czwartek, 11 czerwca 2026

Podsumowanie czytelnicze maja


Wraz z moim comiesięcznym podsumowaniem czytelniczym postanowiłam tym razem zebrać trochę myśli, które ostatnio chodzą mi po głowie. W tym roku zdecydowanie spowolniłam jeśli chodzi o ilość czytanych książek - i nadal ciągle sobie przypominam, że czytanie to żaden wyścig. Nie bez powodu podjęłam decyzję o ograniczeniu nowości, po które sięgam i sięganiu częściej po te powieści, które już dłuższy czas czekają na moich półkach i na które mam w danym momencie ochotę. Nie zmuszam się też do tego, by czytać codziennie i możecie też zauważyć, że ograniczyłam dość mocno ilość współprac. I wiem, dla przeciętnego czytelnika może jest to dziwne, ale jako osoba siedząca głęboko w książkowych mediach przez wiele lat czułam przeogromną presję by czytać dużo, codziennie, gonić za nowościami (no bo co jak mnie ominie coś ważnego, o czym u siebie nie wspomnę? czy wtedy nie zginę spośród całej masy wspaniałych profili, które wrzucają o wiele ciekawszy content?) i w końcu wpadłam w błędne koło, gdzie czytanie przestało mi sprawiać przyjemność, a stało się obowiązkiem - a wszystko to z powodu presji, którą sobie narzuciłam.

Teraz czytam dużo mniej i rzadziej, a jednak w końcu znowu czerpię z tego przyjemność, bo uczę się na nowo mieć zdrową relację z książkami. W maju na przykład dalej kontynowałam moją hokejową obsesję i przy okazji wróciłam do autorek, których książki chcę nadrobić już od dawna. Małymi kroczkami powracam do zdrowszych nawyków i staram się czytać w swoim tempie i tylko to, na co mam ochotę, a nie to, co czuję, że powinnam. Mam więc nadzieję, że jeśli wy również ostatnio odczuwacie presję (nic dziwnego, rynek książki stał się trochę takim fast fashion, a siedząc w bookstagramowym świecie nietrudno jej nie odczuwać), to będzie to wasze przypomnienie, żebyście zrobili parę kroków w tył, odetchnęli, może sięgnęli po starą, ulubioną książkę i przypomnieli sobie, za co kochacie czytanie.

UKŁAD. THE DEAL


Na moim profilu o całym Off Campus wspominałam już milion razy, nie tylko jako fanka, ale też jako patronka, więc nie będę się powtarzać z kolejną już recenzją "Układu" - w maju przeczytałam sobie tę książkę z okazji premiery ekranizacji na Prime Video. Hannah i Garrett to para, która zapoczątkowała podkategorię romansów hokejowych wieeele lat temu nie bez powodu. Ta historia ma w sobie wszystko - humor, wspaniałe przyjaźnie, mnóstwo hokeja, udawany związek, dużo pikanterii i bohaterów, którzy zostają twoimi przyjaciółmi. Jasne, czuć momentami, że ta historia ma już ponad dekadę i jej pewne elementy są przestarzałe, ale ja darzę ją ogromnym sentymentem do dzisiaj.
 
 

IN YOUR DREAMS - 4,5


"In Your Dreams" to jeden z moich ulubionych romansów tego roku. Sarah Adams po prostu wie, co kocham w książkach. Kiedy potrzebuję komfortowej i słodkiej powieści, ale napisanej z sercem, takiej prawdziwej i w swojej prostocie zachwycającej (plus bez pikanterii, której niewam niestety przesyt), jej książki przychodzą mi na ratunek. James i Maddie sprawili, że nie mogłam przestać się śmiać, chichotałam czytając ich docinki i odpały, a także zakochiwałam się w ich miłości okazywanej na tak wiele małych i dużych sposobów. James to ideał książkowego chłopaka, definicja usychania z tęsknoty i pragnienia. Nie potrafię już wybrać mojej ulubionej części tej serii, bo wszystkie są wspaniałe.
 
 

WILD SIDE - 3,5

Realizując moje postanowienie, że w tym roku będę zmniejszać mój stosik hańby, w maju powróciłam do serii "Rose Hill" i przeczytałam tom trzeci, w którym mamy małżeństwo z rozsądku. Niestety moja przygoda z tą książką to była wyboista droga. Początek mi się dłużył, autorka ciągle wybijała mnie z rytmu przeplatającymi się motywami śmierci i żałoby z wrzucanymi w nieodpowiednich momentach komentarzach o seksualnym przyciąganiu bohaterów (co w jej książkach irytuje mnie najmocniej). W drugiej połowie na szczęście się wciągnęłam. Mimo wszystko chemia między Rhysem i Tabithą jest świetna, dobrze mi się o nich czytało i chyba po raz pierwszy lepiej się bawiłam, gdy już się do siebie zbliżyli, bo ich relacja była piękna. Nie jest to jednak mój ulubiony tom tej serii.
 

SLAP SHOT - 4


Będąc w pełni w hokejowym humorze w maju powróciłam też w końcu do serii "D. C. Stars" i zapoznałam się ze "Slap Shot" - historią o samotnej mamie i hokeiście NHL, który potrzebuje prywatnego szefa kuchni. Nie jest to tom bez wad, trochę w drugiej połowie mój entuzjazm opadł (nie jestem fanką ilości scen erotycznych), zaczęło się robić trochę powtarzalnie. Mimo wszystko jest to bardzo urocza i komfortowa historia i tworzeniu własnej małej rodziny, stawaniu na nogi po upadkach, jakie serwuje nam życie i poszukiwaniu własnego szczęścia. Hudson jest szczerze jednym z moich ulubionych fikcyjnych hokeistów, a Madeline i Lucy idealnie wpasowują się w jego świat.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia