Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kirsty Moseley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kirsty Moseley. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 maja 2021

Kirsty Moseley - Chłopak, który oszalał na moim punkcie



Dwa złamane serca. Jedna umowa na udawane randki. Co może pójść nie tak?

Lucie sądziła, że ma wszystko, czego pragnie – kochającego mężczyznę, śliczne mieszkanie i pracę, w której jest naprawdę świetna. Ale piękna bańka prysła, kiedy Lucie nakryła swojego idealnego narzeczonego na tym, jak bzyka się ze swoją osobistą trenerką na ich wymarzonej nowiusieńkiej sofie. Teraz, trzy miesiące później, Lucie mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką i próbuje poukładać sobie życie bez zdradzieckiego niedoszłego męża.

Theo wybiera się na długi weekend do malowniczej Szkocji, gdzie ma być drużbą na ślubie brata. Perspektywa pięknych widoków, a także darmowej wyżerki właściwie powinna go napawać większym entuzjazmem. Gdyby tylko nie żywił uczuć do przyszłej panny młodej…

Kiedy los niespodziewanie krzyżuje drogi tych dwojga, Lucie i Theo zacieśniają więzi przy pączkach, opowiadając o swoich miłosnych katastrofach… i dochodzą do wniosku, że chyba mogą sobie nawzajem pomóc. Jeśli oboje będą przestrzegać zasad, nie ma mowy, żeby coś poszło nie tak.

Pisemny kontrakt? – Załatwiony.
Zmysłowe randki na niby? – Załatwione.
Seksualne iskrzenie, od którego wręcz może zająć się pościel? – A jakże, zała...
Chwila, co?!
Tego nie było w umowie...


Z Kirsty Moseley mam taką relację hate-love. Są takie jej książki, które lubię i określiłabym mianem guilty pleasure, ale są niestety też takie, o których wolałabym zapomnieć. Nie nazwałabym się największą fanką jej twórczości, ale kiedy w zeszłym roku miałam okazję przeczytać "Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę", zostałam pozytywnie zaskoczona, ponieważ okazało się, że to urocza, nieskomplikowana pozycja, która w pewien sposób mnie sobą oczarowała. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że powstała druga część, tym razem o bracie głównego bohatera z pierwszego tomu, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać - głównie dlatego, że skradł moje serducho i bardzo życzyłam mu szczęśliwego zakończenia. I teraz, będąc już po lekturze, muszę przyznać, że "Chłopak, który oszalał na moim punkcie" to jeszcze lepsza historia. Przeczytałam ją błyskawicznie, z szerokim uśmiechem na twarzy i skutecznie oderwałam się od rzeczywistości na kilka godzin.

Theo ukrywa przed swoim bratem bliźniakiem największy sekret - odkąd kilka lat temu poznał jego narzeczoną w pracy, podkochuje się w niej i nie potrafi się z niej wyleczyć. Dlatego teraz, gdy zbliża się ślub Jareda i Amy, Theo pragnie jedynie wykręcić się z imprezy i zapić na śmierć, aby zapomnieć o złamanym sercu i nie popełnić jakiejś głupoty. Kocha swoją rodzinę, życzy im szczęścia, ale jego serce działa wbrew jego woli.

Lucie niedawno rozstała się ze swoim narzeczonym, gdy nakryła go na zdradzie w ich nowym mieszkaniu. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że dla niego poświęciła wszystko, swoją pracę, marzenia, a przede wszystkim samą siebie i teraz została z niczym. Za wszelką cenę pragnie stanąć na nogi i pokazać byłemu, że nie wie, co stracił. Jej przyjaciółka załatwia jej staż w wydawnictwie, w którym pracuje, co jest pierwszym krokiem w stronę uzdrowienia i poskładania swojego życia w kupę.

Spotykają się w najbardziej absurdalny sposób - w zepsutej windzie, gdzie zmuszeni są spędzić razem godzinę i wbrew wszystkiemu bardzo szybko znajdują wspólny język, opowiadając sobie o swoich katastrofalnych życiach miłosnych. Zawierają układ - Lucie pojedzie z Theo do malowniczej Szkocji jako partnerka na ślubie jego brata, a Theo pojawi się z Lucie na jej imprezie rodzinnej, aby utrzeć nosa jej byłemu i wzbudzić w nim zazdrość. Spisują umowę nad paczką pysznych pączków, zamknięci w windzie, nie zdając sobie sprawy, że właśnie na zawsze przypieczętowali swoją wspólną przyszłość i rozpoczęli coś, co wcale nie skończy się tak szybko... 

Każdy kto czytał "Chłopaka, dla którego kompletnie straciłam głowę" z pewnością wie kim jest Theo i jak wyglądała jego przygoda z Amy. Od razu strasznie polubiłam go za jego złote serce i energiczne, pozytywne podejście do życia, dlatego serce mi się złamało, gdy na jaw wyszła ta cała pomyłka Theo z Jaredem przez Amy, bo Theo w ogóle na to nie zasłużył. Jednocześnie dobrze wiem, że tak właśnie miało być, bo bez dwóch zdań Amy i Jared byli sobie pisani. Gdy Lucie i Theo się poznają, od razu wiadomo, że ta dwójka pasuje do siebie jak dwie strony medalu. Chociaż oboje leczą złamane serca, rodzi się między nimi więź, przywiązanie, wzajemne przyciąganie i szacunek, wiadomo więc, że są sobie pisani. Oboje rzucają się trochę na głęboką wodę. Mało kto zdecydowałby się polecieć na wesele z nieznajomym, ale dzięki temu ich wspólna przygoda była jeszcze bardziej ekscytująca. Podobało mi się to, że nie narzucali na siebie żadnych ograniczeń i po prostu postanowili się zabawić, bez zastanawiania się nad przyszłością. Doszło do kilku przezabawnych sytuacji, dzięki których świetnie się bawiłam, śledząc ich historię. Było uroczo i zabawnie, czyli dokładnie tak, jak się spodziewałam.

Oczywiście nie jest to górnolotna powieść, od której moglibyśmy oczekiwać emocji, głębi, czy czegoś, co zmieni nasze życie. Nie jest to też fabularnie wymagająca historia, bo ja sama miałam okazję przeczytać już niejeden romans z wątkiem udawanego związku. To raczej pozycja, która ma oczarować swoją lekkością i prostotą, oderwać na chwilę od życia i problemów, gdy będziemy śledzić jak dwójka ludzi zakochuje się nad jeziorem w Szkocji, bawi się i pakuje w różne sytuacje, robi rzeczy, których normalnie by nie zrobili, bo nie wypada. Udzieliło mi się trochę tego ich lekkiego ducha i szczęścia, bo przez większość książki miałam szeroki uśmiech na twarzy. Ich relacja rozwinęła się bardzo szybko, bo właściwie w przeciągu tygodnia, czy dwóch, ale nawet mi to za bardzo nie przeszkadzało. Chociaż muszę przyznać, zaskoczenie Lucie na wieść, że Theo jej pragnął, rozbawiło mnie do łez, bo nie wiem czy ktoś mógłby być bardziej oczywisty, niż on. 

Autorce udaje się nawet poruszyć poważniejszy temat toksycznej relacji, ukazując jak wielki wpływ na Lucie miał jej związek z Lucasem, byłym narzeczonym. Ten facet to klasyczny przykład dupka, który wykorzystywał Lucie dla swojej przyjemności, manipulował nią, aby stworzyć sobie jej wymarzoną wersję, aż do tego stopnia, że dziewczyna przestała zauważać, że nie tak powinna wyglądać miłość. Miałam ochotę go udusić za każdym razem kiedy chociażby go wspominała. I byłam z niej taka dumna, kiedy pokazała mu w końcu, gdzie jest jego miejsce. Jednocześnie miałam ochotę potrząsnąć każdą osobą z jej otoczenia (a już zwłaszcza jej rodzicami) za to, że zrobili z niego ofiarę, nie pytając jej nawet o to jak się czuje po ich rozstaniu. Nikt nie kiwnął nawet palcem na to, przez co przechodziła przez osiem lat związku. No co jest, ludzie?

Zaczęłam "Chłopak, który oszalał na moim punkcie" z uśmiechem na twarzy i tak też ją skończyłam. To nie jest pozycja od której powinno się wiele wymagać, ale i tak uważam, że spełnia swoje zadanie, bo bawi, wywołuje motylki w brzuchu i jest idealna, żeby się rozerwać. Lucie i Theo od razu zarażają swoją energią, radością, ich relacja łapie w swoje sidła i nim się obejrzymy, już przewracamy ostatnią stronę. Może i nie jest idealna, ale wszelkie niedoskonałości przyćmiewa fakt, że ci bohaterowie są świetni, charyzmatyczni i wręcz chce się o nich czytać. A już zwłaszcza o Theo, który jest tutaj moim ulubieńcem. Nie mogę się już doczekać trzeciego tomu, tym razem o Aubrey. Tymczasem jeśli szukacie lekkiej, słodkiej historii miłosnej, polecam poznać Lucie i Theo!



KIRSTY MOSELEY jest brytyjską pisarką urodzoną w Hertfordshire w Anglii. Jest autorką kilku cieszących się sporym zainteresowaniem czytelników powieści z gatunku romansu obyczajowego, z których największą popularność przyniosła jej ta pod tytułem „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”.

Od wczesnego dzieciństwa Kirsty Moseley miała marzenie, by zostać profesjonalną pisarką, jednak przez długi czas wszystko, co napisała, chowała głęboko na dno szuflady. Nie miała śmiałości opublikować czegokolwiek, obawiając się krytycznych opinii. W 2000 roku przeprowadziła się do Norfolk, gdzie poznała swojego przyszłego męża, Lee. Pięć lat później urodził im się syn.

Kiedy Kirsty siedziała w domu z małym dzieckiem, przypadkiem trafiła na stronę internetową, na której pisarze-amatorzy zamieszczali swoją twórczość. Przez pewien czas po prostu śledziła portal, czytając opowiadania stworzone przez innych – aż w końcu postanowiła sama zamieścić tam jedną ze swoich historii. Pozytywny odzew czytelników przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Pokrzepiona pochlebnymi opiniami i wzrastającym w niesamowitym tempie wskaźniku odsłon jej opowieści, postanowiła własnym nakładem opublikować swój debiut literacki w tradycyjnej formie. Książka „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” ukazała się w druku w 2012 roku.

Aktualnie Kirsty Moseley ma na koncie jeszcze kilka powieści i krótszych opowiadań, z których każde przez publikacją w wersji drukowanej zostało przeczytane przez miliony internautów.


Tytuł: Chłopak, który oszalał na moim punkcie
Autor: Kirsty Moseley
Tytuł w oryginale: Stand-In Saturday
Seria: Love For Days. Tom 2
Data premiery: 24 marca 2021
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins.

Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 listopada 2020

Kirsty Moseley - Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę



Zagorzała singielka Amy Clarke jest dumna z trzech rzeczy w swoim życiu: różowych włosów, kolekcji conversów oraz zdolności do wypicia dużej ilości margarity bez wymiotowania. Nie szuka miłości. Jest całkowicie szczęśliwa, romansując jednocześnie z Netflixem oraz Benem i Jerrym. Problem w tym, że czasami miłość sama cię odnajduje, nawet gdy tego nie chcesz.

Pięć miesięcy temu on wsiadł do jej pociągu i od tej pory nic nie jest już takie samo. Amy jeszcze nie zna jego imienia, ale wie, że ten facet ją kręci. Wysoki, przystojny geek, który jeździ jej pociągiem co drugi poniedziałek, nie ma pojęcia, że na widok jego uśmiechu Amy traci głowę, a jej serce bije jak oszalałe.

Kiedy przypadkowe spotkanie poza pracą pozwala im na pierwszą normalną rozmowę, sprawy szybko przechodzą od platonicznego uczucia do bliskich – i bardzo bliskich – relacji. Czy mimo ciągu miłosnych katastrof w przeszłości, Amy znalazła w końcu swojego Pana Idealnego? A może los ma dla niej inne plany?


Twórczość Kirsty Moseley poznałam za sprawą "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno", którą przeczytałam kilka lat temu. Nie pamiętam już jednak z tej książki za wiele, poza tym, że była to dość przyjemna młodzieżówka, która koniec końców przekonała mnie do tego, aby trochę bardziej zagłębić się w twórczość tej autorki. Od tamtej pory miałam okazję przeczytać już kilka innych historii stworzonych przez Moseley, żadna jednak nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Jej książki są po prostu urocze, lekkie i proste, nie jest to jednak żadna literatura z wyższej półki. Z ciekawości postanowiłam przeczytać również "Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę", zaciekawił mnie opis, miałam akurat ochotę na coś takiego niewymagającego, więc ta pozycja wydawała się być idealna. I rzeczywiście, taka była, nie do końca jednak wiem jak czuję się z pewnymi wyborami, jakie autorka podjęła.

Amy to młoda, lekko szalona kobieta, lubiąca swoje proste życie i nie szukająca wrażeń. Pracuje jako konduktorka na popularnej trasie kolejowej. Gdyby ktoś ją zapytał jaki jest jej ulubiony dzień tygodnia, bez chwili zawahania odparłaby, że jest to poniedziałek. Poniedziałek - dzień przeznaczony dla jej obiektu westchnień, przystojnego, zapierającego dech w piersi mężczyzny, który co dwa tygodnie jeździ jej pociągiem i nie daje jej o sobie zapomnieć. Wystarczy pięć miesięcy, aby Amy zakochała się w nim na zabój. Co prawda nie zna jego imienia, ale to nie szkodzi - wie, czym się interesuje, widzi jego stosunek do innych, od miesięcy obserwuje jego życzliwe i nerdowskie serce. Problem polega na tym, że kompletnie nie potrafi się zmusić, aby do niego zagadać. Dlatego kiedy los ich popycha w swoje ramiona, gdy zupełnie przypadkowo wpadają na siebie w kawiarni i mężczyzna zaprasza ją na kawę, Amy nie waha się nawet przez chwilę. W końcu to mężczyzna jej marzeń! Życie jednak potrafi rozdawać pokrętne karty i wkrótce Amy przyjdzie się o tym przekonać.

Amy to przesympatyczna bohaterka. Czytanie tej książki jej oczami było jak oglądanie ciepłej, przezabawnej komedii romantycznej (a kto takiej nie lubi obejrzeć od czasu do czasu?), bo dziewczyna jest dziwaczna, niezdarna i przeurocza. Na pierwszy rzut oka trochę nieśmiała, ale jak tylko czuje się w czyimś towarzystwie komfortowo, ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Niesamowicie ją polubiłam i nawet pomimo tego, że w pewnym momencie zaczęła mnie frustrować swoim zachowaniem, potrafiłam postawić się w jej sytuacji i zrozumieć jej zachowanie.

Akcja nabiera tempa kiedy dochodzi do spotkania między nią, a jej tajemniczym zauroczeniem z pociągu, Jaredem. Mężczyzna jest jak marzenie, z tym pięknym ciałem i uśmiechem, który wywołuje motylki w jej brzuchu, ale to jego charyzma i cechy charakteru są dla niej najbardziej atrakcyjne. Im bliżej go poznaje, tym bardziej się w nim zakochuje. I kompletnie się jej nie dziwę, bo ja też się w nim zakochałam. Jared to nie tylko przystojniak, ale też przesłodki i kochany facet, który nosi serce na dłoni. Mężczyzna, który jest trochę skryty i od lat ciężko pracował na swój sukces. Może się zdawać, że jest kompletnym przeciwieństwem Amy i nie łączy ich wiele wspólnego, ale w rzeczywistości ta dwójka dopełniała się idealnie.

Nie ma co ukrywać, że mamy tu do czynienia z przypadkiem insta love, bo tak właśnie jest. Związek między Amy, a Jaredem rozwija się bardzo szybko (oczywiście pomijając ten okres wzdychania do siebie w pociągu) i bardzo łatwo, przez połowę książki nie ma żadnych komplikacji, jest tylko wzajemne odkrywanie siebie, jak to bywa w początkowym etapie związku. Chemia między tą dwójką jest jednak tak silna, że nie miałam autorce za złe tego, że wszystko potoczyło się tak szybko i łatwo. Czekałam jednak na jakąś akcję... nie spodziewałam się jednak, że ta historia zmierzała akurat w takim kierunku.

W pewnym momencie na jaw wychodzi całe sedno tej historii i trzeba przyznać, takiego zwrotu akcji raczej nikt się nie spodziewał - ja chyba po raz pierwszy z czymś takim się spotkałam. Do tej pory nie jestem jednak w stanie stwierdzić, czy mi się to podobało, czy jednak nie. Mam bardzo mieszane uczucia, bo sytuacja jest bardzo skomplikowana, o czym przekonują się nie tylko bohaterowie, ale też my, jako czytelnicy. Nic dziwnego więc, że Amy się w pewnym momencie trochę pogubiła, ja sama poczułam się zagubiona i nie wiedziałam co myśleć. Najważniejsze jest jednak to, że cała ta sytuacja ukazała, w jak pokrętny sposób potrafi działać przeznaczenie. Amy i Jared może i muszą zmierzyć się z trudną sytuacją, ale ich miłość wychodzi z tego jeszcze silniejsza, a dla mnie to właśnie było najważniejsze. Więc owszem, nie jestem fanką tego plot twistu, ale to tylko moja osobista awersja do tego typu motywów w książkach. Cieszę się jednak, że patrząc na to z szerszej perspektywy, autorka potrafiła nadać tym wydarzeniom większego znaczenia i w rezultacie wzmocnić uczucie między naszymi głównymi bohaterami. Bo byłabym bardzo rozczarowana, gdyby w jakiś sposób przekroczyła granice i tym samym zepsuła mi wszystko, co do tego momentu zostało przedstawione.

Pomimo moich lekkich narzekań, to nie sposób nie przyznać, że dobrze się bawiłam czytając "Chłopaka, dla którego kompletnie straciłam głowę" i nie żałuję, że zdecydowałam się po tę książkę sięgnąć. Czy będzie to mój nowy ulubiony romans? Absolutnie nie. Czy miło spędziłam przy tej książce kilka godzin? Jasne, zdecydowanie. Raczej nie zapadnie ona w mojej pamięci na dłużej, miło było przeczytać jednak historię o dziewczynie, która zdobyła swojego chłopaka z pociągu, bo kto z nas nie znalazł się kiedyś w takiej sytuacji, w której ktoś wpadł nam w oko i chociaż nie znaliśmy nawet jego imienia, nie mogliśmy go sobie wybić z głowy? Miło było przez chwilę żyć tym marzeniem i się uśmiechnąć. Odrobina słodyczy nikomu nie zaszkodzi ;) Jeśli macie ochotę na coś niezobowiązującego i bardzo słodkiego, to ta książka nada się do tego idealnie.


KIRSTY MOSELEY jest brytyjską pisarką urodzoną w Hertfordshire w Anglii. Jest autorką kilku cieszących się sporym zainteresowaniem czytelników powieści z gatunku romansu obyczajowego, z których największą popularność przyniosła jej ta pod tytułem „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”.

Od wczesnego dzieciństwa Kirsty Moseley miała marzenie, by zostać profesjonalną pisarką, jednak przez długi czas wszystko, co napisała, chowała głęboko na dno szuflady. Nie miała śmiałości opublikować czegokolwiek, obawiając się krytycznych opinii. W 2000 roku przeprowadziła się do Norfolk, gdzie poznała swojego przyszłego męża, Lee. Pięć lat później urodził im się syn.

Kiedy Kirsty siedziała w domu z małym dzieckiem, przypadkiem trafiła na stronę internetową, na której pisarze-amatorzy zamieszczali swoją twórczość. Przez pewien czas po prostu śledziła portal, czytając opowiadania stworzone przez innych – aż w końcu postanowiła sama zamieścić tam jedną ze swoich historii. Pozytywny odzew czytelników przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Pokrzepiona pochlebnymi opiniami i wzrastającym w niesamowitym tempie wskaźniku odsłon jej opowieści, postanowiła własnym nakładem opublikować swój debiut literacki w tradycyjnej formie. Książka „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” ukazała się w druku w 2012 roku.

Aktualnie Kirsty Moseley ma na koncie jeszcze kilka powieści i krótszych opowiadań, z których każde przez publikacją w wersji drukowanej zostało przeczytane przez miliony internautów.


Tytuł: Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę
Autor: Kirsty Moseley
Tytuł w oryginale: Man Crush Monday
Data premiery: 23 września 2020
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 368
Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins.


Czytaj dalej »

piątek, 12 października 2018

Kirsty Moseley - Chłopak, który wiedział o mnie wszystko


Kirsty Moseley znam jedynie z książki "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno", którą czytałam dawno, dawno temu. Chociaż chodziły o niej różne opinie to ja byłam w tej części, której książka się podobała i właśnie dlatego skusiłam się na nowość autorki, a mianowicie "Chłopaka, który wiedział o mnie wszystko". Miałam nadzieję na coś lekkiego, przyjemnego i dobrego, a dostałam... cóż, czytajcie dalej.

Historia rozpoczyna się w momencie kiedy główna bohaterka, Riley, powraca z miesięcznych wakacji w Anglii i rozpoczyna naukę w nowej szkole. Jest niezadowolona, że musiała pozostawić wszystkich swoich przyjaciół, ale jej oparciem jest jej o rok starszy, najlepszy przyjaciel (a zarazem sąsiad), Clay. Już od razu zauważamy, że ta dwójka jest sobie aż nadzwyczaj bliska - i mam tu na myśli wskakiwanie sobie w ramiona, robienie malinek i otwarte filtrowanie. Riley jako piękna nowa dziewczyna w szkole wzbudza wielkie zainteresowanie nie tylko u płci przeciwnej, ale też u dziewczyn, które nie pałają do niej sympatią, ze względu na to, jak blisko jest z Clayem - najprzystojniejszym chłopakiem w szkole i zarazem najbardziej pożądanym przez kobiety.

Kiedy sięgałam po tę książkę, byłam przekonana, że spędzę przy niej miło czas. Zaskoczyło mnie to, jaką cegiełką się ta powieść okazała, bo ma ona ponad 500 stron i chociaż zastanowiło mnie, o czym autorka tyle mogła pisać, to nie pozwoliłam, by mnie to zraziło. Do czytania podeszłam z naprawdę dobrym nastawieniem, no ale niestety szybko wszystko zaczęło się sypać. Książka skupiła w sobie praktycznie każdy schematyczny, przewidywalny wątek, jej czytanie ciągnęło mi się tydzień, miałam wrażenie, że napisana została ręką dwunastolatki (nie obrażając dwunastolatek) i była chyba najbardziej nierealistyczną i absurdalną książką, jaką dane mi było przeczytać w ostatnim czasie. Nienawidzę pisać negatywnych opinii, ale ta powieść aż się o taką prosi.

Jeśli chodzi o bohaterów, to niesamowicie irytowała mnie główna bohaterka. Znacie te wszystkie tandetne amerykańskie filmy, w których w szkole pojawia się nowa dziewczyna i nagle chłopcy padają jej u stóp, staje się popularna, a na końcu i tak zdobywa tego najpopularniejszego niegrzecznego chłopca? (I oczywiście nie mówię tu, że wszystkie filmy tego typu są złe, bo ja sama z chęcią niektóre oglądam). Tak, Riley jest właśnie taką postacią. Ledwo pojawia się w szkole, a każdy chłopak pragnie się z nią umówić, jest najpiękniejsza w całej szkole, a każda inna dziewczyna jest ble. Nagle ugania się za nią tajemniczy, seksowny i także popularny Blake, który skończył już liceum, do którego teraz uczęszcza Riley, a skrycie kocha ją także Clay, obiekt westchnień zdaje się całej żeńskiej populacji w szkole (a także poza nią). Zważywszy na to, że prawie cała książka napisana jest z jej perspektywy, miałam wrażenie, że umieszczona byłam w umyśle dziecka, które ciągle tylko na coś narzekało i beczało. Paradoksem było to, że miała siedemnaście lat, autorka na siłę pragnęła zrobić z niej dorosłą, a zachowywała się jak bachor. I wielka szkoda, że nie dowiedziałam się o niej nic, poza tym, że lubi kolor różowy.

Jeśli chodzi o Claya, to on jest takim perfekcyjnym chłopakiem, który nie ma żadnych wad. Mogłabym się do tego przyczepić, ale patrząc na całą książkę, to jego postać nawet umiliła mi czytanie. Chociaż autorka chyba chciała wykreować go na badboya, to tak naprawdę był bardzo kochany, troskliwy no i oczywiście nieziemsko przystojny. Poza tym, również nie dowiedziałam się o nim nic - może tylko tyle, że gra w futbol. Każda dziewczyna zasługuje na takiego chłopaka, jak Clay, więc zdecydowanie był on jasnym punktem tej książki.

Podczas lektury robiłam sobie notatki, żeby wspomnieć o tych najbardziej absurdalnych sytuacjach, ale w pewnym momencie zaczęło przybywać ich tyle, że przestałam. Największy problem miałam z przejściem przez pierwsze dwieście stron, gdzie Riley kręciła z Blakiem, jednocześnie wiedząc, że czuła coś do Claya. Żeby nie zaspoilerować całego wątku, wspomnę tylko o jednym fragmencie - rozmowie, w której powiedziała Blake'owi, że nie może zabronić jej przyjaźni z Clay'em i wspomniała coś jeszcze o tym, że nie zaakceptuje zdrady. Śmiech na sali. Sam fakt, że wybrała przyjaciela ponad chłopaka może i byłby uroczy, ale kurde - kto chciałby, by jego druga połówka spała półnago z innym facetem, robiła mu malinki (i vice versa) i rzucała się w jego ramiona, jak jakaś przylepa? Bo ja na pewno nie chciałabym, by mój chłopak zachowywał się tak z inną dziewczyną. Już nie wspominając o jej hipokryzji, gdy mówiła o zdradzie, gdy sama skakała z kwiatka na kwiatek. Jej zachowanie było złe, niewłaściwie i ukazało zupełny brak poszanowania dla Blake'a, który był, jaki był, ale jednak się z nim umawiała.

Kolejna sprawa - rodzice. A raczej ich brak. Który rodzicom o zdrowym umyśle pozwala swojej siedemnastoletniej córce robić takie rzeczy? Rodzice Riley byli równie niepoważni, co ona sama, a o rodzicach Claya to nawet szkoda wspominać, bo ręce opadają.

Już pomijając niektóre absurdalne zachowania, czy sytuacje, ta książka ma w sobie pełno ogromnych i poważnych błędów, które wręcz rażą w oczy. Może się nie znam i nie powinnam wypowiadać na ten temat, ale od kiedy przy przesłuchaniu na policji niepełnoletniej osobie może towarzyszyć zupełnie przypadkowa dorosła osoba? O ile mi wiadomo, to powinien być to rodzic, opiekun - osoba prawnie odpowiadająca za osobę niepełnoletnią - a nie osiemnastoletni sąsiad. Druga sprawa - wygrana pieniężna w kasyno nie wpada nam od tak do kieszenie! Tutaj również nie mam żadnego doświadczenia, ale czy nie wymaga to jakiejś papierkowej roboty?

Naprawdę byłam przekonana, że książka mi się spodoba, a zawiodła mnie w tak wielu aspektach. Strasznie wymęczyło mnie to pięćset stron i wielokrotnie byłam bliska odłożenia tej książki nieskończonej. Jednak brnęłam dalej z nadzieją, że dalej będzie lepiej. Głupia ja... Zawsze staram się znaleźć jakiś pozytywny aspekt w książkach, które mi się nie podobają, dlatego powiem, że książka napisana jest lekkim językiem i rzeczywiście jest bardzo urocza. Może spodoba się osobom, które lubią przerysowane historie typu "od przyjaciół do kochanków". Myślę, że podeszłabym do niej zupełnie inaczej lata temu, kiedy nałogowo czytałam fanfiction, bo ta książka bardzo mi przypominała takie właśnie zakręcone opowiadania z młodzieńczych lat.

"Chłopak, który wiedział o mnie wszystko" napisany jest bardzo prostym, łatwym w odbiorze językiem. Niepotrzebnie autorka rozciągnęła akcję na pięćset stron, bo spokojnie dałoby radę skrócić to nawet o połowę - może wtedy książka nie ciągnęłaby mi się tak długo. Gdyby nie to, że od lektury wymagam jednak kilku rzeczy, może i przymrużyłabym oczy na te niedociągnięcia i skupiła się na tym, że to słodka historia o przyjaźni, która przeobraża się w wielką miłość. Niestety mnie ta historia nie kupiła.


Tytuł: Chłopak, który wiedział o mnie wszystko
Autor: Kirsty Moseley
Seria: Best Friend. Tom 1
Tytuł oryginału: Always You
Data premiery: 19 września 2018
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 511
Ocena: 4/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia