poniedziałek, 4 maja 2026

Leah Brunner & Katie Bailey - Rookie Season



He’s starting his rookie season in the NHL…

Noah Downsby has always had one goal: play professional hockey. Now that he’s finally made it, he’s determined to prove himself. And if he’s going to have the best rookie season in NHL history, he needs zero distractions.

But Noah didn’t plan for Allegra—Ally—Callahan moving in with him.

With her sassy smile, smart mouth, and bad habit of ‘borrowing’ his jerseys—nevermind her stupid cat who won’t stop sleeping in his bed—one thing’s for certain:

Ally is officially a distraction.

…She’s moving across the country to start over.

The rumors say she’s a bad girl, but they’re all lies. Lies that have ruined her reputation.

So when Ally’s offered a fresh start in San Francisco, she packs up her life and brings her baggage out west—emotional and otherwise.

Living in a swanky loft with three NHL players is a world away from college dorms, but at least two of her new roommates treat her like one of the guys.

And then there’s Noah. The grump whose broody glances turn her blood hot. Who makes her feel both safe and sexy…when he’s not icing her out.

As things between Noah and Ally heat up, their walls come down. And suddenly, there’s a whole lot more than his rookie season on the line…


Jeśli jest autorka romansów (hokejowych!) niedoceniana na naszym polskim rynku książkowym, to jest nią Leah Brunner. Katie Bailey nie zawitała jeszcze na nasze półki, ale odkąd poznałam jej twórczość paręnaście miesięcy temu, czekam na moment, aż to się w końcu wydarzy. I nigdy bym nie przewidziała, że dwie osoby, które pokochałam za ich ciepłe, bezpieczne powieści, po które sięgam, gdy potrzebuję czegoś dobrego, komfortowego i bez zbędnych dramatów, połączą razem siły i to w tak fajny sposób. Rookie Season to książka, która łączy ze sobą bohaterów drugiego pokolenia z ich książek Desire or Defense oraz I Think He Knows. I początek serii, która już skradła mi serce swoim ciepłem, przyjaźniami i kolejną fikcyjną rodziną, którą pokochałam.

Część z was może zna już Noah, jeśli mieliście okazję czytać serię D. C. Eagles od Leah Brunner. Wtedy był jedynie dzieciakiem wchodzącym w nastoletnie lata, młodszym bratem Andie, który nadal zmagał się z tragiczną utratą rodziców. Teraz jest już dorosłym mężczyzną, który rozpoczyna swój pierwszy rok w NHL i pragnie udowodnić, że zasłużył na tę pozycję ciężką pracą, a nie tym, że jest szwagrem trenera. Nie ma w jego życiu miejsca na rozpraszacze - a w szczególności nie w formie nowej, pięknej współlokatorki, która wdziera się w jego życie razem z kotem, który nie opuszcza jego pokoju tak, jak ona jego umysłu. Ally rzuca swoje dotychczasowe życie i wyrusza przez kraj, aby rozpocząć nowy rozdział, nawet jeśli oznacza to mieszkanie z trójką hokeistów i porzucenie marzeń o tańcu. Cieszy się, mogąc odetchnąć z dala od oskarżających spojrzeń i plotek. Nie spodziewa się współlokatora, który zachodzi jej za skórę i sprawia, że czuje rzeczy, których myślała, że już nigdy nie poczuje...

Moje ulubione książki to takie, które wcale nie są idealne, ani też dla przeciętnego czytelnika wyróżniające się czymś szczególnym, a takie, dzięki którym czuję wszystko, o czym czytam. Które sprawiają, że przez kilka godzin znikam ze świata i jestem częścią bohaterów, którzy stają się mi bliscy. Niespodziewanie w podobny sposób czułam się, czytając tę książkę. Na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic szczególnego - romansów o podobnej fabule jest wiele. I pewnie wiele osób przeczyta ją i stwierdzi, że była fajna, ale do zapomnienia. I to jest świetne w czytaniu - każdy z nas odbiera książki inaczej. A mnie ta powieść otuliła ciepłem, jak najwygodniejszy kocyk i sprawiła, że szczerze nie chciałam jej kończyć.

Jeśli mieliście okazję czytać Desire or Defense, z pewnością nie jest wam obca historia Noah i Andie, którzy stracili tragicznie rodziców w młodym wieku. I chociaż minęło już trochę czasu, a Noah jest teraz dorosły, to ta książka dobrze ukazuje, jak wielki wpływ na życie człowieka ma tak wielka strata, w szczególności, gdy było się tylko dzieckiem, które potrzebowało rodzicielskiej miłości. Na początku tej książki Noah jest bardzo zamknięty w sobie i skupiony tylko na hokeju. Nie tylko nie chce mieć nic wspólnego z Ally, ale trzyma na dystans też swoich przyjaciół, choć nie robi tego w żaden arogancki sposób - to zwyczajnie jego sposób na radzenie sobie ze strachem przed ponowną utratą bliskich. W pierwszych rozdziałach może budzić lekką frustrację, ale autorki świetnie zgłębiają jego psychikę i ukazują, jak powoli się zmienia.

Ally, a raczej Allegra, także nosi na swoich barkach ciężar wydarzeń, które parę miesięcy temu wstrząsnęły jej życiem i jej planami. Tylko jedna osoba wie, co jej się przydarzyło - Fisher. I to on daje jej dach nad głową w mieszkaniu, który dzieli ze swoimi kolegami z drużyny i ciche wsparcie. Pozostawia za sobą dotychczasowe życie i marzenia o tańcu, a sama zatrudnia się jako nauczycielka tańca, próbując jakoś poskładać swoje życie do kupy. Ally stała się moją nową ulubioną postacią żeńską, z wielką łatwością obdarzyłam ją sympatią. Jej droga do uzdrowienia, odebrania swojemu sprawcy mocy, jaką nad nią sprawował, była bolesna, ale też inspirująca, a autorki potraktowały ją z należytą delikatnością.

Najpiękniejsze w historii Ally i Noaha jest to, że oboje niespodziewanie stają się swoją ostoją w najtrudniejszych momentach ich życia. Może i ich początek nie jest łatwy, ale ich relacja zmieniła się w przyjaźń, a potem w coś więcej, w naturalny i piękny sposób. Leah i Katie nie piszą pikantnych ani otwarcie erotycznych książek, a jednak udaje im się stworzyć tak cudowne napięcie między tą dwójką, że na każdej ich scenie miałam ochotę piszczeć w poduszkę. Ich banter i chemia są tak świetnie poprowadzone, że nie potrzeba żadnych szczegółowych scen zbliżeń, aby to było czuć. Pochłaniałam ich interakcje, nie mogłam się oderwać i szczerze nigdy nie chciałam przestać o nich czytać - z największą łatwością stali się jedną z moich nowych ulubionych fikcyjnych par. Poza świetną chemią obserwujemy też jak oboje pomagają sobie przezwyciężyć swoje największe lęki, jak się wspierają i obdarzają opiekuńczością, jak powoli stają się swoim domem, a jako fanka slow burnów byłam tym wszystkim zachwycona.

A najbardziej w moje serce trafiła grupka przyjaciół, te momenty tworzenia swojej własnej rodziny. Dla fanów poprzednich książek autorek nie zabraknie dobrze znanych już postaci (jak chociażby Andie i Mitcha jako rodziców!), ale poznajemy też wiele nowych, a najbardziej pokochałam Fishera i Penna - którzy razem z Ally i Noahem stworzyli ekipę spod 3B. Ich nowe tradycje, momenty domatorskości, wspólnego oglądania reality show i licznych przezabawnych momentów, jakich można się spodziewać, kiedy połączy się jedną dziewczynę z trójką hokeistów, z czego dwójka z nich jest dla niej jak opiekuńczy bracia, ale też emocjonalnych chwil i głębokich rozmów. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów, bo z największą przyjemnością do nich powrócę.

Rookie Season to książka, która jest jak mocny uścisk po trudnym dniu. Początek świetnie zapowiadającej się serii z kolejną fikcyjną grupką, która już zdążyła skraść moje serce. Czytając tę książkę śmiałam się, wzruszałam i walczyłam z motylami szalejącymi w moim brzuchu. Jasne, nie jest to nic odkrywczego, ani wyrafinowanego, ale było to najlepsze parę godzin, jakie spędziłam z książką, od dawna. Rozkoszny slow burn bez zbędnych dramatów, z sugestywnymi dialogami, ale bez spice'u i scen 18+, z wielowarstwowymi postaciami, którzy stają się nam bliscy. Teraz zdecydowanie muszę nadrobić historię rodziców Ally, bo absolutnie mnie w tej książce w sobie rozkochali. I będę odliczać dni do premiery drugiego tomu! Mam też cichą nadzieję, że ktoś na naszym rynku skusi się w końcu na książki tych autorek, bo są warte przeczytania.



LEAH BRUNNER - autorka uroczych i zabawnych romansów. Jej powieści niejednokrotnie gościły na liście 50 najlepiej sprzedających się książek Amazona! Uwielbia tworzyć realistycznych bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić. Ich perypetie sprawią, że będziecie śmiać się (i zalewać łzami).

Kiedy akurat nie pisze, spędza czas na głaskaniu swojego kota rasy Maine Coon lub ogląda śmieszne filmy o kotach ze swoimi dziećmi.

Choć sercem związana jest z Kansas, skąd pochodzi, obecnie mieszka w Ohio z mężem i trójką dzieci. Leah można znaleźć na Instagramie @leah.brunner.writer lub dołączyć do jej grupy czytelników na Facebooku: Leah's Lit Lovers.
 



Tytuł: Rookie Season
Autorka: Leah Brunner
Seria: Hockey Boys of Loft 3B. Tom 1
Język: angielski
Premiera: 21.08.2025
Liczba stron: 330
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

niedziela, 26 kwietnia 2026

Leah Brunner - Secret or Shutout


 
A 6'5 NHL goalie walks into a bar and meets the love of his life...no, this isn't the start of a bad joke.

I had a chance encounter in a dimly lit bar that led to an earth-shattering kiss with a beautiful stranger.

But then the next morning my world is rocked again--when I walk inside my team captain's house and see her.

Farrah Remington isn't a mysterious stranger after all, she's the little sister of my captain and best friend. A woman firmly off limits to anyone on the D.C. Eagles.

Now, I have to pretend that kiss never happened. But the more I see Farrah, the hotter our chemistry burns, and the stronger our connection grows--until we can't resist each other any longer.

Sneaking around isn't ideal, but what my team captain doesn't know won't hurt him (or piss him off in the middle of the Stanley Cup playoffs).

I'm with my dream girl and my team is sailing through playoffs...until the truth comes out.

Now my team captain hates me, I can't keep pucks out of my net to save my life, and the woman I love won't speak to me.

Can I save my relationship, my friendship, and enough goals to help the D.C. Eagles finally win the Cup...or will I get shut out of Farrah's life forever?


Długo czekałam na informację o polskim wydaniu finałowej części serii D. C. Stars (moim zdaniem jednej z najbardziej niedocenianych serii hokejowych!), ale straciłam już na nią nadzieję, więc nadszedł czas nadrobić ją w końcu na własną rękę. Uwielbiam książki Leah, gdy potrzebuję czegoś lekkiego, bez spicy scen i wolnego od wielu dram, na które nie mam w danym momencie siły. A dodajmy jeszcze do tego hokej i zawsze mam zagwarantowaną świetną rozrywkę na parę godzin. Secret or Shutout to słodko-gorzkie pożegnanie z bohaterami tej serii (ale bez obaw, bo powstaje spin-off napisany razem z Katie Bailey), historia poruszająca ważny dla wielu kobiet temat. Nie jest to mój ulubiony tom, ale bardzo polubiłam Bruce'a i Farrah, a ich historię poznawałam z przyjemnością.

Zmieniający życie pocałunek z nieznajomym w barze to wszystko, czego Farrah Remington potrzebowała po rozwodzie. Pech tak chciał, że jej seksownym nieznajomym okazuje się być najlepszy przyjaciel jej brata i bramkarz drużyny NHL, Bruce McBride. Bruce wie, że nie może jej mieć, a jednak przez wiele miesięcy nie może przestać o tym pocałunku myśleć. Zwłaszcza, że ich drogi ciągle się ze sobą przeplatają, a przebywanie w jej towarzystwie jest największą pokusą. Nadchodzi okres play-offów, ich drużyna ma duże szanse na zdobycie Pucharu Stanley'a, a zalecanie się do siostry kapitana to najgorszy możliwy pomysł, który może popsuć chemię drużyny - sekretne pocałunki jednak jeszcze nikomu nie zaszkodziły, prawda? Wszystkie sekrety wychodzą jednak w końcu na jaw, a Farrah i Bruce będą musieli się zmierzyć z konsekwencjami i zastanowić, czy ich gra jest warta świeczki...

Jeśli mieliście okazję czytać poprzednie tomy serii, to z pewnością znacie już Bruce'a, bramkarza drużyny oraz Farrah, siostrę Remy'ego z Betrothal or Breakaway. Farrah zawsze była poza zasięgiem kolegów z drużyny Remy'ego, to jednak nie powstrzymało Bruce'a przed wzdychaniem do niej na odległość. Teraz w końcu dostaje swoją szansę, bo Farrah po raz pierwszy od lat jest singielką - problem polega na tym, że Remy zdecydowanie na ten związek nie pozwoli. Doszłam ostatnio do wniosku, że nie przepadam za motywem najlepszy przyjaciel brata/siostra najlepszego przyjaciela i trochę mnie ten element w ich historii frustrował. Niektóre rzeczy były strasznie naciągane i przesadnie rozwleczone, jak na to, że można je było rozwiązać konfrontacją zanim kłamstwa zaszły za daleko, ale na szczęście to nie jest książka, w której dramat goni za dramatem, więc przymknęłam na to oko.

Trochę wytrąciło mnie z równowagi też to, jak bardzo insta love wypadła relacja Farrah i Bruce'a. Może to znowu kwestia moich własnych upodobań, ale miałam nadzieję, że Bruce będzie musiał się trochę napracować, aby zdobyć Farrah, a tymczasem ich wzajemne zainteresowanie było oczywiste już od pierwszych stron i to się nie zmieniło aż do końca. Bardzo polubiłam ich jako bohaterów, zresztą ta seria ma naprawdę świetną grupkę postaci, gdzie każdy wnosi do fabuły coś wyjątkowego, ale jeśli chodzi o romans w tym tomie, to nie oszalałam na ich punkcie tak, jakbym tego chciała. Natomiast fajnie ukazane jest to, z jaką cierpliwością Bruce podchodzi do Farrah, której ciężko jest się przed nim otworzyć, zwłaszcza po rozwodzie i problemach, które do tego rozwodu doprowadziły. Podobało mi się też to, że to ona jako jedyna dostrzegła, że pomimo tego, co Bruce pokazuje światu, wewnątrz tak naprawdę pragnie jedynie swojej własnej rodziny, której nigdy nie miał.

Mam największą słabość do motywu przyszywanej rodziny, posklejanej z przyjaciół, których sobie wybieramy i z którymi niekoniecznie muszą nas łączyć więzy krwi, a to jeden z powodów, dlaczego ta seria tak bardzo skradła moje serce. Cała ta grupka jest istotnym elementem każdego tomu, bez nich nie byłoby tego poczucia komfortu, jakie te książki dają. I jest to też ważny element historii Bruce'a i Farrah, którzy we własnym tempie muszą zmierzyć się z pytaniem, czym dla nich jest rodzina i jak wyobrażają sobie swoją przyszłość. Przewija się tu wiele poruszających momentów, które chwytają za serce.

Autorka porusza w tej książce też bardzo ważne tematy bezpłodności oraz zespołu policystycznych jajników, z czym zmaga się główna bohaterka i co jest głównym powodem rozpadu jej małżeństwa. Wiem, że dla wielu kobiet może być to triggerujące, dlatego wolę od razu ostrzec - jest to bardzo ważny element jej historii i także jeden z głównych powodów, dlaczego tak trudno jest jej się otworzyć przed kimś nowym. Zawsze bardzo ceniłam sobie twórczość Leah za to, że choć jej książki należą do tych lżejszych i niewymagających, to porusza ona ważne tematy i uważam, że ten element historii Farrah jest bardzo ważny. Dla wielu kobiet, które przechodzą przez to samo i może chociaż przez chwilę poczują się mniej osamotnione w tym, z czym się zmagają. 

Secret or Shutout to nie jest moja ulubiona część serii, ale mimo wszystko bardzo miło mi się ją czytało. Miała trochę wad i niedociągnięć, a także kilka elementów, których fanką nie jestem, ale nie było to nic na tyle znaczącego, by zepsuło mi lekturę. Trochę mi jedynie szkoda, że ostatnie rozdziały nie zawarły lepszego pożegnania dla reszty postaci, skoro ma być to finałowy tom. Oczywiście przewijają się oni w książce, to jedne z moich ulubionych elementów tej historii, ale miałam nadzieję na coś bardziej emocjonalnego, bo skończyłam książkę czytać i wcale nie uderzyło we mnie, że to już ostatnia część. Mimo wszystko nadal ogromnie polecam wam całą serię, w szczególności jeśli macie ochotę na coś bez pikanterii, z sympatycznymi bohaterami i świetnymi przyjaźniami i całą masą hokeja (bo na szczęście nie jest on tylko tłem, ale ważnym elementem życia bohaterów).



LEAH BRUNNER - autorka uroczych i zabawnych romansów. Jej powieści niejednokrotnie gościły na liście 50 najlepiej sprzedających się książek Amazona! Uwielbia tworzyć realistycznych bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić. Ich perypetie sprawią, że będziecie śmiać się (i zalewać łzami).

Kiedy akurat nie pisze, spędza czas na głaskaniu swojego kota rasy Maine Coon lub ogląda śmieszne filmy o kotach ze swoimi dziećmi.

Choć sercem związana jest z Kansas, skąd pochodzi, obecnie mieszka w Ohio z mężem i trójką dzieci. Leah można znaleźć na Instagramie @leah.brunner.writer lub dołączyć do jej grupy czytelników na Facebooku: Leah's Lit Lovers.
 

Tytuł: Secret or Shutout
Autorka: Leah Brunner
Seria: D.C. Eagles. Tom 4
Język: angielski
Premiera: 27.03.2025
Liczba stron: 338
Ocena: 6.5/10
Czytaj dalej »

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Ava Reid - Teoria śnienia



Wszystkie historie mają swój koniec.

Effy przekonała się o tym, gdy pokonała Baśniowego Króla. Choć być może nigdy się nie dowie, co tak właściwie wydarzyło się w Hiraeth, to uwolniła się od koszmarów i wraz z Prestonem zajęła się pisaniem pracy naukowej na temat ukochanej baśni narodowej Angharad. W końcu zdobyła miejsce na wydziale literatury, stając się pierwszą kobietą w historii, która podjęła studia na tym kierunku.

Lecz pewne sny są niebezpieczne, zwłaszcza gdy stają się rzeczywistością. Cały uniwersytet – a wkrótce i naród – czeka, aż dziewczyna poniesie porażkę. Po obnażeniu prawdy o dziedzictwie Myrddina Effy nie może już dłużej uciekać w świat fantazji.

Kiedy dziewczyna znajduje się w niebezpieczeństwie, Preston odkrywa z zaskoczeniem, że w jego wnętrzu tli się gniew dźwięczący mu w uszach niczym dzwony. Zaczyna śnić o pałacu pod powierzchnią morza, świecie, w którym jest królem – wizje te zaczynają prześladować go nawet na jawie.    

Gdy wybucha wojna między Llyrem a Argantem, Effy i Preston wpadają w krzyżowy ogień: ona traci sny, a on zatraca się we własnych.   
 
Lecz czy sny są zawsze tylko snami?

 
Teoria śnienia była jedną z moich najbardziej wyczekiwanych kontynuacji, chociaż podczas lektury Studium zatracenia nie było nawet jeszcze wiadomo o jej istnieniu. Po przeczytaniu pierwszego tomu miałam jednak tak wiele pytań i szalało we mnie tak wiele emocji, że nie mogłam przestać o niej myśleć i tworzyć w głowie moich własnych teorii. Napisać więc, że byłam podekscytowana tym tomem, to pewnie niedopowiedzenie. Jak to jednak bywa z mocno wyczekiwanymi kontynuacjami, bardzo często zdarza się tak, że nie dotrzymują one poziomu tomu pierwszego i niestety okazało się, że Teoria śnienia jest jednym z takich przypadków - książką, która miała niesamowity potencjał, który nie do końca został wykorzystany.

Effy i Preston przeszli przez wiele, poszukując prawdy na temat twórczości słynnego pisarza Mardina w Hiraeth. Może i udało im się uratować z przeklętej posiadłości i napisali razem pracę, która wstrząsnęła naukowym światem, ale okazuje się, że wcale nie jest to początek ich nowego, wspaniałego życia. Powrót na uczelnię jest wyzwaniem dla ich obojga. Effy jako pierwsza studentka na wydziale literatury zmaga się z oceniającymi spojrzeniami i plotkami, a Preston odkrywa, że tkwi w nim mrok, który może zaprzepaścić całe jego szczęście i doprowadzić go do zguby. Mają tylko siebie, ale nawet ich miłość nie wystarcza w obliczu zagubienia, jakie oboje odczuwają. Kiedy stosunki między Llyrem i Argantem stają się jeszcze bardziej napięte i obydwie krainy stają na granicy wojny, ta dwójka ponownie staje oko w oko z trudną prawdą, która może kosztować ich wszystko.

Do dziś pamiętam, jak emocjonalnie odebrałam Studium zatracenia. Ta książka mnie zaskoczyła, poruszyła do głębi i sprawiła, że nie mogłam o niej przestać myśleć na długo po skończeniu lektury. Była to też jedna z tych pozycji, której zdecydowanie trzeba było poświęcić więcej uwagi - Ava Reid zachwyca swoim kolorowym językiem i niuansami, które można by było przegapić, gdyby nie czytało się książki uważnie. Nie jest więc łatwo "wpaść" w tę historię, potrzeba paru rozdziałów, aby się w nią zaangażować i dopiero po skończeniu można docenić cały obraz. Dlatego kiedy zaczęłam czytać Teorię śnienia, cały czas sobie powtarzałam, że muszę dać jej czas, aby znowu zaangażować się emocjonalnie w to, co czytam. Niestety, moja ekscytacja i nadzieja opadły dość szybko, a ja do samego końca zmagałam się z poczuciem, że to, co czytam, to nie jest już to samo.

Pierwszym powodem jest to, że Effy i Preston nie są już tymi samymi osobami, jakimi byli w pierwszym tomie. Z wielu powodów jest to zrozumiałe, w końcu oboje przeżyli ogromną traumę, która zmienia ludzi. Z drugiej strony nie mogłam się pozbyć wrażenia, że istnieje ogromna przepaść między postaciami, o których czytałam wcześniej, a tymi, o których czytałam w tej książce. Przepaść, która sprawiła, że nie potrafiłam się emocjonalnie zaangażować w to, co czytałam i nie czułam takiej nagłości, aby dalej poznawać ich historię, jaką czułam wcześniej.

Największą zmianą jest chyba to, że Teoria śnienia opowiedziana jest głównie z perspektywy Prestona, który powoli zatraca się w tym, co nie jest realne, a jego zacierające się granice sprawiają, że jako czytelnik też powoli zaczynamy tracić grunt pod nogami. Jest to naprawdę świetnie poprowadzony zabieg, potwierdzenie moich słów, że autorka ma ogromny talent i potrafi operować słowami w magiczny sposób - ale to nie zmienia faktu, że ten wątek był dla mnie trochę powtarzalny i mało ekscytujący. Po finale Studium zatracenia spodziewałam się chyba, że jego rola pójdzie w trochę inną stronę, zwłaszcza w porównaniu z tamtymi wydarzeniami, a tak nie było.

Effy również staje się jedynie cząstką dawnej siebie, ale jej historia okazuje się być bardziej złożona i tragiczniejsza. Tutaj dla odmiany kompletnie nie przewidziałam, że pójdziemy w takim kierunku i polecam zapoznać się wcześniej z ostrzeżeniami, bo rzeczy, które jej się przytrafiają, mocno mną wstrząsnęły. To jedna z rzeczy, która zrobiła na mnie wrażenie - te oczywiste, ale i subtelne znaki, że to, co jej się przydarzyło, było okropne i straszne, aż jej trauma pozostawiona samej sobie przybiera formę depresji i myśli, które naprawdę ciężko mi się czytało. Tym bardziej było mi szkoda, że jej obecność w tej książce była mniejsza niż wcześniej, nawet jeśli był to celowy zabieg - myślę, że jej postać zasłużyła na to, by miała tu większe znaczenie.

I chociaż nie czytam tej dylogii dla romansu, bo on był dla mnie bardzo miłym dodatkiem do świetnej fabuły, to w tym tomie niestety Effy i Preston stali się mi jako para obojętni. Z dwójki osób, którzy przeszli razem przez coś tak trudnego i odmieniającego życie, stają się sobie właściwie obcy, bo żadne z nich nie chce się obciążać ciężarem, jaki w sobie noszą. Miałam wrażenie, jakbym czytała książkę o dwóch osobnych postaciach, które przechodzą przez coś innego i jedynie czasami się spotykają, aby podtrzymać tę wiszącą na włosku relację. Nie wspominając o wszystkich tych niewypowiedzianych słowach i sekretach. Spodziewałam się, że ich relacja zostanie potraktowana z większą uwagą, a miałam wrażenie, jakby autorka nie do końca wiedziała, co z nimi zrobić.

Ostatecznie niestety przyłapałam się na tym, że podczas czytania tej książki nie czułam już takiej naglącej potrzeby, by wracać do tego świata, aby dowiedzieć się, co dalej, bo niestety fabularnie nie ma ona do zaoferowania nic nowego ani ekscytującego. Nie zaangażowały mnie już nawet wstawki z pamiętników czy dzienników, bo nie miały one aż tak dużego wpływu na bohaterów, jak w poprzedniej części. Mam poczucie, że ta książka pozostawia więcej pytań, niż odpowiedzi, a niedopowiedziane rzeczy budzą jedynie frustrację. Fabularnie książka nie do końca wie, co chce powiedzieć i robi to w tak zawiły sposób, że zaczyna męczyć. Uwielbiam ją za klimatyczny świat, świetnie poprowadzony konflikt między królestwami i ukazanie wpływu, jakie traumatyczne wydarzenia mają na psychikę człowieka, ale niestety jestem zdania, że Studium zatracenia powinno było zostać jednotomówką.
 


Ava Reid – amerykańska autorka powieści young adult, najbardziej znana ze swojej powieści Studium zatracenia, która stała się bestsellerem „The New York Timesa”. Urodziła się na Manhattanie w Nowym Jorku i dorastała w Hoboken w New Jersey. Uczęszczała do Barnard College, na studiach zajmowała się religią i etnonacjonalizmem.


Tytuł: Teoria śnienia
Autorka: Ava Reid
Seria: Studium zatracenia. Tom 2 
Tytuł w oryginale: A Theory of Dreaming
Data premiery: 13.11.2026
Wydawnictwo: Nowe Strony
Liczba stron: 365
Ocena: 6/10


Czytaj dalej »

piątek, 17 kwietnia 2026

B. K. Borison - Miłość na linii | Patronat medialny



Czy marudny sceptyk i niepoprawna romantyczka zaczną nadawać na tych samych falach?

Aiden Valentine, prowadzący Heartstrings, program radiowy z poradami na temat związków, już dawno przestał wierzyć w miłość. Jednak gdy pewna dziewczynka dzwoni po radę dla swojej mamy, Lucie Stone, wszystko zaczyna się zmieniać – rozmowa staje się hitem, a Heartstrings jest na ustach całego miasta.

Chcąc wykorzystać ten sukces, stacja proponuje Lucie, by razem z Aidenem prowadziła audycję. Społeczność Heartstrings ma jej pomóc znaleźć miłość. Całe Baltimore zaczyna śledzić jej sercowe rozterki, a słuchacze błyskawicznie wyczuwają rosnące napięcie na linii Aiden–Lucy…

I choć wszyscy pragną dla Lucy szczęśliwego zakończenia, rzeczywistość okazuje się dużo trudniejsza niż radiowa bajka.

Bestsellerowa opowieść o miłości, odwadze i wychodzeniu ze strefy komfortu, inspirowana kultową komedią Bezsenność w Seattle.

Z największym uśmiechem na ustach mogę w końcu napisać, że doczekaliśmy się polskiej premiery jednej z moich ulubionych książkowych komedii romantycznych. Zakochałam się w Miłość na linii już w zeszłym roku i mam nadzieję, że 22 kwietnia pokochacie ją wszyscy! Może mieliście już okazję poznać twórczość B. K. Borison wcześniej, dzięki jej serii Lovelight Farms, a może będzie to wasze pierwsze zderzenie z jej piórem, ale mogę wam już teraz napisać, że Borison jest jedną z autorek, której historie są pełne ciepła, komfortu i całej masy miłości. To autorka, po którą sięgam, gdy potrzebuję pocieszenia i czegoś, co wiem, że wywoła uśmiech na mojej twarzy i motylki w brzuchu. A ta powieść nie była wyjątkiem.

Witajcie w Heartstrings, lokalnym programie radiowym poświęconym poradom miłosnym! Jest tylko jeden problem - prowadzący audycję Aiden Valentine chyba przestał już wierzyć w miłość. Ma serdecznie dość ludzi dzwoniących, by ponarzekać na swoich partnerów i zaczyna być to zauważalne, przez co programowi spada liczba słuchaczy. Wszystko się zmienia, gdy pewnej nocy otrzymuje telefon od dwunastoletniej dziewczynki, która zdradza mu, że jej mama jest samotna i potrzebuje pomocy w znalezieniu miłości. Ostatnie, czego Lucie się spodziewa, to tego, że jej córka wyjawi całemu Baltimore (no, bardziej garstce słuchaczy), że jest życie osobiste nie istnieje, odkąd w młodym wieku została mamą. Ale rozmowa z nieznajomym o presji, jaką odczuwa w związku ze światem randek okazuje się być zaskakująco miła i terapeutyczna... dopóki parę dni później nie dowiaduje się, że stała się viralem w sieci. Przełożona Aidena składa Lucie propozycję: kilka razy w tygodniu będzie dołączać do niego w programie na żywo, przyjmować od ludzi telefony, a oni w zamian pomogą jej znaleźć jej idealnego partnera. Całe miasto kibicuje kobiecie, by w końcu udało jej się znaleźć jej szczęśliwe zakończenie. Lucie natomiast zaczyna zdawać sobie sprawę, że być może prawdziwa magia czekała na nią bliżej, niż się spodziewała...

Jeśli też odczuwacie ostatnio brak prawdziwie romantycznych historii, które krok po kroku rozwijają relację między bohaterami, wspaniale budują chemię i nie skupiają się przede wszystkim na fizyczności, a przy tym sprawiają, że jako czytelnik świetnie się bawicie, oto mam dla was powieść idealną. Miłość na linii jest dla mnie jak list miłosny do moich ukochanych komedii romantycznych z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Nic zresztą dziwnego, w końcu największą inspiracją autorki dla tej historii jest klasyk romansu, Bezsenność w Seattle. Od pierwszych stron zauroczył mnie klimat tej historii, to jak komfortowo się czułam, czytając kolejne rozdziały i jak bardzo nie mogłam się przestać uśmiechać. Miałam wrażenie, jakbym oglądała ulubiony film, który mogłabym puszczać w zapętleniu.

Lucie już w pierwszych rozdziałach zachwyciła mnie swoimi słowami na temat randkowania, życia, pragnienia prawdziwej magii, która zdaje się istnieć tylko w książkach i filmach, które głęboko do mnie trafiły. Jako naczelna romantyczka i kobieta również próbująca nawigować w tym onieśmielającym świecie, od razu poczułam się do niej przywiązana. Lucie jest przekonana, że ma wystarczająco miłości w swoim życiu - w formie swojej córki, przyjaciół, którzy stali się jej rodziną - i nie potrzebuje partnera. A jednak jakaś część jej, ta głęboko zakopana, również pragnie znaleźć kogoś, kto będzie jej oparciem w trudnych momentach. Nawet pomimo tego, że wszelkie jej dotychczasowe próby kończyły się fiaskiem.

Zestawmy romantyczkę Lucie z lekko mrukliwym i niewierzącym w miłość Aidenem, a otrzymujemy wyjątkową dynamikę, która popycha całą historię do przodu. Ta dwójka ma tak naturalną chemię, że przy każdej ich interakcji chichotałam i uśmiechałam się tak bardzo, że bolała mnie szczęka. Nie pamiętam kiedy ostatnio mi się to przytrafiło! Może się wydawać, że romantyczka i przeciwnik miłości nie mają szansy stworzyć niczego przyszłościowego i wyjątkowego, ale autorka tak świetnie zgłębia ich wewnętrzne zmagania, ich własną traumę i doświadczenia, ukazując, jak krok po kroku zrzucają w swoim towarzystwie maskę, że mimowolnie zaczynamy im kibicować.

Obydwoje są wspaniałymi postaciami z różnych powodów i niesamowitą przyjemność sprawiło mi obserwowanie, jak tworzy się między nimi więź. Aiden jest przedstawiony jako trudna osoba, ale nie bez powodu - ciągnie się za nim wieloletnia trauma związana z kilkukrotną prawie utratą własnej mamy z powodu raka, co wieczór słucha o tym, jak smutne są życia miłosne ludzi, nic dziwnego więc, że praca przestała mu sprawiać przyjemność. I chociaż rękami i nogami zapiera się przed miłością, widać jego wielkie serce we wszystkim, co robi. W tym, jak wspiera Lucie, w jego zazdrości o przyszłość, której pragnie, ale której się boi, w tym, jak się o niej wypowiada. Zakochałam się w ich relacji, w rozmowach pełnych flirciarskich podtekstów, we wzajemnych docinkach, a nawet w tych bardziej niepewnych chwilach, które uczyniły ich tak człowieczymi postaciami.

Ogromnie się cieszę, że poznałam tę historię i nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo ją pokochałam. Jako czytelniczka preferująca slow burny i stopniowe budowanie relacji między postaciami bez natychmiastowego pożądania, jak niestety w większości romansów w dzisiejszych czasach, ta historia to był miód na moje serce. I choć nie potrafię tego wyjaśnić, czytanie jej było jak otulenie się ciepłym kocykiem w zimną noc - także dzięki relacjom pobocznym, przyjaźniom, a także rodzinie Lucie, których wsparcie chwyta za serce. Minęły już miesiące odkąd czytałam ją po raz pierwszy i nadal wspominam ją z największym uśmiechem, zdecydowanie więc będzie to jedna z tych powieści, do których będę w moim życiu niejednokrotnie powracać.

Autorka w posłowiu określa Miłość na linii "listem miłosnym do miłości" i ciężko się z tymi słowami nie zgodzić. Nie bez powodu czytając ją miałam poczucie, jakbym spędzała z czas z najlepszym, komfortowym filmem, po który zawsze sięgam, gdy potrzebuję chwili dla siebie, pocieszenia i komfortu. Ta książka dała mi takie samo poczucie. Ci bohaterowie, ich podróż do szczęścia, to, jak łatwo się utożsamić z ich zmaganiami, ich piękna miłość, szczere rozmowy, błyskotliwy humor - to wszystko tworzy piękną całość. Będę polecać ją każdej osobie, której również brakuje takich prawdziwych, starych, dobrych romansów, przy których można się pośmiać, wzruszyć i zakochać razem z bohaterami.  I mam nadzieję, że wy również ją pokochacie!



B. K. BORISON mieszka w Baltimore ze swoim słodkim mężem, żywiołowym maluszkiem i ogromnym psem. W gimnazjum zaczęła pisać na marginesach książek i od tamtej pory pisze już nieustannie. Lovelight Farms jest jej debiutem literackim.


Tytuł: Miłość na linii
Autorka: B. K. Borison
Seria: Heartstrings. Tom 1
Tytuł w oryginale: First-Time Caller
Wydawnictwo: Uniesienia
Data premiery: 22.04. 2026
Liczba stron: 448
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa/patronacka z Wydawnictwem Uniesienia:


Czytaj dalej »

czwartek, 9 kwietnia 2026

Elle Kennedy - Love Song

 
After a brutal breakup, college junior Blake Logan escapes to her family’s lake house in Tahoe, determined to shut out the world. Her plan is simple: no men, no drama. Until Wyatt Graham shows up. Four years older and far too good at getting under her skin, Wyatt is the living embodiment of a “bad idea,” and the guy who shattered her pride when she confessed her crush at sixteen.

With his music career stalled, Wyatt has come to Tahoe for inspiration. The last thing he expects is to find it with Blake. He’s spent years keeping his distance, convinced he’s all wrong for her, but she’s no longer the innocent girl he once knew. She’s confident, captivating, and impossible to ignore. And the slow-burning tension between them? It’s catching fire fast.

They both know this can’t last, but one reckless kiss turns into another, and soon they’re tangled in something that feels dangerously like more. Just as they finally give in to the pull, tragedy tears them apart, leaving their hearts in pieces.

But forgetting that one, nearly perfect summer? Not a chance. And when fate brings them together again, Blake and Wyatt must decide if this is a second chance…or the final verse.

  
Z pewnością nikogo to nie zdziwi, ale Love Song było moją najbardziej wyczekiwaną premierą tego roku. Nie tyle dlatego, że to uwielbiam hokejówki Elle Kennedy (bo to oczywiste), ale przede wszystkim dlatego, że to pierwszy raz, kiedy autorka łączy w parę dzieci oryginalnych bohaterów z Off-Campus. I to nie byle jaką parę, bo córkę Logana i syna Garretta! Nastawiałam się więc na to, że to połączenie zmieni mój świat, poszybuje na sam szczyt moich ulubionych par EK i zrobi to z największą łatwością. Tym bardziej więc przykro mi napisać, że ta książka okazała się być niestety rozczarowaniem i nie do końca tym, czego oczekiwałam...

Blake Logan ucieka do wakacyjnego domku nad jeziorem Tahoe, należącego do jej rodziny, po ciężkim rozstaniu z chłopakiem. W rzeczywistości jednak męczy ją nie tyle jej nieudany związek, co poczucie, że jako jedyna wśród swoich znajomych i rodziny nie ma żadnego planu na swoje życie i pragnie, aby nadchodzące lato było jej szansą, by odkryć siebie. Nie spodziewa się, że na podobny plan wpadł Wyatt Graham, syn najlepszego przyjaciela jej ojca, do którego od wielu lat czuła słabość, a który parę lat temu ją spławił. Wyatt marzy o karierze muzycznej, ale od jakiegoś czasu zmaga się z blokadą twórczą. To lato ma pomóc odzyskać mu wenę i inspirację - nie spodziewa się, że pojawi się ona w formie jedynej dziewczyny, której nigdy nie będzie mógł mieć. Faceci tacy jak on, lubiący brak zaangażowania, zawsze w drodze i nieuchwytni, nie są materiałem na chłopaka. A Blake Logan zasługuje na więcej, niż kilka chwil zapomnienia i jedno lato, które przeminie niczym piosenka...

Love Song to pierwszy raz, kiedy Elle Kennedy nie poświęca fabuły hokejowi, zamiast tego przenosimy się do rodzinnej rezydencji w Lake Tahoe, która przynależy do Grahamów i Loganów - a gdzie od lat wszystkie rodziny spędzają wspólnie parę tygodni lata. Koncept wydawał mi się naprawdę świetny, bo uwielbiam czytać o tych tradycjach, które się wytworzyły na przestrzeni lat i przyjaźniach, które nadal trwają. Problem pojawił się niestety w samej fabule, bo mam wrażenie, że Kennedy chciała wrzucić do tej książki za wiele i tym właśnie jej zaszkodziła.

Jeszcze przed sięgnięciem po nią naczytałam się opinii, że Wyatt i Blake nie są osobami, których się czytelnicy spodziewali, biorąc pod uwagę, że są dziećmi Hannah i Garretta oraz Grace i Logana. Ja się tutaj akurat ani trochę nie zgodzę - zawsze ceniłam sobie w książkach Elle to, że choć nie brakuje w nich pikanterii i zabawy, to także bohaterów z krwi i kości, którzy popełniają błędy, często się gubią i wiele muszą się nauczyć. Ta dwójka, choć wychowywana w dobrych domach, także ma prawo czuć to zagubienie i beznadzieję, bo w końcu czy nie na tym polega wchodzenie w dorosłość? Nikt z nas nie ma sprawdzonego przepisu na życie. Jedni mają plany na swoją przyszłość, inni nie odnajdują swojej drogi nawet wiele lat później.

Czytamy więc, jak bardzo doskwiera ich ciągłe życie w cieniu swoich bliskich, którym tak dobrze się powodzi. Blake zmaga się z poczuciem, że nie ma w niej nic wyjątkowego, co zagwarantowałoby jej dobrą przyszłość i nie wie, co chce robić po studiach, ani czy w ogóle chce je skończyć. Bardzo się z nią utożsamiałam, bo takie wątpliwości dopadają mnie bardzo często i czułam jej zagubienie. Wyatt natomiast pragnie udowodnić swój talent sam, bez pomocy utalentowanej mamy i długa przed nim droga, by nauczyć się, że nie ma nic złego w poleganiu na innych. Choć muszę przyznać, na początku Wyatt strasznie mnie irytował i trochę miałam ochotę przewracać oczami na tę jego postawę kobieciarza i złego chłopca, który nikomu nie daje z siebie za wiele, to wkrótce zaczęłam doceniać wszystkie te niuanse jego osobowości. 

Problem miałam niestety z samym ich wątkiem miłosnym. Nie spodziewałam się, że to napiszę, ale chyba nigdy nie byłam tak bardzo sfrustrowana parą stworzoną przez Elle, jak w ich przypadku. Blake i Wyatt mają swoje zrozumiałe problemy, ale jednocześnie są mistrzami wyolbrzymiania i ukrywania w sobie prawdziwych uczuć. Ich wątek to koło niekończących się kłótni, dramatów i chowania głowy w piasek. Wkrótce gadanie Wyatta o tym, że nie jest facetem, który chce się ustatkować stało się nudne, a próby Blake zwrócenia na siebie jego uwagi męczące. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziły inne osoby, przez co ich zachowanie wypadało małostkowo i dziecinnie. Nie bawiły mnie te ich gierki, wręcz przeciwnie - książka zaczęła mi się dłużyć, bo ich zachowanie stało się frustrujące i powtarzalne.

Nie zamierzam niczego spoilerować, ale strasznie jestem też rozczarowana paroma wydarzeniami, które moim zdaniem nie powinny mieć w tej książce miejsca. A przynajmniej nie w takim formie i w takim momencie, w jakim się pojawiły (jeśli będziecie czytać, to pewnie zrozumiecie, o czym mówię). Jeden z tych wątków wiąże się zapewne z następnymi książkami i naprawdę jestem ciekawa, jak autorka zamierza się z niego wyplątać. A największym rozczarowaniem okazało się być samo zakończenie, gdzie sposób, w jaki został potraktowany jeden temat wzbudził we mnie wręcz niesmak.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że nie polubiłam Blake i Wyatta, ani że im nie kibicowałam. Nie da się chyba przeczytać książki EK i nie polubić pary, o której pisze, nawet pomimo rzeczy, które mi się w nich nie podobały - a to dlatego, że jak nikt inny potrafi stworzyć chemię i napięcie, które tylko czeka na wybuch. Przewijało się tu kilka momentów, które wywołały szeroki uśmiech na mojej twarzy (a najbardziej podobały mi się wstawki w formie piosenek) i też dlatego jestem tak rozczarowana ich niewykorzystanym potencjałem.

Z bardziej pozytywnych rzeczy i powodów, dla których mimo wszystko cieszę się, że tę książkę poznałam - uwielbiam wszystkie te wstawki z rodzinnych czatów i przewijające się dobrze nam już znane postaci. Mowa tu nie tyle o rodzicach (choć jedne z moich ulubionych scen to właśnie te między Blake/Wyattem i ich rodzicami), ale także o dzieciach (choć już nie takich dzieciach, bo większość z nich zaczyna studia w Briar), o których autorka zdradza wiele informacji, budując swego rodzaju dynastię bohaterów. Autorka stworzyła sobie fundament pod tak wiele możliwości, że naprawdę jestem podekscytowana tym, co ma dla nas jeszcze zaplanowane. Nie potrafię też wyrazić, jak bardzo płakałam ze śmiechu, czytając o dynamice wszystkich tych rodzin i o ich przyjacielskich przekomarzankach. W szczególności mam tu na myśli Logana i Garretta, których reakcja na związek Blake i Wyatta to było istne złoto.

Love Song okazało się być więc nie do końca tym, czego się spodziewałam, ale mimo wszystko nie żałuję, że tę książkę poznałam. Nawet jeśli tylko dla znanych i uwielbianych przeze mnie bohaterów, którzy zawsze będą mieli szczególne w moim sercu, a dla których oceniam książkę trochę wyżej, niż pewnie na to zasługuje. Myślę, że gdyby Elle wyważyła trochę ilość dramatyzmu to bawiłabym się lepiej, bo oczekiwałam fajnego wakacyjnego romansu, a skończyłam zmęczona i gotowa już tę książkę skończyć. A może to tylko moje osobiste preferencje i wielu osobom akurat to się w nich spodoba. Czekam na wieści na temat kolejnych książek i skrycie mam nadzieję na książki AJa lub Beau!

ELLE KENNEDY to kanadyjskiego pochodzenia autorka romansów. Napisała takie książki jak "Błąd" czy "Układ". Znalazła się na liście bestsellerów New York Time, USA Today oraz Wall Street Journal. Jest również znana pod pseudonimem Leeanne Kenedy.

W 2010 roku pisarka była nominowana do prestiżowej nagrody RITA Award za swoją debiutancką powieść "Silent Watch". Ponadto nominowano ją do Goodreads Choice Award w kategorii: najlepszy romans.

Elle Kennedy dorastała w Toronto, Ontario, natomiast w 2005 r. ukończyła anglistykę na Uniwersytecie Nowojorskim. Już od najmłodszych lat wiedziała, że pragnie zostać pisarką i już jako nastolatka usilnie próbowała spełnić to marzenie. Na chwilę obecną pisze dla kilku różnych wydawców. Ponadto twierdzi, iż uwielbia silne bohaterki oraz seksownych alfa bohaterów.

SARINA BOWEN to amerykańska pisarka bestsellerowych powieści, autorką m.in. serii "True North" oraz książki "Brooklyn Bruisers".
 

Tytuł: Love Song
Autor: Elle Kennedy
Język: angielski
Data premiery: 17 marca 2026
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Bloom Books
Ocena: 6/10

Czytaj dalej »

środa, 8 kwietnia 2026

Podsumowanie czytelnicze marca


Po tragicznym lutym cieszę się pisząc, że marzec to nie tylko najlepszy dotychczas miesiąc tego roku, ale chyba i najlepszy od bardzo dawna. Postawiłam tym razem na książki ulubionych autorek (co było proste, bo w marcu wyszło wiele wyczekiwanych przeze mnie premier) i szczerze każda z nich to była dla mnie czysta przyjemność. Potrzebowałam takiego kocyka komfortu w tym miesiącu - a żeby nie było za słodko, słuchałam sobie Miasto niedźwiedzia, które dla odmiany poturbowało mnie emocjonalnie. To był naprawdę owocny czytelniczy miesiąc, więc napisałam kilka zdań o każdej przeczytanej przeze mnie książce: 

AND NOW, BACK TO YOU - 4

Miłość na linii
to moja ulubiona zeszłoroczna komedia romantyczna i przybierałam rękami, aż w końcu dostanę kolejny tom, tym razem o Jacksonie. Na każdej stronie można wyczuć, jak wiele miłości autorka wkłada w swoje książki i jak bardzo kocha ten gatunek. W tej historii, jak zwykle zresztą, jest tyle ciepła i komfortu, że spędziłam z nią parę przyjemnych godzin. Niestety nie udało się autorce pobić Aidena i Lucie, ale to dlatego, że miałam nadzieję, że rywalizacja między bohaterami zostanie pociągnięta trochę dłużej. Nie zabrakło momentów chwytających za serce i bohaterów, którzy stają się czytelnikowi bliscy, ale brakowało lepszego dopracowania tempa rozwoju ich relacji. Poza tym bawiłam się świetnie i nadal podtrzymuję moje stanowisko, że Borison to must read jeśli lubicie rom-comy!
 

MIASTO NIEDŹWIEDZIA - 4


W przerwie od moich zwyczajowych książek przesłuchałam tę historię i nie potrafię wyrazić słowami, jak emocjonalnie na mnie ona wpłynęła. Sięgnęłam po nią dla hokeja (jako fanka tego sportu), który zresztą odkrywa tu bardzo ważną rolę - aczkolwiek może inną, niż możnaby się spodziewać - a zostałam dla wielu postaci, których losy rozwaliły mi serce na kawałki. To nie była łatwa powieść. Musiałam robić przerwy, aby sobie z nią poradzić i czasami przytłaczał mnie jej ciężar i wewnętrzna wściekłość. Ale było warto, bo to jedna z najbardziej poruszających emocjonalnie pozycji, jakie czytałam w swoim życiu.
 
 
 

MY PRZECIWKO WAM - 4

My przeciwko wam
to bezpośrednia kontynuacja Miasta niedźwiedzia, gdzie bohaterowie próbują się pozbierać po tragicznych wydarzeniach z pierwszej części, które na dobre poróżniły miasteczko i jego mieszkańców. Nie potrafię wyrazić słowami, jakie emocjonalne zawirowania przechodziłam, słuchając tego tomu. Byłam wściekła na niesprawiedliwość na świecie, na bohaterów, którym uszło wszystko płazem i na to, że ci, którzy na to nie zasłużyli, musieli sami zmierzyć się z ponurą rzeczywistością, w jakiej żyjemy. Benji stał się dla mnie swego rodzaju światełkiem w tunelu, co jest ironią, bo jest to jedna z najsmutniejszych postaci, o jakich czytałam. Jeśli macie ochotę na powieść, która poruszy was do głębi, koniecznie zapoznajcie się z tą trylogią - ale ostrzegam, autor porusza wiele trudnych tematów.
 

THE THINGS WE WATER - 5

Zdecydowanie za mało mi ostatnio Zapaty, mojej niezastąpionej królowej slow burnów, więc cieszę się, że w końcu udało mi się zapoznać z jej najnowszą premierą. The Things We Water to zupełnie inna pozycja od jej poprzednich książek, ale mnie bardzo zachwyciła. Świat przedstawiony w książce nie jest ani złożony, ani skomplikowany, ale nadaje powieści świetnego klimatu będącego dopełnieniem kolejnego wspaniałego romansu z elementami found family. To właśnie bohaterowie są sercem tej historii, dzięki nim poznajemy tak wiele rodzajów miłości. Nie będę ukrywać - nie raz się wzruszyłam. Może nie będzie to powieść dla każdego, ale w mój gust wpasowała się idealnie, dlatego mimo wszystko polecam dać jej szansę!



IN HER OWN LEAGUE - 4,25

Jako największa fanka bohaterów Windy City nie mogłam się doczekać historii Monty'ego, odkąd poznałam go w Caught Up. Żaden ojciec nie zasłużył na swoje szczęśliwe zakończenie tak, jak on! I w końcu, w tym słodko-gorzkim pożegnaniu ukochanych bohaterów, nadeszła jego kolej, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. Gdyby nie trochę niedopracowane tempo (Monty i Reese zdecydowanie za szybko przechodzą od nieumiejętności dogadania się do wzajemnego zainteresowania), przez co nie do końca mogłam się w ich romans zaangażować, ta książka byłaby idealna. Jako zwieńczenie wszystkich historii była rewelacyjna, jako romans czegoś jej zabrakło, ale mimo wszystko jak zwykle bawiłam się świetnie, więc polecam!
 
  

BURNOUT - 4,25


Burnout
to było moje zaskoczenie miesiąca. Sięgnęłam po nią trochę nastawiona, że raczej nie trafi w mój gust, a okazała się być książką idealną na odprężenie po ciężkim dniu i to jedną z przyjemniejszych - i to wcale nie takich, o których będę chciała za chwilę zapomnieć. Pomimo tego, że brzmi jak każdy inny romans, bardzo polubiłam się z bohaterami, w tym tymi drugoplanowymi. Pozytywnie zaskoczyło mnie też to, że sport nie jest jedynie tłem dla romansu, ale ważnym elementem życia bohaterów. To jedna z lepszych książek z kategorii tych lżejszych i chętnie przeczytam w przyszłości kolejne tomy tej serii.
 
 
 

LOVE SONG - 3,5

Z bólem serca muszę napisać, że chyba pierwszy raz w życiu zawiodłam się trochę książką Elle Kennedy. Love Song to była moja najbardziej wyczekiwana premiera tego roku - w końcu dostaliśmy książkę, w której łączy ze sobą dzieci bohaterów z Off-Campus, spodziewałam się, że Blake i Wyatt odmienią moje życie. Zamiast tego okazali się być chyba najbardziej frustrującą parą EK, o jakiej czytałam. Ta książka wypełniona jest dramatami, w tym takimi, których w romansach bardzo nie lubię i często przeciąganymi wręcz na siłę. Bohaterowie mają świetną chemię i bywały momenty, które mi się bardzo podobały, ale to za mało, abym się w nich zakochała. Gdyby nie przezabawne dodatki w formie rodzinnych czatów i fakt, że to prawdopodobnie najbardziej nostalgiczna część ze wszystkich, bo przewija się w niej wiele znanych postaci, dałabym jej jeszcze niższą ocenę.
Czytaj dalej »

piątek, 3 kwietnia 2026

Rebecca Jenshak - Burnout



Przystojny, wytatuowany łobuz, z którym przerzucałam się obelgami… teraz chce, żebym mu pomogła?

Knox Holland jest na krawędzi. Po rewelacyjnym debiutanckim sezonie w zawodowym motocrossie powinien świętować sukces. Zamiast tego jego reputacja spaliła mu wszystkie mosty – został bez zespołu, bez wsparcia i bez planu. Jest zdesperowany, by to zmienić.

Dlatego trafia do mnie, prosząc, żebym go trenowała.

Jako gimnastyczka z dwoma medalami olimpijskimi doskonale znam ciężar oczekiwań. W zeszłym sezonie zawaliłam, potem przyszła kontuzja – zanim zdążyłam udowodnić światu, że nie jestem dwudziestoletnią przebrzmiałą gwiazdą.

Skupiam się na przyszłości i nie mogę pozwolić sobie na rozproszenie uwagi.
W spojrzeniu Knoxa dostrzegam jednak desperację i nie potrafię mu odmówić.

To miało być łatwe zadanie, tylko że w przypadku Knoxa nic nie jest proste. W jednej chwili się kłócimy, a w następnej łapię się na tym, że zdecydowanie za bardzo podoba mi się widok jego nagiego torsu, gdy staje na rękach.

Zakochanie się w nim byłoby błędem… Ale niektóre błędy kuszą najbardziej.


Nie ukrywam, sięgając po Burnout nastawiałam się na przyjemną książkę, ale raczej z typu tych, przy których miło spędza się czas, a o których po czasie się zapomina. Tym bardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo przyjemna okazała się to lektura. I to taka, do której nie mogłam się doczekać, aż będę miała czas powrócić i która sprawiła, że mam ogromną ochotę czytać kolejne tomy o następnych bohaterach, bo tak bardzo się z nimi zżyłam. Nie jest to może książka idealna, ani też jakoś wybitnie oryginalna, ale jest to jedna z lepszych pozycji na odprężenie się po ciężkim dniu i przy której z największą przyjemnością spędza się czas - a także do której z wielką chęcią kiedyś bym powróciła.

Knox Holland powrócił do wyścigów zdeterminowany, by wygrać i spełnić w końcu swoje marzenia. Nie spodziewał się natomiast, że pomimo sukcesów jeden błąd kosztuje go jego własny zespół i wszelką przyszłość. Kiedy w przerwie między sezonami jego kumpel proponuje mu dołączenie do ich zespołu freestyle'owego, Knox niepewnie się zgadza - może potrzeba mu trochę dyscypliny i dzięki temu uda mu się udowodnić, że może być dobrym członkiem zespołu, jeśli chce jeszcze powrócić do wyścigów. Freestyle to jednak inna liga, a sama determinacja nie wystarczy, jeśli jego ciało nie podoła - dlatego zgłasza się o pomoc do gimnastyczki, która już wcześniej pomogła jemu przyjacielowi. Avery ma na swoim koncie medale olimpijskie, ale na nic się jej one nie zdają, jeśli nie uda jej się powrócić do formy sprzed niefortunnej kontuzji. Pomoc aroganckiemu motocykliście to ostatnie, na co ma ochotę i czas, a jednak nie potrafi mu odmówić pomocy. Ich sprzeczki nie zwiastują dobrej współpracy, a jednak im dłużej spędzają razem czas, tym trudniej jest ignorować to, że łączy ich niesamowita chemia...

Na początku, nie ukrywam, byłam do tej historii sceptycznie nastawiona. Zaczynamy trochę Wattpadowo, Knox sprawia wrażenie schematycznego złego chłopca, a pierwsze spotkanie jego i Avery to bardzo typowe zestawienie ludzi z dwóch światów, których przyciąga chemia wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Mamy też wyścigi, a nie można chyba o nic bardziej pasującego do motywu bad boya. Główny bohater na początku z wielu powodów mnie do siebie nie przekonywał, a wręcz przeciwnie, czasami miałam ochotę dać mu po głowie. Ale przyjemny styl pisania autorki motywował mnie, bym nie przekreślała książki po pierwszych rozdziałach i cieszę się, że tak się stało, bo im dalej czytałam, tym bardziej mi się podobało i w końcu przyłapałam się na tym, że ta książka to najlepsza rozrywka od dawna.

Knox i Avery zdają się być osobami z innych światów - on sprawia wrażenie kochającego niebezpieczeństwo kobieciarza, ona jest ambitną gimnastyczką, której nie w głowie faceci. Ale to wszystko tylko pozory, które szybko spadają, bo okazuje się, że oboje mają więcej wspólnego, niż mogłoby się spodziewać. Knox za tym murem, który tak szczelnie wokół siebie stawia, jest świetnym facetem i cudownym bratem. To on robi za ojca dla swoich młodszych braci odkąd ich własny ich porzucił niedługo po śmierci ich matki. To dla braci był gotów zrezygnować z marzeń o ściganiu i to dla nich do ścigania powrócił. Może i potrafi być stanowczy i sprawia wrażenie złego chłopca, ale to wszystko to tylko fasada, która nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością i to jeden z powodów, dlaczego ta historia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Avery jest równie wspaniałą bohaterką, którą bez problemu polubiłam. Po ciężkiej kontuzji wraca do treningów przed kwalifikacjami do zawodów i obserwujemy, jak jest jej z tym trudno. Nosi na swoich ramionach ogromny ciężar i obawy, że zawiedzie nie tylko trenerów i jej kibiców, ale samą siebie - że już nigdy nie wróci do poziomu sprzed upadku. Gdy zaczyna współpracować z Knoxem, aby pomóc mu lepiej zrozumieć swoje ciało i dzięki temu stać się lepszym zawodnikiem we freestylu motocrossowym, na początku może i jest im ciężko się dogadać, ale widać, jak bardzo im to obojgu pomaga w zyskaniu pewności siebie i porzuceniu swoich zmartwień. A dodajmy do tego wspaniałą chemię i napięcie seksualne, które można by ciąć nożem, aż wkrótce ich wszystkie interakcje stają się uzależnieniem, od którego nie sposób się oderwać.

Nawet się nie spodziewałam, że tak bardzo tę dwójkę polubię, ale chemia między nimi jest tak naturalna, a rozwój relacji ani zbyt szybki, ani za powolny, że czytałam ich historię z uśmiechem na twarzy i motylkami w brzuchu. I chociaż nie zabrakło oczywiście pikanterii, to najlepsze dla mnie były te momenty, kiedy po prostu spędzali razem czas, poznając się bliżej, rozmawiając na wszystkie możliwe tematy i nieoczekiwanie tworząc dla siebie miejsce w swoich życiach, nawet wbrew temu, że niczego sobie nie obiecywali.

Bardzo polubiłam się także z braćmi Knoxa, o których przeczytamy w kolejnych tomach serii (czego już się nie mogę doczekać!). Ważnym elementem romansów jest dla mnie umiejętność stworzenia wątków i historii pobocznych, które tchną w książkę życie poza wątkiem miłosnym, a autorce tutaj się to zdecydowanie udało, bo jest mnóstwo postaci, które obdarzyłam sympatią. Wstawki rodzinne wywoływały szeroki uśmiech na mojej twarzy, zwłaszcza, że pozwoliły dostrzec tę opiekuńczą i odpowiedzialną stronę Knoxa, której w życiu bym się na początku nie domyśliła.

A najbardziej pozytywnym zaskoczeniem było to, że sport nie jest w tej książce jedynie tłem, a czynnym uczestnikiem fabuły i istotnym elementem życia bohaterów. I mam tu na myśli nie tylko motocross, ale też gimnastykę. Autorka wspaniale oddaje atmosferę opisami wyścigów, które trzymają w napięciu oraz ukazuje trudy i wyzwania związane z życiem Avery. Przeprowadza nas przez mordercze treningi i wymagającą rywalizację, ale robi z tego zabawę i sprawia, że czujemy tę adrenalinę, jakbyśmy sami siedzieli na trybunach i kibicowali bohaterom. To dzięki temu ta książka jest tak dobrą rozrywką - gdyby te dyscypliny były jedynie mało znaczącym tłem dla romansu, nie bawiłabym się nawet w połowie tak dobrze.

Mogę więc śmiało napisać, że bardzo wam polecam Burnout, jeśli potrzebujecie czegoś lżejszego i szybkiego, ale jednocześnie dobrego. Nie twierdzę, że to lektura, która odmieni wasze życie, ani nawet coś nadzwyczajnego, ale czytanie jej to była zabawa i przyjemność, która mogła się nie kończyć, a czasami chyba wszyscy potrzebujemy takiej książki. Jestem przekonana, że polubicie się z Avery i Knoxem, i tak, jak ja, będziecie po tej książce z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych!
 

Tytuł: Burnout
Autorka: Rebecca Jenshak
Premiera: 16.04.2026
Seria: Holland Brothers. Tom 1
Wydawnictwo: Kreatywne
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10
 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kreatywnym:

 

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia