija serca czytelniczek na całym świecie.

„W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone”.
Trochę pewnie tak. Nie mogłam jednak pojąć, jak to się miało  do sytuacji, w której miłość była na niby, a wrogowie nie mieli innego wyboru, jak tylko połączyć siły.

Za kilka tygodni siostra Cataliny wychodzi za mąż, a wesele odbędzie się w Hiszpanii. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że pojawi się na nim także były Cataliny, który nie tylko złamał jej serce i był powodem największego upokorzenia w jej życiu, ale towarzyszyć ma mu jego nowa narzeczona. Pojawienie się bez partnera nie wchodzi więc w rachubę, bo kobieta dobrze wie, że jej rodzina będzie patrzeć na nią z politowaniem. Pozostaje więc tylko znaleźć kogoś, kto będzie udawał jej partnera. Nie spodziewa się natomiast, że na ochotnika zgłosi się ostatnia osoba na świecie, którą miałaby ochotę ze sobą zabrać - Aaron Blackford, jej współpracownik i największa zmora jej życia.

Catalina Martín nie znosi Aarona Blackforda, odkąd niemalże dwa lata temu przeniósł się do ich firmy i potraktował ją jak gumę na podeszwie jego buta. Powiedzieć, że w ogóle się nie dogadują, byłoby niedopowiedzeniem roku. Kobieta dobrze zna jego chłodne, lekceważące spojrzenia, które towarzyszą jej niemalże codziennie. Dlatego propozycja, która wychodzi z jego ust, gdy pewnego dnia podsłuchuje jej prywatną rozmowę z jej najlepszą przyjaciółką, Rosie, jest dla niej tak absurdalna, że nawet nie bierze jej na poważnie. Miałaby zabrać ze sobą swojego największego wroga na wesele swojej siostry? Jednakże z każdym dniem data ślubu się zbliża, a Catalina staje się jeszcze bardziej zdesperowana. Pech chciał, że do tego wszystkiego jej mama jest przekonana, że jej partnerem jest jej nowy chłopak, miłość jej życia. Wszystko wskazuje na to, że Aaron to jej jedyne wyjście z tej sytuacji, jeśli nie chce pokazać się tam sama i znosić litościwych spojrzeń swojej rodziny. Co takiego może wyniknąć z udawanego związku ze swoim największym wrogiem?

– Dam ci cały świat – powiedział tuż przy moich ustach. –  Księżyc. Pieprzone gwiazdy. Wszystko, o co poprosisz, jest twoje. J a jestem t w ó j.

Jeśli miałabym wymienić jeden idealny, letni romans, który nie tylko wywoła uśmiech na waszej twarzy, ale też całe stado motylków w brzuchu, byłoby to właśnie "The Spanish Love Deception". Kocham tę książkę za to, że nieważne ile razy do niej wracam, zawsze czuję się jak dziecko, które dostało nową zabawkę. Klimat słonecznej Hiszpanii, do której przenosimy się po kilku rozdziałach, jest cudowny, szczególnie ze względu na to, że autorka przez całą książkę wrzuca kulturowe smaczki, jak chociażby to, że Lina i jej cała rodzina porozumiewają się po hiszpańsku. Jako wielbicielka tej kultury i języka rozpływałam się bez pamięci, bo to kolejna część, która mnie z tą książką połączyła.

Fabuła tego romansu to coś idealnego dla wielbicieli wątków udawanego związku oraz enemies to lovers. Historia Cataliny i Aarona wypełniła mnie szczęściem i lekkością, bo chociaż pod względem pomysłu na fabułę może nie dostajemy tutaj nic wielkiego ani innowacyjnego, to wykonanie i ci bohaterowie skradli ogromną część mojego serca. Historia rozwija się powoli, ale za to dzięki temu mamy szansę bliżej poznać się z bohaterami i zrozumieć naturę ich relacji, a kiedy wreszcie przenosimy się do Hiszpanii? Wtedy zaczyna się dziać. Niesamowita chemia, emocje, szeroki uśmiech na twarzy i motylki w brzuchu.

Wykraczasz poza możliwości mojego mózgu, moje zasady,  mój świat. Kiedy najmniej się tego spodziewam, dynamitem  torujesz sobie drogę do mojego serca. Jakbyś już wcześniej tego  nie zrobiła. Jakbym już nie był zrujnowany dla kogokolwiek innego. Jak gdybym nie był zdany na twoją łaskę.

Chwaliłam to już w mojej pierwszej recenzji tej książki, ale autorka rewelacyjnie ukazuje jak w subtelny sposób uczucie między Cataliną i Aaronem przechodzi zmiany. Catalinie co prawda trudno jest mu zaufać i dość długo nosi w sobie żal ich pierwszego spotkania i jego chłodnego zachowania, ale od razu można się domyślić, że w tym wszystkim chodzi o coś więcej, niż o zwykłą nienawiść. Te wszystkie najmniejsze znaki, które mogłyby umknąć, gdybyśmy nie czytali tej historii uważnie, ukryte znaczenie w ostrych słowach, które wypowiadają, małe czyny i tajemnicze spojrzenia... właśnie tak prowadzi się dobry wątek miłosny. Serce szalało mi w piersi za każdym razem, gdy działo się coś, co wskazywało na ich wzajemne zainteresowanie sobą od lat. Czułam się tak, jakbym śledziła najcudowniejszą rozgrywkę miłosną, która powoli przemieniła się w najpiękniejsze uczucie.

Poza tym naprawdę nie wiem jak nie polubić się z tymi bohaterami, bo moje serce skradli w ciągu sekundy. Do końca życia Aaron Blackford będzie na szczycie moich ulubionych książkowych chłopaków, bo takiego mężczyzny życzę każdej osobie - cudownego, całującego ziemię po której chodzi jego ukochana, szanującego granice i będącego pomocną ręką zawsze, gdy życie staje się odrobinę przytłaczające. Natomiast Catalina to przecudowna, silna kobieta, której w życiu niejednokrotnie przyszło się zmierzyć z przykrą rzeczywistością, w jakiej żyją kobiety, ale wyszła z tego wszystkiego silniejsza. Autorka porusza w tej książce temat seksizmu, slut-shamingu i podwójnych standardów, ukazując to zarówno z perspektywy poprzedniego związku Liny, w którym to ona została zmieszana z błotem, a także w jej środowisku pracy, gdzie jako jedyna kobieta w swojej grupie codziennie musi znosić seksistowskie i grubiańskie komentarze. Lina przez całą książkę zmaga się z oczekiwaniami, które są narzucane na kobiety i brakiem zaufania do mężczyzn. Sama Catalina narzuca sobie pewne rzeczy, których wymaga od kobiet społeczeństwo - pragnie być szczupła, piękna, nieskazitelna. Łamało mi to serce, bo myślę, że większość z nas chociaż raz znalazła się kiedyś w podobnej sytuacji.

Jesteś tym wszystkim, Catalino. Jesteś światłem. I pasją.  Sam twój śmiech potrafi poprawić mi nastrój i jak gdyby nigdy  nic w ciągu paru sekund odmienić mój dzień. Nawet jeśli ten  śmiech nie ma związku ze mną. Potrafisz… rozjaśnić całe pomieszczenie, Catalino. Masz taką moc. I to z powodu wszystkich  cech, które składają się na to, kim jesteś. Każdej z nich, nawet  tych, które doprowadzają mnie tak do szału, że nie masz pojęcia. Nigdy nie powinnaś o tym zapominać.

"The Spanish Love Deception" to dla mnie jedna z tych książek, po które sięgam i wiem, że zostanę wciągnięta w świat komfortu i szczęścia. Nie wiem co takiego jest w tej historii, ale serce wybrało beze mnie i wiem, że ta książka na zawsze pozostanie jedną z moich ukochanych. Mogę mieć tylko nadzieję, że sięgając po nią, poczujecie chociażby cząstkę tej radości, jaką czułam ja. No a poza tym... kto nie zakochałby się w historii, w której facet proponuje udawać chłopaka dziewczyny na hiszpańskim weselu jej siostry i krok po kroku udowadnia jej, że pragnie z nią być? I czy wspominałam, że ten sam facet kocha oglądać bajki Disney'a? Czytajcie koniecznie!

A na skrzydełku książki możecie znaleźć moją opinię :)


ELENA ARMAS to hiszpańska pisarka, kolekcjonerka książek i nieuleczalna romantyczka. Uwielbia współczesną popkulturę. Prowadzi konto na Instagramie, gdzie dzieli się swoimi opiniami o książkach. The Spanish Love Deception to jej pierwsza powieść (i od razu bestseller).


Tytuł: The Spanish Love Deception
Autor: Elena Armas
Data premiery: 13.07.2022r.
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 520
Ocena: 10/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!




Czytaj dalej »

środa, 20 października 2021

Elena Armas - The Spanish Love Deception



A wedding. A trip to Spain. The most infuriating man. And three days of pretending. Or in other words, a plan that will never work.

Catalina Martín, finally, not single. Her family is happy to announce that she will bring her American boyfriend to her sister’s wedding. Everyone is invited to come and witness the most magical event of the year.

That would certainly be tomorrow’s headline in the local newspaper of the small Spanish town I came from. Or the epitaph on my tombstone, seeing the turn my life had taken in the span of a phone call.

Four weeks wasn’t a lot of time to find someone willing to cross the Atlantic–from NYC and all the way to Spain–for a wedding. Let alone, someone eager to play along my charade. But that didn’t mean I was desperate enough to bring the 6’4 blue eyed pain in my ass standing before me.

Aaron Blackford. The man whose main occupation was making my blood boil had just offered himself to be my date. Right after inserting his nose in my business, calling me delusional, and calling himself my best option. See? Outrageous. Aggravating. Blood boiling. And much to my total despair, also right. Which left me with a surly and extra large dilemma in my hands. Was it worth the suffering to bring my colleague and bane of my existence as my fake boyfriend to my sister’s wedding? Or was I better off coming clean and facing the consequences of my panic induced lie?

Like my abuela would say, que dios nos pille confesados.


Już rozumiem. Rozumiem dlaczego przez ostatnie miesiące pół Internetu mówiło o tej książce, zachwycając się bohaterami i historią. Rozumiem to całkowicie, bo właśnie znalazłam nową miłość i nigdy nie przestanę się nią zachwycać. Chociaż Elena Armas to nowa autorka na rynku wydawniczym, debiutując książką "The Spanish Love Deception" od razu zyskała sobie rzeszę fanów za granicą, nie mogłam więc nie sprawdzić o co taki hałas - i wiecie co? Sama będę teraz namawiać wszystkich, aby tę książkę czytali. Jednocześnie modląc się po cichu o polskie wydanie, aby każdy mógł poznać historię Aarona i Cataliny, i zakochać się w niej równie mocno i bez pamięci, jak ja. Już dawno nie czułam się taka szczęśliwa i lekka czytając romans, a ta historia sprawiła, że przez całą lekturę motylki szalały mi w żołądku, a serce puchło do niewytłumaczalnych rozmiarów. Skończyłam ją z pragnieniem, aby od razu przeczytać ją od nowa.

“I’ll give you the world,”he said against my mouth. “The moon. The fucking stars. Anything you ask, it’s yours. I’m yours.”

Catalina to ciężko pracująca kobieta, która po pewnych wydarzeniach z przeszłości przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych i tam ułożyła sobie życie. Unikając spotkania z byłym i nieuniknionych współczujących spojrzeń swojej rodziny na wieść, że nadal jest singielką, rzadko kiedy wraca do rodzinnej Hiszpanii. Zbliża się jednak duże, hiszpańskie wesele jej siostry, z którego nie może się wykręcić. Tak się też składa, że w wyniku chwilowej utraty umiejętności logicznego myślenia Lina wyznaje rodzinie, że pojawi się na weselu z chłopakiem... który przecież nie istnieje. Ma teraz cztery tygodnie na znalezienie kandydata na udawanego partnera. Największe zaskoczenie? Do tej roli zgłasza się jej odwieczny wróg i współpracownik, Aaron Blackford. Mężczyzna wyglądający jak Clark Kent z sercem z kamienia, który nigdy nie okazywał jej niczego więcej, niż chłodnej obojętności. Kiedy jednak przedstawia jej propozycję i udowadnia, że jest jej najlepszym wyborem, kobieta nie ma innego wyjścia, jak spróbować. W innym wypadku pojedzie do Hiszpanii samotna, ze świadomością, że nie tylko okłamała swoją rodzinę, ale od lat nikogo nie miała, jakby jeszcze się nie pozbierała po ciężkich wydarzeniach. A ten scenariusz nie podoba jej się odrobinę bardziej, niż wizja spoufalania się ze swoim wrogiem. Współpraca z Aaronem otwiera jej jednak oczy na pewne wydarzenia i nagle zaczyna dostrzegać jego osobę z zupełnie innej perspektywy. Czy to możliwe, że za tym chłodnym traktowaniem skrywały się inne uczucia? I jak daleko można zajść z udawaniem bycia zakochanym, zanim granice zaczną się zacierać?

“Hi,” I croaked, as if we were just seeing each other after a long time. And, God, why did it feel so much like we were? Like I was finally here. Finally coming home.

Ta książka... rany, ta książka. Historia Liny i Aarona sprawiła, że przez całą lekturę w głowie miałam tylko jedną myśl - "kiedy będzie moja kolej na taką miłość?". Bez dwóch zdań jest to najlepsza historia z wątkiem udawanego związku, jaką kiedykolwiek czytałam. Co więcej, łączy ona w sobie również wątek od nienawiści do miłości, pod wieloma względami bardzo mocno przypominając książkę "Wredne Igraszki" Sally Thorne, która również jest jedną z moich ukochanych historii. Autorka po mistrzowsku prowadzi relację między bohaterami, ukazując na najbardziej subtelne sposoby jak rozwija się ich miłość. Te wszystkie, nawet najmniejsze momenty, które mogły umknąć bohaterom, ale które czytelnik zauważa od razu, sprawiały, że serce mi się wyrywało z klatki piersiowej. Te wszystkie dowody na to, że zawsze było między nimi przyciąganie i nigdy nie byli sobie obojętni. Te spojrzenia, małe czyny i piękne słowa, które zapadają w pamięci na zawsze... właśnie tak pisze się rewelacyjny, ponadprzeciętny romans.

“You feel complete in my arms. You feel like my home.”

Bohaterowie sprawili, że oszalałam na ich punkcie. Żyłam ich historią, oddychałam nią, nie potrafiłam się oderwać od kartek książki. Zarówno Catalina, jak i Aaron, to wielowymiarowe i charyzmatyczne postacie. Główna bohaterka ma za sobą pewne traumatyczne przeżycia, przez które nie jest jej łatwo komukolwiek zaufać. A już zwłaszcza Aaronowi, który od dwóch lat, odkąd się znają, traktował ją z chłodnym dystansem. Z tyłu głowy ciągle ma ich pierwsze spotkanie, które skończyło się katastrofą i wieloletnią nienawiścią. Chociaż fakt, że razem pracują w tej samej firmie i nieuniknione jest przebywanie w swoim towarzystwie, w niczym nie pomaga. I szczerze, ich relacja rozwija się w najsłodszy, najpiękniejszy sposób, ponieważ liczy się każdy moment, który można tak łatwo przegapić. Nie zabraknie potyczek słownych, skrywanego bólu, ale i ukrytych uczuć, które wychodzą na jaw w najlepszych możliwych momentach. A sposób, w jaki Aaron traktował Linę i jak krok po kroku udowadniał jej swoje uczucia sprawił, że moje i tak już wysokie wymagania co do chłopaków wzniosły się do nieba. Mogłabym napisać na temat Aarona cały esej, ale pozostawię to do okrycia wam. Jestem pewna, że podbije wasze serca równie szybko, jak podbił moje.

“You are all that, Catalina. You are light. And passion. Your laughter alone can lift my mood and effortlessly turn my day around in a matter of seconds. Even when it’s not aimed at me. You … can light up entire rooms, Catalina. You hold that kind of power. And it’s because of all the different things that make you who you are. Each and every one of them, even the ones that drive me crazy in ways you can’t imagine. You should never forget that.”

Poza oczywistym epickim romansem strasznie uwielbiam też to, że główna bohaterka jest Hiszpanką i w pewnym momencie książki właśnie tam podróżujemy. Same wstawki w hiszpańskim języku nadały tej historii niepowtarzalny klimat, a biorąc pod uwagę, że ja sama darzę tę kulturę ogromną miłością, a hiszpański to mój trzeci język, byłam tym zachwycona. Autorka zabiera nas do swojego rodzinnego domu i dostajemy wgląd w taką prawdziwą, hiszpańską rodzinę, co jest przemiłą odmianą dla setek książek, które dzieją się w Ameryce. Co więcej, Elena Armas skupia w tej historii dużą uwagę na rolę kobiety w społeczeństwie, przedstawiając rozterki Cataliny zarówno jako singielki, a także jednej z niewielu kobiet w firmie zdominowanej przez mężczyzn. Sama Catalina narzuca sobie pewne rzeczy, których wymaga od kobiet społeczeństwo - pragnie być szczupła, piękna, nieskazitelna. Ta część ukazała jak głębokie potrafią być pewne rany i sprawiła, że pokochałam tę bohaterkę jeszcze mocniej. Natomiast wątek seksizmu jest poruszony w perspektywie miejsca pracy Liny i Aarona, czego, jak uważam, nigdy za mało, zwłaszcza biorąc pod uwagę całą literaturę kobiecą, która nieczęsto go porusza. 

“I want your heart, Catalina.”Both of his hands rose to my shoulders, trailing up my neck and cupping my face. “I want it for myself, just how I have given you mine.”It’s yours, you beautiful and blind man, I wanted to tell him. Take it. I don’t want it anymore, I wanted to scream at him and anyone that would listen.

"The Spanish Love Deception" wrzucam na listę moich absolutnie ukochanych książek, a wy koniecznie musicie się z nią zapoznać! Zwłaszcza jeśli uwielbiacie wątki udawanego związku, czy hate-love. Historia Aarona i Cataliny pełna była momentów, przez które czułam się jakbym płynęła na chmurce szczęścia, więc jeśli potrzebujecie czegoś bardzo dobrego, ale też niewymagającego, to ta książka sprawdzi się idealnie. Poza tym jest to chyba jedyny romans, który zawiera dość opisowe sceny seksu, których w ogóle nie miałam ochoty pominąć, bo autorka pisze je w pikantny, ale jednocześnie namiętny i przepiękny sposób, zawierając w tych momentach wszystkie te uczucia, które łączą głównych bohaterów. A poza tym, kto nie zakochałby się w facecie, który gotów jest pojechać do Hiszpanii i udawać chłopaka Cataliny tylko po to, aby się do niej zbliżyć? I to takim facecie, który ogląda bajki Disneya? No nie da się. Polecam wam tę książkę całym sercem! A ja z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu.


Tytuł: The Spanish Love Deception
Autor: Elena Armas
Język: angielski
Liczba stron: 480
Data premiery: 23 lutego 2021
Ocena: 10/10



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia