Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2026

Autumn Woods - Daybreak



Świat Alexa rozpada się na jego oczach, a Ophelia za wszelką cenę chce udowodnić, że to nie ona jest temu winna…

Kiedy Ophelia po raz pierwszy przyjęła stypendium na elitarnej uczelni Sorrowsong w szkockich górach, pragnęła tylko jednego: zniszczyć Alexa i jego rodzinę. Ale to było zanim go poznała, zanim stali się dla siebie wszystkim. Teraz, po nieoczekiwanej zdradzie i zniknięciu ojca, Alex jest zmuszony wrócić do Nowego Jorku. Chce zapomnieć o przeszłości i naprawić szkody wyrządzone jego rodzinie. Ophelia tymczasem zostaje w Szkocji – oszołomiona, samotna... i obserwowana.

Gdy anonimowy prześladowca grozi ujawnieniem dowodów na popełnione przez nich morderstwo, Ophelia i Alex znów muszą sobie zaufać. Pytanie tylko, czy uczucie wystarczy, by ocalić ich przed kolejnym niebezpieczeństwem…


Nie ma zbyt wielu książek, na które tak bardzo czekałam, jak na kontynuację historii Alexa i Ophelii. Odkąd w zeszłym roku przeczytałam "Nightshade" ta książka nie wychodziła mi z głowy - powracała w losowych momentach, a ja usychałam z pragnienia, by móc dowiedzieć się co dalej i zobaczyć, jak ta dwójka w końcu znajduje swój upragniony spokój. Niewiele książek potrafi obudzić we mnie taką obsesję i dotknąć mnie na tak emocjonalnym poziomie, ale Autumn Woods się to udało. I dokonała tego już po raz drugi, bo "Daybreak" sprawiło, że co chwilę ocierałam łzy i przeżywałam wszystko z bohaterami tak, jakby dotykało to mnie. Autorka stworzyła tu coś naprawdę wyjątkowego, co zostanie ze mną na bardzo długi czas.

Jeszcze parę miesięcy temu Ophelia Winters pragnęła tylko zemsty. Właśnie po to pojawiła się w Sorrowsong - aby znaleźć osoby odpowiedzialne za śmierć jej rodziców i w końcu wyjawić wszystkim prawdę o tej jednej tragicznej nocy, która zmieniła jej życie na zawsze. Z pewnością nie spodziewała się, że zakocha się w Alexie Corbeau-Greenie, synu jej głównego podejrzanego, który niespodziewanie stał się szczęściem w otaczającym ją mroku. Kiedy więc opublikowany zostaje artykuł pogrążający ojca Alexa i wyjawiający światu jego poczynania, Ophelia powinna być przeszczęśliwa. Ale wpływ ma on nie tylko na Caina Greena, ale na całą rodzinę Alexa, a wina za jego napisanie spada na Ophelię. W jedną chwilę całe szczęście rozpada się w pył - Alex wyjeżdża bez słowa pożegnania, aby zająć się swoją chorą matką i siostrami, a Ophelia zostaje w Sorrowsong ze złamanym sercem i nieustającymi plotkami, które nie dają jej chwili spokoju. Mijają tygodnie i dziewczyna stara się pozbierać i ruszyć do przodu... ale wtedy Alex ponownie pojawia się w jej życiu, tym razem zdeterminowany, by już nikt więcej ich nie rozdzielił. Ale czy mogą być jeszcze razem, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi są przeciwko nim?

Nie wiem jak inaczej rozpocząć tę recenzję niż słowami, że przepłakałam prawie całą tę książkę. Raz z przeogromnego smutku i żalu, raz ze wzruszenia, autorce udało się wywołać całą gamę emocji i sprawić, że przez te kilka godzin byłam częścią tej historii. W "Nightshade" zakochałam się w klimacie tej powieści, w jej mroku, w popędzającym fabułę do przodu pragnieniu zemsty, a także w przepięknej, choć skazanej z góry na cierpienie historii miłosnej i choć tutaj te elementy w mniejszym czy większym stopniu są nadal obecne, to najbardziej porusza to, co dzieje się wewnątrz bohaterów. Ich myśli, wewnętrzne rozdarcie, te wszystkie konsekwencje wydarzeń, które przewróciły ich życie do góry nogami.

Najpiękniejsze w tej książce jest to, że choć Alex i Ophelia mierzą się z wieloma przeciwnościami, choć dzieli ich tysiące kilometrów i wszystko wokół wskazuje na to, że ich związek nie ma szansy przetrwać, ich miłość jest widoczna we wszystkim co robią i popycha ich do przodu. Jednocześnie bardzo realistyczne ukazane jest to, że nawet ich uczucia nie mogą być lekiem na wszystko. Przekonuje się o tym sam Alex, który powoli tonie w nowej roli zastępczego ojca dla sióstr, opiekuna chorej matki i dyrektora generalnego firmy, której nawet nie chciał prowadzić. Widać w tej części jak bardzo kocha swoją rodzinę i że gotów jest zrobić dla nich wszystko, ale jednocześnie nadal przytłacza go ciężka depresja. Autorka bardzo dobrze oddaje realia życia człowieka, który zmaga się z tą chorobą, wzloty i upadki, tę frustrację wynikającą z tego, że wszystko się układa dobrze, więc dlaczego czuję się tak źle? To były momenty, które dotykały mnie najmocniej, jednocześnie jestem bardzo wdzięczna autorce za to, że tak prawdziwie podchodzi do tak ważnego tematu, który przecież dotyka tak wielu ludzi.

Ophelia natomiast ponownie powraca do tego mroku sprzed Alexa, gdzie w jej życiu nie liczyło się nic poza pomszczeniem śmierci rodziców. Z tym, że teraz to pragnienie przestało już mieć dla niej znaczenie - teraz tęskni za swoim chłopakiem, ma dość nieustających plotek na temat jej osoby i tego, że nie może spać spokojnie w strachu o swoje życie i gdyby nie jej przyjaciółki, zapewne zaszyłaby się w swoim pokoju i się nad sobą użalała. O ironio, pozbycie się jednego stalkera zapewniło jej kolejnego i wydaje się, że to ciągłe koło cierpienia nigdy nie ustaje. Ten wątek tym razem nie jest aż tak obecny, jak w "Nightshade", ale to chyba też dlatego, że nowy stalker Ophelii zdaje się mieć zupełnie inny cel, niż poprzedni, a Ophelia ma zwyczajnie dość tego, że ciągle jest dręczona i cały ten strach zostaje przyćmiony przez jej żal i poczucie bezradności. Czasami czułam się wręcz tak, jakby zaakceptowała cały ten ból i się poddała, a to łamało mi serce.

Ten tom zdecydowanie bardziej skupia się na tym, jak wszystkie te traumatyczne sytuacje wpływają na zdrowie psychiczne Alexa i Ophelii, niż na samym aspekcie morderstwa czy zemsty. Nie ma już tego wielkiego napięcia związanego z czyhającym na bohaterów niebezpieczeństwie, choć oboje mierzą się jeszcze z niedokończonymi sprawami, jak chociażby z ojcem Alexa, który zaginął i nie daje o sobie znaku życia. Trochę mi tego mrocznego klimatu brakowało, zapewne wiele osób pewnie się tym też rozczaruje, ale jednocześnie bardzo podobało mi się to, że ten tom tak surowo i szczerze mówi o depresji, żałobie i samotności, ale też o szukaniu szczęścia i nadziei w bliskich osobach i drobnych momentach. Mamy dużo poruszających scen z rodziną Alexa, w tym tych, gdzie przyjmują Ophelię jako jedną z nich, momentów z przyjaciółkami Ophelii, które stały się jej oparciem. W końcu mamy też wiele chwil, w których miłość i wsparcie przyćmiewają cały ten mrok, Alex i Ophelia powoli podnoszą się po ogromnej traumie, przez którą przeszli, a to były właśnie te momenty, na których płakałam ze wzruszenia najmocniej. Cały ten emocjonalny aspekt bardzo mnie dotknął. 

"Daybreak" to rewelacyjna kontynuacja historii, która nie bez powodu dotknęła tak wiele osób. Rozumiem też, że - jak to z książkami bywa - nie do każdego przemówi tak samo, w szczególności, jeśli sięgacie po nią oczekując odmieniającej życie fabuły (no bo pod tym względem nie ma tu nic jakoś mocno odkrywczego), ale jestem pewna, że znajdzie się też wiele osób takich jak ja, którzy znajdą w niej rzeczy, które dotkną was na głębszym poziomie. Dla mnie to jedne z tych książek, do których będę wracać myślami przez wiele lat. A jej mroczny klimat i tematyka to tylko świetne tło, które sprawiają, że to wręcz idealne książki na jesienne wieczory. Z wielką chęcią spędziłabym w tym świecie jeszcze więcej czasu (może książki o Vincenzo albo o Belladonnie?). Tymczasem ogromnie wam tę dylogię polecam. 


Tytuł: Daybreak
Autorka: Autumn Woods
Seria: Sorrowsong University. Tom 2
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 29.07.2026
Liczba stron: 384
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:


Czytaj dalej »

czwartek, 23 lipca 2026

Alice Oseman - Heartstopper. Tom 6



Nick i Charlie są już parą, o której wie cała szkoła, ale tym razem ich uwagę zajmują sprawy wykraczające poza szkolną codzienność. Charlie kandyduje na przewodniczącego szkoły, a Nick, przygotowując się do wyjazdu na studia, zaczyna zastanawiać się, kim będzie bez Charliego.



Po wielu latach bardzo emocjonalnej przygody z Heartstopperem historia Nicka i Charliego dobiega końca. Muszę przyznać, jest to bardzo słodko-gorzkie uczucie, bo zżyłam się na przestrzeni lat z tymi bohaterami, zarówno w wersji książkowej, jak i serialowej, a historia napisana przez Alice niesie za sobą ogromną wartość dla społeczności LGBTQ+, o której nie można zapomnieć. Zbliżając się do końca nie sposób nie uronić paru łez.

Poprzednie tomy Heartstoppera pozwoliły nam spędzić wiele lat z Nickiem i Charliem jak poznawali siebie, zakochiwali się w sobie, stawali czoła pierwszym problemom i przeciwnościom losu, ale przede wszystkim kiedy razem z nami dorastali. W tym tomie obydwoje wchodzą w etap ogromnych zmian i pierwszych dorosłych decyzji. Nick zmaga się z nadchodzącym końcem szkoły średniej i swoimi obawami, jak bardzo zmieni się wkrótce jego życie, a Charlie stara się znaleźć swoje miejsce w szkole, które będzie tylko jego i pozwoli mu wprowadzić bardziej zdrowe nawyki do swojej rzeczywistości. A jednak kiedy Charlie odnajduje się w nowej roli przewodniczącego szkoły, Nick próbuje nie dać się przygnieść uczuciu, że wkrótce może wszystko stracić. Obydwoje muszą zmierzyć się z nadchodzącą przyszłością zanim na dobre pozostawią ważny etap w ich życiu za sobą.

Ten tom w ujmujący i emocjonalny sposób porusza tematy dorastania, strachu przed zmianami i oddaleniem się od osób, które przez wiele lat były pewną stałą w życiu. W bardzo fajny sposób ukazuje też, że związek nie może być wszystkim w życiu osoby, co obserwujemy w tym, jak różnie z nadchodzącą przyszłością radzą sobie Charlie i Nick. Dla Nicka ostatnie miesiące szkoły to ciągłe przytłaczające poczucie, że wkrótce będzie wiele kilometrów stąd, z dala od Charliego i jeśli pokaże mu swoje obawy i nie będzie idealnym chłopakiem, jakim zawsze chciał dla niego być, ten w końcu się od niego odsunie. Ciężko jest mu dojść do tego kim jest poza byciem chłopakiem Charliego, a autorka pozwala nam zgłębić trochę bardziej to, w jakich warunkach dorastał i to, jak bardzo obawy małego chłopca porzuconego przez ojca nadal mają ogromny wpływ na jego zdrowie psychiczne. Bardzo mi się to podobało i uważam, że to jedne z najważniejszych chwil w całej serii.

Charlie tymczasem po wielu ciężkich chwilach i zmaganiach z depresją oraz zaburzeniami odżywiania w końcu odnajduje swoje szczęśliwe miejsce. Pragnie pomóc każdej osobie w szkole, która być może przechodzi przez podobne problemy, przez jakie sam przechodził i obserwowanie tego, jak staje się zdrowszy i szczęśliwszy było na swój sposób uzdrawiające także dla mnie jako czytelniczki. Mogę mieć tylko nadzieję, że osoby, które się z tą postacią utożsamiają także znajdą w jego historii odrobinę nadziei i spokoju.

Może i jest to finalny tom, ale dla mnie to bardziej zwieńczenie tego, jak ogromną drogę przebyli ci bohaterowie. Przekręcając ostatnie strony może i miałam łzy w oczach ze wzruszenia, że oto skończyła się pewna era, ale też czułam pewien spokój, że ci bohaterowie już na stałe zapisali się w kulturze i w sercach tak wielu osób, a dzięki temu to nigdy nie będzie prawdziwy koniec - Heartstopper pozostanie na zawsze. 



Alice Oseman - brytyjska pisarka, autorka wielu komiksów i jednocześnie studentka anglistyki na Uniwersytecie Durham. Jej pierwsza publikacja została wydana, gdy miała 17 lat. W swoich historiach skupia się na życiu nastolatków we współczesnej Wielkiej Brytanii.


Tytuł: Heartstopper. Tom 6
Autor: Alice Oseman
Seria: Heartstopper. Tom 6
Tytuł oryginału: Heartstopper. Vol 6
Data premiery: 2 lipca 2026
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 448 
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:
Czytaj dalej »

wtorek, 17 marca 2026

Mona Kasten - Gentle Heart | Patronat medialny



Po związku, który niemal ją zniszczył, i rozstaniu, które przerodziło się w medialny skandal, gwiazda pop Ashley Cruz wreszcie staje na nogi. Jej nowe piosenki mają udowodnić, że nikogo już nie potrzebuje. Bez dramatów, bez powrotów do przeszłości.

Wszystko komplikuje się jednak, gdy na jej drodze staje Logan Buckley, charyzmatyczny gitarzysta Scarlet Luck, popularnego zespołu. Niewinny moment szybko przeradza się w coś więcej – friends with benefits, czysty związek bez zobowiązań i, co najważniejsze, z dala od blasku fleszy.

Im bardziej się do siebie zbliżają i im więcej o sobie dowiadują, tym bardziej ustalone zasady zaczynają się zacierać.

A Ashley musi w końcu zadać sobie pytanie, czy jest gotowa wpuścić Logana do swojego serca…
 

Po latach w końcu powracamy do Scarlet Luck, zespołu, który poznaliśmy za sprawą Rosie i Adama w Lonely Heart oraz Fragile Heart! Tym razem do głosu dochodzi gitarzysta kapeli, Logan Buckley oraz gwiazda pop, Ashley Cruz - a Mona Kasten po raz kolejny przedstawia historię pełną emocjonalnych zawirowań, łamiących serce momentów, ale też przepięknych i poruszających chwil, wplatając w nią tematy trudne i nieczęsto poruszane w romansach w takim detalu.

Ashley dobrze wie, co to znaczy znaleźć się w samym centrum medialnej nagonki i już nigdy więcej nie chce przez to przechodzić. Jej były chłopak nadal nie daje jej spokoju, a ich publiczne rozstanie narobiło tak wiele problemów, że teraz pragnie jedynie skupić się na karierze i trzymać się z dala od wszystkich facetów. Logan Buckley, gitarzysta słynnego zespołu Scarlett Luck, nie miał pojawić się w jej życiu i tak nim zawładnąć - początkowo ich relacja była jedynie sposobem na wspólne rozerwanie się i ucieczkę od zmartwień, z dala od błysku fleszy i ciekawskich spojrzeń. Ale jego łagodne serce i spokój, jaki odczuwa w jego towarzystwie sprawiają, że Ashley zaczyna pragnąć rzeczy, od których przysięgła się trzymać z daleka. Kiedy ich niezobowiązującą relacją wstrząśnie rzeczywistość, Ashley i Logan będą musieli się zastanowić, czy to uczucie warte jest postawienia ponownie ich żyć na głowie...

Muszę przyznać, że gdy zaczęłam czytać tę książkę, miałam pewne obawy - nie jestem największą fanką motywu relacji z korzyściami, a tym bardziej takiego błyskawicznego pożądania/zauroczenia. I rzeczywiście, w porównaniu z preferowanymi przeze mnie slow burnami, tę dwójkę łączy niemalże natychmiastowa więź. Pojawia się zainteresowanie, pewien spokój, jaki dają sobie w miejscu, w którym nie potrafią się do końca odnaleźć, naturalnie jest też między nimi seksualne napięcie. Zostałam jednak niejednokrotnie zaskoczona, bo chociaż to wszystko prowadzi do pewnego rodzaju relacji z korzyściami (musicie przeczytać, by zrozumieć, co mam na myśli), to najważniejsza okazuje się być przyjaźń, jaka między nimi się rozwija, nawet pomimo tego, z jakiego świata pochodzą i jak daleko od siebie czasami się znajdują.

Nigdy nie będę w stanie postawić się na miejscu celebryty, jest mi to świat tak odległy, jak inne planety, a więc zapewne nigdy nie zrozumiem też w pełni uczucia bycia pod ciągłym nadzorem publiczności, zwłaszcza w erze Internetu, gdzie jedno twoje małe potknięcie może cię kosztować całą twoją reputację i karierę. A już w szczególności, gdy jest się kobietą, które padają ofiarami takich oszczerstw dziesięć razy częściej, niż przeciętny mężczyzna, któremu zawsze takie rzeczy się wybacza. Dlatego też postawienie się w butach Ashley, która dopiero co przeżyła publiczne rozstanie, które zszargało jej reputację, było tak innym i ciekawym doświadczeniem. Ashley zmaga się z ogromną traumą, która nie pozwala jej już swobodnie żyć własnym życiem - teraz każda podjęta przez nią decyzja oparta jest na tym, czy znowu stanie w ogniu, czy w końcu uda jej się wyjść z tego koszmaru, w którym wszystko, co robi, jest rozkładane na czynniki pierwsze.

Pojawienie się w jej życiu Logana jest w pewnym sensie jednocześnie jej największym szczęściem, jak i źródłem ogromnego rozdarcia. To on, po raz pierwszy od naprawdę dawna, przynosi jej spokój i staje się pewnego rodzaju oparciem w trudnych chwilach. Ucieczką od wszystkiego innego, co przyniosło jej tyle bólu. A jednocześnie nie może sobie pozwolić na to, aby coś znowu zrujnowało jej karierę, a wszyscy dobrze wiemy, jak łatwo jest przekręcić prawdę w mediach społecznościowych - dlatego obserwujemy liczne rozterki bohaterki, która próbuje ukryć tę relację w sekrecie, a jednocześnie pozostać w prawdzie z sobą i tym, czego aktualnie potrzebuje.

Czasami, nie ukrywam, byłam sfrustrowana jej decyzjami, ale jednocześnie cała ta relacja od pierwszej chwili jest dokładnie tym, na co oboje się zgodzili. Chwilą wspólnej zabawy, niewinną ucieczką od rzeczywistości. Wszystko się komplikuje, gdy uderza w nich rzeczywistość i to właśnie wtedy mamy apogeum największych emocji i zawirowań. Logan przez większość książki jest jak oaza spokoju, to wspaniały człowiek, choć lekko zamknięty w sobie i z pewnością nie otwiera się łatwo na innych - przeżywamy więc szok, gdy spada na niego największy cios, począwszy od Adama (którego historię ogromnie polecam przeczytać w poprzednich tomach), skończywszy na rodzinnych problemach. Obserwowanie, jak człowiek, który zawsze nosi się ze spokojem i uśmiechem, nagle zapada się w sobie, złamało mi serce. Miałam ochotę wyprzytulać z niego wszystkie zmartwienia!

To właśnie ten moment w książce spodobał mi się najbardziej - bo to przełomowa chwila dla bohaterów, która odkrywa nie tylko to, na jak wiele przeżyć i doświadczeń się składają, ale też to, że ich relacja to nie tylko nic nieznaczące spędzanie ze sobą czasu. To bycie ze sobą w najbrzydszych momentach i wsparcie w największym mroku. Dbanie o siebie, gdy ta druga osoba zatraca się w swoim bólu. Już po raz kolejny Mona Kasten naprawdę chwyciła mnie za serce, bo tak samo bolało mnie, gdy czytałam o Rosie i Adamie, ich niemożności bycia razem, ale też ogromnej miłości, która mimo wszystko pomogła im wszystko przetrwać. Historia Logana i Ashley, choć może nie tak intensywna i prostsza, ostatecznie też zachwyciła mnie swoją delikatnością i surowością.

Gentle Heart to idealne połączenie świata pełnego splendoru i skandali, z historią pełną serca, emocji i poruszających momentów. To powieść o dawaniu sobie drugiej szansy i zaufaniu, że decyzje, które podejmujemy, nie zawsze są dla nas najlepsze, ale są dla nas nauczką i drogą do poznania, czym jest dla nas prawdziwe szczęście. O otwieraniu się na osoby, których najmniej się spodziewamy, a które mogą odmienić nasze życie na zawsze. O proszeniu o pomoc, gdy tego potrzebujemy, nieważne jak bardzo się tego wstydzimy. Już po raz kolejny Mona trafiła swoimi słowami prosto do mojego serca, a ja naprawdę zżyłam się z tymi bohaterami i przeżywałam ich historię do samego końca. Nie musicie czytać poprzednich tomów, aby poznać ten, ale mimo wszystko polecam ogromnie doświadczyć całej serii - to niezapomniana przygoda, taka, która poturbuje czasem serce, ale też wywoła najcudowniejszy, pełen wzruszenia uśmiech. 
 

MONA KASTEN urodziła się 1992 roku w Hamburgu i jest niemiecką pisarką, która skupia się w swojej twórczości literackiej głównie na nurcie Young Adult. Jest absolwentką bibliotekoznawstwa. Ostatecznie postanowiła podporządkować swoje życie pasji, jaką jest pisanie. Prócz serii  “Maxton Hall”, na którą składają się: “Save Me”, “Save You” i “Save Us”, przygotowała również inne powieści dla młodych czytelników, m.in. książki wchodzące w skład cyklu “Begin Again”. W opisywanych historiach autorka skupia się przede wszystkim na dokładnym przedstawieniu bohaterów i targających nimi emocji, za co pokochały autorkę miliony czytelników na całym świecie.

Tytuł: Gentle Heart
Autor: Mona Kasten
Seria: Scarlet Luck. Tom 3
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 11 marca 2026
Ocena: 8/10

Współpraca patronacka/reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:



 
Czytaj dalej »

piątek, 13 lutego 2026

Autumn Woods - Nightshade




On spaliłby dla niej cały świat... ale ona planuje najpierw zrównać jego świat z ziemią.

Ukryty w szkockich Highlands Uniwersytet Sorrowsong przyjmuje tylko dzieci elit. Ophelia Winters nie pasuje do tego świata, ale przyznane jej stypendium daje idealną okazję, by zbadać „przypadkową” śmierć swoich rodziców w pobliżu zamkowych murów.

Początek nie należy do łatwych – Ophelia natychmiast popada w konflikt z Alexem Corbeau-Greenem, synem jej głównego podejrzanego. Dla niej jest on tylko młodszą wersją swojego ojca miliardera – potworem skrytym pod piękną fasadą.

Jednak kiedy nieznany prześladowca zaczyna śledzić Ophelię, Alex niespodziewanie staje się jej sojusznikiem. A gdy ona zaczyna zakochiwać się w jego wrażliwym sercu, ukrytym pod twardą powłoką, pragnienie zemsty po raz pierwszy zaczyna słabnąć.


Nightshade pokochałam już w zeszłym roku, kiedy to po raz pierwszy podeszłam do niej z obawą, że zapewne okaże się być kolejną popularną książką nie w moim guście, co niestety zdarza mi się często. Już wtedy zrozumiałam, że jest w niej coś wyjątkowego - historia trzymająca w napięciu, z wieloma sekretami, złożonymi postaciami, którzy przez wiele przychodzą i ze wspaniałym wątkiem romantycznym. Przez długie tygodnie nie mogłam o niej przestać myśleć, a teraz powróciłam do niej po miesiącach w polskiej wersji i choć oczywiście największe plot twisty były mi już znane, bawiłam się równie wyśmienicie, a Alex i Ophelia tylko przypieczętowali sobie miejsce w moim czytelniczym serduchu. To historia, która stała się moją obsesją!

Sorrowsong University to miejsce, gdzie uczą się ci pochodzący z najbardziej wpływowych rodzin na świecie. Miejsce, którym żądzą pieniądze, gdzie dzieją się niewytłumaczalne rzeczy przykrywane przez skorumpowane rodziny. Ophelia nie mogłaby bardziej tu nie pasować, a jednak stypendium daje jej okazję, by w końcu zgłębić tajemnicę tragicznej śmierci jej rodziców, którzy zginęli w wypadku helikopterowym cztery lata temu i o których słuch zaginął, jakby nigdy tu nie pracowali. Wie, że osoba odpowiedzialna za to musi być powiązana z uniwersytetem i pragnie zemsty. Szybko się jednak przekonuje, że odkopanie wieloletnich tajemnic nie będzie takie proste. Już pierwszego dnia wpada na Alexa Corbeau-Greena, syna jej głównego podejrzanego, którego bierze za kopię swojego skorumpowanego i potwornego ojca. Szczerze go nie znosi, a jednak Alex jest wszędzie, gdzie tylko się obróci i nie daje o sobie zapomnieć. Kiedy Ophelia zaczyna dostawać dziwne wiadomości, a wkrótce jej stalker posuwa się o dużo bardziej mrożące krew w żyłach rzeczy, jest gotowa oskarżyć o to Alexa. Zamiast tego niespodziewanie on daje jej alibi. Im dziwniejsze rzeczy się dzieją, tym bardziej Alex i Ophelia się do siebie zbliżają, ale czy będzie gotowa zrezygnować ze starannie opracowywanego planu zemsty dla mężczyzny nieuchronnie powiązanego z jej największą osobistą tragedią?

Nie wiem od czego zacząć, aby przekazać słowami, jak bardzo mnie ta książka pochłonęła. Przez kilka dni oddychałam nią, żyłam, kładłam się spać myśląc o bohaterach, zarywałam nocki, śniłam o nich i w pracy nie mogłam się skupić na niczym innym, niż o tym, że czekały na mnie kolejne rozdziały do poznania. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam na punkcie książki aż taką obsesję. Od samego początku wrażenie robi niezastąpiony klimat szkockiego elitarnego uniwersytetu, co jest wręcz idealną lekturą na ponure wieczory. Za każdym razem, gdy sięgałam po tę książkę, przenosiłam się do tego mrocznego, mrożącego krew w żyłach świata, który jednocześnie budził we mnie grozę, sprawiał, że odczuwałam ogromny smutek i leczył moje serce. To historia, która ma w sobie wszystko, co najlepsze i długo nie daje o sobie zapomnieć.

Poznawanie jej oczami Ophelii i Alexa sprawiło, że na długo nie zapomnę intensywności uczuć, jakie czułam razem z nimi. Obydwoje są tak świetnie skonstruowanymi postaciami, że odczuwałam wszystko to, co odczuwali oni i czasami mnie to wręcz przytłaczało. Samotność Ophelii to nawracający motyw całej historii, która napędza pragnienie jej zemsty i nie pozwala jej otworzyć się przed Alexem, który kojarzy się jej z największą stratą jej życia. Obserwujemy jej zmagania z poznawaniem nowych ludzi, to, jak doskwiera jej brak przyjaciół, jak bardzo czuje się zagubiona i przerażona, gdy pada ofiarą stalkera. Bywały takie chwile, kiedy siedziałam z książką w rękach i opłakiwałam jej los, bo wszystko bolało

Alex był natomiast dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo po pierwszych rozdziałach byłam gotowa go spisać na straty. W pierwszym odczuciu wypada na opryskliwego i uprzywilejowanego człowieka, który zupełnie jak swój ojciec i zapewne większość ludzi uczęszczających do Sorrowsong, przymyka oko na niesprawiedliwości spowodowane przez pieniądze i władzę. Nawet nie wiem kiedy coś przeskoczyło i absolutnie mnie w sobie rozkochał. Alex to jedna z najtragiczniejszych i najwspanialszych postaci, o jakich dane mi było przeczytać. Gdy poznałam historię jego rodziny i to, jaką wziął na siebie odpowiedzialność za matkę i siostry, zamykając w sobie całą tą samotność, moje serce pękło na kawałki. Jego depresja ujawnia się między zdaniami, uderza nieoczekiwanie, w druzgocących wyznaniach, które czasami mogą nam umknąć. Bywały takie chwile, kiedy czytając rozdziały napisane jego oczami czułam się tak, jakby uchodziło ze mnie całe powietrze.

Cała historia Ophelii i Alexa to jedna z najsmutniejszych, najtragiczniejszych i jednocześnie najpiękniejszych historii miłosnych, o jakich miałam okazję czytać w moim życiu. W całej tej brzydocie, pomiędzy przerażeniem, nienawiścią, pragnieniem zemsty, samotnością i smutkiem, tworzy się najpiękniejsze uczucie, ukazane w chwilach spokojnego zrozumienia, cierpliwości i wzajemnej opieki. I chociaż rozpoczynają całą relację od nieporozumień i niechęci, to krok po kroku Alex burzy jej ochronne mury i doświadczenie tych wszystkich momentów było wyjątkowe. Zawsze obawiam się trochę, że popularny romans okaże się być kolejnym przypadkiem schematycznej historii z żenującymi tekstami, ale styl pisania autorki jest tak piękny, że co chwilę miałam ochotę zaznaczać ulubione cytaty. Nawet ich sceny intymne napisane zostały bez zbędnych wulgaryzmów, ukazując więź między bohaterami. Ta dwójka pochłonęła mnie tak bardzo, że pod koniec zalewałam się łzami i teraz niecierpliwie wyczekuję momentu, aż będę mogła do nich powrócić.

Co sprawia, że ta książka jest tak dobra, to to, że Autumn Woods odnalazła idealną równowagę między romansem, a wszystkim tym, co dzieje się w tle i w żadnym momencie nie miałam poczucia, że jednego jest za dużo, a drugiego za mało. Wręcz przeciwnie - każdy element popędzał do przodu fabułę i się ze sobą dobrze łączył. Ophelia i Alex mają moje serce, ale jako czytelniczka nie mogłam się także oderwać od całej reszty. Pokochałam bohaterów pobocznych, w szczególności Vincenzo, i nie mogę się doczekać, dokąd nas zaprowadzi dalej ta historia, bo jest tak wiele wątków, które mają potencjał. A element zemsty i tajemniczego stalkera burzył krew w moich żyłach i sprawił, że miałam ciarki na całym ciele. Próbowanie odkrycia, kto stoi za wszystkimi wydarzeniami angażowało mnie do ostatnich rozdziałów i stanowiło świetny dodatek do już wspaniałego wątku miłosnego.

Zupełnie szczerze, sam plot twist mnie nie zaskoczył, wręcz przeciwnie, dość szybko wpadłam na odpowiedni trop. Myślę, że jeśli czyta się uważnie i zwraca uwagę na wszystkie wskazówki, to nietrudno połączyć wątki i domyślić się rozwiązania. I chociaż byłam tym odrobinkę rozczarowana, to tak naprawdę nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo autorka po mistrzowsku przedstawia wszystkie emocje związane z wszystkimi końcowymi rewelacjami, a największym zaskoczeniem jest sam cliffhanger, po którym nie mogłam usiedzieć na miejscu. Przez to, że siedzimy w głowie Alexa i Ophelii, każde kolejne wydarzenie uderza mocniej, serce zaczyna bić w przyspieszonym tempie, ze stresu ma się ochotę gryźć paznokcie, a łzy same cisną się do oczu. To właśnie to sprawiło, że ta książka mnie kompletnie pochłonęła - jej intensywność, moje emocjonalne przywiązanie do bohaterów i to, jak bardzo przeżywałam wszystko, o czym czytałam. Nie miało większego znaczenia, że domyśliłam się rozwiązania.

Zauważyłam jedynie, że w polskim przekładzie ta historia traci odrobinę na intensywności. Być może jest to spowodowane właśnie tym, że nadal mam w głowie oryginał i jest on dość świeży (niektóre fragmenty na długo utknęły mi w głowie), a nie od dziś wiadomo, że w tłumaczeniu jednak wiele się traci, zwłaszcza gdy się go porównuje z tekstem źródłowym. Osoby czytające tę powieść po raz pierwszy po polsku mogą tego nawet nie zauważyć - ja jednak lepiej bawiłam się, czytając tę książkę po angielsku. Styl pisania Autumn Woods lepiej oddaje i klimat uniwersytetu, i emocjonalność wielu ważnych zdarzeń. 

Przybieram już rękami, by móc powrócić do Sorrowsong i poznać dalsze losy historii Alexa i Ophelii. Mam tylko nadzieję, że autorka utrzyma w następnej części poziom tego tomu, bo z ręką na sercu mogę napisać, że to jedna z moich ulubionych powieści. Nie potrafię wyrazić słowami, ile emocji przeżyłam i jak bardzo mnie ta historia pochłonęła. Od smutku, przez śmiech, wzruszenie, strach, żal, po miłość i cierpienie. Jak przy najlepszych i najtragiczniejszych historiach nie mogłam się oderwać i cieszę się, że miałam okazję na spokojnie do niej powrócić w polskiej wersji. Mam nadzieję, że wy również tę książkę pokochacie!


Tytuł: Nightshade
Autorka: Autumn Woods
Seria: Sorrowsong University. Tom 1
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 28.01.2026
Liczba stron: 384
Ocena: 9/10

Czytaj dalej »

czwartek, 3 października 2024

Leah Brunner - Betrothal or Breakaway | Patronat medialny



Moja najlepsza przyjaciółka Amber ma problemy sercowe. Dosłownie i w przenośni.

Najpierw Amber porzucił narzeczony, gdy powiedziała mu, że jest w ciąży. Potem dowiedziała się, że czeka ją droga i nieunikniona operacja serca. Przyszedł mi więc do głowy pomysł… Pobierzemy się! Ubezpieczenie zdrowotne pokryje koszty operacji, ja pomogę przy dziecku, a złota obrączka na moim palcu sprawi, że rodzice – którzy chyba myślą, że jestem niezdolny do miłości – dadzą mi wreszcie spokój. Przynajmniej na jakiś czas. Po dwóch latach platonicznego szczęścia rozejdziemy się w swoje strony i powrócimy do bycia najlepszymi przyjaciółmi, jak wcześniej. Brzmi jak świetny plan, prawda?

Też tak myślałem. Problem w tym, że zakochałem się w Amber. I w jej córeczce...


Oto najsłodsza, otulająca ciepełkiem serce historia, jaką przeczytałam w tym roku. Kocham całą serię D. C. Eagles z wielu powodów, ale to Betrothal or Breakaway sprawiło, że od pierwszej do ostatniej strony nie mogłam zmyć z twarzy ogromnego uśmiechu, a moje serce urosło do ogromnych rozmiarów. Wyobraźcie sobie tylko najcieplejszą historię friends to lovers z całą masą rodzinnej słodyczy, odrobiną udawania (ale czy na pewno?), hokejem oraz przyszywaną rodziną składającą się z przezabawnych hokeistów i ich partnerek. Ford, Amber i malutka Nella skradli moje serce już od pierwszych chwil, a każdy kolejny moment z nimi bezpowrotnie zdobywał moją miłość. Jestem bardzo dumna mogąc patronować tak wspaniałej historii (jak i zresztą całej serii).

Amber i Ford są przyjaciółmi, odkąd w wieku ośmiu lat ona znalazła go płaczącego pod stolikiem w klasie. Od tamtej pory to zawsze byli Amber i Ford, Ford i Amber - najlepsi przyjaciele pomimo zachodzących w ich życiach zmian, pomimo dojrzewania, dzielących ich kilometrów i innych ludzi. I chociaż Amber nigdy się o tym nie dowiedziała, Ford zawsze skrycie ją kochał, czekając, aż może w końcu dostrzeże w nim kogoś więcej, niż przyjaciela. Wszystko się zmienia, gdy Amber rzuca były narzeczony dzień po tym, jak mówi mu, że spodziewa się ich dziecka. Trzy miesiące po narodzinach leci do Forda z córeczką, aby poprosić go o pomoc finansową w operacji serca. Nie spodziewa się natomiast, że on zaproponuje jej małżeństwo, aby jego ubezpieczenie mogło ująć nie tylko ją, ale i jej córkę, Nellę. Jedyny haczyk jest taki, że musieliby przez najbliższe dwa lata udawać małżeństwo i prawdziwą rodzinę. Jednakże czy po tym wszystkim będą potrafili wrócić do bycia tylko przyjaciółmi?

Jak nie przepadam za wątkiem od przyjaźni do miłości, tak Leah Brunner stworzyła tu idealny scenariusz - dwójkę najlepszych przyjaciół, którzy być może nigdy nie mogli się zgrać w czasie, ale których łączy prawdziwa, nierozerwalna więź, która tylko czekała, aby dać swój upust. Amber i Ford - znany wszystkim jako Remy, kapitan drużyny hokejowej D. C. Eagles - to nie tylko przyjaciele, ale dwójka ludzi, która jest w stanie zrobić dla siebie wszystko. I choć Amber nie jest tego świadoma, to miłość Forda do niej, a wkrótce i do jej córeczki, wylewa się stronami. To trwająca i rosnąca w sile miłość gotowa do poświęceń.

Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo pokochałam tę rodzinkę, którą stworzyli razem Ford, Amber i malutka Nella. Nie jestem największą fanką motywu samotnego rodzicielstwa, ale autorka po raz kolejny stworzyła tu coś wyjątkowego - rodzinę pozszywaną z różnych niefortunnych sytuacji, ale prawdziwą rodzinę mimo wszystko. Nawet jeśli wszystko zaczyna się od fikcyjnego małżeństwa, tak naprawdę bycie razem, wspólne mieszkanie, rodzicielstwo przychodzi im tak naturalnie, jakby właśnie tak miało być przez cały czas.

Co podoba mi się w najbardziej, książki z tej serii mają być lekkimi komediami romantycznymi bez scen 18+, przy których można miło spędzić czas i się odprężyć, ale autorka zawsze dba o to, aby w tych historiach było też serce. Porusza ważne i życiowe tematy, tworzy realistycznych bohaterów i daje nadzieje na to, że każdy w końcu znajdzie swoje szczęście. Teraz także nie mogło być inaczej, bo gdzieś pomiędzy popularnymi motywami wyłania nam się ciepła, rodzinna i wspaniała historia, która trafia prosto do serca.

Ukazana w książce neuroróżnorodność Forda to powiew świeżości i element, który pozwala nie tylko zrozumieć osobę w spektrum autyzmu, ale też w tak ważny sposób ukazuje, że każdy kocha i radzi sobie z różnymi sytuacjami na własny sposób. Chociaż tak wielka zmiana, jak niespodziewane małżeństwo i opieka nad przyjaciółką, którą kocha całe życie, oraz jej nowonarodzoną córką, to dla niego wiele - co autorka ukazuje rewelacyjnie - to Ford i tak stara się dawać z siebie wszystko, aby jego dziewczyny czuły się zadbane i kochane. A Amber, porzucona przez narzeczonego w ciąży, to supermama, której siła i odwaga, ale też chwile strachu i samotności, doszczętnie mnie poruszyły. Brunner stworzyła tu kawał naprawdę pięknej i wyjątkowej historii, która zapada prosto w serce.

Nigdy bym się nie spodziewała, że książka oparta na moich mniej lubianych motywach stanie się moim ulubieńcem, ale Betrothal or Breakway po prostu kradnie serce. Bezpowrotnie. Nie wiem, czy da się tę historię przeczytać i nie przepaść dla tej przyszywanej rodziny, grupki przyjaciół, malutkiej Nelli i Amber oraz Forda. A taką wisienką na torcie dla mnie i dla każdej osoby, która również nie przepada za scenami erotycznymi jest fakt, że to w pełni bezpieczna, ale też dojrzała i wyjątkowa powieść. Szczerze mówiąc, mogłabym się nie rozstawać z tymi bohaterami, bo zawsze tak dobrze się bawię, gdy powracam do tej serii. Jest humor, ciepło, miłość, trochę życiowego realizmu i dużo, dużo nadziei. Mam wielką nadzieję, że ta trójka skradnie wasze serca.




LEAH BRUNNER - autorka uroczych i zabawnych romansów. Jej powieści niejednokrotnie gościły na liście 50 najlepiej sprzedających się książek Amazona! Uwielbia tworzyć realistycznych bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić. Ich perypetie sprawią, że będziecie śmiać się (i zalewać łzami).

Kiedy akurat nie pisze, spędza czas na głaskaniu swojego kota rasy Maine Coon lub ogląda śmieszne filmy o kotach ze swoimi dziećmi.

Choć sercem związana jest z Kansas, skąd pochodzi, obecnie mieszka w Ohio z mężem i trójką dzieci. Leah można znaleźć na Instagramie @leah.brunner.writer lub dołączyć do jej grupy czytelników na Facebooku: Leah's Lit Lovers.


Tytuł: Betrothal or Breakaway
Autorka: Leah Brunner
Seria: D.C. Eagles. Tom 3
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: 25.09.2024
Liczba stron: 320
Ocena: 10/10

Współpraca patronacka/reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:

Czytaj dalej »

czwartek, 20 czerwca 2024

Leah Brunner - Flirtation or Faceoff | Recenzja patronacka



Po tym, jak złamano mi serce, na zawsze wyrzekłam się sportowców.

Ale potem moja najlepsza przyjaciółka wzięła ślub z hokeistą z NHL, którego kolega, Colby Knight, nie chciał mi dać spokoju. Colby to mistrz zdobywania bramek (na lodowisku i poza nim) i nie jest przyzwyczajony do tego, że mu się odmawia. Dlatego mój brak zainteresowania traktował jak zaproszenie. Ignorowałam go, dopóki nie uświadomiłam sobie, że jego wiedza i umiejętności mogą mi pomóc w zwróceniu uwagi kogoś, na kim mi zależy. Problem w tym, że od kiedy Colby został moim randkowym doradcą, staję się coraz bardziej rozkojarzona... I właśnie teraz, kiedy zaczęłam sądzić, że może on być kimś więcej niż tylko hokeistą-playboyem, przeszłość dała o sobie znać, przypominając mi, dlaczego postawiłam krzyżyk na sportowcach.

Czy Colby to naprawdę kolejny dupek, który złamie mi serce?


Leah Brunner szybko staje jedną z moich ulubionych autorek tworzących przezabawne komedie romantyczne, bo to już druga jej książka, dla której przepadłam i której z ogromną przyjemnością mogę patronować. Hokej, humor, frenemies to lovers, lekcje randkowania i jeszcze do tego bohater, który zakochuje się pierwszy? To przecież przepis na idealną, wieczorową lekturę i dokładnie tak było. W "Flirtation or Faceoff" powracamy do drużyny hokejowej D.C. Eagles, a do głosu dochodzi znany ze swoich licznych podbojów i troszkę lekceważącego podejścia do życia Colby, który jest zakochany w Noel... która, cóż, go nie chce. I jak uwielbiam Micha i Andie z pierwszego tomu, tak ta dwójka sprawiła, że śmiałam się tak głośno, że bolał mnie brzuch, czym bezpowrotnie skradli moje serce.

Colby może i ma za sobą wiele podbojów i z pewnością gościł w swoim łóżku niejedną kobietę, ale jeszcze nigdy mu się nie zdarzyło, aby się w kimś poważnie zakochał. Do czasu, aż pewnego dnia poznaje Noel, najlepszą przyjaciółkę dziewczyny swojego kumpla z drużyny. Colby jest w niej zauroczony od pierwszego spotkania, Noel jednak wyznaje żelazną zasadę nieumawiania się z hokeistami, na dodatek uważa Colby'ego za irytującego i aroganckiego sportowca. Tak więc chociaż ich drogi czasami się przecinają, Noel nie zwraca na niego uwagi. Kiedy jednak niespodziewanie Noel zwraca się do niego o pomoc w poderwaniu faceta, który jej się podoba, Colby postanawia wykorzystać ich lekcje randkowania, by przekonać ją do siebie i skraść jej serce. Jednakże czy uda mu się tego dokonać, czy nieuchronnie popchnie ją w ramiona innego?

Wiele osób mogłoby powiedzieć, że nie ma w tej serii niczego wyjątkowego i może bym się zgodziła, bo fabularnie nie są to jakoś wymagające, czy niesamowite historie, ale naprawdę przy niewielu książkach bawię się aż tak dobrze. Te króciutkie powieści to połączenie najlepszego humoru, lekkości i przesympatycznych postaci, których po prostu nie sposób nie polubić. Zresztą, jeśli lubicie takie przyszywane grupy przyjaciół, jak w "Off-Campus", czy "Icebreakerze", to z pewnością pokochacie również chłopaków z D.C. Eagles i ich drugie połówki. Ileż ja się uśmiałam podczas scen z chłopakami z drużyny!

Colby skradł moje serce natychmiastowo prawdopodobnie dlatego, że bardzo przypomina mi jednego z moich ukochanych fikcyjnych hokeistów, a mianowicie Deana DiLaurentisa z "Podboju" Elle Kennedy. Obydwoje wypadają na odrobinę przygłupich, zadufanych w sobie sportowców, którzy latają za kobietami, ale jak się w nich zagłębimy, to ukazują się faceci, których nie da się nie pokochać - z ogromnym sercem, charyzmą i łatwym przysposobieniem, aż naprawdę nic dziwnego, że wszyscy do nich lgną. Poza tym zawsze pokocham bohatera, który dla swojej ukochanej jest w stanie zrobić wszystko, nawet obmyślić najbardziej absurdalny plan, aby ją w sobie rozkochać.

Noel zdaje się być jego zupełnym przeciwieństwem, bo jest poukładaną profesorką na pobliskiej uczelni i nie leci na jego błazenady. Zresztą trzyma się jak najdalej od hokeja, bo już raz się sparzyła, umawiając się ze sportowcem i nie ma ochoty tego powtórzyć. Zamiast tego jej uwagę przyciąga kolega z pracy, kochający pulowery profesor historii. Szczerze powiedziawszy, uwielbiam to, jak potrafiła postawić Colby'ego do pionu i jak zawsze zachodziła mu za skórę, odpychając jego zaloty - jej ostrożność jest jak najbardziej uzasadniona, a jej powoli rosnące uczucie tym bardziej satysfakcjonujące.

Chociaż Noel jest do Colby'ego od samego początku uprzedzona i nie chce mieć z nim nic wspólnego, to za sprawą przekrętów swojej Babuni (uwielbiam tę staruszkę, moja ulubiona postać) zaczyna spędzać z nim więcej czasu i, jak się okazuje, rozwija się między nimi porozumienie, a nawet przyjaźń. Przejścia między kolejnymi etapami ich relacji są tak naturalne, a przewijające pomiędzy udawane randki przesłodkie, że nim się obejrzymy, a ta dwójka zdążyła nam skraść serce. Dzięki nim co chwilę miałam motyle w brzuchu i wyszczerz na twarzy. A ta chemia? Nie z tej ziemi. Jest między nimi pewna słodycz, ale też pożądanie, przez co pochłaniałam każdą kolejną scenę.

A chyba najbardziej uwielbiam tę serię za to, że nie ma w niej żadnych opisowych i wulgarnych scen seksu, bo mam wrażenie, że w dzisiejszych romansach po prostu już takie rzeczy się nie zdarzają. Autorka nie potrzebuje smutów co rozdział, aby ukazać namiętność bohaterów, a mi w zupełności wystarczą aluzje i intymne pocałunki, aby się świetnie bawić. Zamiast tego skupia się na innych aspektach ich relacji, co wybrałabym zawsze ponad sceny 18+.

Jeśli więc macie ochotę na odprężającą, przezabawną i słodką komedię romantyczną z hokejem w tle, to polecam wam nie tylko "Flirtation or Faceoff", ale i całą serię "D.C. Eagles". Sama już się nie mogę doczekać trzeciego tomu, bo wszystko wskazuje na historię o samotnej matce i jej najlepszym przyjacielu, którą z pewnością pokocham równie mocno. A co najlepsze, chociaż jest to lekka i niezobowiązująca historia, to z pewnością skradnie wasze serce tym, że czytając ją ma się odczucie, jakby śledziło się perypetie jednej, wielkiej przyszywanej rodziny, gdzie każdy bohater poboczny wnosi do książki coś od siebie. Ogromnie wam ją polecam!


LEAH BRUNNER - autorka uroczych i zabawnych romansów. Jej powieści niejednokrotnie gościły na liście 50 najlepiej sprzedających się książek Amazona! Uwielbia tworzyć realistycznych bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić. Ich perypetie sprawią, że będziecie śmiać się (i zalewać łzami).

Kiedy akurat nie pisze, spędza czas na głaskaniu swojego kota rasy Maine Coon lub ogląda śmieszne filmy o kotach ze swoimi dziećmi.

Choć sercem związana jest z Kansas, skąd pochodzi, obecnie mieszka w Ohio z mężem i trójką dzieci. Leah można znaleźć na Instagramie @leah.brunner.writer lub dołączyć do jej grupy czytelników na Facebooku: Leah's Lit Lovers.


Tytuł: Flirtation or Faceoff
Autorka: Leah Brunner
Seria: D.C. Eagles. Tom 2
Wydawnictwo: Jaguar
Premiera: 12.06.2024
Liczba stron: 320
Ocena: 10/10

Współpraca patronacka/reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:



Czytaj dalej »

środa, 5 czerwca 2024

Bianca Iosivoni - Fighting Hard for Me



Nic nie może zniszczyć tej przyjaźni. Nic.

A zwłaszcza jakieś niedorzeczne uczucie.

Sophie nareszcie osiągnęła swój cel. Po ponad roku bycia nieszczęśliwie zakochaną wreszcie udało jej się wyrzucić z serca Cole'a, który jest nie tylko jej współlokatorem, ale również najlepszym przyjacielem.

I właśnie w tym momencie on wyznaje jej swoje uczucia… Sophie nie może w to uwierzyć. Nie chcąc wystawiać przyjaźni na kolejną próbę, proponuje Cole'owi pomoc we wdrożeniu dwunastopunktowego planu, dzięki któremu powinno udać mu się odkochać.

Czy praktyka okaże się równie prosta jak teoria?


Czy przekroczenie tej niewidzialnej granicy między przyjaźnią, a miłością, warte jest możliwego bólu i cierpienia, gdy bycie czymś więcej niż przyjaciółmi nie wypali? Właśnie przed takim dylematem staje Sophie, główna bohaterka finałowej części trylogii Bianki Iosivoni. Kto miał szansę czytać poprzedni tom tej serii z pewnością kojarzy Sophie i Cole'a, najlepszych przyjaciół i współlokatorów Parkera, którzy znajdują się w trudnym położeniu, gdy oboje w różnych odstępach czasowych się w sobie zakochują. I ja w tym momencie muszę się przyznać - nie jestem fanką motywu friends to lovers, a właściwie to raczej unikam takich książek, więc nie spodziewałam się zbyt wiele. Gdyby nie fakt, że bardzo lubię dwie poprzednie książki, zapewne na tę bym się nie skusiła. Ale ją przeczytałam i cóż... mam swoje przemyślenia.

Sophie i Cole są bliskimi przyjaciółmi od lat, ale nigdy jakoś nie przyszło im na myśl, aby być czymś więcej. To jest, do czasu, aż Sophie rok temu przyłapała się na tym, że marzy o tym, aby Cole spojrzał na nią inaczej. Ale on nie widział w niej partnerki na dziewczynę i umawiał się z innymi dziewczynami, a więc Sophie postanowiła wdrążyć w swoje życie plan odkochania się w najlepszym przyjacielu. Teraz w końcu jest wolna od szalejących motylków w brzuchu i rumieńców pojawiających się za każdym razem, gdy znajduje się w jej pobliżu. A jednak los potrafi płatać figle w najokrutniejszy sposób, bo kiedy ona gotowa jest ruszyć dalej i o nim zapomnieć... Cole wyznaje jej, że jest w niej zakochany. Sophie nie chce ponownie przechodzić przez emocjonalne zawirowania, nie teraz, gdy udało jej się wyrzucić go ze swojego systemu, więc proponuje przyjacielowi przejście przez ten sam plan odkochania się w drugiej osobie w dwunastu krokach. Ale czy odkochanie się jest rzeczywiście tak banalnie proste, czy bohaterowie będą musieli się w końcu zmierzyć ze swoimi uczuciami?

Z motywem friends to lovers mam taki problem, że bardzo ciężko jest go poprowadzić w taki sposób, że nie będzie mnie męczyć i frustrować. Zazwyczaj oparty jest na tym samym schemacie - bohaterowie się w sobie potajemnie podkochują, ale są najlepszymi przyjaciółmi i nie chcą tej przyjaźni narazić, więc zamiast tego ukrywają swoje uczucia i cierpią z zazdrości i innych uczuć z tym związanych. Niestety, to samo wydarzyło się w historii Sophie i Cole'a, przez co nie jestem niestety ich największą fanką.

Plan dwunastu kroków w stronę odkochania się w twoim najlepszym przyjacielu skusił mnie od razu, bo uważam to za naprawdę fajny pomysł na fabułę. Tym bardziej, że domyślałam się, jak to wszystko się skończy - odznaczaniem kolejnych punktów, podczas gdy bohaterowie zakochują się w sobie jeszcze bardziej. W rzeczywistości jednak plan był jedynie tłem dla kolejnych, tych samych rozterek Sophie wobec Cole'a, które mniej więcej w połowie zaczęły mnie już kompletnie męczyć. Nie do końca rozumiem jej niechęć wejścia z nim związek, skoro nie tak dawno sama o tym marzyła. Oczywiście, mogę zaakceptować jej strach przed zrujnowaniem przyjaźni, ale skoro przez rok sama usychała z miłości do niego, to ileż można w kółko wałkować te same argumenty?

W momencie, gdy w romansach friends to lovers zaczyna się gadanie "nie możemy być razem, bo to zrujnuje naszą przyjaźń", chociaż przyjaźń już w sumie została zrujnowana, bo przez uczucia nie potrafią się już tak samo wobec siebie zachowywać, coś we mnie się wyłącza i tracę zainteresowanie. I chociaż lubiłam Cole'a i Sophie jako osobne postacie, to niestety to samo zdarzyło się z nimi. Miałam ochotę potrząsnąć Sophie, tym bardziej, że bywały momenty, kiedy tak szybko oceniała Cole'a, chociaż rzekomo miał być on jej najlepszym przyjacielem.

Natomiast jestem zaskoczona, jak bardzo polubiłam Cole'a. Oczywiście wcześniej również darzyłam go sympatią, ale w tym tomie mamy szansę zagłębić się w jego postać, zobaczyć jego relacje z ogromną rodziną, poznać, jakim naprawdę jest przyjacielem, bratem i synem, a całokształt prezentuje się naprawdę świetnie. Szczerze mówiąc, o wiele lepiej niż Sophie, której obawy może i zostały przedstawione dobrze, ale często nie miałam do niej po prostu cierpliwości.

Moim ulubionym elementem tej historii i w ogóle dwóch ostatnich tomów jest aspekt przybranej rodziny, jaką stworzyła ta grupka przyjaciół. Dawno się tak nie uśmiałam, jak na ich próbach wspólnego przetrwania w jednym mieszkaniu, w którym tu ktoś coś zepsuje, tu ktoś zostawi garnek na palniku, tam ktoś wrzuci twoją ulubioną bluzkę do prania z kolorami i wyjdzie różowa - doceniam książki za takie aspekty, bo wtedy naprawdę czuję, jakbym czytała o postaciach z krwi i kości, którzy mają prawdziwe życie. A aspekt humorystyczny był tylko wisienką na torcie.

"Fighting Hard for Me" to nie jest jakaś odkrywcza historia, ani też moja ulubiona. Jest pełna schematów i nie zaskoczy raczej niczym nowym, ale jeśli lubicie motyw friends to lovers, to można miło spędzić z nią czas. To historia o sięganiu po to, czego pragniemy i nie pozwoleniu na to, aby ograniczyły nas strach i przeszłe doświadczenia. fajnie spędzić czas z sympatycznymi bohaterami i trochę odprężyć - a czasami chyba każdy z nas ma ochotę na taką książkę.


BIANCA IOSIVONI to niemiecka autorka romansów i powieści fantasy. Zaczęła pisać już w wieku kilkunastu lat. Od zawsze miała głowę pełną pomysłów, a odkąd w pełni poświęciła się pisarstwu, przestała walczyć z ich zalewem. Studiowała nauki społeczne w Hanowerze. W 2017 roku ukazała się powieść jej autorstwa zatytułowana "First Last Look".


Tytuł: Fighting Hard for Me
Autorka: Bianca Iosivoni
Seria: Finding Back to Us. Tom 3
Data premiery: 17 kwietnia 2024
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 352
Ocena: 6/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia