Abi Mariano studiuje literaturę, pracuje na dwa etaty i desperacko próbuje utrzymać się na powierzchni. Kiedy w jej mieszkaniu pojawiają się insekty, dziewczyna zostaje bez dachu nad głową. Podejmuje ryzykowną decyzję – przez kilka dni po kryjomu nocuje w luksusowym penthousie jednego ze swoich klientów. W końcu jego właściciel praktycznie nigdy tam nie bywa.
Wszystko idzie zgodnie z planem… aż do momentu, gdy pewnego ranka w kuchni spotyka dwoje obcych ludzi. Okazuje się, że to rodzice właściciela apartamentu, którzy są absolutnie zachwyceni „dziewczyną” swojego syna.
Declan Powell zawsze stawiał karierę na pierwszym miejscu i ciężko pracował, by wspiąć się na wysokie stanowisko w firmie. Wciąż jednak walczy o kolejny awans. Kiedy rodzice wspominają, że poznali jego dziewczynę „Abby”, mężczyzna szybko orientuje się, że jego małe kłamstwo właśnie wymknęło się spod kontroli. Bo choć brzmi to wspaniale, Declan nie ma żadnej dziewczyny – wymyślił ją, żeby wszyscy wreszcie przestali zadawać pytania o jego życie uczuciowe.
Gdy odkrywa, kim naprawdę jest Abi, składa jej propozycję: ona będzie udawała jego dziewczynę, a on zapewni jej wszystko, czego potrzebuje w trakcie trwania ich układu. Co mogłoby pójść nie tak? To przecież czysty biznes. Bez żadnych uczuć… prawda?
Lynn Painter to zdecydowanie jedna z moich ulubionych comfort autorek komedii romantycznych - może nie wszystkie jej książki mi podeszły, ale zawsze wiem, czego się spodziewać i to sobie w nich najbardziej cenię. Fabuła jej najnowszej powieści "Co za bałagan" od razu mnie zainteresowała, bo uwielbiam wszelkiego rodzaju akcje z udawaniem związku - jeśli jest ten wątek dobrze wykorzystany - a śmiało mogę napisać, że Painter wykorzystała go po stokroć. Nie jest to może książka bez wad, czasami jest też naciągana, ale czytało mi się ją z największą przyjemnością i szczerze wywołała uśmiech na mojej twarzy.
Abi Mariano łączy studia i dwie prace, aby móc w przyszłości pracować w wymarzonym zawodzie. Nie spodziewa się natomiast, że bycie sprzątaczką skończy się tym, że zostanie udawaną dziewczyną milionera. Gdy jej mieszkanie zostaje zainfekowane i dziewczyna kończy bez dachu nad głową, zupełnie niewinnie postanawia przekimać się w wielkim apartamencie miliardera, którego mieszkanie od czasu do czasu sprząta. Co mu zaszkodzi, że pożyczy sobie jego łóżko, kiedy jego i tak nie ma w domu? Szlag wszystko trafia, gdy pewnego ranka przypadkiem wpada w kuchni na jego rodziców, którzy... biorą ją za jego dziewczynę. Declan Powell ma mnóstwo pieniędzy i jeszcze więcej znajomości, a jednak wśród pracowników zawsze odstaje jako ten bezdzietny i nieżonaty. Jego rodzina również nie daje mu spokoju, że jako trzydziestokilkulatek nadal jest singlem. Dlatego od ponad roku opowiada wszystkim o swojej bardzo zapracowanej ukochanej, która tak naprawdę nie istnieje. Kiedy Dex dowiaduje się, że jego rodzice poznali jego (nieistniejącą) dziewczynę, postanawia ją odnaleźć i składa jej propozycję: przez jeden weekend ona będzie udawała jego dziewczynę przed jego współpracownikami, a w zamian może zostać przez tydzień w jego mieszkaniu. Co złego może się wydarzyć?
W stylu pisania Lynn jest coś takiego, że przez jej książki się po prostu płynie. Tym razem nie było inaczej, bo historia Abi i Declana wciągnęła mnie od razu. Wszystkie moje ulubione komedie romantyczne mają w sobie jakiś element chaosu, który ostatecznie zostaje punktem zwrotnym w relacji głównych bohaterów, a dla naszej dwójki jest to układ, który zawierają po niefortunnym spotkaniu Abi z rodzicami Declana, którzy biorą ją za jego dziewczynę - a nie za zwyczajną sprzątaczkę, którą jest. Przez najbliższe kilka dni postanawiają udawać parę, ale nie może być za łatwo, bo już od ich pierwszego spotkania obserwujemy, jak bardzo różne są ich życia oraz osobowości.
Tytuł książki z pewnością mógłby być określeniem postaci Abi - roztrzepanej dziewczyny bez filtra, która w porównaniu ze stoickim i poważnym Declanem jest wręcz bańką energii. Najbardziej poróżnia ich jednak fakt, że dla Abi pieniądze to coś, czego nigdy nie bierze za pewnik, a dla Declana nie mają w ogóle znaczenia, bo ma ich na pęczki. Nic więc dziwnego, że dziewczyna od razu go ocenia za jego typowy styl życia miliardera i nie ma ochoty poznawać go bliżej. Mimo wszystko kto by się nie zgodził na kilka udawanych randek, jeśli miałoby się z tego wyjść z czterdziestoma tysiącami dolarów na koncie?
Painter zdecydowanie pozwala sobie tutaj polecieć z fantazją o idealnym życiu, gdzie bogaci ludzie są dobrymi ludźmi i starają się oddawać tym, którzy pieniędzy potrzebują. Nie koloryzuje prawdziwych realiów, ale skupia się bardziej na (raczej rzadko spotykanych) wyjątkach od reguły, stąd łatwiej jest polubić nie tylko głównego bohatera, ale też jego rodzinę i przyjaciół. Początkowo może i Declan budzi nieufność, ale nietrudno go nie polubić, kiedy powoli zakochuje się w Abi i jej autentyczności, jakiej w jego świecie często brakuje. To wręcz klasyk gatunku, spotkanie dwóch przeciwnych światów, ale jak najbardziej tu działa.
Ta dwójka już od pierwszych chwil ma rewelacyjną chemię, a błyskotliwe dialogi autorki tylko nasilają to niesamowite napięcie. Wątek udawanej relacji zostaje jak najbardziej wykorzystany, a przy tym pełno jest też chwil, w których Abi i Declan budują prawdziwą przyjaźń i poznając się bliżej zaczynają się prawdziwie lubić. Często uśmiech nie schodził mi z twarzy, czytając, jak się do siebie zbliżają, szukają wymówek, by znowu porozmawiać i spędzić razem czas. Niestety największym minusem była dla mnie jedynie ich skłonność do niekomunikowania swoich uczuć oraz napędzania swoich własnych niepewności i kompleksów. Konflikt pod koniec zirytował mnie najbardziej, bo wszystko było aż przesadnie dramatyczne. Dlatego ostrzegam - bądźcie wobec tych bohaterów cierpliwi, bo inaczej można się trochę podenerwować.
Pomimo paru niedoskonałości i rzeczy, na które trzeba przymknąć oko, "Co za bałagan" to naprawdę czarująca komedia romantyczna o dwójce osób z dwóch różnych światów. Czyta się ją szybko i przyjemnie, humor płynie i doprowadza do wybuchów śmiechu, a wątek miłosny wywołuje uśmiech na twarzy. Biorąc pod uwagę, że dotychczas te bardziej dorosłe romanse Lynn niezbyt mnie przekonywały (zdecydowanie preferowałam jej młodzieżówki), ta książka była pozytywnym zaskoczeniem. Polubiłam Abi i Dexa, chętnie kiedyś bym do nich powróciła. Jeśli szukacie rom-comu z całym tym chaosem udawanego związku, to bardzo wam tę powieść polecam!
Lynn Painter – pisze powieści dla młodzieży i dla dorosłych. Mieszka w Nebrasce z mężem i gromadką dzieci, a kiedy nie czyta lub nie pisze, są duże szanse, że sączy napoje energetyczne i ogląda komedie romantyczne.
































.jpg)








