Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niegrzeczne Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niegrzeczne Książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 sierpnia 2023

Elizabeth O'Roark - Diabeł w garniturze



Gemma w prawniczym środowisku pnie się na szczyt. Jej celem jest zostanie partnerką w znanej kancelarii, a wszystko po to, aby w końcu rozbić męską klikę tego światka i wspierać kobiety takie jak ona sama – które za zaufanie niewłaściwemu mężczyźnie zapłaciły najwyższą cenę.

Jedną z przeszkód na jej drodze jest jednak Ben – złodziej klientów, eksmiter porzuconych kobiet, młodszy partner w kancelarii. Ze swoim uroczym, zadowolonym z siebie uśmiechem i zbyt idealnymi zębami Ben Tate jest żywym symbolem wszystkiego, czego Gemma nienawidzi. Jednak kiedy do kancelarii trafia sprawa, która może zapewnić Gemmie upragniony awans, kobieta nie waha się ani chwili – nawet jeśli oznacza to konieczność współpracy z wrogiem.

Jest jeszcze jeden problem: diablica na ramieniu Gemmy, która uaktywnia się każdego ranka przed wyjściem do biura i szepcze jej do ucha lawinę sugestii, rozpalając w jej sercu cudowny płomień. Sugestii, które Gemma od dwóch lat konsekwentnie ignoruje… ponieważ każda z nich dotyczy Bena Tate’a.


Jeśli lubicie historie w stylu "The Spanish Love Deception" Eleny Armas czy "Wrednych Igraszek" Sally Thorne, to mam dla was książkę idealną! "Diabeł w garniturze" to już trzeci tom tej cudownej serii, która z każdą kolejną częścią tylko jeszcze bardziej kradnie moje serce i to coś idealnego dla osób, które lubią takie zabawne, seksowne romanse biurowe z odrobiną emocji i dużą dawką miłości. Po wielu rozczarowaniach książkowych z ostatnich tygodni, tej historii udało się wywołać całe stado motylków w moim żołądków i uśmiech, który nie schodził z mojej twarzy. Bez dwóch zdań moja nowa komfortowa historia, do której jeszcze nie raz powrócę. 

Dwójka rywali z kancelarii prawniczej. Wspólne zlecenie, nad którym zmuszeni są współpracować. Gemma i Ben nie dogadują się ze sobą, odkąd dwa lata temu Ben przeniósł się do ich firmy i ukradł jej klienta. Ich potyczki stały się tak słynne na całą firmę, że niemalże każdy tylko czeka, aż dojdzie między nimi do kolejnego starcia. Współpraca jest ostatnim, na co Gemma ma ochotę, szczególnie, że jej najważniejszym celem jest zyskanie upragnionej pozycji partnerki w firmie, a praca z Benem zwiastuje tylko kłopoty. A jednak jest to szansa, obok której nie może przejść obojętnie. Nie pomaga też to, że Ben jest niewiarygodnie przystojny i codziennie ją rozprasza swoją obecnością, co potęgowane jest przez kolejne wspólne weekendy i długie godziny pracy. Gemma jednak nie chce wchodzić w kolejny związek z prawnikiem, a Ben to usposobienie wszystkiego, czego unika w facetach. Na dodatek wywołaliby tym tylko skandal, który nie byłby tego wart... dlaczego więc nie myślenie o sobie jest takie trudne?

Nie bez powodu porównałam tę historię do dwóch moich ukochanych książek - czytając ją, czułam się dokładnie tak samo, jak podczas poznawania historii Aarona i Liny, czy też Josha i Lucy. Ta budująca napięcie rywalizacja w miejscu pracy i sekretne pragnienie, przed którym bohaterowie za wszelką cenę starają się ustrzec. Te potyczki słowne przepełnione namiętnością i pragnieniem, do których nie chcą się przyznać. To doszukiwanie się malutkich szczególików, które pozwalają bohaterom się poznać tak, jak nie zna ich nikt inny. To robienie wszystkiego, aby ta druga osoba zwróciła na ciebie uwagę. Rozpływałam się, chichotałam jak mała dziewczynka i umierałam z zachwytu, gdy bohaterowie byli chociażby w odległości dwóch pięciu metrów od siebie - taki wpływ miała na mnie ta książka.

Czy wspominałam, że absolutnie uwielbiam Gemmę i Bena? Ta dwójka osobno z błyskawiczną prędkością skradła moje serce, ale już razem byli totalną petardą. Bezwzględni prawnicy i pracoholicy, którzy są rewelacyjni w swoim fachu, ale w życiu prywatnym kompletnie im nie idzie. Gemma ciągle pamięta swój ostatni nieudany związek z prawnikiem i przekonana jest, że do szczęścia potrzebuje teraz jedynie dobrego chłopaka z jakiegoś małego miasteczka, najlepiej weterynarza albo jakiegoś kucharza, który nauczy ją spokojnego życia z dala od hałasu dużego miasta. Po czym na scenę wchodzi Ben... czyli totalne przeciwieństwo tego, co sobie zaplanowała, a jednak jej największa pokusa i jednocześnie zmora jej życia, który za zadanie wziął sobie udowodnić jej, że to u jego boku będzie najszczęśliwsza. Nie pamiętam kiedy ostatnio chemia między bohaterami wylewała się tak bardzo, jak między tą dwójką. Pochłaniałam każdą ich interakcję jak powietrze, a nawet sceny erotyczne, które normalnie mnie nudzą, sprawiły, że uśmiechałam się jak wariatka - tak bardzo ta dwójka do siebie pasowała.

Piszę tę recenzję tydzień po przeczytaniu tej książki, a Gemma i Ben nadal siedzą w mojej głowie i chyba nigdzie się nie wybierają. Ta dwójka pochłonęła mnie bez reszty, a myślałam, że nic nie pobije Josha i Drew z drugiego tomu - okazuje się, że ta seria po prostu z każdą kolejną częścią staje się jeszcze lepsza. A wiecie, za co pokochałam ją najmocniej? Za to, jak silną żeńską postacią jest Gemma. Kocham Bena całym sercem i nigdy nie przestanę się nim zachwycać, ale romanse mają niestety to do siebie, że bohaterki często zostają przyćmione przez bohaterów. Nie tym razem - Gemma to dowód na to, że kobiety mogą być zarówno silne, bezwzględne, brutalnie szczere, zafiksowane na pracy i wspinaniu się po szczeblach kariery, ale pragnące jednocześnie miłości, namiętności, lubiące seks i nie bojące się mówić głośno o swoich pragnieniach, bez przepraszania. Uwielbiam to, że zarówno Ben, jak i Gemma, są złożonymi, skomplikowanymi postaciami, które wiele muszą przepracować, zanim rzucą się na dobre w ten związek. Popełniają błędy, czasami tracą cierpliwość i ranią się wzajemnie, ale ich reakcje są życiowe i zrozumiałe. Szczególnie z przypadku Gemmy, która zraniona przez byłego partnera nie ma już zaufania do mężczyzn. Dzięki temu naprawdę mamy szansę zaobserwować, jak budują wzajemnie zaufanie i podstawy do zdrowego, pełnego zrozumienia i wsparcia związku. 

Rzadko się zdarza, że książka napisana głównie dla kobiet, jest również o kobietach. Natomiast "Diabeł w garniturze" to był jednocześnie romans, jak i po prostu powieść, dzięki której jako kobieta poczułam się zrozumiana, podniesiona na duchu i zainspirowana. Aspekt roli kobiet, szczególnie w środowisku tak zdominowanym przez mężczyzn, to zaraz po historii miłosnej Bena i Gemmy mój ulubiony wątek w tej historii. Czasami miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy, obserwując jak bohaterka wypruwa sobie żyły, aby zapracować na pozycję, którą mężczyzna dostałby z łatwością. Jak nazywana jest bezwzględną za bycie dobrą w swoim fachu, podczas gdy jej koledzy z pracy są z tego powodu poklepywani po ramionach. Frustrowało mnie to tysiąc razy bardziej, bo która z nas chociaż raz w życiu nie była w podobnej sytuacji, albo zna inną kobietę, której przyszło się z tym zmierzyć? A jednocześnie czułam solidarność z każdą kobietą na świecie, jakby ta historia karmiła mojego feministycznego ducha i inspirowała do zmian. Jestem nią absolutnie zauroczona.

Mogłabym się tak zachwycać w nieskończoność, ale napiszę tylko tyle - jeśli macie przeczytać coś z mojego polecenia, to przeczytajcie "Diabła w garniturze". Nie, przeczytajcie całą tę serię! Bez względu na okładki i tytuły, które mogą nie do końca zachęcać. Obiecuję wam, że to będą jedne z najlepszych romansów, jakie przeczytacie w tym roku. I to z bohaterami, którzy zapadną wam prosto w serca!








ELIZABETH O'ROARK po latach pisania publikacji medycznych, postanowiła, że w końcu chce zacząć pisać coś, co jest tylko i wyłącznie wytworem jej wyobraźni. Jej powieść Przebudzenie Olivii zyskała ogromne uznanie fanów w Polsce i za granicą, a także została nagrodzona złotym medalem Independent Publisher Book Awards. Elizabeth mieszka w Waszyngtonie z trójką swoich dzieci.







Tytuł: Diabeł w garniturze
Autor: Elizabeth O'Roark
Tytuł w oryginale: The Devil You Know
Seria: Nie taki diabeł straszny. Tom 3
Data premiery: 1 maja 2023
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki
Liczba stron: 368
Ocena: 9/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki:


Czytaj dalej »

poniedziałek, 22 maja 2023

Elizabeth O'Roark - Diabeł na Hawajach



Jak najlepiej sprawdzić faceta? Pojechać z nim na wakacje!

Wakacje z byłym? To nie brzmi jak dobry pomysł, ale jeśli istnieje idealne miejsce, by spróbować od nowa, to z pewnością są nim słoneczne Hawaje! Zresztą znana wokalistka Drew i tak nie ma w tej chwili lepszego pomysłu na wyjście z życiowego kryzysu. Pakuje więc walizki i wraz ze swoim ekschłopakiem wyrusza na rodzinną wycieczkę.

Tropikalna przygoda szybko zmienia się w prawdziwy tor przeszkód. Drew naprawdę stara się dać Joelowi drugą szansę i przy okazji odwdzięczyć się jego rodzinie za okazaną życzliwość. Okazuje się to jednak szalenie trudne, kiedy na każdym kroku wpada na irytującego starszego brata swojego byłego – Joshuę. Ten nadęty i złośliwy lekarz sprawia, że złamane serce Drew zaczyna bić szybciej. Ale zaraz, zaraz… Przecież to nie z tym Baileyem miała spędzić gorące wakacje…


Są takie książki, które pod pozorami czegoś zupełnie innego skrywają historie, które na długi czas zapadną w naszych sercach. Tak samo, jak są ludzie, których podczas pierwszego wrażenia nieprzychylnie oceniamy, aby z czasem odkryć ich kolejne warstwy i pokochać to, czego nie zauważyliśmy na początku. Dla mnie właśnie do tej kategorii należy seria "Nie taki diabeł straszny" Elizabeth O'Roark - niepozorna, w pierwszej chwili przywodząca na myśl erotyk, obok którego łatwo nam przejść obojętnie, a w środku skrywająca jedne z najpiękniejszych historii. Pamiętam, że pierwszy tom zrobił na mnie duże wrażenie i byłam przekonana, że kolejne części nie dadzą rady go pobić. Jak się myliłam! Drugi tom to coś innego. To książka, która trzymała moje serce na dłoni, wywołała śmiech, rumieńce, a nawet łzy.

Główna bohaterka tej książki jest nam już dobrze znana - Drew to słynna piosenkarka, która zaprzyjaźnia się z Tali w pierwszej części, przesympatyczna osoba, która niestety tkwi w związku z beznadziejnym facetem. Nie będę ukrywać, że bardzo się bałam tego tomu ze względu na właśnie ten wątek z Sixem, bo jeśli autorka poszłaby w stronę trójkąta miłosnego, nie wiem czy dałabym radę dotrwać do końca. Ale kompletnie się nie spodziewałam, że historia Drew aż tak mnie dotknie, a cała sytuacja nabierze zupełnie innego znaczenia. Zastanawialiście się kiedyś, jak dużo poniżenia, smutku i beznadziei jest w stanie znieść człowiek w swoim życiu, zanim zacznie je akceptować jako swoją normalność, na którą zasługuje? Poznanie kulisów tego ekstrawaganckiego życia Drew, tego, jak traktowana jest przez swojego menadżera i innych ludzi, jak zmuszana jest do pracowania w nienormalnych ilościach godzin, jakby była robotem, a nie tylko człowiekiem, a dodatkowo przedstawienie tego w zestawieniu z jej życiem rodzinnym, które wcale nie ma się lepiej, złamało mi serce na milion malutkich kawałeczków.

Wyjazd na Hawaje ma być odpoczynkiem od niekończącej się pracy oraz ostatnią szansą, aby uratować związek z Sixem, ale ta wycieczka szybko staje się czymś zupełnie innym, niż Drew się spodziewała. Cóż, po pierwsze, na miejscu nie zastaje swojego niby chłopaka, a zamiast tego spotyka Josha i jego dziewczynę - irytująco przystojnego brata Sixa, który z jakiegoś powodu jej nie znosi. A po drugie, dzień po dniu coraz bardziej zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej związek z Sixem nie ma prawa się udać, ale nie ma ochoty skrzywdzić jego chorej matki, która traktuje ją jak swoją własną córkę i jest dla niej przesympatyczna. Wkrótce nawet Josh, jej jedyny wróg na tej wycieczce (nie licząc jego irytującej dziewczyny), staje się jej bliski i Drew odkrywa, że jest on wspaniałym człowiekiem, którego z łatwością mogłaby pokochać, gdyby prowadziła inne życie.

Relacja Josha i Drew to definicja motywu "right person, wrong time", a ich historia zafunduje wam solidny wachlarz przeróżnych emocji. To dwójka osób, która pomimo początkowej niechęci i nieporozumień odkrywa w sobie coś, czego nie znaleźli jeszcze nigdy w żadnej innej osobie. To Josh okazuje Drew wsparcie i zrozumienie, gdy rozpada się na kawałki i ma wszystkiego dość. I to Drew budzi w Joshu instynkty, aby zmienić coś w swoim życiu na lepsze, zaryzykować i otworzyć swoje serce na prawdziwą miłość. Pokochałam w nich tak wiele, te wzajemne docinki i to, jak świetnie rozumieli swoje poczucie humoru. Te wrażliwe rozmowy, podczas których zdradzali sobie swoje największe sekrety i uczucia, o których z nikim innym nie rozmawiali. Nawet te ich małe momenty, których nie dzielili z nikim innym, bo kochali to, że były tylko ich. To razem z nimi śmiałam się do łez, ale też płakałam z powodu złamanego serca.

Czy muszę wam mówić, że autorka na tacy serwuje wam kolejnego genialnego męża książkowego, dla którego przepadniecie? Josh zauroczył mnie z tak wielu powodów, ale najważniejsze było to, że jego miłość do Drew widać było we wszystkim, co dla niej robił. Jak się o nią troszczył, słuchał każdego jej słowa, jak pokazał jej, że miłość może być bezinteresowna, a ona zasługuje na lepsze traktowanie niż to, na które dotychczas się godziła. A taką wisienką na torcie jest osadzenie większości akcji na malowniczych Hawajach, gdzie naszych bohaterów czeka nie tylko cały rollercoaster zawirowań sercowych, ale też wiele przygód pośród dzikiej natury. Do samego końca nie mogłam się oderwać i gdybym mogła, przeczytałabym jeszcze więcej o tych bohaterach. Teraz tym bardziej nie mogę się doczekać kolejnego tomu tej serii!







ELIZABETH O'ROARK po latach pisania publikacji medycznych, postanowiła, że w końcu chce zacząć pisać coś, co jest tylko i wyłącznie wytworem jej wyobraźni. Jej powieść Przebudzenie Olivii zyskała ogromne uznanie fanów w Polsce i za granicą, a także została nagrodzona złotym medalem Independent Publisher Book Awards. Elizabeth mieszka w Waszyngtonie z trójką swoich dzieci.







Tytuł: Diabeł na Hawajach
Autor: Elizabeth O'Roark
Tytuł w oryginale: A Devil and the Deep Blue Sea
Seria: Nie taki diabeł straszny. Tom 2
Data premiery: 8 marca 2023
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki
Liczba stron: 392
Ocena: 9/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki:




Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 kwietnia 2023

Micalea Smeltzer - Wytrwałość dzikich kwiatów



Salem właśnie skończyła szkołę średnią. Niestety wciąż nie ma sprecyzowanego planu na dalsze życie. Postanawia więc chwilowo pozostać w rodzinnym miasteczku, gdzie pracuje w sklepie z antykami. Dziewczyna dorywczo podejmuje się również opieki nad dzieckiem nowego sąsiada. Ale czy to naprawdę dobry plan na najbliższy rok?

Thayer ma trzydzieści jeden lat i samotnie wychowuje sześcioletniego syna. Jest typem poukładanego i nieprzystępnego sztywniaka, który dokładnie planuje każdą minutę dnia. Mimo wątpliwości angażuje do opieki nad Forrestem żywiołową i spontaniczną sąsiadkę. Dzieli ich absolutnie wszystko: osobowość, temperament oraz etap życia, na którym obecnie się znajdują, a przede wszystkim wiek – aż trzynaście lat. Jednocześnie Salem i Thayer szybko się orientują, że są w stanie dać sobie właśnie to, czego najbardziej im dotąd brakowało.

Na pozornie nieurodzajnym terenie zaczyna z wolna rozkwitać uczucie o niebywałej sile. Czy bohaterom uda się je ochronić?


Trigger warnings: zdrada, śmierć dziecka, wykorzystywanie seksualne

Łatwo skusić mnie do przeczytania danej książki pięknymi cytatami i śliczną okładką, a właśnie z tego powodu bardzo chciałam przeczytać "Wytrwałość dzikich kwiatów". Po wielu opiniach spodziewałam się emocjonalnej historii, która kompletnie roztrzaska mi serce i na to też się szykowałam... ale niestety się rozczarowałam. Zdecydowanie należę do mniejszości, bo wiem, że historia ma ogrom wielbicielek i potrafię zrozumieć dlaczego. Dla mnie jednak przewinęło się w tej książce zbyt wiele rzeczy, których nie lubię, zabrakło tej emocjonalnej warstwy, a co najważniejsze - uważam, że nie była to dobrze dopracowana historia. Bardzo ją do końca męczyłam.

Główna bohaterka, Salem, właśnie ukończyła szkołę średnią i czuje się zdezorientowana, nie wiedząc co dalej powinna robić w życiu. Podczas gdy jej chłopak planuje niedługo wyjechać na studia, ona postanawia zostać w ich małym miasteczku i pomóc mamie w prowadzeniu sklepu. Wszystko się zmienia, gdy do domu obok wprowadza się Thayer - starczy od niej o ponad dekadę samotny ojciec. Mężczyzna od razu budzi w niej zainteresowanie i uczucia, jakich nigdy dotąd do nikogo nie czuła. I tylko on rozumie ją, jak nikt inny. Wspiera ją, gdy tego potrzebuje. Rozmowy z nim, a wkrótce także więcej, stają się dla niej jej słodką małą tajemnicą. Jednakże czy między nimi może zaistnieć coś prawdziwego, kiedy dzieli ich tak wiele?

Chociaż nie czytam zbyt wielu romansów z różnicą wieku, to zazwyczaj mi ten wątek nie przeszkadza - niestety w tej historii był on nad wyraz zauważalny. Główna bohaterka, Salem, niedawno skończyła szkołę średnią, a w porównaniu z jej obiektem miłosnym, trzydziestojednoletnim samotnym ojcem po rozwodzie, dzieliła ich niemalże przepaść. I chociaż bohaterka za wszelką cenę starała się być poważniejsza i dojrzalsza niż wskazywałby to jej wiek, jej zachowanie wskazywało na coś odwrotnego. Właściwie to miałam wrażenie, że przez większość czasu zachowywała się jakby nadal była w liceum. Na dodatek jeśli nie lubicie książek, w których zdrada jest motywem przewodnim, to nie polecam wam tej historii. Ja wkopałam się w nią nieświadoma tego faktu i okropnie mnie to frustrowało. A zachowanie głównej bohaterki budziło niesmak i irytację. Salem to jedna z najbardziej egoistycznych postaci, o jakich przyszło mi czytać i nie mam tutaj na myśli jedynie sytuacji z Calebem i Thayerem - udowodniła to tym bardziej w momencie, gdy uderzyła w nich tragedia i myślała tylko o sobie, chociaż to nie ona została we wszystkim poszkodowana.

Porównując ją z Thayerem, poukładanym, spokojnym mężczyzną, a nawet jej chłopakiem Calebem, jej zachowanie było dziecinne. I tym bardziej nad tym ubolewam, bo gdyby nie jej postać, ta książka mogłaby być jedną z moich ulubionych. Jedynym powodem, dla którego w ogóle doczytałam ją do końca, są właśnie bohaterowie poboczni. Thayer, jego syn Forrest, Caleb (który swoją drogą zasługuje na swoją własną książkę i szczęśliwe zakończenie po tym, jak został potraktowany), nawet mama Salem. Thayer był świetnym bohaterem, łatwo dającym się polubić i za każdym razem imponował mi tym, jak wiele był w stanie zrobić, aby zadbać o swoich najbliższych, ludzi, których kochał. A jego syn to absolutny promyczek tej historii i nawet jeśli jego kwestie były zdecydowanie zbyt dojrzałe i nierealistyczne jak na sześciolatka, zauroczył mnie sobą.

Niestety chociaż polubiłam się z tymi bohaterami, styl pisania autorki pozostawił wiele do życzenia i przez to bardzo czułam się oderwana od ich historii i zupełnie nie potrafiłam się w nią zaangażować emocjonalnie. To miała być poruszająca, łamiące serce powieść. Taka, na której wyleję tony łez i długo się nie pozbieram. Ja miałam jednak wrażenie, że wszystko poszło tutaj za... gładko. Wszystko tu było takie proste - prosty styl pisania, krótkie dialogi i jeszcze krótsze opisy, ale co najważniejsze, autorka bardzo szybko przeskakiwała z jednego wątku na drugi. Poruszyła wiele ważnych wątków, ale nie rozwinęła ich należycie. Nie wspominając już o tym, że właśnie sam wątek miłosny między Thayerem i Salem dokładnie tak wypadł - jakby nie został dobrze rozwinięty. Strasznie szybko pojawiła się między nimi miłość, ale w ogóle jej nie kupuję. Nie poczułam między tą dwójką żadnej chemii ani namiętności. Bywały momenty kiedy się nudziłam i po prostu chciałam mieć już tę historię z głowy.

A nic nie rozwścieczyło mnie bardziej, niż to zakończenie. Zapewne wiele osób się ze mną nie zgodzi i to rozumiem, ale czułam się ogromnie zawiedziona kierunkiem, który obrała autorka, wyraźnie nie wiedząc jak namieszać w życiu bohaterów, gdy zaczęło się robić zbyt spokojnie i idyllicznie. Tym bardziej, że ostrzeżenie pojawiające się na początku książki nie do końca sprecyzowało, że właśnie taki wątek się pojawi, co uważam za nieodpowiedzialne, bo dla wielu osób może być to wstrząsający moment. To zakończenie było wymuszone, bezsensowne, a na dodatek w tym momencie byłam już tak zmęczona tą historią, że nawet mnie nie poruszyło. Nie rozumiem też do końca dlaczego w ogóle pojawił się pomysł podzielenia tej historii na dwa tomy, bo już w pierwszym niewiele się działo i czasami robiło się nudno. Zdecydowanie można było zrobić z niej jednotomówkę.

Nie tego się spodziewałam, gdy sięgałam po "Wytrwałość dzikich kwiatów" i niestety nie planuję tej historii kontynuować. Chyba mam nauczkę, by nie sięgać po książki z powodu ładnych cytatów i pięknych okładek, bo zbudowałam sobie oczekiwania, a ta historia mnie zawiodła pod wieloma względami. Bardzo starałam się w nią zaangażować, ale to nie było to. Wiem jednak, że należę z moją opinią do zdecydowanej mniejszości, więc nie chcę wam odradzać jej czytania - może wy odbierzecie tę historię zupełnie inaczej. 


Micalea Smeltzer – urodzona w 1993 roku autorka pochodzi z Nowej Wirginii w Stanach Zjednoczonych. Na jej dorobek literacki składają się liczne romanse z wątkami obyczajowymi lub fantastycznymi. Jest opiekunką czterech psów i nałogową czytelniczką. Przeszła zabieg przeszczepienia nerki i od tego czasu skupia się na promowaniu idei dawstwa narządów i zabiegów transplantacji.

Tytuł: Wytrwałość dzikich kwiatów
Autor: Micalea Smeltzer
Tytuł w oryginale: The Confidence of Wildflowers
Seria: Wildflower. Tom 1
Data premiery: 22.02.2023
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki
Ocena: 4/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki:


Czytaj dalej »

środa, 1 marca 2023

Elizabeth O'Roark - Diabeł z Hollywood



Może i nie jest diabłem, ale praca z nim przez sześć tygodni wydaje się piekłem na ziemi.

Hayes Flynn jest aroganckim gburem znanym z zamiłowania do szkockiej i sposobu, w jaki rozprzestrzenia swój brytyjski „urok” w całym Hollywood, nigdy dwa razy z tą samą kobietą.

Jest przy tym ostatnią osobą, dla której Tali chciałaby pracować, ale dobrze płaci, a w dodatku ma twarz, od której nawet ona nie może oderwać wzroku. Im więcej czasu spędzają razem, tym trudniej jest go nienawidzić.

Okazuje się bowiem, że pod tą zadowoloną z siebie powierzchownością kryje się serce, którego nie chce pokazać – takie, które zostało złamane dekadę wcześniej.

Tali chciałaby je dla niego posklejać, zanim będzie musiała odejść… Ale jak to zrobić, żeby przy okazji nie złamać swojego?


Minęły lata odkąd czytałam ostatnio książkę Elizabeth O'Roark, ale powróciłam do jej twórczości z największą przyjemnością. Jej nowa seria "Nie taki diabeł straszny" to jej powrót na polski rynek czytelniczy po latach i chociaż jest napisana w zupełnie innym klimacie niż chociażby "Przebudzenie Olivii" czy "Pokusa Erin", które były bardziej emocjonalnymi powieściami, to jest w nich ta sama lekkość i urok, za które pokochałam jej styl pisania lata temu. Przezabawna, słodka, pikantna, lekka i niewymagająca - dla mnie brzmi to jak ideał. Zresztą, kto oparłby się takiemu przystojnemu diabłu, jak Hayes Flynn?

Tali rok temu przekonała się, że mężczyznom nie można ufać i nawet najlepszy związek może okazać się kłamstwem i rozpaść się w mgnieniu oka. A jej nowy szef, jeden z najsłynniejszych chirurgów plastycznych w Hollywood, to usposobienie wszystkiego, czego nienawidzi w mężczyznach. Przyjmuje posadę jego asystentki tylko z tego powodu, że potrzebuje pieniędzy. Hayes Flynn nie bez powodu ma reputację kobieciarza, o czym przekonuje się już pierwszego dnia pracy, gdy zmuszona jest pozbyć się leżącej w jego łóżku, nagiej kobiety. Gdyby nie goniący ją termin oddania jej pierwszej książki i wisząca nad nią, jak ciemna chmura burzowa, zaliczka, uciekałaby od niego, jak najdalej. Szybko okazuje się jednak, że być może Hayes i Tali mają o wiele więcej wspólnego, niż mogłoby się im wydawać, a za maską faceta diabła, któremu nie zależy na niczym poza pracą, skrywa się skrzywdzony człowiek, który - zupełnie jak Tali - obiecał sobie już nigdy nie otworzyć przed nikim serca. Czy osoby z sercami pokrytymi wieloma warstwami ochronnymi pozwolą sobie na miłość?

Kiedy bohaterowie książki sprawiają, że chichoczę jak nastolatka i nie mogę przestać się uśmiechać, to od razu wiadomo, że mam w rękach coś wartościowego. "Diabeł z Hollywood" może i nie jest wyszukaną lekturą, a nawet sama fabuła nie jest niczym oryginalnym, ale ci bohaterowie i ich relacja zauroczyły mnie w ciągu kilku pierwszych rozdziałów książki, a to nie lada wyczyn. To była najlepsza pozycja na wieczór, kiedy potrzebowałam czegoś szybkiego, co nie będzie wymagało ode mnie skupienia, ani zaangażowania emocjonalnego. Dawno już się tak zwyczajnie nie bawiłam i nie śmiałam, jak podczas lektury historii Tali i Hayesa - a dla mnie to wyznacznik komfortu, jestem więc pewna, że w przyszłości powrócę do tej książki.

Hayes i Tali to na pierwszy rzut oka zupełne przeciwieństwa. On jest diabelnie przystojnym pracoholikiem, znanym chirurgiem plastycznym gwiazd Hollywood, który wolne wieczory spędza wlewając w siebie niezdrowie ilości alkoholu lub na baraszkowaniu z coraz to inną kobietą. Natomiast ona ciężko pracuje, aby spełnić marzenie o zostaniu pisarką, a poza pracą asystentki i pisaniem nie zależy jej na swoim życiu uczuciowym i zdecydowanie woli spędzać wieczory sama. Kiedy jednak ich charaktery się zderzają, wybucha niesamowita chemia, którą podszyta jest każda ich kolejna interakcja. Gdzie on działa na nerwy swoim zachowaniem, jakby naumyślnie chciał trzymać każdego z daleka od siebie, ona nie daje sobą pomiatać i zawsze go o tym informuje. Ich sprzeczki i przekomarzanki to czysta rozrywka, niejednokrotnie bolał mnie brzuch ze śmiechu.

O'Roark dotychczas znałam od bardziej emocjonalnej strony, ale jestem zauroczona tą cieplejszą, podnoszącą na duchu wersją, jaką poznałam w tej książce. Szczególnie, że to cudowny slow burn, który w najsłodszy sposób pokazuje wszystkie etapy zakochiwania się w osobie, której najmniej się w swoim życiu spodziewaliśmy. Pokochałam to, jak krok po kroku budowali zaufanie i odkrywali wszystkie karty, pozwalając poznać nawet najbardziej skryte i wrażliwe cząstki siebie. To osoby, które otoczyły swoje serca murami, gdy lata temu zostały złamane, ale ich przyjaźń, zrozumienie i zaufanie, jakim się wzajemnie obdarzyli, pozwoliły im je zburzyć i odkryć coś jeszcze piękniejszego. Pokochałam ich relację, ich miłość i to, jak wzajemnie zmieniali się na lepsze.

Jak już pisałam, nie oczekujcie od tej książki zwrotów akcji, wielkich dramatów, ani zaskakującej fabuły. Ta historia dość mocno skupia się na przyziemnych wątkach i relacji między bohaterami, co mi akurat bardzo się bardzo podobało - lubię czytać o najmniejszych momentach, które w szerszej perspektywie mają ogromne znaczenie dla bohaterów. Gdybym miała wymienić idealną książkę na wieczór po ciężkim dniu, na liście zdecydowanie znalazłaby się ta pozycja. Jest humor, ciepło, emocje, trochę erotyki, ale przede wszystkim dużo słodkości i miłości. Już się nie mogę doczekać drugiego tomu!






ELIZABETH O'ROARK po latach pisania publikacji medycznych, postanowiła, że w końcu chce zacząć pisać coś, co jest tylko i wyłącznie wytworem jej wyobraźni. Jej powieść Przebudzenie Olivii zyskała ogromne uznanie fanów w Polsce i za granicą, a także została nagrodzona złotym medalem Independent Publisher Book Awards. Elizabeth mieszka w Waszyngtonie z trójką swoich dzieci.







Tytuł: Diabeł z Hollywood
Autor: Elizabeth O'Roark
Tytuł w oryginale: A Deal with the Devil
Seria: Nie taki diabeł straszny. Tom 1
Data premiery: 18 stycznia 2023
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki
Liczba stron: 360
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki :)


Czytaj dalej »

wtorek, 11 października 2022

Vi Keeland - Spark



Za pierwszym razem wystarczyła jedna iskra, by wywołać pożar, którego nie mogli ugasić. Czy pozwolą, by to wydarzyło się ponownie?

Jaka jest szansa, że walizka zabrana omyłkowo z lotniska okaże się należeć do mężczyzny tak przystojnego, że aż zapiera dech? Autumn przekonała się, że filmowe scenariusze czasem przydarzają się również zwykłym dziewczynom. Między nią a tajemniczym Donovanem, właścicielem walizki pełnej drogich ciuchów, iskrzy od razu, a wspólnie spędzony weekend okazuje się elektryzującą przygodą, której finałem może być tylko… ucieczka!

Co może zrobić dziewczyna, która spotka przystojnego, bystrego i zabawnego faceta ze swoich snów? Oczywiście wyjść bez pożegnania, gdy tylko ten ideał pójdzie pod prysznic. W Nowym Jorku mieszka przecież osiem milionów ludzi, więc jakie są szanse, że znowu na niego wpadnie? I to tuż po tym, kiedy zacznie spotykać się z jego szefem?


Ostatnio podchodzę do twórczości Vi Keeland z dozą ostrożności i szczerze powiedziawszy, tej książki też bałam się zacząć czytać. Mam niestety wrażenie, że jej historie to pewna loteria - nigdy nie wiem, czy do mnie przemówią, czy niestety nie, nawet jeśli po opisach jestem zaintrygowana. Zdecydowanie jednak doceniam je za to, że są idealnymi przerywnikami, gdy mam ochotę na coś niewymagającego i szybkiego. Natomiast "Spark" okazało się być jedną z tych zdecydowanie lepszych książek. Autorka wielokrotnie mnie zaskoczyła, zarówno fabułą, jak i bohaterami, ale przede wszystkim ilością emocji zawartych w tej historii. To była zdecydowanie jedna z lepszych książek Vi.

Dwie zamienione walizki i jedno spotkanie wystarczą, aby rozpalić ogień, który nie zgaśnie nawet w rok. Donovan i Autumn spotkali się w mało sprzyjających okolicznościach. Ona niechcący zwinęła jego walizkę z lotniska, umówili się więc na spotkanie, aby się nimi wymienić. Spotkanie to doprowadziło do cudownego wspólnego weekendu pełnego namiętności, zabawy, radości i cudownej chemii. Weekendu, który skończył się ucieczką Autumn. Od tamtej chwili mija niemalże rok, jednakże Donovan pomimo starań nie potrafi zapomnieć o kobiecie, która w ciągu kilku dni zawróciła mu w głowie. Kiedy więc los daje im drugą szansę i zostaje przypisany do sprawy, nad którą - jak się okazuje - ma pracować razem z pracowniczką socjalną, którą jest nikt inny, jak sama Autumn, postanawia ją wykorzystać i zrobić wszystko, aby zdobyć jej serce. Nie pozwoli, aby ponownie mu uciekła. Nawet, gdy dowiaduje się, że Autumn umawia się obecnie z jego szefem, od którego ma zależeć przyszłość jego kariery.

Jednym z powodów, dlaczego przez ostatnie kilka miesięcy nie do końca chętnie podchodzę do nowych powieści autorki, jest fakt, że niestety jej historie zaczęły mi się zlewać w jedno. Keeland ma w zwyczaju powielać różne schematy i też wyraźnie czuje się dobrze w jednego typu historiach. Dużo u niej romansów biurowych, aroganckich miliarderów i niezdarnych bohaterek. Chociaż gdzieś tam zawsze pojawia się tło życia jednego z głównych bohaterów, to jej książki rzadko kiedy są naszpikowane emocjonalnym bagażem. Mam natomiast wrażenie, że w "Spark" wreszcie coś się zmieniło, a historia momentami naprawdę chwytała za serce i zaskakiwała powagą poruszanych wątków.

Nie będę ukrywać, że początkowo niestety miałam lekki problem, aby się wkręcić w tę historię i działo się to przede wszystkim z powodu głównej bohaterki, która mnie strasznie frustrowała. Nie spodziewałam się natomiast tego, co mnie potem czeka i jaką tajemnicę skrywa. W momencie, gdy zaczęła odkrywać swoją historię, jej zachowanie nabrało kompletnie innego znaczenia i moje serce się złamało. Keeland ma w zwyczaju spychać swoje bohaterki trochę na bok, ale tym razem to Autumn została gwiazdą tej historii. I chociaż nie jest to bohaterka idealna i trzeba czasu, aby się do niej przekonać i ją zrozumieć, jest w niej jednocześnie wiele realizmu. To razem z nią płakałam, gdy walczyła z traumą przeszłości i to jej kibicowałam, by udało jej się wreszcie odnaleźć poczucie bezpieczeństwa, które zostało jej odebrane w tak okropny sposób.

Natomiast Donovan skradł moje serce kompletnie. Autorka stworzyła wielu sympatycznych bohaterów, ale to w nim było coś takiego, że polubiłam go od pierwszego spotkania. Nie jest kolejnym aroganckim, zadufanym w sobie i chłodnym facetem z całą listą kobiet do zaliczenia i problemami z zaangażowaniem, do czego Keeland mnie tak przyzwyczaiła. Donovan był nie tylko przekochany, ale sposób w jaki traktował Autumn z szacunkiem, respektował jej granice, a jednocześnie na wiele sposobów starał się jej przekazać, że jest gotów zaczekać, aż będzie na niego gotowa, kompletnie mnie rozczulił. Bez dwóch zdań jest to moja ulubiona postać stworzona przez autorkę. Gdyby nie on, ta historia nie byłaby nawet w połowie tak dobra.

Bardzo podobał mi się także dziejący się w tle wątek współpracy Donovana i Autumn nad sprawą młodego chłopaka, który wpakował się w kłopoty z systemem. Dzięki temu dostaliśmy szansę dowiedzieć się czegoś więcej o przeszłości Donovana i poznać wiele osób z jego życia, a dynamika między nim, Stormem i Budem, to była jedna z moich ulubionych części tej historii. No i dało nam to wiele okazji zobaczyć, jak rozwija się wątek Donovana i Autumn, chociaż jeśli mam być szczera, po tak wybuchowym początku i niemalże natychmiastowym zainteresowaniu, nie spodziewałam się aż takiego slow burnu. Tempo rozwoju ich relacji było wręcz frustrująco powolne i pewne rzeczy, które wydarzyły się po drodze, niezbyt mi się spodobały. Warto było jednak przez nie przetrwać, bo jeśli chodzi o chemię i miłość, Keeland potrafi ją stworzyć nawet między najbardziej upartymi postaciami, a między Donovanem i Autumn było jej ogrom. Natomiast ich relacja w drugiej połowie książki wynagrodziła wszystko.

"Spark" nie jest książką idealną, ale też tego nie oczekiwałam. Natomiast jeśli miałabym ją porównywać z poprzednimi książkami autorki, które miałam okazję czytać, to już dawno w żadną nie wciągnęłam się tak emocjonalnie, jak w tę. To było bardzo dobre połączenie niesamowitej chemii, przyciągania, humoru i poważniejszych wątków. Czytało mi się ją bardzo szybko i jeśli miałabym polecić jakąkolwiek książkę autorki, byłaby nią właśnie ta. Chociażby ze względu na samego Donovana, który jest wymarzonym książkowym chłopakiem. Polecam więc serdecznie!


VI KEELAND to jedna z najbardziej poczytnych amerykańskich autorek romansów. Jej książki często goszczą na listach bestsellerów magazynu "New York Times". Łączny nakład jej powieści to już ponad milion egzemplarzy. Szczególną sławę przyniosły jej cykle powieściowe "Na scenie", "Cole" i "MMA fighter". Każda nowa powieść jej autorstwa niemal automatycznie staje się bestsellerem. Ogromna popularność sprawiła, że książki Keeland tłumaczone są obecnie na ponad dwadzieścia języków. Pisarka śmieje się, że jej piętą achillesową w szkole były nauki ścisłe, mimo to poślubiła nauczyciela tych przedmiotów. Jej najbardziej ukochanym miejscem do spędzania wakacji jest grecka wyspa Santorini. Mieszka obecnie w swym rodzinnym Nowym Jorku wraz z mężem i dziećmi. Swojego męża poznała w wieku sześciu lat i to właśnie z nim przeżywa nieustannie swoje love story. 




Tytuł: Spark
Autor: Vi Keeland
Tytuł w oryginale: The Spark
Data premiery: 24 sierpnia 2022
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki (Kobiece)
Liczba stron: 416
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Niegrzeczne Książki!








Czytaj dalej »

niedziela, 14 sierpnia 2022

Vi Keeland - Zaproszenie



Stella to nieco szalona, nieprzewidywalna dziewczyna, która zawsze polega na swoim zmyśle węchu i wręcza obcym ludziom czekoladowe batoniki na poprawę humoru. Nie jest jednak typem osoby, która wprosi się na cudzą imprezę, aby najeść się do syta i napić drogiego szampana. No chyba że… owa impreza będzie wystawnym weselem odbywającym się w gmachu Nowojorskiej Biblioteki Publicznej, a zaproszenie wystawione na jej byłą współlokatorkę i tak by się zmarnowało. A kiedy jeszcze okaże się, że drużba jest najwspanialszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała, poprosi ją do tańca i spowoduje, że chemia między nimi będzie bliska wybuchu, wtedy po prostu nie będzie już mogła się wycofać.

Niestety dobra zabawa urywa się gwałtownie, kiedy mężczyzna marzeń orientuje się, że Stella nie jest tym, za kogo się podaje. Dziewczynie pozostaje jedynie rzucić się do ucieczki, a na pocieszenie zgarnąć ze stołów kilka butelek alkoholu. Stella była przekonana, że ten jednorazowy wyskok w jej spokojnym życiu pozostanie jedynie szalonym wspomnieniem. Szybko jednak się orientuje, że zostawiła przy stole coś, dzięki czemu mężczyzna będzie w stanie ją wytropić…


Ja i Vi Keeland ostatnio zrobiłyśmy sobie przerwę. Niestety po kilku schematycznych i rozczarowujących książkach, na które trafiałam, gdy ostatnio sięgałam po jej powieści, stwierdziłam, że czas zrobić krok do tyłu i na kilka miesięcy dać sobie chwilę odpoczynku. Ale potem nadeszła premiera "Zaproszenia" i wszelkie moje postanowienia szlag trafił, bo z każdej strony zaczęły mnie atakować dobre opinie. A że wiele z nich pochodziło od zaufanych mi osób, musiałam dać tej książce szansę i sama sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak dobra, jak wszyscy mówią. I muszę przyznać, książka była rzeczywiście bardzo urocza i przyjemna. Szybko mi się ją czytało i zdecydowanie należy do tych lepszych książek Keeland. Pewnie nie zapadnie mi w pamięci na jakoś długo, ale myślę, że przypadnie do gustu tym, którzy lubią takie lekkie, niezobowiązujące romanse.

Jeden raz, kiedy Stella postanawia zrobić coś szalonego, stawia jej życie do góry nogami. Gdy daje się namówić swojemu najlepszemu przyjacielowi na kłamstwo i pod skradzioną tożsamością swojej byłej współlokatorki wprasza się na wesele, aby się zabawić i najeść, nie spodziewa się, że to będzie noc, która rozpocznie największy chaos w jej życiu. Wbrew pozorom takie zachowanie nie jest dla niej codziennością. Prowadzi spokojne życie i stara się zrobić wszystko, aby spełniło się jej największe marzenie posiadania własnej firmy, w której sprzedawałaby personalizowane perfumy. To na tej imprezie poznaje najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek widziała. Chemia między nimi wybucha i zdaje się, że wszystko prowadzi do jednego... dopóki nie zostaje przyłapana na kłamstwie, poniżona i ucieka z wesela w popłochu. Przekonana, że już nigdy nie spotka Hudsona, ani jego rodziny, kompletnie nie spodziewa się telefonu od jego siostry, która była panną młodą, z propozycją spotkania. Jedno prowadzi do drugiego i Stella dostaje propozycję zainwestowania w jej nowy biznes. Jedyny haczyk jest taki, że najważniejszą osobą, którą musi przekonać do siebie i swojego pomysłu jest stojący na czele zarządu Hudson - ten sam mężczyzna, który na weselu wpadł jej w oko i który uważa ją teraz za szaloną oszustkę. Czy ich ponowne spotkanie będzie dla niej szansą wytłumaczenia niezręcznej sytuacji i rozpoczęcia nowej ścieżki życiowej... a może nawet szansą na miłość? Czy wykorzystanie zaproszenia współlokatorki okaże się największą pomyłką jej życia?

Początek tej książki to była droga wyboista. Niezbyt polubiłam się z głównym bohaterem i jego skłonnościami do poniżania osób, które zaszły mu za skórę, a już szczególnie, że Stellę od samego początku bardzo polubiłam i nie zasłużyła na takie traktowanie, jakie jej zafundował. Owszem, ich pierwsze spotkanie nie mogłoby się skończyć gorzej, ale nie przesadzajmy - kiedy już spotykają się ponownie i na horyzoncie pojawiła się szansa współpracy biznesowej, Hudson zaczął mi mocno działać na nerwy. Jego siostra nawet wytknęła, że to tego typu osoba, która urazę trzyma do grobu i wcale się nie myliła - jego zachowanie wobec Stelli mówiło samo za siebie. Całe szczęście w końcu dowiadujemy się więcej o jego życiu i powodach, dlaczego jest, jaki jest, bo inaczej niezbyt byśmy się lubili.

Fabuła tej książki nie jest niczym odkrywczym. W rzeczywistości czytałam już ten schemat romansu biurowego dziesiątki razy, w innych wariacjach i zapewne akurat ta historia nie zapadnie w mojej pamięci na dłużej. Ale jest w niej coś takiego, jakiś niezaprzeczalny urok, dzięki czemu po prostu świetnie spędziłam na niej czas. Determinacja, odwaga i małe dziwactwa Stelli, która bez dwóch zdań kradnie światło reflektorów w tej historii, przekonały mnie, że dla niej warto książkę czytać. Uwielbiam jej zamiłowanie do czytania pamiętników i obsesję na punkcie zapachów, bo to czyni ją bardzo oryginalną i niepowtarzalną postacią. A im dalej, tym było lepiej. Okazuje się, że Stellę i Hudsona wiele łączy, wbrew temu, jak zaczyna się ich historia. Dopełniają się, są dla siebie powodem do radości, wzajemnie się wspierają i podbudowują, tworząc zgraną parę. Nawet Hudson odkrywa swoją wrażliwszą stronę i w pewnym momencie nie pozostało mi nic, jak po prostu wybaczyć mu to małe potknięcie na początku - wcale nie jest złym człowiekiem i koniec końców naprawdę go polubiłam.

Autorka bardzo fajnie wkręciła w ich historię wątek przeznaczenia, bawiąc się ich przeszłością i przeplatając pewne sploty wydarzeń. Chociaż zakończenie było przewidywalne i dość oczywiste po znakach, które Keeland wrzucała w pewnych rozdziałach, bardzo ładnie połączyło to historię Hudsona i Stelli. Pewnie nie każdy się ze mną zgodzi, w końcu niewiele w tym wszystkim realizmu, ale we mnie drzemie niepoprawna romantyczka i kupuję wszystkie takie zagrania. Pewne wątki mocno chwyciły mnie za serce.

"Zaproszenie" to może nie jest najlepsza książka, jaką czytałam w swoim życiu, ale wywołała szeroki i radosny uśmiech na mojej twarzy i motylki w brzuchu, a głównie tego oczekuję od historii, po które sięgam. To była jedna z lepszych od Keeland i bardzo się cieszę, że nie znalazłam tutaj tych rzeczy, które nie spodobały mi się w poprzednich jej książkach. Nawet pomimo tego, że to kolejny romans biurowy, to główna bohaterka jest tutaj wreszcie w centrum uwagi i odnosi liczne sukcesy z powodu swojej kreatywności, inteligencji i determinacji, a Hudson jest dla niej wsparciem. Jeśli lubicie takie szybkie romanse i po drodze wam z twórczością Vi Keeland, to tę pozycję mogę wam spokojnie polecić.



VI KEELAND to jedna z najbardziej poczytnych amerykańskich autorek romansów. Jej książki często goszczą na listach bestsellerów magazynu "New York Times". Łączny nakład jej powieści to już ponad milion egzemplarzy. Szczególną sławę przyniosły jej cykle powieściowe "Na scenie", "Cole" i "MMA fighter". Każda nowa powieść jej autorstwa niemal automatycznie staje się bestsellerem. Ogromna popularność sprawiła, że książki Keeland tłumaczone są obecnie na ponad dwadzieścia języków. Pisarka śmieje się, że jej piętą achillesową w szkole były nauki ścisłe, mimo to poślubiła nauczyciela tych przedmiotów. Jej najbardziej ukochanym miejscem do spędzania wakacji jest grecka wyspa Santorini. Mieszka obecnie w swym rodzinnym Nowym Jorku wraz z mężem i dziećmi. Swojego męża poznała w wieku sześciu lat i to właśnie z nim przeżywa nieustannie swoje love story. 


Tytuł: Zaproszenie
Autor: Vi Keeland
Tytuł w oryginale: The Invitation
Data premiery: 11 maja 2022
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki (Kobiece)
Liczba stron: 416
Ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję księgarni Merlin!







Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia