On spaliłby dla niej cały świat... ale ona planuje najpierw zrównać jego świat z ziemią.
Ukryty w szkockich Highlands Uniwersytet Sorrowsong przyjmuje tylko dzieci elit. Ophelia Winters nie pasuje do tego świata, ale przyznane jej stypendium daje idealną okazję, by zbadać „przypadkową” śmierć swoich rodziców w pobliżu zamkowych murów.
Początek nie należy do łatwych – Ophelia natychmiast popada w konflikt z Alexem Corbeau-Greenem, synem jej głównego podejrzanego. Dla niej jest on tylko młodszą wersją swojego ojca miliardera – potworem skrytym pod piękną fasadą.
Jednak kiedy nieznany prześladowca zaczyna śledzić Ophelię, Alex niespodziewanie staje się jej sojusznikiem. A gdy ona zaczyna zakochiwać się w jego wrażliwym sercu, ukrytym pod twardą powłoką, pragnienie zemsty po raz pierwszy zaczyna słabnąć.
Nightshade pokochałam już w zeszłym roku, kiedy to po raz pierwszy podeszłam do niej z obawą, że zapewne okaże się być kolejną popularną książką nie w moim guście, co niestety zdarza mi się często. Już wtedy zrozumiałam, że jest w niej coś wyjątkowego - historia trzymająca w napięciu, z wieloma sekretami, złożonymi postaciami, którzy przez wiele przychodzą i ze wspaniałym wątkiem romantycznym. Przez długie tygodnie nie mogłam o niej przestać myśleć, a teraz powróciłam do niej po miesiącach w polskiej wersji i choć oczywiście największe plot twisty były mi już znane, bawiłam się równie wyśmienicie, a Alex i Ophelia tylko przypieczętowali sobie miejsce w moim czytelniczym serduchu. To historia, która stała się moją obsesją!
Sorrowsong University to miejsce, gdzie uczą się ci pochodzący z najbardziej wpływowych rodzin na świecie. Miejsce, którym żądzą pieniądze, gdzie dzieją się niewytłumaczalne rzeczy przykrywane przez skorumpowane rodziny. Ophelia nie mogłaby bardziej tu nie pasować, a jednak stypendium daje jej okazję, by w końcu zgłębić tajemnicę tragicznej śmierci jej rodziców, którzy zginęli w wypadku helikopterowym cztery lata temu i o których słuch zaginął, jakby nigdy tu nie pracowali. Wie, że osoba odpowiedzialna za to musi być powiązana z uniwersytetem i pragnie zemsty. Szybko się jednak przekonuje, że odkopanie wieloletnich tajemnic nie będzie takie proste. Już pierwszego dnia wpada na Alexa Corbeau-Greena, syna jej głównego podejrzanego, którego bierze za kopię swojego skorumpowanego i potwornego ojca. Szczerze go nie znosi, a jednak Alex jest wszędzie, gdzie tylko się obróci i nie daje o sobie zapomnieć. Kiedy Ophelia zaczyna dostawać dziwne wiadomości, a wkrótce jej stalker posuwa się o dużo bardziej mrożące krew w żyłach rzeczy, jest gotowa oskarżyć o to Alexa. Zamiast tego niespodziewanie on daje jej alibi. Im dziwniejsze rzeczy się dzieją, tym bardziej Alex i Ophelia się do siebie zbliżają, ale czy będzie gotowa zrezygnować ze starannie opracowywanego planu zemsty dla mężczyzny nieuchronnie powiązanego z jej największą osobistą tragedią?
Nie wiem od czego zacząć, aby przekazać słowami, jak bardzo mnie ta książka pochłonęła. Przez kilka dni oddychałam nią, żyłam, kładłam się spać myśląc o bohaterach, zarywałam nocki, śniłam o nich i w pracy nie mogłam się skupić na niczym innym, niż o tym, że czekały na mnie kolejne rozdziały do poznania. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam na punkcie książki aż taką obsesję. Od samego początku wrażenie robi niezastąpiony klimat szkockiego elitarnego uniwersytetu, co jest wręcz idealną lekturą na ponure wieczory. Za każdym razem, gdy sięgałam po tę książkę, przenosiłam się do tego mrocznego, mrożącego krew w żyłach świata, który jednocześnie budził we mnie grozę, sprawiał, że odczuwałam ogromny smutek i leczył moje serce. To historia, która ma w sobie wszystko, co najlepsze i długo nie daje o sobie zapomnieć.
Poznawanie jej oczami Ophelii i Alexa sprawiło, że na długo nie zapomnę intensywności uczuć, jakie czułam razem z nimi. Obydwoje są tak świetnie skonstruowanymi postaciami, że odczuwałam wszystko to, co odczuwali oni i czasami mnie to wręcz przytłaczało. Samotność Ophelii to nawracający motyw całej historii, która napędza pragnienie jej zemsty i nie pozwala jej otworzyć się przed Alexem, który kojarzy się jej z największą stratą jej życia. Obserwujemy jej zmagania z poznawaniem nowych ludzi, to, jak doskwiera jej brak przyjaciół, jak bardzo czuje się zagubiona i przerażona, gdy pada ofiarą stalkera. Bywały takie chwile, kiedy siedziałam z książką w rękach i opłakiwałam jej los, bo wszystko bolało.
Alex był natomiast dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo po pierwszych rozdziałach byłam gotowa go spisać na straty. W pierwszym odczuciu wypada na opryskliwego i uprzywilejowanego człowieka, który zupełnie jak swój ojciec i zapewne większość ludzi uczęszczających do Sorrowsong, przymyka oko na niesprawiedliwości spowodowane przez pieniądze i władzę. Nawet nie wiem kiedy coś przeskoczyło i absolutnie mnie w sobie rozkochał. Alex to jedna z najtragiczniejszych i najwspanialszych postaci, o jakich dane mi było przeczytać. Gdy poznałam historię jego rodziny i to, jaką wziął na siebie odpowiedzialność za matkę i siostry, zamykając w sobie całą tą samotność, moje serce pękło na kawałki. Jego depresja ujawnia się między zdaniami, uderza nieoczekiwanie, w druzgocących wyznaniach, które czasami mogą nam umknąć. Bywały takie chwile, kiedy czytając rozdziały napisane jego oczami czułam się tak, jakby uchodziło ze mnie całe powietrze.
Cała historia Ophelii i Alexa to jedna z najsmutniejszych, najtragiczniejszych i jednocześnie najpiękniejszych historii miłosnych, o jakich miałam okazję czytać w moim życiu. W całej tej brzydocie, pomiędzy przerażeniem, nienawiścią, pragnieniem zemsty, samotnością i smutkiem, tworzy się najpiękniejsze uczucie, ukazane w chwilach spokojnego zrozumienia, cierpliwości i wzajemnej opieki. I chociaż rozpoczynają całą relację od nieporozumień i niechęci, to krok po kroku Alex burzy jej ochronne mury i doświadczenie tych wszystkich momentów było wyjątkowe. Zawsze obawiam się trochę, że popularny romans okaże się być kolejnym przypadkiem schematycznej historii z żenującymi tekstami, ale styl pisania autorki jest tak piękny, że co chwilę miałam ochotę zaznaczać ulubione cytaty. Nawet ich sceny intymne napisane zostały bez zbędnych wulgaryzmów, ukazując więź między bohaterami. Ta dwójka pochłonęła mnie tak bardzo, że pod koniec zalewałam się łzami i teraz niecierpliwie wyczekuję momentu, aż będę mogła do nich powrócić.
Co sprawia, że ta książka jest tak dobra, to to, że Autumn Woods odnalazła idealną równowagę między romansem, a wszystkim tym, co dzieje się w tle i w żadnym momencie nie miałam poczucia, że jednego jest za dużo, a drugiego za mało. Wręcz przeciwnie - każdy element popędzał do przodu fabułę i się ze sobą dobrze łączył. Ophelia i Alex mają moje serce, ale jako czytelniczka nie mogłam się także oderwać od całej reszty. Pokochałam bohaterów pobocznych, w szczególności Vincenzo, i nie mogę się doczekać, dokąd nas zaprowadzi dalej ta historia, bo jest tak wiele wątków, które mają potencjał. A element zemsty i tajemniczego stalkera burzył krew w moich żyłach i sprawił, że miałam ciarki na całym ciele. Próbowanie odkrycia, kto stoi za wszystkimi wydarzeniami angażowało mnie do ostatnich rozdziałów i stanowiło świetny dodatek do już wspaniałego wątku miłosnego.
Zupełnie szczerze, sam plot twist mnie nie zaskoczył, wręcz przeciwnie, dość szybko wpadłam na odpowiedni trop. Myślę, że jeśli czyta się uważnie i zwraca uwagę na wszystkie wskazówki, to nietrudno połączyć wątki i domyślić się rozwiązania. I chociaż byłam tym odrobinkę rozczarowana, to tak naprawdę nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo autorka po mistrzowsku przedstawia wszystkie emocje związane z wszystkimi końcowymi rewelacjami, a największym zaskoczeniem jest sam cliffhanger, po którym nie mogłam usiedzieć na miejscu. Przez to, że siedzimy w głowie Alexa i Ophelii, każde kolejne wydarzenie uderza mocniej, serce zaczyna bić w przyspieszonym tempie, ze stresu ma się ochotę gryźć paznokcie, a łzy same cisną się do oczu. To właśnie to sprawiło, że ta książka mnie kompletnie pochłonęła - jej intensywność, moje emocjonalne przywiązanie do bohaterów i to, jak bardzo przeżywałam wszystko, o czym czytałam. Nie miało większego znaczenia, że domyśliłam się rozwiązania.
Zauważyłam jedynie, że w polskim przekładzie ta historia traci odrobinę na intensywności. Być może jest to spowodowane właśnie tym, że nadal mam w głowie oryginał i jest on dość świeży (niektóre fragmenty na długo utknęły mi w głowie), a nie od dziś wiadomo, że w tłumaczeniu jednak wiele się traci, zwłaszcza gdy się go porównuje z tekstem źródłowym. Osoby czytające tę powieść po raz pierwszy po polsku mogą tego nawet nie zauważyć - ja jednak lepiej bawiłam się, czytając tę książkę po angielsku. Styl pisania Autumn Woods lepiej oddaje i klimat uniwersytetu, i emocjonalność wielu ważnych zdarzeń.
Przybieram już rękami, by móc powrócić do Sorrowsong i poznać dalsze losy historii Alexa i Ophelii. Mam tylko nadzieję, że autorka utrzyma w następnej części poziom tego tomu, bo z ręką na sercu mogę napisać, że to jedna z moich ulubionych powieści. Nie potrafię wyrazić słowami, ile emocji przeżyłam i jak bardzo mnie ta historia pochłonęła. Od smutku, przez śmiech, wzruszenie, strach, żal, po miłość i cierpienie. Jak przy najlepszych i najtragiczniejszych historiach nie mogłam się oderwać i cieszę się, że miałam okazję na spokojnie do niej powrócić w polskiej wersji. Mam nadzieję, że wy również tę książkę pokochacie!
Tytuł: Nightshade
Autorka: Autumn Woods
Seria: Sorrowsong University. Tom 1
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 28.01.2026
Liczba stron: 384
Ocena: 9/10










.jpg)
































