wtorek, 4 sierpnia 2026

Podsumowanie czytelnicze lipca

 
SKRĘCONY TRON - 4,5


Ten tom to dokładnie to, czego ta seria potrzebowała - nowe niezbadane królestwo, nowe sekrety i intrygi, nowi i znani bohaterowie, ale nadal ten sam świat. Mam wrażenie, że historią Ahnny i Jamesa powracamy do świetności dwóch pierwszych tomów, bo nie mogłam się od tej książki oderwać. Akcji może i było mniej niż w innych częściach, ale za to napięcie budowane jest tak dobrze, że od razu wiadomo, że wszystko prowadzi do epickiego zakończenia. No i ten zakazany romans! Co prawda mamy to jedynie zalążki zanim przyjdzie nam się zmierzyć z szokującym finałem, ale napięcie między Ahnną i Jamesem jest uzależniające. Zakochałam się w tym tomie!
 
 

HEARTSTOPPER. TOM 6 - 4,5


 
 
Czytanie finałowego tomu "Heartstoppera" to było bardzo słodko-gorzkie uczucie. Jest to jednocześnie idealne pożegnanie postaci, z którymi wiele osób spędziło niemalże dekadę życia, ale też powieść pełna bardzo emocjonalnych momentów, które chwytają za serce. Doceniam ją najbardziej za skupienie się na zdrowiu psychicznym Nicka oraz na ukazaniu tego, że po tak długim czasie Charlie w końcu znajduje swoje szczęśliwe miejsce. Kilkukrotnie się wzruszyłam.
 
 
 

SONG OF THE FOREVER RAINS - 4


 
 
To było jedno z najprzyjemniejszych romantasy do posłuchania w audiobooku - mamy ciekawy i dobrze zobrazowany świat, ale jednocześnie na tyle prosty, by nie wymagało to całkowitego skupienia, aby się we wszystkim połapać, elementy siostrzanej miłości oraz romansu enemies to lovers. Nie jest to nic epickiego, ale bardzo miło spędziłam czas z siostrami Bassett i chętnie powróciłabym do nich w kolejnych tomach. 
 
 
 

THE TEMPEST BLADE - 5


Zawsze boję się czytać finały ukochanych serii, ale Danielle przeszła tu samą siebie. Jakie to było genialne zakończenie! Książka jest długa, a i tak robiłam wszystko, aby nie kończyć jej za szybko, bo kompletnie zniknęłam w tym fikcyjnym świecie. Nie było ani chwili, żebym się nudziła. Już od pierwszych rozdziałów mamy pełną akcję, zupełne przeciwieństwo dość spokojnego piątego tomu, i jest tak aż do końca. A najlepsze jest to, że książka opowiadana jest z perspektywy wszystkich sześciu głównych bohaterów serii, więc dostajemy pełny wgląd w ostatnią walkę. A James i Ahnna? Zdecydowanie jedna z moich nowych ulubionych par romantasy. Zakochałam się w nich w tej części na nowo.
 
 

DAYBREAK - 5


Nie wyrażę słowami, ile łez wylałam czytając ten tom i całą dylogię, zarówno tych ze smutku, jak i ze wzruszenia czy szczęścia. Historia Ophelii i Alexa niesamowicie mnie dotknęła. W kontynuacji może nie mamy już aż tak wyraźnego elementu kryminalnego (choć nadal on jest, tylko w innej postaci), ale za to nie brakuje trudnych i bardzo emocjonalnych momentów skupiających się na zdrowiu psychicznym postaci, gdy muszą sobie radzić z konsekwencjami swoich czynów i wyborów. Kocham tę dwójkę i bardzo im kibicowałam, ale jednocześnie łamało mi się serce. "Daybreak" to było przepiękne zakończenie ich historii. 
 
 
 

INDIGO RIDGE - 3,75


Coś tego lata znowu zainspirowało mnie do historii kowbojskich i tak zupełnie spontanicznie włączyłam sobie w audiobooku "Indigo Ridge". Początek był ciężki i nudny, bo nie jestem fanką romansów zaczynających się od relacji z korzyściami (choć na szczęście ta książka nie jest mocno pikantna), a obecny tutaj wątek kryminalny też bardzo powoli się rozwijał, ale mniej więcej w połowie się wkręciłam. Ostatecznie bardzo polubiłam Win i Griffina, a tajemnicze morderstwo mnie zaintrygowało, więc uważam tę książkę za przyjemną i szybką lekturę, choć nie bez wad. W przyszłości chętnie poznam kolejne tomy o reszcie rodziny Eden.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia