Keris, który niedawno został królem, musiał przyglądać się bezradnie, kiedy jego zakazany związek z Zarrah wyszedł na jaw. Ale kiedy Zarrah została uwięziona przez cesarzową, Keris wie, że istnieje tylko jeden sposób, by ją ocalić – sprzymierzyć się z królestwem, które niemal zniszczył.
Zarrah, uwięziona na wzbudzającej przerażenie Diabelskiej Wyspie, ma dwie możliwości – udowodnić swoją lojalność wobec cesarzowej, która ją skazała, albo umrzeć jako zdrajczyni. Jednak walcząc o przetrwanie wśród brutalnych więźniów, Zarrah odkrywa trzecią drogę – bunt przeciwko tyranii, powiązany z jej przeznaczeniem, o które zmuszona jest walczyć.
Podczas gdy cesarzowa planuje wojnę o niszczycielskich konsekwencjach, Keris i Zarrah muszą znaleźć drogę z powrotem do siebie. Jednak ich największym wrogiem jest łącząca ich gorąca namiętność. Jeśli nie uda im się przezwyciężyć rozgoryczenia zdradą, ich miłość nie przyniesie popiołu, lecz jeszcze podsyci Wieczną Wojnę, aż jej płomień rozgorzeje.
Minęło już parę lat odkąd czytałam dylogię "Królestwo mostu" i "Niechcianego następcę", nie ukrywam więc, że do tej pory zdążyłam już zapomnieć wiele rzeczy (dlatego wolę czytać serie na raz, niż czekać kilka lat, niestety mam strasznie słabą pamięć do książek). Bałam się przez to powracać do kolejnych tomów, które wychodziły, choć jednocześnie bardzo mnie do nich ciągnęło, bo pierwsza dylogia to nadal jedna z moich ulubionych historii romantasy. Mogę jednak śmiało napisać, że kiedy już zaczęłam czytać czwarty tom, niemalże natychmiast całkowicie zniknęłam w tym fikcyjnym świecie i było tak, jakby nie minął czas. Parę rzeczy sobie przypomniałam, o innych przeczytałam w streszczeniach i w końcu na nowo uzależniłam się od pióra Jensen.
"Wieczna wojna" rozpoczyna się niemalże od razu po tym, jak w finale "Niechcianego następcy" Zarrah zostaje pojmana przez swoją ciotkę, cesarzową Valcotty, gdy na jaw wychodzi jej związek z Kerisem, nowym królem Maridriny. Obydwa ich królestwa od lat wyniszcza wojna podsycana przez bezwzględne i tyraniczne panowanie cesarzowej. Petra zsyła Zarrah na Diabelską Wyspę, z której nie ma ratunku, jako karę za przeciwstawienie się jej panowaniom. Gdy wieści o pojmaniu Zarrah docierają do Kerisa, młody król postanawia zrobić rzecz nieoczekiwaną - zwraca się o pomoc do Ithicany, Królestwa nie tak dawno niemalże wyniszczonego przez Maridrinę, kiedy władał nią jeszcze ojciec Kerisa. Zorganizowanie ucieczki z Wyspy nie jest proste i wiąże się z prawdpodobieństwem, że żadne z nich nie wyjdzie z tego cało. Ale Keris gotów jest zrobić wszystko, aby uratować ukochaną, nawet jeśli ta nie chce mieć z nim nic wspólnego. Zajęci ucieczką bohaterowie nie przewidują jednak, że największe niebezpieczeństwo czyha tam, gdzie się tego nie spodziewali...
Początek tego tomu to było dla mnie lekkie wyzwanie, nie tylko dlatego, że musiałam na nowo wdrożyć się w ten świat, ale też dlatego, że najlepsza akcja rozpoczyna się dopiero mniej więcej w jednej trzeciej książki. Autorka lubi długie opisy i wydłużanie akcji, co z pewnością nie jest dla każdego, a chociaż ja na ogół lubię taki styl pisania, to nawet dla mnie te pierwsze rozdziały trochę za bardzo się ciągnęły. Ciekawie zaczyna się robić dopiero, gdy Keris łączy siły z Larą i Arenem i wyruszają razem, by uratować Zarrah, która w międzyczasie odkrywa na wyspie, że nie każdy w Królestwie zgadza się z tyranią cesarzowej.
Autorka tworzy w tej serii wiele skomplikowanych relacji, nie tylko między Królestwami, ale też między postaciami, którzy popychani przez okoliczności, w jakich żyją, podejmują trudne decyzje, często niemoralne, i muszą się mierzyć z ich konsekwencjami. Za to tak tę serię lubię - tu nigdy nic nie jest oczywiste, bohaterowie nie mają być dobrzy lub źli, często operują motywowani emocjami i uczuciami, czasami kończy się to dla nich tragicznie, ale to w nich jest właśnie interesujące. Nigdy nie byłam największą fanką Zarrah i Kerisa, w sumie jako para byli mi dość obojętni, ale ciekawe jest to, jak sobie radzą postawieni po dwóch przeciwnych stronach konfliktu, jednocześnie walcząc ze swoimi sercami.
Nie ukrywam, Zarrah w tym tomie bardzo mnie na początku irytowała. Rozumiem jej potrzebę podejmowania decyzji za siebie, jej pragnienie bycia dobrą przywódczynią, którą nie będzie definiować jej relacja z Kerisem i zagubienie wynikające z tego, że została zdradzona przez bliskich, ale jednocześnie miałam dość tego, że za każdym razem, gdy coś szło nie po jej myśli, zrzucała na Kerisa winę i traktowała go tak, jakby był jej największym wrogiem. W świecie, w którym przyszło im żyć, wszyscy w ten czy inny sposób muszą podejmować trudne decyzje. Czasami by przetrwać, czasami w strachu o tych, na których im zależy, ale jednak wystarczy odetchnąć i pomyśleć, a widać, że sytuacja nigdy nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Jak na tak rozsądną i silną bohaterkę zaskakująco często dawała się ponieść swoim uczuciom i zachowywała się trochę jak rozwydrzony dzieciak.
Nie uważam się też za największą fankę Kerisa, szczerze nie sądzę również, że nadaje się on na króla, ale bardzo podobało mi się to, jaką rolę odgrywa w tym tomie. Widzimy jego wewnętrzne rozterki, gdy walczy w nim ta część, która pragnie uratować Zarrah, choć jednocześnie wie, że może to mieć ogromne konsekwencje dla jego narodu. To właśnie ten kontrast młodego króla, na którym nagle wisi przyszłość Maridriny oraz zwyczajnego chłopaka, który desperacko boi się o życie ukochanej, sprawia, że czytanie tego tomu staje się uzależniające. A wisienką na torcie jest to, że dołączają do niego Aren i Lara, co dodaje tylko kolejne warstwy do wielu konfliktów, osobistych i politycznych (plus pozwala mi na nowo spędzić trochę czasu z bohaterami, którzy nadal są moimi ulubieńcami).
Nadal jestem zdania, że wątek miłosny między Zarrah i Kerisem jest w tej serii najsłabszy (edytuję tę recenzję będąc już po lekturze piątego tomu, gdzie poznałam Jamesa i Ahnnę), ale mam wrażenie, że autorka znalazła w tym tomie lepszą równowagę między romansem, a całą resztą, niż w "Niechcianym następcy", gdzie romansu było więcej. Nawet ostatecznie mocno wzruszyły mnie ich losy, gdy nieuchronnie zbliżaliśmy się do wybuchu narastającego konfliktu, gdzie ta dwójka stanęła po przeciwnych stronach, nawet pomimo tego, że oboje mieli taki sam cel. To tylko podbudowało atmosferę kochanków skazanych na niepowodzenie.
Jeśli chodzi o sam wątek wojny, autorka naprawdę świetnie tworzy atmosferę nadchodzącej grozy, tego, że nigdy nie wiadomo, komu można w pełni ufać, a kto zostanie popchnięty do zdrady. Muszę jednak przyznać, że samo zakończenie pozostawiło mnie trochę z poczuciem nieusatysfakcjonowania, głównie przez to, że spodziewałam się chyba o wiele bardziej dramatycznego i krwawego finału niż to, które dostajemy. Niektóre wątki zakończyły się tak, jakbym się spodziewała, ale inne miały większy potencjał, w szczególności biorąc pod uwagę wstrząsające i bardzo emocjonalne chwile z pierwszej dylogii, których tutaj nie udało się pobić.
"Wieczna wojna" to kolejna świetna książka spod pióra Danielle. Ta seria jest szczerze jedną z najlepszych serii fantasy, jakie czytałam - jest pełna politycznych intryg, dynamicznych scen walki, ma skomplikowane relacje między Królestwami, wielowarstwowych bohaterów, którzy często robią niewybaczalne rzeczy, a jednak ostatecznie i tak im kibicujemy. To czysty rollercoaster emocji, strony same się przewijają i chce się tylko więcej. Może i nie ma tu magii ani fantastycznych stworzeń, a jednak ten fikcyjny świat ma w sobie tyle ciekawych elementów, że zawsze jestem pozytywnie zaskoczona, ile pracy autorka musiała w to wszystko włożyć. Nie mogę się już doczekać aż poznam historię Ahnny i Jamesa!
Danielle L. Jensen urodziła się i dorastała w Calgary - największym mieście kanadyjskiej prowincji Alberta. Początkowo ukończyła studia na University of Calgary ze stopniem licencjata w dziedzinie finansów, jednak później zdecydowała się na powrót do szkoły i ukończyła stopień z zakresu literatury angielskiej na Mount Royal University. Danielle już jako dziecko wyobrażała sobie siebie spędzającą w przyszłości długie godziny na pisaniu. Autorka przyznaje również, że początkowo próbowała pisać romanse, ponieważ wydawało jej się to łatwym zadaniem na początek, jednak szło jej to okropnie i wróciła na tor jej ulubionego gatunku literackiego - fantasy. Pisała w czasie wolnym i nie chciała nikomu przyznać się do tego, co robi. Dlatego wszystkich bardzo zaskoczyła, kiedy skończyła pisać swoją pierwszą powieść (2008 rok). Wtedy wiedziała już, że chce zostać pisarką i dlatego między innymi zdecydowała się na ukończenie drugiego kierunku studiów (literatura angielska) - by zarobić na swoje marzenia pracowała jako kelnerka w pubie sportowym. Kiedy tylko miała jakąkolwiek wolną chwilę - pisała.
Tytuł: Wieczna Wojna
Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł w oryginale: The Endless War
Seria: The Bridge Kingdom. Tom 4
Data premiery: 24 października 2023
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 560
Ocena: 8/10



Brak komentarzy
Prześlij komentarz
Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)