sobota, 27 lutego 2021

14 książek z motywem od wiadomości do miłości | Książkowe zestawienie


W tym zestawieniu idziemy z Anielką trochę w stylu retro, niemalże cofamy się do przeszłości, bo dzisiaj mamy dla was książki, w których głównym narzędziem komunikacji są... listy! Oczywiście nowoczesności też nie zabraknie, mamy głównie na myśli relacje, które rozwijają się poprzez wiadomości, czy to listowne, czy emaile, czy może wiadomości tekstowe. Po angielsku to się nazywa tak ładnie "pen pals", po polsku "przyjaciel korespondencyjny", ale my postanowiłyśmy wymyślić swoją nazwę i tak powstało "od wiadomości do miłości". Nie wiem jak wy, ale ja osobiście uwielbiam tę formę, te historie miłosne, które zaczynają się wręcz anonimowo, kiedy nie zakochujesz się w drugiej osobie z wyglądu, a poznając jej wszystkie cechy charakteru, zainteresowania, wady i zalety, rozmawiając z nią przez słowo pisane. Zresztą, nie tylko - pod ten wątek podpinamy też związki na odległość, gdzie jedyną formą komunikacji są wiadomości. Może ze mnie taka niepoprawna romantyczka, że coś w tym wątku do mnie przemawia. Udało nam się zebrać 28 rewelacyjnych pozycji, ale bardzo żałuję, że nie więcej. Sama czytałam dużą część z nich i mogę je z ręką na sercu polecić. Oto pierwsza połowa z nich, druga oczywiście standardowo na blogu Anielki, na zaczytanaanielka.blogspot.com. Tak wygląda lista:

Amy Harmon - Making Faces
Wydawnictwo: Editio.red


W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young – błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym – to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.

Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?



Ashley Poston - Geekerella
Wydawnictwo: We Need YA


Pokochaj magię fandomu!

Elle Wittimer jest geekiem, a jej całe życie to Starfield, klasyczna seria science fiction. Kiedy dziewczyna dowiaduje się o konkursie na cosplay do ukochanego filmu, musi wziąć w nim udział. Z oszczędnościami z pracy w food trucku Magiczna Dynia i w starym kostiumie ojca, Elle wyrusza w podróż zdeterminowana, by wygrać. Nie spodziewa się jednak, że poza walką o pierwsze miejsce w konkursie, przyjdzie jej stoczyć bitwę o czyjeś serce.


Becky Albetralli - Twój Simon
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc


Każdy zasługuje na wielką miłość, prawda? Jednak historia 17-letniego Simona Spiera jest nieco skomplikowana. Simon jest fanem Harry’ego Pottera, nałogowym pożeraczem oreo, miłośnikiem muzyki alternatywnej oraz gejem. Nie ujawnił tego jeszcze nikomu ze swego otoczenia. Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon Spier uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy światło dzienne. A co gorsza, w niebezpieczeństwie znajdzie się także Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.
W grupie przyjaciół Simona pojawiają się coraz częstsze spięcia, korespondencja z Blue z każdym dniem robi się coraz gorętsza, a spokojne dotąd życie zaczyna się dziwnie komplikować. Niechętny wszelkim zmianom Simon musi znaleźć sposób na wyjście ze swojego bezpiecznego kokonu, zanim zostanie z niego brutalnie wypchnięty – i to tak, żeby nie zrazić do siebie przyjaciół, uniknąć kompromitacji i nie zepsuć tego, co rodzi się między nim a najcudowniejszym i najbardziej tajemniczym chłopakiem, jakiego dotąd spotkał.


Kasie West - PS. I Like You
Wydawnictwo: Feeria Young


Co robisz, gdy podczas lekcji chemii w głowie wirują ci zamiast pierwiastków fragmenty ulubionych piosenek?

Lily po prostu zapisała wers z ukochanego utworu na ławce. Niczego nie oczekiwała, a jednak następnego dnia zobaczyła, że ktoś dopisał kolejne zdanie. Ktoś, kto najwyraźniej zna tekst tej piosenki. Jak to możliwe, że w tej nudnej szkole ktoś także kocha alternatywne zespoły?

Wkrótce ławkowa korespondencja między Lily a tajemniczym miłośnikiem muzyki nabiera tempa. Rozmawiają nie tylko o muzyce, ale i o swoich problemach i stają się sobie coraz bliżsi. Kim jest ta tajemnicza bratnia dusza?



Brittainy C. Cherry - Woda, która niesie ciszę
Wydawnictwo: Filia


Ulotne chwile. Nasze życie jest tylko ich sumą. Niektóre są bolesne, pełne cierpienia. Inne piękne, pełne nadziei i przyszłych obietnic.

Miałam w życiu wiele ważnych, zmieniających, stawiających przede mną wyzwania chwil. Momentów, które przerażały i pochłaniały. Jednak największe z nich – najbardziej wzruszające i chwytające za serce – dotyczyły jego.

Miałam dziesięć lat, gdy straciłam głos. Skradziono dużą część mnie, a jedyną osobą, która naprawdę mnie słyszała, był Brooks Griffin. Stanowił światło moich mrocznych dni, był obietnicą jutra, dopóki jego samego nie spotkała tragedia. Dramat, który zatopił go w morzu wspomnień.

Oto historia chłopaka i dziewczyny, którzy kochali siebie nawzajem, ale nie kochali samych siebie. Opowieść o życiu i śmierci. O miłości i niedotrzymanych obietnicach. O chwilach.



Jasinda Wilder - Forever i Zawsze
Wydawnictwo: Amber


Ty ze mną wszędzie…

Ja z tobą zawsze…

Poznali się na obozie plastycznym. Zakochali. Rozjechali. Teraz mają po dwadzieścia lat. Wiele przeszli. Są rozdzieleni, ale śnią o sobie i piszą listy… Czy to wystarczy, żeby dalej razem szli przez życie?

Caden z Detroit:

„Ever Eliot… Poznałem ją na obozie plastycznym, jeszcze w liceum. Na początku zamieniliśmy tylko parę słów, ale od razu poczułem, że jesteśmy dla siebie. Pamiętam, jak razem malowaliśmy jezioro, a potem swoje portrety… Kiedy obóz się skończył, rozjechaliśmy się, każ-
de w swoją stronę. Ale już nie chcieliśmy o sobie zapomnieć. To Ever i jej listy pomogły mi przetrwać po tym, co się stało z moją rodziną…”

Ever z Bloomfield:

„Caden Monero… Mój przyjaciel. Mój jedyny przyjaciel. Co z tego, że na odległość? W moim pochrzanionym świecie nie mam nikogo innego, na kogo mogłabym liczyć. Wiele przeszedł, a ja dobrze go rozumiem, bo też dostało mi się od losu. Bardzo chciałam go pocieszyć, ogrzać. Po obozie każde z nas wróciło do swojego życia. I myśleliśmy, że tak już zostanie. Nie zostało. Kiedy przychodziła noc, śniliśmy się sobie. I wtedy byliśmy razem. W tych snach i w tych listach…”


Nicholas Sparks - I wciąż ją kocham
Wydawnictwo: Albatros


Kiedy czas wcale nie leczy ran…

John, młody żołnierz, nigdy nie zastanawiał się nad swoimi życiowymi wyborami. Bawił się, surfował, podrywał kobiety, nawet zawód żołnierza wybrał spontanicznie. Nie myślał o przyszłości, nie wiedział, czy w ogóle będzie mu dana…

Dopóki nie spotkał Savannah. Dopóki jej nie pokochał i nie postanowił założyć z nią rodziny. Dopóki nie został wysłany na front i nie stracił ukochanej.

Czy jeszcze kiedykolwiek będzie mógł trzymać ją w ramionach?



Penelope Douglas - Punk 57
Wydawnictwo: NieZwykłe


Zamknij oczy. Nie ma tutaj nic, co można zobaczyć.

Była dla niego wszystkim. Myślał nawet, że się w niej zakochał. Dziewczyna z listów, jego Ryen. Obiecali sobie, że nigdy się nie spotkają i nie będą siebie szukać w mediach społecznościowych. Żadnych zdjęć, żadnych spotkań. Tylko listy i oni.

Jednak Misha spotkał ją zupełnie przypadkiem, na imprezie zorganizowanej po to, żeby zebrać fundusze na trasę jego nowo powstałej kapeli. Była tam jego Ryen. I Misha zrozumiał, że dziewczyna z listów go okłamała. Nie była wcale taka, jak to sobie wyobrażał. Była… gorąca. Postanowił, że nie zdradzi jej, kim jest. Jeszcze nie teraz.

I wydarzyła się tragedia. Tragedia, do której być może by nie doszło… gdyby tamtego wieczoru Ryen nie zawróciła mu w głowie. Teraz Misha już nie chce jej znać. Jedyne, czego chce, to ją znienawidzić i zapomnieć, że kiedyś była jego.

Ryen nie wie, czemu Misha nie odpisuje. Za to do jej poukładanego życia wkracza chłopak, który wyraźnie ma zamiar je zniszczyć. Tylko czemu Ryen nie potrafi przestać o nim myśleć?



Bridgit Kemmerer - Listy do utraconej
Wydawnictwo: YA!


Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując łść, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia.



Max Monroe - Złapać Milionera
Wydawnictwo: Filia


Seksowna i zabawna seria, w której nieporozumienie goni nieporozumienie, a wszystko po to, aby wreszcie znaleźć miłość!

Randki w ciemno?
Portale randkowe?
Szybkie randki?
Ona przerobiła już wszystko.

Georgia Cummings nie ma szczęścia w umawianiu się z facetami, a Internet wcale jej w tym nie pomaga. Mimo usilnych starań nie potrafi znaleźć wyjścia z tego dziwacznego, alternatywnego wszechświata, w którym panowie uważają zdjęcie swojego przyrodzenia za świetną alternatywę dla rozmowy. Jeszcze raz ktoś przyśle jej dwuznaczną fotkę i skreśli mężczyzn na dobre...

Ale dlaczego nie potrafi przestać fantazjować akurat o tym gościu? Kline Brooks jest uosobieniem niegrzecznego milionera – ma ciemne, krótkie włosy, kaloryfer jak Cristiano Ronaldo i zabójczy uśmiech. Oprócz tego ma też zasadę – nie umawia się ze swoimi podwładnymi.

Ona również nie zamierza się do niego zbliżać.

Ich hormony mają jednak zupełnie inne plany…



Vi Keeland & Penelope Ward - Drań z Manhattanu
Wydawnictwo: Editio


Czy władczy finansista z ogromnymi pieniędzmi i jeszcze większym mniemaniem o sobie jest odpowiednim facetem dla krągłej Włoszki z Bensonhurst, której cechami charakterystycznymi są niewyparzony język i oryginalna fryzura? Soraya Venedetta doskonale zdawała sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Mężczyzna, którego zauważyła w metrze, był niewiarygodnie przystojny, miał cudowny, niski głos, a do tego władzę i pieniądze. Zachowywał się natomiast arogancko i despotycznie. Dziewczyna nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu pięknego drania, jednak szanse na to wydawały się bliskie zeru - dopóki Soraya nie znalazła jego zgubionego w metrze telefonu.

Graham J. Morgan ma dopiero 29 lat, ale już jest uznanym biznesmenem, jego firma świetnie prosperuje. Mężczyzna całkowicie poświęcił się nauce i pracy, nic więc dziwnego, że odnosi imponujące sukcesy. Wszystko jednak się zmienia, gdy znajduje w swojej komórce zdjęcia nieznajomej piękności. Widać na nich fantastyczny dekolt, śliczne nogi i wyjątkowo zgrabny tyłek. A potem okazuje się, że dziewczyna ma także długie, lśniące włosy, słodką twarz anioła i iście diabelski temperament. Jednym celnym zdaniem burzy jego spokój na długo.

To pełna humoru i wdzięku opowieść o miłości, która narodziła się między antypatycznym, bogatym despotą i charakterną, odważną Włoszką, która zawsze mówi, co myśli, i robi to, co uznaje za słuszne. Dzieli ich właściwie wszystko, ale łączy dzika namiętność i pełne poświęcenia uczucie. Nie oderwiesz się od tej fascynującej i podnoszącej na duchu historii aż do ostatniego zdania!

On miał pięćdziesiąt twarzy. A ona pokochała je wszystkie.


Jennifer E. Smith - Tak wygląda szczęście
Wydawnictwo: Bukowy Las


Graham Larkin oraz Ellie O’Neill poznają się – choć tylko wirtualnie – gdy Graham przypadkowo wysyła do Ellie dwa e-maile w sprawie swojej domowej świnki, Wilbura. Dwoje siedemnastolatków nawiązuje internetową znajomość, mimo że mieszkają na dwóch krańcach kraju i nawet nie znają swoich imion.

W błyskotliwej korespondencji dzielą się szczegółami ze swojego życia, lecz nie mówią sobie wszystkiego. Graham nie wie o tajemnicy ukrytej w drzewie genealogicznym Ellie, a ona jest nieświadoma życia Grahama w świetle reflektorów. Splot okoliczności sprawia, że ich znajomość przenosi się z sieci do rzeczywistości. Lecz czy ludzie z tak różnych światów mogą być razem?



Elle Kennedy & Sarina Bowen - Zostań
Wydawnictwo: NieZwykłe


Czy można zakochać się w kimś, kogo nigdy się nie spotkało?

Hailey Taylor Emery podejrzewa, że ulubionym klientem w jej firmie – oferującej anonimowo wirtualnych asystentów – jest nikt inny jak gwiazda hokeja, Matt Eriksson.

Sprawdzenie tego w dokumentacji byłoby niezgodne z zasadami, niemniej kobieta jest przekonana, że każdego dnia wymienia wiadomości z mężczyzną, w którym od dawna się podkochuje. Hailey wciąż nie może dojść do siebie po rozwodzie, ale nie przeszkadza jej to w nieszkodliwym flircie przez internet. Przynajmniej do momentu, kiedy musi się spotkać z owym klientem twarzą w twarz. Wtedy zaczyna panikować.

Matt Eriksson dobrze wie, co znaczy mieć złamane serce. Nie przebolał jeszcze rozpadu swojego małżeństwa i jako jedyny w drużynie odkrył pewną prawdę – hokej i stałe związki to toksyczne połączenie. Mężczyzna niemal nie widuje swoich dzieci, a była żona doprowadza go do szału. Ma wrażenie się, że rozumie go tylko osoba, która nie chce pokazać mu swojej twarzy.

Czy już zawsze będą się znali tylko z relacji online?


Sophie Kinsella - Mam twój telefon
Wydawnictwo: Sonia Draga


Poppy Wyatt nigdy nie była szczęśliwsza, ma poślubić mężczyznę idealnego, Magnusa Tavisha. Pewnego wieczoru jednak jej wymarzony bajeczny plan zaczyna się psuć. Nie tylko traci zaręczynowy pierścionek, ale także komórkę. Rozpaczliwie przeczesuje hotelowe foyer i dostrzega w koszu jakiś telefon. Wyznając zasadę „znalezione, nie kradzione” postanawia go przywłaszczyć i tym sposobem pozostawić numer kontaktowy w hotelu na wypadek odzyskania zagubionych przedmiotów. Czyż to nie idealny plan? Właściciel telefonu, biznesman Sam Roxton, jest innego zdania. Chce go odzyskać i nie życzy sobie, by jakaś Poppy czytała jego prywatne smsy, bezpardonowo wchodząc w jego życie...

Co niewiarygodne, Poppy i Sam co raz bardziej przewracają swoje życie do góry nogami wysyłając do siebie maile i smsy. Gdy Poppy żongluje przygotowaniami do wesela, tajemniczy telefon dzwoni, a ona właśnie zdaje sobie sprawę, że szykuje jej się największa niespodzianka w życiu…


Lubicie ten wątek? Czytaliście którąś z tych książek?
Czytaj dalej »

czwartek, 25 lutego 2021

Ava Reed - Truly



Andie ma nie za wiele pieniędzy, za to wielkie plany na przyszłość.

Przyjeżdża do Seattle, na studia, które rozpoczęła już Jude, jej przyjaciółka. Dziewczyny marzą o założeniu w przyszłości własnej firmy, ale na razie trzeba postudiować i jakoś zarobić na życie.

Już pierwszego wieczoru Andy idzie z przyjaciółką do modnego wśród studentów klubu Mason’s, gdzie podobno szukają kogoś do pracy. Wspomina o tym sympatycznemu barmanowi, który informuje o sprawie swojego szefa.

June, atrakcyjna, pewna siebie, nie znosi natrętnych facetów. Gdy jeden z nich nie daje za wygraną i próbuje rozpocząć rozmowę, postępuje jak bohaterka najbardziej kiczowatych komedii romantycznych, czyli wylewa mu drinka na koszulę. Celowo.

Sprawa się nieco komplikuje, gdy okazuje się, że rzekomy natręt to właściciel klubu, który podszedł do dziewczyn, chcąc zaproponować jednej z nich pracę. Koniec końców Andie zostaje barmanką. 

Andie i Cooper, drugi barman, pracują razem i szybko zaczyna się między nimi klasyczna gra w przyciąganie i odpychanie. Ale Andie dostrzega w pewnym momencie, że świat Coopera jest silnie potrzaskany... Dlaczego?


W ostatnim czasie na rynku zaczęło się pojawiać wiele książek niemieckich autorek - Laury Kneidl, Bianci Iosivoni, Mony Kasten - i wszystkie po kolei rozkochały mnie swoim ogromnym talentem. Zresztą, nie tylko mnie, każda romansoholiczka chyba znalazła coś dla siebie. Tym razem do grona tych autorek dołącza Ava Reed, kolejna niemiecka autorka uwielbiana za granicą, z nową serią "In Love". Na początku miałam do niej pewne zastrzeżenia, bo "Truly" otrzymała bardzo różne opinie wśród czytelniczek, w tym wiele też tych niezbyt przychylnych, więc podchodziłam do niej z dużą rezerwą i gotowością, że mogę zostać rozczarowana. Ale jak tylko zaczęłam czytać, tak nie mogłam się oderwać do samego końca.

Andie przyjeżdża do Seattle na wymarzone studia, aby spełniać marzenia o przyszłości w marketingu i założenia wspólnej firmy razem ze swoją najlepszą przyjaciółką June. Nie ma przy sobie wielu pieniędzy, żadnej pracy, a życie zmusiło ją do opóźnienia początku studiów o kilka miesięcy, dlatego kiedy pojawia się na progu akademiku swojej przyjaciółki, dopada ją wiele wątpliwości. June jednak nie pozwala jej się zamartwiać i już pierwszego wieczoru zabiera Andie na potańcówkę w pobliskim klubie uwielbianym przez studentów, gdzie podobno szukają kogoś do pracy. Los się do dziewczyny uśmiecha, kiedy pokrętnym sposobem zdobywa posadę jako barmanka. Trochę gorzej wygląda fakt, że jej współpracownikiem jest Cooper, który od początku zachowuje się tak, jakby jej nie znosił. Unika jej wzroku, schodzi jej z drogi, a na dodatek odmawia przeprowadzenia jej przez nowe obowiązki pracownicy. Andie nie rozumie o co mu chodzi, w końcu nawet jej nie zna. Ale im dłużej pracują ze sobą, tym bardziej się do siebie zbliżają i wkrótce coraz trudniej jest jej pojąć, dlaczego w jednym momencie Cooper jest troskliwy i zainteresowany, a w drugim zachowuje się jakby samo przebywanie w jej towarzystwie go bolało. Andie zaczyna odkrywać, że kryje się w nim wiele mroku, o którym nikomu nie mówi. Ale ich gra w przyciąganie i odpychanie nie może trwać wiecznie... ktoś może w końcu skończyć ze złamanym sercem.

Głównym powodem dlaczego ta książka zbiera niezbyt przychylne opinie jest to, że Andie i Cooper odpychają się niemalże przez całą książkę, i trudno temu zaprzeczyć. Rzeczywiście tak jest. Ale z kilku powodów akurat w tej książce mi to nie przeszkadzało, bo powody dlaczego droga do bycia razem tych bohaterów była tak skomplikowana są dla mnie w całości zrozumiałe. Nasza główna bohaterka, Andie, w ostatnich miesiącach wiele przeżyła, ze śmiercią matki i tym, że musiała się zajmować swoją rodziną. Głównie przez to zmuszona była odłożyć w czasie studia, tak naprawdę nigdy nie wiedząc, czy wystarczy jej na nie pieniędzy. Wyruszenie do Seattle, aby rozpocząć nowe życie, było niewiarygodnie ciężkie i zarazem odważne z jej strony - przeprowadziła się do tego miasta nie mając zbyt wielu pieniędzy, pracy, ani nawet dachu nad głową, ale zdeterminowana była coś zrobić, aby nie stać ciągle w miejscu. To ten typ bohaterki, który z łatwością polubiłam, bo jest przesympatyczną, dobrą osobą, twardo stąpającą po ziemi, ale mająca też swoje słabości i wady. Jest dość cicha, ale jednocześnie znająca swoją wartość. Autorka wykreowała ją bardzo realistycznie i za to należy się duży plus.

Wygląda cudownie, kiedy jest skupiona i uczy się czegoś nowego, ona... Jezu, kiedy tak na mnie patrzy, nie mogę oddychać. Wszystko we mnie ściska się boleśnie, nie wiem, czy mam uciekać, czy, niech to szlag, wreszcie pocałować te jej piękne usta.
Cholera.

Praca w klubie ma pomóc jej stanąć na nogi, ale za to wprowadza do jej życia więcej zamieszania, gdy poznaje Coopera - skrytego, tajemniczego i małomównego faceta, do którego niełatwo jest się zbliżyć. Od samego początku ich relacje są skomplikowane. Wymieniają się co prawda półsłówkami jak normalni współpracownicy, ale Cooper wyraźnie woli trzymać się od niej z daleka, a Andie zaczyna czuć się tak, jakby z jakiegoś powodu jej nie znosił. Gdyby nie to, że książka opowiedziana jest z perspektywy obydwu bohaterów, pewnie ciężko byłoby mi się z Cooperem polubić. Z samego opisu wychodzi zimny, niedostępny człowiek, ale w tej postaci jest o wiele więcej, niż mogłoby się zdawać. Jego zamknięcie na innych, zwłaszcza na Andie, która zaczyna mu się podobać już od pierwszego spotkania, ma swoje źródło w wydarzeniu z przeszłości, które porządnie nim wstrząsnęło i nie daje mu spokoju do dziś. Bolało mnie serce, a w głowie miałam setki pytań, dlaczego zżera go tak wielkie poczucie winy i niechęć do wpuszczania do swojego serca kogokolwiek w obawie, że ta osoba zostanie zraniona, a jemu nie uda się jej przed tym uchronić. Przez długi czas autorka nie zdradzała szczegółów z tego wydarzenia i trzymała w napięciu. Nie spodziewałam się tylko, że kiedy Cooper wyjawi prawdę, tak się popłaczę i tak we mnie to uderzy.

Czy można by cały ten ból i dramat pominąć, gdyby tylko Andie i Cooper ze sobą szczerze porozmawiali? Oczywiście. Ale myślę, że wtedy ta historia nie byłaby taka realistyczna. Jak mówiłam wyżej, to nie jest prosta historia miłosna, w której wszystko z łatwością się układa i tylko czasami zdarzają się jakieś potyczki. Między tymi bohaterami rozwija się silna relacja, dostajemy kilka naprawdę pięknych scen, w których dostrzegamy ich przywiązanie i uczucie, ale to nie wystarczy, żeby związek miał szansę przetrwać. A ilu ludzi na świecie traci coś cennego, bo zjada ich ogromny strach, cierpienie, brak wiary w siebie samego? Ta historia pokazuje, że dawanie tym złym emocjom wygrać nie jest żadnym wyjściem i chociaż jest to niewiarygodnie trudne zadanie, należy nauczyć się jak stawić im czoła. Więc tak, droga Andie i Coopera do szczęścia była długa i bolesna, ale przynajmniej w moim przypadku miło było przeczytać trochę coś innego w tym gatunku. Przecież prawdziwa miłość czasami bywa niesamowicie trudna, są ludzie, którzy nie potrafią rozmawiać o swoich uczuciach, są tacy, którzy żyją w przekonaniu, że pozwolenie komuś na kochanie go oznaczać będzie, że ten ktoś zostanie przez niego zraniony. Są ludzie, dla których otworzenie się na drugą osobę to ogromne wyzwanie. I uważam, że pod tym względem autorka naprawdę świetnie ukazała zmagania Coopera i cierpienie Angie wywołane jego zachowaniem. Zwłaszcza, że to było wiadome, że są sobie pisani - niektóre rzeczy musiały się jednak wydarzyć, aby otworzyli oczy, nieważne jak frustrujące mogło być czytanie tego.

Autorka rzeczywiście mogła pójść na łatwiznę, ale czy nie czytaliśmy już tego w setkach innych książek? Naprawdę podobała mi się fabuła tej książki właśnie za to, że była trochę inna, ale ja ogólnie uwielbiam takie dramaty, które łapią za serce. Bywały tu takie momenty, kiedy łzy ciekły mi po policzkach i czułam ból w sercu. Ale ta książka to przecież nie tylko cierpienie i odpychanie od siebie miłości - to też historia o cudownej przyjaźni między Andie i June, które ciągle przywoływały uśmiech na moje usta. Przypominały mi mnie i moją najlepszą przyjaciółkę, więc ich troska o siebie zawsze ocieplała mi serducho. Mamy też Masona, szefa Andie i Coopera, a jednocześnie ich przyjaciela, który także już zaskarbił sobie moją sympatię, a jego próby zdobycia June doprowadzały mnie do wybuchów śmiechu. I cieszę się bardzo, że duża część tej historii poświęcona jest wielu innym bohaterom, nie tylko Andie i Cooperowi. Zresztą, nawet oni mieli wiele cudownych, szczęśliwych momentów, albo takich, które subtelnie dawały znać, że nie są sobie obojętni. Cooper na swój własny sposób zawsze stawiał dobro Andie na pierwszym miejscu, nawet jeśli popełnił przy tym kilka błędów. Ale chyba właśnie o to chodzi, każdy z nas je popełnia, a najważniejsze jest to, aby się na nich uczyć.

Moim zdaniem każdy powinien przynajmniej raz w życiu doświadczyć takiego pocałunku. Pełnego oddania, czułości i mnóstwa niewypowiedzianych obietnic. Każdy powinien doświadczyć pocałunku, dzięki któremu wie się, że na świecie nie ma nic piękniejszego, nic cenniejszego.

Rozumiem te podzielone opinie na temat tej książki, ja akurat jestem w drużynie, której ona się podobała, ale też nie mogę się dziwić dlaczego to ciągłe odpychanie i przyciąganie między Cooperem i Andie mogło być dla niektórych czytelników męczące i frustrujące. Trzeba im było wiele popchnięć ze strony June i Masona, żeby wreszcie zaczęli szczerze rozmawiać, aż momentami chciało się wejść do książki i nimi potrząsnąć. Dlatego chyba warto podejść do tej historii z otwartym umysłem i świadomością, że problemy, trauma, poczucie winy, to wszystko ma ogromny wpływ na życie człowieka i jego relacje z innymi ludźmi. Cooper miał swoje problemy i okazywał je w taki, a nie inny sposób. Ale był wspaniałą postacią, zresztą tak samo jak i Andie, i wiedziałam, że w końcu im się uda. Naprawdę polubiłam się z wszystkimi bohaterami, Andie, Cooperem, Masonem, June, Dylanem, całą resztą. Nie mogę się doczekać reszty tomów z tej serii, bo na pewno mam je w planach przeczytać. Ja osobiście bardzo "Truly" polecam, ale już sami oceńcie czy romans tego typu jest dla was, czy raczej nie.


AVA REED to autorka, która mieszka ze swoim narzeczonym we Frankfurcie nad Menem. Zawsze była molem książkowym. Wychodzenie z domu bez czegoś do przeczytania było dla niej nie do pomyślenia! W końcu odkryła, że sama może pisać, i nigdy nie pożałowała tej decyzji. "Truly" jest debiutem literackim Avy.

Tytuł: Truly
Autor: Ava Reed
Seria: In Love. Tom 1
Data premiery: 13 stycznia 2021
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 352
Ocena: 9/10


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar! :)


Czytaj dalej »

poniedziałek, 22 lutego 2021

Sona Charaipotra & Dhonielle Clayton - Tiny Pretty Things | Kilka słów o serialu Netflixa na jej podstawie



Połączenie „Czarnego Łabędzia” i „Pretty Little Liars” – poruszająca historia o uczennicach elitarnej szkoły baletowej, które zrobią wszystko w walce o tytuł najlepszej na roku. Kłamstwa i manipulacje to nie wszystko do czego są zdolne, żeby wygrać… Gigi, Bette i June to trzy najlepsze uczennice ekskluzywnej szkoły baletowej na Manhattanie. Gigi, która jest wolnym duchem, chce po prostu tańczyć, mimo, że ta pasja może kosztować ją życie. Pochodząca z uprzywilejowanej rodziny Bette zrobi wszystko, żeby prześcignąć siostrę, która jest znaną gwiazdą baletu. Ale June też musi wygrać, bo jeśli tego nie zrobi – jej matka położy kres jej marzeniom o karierze tanecznej raz na zawsze. Najlepsze przyjaciółki mogą okazać się największymi wrogami, kiedy w grę wchodzi szansa na wielką karierę.


"Tiny Pretty Things" to książka, do której przeczytania skusił mnie serial na jej podstawie, który w ostatnim czasie wyszedł na platformie Netflixa. Trailer zapowiadał się bardzo fajnie, zwłaszcza to nawiązanie do "Słodkich Kłamstewek", bo ten serial swego czasu też bardzo lubiłam, więc postanowiłam przeczytać książkę w pierwszej kolejności. Zazwyczaj nie lubię tego robić, ale tym razem coś mnie podkusiło i muszę powiedzieć, że mam bardzo mieszane uczucia. Ta pozycja to takie połączenie dobrych i złych rzeczy, pomysł na fabułę był zdecydowanie ciekawy, ale wykonanie już czasami kulało. Porównując jednak tę książkę z serialem (bo w momencie kiedy piszę recenzję jestem już w jego połowie), to książka jest o niebo lepsza. W rzeczywistości serial, który niestety nie spełnił moich oczekiwań, nie ma z nią nic wspólnego, poza imionami bohaterów - a nawet i te w wielu przypadkach się różnią.

Książka opowiedziana jest z perspektywy trzech baletnic prestiżowej szkoły baletowej w Nowym Jorku - Gigi, nowej, jedynej czarnoskórej dziewczyny w grupie; Bette, popularnej intrygantki, której nie podoba się fakt, że cała uwaga nagle skupiona jest na nowej dziewczynie; oraz June, pół Koreanki, która gotowa jest zrobić wszystko, aby udowodnić swojej matce, że nadaje się do bycia baleriną, nawet jeśli oznacza to niebezpieczną głodówkę. Po wypadku Cassie, jednej z najlepszych balerin z całej szkoły, to Gigi zajmuje jej miejsce. Kiedy zdobywa główną rolę w nadchodzącym recitalu, zaczyna odkrywać, że wypadek Cassie to nie był żaden przypadek. Gdy zaczynają się pogróżki w jej stronę, Gigi zdaje sobie sprawę, że nie jest bezpieczna i że nikomu nie może ufać. Presja ze strony wszystkich wokół może zmusić ludzi do wielu rzeczy, a rywalizacja w tej szkole to jedyny środek do sukcesu, gdy talent i ciężka praca nie wystarczają.

Nie jestem baleriną i tak naprawdę nie mam zielonego pojęcie jak wygląda taka rzeczywistość, ale ta przedstawiona w tej książce jest mroczna, okropna, zatrważająca. To życie pełne zazdrości, rywalizacji, przeróżnych gierek, rasizmu, uprzywilejowania, konkurencji, zdrad, złamanych serc, uciekania w alkohol, tabletki, narkotyki, doprowadzania swojego ciała na granice wytrzymania - a wszystko po to, by stać się najlepszym. By zabłyszczeć na scenie. To w jaki sposób autorki to przedstawiły podobało mi się najbardziej, bo zdecydowanie nie łatwo czytać książkę, w której nie lubi się praktycznie nikogo. Niemalże każdy bohater doprowadzał mnie do szału, wszyscy byli tacy popsuci, bezwzględni, egoistyczni, parli po trupach do celu. Ale to, dlaczego tak mi się to podobało, było ukazanie ich myśli, ich powodów do takiego zachowania. Irytowali mnie, ale ich rozumiałam - rozumiałam tę presję ze strony rodziny, rówieśników, nauczycieli, i to jak wielki wpływ może mieć ona na życie człowieka. Każdy z tych bohaterów, zwłaszcza June, Bette i Gigi, miał takie momenty kiedy przypominałam sobie, że pomimo tych wad, nadal są ludźmi i mają uczucia. To sięganie po narkotyki, aby znużyć ból, to ukazanie zaburzenia odżywiania, to wszystko dawało mocno do myślenia i dzięki temu nie skreśliłam ich już od samego początku. Nawet jeśli momentami było ciężko mieć otwarty umysł.

Fabuła tej książki też trzyma w napięciu, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo do czego ludzie posuną się, aby być numerem jeden. Przez całą książkę nie wiedziałam komu ufać, kto stoi za tymi wszystkimi okropnymi wydarzeniami, czy jest tu ktokolwiek godny zaufania. Ale momentami miałam wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko, niektóre rzeczy się ze sobą nie łączyły, tragiczne wydarzenia nie miały konsekwencji, a związki między różnymi bohaterami nie zostały w pełni dopracowane. Właściwie jedynym wątkiem miłosnym, jaki się tu rozwija, jest związek Gigi i Aleca, byłego chłopaka Bette. Podobało mi się to, że zawsze byli przy sobie, zwłaszcza w tych mrocznych momentach, ale nawet ich relacja pojawiła się jakoś tak znikąd, bez większego rozwoju i nie wywołała we mnie większych emocji. Była, bo była, ale nie sprawiła, że kibicowałam im z bijącym sercem. Właściwie niezbyt obchodziło mnie, czy koniec końców będą w ogóle razem.

Nie chciałam pisać osobnej recenzji na temat serialu, bo w sumie szkoda tracić na to czas, ale dla zainteresowanych postanowiłam skleić kilka zdań i je tutaj wrzucić. Przede wszystkim warto zaznaczyć, że serial jest bardzo, bardzo luźno oparty na książkach, niewiele ma z nimi wspólnego. Ciężko jest się dopatrzeć jakichś podobieństw, bohaterowie (chociaż nie wszyscy) może mają te same imiona, ale całkiem inne historie i dlatego poza ogólnym zamysłem nie łączy ich nic więcej. Niestety bardzo to serial popsuło. Nie obejrzałam go do końca, bo producenci zrobili z niego taki melodramat, w którym nic nie trzyma się kupy, a wątki są porzucane po kilku minutach. Że już nie wspomnę o bardzo słabej grze aktorskiej niektórych aktorów. Sam taniec zszedł na bardzo daleki plan, a intrygi nie trzymały w takim napięciu, jakbym tego chciała. Niestety jest to bardzo słaba pozycja.

Książka "Tiny Pretty Things" byłaby bardzo interesującą, trzymającą w napięciu historią, gdyby dopracowane zostały wszystkie szczegóły. Podobał mi się sposób pisania autorek, zresztą z chęcią dowiem się co dalej, jeśli kiedyś wyjdzie u nas drugi tom, ale jednocześnie nie sposób nie zauważyć wszystkich tych słabych punktów, w których historia ta kuleje. No i wątek miłosny nie zrobił na mnie większego wrażenia, a wielka szkoda. Gdyby napisać ich historię trochę inaczej, Alec i Gigi mieli duży potencjał, zwłaszcza, że to jedyni bohaterowie, których polubiłam. Jeśli macie ochotę na intrygi w stylu "Słodkich Kłamstewek" to może wam się spodoba. Podchodziłabym jednak do tej książki z otwartym umysłem. Była dobra, ale nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia.


Sona Charaipotra i Dhonielle Clayton to dwie amerykańskie pisarki, tworzące literaturę młodzieżową. Ich seria o uczennicach elitarnej szkoły baletowej cieszy się ogromną popularnością, co sprawiło, że na jej podstawie nakręcono serial. Przygody Gigi, Bette i June możemy obejrzeć na platformie Netflix. Kontynuacją przygód bohaterek “Tiny Pretty Things” jest powieść zatytułowana “Shiny Broken Pieces”.

Tytuł: Tiny Pretty Things
Autor: Sona Charaipotra & Dhonielle Clayton
Seria: Tiny Pretty Things. Tom 1
Wydawnictwo: YA!
Data premiery: 9 grudnia 2020
Liczba stron: 448
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu YA!


Czytaj dalej »

czwartek, 18 lutego 2021

Kristen Callihan - Niegrzeczny Rockman



Udręczony rockman odnajduje siebie – oraz miłość – gdy zakochuje się w kobiecie, która tymczasowo wprowadza się do mieszkania obok.

John „Jax” Blackwood, gwiazda rocka, od dwóch lat, odkąd próbował odebrać sobie życie, trwa w stanie otępienia. Aż dochodzi do incydentu z intrygującą rudowłosą, która ucieka z jego lodami.

Kiedy Stella Grey po raz pierwszy spotkała Jaxa Blackwooda, sprawy nieco wymknęły się spod kontroli. Nie wiedziała, że ma do czynienia z uwielbianym gitarzystą najlepszej rockowej kapeli świata. Kto się spodziewa takiej megagwiazdy w spożywczaku? Poza tym zbliżała się zamieć, a on chciał sprzątnąć jej sprzed nosa ostatnie pudełko upragnionych lodów. Nie mogła na to pozwolić i go pocałowała.

Stella nie może przestać myśleć o nieznajomym. Wkrótce okazuje się, że przystojniak będzie jej nowym sąsiadem i że to sam Jax Blackwood, legenda rocka.
Ona nie może mu się oprzeć, ale przeżyła już niejedną stratę i wie, że lepiej nie angażować się w związek z rockmanem. On im więcej wie o Stelli, tym bardziej się w niej zakochuje.

Żadne z nas nie wierzy w miłość, a tym bardziej w taką na całe życie. Jednak mimo to szybko się od siebie uzależniamy. Ale moglibyśmy być dla siebie kimś więcej. Moglibyśmy być dla siebie wszystkim. Wystarczy, że zaufamy na tyle, by się temu poddać.


Nie będę ukrywać, "Niegrzeczny Rockman" to ta część z całej serii której nie mogłam się doczekać najbardziej, bo od razu poczułam niewytłumaczalne przywiązanie do Jaxa, a na dodatek to on był największą enigmą z wszystkich członków zespołu. Wiedziałam, że to będzie najcięższa historia, biorąc pod uwagę, że Jax to bardzo poturbowana postać, czująca dużo i zmagająca się z wieloma problemami, ale byłam na to gotowa. A Kristen Callihan udało się jakimś sposobem sprawić, że pokochałam go jeszcze mocniej, do tego stopnia, że w moim odczuciu ta część pobiła nawet swoją poprzedniczkę - a myślałam, że nie będzie to możliwe, bo Gabriel i Sophie też mają ogromną część mojego serducha. W "Niegrzecznym Rockmanie" po prostu było coś takiego, że czytając ją miałam motyle w brzuchu, czułam milion różnych emocji i nie mogłam się oderwać aż do ostatniej strony.

Życie nie zawsze toczy się tak, jakbyśmy tego chcieli. Ludzie znikają z horyzontu. Niektórzy nie odwzajemniają naszych uczuć. Jeśli ktoś chce odejść, znajdzie drogę, nieważne, jak bardzo się go uczepisz. I to za każdym razem boli.

Powtarzam to już od dłuższego czasu, ale naprawdę brakuje mi tego typu romansów. Nie wiem czy to ja ciągle trafiam w jakiś ślepy zaułek i wybieram złe książki, ale mam wrażenie, że ten gatunek stał się ostatnio takim kołem powtarzającym schematy, przedstawiającym problematyczne wizje miłości, albo będący po prostu takim zlepkiem opisów scen seksu bez ciekawej fabuły, co stało się już dawno nudne. Dlatego historię Johna i Stelli czytało mi się tak dobrze, czułam ekscytację z każdą kolejną sceną, bo oni są właśnie tym, czego tak mi ostatnio brakowało. Już podczas ich pierwszego spotkania autorka miała moją uwagę, trochę jak w "Niegrzecznym Managerze". John i Stella spotykają się w supermarkecie, gdzie toczą bitwę o ostatnie pudełko lodów miętowych z kawałkami czekolady, a Stelli udaje się nawet wygrać ich małą grę skradając mu szybkiego całusa i tym samym kradnąc mu lody z ręki. Jeden pocałunek oczywiście nie wystarczy, a kiedy okazuje się, że od teraz będą również sąsiadami, ich życia zostają wywrócone do góry nogami. Od razu wiedziałam, że trafił swój na swego - ona uparta i nie dająca sobie w kaszę napluć, on zawzięty i równie uparty jak ona, to był wręcz przepis na mieszankę wybuchową. I rzeczywiście tak było.

Cholera, lubię tę dziewczynę. Podoba mi się moje życie, gdy ona jest przy mnie.

John, znany większości jako Jax, to uwielbiany na całym świecie muzyk, członek zespołu Kill John, który na pierwszy rzut oka ma wszystko. Sławę, kobiety, pieniądze, uwielbienie swoich fanów. W rzeczywistości jednak codziennie zmaga się ze swoimi demonami i depresją, które nie dają mu spokojnie żyć. W przeszłości żył na całego, nie dbając o konsekwencje swoich czynów, korzystając z okazji jakie mu dawano, sypiając z przeróżnymi kobietami i po prostu bawiąc się. Ale szybko zdał sobie sprawę, że nie przynosi mu to szczęścia na dłuższą metę, a muzyka już dawno przestała być tylko pasją, teraz jest jego obowiązkiem. Ludzie znają go jako tego członka zespołu, który próbował odebrać sobie życie, a ta jedna noc zmieniła w nim wszystko. Pokochałam jego postać już w pierwszym momencie kiedy pojawił się w poprzednich częściach, ale dzięki temu, że autorka daje nam wgląd w jego myśli, zaczęłam go naprawdę rozumieć. A to potrzebne, bo John potrafi zachowywać się czasami jak kompletny idiota. Callihan naprawdę świetnie oddała jak wiele rzeczy dzieje się w głowie człowieka cierpiącego na chorobę psychiczną. Z pewnością nie łatwo było o tym czytać, ale bardzo cieszę się, że poświęciła temu dużo uwagi i nie zepchnęła tego tematu na bok.

Ta kobieta tak mocno na mnie działa, że to już przestaje być śmieszne. Zawróciła mi w głowie. Totalnie. A co gorsza, teraz już wiem, jak ona smakuje, jakie to uczucie ją całować i dotykać jej ciała. Jest moją ulubioną piosenką, którą grałbym raz po raz.

Stella jest w jego życiu jak taki promyk słońca, swoim ciętym językiem, energetycznym usposobieniem i tymi zapadającymi w pamięci rudymi włosami zawraca mu w głowie. Nic dziwnego, ja sama ją pokochałam, chyba najbardziej ze wszystkich trzech głównych bohaterek tej serii. Jako samotna kobieta porzucona przez rodzinę, ledwo wiążąca koniec z końcem, przyjmuje propozycję pracy jako opiekunka zwierząt tajemniczego klienta razem z mieszkaniem na czas pracy. Los tak chciał, że tym tajemniczym klientem jest Killian, a jej sąsiadem John, z którym miała małą sprzeczkę w supermarkecie. Nagle wrzucona w świat gwiazd coraz bardziej zbliża się do Johna, który staje się jej naprawdę bliskim przyjacielem.

Nie ma drugiej takiej osoby, na której towarzystwie zależałoby mi tak bardzo jak na twoim. Cały czas siedzisz mi w głowie, pojawiasz się w moich snach. Nie jestem w stanie trzymać się od ciebie z daleka, tak samo jak nie mogę powstrzymać bicia serca.

Najlepszą częścią tych historii jest sposób, w jaki autorka rozwija relacje między głównymi bohaterami. W żadnym momencie nie czułam, żeby pośpieszała akcję na siłę, a ich uczucia były wymuszone. Stellę i Johna połączyło coś specjalnego w pierwszej chwili, ale to każdy kolejny moment, w którym się na siebie otwierali utwierdzał mnie w przekonaniu, że oni są swoimi bratnimi duszami. To historia o właśnie takiej najpiękniejszej formie miłości, bez zbędnych dramatów wyssanych z palca, o kochaniu tej drugiej osoby wbrew i z tymi wszystkimi demonami, wadami i problemami. Myślę, że Stella to była właśnie taka osoba, której John potrzebował najbardziej w swoim życiu - kochająca go nawet pomimo jego pomyłek i głupich zachowań, nie oceniająca i nie karząca jego błędów, rozumiejąca jego gorsze dni. I vice versa. Ich historia uderza we wszystkie konieczne struny - wywołuje śmiech, łzy, rumieńce na twarzy i przede wszystkim całe stado motylków w brzuchu, bo nie da się nie zakochać w ich miłości.

Takie droczenie się, testowanie siebie nawzajem jest przyjemne - mam wrażenie, że jesteśmy dwiema połączonymi częściami, których nie można rozdzielić.

Książka porusza naprawdę wiele trudnych tematów i niejednokrotnie uderza prosto w emocje czytelnika, więc poleciłabym mieć przy sobie chusteczki. W tle przewijają się też oczywiście bohaterowie poprzednich części i reszta chłopaków z zespołu, chociaż mnie najbardziej rozczulił wątek Gabriela jako tatusia - kto by się spodziewał, że można się w nim zakochać jeszcze bardziej? Najmniej było tu Killiana i Libby z całej paczki, ale autorka zawarła w tej części jedną taką scenę między nim a Johnem, podczas której płakałam jak dzieciak, bo było to zwieńczenie chyba najważniejszego wątku wszystkich trzech części. Cieszę się, że wreszcie, po tak długim czasie, ta rozmowa miała miejsce. Była bolesna, tak bardzo, że czułam ból ich obydwu, ale jednocześnie konieczna. I autorka nie zawiodła.

Nazwałeś mnie silną? A to ty jesteś najsilniejszą osobą, jaką znam. Ty przetrwałeś najgorsze i każdego dnia walczysz o lepsze życie. Zachwycasz mnie. Ubóstwiam cię. Tak było od samego początku. Niełatwo pozbyć się strachu. Ale dla ciebie... będę walczyć i nie zamierzam niczego żałować.

"Niegrzeczny Rockman" to naprawdę przepiękna historia. Nie dajcie się zwieść tytułowi czy okładce, bo ja sama na początku spodziewałam się przeciętnej historii z milionem scen erotycznych, a nie mogłam się bardziej mylić. Trzeci tom przeszedł nawet moje najśmielsze oczekiwania i wiem, że niejednokrotnie będę do niego powracać. Śmiałam się, płakałam, zakochiwałam razem z Johnem i Stellą. Chyba każdy pragnie spotkać kogoś takiego, kto będzie dbał o ciebie i twoje serce, stawiał cię na pierwszym miejscu, rozśmieszał, pocieszał, rozpieszczał. Cały ten mrok, wszystkie kłody jakie życie im rzucało pod nogi, wszystko to ukazało tylko jak potężne jest to uczucie między nimi. Ta dwójka w swoim towarzystwie to były takie dwie kupki szczęścia, co sprawiło, że czytanie tej książki również wypełniło mnie niewytłumaczalnym szczęściem. Ile książek tak potrafi na mnie zadziałać? Naprawdę niewiele. Potrzebuję więcej tego typu romansów - lekkich, a jednocześnie poruszających to co trzeba, z dobrze rozwiniętym wątkiem miłosnym, przesympatycznymi bohaterami, muzyką w tle - zapadających w pamięci na dłużej. Polecam całym sercem!

Kristen Callihan to popularna amerykańska pisarka, która zjednała sobie sympatię grona wiernych Czytelników dzięki publikacjom z następujących gatunków literackich: romans, literatura kobieca, literatura obyczajowa, fantastyka oraz literatura erotyczna. Jej zainteresowania są na tyle szerokie, że sięgają od znanych z kinematografii superbohaterów aż po zawiłości ludzkiej psychiki. Znajduje to odzwierciedlenie w jej twórczości. W swoim dorobku posiada takie tytuły jak między innymi: "Niedopasowani", "Fall", "The Hot Shot" oraz "The Game Plan".


Tytuł: Niegrzeczny Rockman
Autor: Kristen Callihan
Tytuł w oryginale: Fall
Seria: VIP. Tom 3
Data premiery: 17 czerwca 2020
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: MUZA
Ocena: 10/10



Czytaj dalej »

niedziela, 14 lutego 2021

Kristen Callihan - Niegrzeczny Idol



Ona – zwykła dziewczyna. Domatorka, wręcz outsiderka, o przeciętnej urodzie, długich, prostych włosach w kolorze mokrego piasku. On – facet o powierzchowności herosa i boskiej arogancji. Wokalista i gitarzysta jednego z najpopularniejszych na świecie zespołów rockowych, który wiedzie życie jak w cudownym śnie. Nieziemsko przystojny, czarujący, seksowny i… perwersyjny. Na pierwszy rzut oka różni ich dosłownie wszystko. Łączy? Muzyka i niewytłumaczalna chemia.

Niczym w kinowym hicie Narodziny gwiazdy wspólna trasa koncertowa daje początek miłości pełnej namiętności i pożądania. Miłości bożyszcza tłumów Killiana do Libby – zwykłej dziewczyny z sąsiedztwa, która okazała się bardziej uzależniająca niż wszystkie fanki świata.

Czy dziewczynie uda się zatrzymać idola, skoro cały świat chce jej go odebrać?


Kristen Callihan to moje najnowsze odkrycie, zakochałam się w jej twórczości podczas lektury "Niegrzecznego Managera" i od razu wiedziałam, że będę chciała więcej. Serię "VIP" zaczęłam od środka, a że historia Sophie i Gabriela skradła moje serducho, niemalże od razu nabyłam tom pierwszy i trzeci, aby nadrobić je w wolnym czasie. I cóż, mogę powiedzieć z ręką na sercu, że jestem największą fanką. Te książki to idealny przykład na to, że pozory mogą mylić, bo na początku spodziewałam się erotyków z dużą dawką muzyki w tle, a dostałam naprawdę rewelacyjne, poruszające serce historie, napisane z dawką świetnego humoru i z kilkoma pikantniejszymi scenami, których na szczęście nie było za dużo, ale wystarczająco, aby pobudzić zmysły. Właśnie takich romansów mi w ostatnim czasie brakowało.

Libby to zwyczajna dziewczyna, która mieszka w małym miasteczku i prowadzi bardzo proste, skromne życie. Nie wychyla się, z domu wychodzi tylko wtedy kiedy musi, raczej woli spędzać czas samotnie, niż w towarzystwie innych ludzi. Wszystko się zmienia, kiedy na jej podwórku rozbija się pijany mężczyzna, który na dodatek ledwo kontaktuje. Powiedzieć, że Libby się na niego wścieka, to byłoby niedopowiedzenie roku. Z furią każe mu spadać z jej posesji i już nigdy nie pokazywać się jej na oczy. Jednak jej dobre serce nie pozwala jej go tak po prostu zostawić na pastwę losu i postanawia mu pomóc. Wkrótce okazuje się, że jej nowym tajemniczym gościem jest jej nowy sąsiad, a zarazem jeden z najpopularniejszych ludzi na całym świecie - wokalista i gitarzysta zespołu Kill John - Killian. Mężczyzna ma za sobą ciężki rok i z dala od swojego codziennego życia stara się pozbierać siebie do kupy. Chociaż spotkanie Libby i Killiana nie należało do najlepszych, wkrótce ta dwójka się zaprzyjaźnia i zaczyna spędzać ze sobą więcej czasu. Ich chwile są jednak policzone - w końcu Killian jest popularnym muzykiem, a Libby tylko zwykłą dziewczyną z małego miasteczka. Nie ma dla nich żadnej przyszłości i nie powinni nawet myśleć o zaczynaniu czegoś, dla czego nie ma przyszłości. Uczucia jednak nie tak łatwo stłumić, zwłaszcza jeśli jedyne o czym możesz myśleć, to bycie z tą drugą osobą.

Killian i Libby nie są mi obcy, bo jak pisałam, swoją przygodę zaczęłam od drugiego tomu, w którym ta dwójka już była razem, szczęśliwa i spełniająca razem marzenia. Bardzo jednak byłam ciekawa jak wszystko się rozpoczęło, bo bardzo dużo wydarzeń wspominanych w "Niegrzecznym Managerze" wywołało setkę pytań w mojej głowie, a jak się domyślałam, większość autorka poruszyła już na początku. I miałam rację - książka rozpoczyna się w momencie, kiedy od próby samobójczej Jaxa mija już prawie rok, a Kill John jest praktycznie w rozpadzie. Chłopaki porozrzucali się po całym świecie, wstrząśnięci tym wydarzeniem, a sam Killian nie widział się ze swoimi kumplami od miesięcy. Ciągle dręczy go ta jedna noc, kiedy prawie stracił swojego najlepszego przyjaciela, do tego stopnia, że nie potrafi już tworzyć muzyki. Jego menadżer Scottie wysyła go w miejsce, gdzie będzie mógł pozbierać się do kupy. 

Killiana i Libby dzieli i łączy wiele rzeczy, ale to co najważniejsze, to oboje uwielbiają muzykę i właśnie to sprawia, że stają się sobie tak bliscy. Libby zdobywa w Killianie przyjaciela po długim czasie życia w samotności, a Killian ponownie odkrywa w sobie muzykę, mogąc grać z Libby i tworząc z nią nowe piosenki. Właśnie to w tej historii podobało mi się najbardziej - jak umiejętnie autorka rozwinęła relację między tymi bohaterami, nie śpiesząc się w niczym i tworząc naprawdę cudowną przyjaźń między nimi. Zanim w ogóle była mowa o rozpoczęciu czegoś więcej, Killian i Libby stworzyli solidny duet, zdobyli swoje zaufanie, a ich sekretne rozmowy na przeróżne tematy to moja ulubiona część ich całej relacji. Callihan bardzo umiejętnie wplata w całą fabułę muzykę, te momenty kiedy Kill i Libs siedzieli razem i tworzyli muzykę były jednymi z moich ulubionych, bo właśnie wtedy czuć było jak wielka połączyła ich więź.

Podobało mi się też to, że cała ta książka obsadzona jest w świecie muzyki, dostajemy wgląd w to jak wygląda życie muzyków od tej drugiej strony, poznajemy bliżej wszystkich członków zespołu. Osobiście najbardziej uwielbiam Jaxa, jego historii też byłam ciekawa najbardziej, ale każdy z tych bohaterów wnosił coś do tej historii i jestem pewna, że ich własne książki będą równie dobre. W pewnym momencie powracamy na trasę i wtedy historia nabiera tempa. I trzeba przyznać, autorka dobrze wie jak opisać wszystkie emocje związane z koncertami, tę adrenalinę, to szybsze bicie serca, bo chociaż nie mogłam usłyszeć ich muzyki, czułam ją głęboko.

"Niegrzeczny Idol" to świetny romans, co prawda nie jest to moja ulubiona część serii, ale i tak bawiłam się na niej znakomicie. To było idealne połączenie uczuć, muzyki, humoru i pikanterii. Bez zbędnych dramatów, ze świetnymi bohaterami, tymi głównymi oraz tymi pobocznymi. Poza tym naprawdę cieszę się, że są jeszcze takie romanse, w których autorki nie opisują tylko scen seksu co rozdział, a rzeczywiście starają się rozwinąć uczucie między bohaterami, w tym Callihan sprawdza się świetnie. Każdy fan miłości i muzyki znajdzie w tej serii coś dla siebie. Już nie mogę się doczekać kolejnych części! A jeśli jeszcze nie znacie tych, które już są dostępne - to koniecznie się z nimi zapoznajcie.

Muzyka może być przyjacielem, gdy go nie masz, albo kochankiem, którego potrzebujesz. Może być gniewem i żalem, radością i bólem. Twoim głosem, gdy stracisz własny. Być jej częścią, zostać soundtrackiem czyjegoś życia - to piękna rzecz.

Kristen Callihan to popularna amerykańska pisarka, która zjednała sobie sympatię grona wiernych Czytelników dzięki publikacjom z następujących gatunków literackich: romans, literatura kobieca, literatura obyczajowa, fantastyka oraz literatura erotyczna. Jej zainteresowania są na tyle szerokie, że sięgają od znanych z kinematografii superbohaterów aż po zawiłości ludzkiej psychiki. Znajduje to odzwierciedlenie w jej twórczości. W swoim dorobku posiada takie tytuły jak między innymi: "Niedopasowani", "Fall", "The Hot Shot" oraz "The Game Plan".


Tytuł: Niegrzeczny Idol
Autor: Kristen Callihan
Tytuł w oryginale: Idol
Seria: VIP. Tom 1
Data premiery: 17 czerwca 2020
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: MUZA
Ocena: 8/10



Czytaj dalej »

wtorek, 9 lutego 2021

Jojo Moyes - Dwa dni w Paryżu



Paryż jest zawsze dobrym pomysłem, nawet jeśli nic nie idzie zgodnie z planem…

Zanim zdążyła się zastanowić, weszła do biura podróży i kupiła dwa bilety. To zupełnie nie w stylu Nell! Dwa dni w Paryżu, pierwsza szalona decyzja w jej życiu… Tylko że spełnia się najgorszy scenariusz i Nell zostaje sama w mieście zakochanych.

Ale przecież jest w Paryżu! Na tyle wielkim, żeby poczuć się wolną, i na tyle małym, żeby spotkać kogoś naprawdę wyjątkowego. Tylko tutaj można poczuć taki przypływ odwagi. Dać się zaprosić na drinka chłopakowi, który zachwycił się tym samym obrazem Fridy Kahlo. Zobaczyć wszystkie atrakcje Paryża w ciągu dwudziestominutowego rajdu na skuterze. Przeżyć najlepszą noc w swoim życiu.

I zamiast tworzyć kolejną listę za i przeciw, zapisać na czystej kartce tylko dwa słowa: Żyj chwilą.


Chyba wstyd się przyznać, ale "Dwa dni w Paryżu" to moja pierwsza książka Jojo Moyes, a przynajmniej pierwsza, którą doczytałam do końca. Kiedyś już robiłam podejście do tej autorki, w końcu z jakiegoś powodu jest tak popularna, ale doszłam do wniosku, że raczej trafi ona na listę kilku popularnych autorów, których ja po prostu niezbyt lubię. Więc co mnie skusiło, żeby sięgnąć po tę pozycję? Szczerze to sama nie wiem. Chyba głównym powodem był Paryż, który uwielbiam całym sercem i miałam ochotę przeczytać jakiś romans, który się tam dzieje. No i nadarzyła się okazja, żeby dać autorce jeszcze jedną szansę, więc tak zrobiłam. W rezultacie moje zdanie nie zmieniło się jednak za bardzo i nadal uważam, że styl pisania autorki nie jest jednak dla mnie.

"Dwa dni w Paryżu" to zbiór kilkunastu opowiadań, o czym tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy aż do czasu, kiedy książkę otrzymałam w swoje ręce. Chyba czas zacząć nauczyć się czytać opisy książek w całości, a nie tylko przelatywać je wzrokiem... No więc problem jest taki, że ja raczej nie przepadam za takimi zbiorami opowiadań. O wiele przyjemniej czyta mi się pełnowartościowe historie, niż krótkie, kilkustronicowe historyjki, bo ani to wciągające, ani poruszające, ani ciekawe. I niestety tak było w przypadku większości opowiadań tego zbioru, a już zwłaszcza w tych krótkich, niektóre nie trwały nawet dziesięć stron. Zupełnie szczerze, nie wiedziałam jak wkręcić się w coś, co kończyło się szybciej niż zaczęło, dlatego też trzymam się z daleka od tej formy. Chyba największy problem z niektórymi z tych opowiadań miałam taki, że niektóre z nich nie miały żadnego polotu, zostawiały mnie z takim odczuciem "I co, to już? Tylko tyle? Ale po co to było?", bo nie wiem czy miało mnie to zmusić do jakichś głębszych refleksji, czy sobie tam po prostu było, żeby zapełnić strony. Jeśli miałabym jednak wybrać ulubione z tych krótszych opowiadań, to chyba najbardziej podobało mi się to pt. "Buty z krokodylej skóry", ale też nie ma co o nim za bardzo pisać.

Trochę lepiej czytało mi się te dłuższe opowiadania, a były takie dwa i o tych mogę powiedzieć już więcej pozytywnych rzeczy. Moim ulubionym opowiadaniem zostało to pt. "Sama w Paryżu", czyli opowiadanie rozpoczynające zbiór, ale to też pewnie dlatego, że ma niemalże 150 stron, więc to już praktycznie nowelka i autorka miała czas i możliwości rozwinąć swoich bohaterów i pójść z fabułą w jakąś fajną stronę. Czy jej się udało? Myślę, że tak. Owszem, to nadal nie jest dla mnie jakaś porywająca historia, ale też skłamałabym, gdybym napisała, że mi się nie podobała. Była bardzo przyjemna, czytało się ją z lekkim uśmiechem na twarzy i jednak coś mnie zauroczyło w tej historii owiniętej magią Paryża, o dwójce zupełnie obcych ludzi, którzy wpadają na siebie przez przypadek i kompletnie wywalają sobie życie do góry nogami. Nell może niezbyt mi się podobała na początku, bo została przedstawiona jako kobieta dająca sobą pomiatać, dość naiwnie patrząca na związek ze swoim partnerem, który już w pierwszej sekundzie dawał znaki ostrzegawcze, że powinna go rzucić w cholerę, ale im dalej w historię, tym bardziej ją lubiłam. Zwłaszcza kiedy poznała Fabiena, który wyzwolił w niej wiele pozytywnych cech. Wtedy zaczęła stawiać siebie na pierwszym miejscu i korzystać z życia. Trzeba przyznać, chociaż ich historia trwała zaledwie dwa dni, Fabien i Nell byli przeuroczy.

Natomiast drugie, trochę dłuższe opowiadanie nazywa się "Miodowy miesiąc w Paryżu" i opowiada o dwóch parach, osadzonych w zupełnie innych czasach, które obchodzą swój miesiąc miodowy i zaczynają poznawać jak naprawdę wygląda życie małżeńskie i że nie zawsze jest ono usłane różami. Podobało mi się ono właśnie ze względu na to, że te pary, pomimo przeciwności losu i może pewnych rozczarowań, starały się pracować nad swoimi problemami, zanim postawili na sobie krzyżyk. Chyba taki miałam problem z resztą opowiadań, w których autorka również poruszała takie życiowe tematy, jak wypalenie się w małżeństwie, zdrady, pokusy, bo wszystko fajnie, ale w żaden sposób autorka tych opowiadań nie rozwiązywała, często kończyły się w zupełnie przypadkowym momencie. Nie wywoływały emocji, były takie jakieś nijakie.

Spośród jedenastu opowiadań ze zbioru "Dwa dni w Paryżu", tylko dwa mi się jako tako podobały, więc nie jestem pewna, czy to dobrze. Myślę, że to po prostu mój błąd, bo nie doczytałam, że to zbiór opowiadań, a z reguły staram się trzymać od nich z daleka. Jojo Moyes ma bardzo lekki, prosty styl pisania, który nie zrobił na mnie większego wrażenia, ale te dwa dłuższe opowiadania były przyjemne i urocze. Ale czy warto sięgać dla nich po całą książkę? No nie wiem. Chyba wolałabym przeczytać książkę, bo wiem, że nawet i o tych opowiadaniach zaraz zapomnę. Po prostu nie wyróżniały się jakoś bardzo. Plus jednak za osadzenie akcji tych historii w Paryżu, bo zdecydowanie czułam ten klimat i skutecznie umiliło mi to tę lekturę. Jeśli chcecie czegoś szybkiego, niewymagającego, takiego idealnego na chłodny wieczór, to pewnie ta książka wam się spodoba. Ale jeśli, tak jak ja, nie przepadacie za zbiorami opowiadań, to raczej nie jest to pozycja dla was.
JOJO MOYES to jedna z najpopularniejszych na świecie autorek powieści dla kobiet. Jej książki regularnie zdobywają szczyty list bestsellerów i wydawane są w 39 krajach. Aktualnie Moyes mieszka w Essex z mężem (dziennikarzem Charlesem Arthurem) i dziećmi. Jej najbardziej popularna powieść, „Zanim się pojawiłeś”, sprzedała się w ilości ponad pół miliona egzemplarzy i przetłumaczono na 31 języków. Doczekała się również filmowej adaptacji z Emily Clarke i Samem Claflinem w rolach głównych.

Zanim zaczęła pisać książki, Jojo Moyes pracowała jako dziennikarka. Skończyła studia na Uniwersytecie Londyńskim, a już w 1992 roku zdobyła stypendium finansowane przez „The Independent” na dziennikarskie studia podyplomowe. Dzięki temu przez następne dziesięć lat mogła pracować dla tego renomowanego czasopisma.


Tytuł: Dwa dni w Paryżu
Autor: JoJo Moyes
Tytuł w oryginale: Paris for One and Other Stories
Data premiery: 26.10.2020
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 362
Ocena: 6/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak! :)




Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia