czwartek, 6 sierpnia 2026

Autumn Woods - Daybreak



Świat Alexa rozpada się na jego oczach, a Ophelia za wszelką cenę chce udowodnić, że to nie ona jest temu winna…

Kiedy Ophelia po raz pierwszy przyjęła stypendium na elitarnej uczelni Sorrowsong w szkockich górach, pragnęła tylko jednego: zniszczyć Alexa i jego rodzinę. Ale to było zanim go poznała, zanim stali się dla siebie wszystkim. Teraz, po nieoczekiwanej zdradzie i zniknięciu ojca, Alex jest zmuszony wrócić do Nowego Jorku. Chce zapomnieć o przeszłości i naprawić szkody wyrządzone jego rodzinie. Ophelia tymczasem zostaje w Szkocji – oszołomiona, samotna... i obserwowana.

Gdy anonimowy prześladowca grozi ujawnieniem dowodów na popełnione przez nich morderstwo, Ophelia i Alex znów muszą sobie zaufać. Pytanie tylko, czy uczucie wystarczy, by ocalić ich przed kolejnym niebezpieczeństwem…


Nie ma zbyt wielu książek, na które tak bardzo czekałam, jak na kontynuację historii Alexa i Ophelii. Odkąd w zeszłym roku przeczytałam "Nightshade" ta książka nie wychodziła mi z głowy - powracała w losowych momentach, a ja usychałam z pragnienia, by móc dowiedzieć się co dalej i zobaczyć, jak ta dwójka w końcu znajduje swój upragniony spokój. Niewiele książek potrafi obudzić we mnie taką obsesję i dotknąć mnie na tak emocjonalnym poziomie, ale Autumn Woods się to udało. I dokonała tego już po raz drugi, bo "Daybreak" sprawiło, że co chwilę ocierałam łzy i przeżywałam wszystko z bohaterami tak, jakby dotykało to mnie. Autorka stworzyła tu coś naprawdę wyjątkowego, co zostanie ze mną na bardzo długi czas.

Jeszcze parę miesięcy temu Ophelia Winters pragnęła tylko zemsty. Właśnie po to pojawiła się w Sorrowsong - aby znaleźć osoby odpowiedzialne za śmierć jej rodziców i w końcu wyjawić wszystkim prawdę o tej jednej tragicznej nocy, która zmieniła jej życie na zawsze. Z pewnością nie spodziewała się, że zakocha się w Alexie Corbeau-Greenie, synu jej głównego podejrzanego, który niespodziewanie stał się szczęściem w otaczającym ją mroku. Kiedy więc opublikowany zostaje artykuł pogrążający ojca Alexa i wyjawiający światu jego poczynania, Ophelia powinna być przeszczęśliwa. Ale wpływ ma on nie tylko na Caina Greena, ale na całą rodzinę Alexa, a wina za jego napisanie spada na Ophelię. W jedną chwilę całe szczęście rozpada się w pył - Alex wyjeżdża bez słowa pożegnania, aby zająć się swoją chorą matką i siostrami, a Ophelia zostaje w Sorrowsong ze złamanym sercem i nieustającymi plotkami, które nie dają jej chwili spokoju. Mijają tygodnie i dziewczyna stara się pozbierać i ruszyć do przodu... ale wtedy Alex ponownie pojawia się w jej życiu, tym razem zdeterminowany, by już nikt więcej ich nie rozdzielił. Ale czy mogą być jeszcze razem, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi są przeciwko nim?

Nie wiem jak inaczej rozpocząć tę recenzję niż słowami, że przepłakałam prawie całą tę książkę. Raz z przeogromnego smutku i żalu, raz ze wzruszenia, autorce udało się wywołać całą gamę emocji i sprawić, że przez te kilka godzin byłam częścią tej historii. W "Nightshade" zakochałam się w klimacie tej powieści, w jej mroku, w popędzającym fabułę do przodu pragnieniu zemsty, a także w przepięknej, choć skazanej z góry na cierpienie historii miłosnej i choć tutaj te elementy w mniejszym czy większym stopniu są nadal obecne, to najbardziej porusza to, co dzieje się wewnątrz bohaterów. Ich myśli, wewnętrzne rozdarcie, te wszystkie konsekwencje wydarzeń, które przewróciły ich życie do góry nogami.

Najpiękniejsze w tej książce jest to, że choć Alex i Ophelia mierzą się z wieloma przeciwnościami, choć dzieli ich tysiące kilometrów i wszystko wokół wskazuje na to, że ich związek nie ma szansy przetrwać, ich miłość jest widoczna we wszystkim co robią i popycha ich do przodu. Jednocześnie bardzo realistyczne ukazane jest to, że nawet ich uczucia nie mogą być lekiem na wszystko. Przekonuje się o tym sam Alex, który powoli tonie w nowej roli zastępczego ojca dla sióstr, opiekuna chorej matki i dyrektora generalnego firmy, której nawet nie chciał prowadzić. Widać w tej części jak bardzo kocha swoją rodzinę i że gotów jest zrobić dla nich wszystko, ale jednocześnie nadal przytłacza go ciężka depresja. Autorka bardzo dobrze oddaje realia życia człowieka, który zmaga się z tą chorobą, wzloty i upadki, tę frustrację wynikającą z tego, że wszystko się układa dobrze, więc dlaczego czuję się tak źle? To były momenty, które dotykały mnie najmocniej, jednocześnie jestem bardzo wdzięczna autorce za to, że tak prawdziwie podchodzi do tak ważnego tematu, który przecież dotyka tak wielu ludzi.

Ophelia natomiast ponownie powraca do tego mroku sprzed Alexa, gdzie w jej życiu nie liczyło się nic poza pomszczeniem śmierci rodziców. Z tym, że teraz to pragnienie przestało już mieć dla niej znaczenie - teraz tęskni za swoim chłopakiem, ma dość nieustających plotek na temat jej osoby i tego, że nie może spać spokojnie w strachu o swoje życie i gdyby nie jej przyjaciółki, zapewne zaszyłaby się w swoim pokoju i się nad sobą użalała. O ironio, pozbycie się jednego stalkera zapewniło jej kolejnego i wydaje się, że to ciągłe koło cierpienia nigdy nie ustaje. Ten wątek tym razem nie jest aż tak obecny, jak w "Nightshade", ale to chyba też dlatego, że nowy stalker Ophelii zdaje się mieć zupełnie inny cel, niż poprzedni, a Ophelia ma zwyczajnie dość tego, że ciągle jest dręczona i cały ten strach zostaje przyćmiony przez jej żal i poczucie bezradności. Czasami czułam się wręcz tak, jakby zaakceptowała cały ten ból i się poddała, a to łamało mi serce.

Ten tom zdecydowanie bardziej skupia się na tym, jak wszystkie te traumatyczne sytuacje wpływają na zdrowie psychiczne Alexa i Ophelii, niż na samym aspekcie morderstwa czy zemsty. Nie ma już tego wielkiego napięcia związanego z czyhającym na bohaterów niebezpieczeństwie, choć oboje mierzą się jeszcze z niedokończonymi sprawami, jak chociażby z ojcem Alexa, który zaginął i nie daje o sobie znaku życia. Trochę mi tego mrocznego klimatu brakowało, zapewne wiele osób pewnie się tym też rozczaruje, ale jednocześnie bardzo podobało mi się to, że ten tom tak surowo i szczerze mówi o depresji, żałobie i samotności, ale też o szukaniu szczęścia i nadziei w bliskich osobach i drobnych momentach. Mamy dużo poruszających scen z rodziną Alexa, w tym tych, gdzie przyjmują Ophelię jako jedną z nich, momentów z przyjaciółkami Ophelii, które stały się jej oparciem. W końcu mamy też wiele chwil, w których miłość i wsparcie przyćmiewają cały ten mrok, Alex i Ophelia powoli podnoszą się po ogromnej traumie, przez którą przeszli, a to były właśnie te momenty, na których płakałam ze wzruszenia najmocniej. Cały ten emocjonalny aspekt bardzo mnie dotknął. 

"Daybreak" to rewelacyjna kontynuacja historii, która nie bez powodu dotknęła tak wiele osób. Rozumiem też, że - jak to z książkami bywa - nie do każdego przemówi tak samo, w szczególności, jeśli sięgacie po nią oczekując odmieniającej życie fabuły (no bo pod tym względem nie ma tu nic jakoś mocno odkrywczego), ale jestem pewna, że znajdzie się też wiele osób takich jak ja, którzy znajdą w niej rzeczy, które dotkną was na głębszym poziomie. Dla mnie to jedne z tych książek, do których będę wracać myślami przez wiele lat. A jej mroczny klimat i tematyka to tylko świetne tło, które sprawiają, że to wręcz idealne książki na jesienne wieczory. Z wielką chęcią spędziłabym w tym świecie jeszcze więcej czasu (może książki o Vincenzo albo o Belladonnie?). Tymczasem ogromnie wam tę dylogię polecam. 


Tytuł: Daybreak
Autorka: Autumn Woods
Seria: Sorrowsong University. Tom 2
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 29.07.2026
Liczba stron: 384
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia