Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Must Read. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Must Read. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2025

Anna Benning - Mroczne Sigile. Kogo zdradza los



Tego nie spodziewał się nikt, a na pewno nie Rayne — życie mieszkańców Mirroru spoczywa w jej rękach!

Dziewczyna musi odnaleźć się pośród politycznych gierek, przejrzeć intrygi przeciwników i nie pogubić się w swoich własnych uczuciach. A przede wszystkim zawalczyć o przetrwanie i Prime’u, i Mirroru. Uwolniona przez dawną władczynię magia chaosu rośnie w siłę i nadal się rozprzestrzenia. Czy przeznaczeniem Rayne jest zginąć w walce z mrocznymi mocami? A może jest jeszcze szansa na to, by ocalić świat… i jej miłość do Adama?


Nie czytam już zbyt wielu młodzieżówek fantasy, ale jeśli jest autorka, po której książki zawsze z chęcią sięgnę, to jest nią Anna Benning. Dotarliśmy do finału kolejnej już jej trylogii (poprzednią jest "Vortex", którą również ogromnie wam polecam) i cóż to był za koniec! Przez długie przerwy między kolejnymi tomami obawiałam się, że nie odnajdę się w tym świecie ponownie, ale autorka tak płynnie prowadzi fabułę, że wskakuje się w ten świat tak, jakby nigdy się z niego nie wychodziło. A losy bohaterów w tym pełnym akcji finale wywołują tak wiele emocjonalnych zawirowań, że ostatnie rozdziały czytałam wstrzymując oddech.

Gdy w wydarzeniach z finału poprzedniej części Adam traci swoje moce, Rayne jako dziedziczka drugiego najpotężniejszego Mrocznego Sigila zostaje wytypowana na nową władczynię Mirroru. I chociaż dziewczyna kompletnie nie czuje się na to przygotowana, wie, że to jedyne prawidłowe rozwiązanie - zwłaszcza, że Eleanore, matka Adama, nadal ukrywa się gdzieś na świecie i przygotowuje się na zniszczenie Mirroru. Przytłoczona nowymi obowiązkami i tęsknotą za Adamem razem z przyjaciółmi stara się odnaleźć jakieś rozwiązanie... i w tym celu zwraca się o pomoc do kogoś ze swojego dawnego życia. Jednak napięcie w Primie i Mirrorze narasta, coraz ciężej jest komuś zaufać, a zdrajcy znajdują się nawet tam, gdzie najmniej by się tego spodziewała. Czy uda jej się uratować świat i ludzi, których kocha najmocniej, zanim będzie za późno?

Jak w przypadku poprzednich tomów, początek tej części również jest trochę powolny. Adam znika, Rayne próbuje jakoś się odnaleźć w nowej sytuacji, a przyszłość świata maluje się w mrocznych barwach. Dopiero po jakimś czasie znowu wpadamy w pewien rytm, a kolejne wydarzenia prawdziwe budują napięcie i oczekiwanie na punkt kulminacyjny, do którego prowadzi wszystko od samego początku. Zupełnie się tego nie spodziewałam, ale bywały chwile, zwłaszcza w drugiej połowie książki, kiedy walczyłam ze łzami i wstrzymywałam oddech. Cała seria może nie jest może niczym odkrywczym jeśli chodzi o fabułę, ale autorka potrafi wywołać emocje i wstrząsnąć czytelnikiem, a w tym tomie takich sytuacji było mnóstwo.

Wszyscy bohaterowie przechodzą ogromną przemianę, w mniejszym czy większym stopniu spowodowaną okolicznościami, w jakich się znaleźli. Osobiście dla mnie decyzja przekazania tronu Rayne była trochę nieoczekiwana i... cóż, nie wiem, czy się z nią zgadzam (ze wszystkich powierników Mrocznych Sigili dla mnie akurat ona najmniej się do tego nadaje, no ale to tylko moja opinia), ale pozwoliła jej stać się odrobinę bardziej odpowiedzialną osobą, mniej podatną na podejmowanie decyzji pod wpływem emocji i osobistych przeżyć. Podobało mi się, że mogliśmy zobaczyć jej osobiste powiązania z magią i jej rodzinną historią, dzięki temu łatwiej było mi zrozumieć jej motywację i niektóre decyzje. To nadal tylko młoda osoba wrzucona w trudną sytuację, więc daleko jej do ideału, ale zdecydowanie widać w niej przemianę.

Ponownie brakowało mi jednak rozwinięcia postaci Adama i cały czas uważam, że ta seria dużo by zyskała, gdyby autorka wplotła chociaż kilka rozdziałów napisanych jego oczami - zwłaszcza, że jego  postać jest mocno powiązana z największym wątkiem fabularnym, a bardzo mało czytamy o tym, co dzieje się w jego głowie. Właściwie większości możemy się jedynie domyślać razem z Rayne. Myślę, że było to też jednym z głównych powodów, dlaczego dość długo zajęło mi, by przekonać się do ich wątku miłosnego. Polubiłam ich w końcu i każda ich scena była przyjemną odskocznią od reszty fabuły, ale ostatecznie nie pokochałam ich niestety tak, jak pokochałam Elaine i Bale'a z Vortexu - do końca czegoś mi w nich brakowało, jakieś intensywności, która sprawiłaby, że naprawdę zależałoby mi na ich relacji.

Natomiast moim ulubionym wątkiem dziejącym się w tle, który baardzo powoli był budowany wręcz od samego początku, był wątek Matta i Cedrica. Po takim slow burnie i długim oczekiwaniu aż mi szkoda, że nie mieliśmy szansy przeczytać o nich więcej, ale i tak ogromnie mnie ucieszyło to, co dostaliśmy. Byli miodem na obolałe serducho, gdy wszystko inne się sypało. Cedric zresztą stał się moją ulubioną postacią z nich wszystkich. Jestem czytelniczką, która ogromnie ceni sobie rozwinięcie różnych relacji i przyjaźni, nie tylko tej między głównymi bohaterami, więc pod tym względem byłam bardzo zadowolona.

Jako finał ta książka była bardzo dobra - satysfakcjonująca i trzymająca w napięciu. Kiedy już akcja się rozkręciła, to nie spowolniła nawet na moment i chociaż niektóre momenty były rozwiązane trochę z łatwością, to inne zafundowały szybsze bicie serca, a u mnie nawet łzy. Do ostatniej strony nie mogłam się oderwać, zaintrygowana tym, jak wszystko się zakończy. Anna Benning pisze naprawdę świetne serie urban fantasy, szczególnie jeśli ma się ochotę na coś niezbyt skomplikowanego i wymagającego, a mimo wszystko wciągającego. Cała trylogia nie pobiła dla mnie Vortexu, ale i tak ją wam polecam!


Anna Benning urodziła się 1 marca 1988 roku w Schweinfurcie. Już od najmłodszych lat pasjonowała się książkami. Po studiach literackich i pracy jako recenzentka zatrudniła się w wydawnictwie. Pewnego dnia postanowiła spisać na papierze swoje historie. Trylogia „Vortex” to jej debiut literacki, który przed opublikowaniem długo przeleżał w szufladzie.


Tytuł: Mroczne Sigile. Kogo zdradza los
Autor: Anna Benning
Seria: Mroczne Sigile. Tom 3
Tytuł w oryginale: Dark Sigils. Wen das Schicksal betrügt
Data premiery: 15.10.2025
Wydawnictwo: Must Read
Liczba stron: 480
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Must Read:
Czytaj dalej »

piątek, 18 kwietnia 2025

Anna Benning - Mroczne Sigile. Jak nakazuje ciemność



Mroczne Sigile to najpotężniejsze magiczne artefakty, jakie kiedykolwiek wykonano. Ich magia odbiera powiernikom wszystko, co się liczy – wolność i możliwość podejmowania decyzji w najważniejszych sprawach. Zrozpaczona Rayne widzi tylko jedno wyjście, do którego droga prowadzi przez poszukiwanie owianego tajemnicą ósmego Mrocznego Sigila. Czy dziewczyna zdoła negocjować zarówno z rebeliantami, jak i Lordem Mirroru? Czy da się pogodzić interesy wszystkich stron? I czy świat nie pogrąży się w mroku, jeśli powiernicy przeciwstawią się przeznaczeniu?


Minęło już trochę czasu od premiery pierwszego tomu "Mrocznych Sigili", więc nie ukrywam - niewiele już pamiętałam z fabuły poza paroma ogólnymi wątkami. Bałam się, że przez to ciężko będzie mi znowu "wskoczyć" w ten świat, ale na szczęście Anna Benning od pierwszego rozdziału przedstawia fabułę w taki sposób, że kolejne elementy wskakują na swoje miejsce. Lekkość w przyswajaniu tej serii i umiejętność autorki, by w pełni wciągnąć czytelnika w przedstawiane wydarzenia to zresztą jedne z powodów, dlaczego tak się z jej książkami polubiłam. I chociaż "Jak nakazuje ciemność" nie jest książką idealną, ogromnie jestem ciekawa zakończenia tej trylogii i mam nadzieję, że nie przyjdzie nam długo czekać na tom finałowy.

Minęły miesiące odkąd Rayne dołączyła do rebeliantów w celu odnalezienia sposobu na uwolnienie się od magii sigili, która tak niespodziewanie stała się częścią niej. Oznaczało to jednak porzucenie Siódemki, którzy stali się jej bliskimi przyjaciółmi, a w tym Adama, Lorda Mirroru, którego pokochała i za którym ogromnie tęskni. Nie pozwala jednak, by to stanęło na jej drodze do upragnionej wolności. Razem z rebeliantami wyrusza na poszukiwania rzekomego ósmego Mrocznego Sigila, który ma mieć zdolność rozdzielenia powiernika od jego sigila. Gdy jednak poszukiwania na nowo splatają drogę Rayne z resztą powierników sigili oraz z ukochanym, którego porzuciła, bohaterowie zostają zmuszeni zastanowić się, czy uda im się pogodzić obydwa światy, zanim pogrąży ich mrok i co wydarzy się, jeśli sprzeciwią się przeznaczeniu.

Muszę przyznać, że początek tego tomu był dla mnie żmudny do przebrnięcia i czytałam go parę dni. Ten tom rozpoczynamy pobytem Rayne wśród rebeliantów po jej odejściu od reszty powierników i jakoś nie mogłam się w ten motyw wkręcić. Nie działo się tu nic wystarczająco ciekawego, by utrzymać moją uwagę. Akcja ponownie nabiera tempa w momencie, gdy ponownie pojawia się reszta bohaterów - zaczynają się poszukiwania odpowiedzi na różne pytania i zaczynamy zgłębiać kolejne rodzinne sekrety, które wyjawiają wiele informacji na temat magii oraz historii bohaterów. Nie jest to może jakoś niesamowicie skomplikowana historia, w dużej mierze czyta się ją bardziej jak młodzieżówkę, ale i tak autorce udaje się utrzymywać uwagę czytelnika. Ja sama aż do ostatnich stron z zaciekawieniem szukałam wskazówek, jak to wszystko może się zakończyć.

Anna Benning wplata w ten tom ciekawy element, a mianowicie przedstawia nam kilka rozdziałów napisanych oczami młodej Leanore Tremblett, matki Adama. Na początku nie do końca wiedziałam, jaki jest tego sens, ale wkrótce zaczęłam zauważać pewne powiązania i nie mogłam wyjść z podziwu, jak bardzo historia lubi zataczać pełne koło. Nietrudno nie zauważyć podobieństw do losów Rayne i Adama, ale to do nich należy decyzja, czy pozwolą, by tradycje i historia kształtowały przyszłość ich oraz reszty świata. Ich rozterki wobec tego co słuszne, a tego, czego pragną, to jeden z najważniejszych elementów tego tomu. Na początku może się zdawać, że chociaż bardzo się do siebie przywiązali, to ich różne podejścia do tego, kim są i czy mają prawo do wyboru swojej przyszłości, nie pozwolą im stworzyć prawdziwej relacji. W końcu Rayne pragnie wolności, Adam uparcie trzyma się swoich obowiązków jako Lord Mirroru, na którym spoczywa ciężar uchronienia świata przed mrokiem, a prawo nie pozwala powiernikom się ze sobą spoufalać. Jednak autorka świetnie ukazuje, jak bardzo ci bohaterowie się zmieniają pod wpływem wydarzeń i nawet Rayne, dotychczas mocno skupiona na własnym celu, zaczyna dostrzegać, że wszystkie ich działania mają konsekwencje i być może sprawa jest dużo ważniejsza, niż ona sama i jej miłość do Adama. 

To mi się bardzo w nich w tym tomie podobało: chociaż widać ich frustrację, bo oboje siebie pragną, ale nie potrafią do siebie dotrzeć, to w końcu zachodzi w nich pewna zmiana. Obydwoje zaczynają dorastać do swoich ról i być może nawet odsłaniać te części siebie, których do tej pory nie chcieli dostrzec. To emocjonalna i czasami bolesna zmiana, ale bardzo mi się podobała. Jestem bardzo ciekawa, w którą stronę autorka poprowadzi ich historię, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne elementy, które wychodzą na jaw w trakcie lektury tego tomu.

Muszę też przyznać, że bardzo cenię sobie tę serię za to, że jest przejrzysta, prosta, ale jednocześnie w pełni angażująca. Czasami mam ochotę na skomplikowane fantasy, a czasami trzeba mi po prostu czegoś dobrego, ale szybkiego, a ta trylogia (jak i zresztą jej poprzednia, Vortex, która podobała mi się nawet bardziej) jest do tego idealna. Mamy plot twisty i wiele emocjonalnych chwil, ale też wiele odpowiedzi na pytania, dzięki czemu nie czułam się sfrustrowana tym, że nie dowiaduję się niczego konkretnego. Akcja płynęła dynamicznie, a zakończenie pozostawiło mnie w takim szoku, że najchętniej od razu sięgnęłabym po finał.

Mogę śmiało napisać, że "Jak nakazuje ciemność" to kontynuacja utrzymująca poziom i warta przeczytania. Może nie otrzymacie tu jakiejś niesamowicie skomplikowanej historii fantasy, ale autorka świetnie kreuje świat (można powiedzieć, że nawet dwa), swoich bohaterów, przy czym w całym magicznym chaosie pozwala nam nawet na chwile pełne śmiechu, ciepła i przyjaźni. Ja osobiście pod koniec wylałam także łzy, więc z pewnością dostajemy tu cała gamę emocji. Jeśli poszukujecie angażującego, ale lekkiego fantasy, to koniecznie dajcie szansę tej serii!


Anna Benning urodziła się 1 marca 1988 roku w Schweinfurcie. Już od najmłodszych lat pasjonowała się książkami. Po studiach literackich i pracy jako recenzentka zatrudniła się w wydawnictwie. Pewnego dnia postanowiła spisać na papierze swoje historie. Trylogia „Vortex” to jej debiut literacki, który przed opublikowaniem długo przeleżał w szufladzie.


Tytuł: Mroczne Sigile. Jak nakazuje ciemność
Autor: Anna Benning
Seria: Mroczne Sigile. Tom 2
Tytuł w oryginale: Dark Sigils. Wie die Dunkelheit befiehlt
Data premiery: 09.04.2025
Wydawnictwo: Must Read
Liczba stron: 528
Ocena: 7/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Must Read:


Czytaj dalej »

piątek, 26 lipca 2024

Ashley Poston - Siedem lat wstecz



Po najgorszym dniu w swoim życiu trzeba wymyślić, jak dalej żyć.

Dlatego Clementine układa plan, mający chronić jej serce: być zajętą, ciężko pracować, pokochać kogoś miłego i starać się pamiętać o tym, aby sięgać gwiazd. To ostatnie jest niemądre i oczywiście ma znaczenie metaforyczne, ale ciocia zawsze jej powtarzała, że każdy musi mieć przynajmniej jedno wielkie marzenie, które będzie go napędzało. I przez ostatni rok ten plan doskonale się sprawdzał. To znaczy prawie doskonale. Ta część o miłości jest trudna w realizacji, ponieważ Clementine nie ma ochoty nawiązywać zbyt bliskich relacji – nie jest pewna, czy jej serce by sobie z tym poradziło.

I wtedy w mieszkaniu zmarłej cioci zastaje nieznajomego mężczyznę. Mężczyznę z życzliwym spojrzeniem, akcentem Południowca i upodobaniem do tarty cytrynowej. Mężczyznę, w którym przed tym wszystkim zakochałaby się bez pamięci. I może nadal byłoby to możliwe.

Tyle że on żyje w przeszłości. Siedem lat wstecz. A ona, całkiem dosłownie, jest jego przyszłością.
Ciocia zawsze mówiła Clementine, że to mieszkanie jest miejscem, w którym chwile łączą się ze sobą niczym akwarele. I dziewczyna wie, że jeśli pozwoli sobie się zakochać, skończy się to dla niej tylko cierpieniem.

Bo przecież miłość nigdy nie jest kwestią czasu, lecz kwestią zgrania się w czasie.


"Miłość nie jest kwestią czasu, ale kwestią zgrania się w czasie" to jeden z moich ulubionych cytatów z tej historii, a jest ich całe mnóstwo. W swojej nowej powieści Ashley Poston łączy elementy magii, romansu i podróży w czasie z motywami straty i żałoby, dorastania, zmian oraz poszukiwania szczęścia, przedstawiając niesamowicie wyjątkową i pełną emocji historię. Ja osobiście nigdy nie byłam największą fanką motywu podróży w czasie, a jednak tutaj autorce dzięki czemuś tak prostemu jak magiczne mieszkanie udaje się ująć słowami tak wiele ważnych myśli i doświadczeń, że coś w tej książce mnie zwyczajnie chwyciło za serce. I nawet jeśli nie jest idealna, to była zdecydowanie warta przeczytania.

Pogrążona w żałobie Clementine sprowadza się do mieszkania po zmarłej cioci, próbując jakoś poradzić sobie ze stratą. To jej ciocia pokazała jej czym tak naprawdę jest życie pełne przygód, podróżując razem z nią po całym świecie. Wiele lat spędziła na wysłuchiwaniu o magicznych właściwościach jej mieszkania w Nowym Jorku, który ma możliwości przenoszenia swoich lokatorów w czasie. Zawsze siedem lat, przyszłość albo przyszłość. Clementine jednak nigdy w to nie wierzyła... do czasu, aż pewnego razu budzi się do odgłosów szurania i w mieszkaniu swojej cioci znajduje chłopaka, który przedstawia się jej jako Iwan. Chociaż ciężko jej w to uwierzyć, coś w tym chłopaku o życzliwym uśmiechu i z uwielbieniem do pieczenia tart cytrynowych sprawia, że nie chce go opuszczać. Ale on tkwi w przeszłości, a jej ciotka zawsze wpajała jej dwie zasady życia w tym mieszkaniu: zostawiać buty przy wejściu i nigdy się w nikim nie zakochiwać. No bo czy miłość ma szansę zaistnieć poza czasem?

Jest w tej historii coś tak urokliwego i wyjątkowego, że od pierwszej do ostatniej strony nie sposób się od niej oderwać. Może to niecodzienna i wciągająca fabuła, która sprawia, że chcemy poznać odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet jeśli nie wszystko do końca jest jasne. Może to wątek miłosny, który zdaje się przeczyć wszelkim prawom czasu, który prowadzi do wielu rozmyślań na temat losu i przeznaczenia, ale też zachodzących w nas zmian na przestrzeni lat. A może to po prostu jej subtelny i melancholijny klimat. To, jak za pomocą jednego zabiegu fabularnego autorce udaje się przekazać tak wiele emocji, uczuć, przeżyć. Wiem jedno - ta historia po prostu chwyta. Za serce, za umysł, za wszystko.

Gdy przeczytałam, że jest to historia o podróży w czasie, początkowo nie byłam zbyt podekscytowana. Zresztą, nawet przed lekturą nie miałam większych oczekiwań, bo obawiałam się, że to może nie być coś dla mnie, ale i tak chciałam spróbować, bo bardzo lubię twórczość Poston i już od dawna nic od niej nie czytałam. Nie spodziewałam się jednak, jak bardzo uderzy we mnie ta historia. To już druga książka w ciągu tygodnia, która porusza tematykę straty bliskiej osoby i żałoby, co mocno we mnie uderzyło i wywołało bardzo emocjonalną reakcję. Okazuje się, że chociaż jest to po części historia miłosna, to tak naprawdę jest to przede wszystkim powieść ukazująca surową i emocjonalną podróż osoby pogrążonej w żałobie, radzącą sobie z każdą chwilą z przeszłości, która już przeminęła i nigdy nie powróci, bo ludzie odchodzą, a my musimy się nauczyć z tym żyć.

Autorka pisze w tak piękny, czasami poetycki wręcz sposób, że co chwilę miałam ochotę coś w tej książce zaznaczyć, coś podkreślić, zostawić cząstkę siebie. Chociaż czasami było mi ciężko nadążyć z fabułą i chyba do tej pory nie do końca rozumiem, na jakich zasadach działa owa podróż w czasie, to bardziej doceniam to, co udało jej się przedstawić między wierszami - historię o dorastaniu, o tym, że każdy z nas się zmienia, a nic, co jest zapisane w czasie, nie trwa wiecznie i tylko do nas należy wybór, jak sobie z tym poradzimy.

Historia Clementine i Iwana to idealny przykład właściwych osób, które spotykamy w odpowiednim miejscu, ale w nieodpowiednim czasie. Cofając się z bohaterką po raz pierwszy o te siedem lat miałam w głowie zupełny mętlik, który w pewnym sensie pozostał tam aż do samego końca. Tak naprawdę moją jedyną krytyką wobec tej historii jest to, że czasami ich wątek zdawał się być wręcz zbyt wyidealizowany, a wręcz pokusiłabym się o napisanie, że było połączyło ich trochę takie insta love. Jako osoba, która preferuje slow burn i prawdziwe zagłębienie się w uczucia bohaterów, nie do końca kupowałam ich natychmiastowe połączenie - przynajmniej nie na początku. Część mnie rozumiała, że taki jest efekt uboczny takich, a nie innych okoliczności, ale druga część mnie cały czas miała z głowy fakt, że wszystkie ich spotkania można by było policzyć na palcach u rąk. A to sprawiło, że ciężko było mi uwierzyć w ich rzekomo wielkie uczucie.

Mimo wszystko, trzeba przyznać, że w końcu ja również dałam się omamić uroczemu chłopakowi, który zdawał się być zawieszony w czasie i chwilowo tylko jej. Stało się to tym bardziej wtedy, gdy tempa zaczęła nabierać akcja w teraźniejszości i bohaterowie stali się bardziej wyraziści, realni - nie istnieli już jako jedynie dwójka osób tkwiąca w przeszłości. Nadal uważam, że ich wątek powinien być trochę bardziej dopracowany, zwłaszcza pod koniec, ale tkwiąca we mnie nieuleczalna romantyczka również bardzo im kibicowała i nawet pomimo niedoskonałości bardzo dobrze się bawiłam, poznając ich historię. Nie było innej opcji, gdy autorka pisze tak pięknym językiem, że jej słowa po prostu chwytają za serce.

"Siedem lat wstecz" to zdecydowanie niecodzienna i nietuzinkowa komedia romantyczna, która porusza jednocześnie wiele innych, ważnych wątków. Nie spodziewajcie się samego romansu, bo ten jest tak naprawdę tłem. Sam Iwan nie jest tak naprawdę drugą główną postacią, bo czasami miałam wrażenie, że znikał w natłoku innych wątków i istniał przede wszystkim jako ważna część podróży Clementine do odkrycia kim jest po śmierci swojej cioci. Ale to niekoniecznie musi być coś złego - ja osobiście kocham takie historie, które gwarantują mi coś więcej, niż tylko romans. A ta powieść chwyciła mnie za serce.


ASHLEY POSTON całym sercem kocha groźnych piratów, ruchome zamki i gwieździste nocne niebo. Ukończyła filologię angielską na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, dzięki której umocniła swoją miłość do opowiadania historii. Kiedy nie wzdycha do filmowych gwiazd mięśniaków i świadomie emocjonalnie robotów, poszukuje swojej kolejnej wielkiej przygody. Mieszka we wschodniej Kalifornii ze swoim nieokiełznanym kotem, z którym wspólnie szczerze wierzą, że wszyscy ludzie są bandą dziwaków. Czasami można ją znaleźć krążącą po kawiarniach, gdzie czyta niezliczone ilości fanfików. Ogląda stanowczo za dużo anime i gra w gry komputerowe. Czasami pisze również książki. Ale tylko czasami. Gdy gwiazdy tworzą odpowiedni układ.


Tytuł: Siedem lat wstecz
Autorka: Ashley Poston
Tytuł w oryginale: The Seven Year Slip
Data premiery: 06.05.2024
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Liczba stron: 392
Ocena: 8.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Gorzka Czekolada:


Czytaj dalej »

środa, 15 maja 2024

Julia Biel - Times New Romans | Recenzja patronacka




Autor romansów i autorka kryminałów, którzy mają napisać razem bestseller? Jasne! Coś jeszcze? Dobrze by było, gdyby przy okazji udawali parę, zamieszkali pod jednym dachem, w mediach społecznościowych wyglądali na zachwyconych i szaleńczo w sobie zakochanych. Problem w tym, że się nie znoszą, mimo że w dzieciństwie byli najlepszymi przyjaciółmi, a w domku na drzewie tworzyli swoje pierwsze historie i snuli plany na przyszłość. Rozdzieleni przez tragedię, lądują po dwóch stronach kraju, ale choć wszystko ich dzieli, to wciąż zbyt wiele ich łączy, żeby to zignorować – wydawca, pasja, niedomknięta przeszłość…


Julia Biel ma na swoim koncie już wiele świetnych książek, ale dopiero teraz mamy okazję poznać ją w trochę odważniejszym, bardziej dojrzałym wydaniu. Times New Romans, pierwotnie publikowane na Wattpadzie, to książka zawierająca całą masę moich ulubionych motywów, więc naturalnie od razu byłam nią zaciekawiona. Ale niech was nie zwiedzie ta urocza okładka i słodki opis - autorka zaserwuje wam takie emocjonalne tornado, że jeszcze długo nie będziecie mogli się po nim pozbierać.

Ellie Golding jest autorką kryminałów, a Theo Hardy zgarnia serca czytelniczek płomiennymi romansami. Obydwoje orbitują na tej samej planecie, a jednak nikt nie wie, że ta dwójka słynnych autorów niegdyś snuła wspólne historie na domku na drzewie, gdzie zmartwienia dzieciństwa i nastoletnich lat nie miały do nich dostępu. Wystarczyła jednak jedna noc i tragedia, która rozdzieliła ich na długie lata. Teraz Ellie nie chce mieć już nic wspólnego z dawnym przyjacielem, który wyrósł na łamacza serc i przypominał jej o wszystkim, czego nienawidziła. Kiedy jednak jej agentka zmusza ją do napisania kolejnej książki z samym Hardy'm, aby pomóc jej zdobyć więcej fanów, życie Ellie staje na głowie. Teraz kobieta ma nie tylko zmusić się do napisania romansu, ale też przenieść się do jego ogromnego domu i w pełni zaangażować się w wymyśloną przez ich agentów farsę, jaką jest jednoczesne udawanie zakochanych. Czy to będzie dla nich druga szansa, aby uratować ich dawną przyjaźń, czy jedna wielka katastrofa?

Książka na pierwszy rzut oka obiecuje nam historię dawnych przyjaciół i niespełnionych kochanków, których drogi się rozeszły na wiele lat, a którzy teraz muszą razem napisać romans i udawać zakochaną parę. Pełną popularnych motywów, które przyciągają rzesze romansiar. Fani takich książek, jak Book Lovers Emily Henry czy Miłość i inne słowa Christiny Lauren, z pewnością się w tej historii odnajdą. Jednakże dopiero kiedy zaczynamy się zagłębiać w historię tych postaci, ujawnia nam się złożona, skomplikowana i pełna emocji powieść, której daleko do schematycznego romansu. Powieść pełna żalu, poczucia straty, niepewności, frustracji - uczuć wynikających z trudnej, wieloletniej historii, która łączy i dzieli głównych bohaterów.

Ellie i Theo nie są łatwymi postaciami. Szczerze mówiąc, obydwoje, a Ellie w szczególności, czasami bardzo mnie frustrowali. Wkurzały mnie ich decyzje podejmowane pod wpływem emocji, ta skłonność do chowania głowy w piasek, gdy w grę wchodziły ich uczucia i przeszłość. Bywały takie chwile, kiedy już naprawdę miałam ochotę nimi potrząsnąć. Jednakże dzięki temu, że obydwoje są tego świadomi i sami niejednokrotnie zaznaczają swoje wady, łatwiej jest im wybaczyć i spróbować postawić się w ich sytuacji, pełnej wieloletniego żalu, nienawiści i braku zaufania.

Sytuacji ciągnącej się od tak wielu lat nie da się tak po prostu odbudować, nawet pomimo miłości, jaka ich niezaprzeczalnie łączy i na każdym kroku obserwujemy, jak bardzo ich to męczy. Gdy Ellie zostaje postawiona pod faktem dokonanym, dowiadując się o wspólnym projekcie z Theo, z którym zresztą nie chce mieć nic wspólnego, wybucha chaos. Chociaż jedno z nich pragnie wykorzystać tę szansę, aby naprawić ich stosunki, to nietrudno jest im wrócić do tego, co jest im tak dobrze znane - do niechęci, zgryźliwych docinków, obrażania się. Wisi nad nimi widmo ich wspólnej przyszłości, która ich tak mocno podzieliła. Osobiście zupełnie nie spodziewałam się tak tragicznej sytuacji i w momencie, gdy autorka wyjawiła nam prawdę, złamało mi się serce. Dla tej dwójki młodych osób, którzy mogli mieć tak wiele, ale którym po prostu nie było to pisane.

Nie zabraknie tu oczywiście typowego dla Julii błyskotliwego humoru, ciętych ripost i złośliwości, za które wszyscy tak uwielbiamy jej twórczość. Poza tym sama fabuła prezentuje nam możliwie wszystko, czego możemy pragnąć od romansu - fake dating, enemies to lovers, przyjaciół z dzieciństwa, którzy muszą sobie dać drugą szansę. A jednak najbardziej w oczy rzuca się autentyczność i złożoność tych postaci, którzy czasami zachowują się nierozsądnie, sprawiają, że mamy ochotę rwać sobie włosy z głowy, próbując lawirować pomiędzy tornadem uczuć, z którym czasami sobie zwyczajnie nie radzą. Miotają się między pragnieniem dania sobie drugiej szansy, a strachem przed zaufaniem osobie, która ma największą moc, by ich zranić. A przede wszystkim nie dają sobie zapomnieć o łączącej ich miłości, która trwa pod różnymi postaciami przez lata, nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma już dla nich szans.

Tak więc przygotujcie się na zapewne najbardziej zakręconą, skomplikowaną przejażdżkę, na jaką zabierze was Julia. Ellie i Theo nie dają o sobie zapomnieć, żyją na kartach stron pełni wrzących emocji, tańczący pośród płomieni swojej skomplikowanej przeszłości, miotający się pomiędzy wzajemną frustracją, a burzliwą miłością. No i kto nie skusiłby się na historię o wrogach, którzy muszą napisać razem romans i przy tym udawać zakochanych?

JULIA BIEL to polska autorka i miłośniczka książek, redaktorka i tłumaczka, z sercem ulokowanym w Poznaniu i gdzieś w Utah. Jej debiutancka książka to przyjemna młodzieżówka "To nie jest, do diabła, love story".


Tytuł: Times New Romans
Autorka: Julia Biel
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Data premiery:  15 maja 2024
Liczba stron: 576
Ocena: 9/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Gorzka Czekolada:

Czytaj dalej »

środa, 1 maja 2024

Rebecca Yarros - Każdym skrawkiem duszy | Wsparcie medialne



„Wiedziała. Właśnie dlatego mama nie otworzyła drzwi. Zdawała sobie sprawę, tata że zginął”.

Ember Howard, która przez dwadzieścia lat wychowywała się jako córka wojskowego, również się tego domyśliła. Żołnierze na progu oznaczali, że tata nie wróci już do domu. Nie przypuszczała jednak, że znajdzie w sobie tyle siły, aby zatroszczyć się o pogrążoną w rozsypce rodzinę, kiedy mama tak bardzo się załamała.

W jej życiu pojawia się Josh Walker – gwiazda hokeja, nowy sąsiad i właściciel najcudowniejszych rąk, którymi nieustannie wybawia ją z opresji. Potrafi zaledwie jednym spojrzeniem, pojedynczym dotykiem wymazać cały jej ból. Chociaż Ember pragnęłaby odsunąć od siebie uczucia i sama uporać się z traumą, nie może zaprzeczyć, że bardzo ją do niego ciągnie.

Do czasu, gdy sekret Josha burzy ich świat.


Gdy wracam myślami do książek z moich nastoletnich lat, jedną z serii, która przychodzi mi niemalże od razu na myśl, jest właśnie Flight & Glory. Wydana niegdyś pod tytułem "Odważmy się kochać", była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Rebekki Yarros, ale też w ogóle z romansami militaryjnymi i do tej pory pamiętam, że pochłonęłam wszystkie tomy w ciągu paru dni. A teraz mamy okazję powrócić do niej po wielu latach w zupełnie nowej odsłonie i z nowym tłumaczeniem. Gdy dostałam propozycję napisania rekomendacji do tej książki, nawet się nie zawahałam, bo to jedna książek, do których do końca życia będę miała ogromny sentyment. Z wielu powodów skradła moje serce i nawet pomimo niedoskonałości darzę ją wielką miłością i niezmiernie się cieszę, że teraz nowi czytelnicy mogą ją odkryć po raz pierwszy.

W pierwszym tomie poznajemy historię Ember i Josha, których drogi splatają się ponownie po latach. Ona właśnie przechodzi żałobę po utracie taty, który przez wiele lat pełnił służbę jako doktor na froncie, leczy serce po zdradzie chłopaka i składa do kupy swoją rodzinę, która ledwo daje sobie radę. Wpadają na siebie zupełnie przypadkiem i choć Ember nawet nie myśli o tym, aby wchodzić w kolejny związek, Josh staje się dla niej i jej rodziny opoką w trudnym czasie. Trudno jest jej nie czuć sympatii do chłopaka, w którym jeszcze jako nastolatka była ogromnie zauroczona. Ale kiedy w końcu otwiera na niego swoje serce, okazuje się, że Josh skrywa ogromną tajemnicę, która może zrujnować wszystko, co zaczęli wzajemnie budować...

Historia Ember i Josha, chociaż ubrana ładnie w studencką historię z elementami hokeja, nie jest ani trochę prosta. Ta dwójka musi się zmierzyć z wieloma trudnościami, szczególnie jeśli chodzi o Ember, dla której życie zawaliło się w ciągu paru minut. To ona przejmuje obowiązki rodzinne, gdy jej matka pogrąża się w żałobie. Dba o młodszego brata i siostrę, która wpada w spiralę autodestrukcji. Traci bliskie jej osoby niemalże w tym samym momencie, nic więc dziwnego, że zamyka się na możliwość wejścia w nowy związek. Można by napisać, że Josha i Ember połączyło natychmiastowe uczucie, ale muszą mocno zapracować, aby coś na nim zbudować. Czasami podejmują wątpliwe, frustrujące decyzje, ale to dość realistyczny wyraz tego, ile człowiek jest w stanie znieść bólu, zanim się na dobre rozsypie.

Josh jest w tym wszystkim idealną opoką, nie tylko dla samej Ember, ale też jej rodziny. Pojawia się niemalże jak anioł z nieba i pomaga im przetrwać z dnia na dzień, będąc jednocześnie czarującym sobą. Nie sposób go nie pokochać, nawet jeśli raz czy dwa sprawi, że w niego zwątpimy (poza tym jest hokeistą!). I to jest dla mnie najlepsze, ukazanie wad tych postaci, ich niepewności, skłonności do emocjonalnych, nie zawsze racjonalnych reakcji, bo to tylko kładzie nacisk na fakt, jacy są młodzi, musząc się zmagać z tak ciężkimi okolicznościami. 

Z pewnością wszyscy już dobrze znamy motyw wojny z innych książek Yarros, bo to właśnie w nim czuje się najlepiej - nic dziwnego, w końcu sama pochodzi z wojskowej rodziny, a jej mąż był żołnierzem. Tym razem również nam nie oszczędza tragicznych, bolesnych realiów wielu rodzin, którzy mierzą się z jej niesprawiedliwością i okrucieństwem. Przez żałobę rodziny Ember nad książką wisi pewna melancholijna chmura, która sprawia, że początek i koniec tej książki wyciskają łzy, ale autorce również, jak zresztą zawsze, przepięknie udaje się też ukazać nadzieję i momenty pełne miłości. Czy to wśród relacji rodzinnych, z czego najmocniej rozczuliła mnie postać młodszego braciszka Ember, Gusa, czy przyjaźni i wsparcia tego jednego chłopaka, który przynosi radość w chwilach, gdy wszystko pokrywa mrok.

Warto zaznaczyć, że ta historia ma już dobre dziesięć lat i był to debiut autorki, a więc może nam się czasami wydawać przestarzała i niedopracowana. Nawet ja przyznaję, że nie jest idealna, postacie mogą frustrować, a ich relacja rozwija się szybko, ale to nie zmienia faktu, że bardzo szybko się ją czyta i nawet pomimo paru wad można z nią bardzo przyjemnie spędzić czas. Osobiście, nieważne ile razy ją już czytałam, zawsze trafia we mnie emocjonalna warstwa tej historii, wszechogarniające poczucie żałoby, straty i pewnej niesprawiedliwości losu, który niespodziewanie potrafi odebrać nam wszystko.

Każdym skrawkiem duszy to powieść przeplatająca wszelkie uczucia, od bólu straty, niedowierzania, po nadzieję i miłość. To historia o nieidealnych, młodych ludziach, którym przyszło się zmierzyć z sytuacjami, które zniszczyłyby emocjonalnie niejedną osobę na świecie. I kiedy myślimy, że wszystko się powoli układa, autorka zrzuca kolejną bombę, która za pierwszym razem absolutnie zdruzgotała moje serce. Jedno trzeba przyznać, autorka wie, jak pisać emocjonalne powieści, bo tę poczułam każdym skrawkiem mojej duszy. I teraz tym bardziej nie mogę się doczekać powrotu do następnych tomów, bo historie Paxtona i Graysona były nawet lepsze. A tymczasem koniecznie poznawajcie Ember i Josha!


Rebecca Yarros jest absolwentką Uniwersytetu w Troy, gdzie studiowała historię Europy i język angielski. Mieszka w stanie Nowy Jork i jest żoną pilota wojskowego. Militarne życie na tyle ją zafascynowało, że założyła tematyczny blog dla wojskowych mam i żon -„The only girl among boys”. Przede wszystkim jednak jest autorką książek z gatunku literatury dla młodych dorosłych. Jako pisarka, Rebecca Yarros zadebiutowała w 2014 roku, a jej powieść „Wszystkimi zmysłami” szybko wywindowała ją do grona najbardziej znanych autorek powieści young adult. Polskie czytelniczki mogą znać ją również z takich książek, jak "Ostatni list” czy „Rzeczy, których nie dokończyliśmy”. Największą popularność przyniósł jej jednak debiut fantasy "Fourth Wing".


Tytuł: Fourth Wing. Czwarte skrzydło
Autor: Rebecca Yarros
Seria: The Empireum. Tom 1
Data premiery: 27.09.2023
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 526
Ocena: 10/10

Współpraca patronacka/reklamowa z Wydawnictwem Must Read:


Czytaj dalej »

piątek, 5 stycznia 2024

Kerri Maniscalco - Jak ująć Diabła



Audrey Rose Wadsworth i Thomas Cresswell przybyli do Ameryki, tętniącej życiem ojczyzny przebojowych ryzykantów. Okazuje się, że podobnie jak ich ukochany Londyn, Chicago pilnie strzeże swoich mrocznych tajemnic. Zwiedzając spektakularną Światową Wystawę, nasi bohaterowie dowiadują się o powiązanych z nią zaginionych kobietach i niewyjaśnionych zbrodniach.

Oboje stawiają czoło seryjnemu mordercy, innemu od wszystkich znanych im zbrodniarzy. Nie wystarczy go zidentyfikować – czy uda się również go złapać, i to w jego zamku tortur, czyli niesławnym morderczym hotelu?

Czy Audrey Rose wraz ze swoim ukochanym rozwiąże ostatnią zagadkę, czy też padnie ofiarą wyjątkowo zdeprawowanego rywala?


Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy piszę, że moja przygoda z serią "Stalking Jack the Ripper" dobiega końca i przyznaję - to bardzo słodko-gorzkie uczucie. Nawet jeśli była to wyboista droga, nawet jeśli po trzecim tomie zwątpiłam, czy dalej chcę ją czytać, to patrząc z szerszej perspektywy na te wszystkie miesiące wyczekiwania na kolejne przygody Thomasa i Audrey, to była jedna z moich ulubionych serii, jakie miałam okazje czytać w ostatnich latach. Pochłonęło mnie w niej wszystko, ten mroczny, wciągający klimat, historyczne smaczki, które trzymały w napięciu, sam Thomas Cresswell, miłość mojego książkowego życia i nawet romans, chociaż po drodze podziało się wiele rzeczy. I chociaż nie ukrywam, że zwlekałam z przeczytaniem ostatniego tomu, to autorce udało się zawrzeć w nim dokładnie to, za co tak tę serię pokochałam i nie wyobrażam sobie lepszego zakończenia.

Po pełnej wrażeń (piszę to z zaciśniętymi zębami) przygód na statku Etrurii płynącym do Ameryki, Audrey Rose i Thomas w końcu trafiają do Nowego Jorku, gdzie po traumatycznych wydarzeniach w końcu mają odrobinę wytchnienia. Wszystko wskazuje na to, że zbliżają się ich oficjalne zaręczyny, jeśli tylko dostaną błogosławieństwo od ojca Audrey, więc ich wspólna przyszłość nareszcie zaczyna się układać... dopóki nie dostają informacji o ginących i mordowanych w tajemniczych okolicznościach kobietach. Kolejne tropy rażąco przypominają przypadki morderstw Kuby Rozpruwacza sprzed miesięcy i prowadzą ich w sam środek Chicago, gdzie popularność zdobywa morderca znany jako Diabeł z Białego Miasta. Teraz pozostaje im zastanowić się, czy jest on jedynie kimś inspirującym się londyńskim mordercą, czy być może rozwiązanie zagadki przed miesiącami nie było tym, czym im się wydawało.

Maniscalco ma talent do tworzenia niepowtarzalnego klimatu w swoich książkach i chociaż opisy tortur, rozpadu ciał i ofiar morderstw nie będą dla każdego, to mnie od pierwszych stron Rozpruwacza właśnie one pochłonęły najbardziej. Tym bardziej, że rewelacyjnie udało jej się to umieścić w dziewiętnastowiecznych realiach, gdzie społeczne konwenanse są zupełnie różne od teraźniejszych i wszystko zdaje się wyglądać inaczej, a także oprzeć to na prawdziwych, historycznych wydarzeniach, które do dziś są owiane pewną tajemnicą. Mam wrażenie, że w tym tomie powracamy właśnie do tej świetności części pierwszej, która do tej pory zachwyciła mnie najbardziej. Tym bardziej, że w centrum ponownie znajduje się sprawa Kuby Rozpruwacza, która chociaż wydawała się być zakończona, okazuje się być bardziej skomplikowana, niż bohaterowie sądzili.

Audrey i Thomas trafiają do Ameryki, ale nawet parę tygodni względnego spokoju i przygotowania do zaręczyn i ślubu nie mogą stanąć na drodze największej prawdzie - połączyła ich przede wszystkim pasja do zagadek morderstw i medycyny sądowej, i to się nigdy nie zmieni. Nawet nie wiecie, jak się ucieszyłam, że w końcu powrócili ci partnerzy, których tak pokochałam, a za którymi tak tęskniłam w trzeciej części. Teraz partnerstwo Audrey i Thomasa została ugruntowane na zupełnie innym poziomie. Za nimi są już wszelkie niepewności, nieporozumienia i brak zaufania. W końcu są w pełni gotowi się w siebie zaangażować i nie ma mowy o kłamstwach i milczeniu na temat ważnych spraw. Mam wrażenie, że czekałam na to wieki! Serce mi się cieszyło, że w końcu powrócili moi ulubieni partnerzy/detektywi, bo strasznie się obawiałam, że już nie powrócą. Nie bez powodu ten tom tak przypominał mi pierwszy - Audrey i Thomas znowu byli tymi osobami, dla których przepadłam na początku.

Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, jak bardzo kocham Thomasa, bo powtarzam to bez przerwy w każdej mojej recenzji wszystkich kolejnych części, ale powtórzę to jeszcze raz - Thomas Cresswell to totalny materiał na męża. I szczerze mówiąc, jeden z moich najukochańszych postaci książkowych ostatnich lat. Rzadko kiedy mam do czynienia z tak charyzmatycznymi, kolorowymi postaciami, jak on, a jego osobowość nie znika nawet z upływem czasu. Wyróżnia się swoim nieznośnym (w pozytywnym sensie) humorem i żarcikami, które mają wprowadzić Audrey w urocze zakłopotanie, swoją pewnością siebie, pod którą skrywa swoje prawdziwe obawy i niepewność. A ja z każdą kolejną częścią przepadam dla niego tylko mocniej. Jeśli mam być w pełni szczera - to on jest głównym powodem, dla którego postanowiłam przeczytać tę serię do końca.

Natomiast moja relacja z Audrey strasznie się skomplikowała po ostatniej części i tak pozostało. Nawet nie chcę wracać myślami do tego, co wydarzyło się w "Jak uciec Houdiniemu", bo jak dla mnie to ten tom nie istnieje, ale niestety czytając "Jak ująć Diabła" jedna myśl nie dawała mi spokoju i to właśnie z nią związany jest mój jedyny i największy problem z tą częścią - mam wrażenie, że autorka tak namieszała, że niestety nie do końca wiedziała, jak się z tego wykręcić po ogólnym rozczarowaniu czytelników. Czułam to za każdym razem, gdy wspominane były te wydarzenia, a już szczególnie w uczuciach Audrey do Thomasa. Nagle wszystko poszło w zapomnienie, jakby niektóre słowa i myśli nigdy nie padły, co zupełnie nie łączyło się w logiczną całość. I chociaż oczywiście nie narzekam, bo nie bez powodu dla mnie trzeci tom mógłby nie istnieć, to jednocześnie bardzo często czułam się tak, jakby po drodze czegoś zabrakło. Chociażby w tym, że nagle Audrey z osoby, która dopiero co uległa zachwytom czegoś zupełnie innego i nowego, nagle stała się w stu procentach pewna swoich uczuć do Thomasa. No coś tu po prostu nie zagrało.

Może gdyby autorka postanowiła zawrzeć chociaż jedną prawdziwą rozmowę na ten temat pomiędzy bohaterami, a nie unikać tematu, jakoś łatwiej byłoby mi dać Audrey drugą szansę. Ale poza krótką nowelką oczami Thomasa, której niestety nie dostaliśmy po polsku, wydarzenia te zostają w większości zamiecione pod dywan i ciężko mi się było z tym pogodzić. Przyznaję jednak, że bardzo cieszyło mnie, iż tym razem Audrey wydawała się być o wiele bardziej zaangażowana w ten związek. Dotychczas to przede wszystkim Thomas był głównym prowokatorem wszystkich zalotów i na nią czekał, także cieszę się, że w końcu dla odmiany to ona zaczęła okazywać mu swoje zaangażowanie i miłość. Trzeba przyznać, że przeszła długą drogę od tej niezależnej, bojącej się oddania mężczyźnie kobiety, do zrozumienia, że ona i Thomas są sobie równi i mogą tworzyć naprawdę wspaniałe małżeństwo.

Gdybym oceniała "Jak ująć Diabła" jako osobną książkę, bez padającego na nią cienia trzeciej części, tak naprawdę nie miałabym do czego się przyczepić. Naprawdę znalazłam tu dokładnie wszystko, czego pragnęłam - i satysfakcjonujące, pełne wrażeń zwieńczenie romansu między Thomasem i Audrey, w których tak się zaangażowałam przez ostatnie prawie dwa lata, i kolejną trzymającą w napięciu zagadkę z bardzo podobnym klimatem do pierwszego tomu. Niestety nie do końca tak się da, dlatego nie dam jej pełnej oceny, ale i tak uważam, że to było rewelacyjne, pełne emocji, uczuć, nawet motylków w brzuchu zakończenie. I cóż, ogromnie będę tęsknić za tą serią, nawet pomimo jej niedoskonałości. A za Thomasem Cresswellem będę tęsknić najmocniej!



Kerri Maniscalco jest amerykańską autorką książek dla młodzieży, w tym bestsellerowej serii Stalking Jack The Ripper.

Kerri dorastała w nawiedzonym domu w okolicy Nowego Jorku, gdzie zaczęła się jej fascynacja gotyckimi sceneriami. Studiowała sztukę, która interesowała ją już od najmłodszych lat.

W wolnym czasie czyta wszystko, co tylko wpadnie jej w ręce. Poza tym gotuje wszelkiego rodzaju potrawy z rodziną i przyjaciółmi. W dodatku pije zdecydowanie za dużo herbaty, omawiając z kotami niuanse życia.


Tytuł: Jak ująć Diabła
Autor: Kerri Maniscalco
Tytuł w oryginale: Capturing the Devil
Seria: Stalking Jack the Ripper. Tom 4
Data premiery: 08.11.2023 r.
Wydawnictwo: Must Read
Ocena: 9/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Must Read:


Czytaj dalej »

sobota, 30 września 2023

Julia Biel - Memory Almost Gone



Jonatan i Amelia stali się powiernikami szmaragdów i rodzinnych tajemnic. Nie wyobrażają sobie, że mogliby się rozdzielić, więc postanawiają razem wyjechać do Nowego Jorku. W mieście, które nigdy nie zasypia, Jonatan ma odbyć staż w firmie Bellamy Lion Constructions, którą Amelia jest zainteresowana z własnych powodów. Jej celem jest konfrontacja z właścicielem firmy – mężczyzną, który naznaczył jej życie. Skazani tylko na siebie i na własne ograniczenia, zakochani i gotowi do podjęcia ryzyka bohaterowie ścigają się z czasem, który nieubłaganie depcze im po piętach. Tylko czy ci dwoje w ogóle mają szanse na szczęśliwy finał?

Pełna zagadek historia stała się inspiracją do ukrycia na okładce i we wnętrzu książki dodatkowych niespodzianek niewidocznych gołym okiem. By je poznać, potrzebne jest światło UV. Jego brak nie stanowi jednak przeszkody w podążaniu za fabułą.


Jesteście gotowi ponownie rzucić się w wir zagadek, tajemnic i zawirowań emocjonalnych? W "Memory Almost Gone", drugiej części dylogii "Memory", wszystkiego będzie do potęgi. Emocji. Bólu. Rozterek sercowych. Niemalże jakby Julka przybrała sobie za cel wycisnąć z nas jeszcze więcej łez, zabawić się naszymi sercami. Co jest zapewne prawdą, bo ja czytając tę część kilkukrotnie powstrzymywałam łzy (bezowocnie) i miałam w głowie tylko jedno pytanie: jak, do diabła, uda jej się to odkręcić, żebym nie musiała stanąć pod jej drzwiami i dobijać się z prośbą o szczęśliwe zakończenie?

Kto czytał "Memory Almost Full" z pewnością wie, jak trudna jest sytuacja Amelii i Jonatana. Nie będę tu nikomu spoilerować, w końcu odkrywanie całej zagadki życia głównej bohaterki to największa frajda pierwszego tomu, ale tym razem tajemnice schodzą na bok. Teraz pozostaje nam zmierzyć się z konsekwencjami największego szoku, jaki zaserwowała nam autorka. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że dla tych bohaterów nie ma szansy na szczęśliwe zakończenie. Nieważne jak bardzo się starają siebie oszukać przeprowadzając się wspólnie do Nowego Jorku, gdzie próbują po prostu wspólnie przeżyć każdy kolejny dzień, nie da się tak naprawdę do końca unikać prawdy. Podczas gdy Jonatan odbywa staż, Amelia odkrywa kolejne fakty na temat własnej rodziny i swojego życia, jednocześnie coraz bardziej zdając sobie sprawę z tego, że nie jest jej pisane długie i szczęśliwe życie z Jonatanem. No bo czy jest tak naprawdę wyjście z tej sytuacji, w której się znaleźli?

Nie będę ukrywać, ta część złamała mi serce. Jestem romantyczką z krwi i kości, wielbicielką szczęśliwych zakończeń, których w prawdziwym życiu tak mało, więc naturalnie od początku do końca oszukiwałam się, że przecież z nawet najtrudniejszej sytuacji zawsze może być wyjście. Może jednak miłość wystarczy? Cóż, okazuje się, że chociaż Jonatana i Amelię połączyła niesamowicie silna więź, są w życiu rzeczy, nad którymi niestety nie da się zapanować. Nie da się zmienić naszego losu, ani tym bardziej przeszłości. Nie da się wpłynąć na przyszłość, by była taka, jak sobie wymarzymy. Bohaterów czeka trudne i bolesne zderzenie z rzeczywistością, pełna bezsilności rozpacz, nieuchronne rozczarowanie... ale też wiele pięknych momentów, bo jeśli jedno jest pewne, to to, że tę dwójkę połączyło coś pięknego.

Wiecie, ja nie jestem fanką insta love, ani takich typowo szybkich romansideł. Jestem wielbicielką slow burnów - im wolniejsze historie, tym dla mnie lepiej. Lubię czekać, kocham odkrywać jak miłość rośnie na moich oczach, doszukiwać się najmniejszych momentów, które coś znaczą. Ale czasami miłość to też nagły wybuch, strzał prosto w serce w najmniej spodziewanym momencie naszego życia. I jeśli ktoś miałby mnie przekonać do insta miłości, to z pewnością będzie to Julia. Bo historia Amelii i Jonatana trafiła prosto w moje serce. Być może z tego powodu, że to nie jest relacja usłana różami, a w tym tomie przekonujemy się o tym w wielu łamiących serce momentach. Bohaterowie muszą mocno zawalczyć, aby im się udało, szczególnie w momentach największego zwątpienia. Okrutnie bolała ta desperacja Jonatana, by zatrzymać przy sobie Amelię. A chyba jeszcze bardziej bolało powolne zrozumienie Amelii, że być może nigdy nie była im pisana wspólna historia, a ona nie ma prawa niszczyć życia Jonatana.

Ci bohaterowie tak bardzo trafili do mojego serca, że czasami pragnęłam jedynie ich przytulić. Z każdej strony wyczuwałam to, jak bolała ich sytuacja, w której się znaleźli. W całej książce przewijają się motywy straty, niesprawiedliwości, życia i śmierci. Są jak zderzenie z kruchością ludzkiego życia, przemijalnością szczęścia. To wręcz przypomnienie, że o radość trzeba walczyć każdego dnia, bo tak szybko może nam ona zostać odebrana. Poruszył mnie zarówno wątek rodziny Amelii, idealnie rozwinięty po rewelacjach z pierwszego tomu, jak i czyste pragnienie Jonatana, by po prostu być przy swojej ukochanej i ją wspierać.

Kto zna Julię ten wie, że to autorka, która wkłada w swoje powieści całe serce. A i tym razem nie mogło zabraknąć nie tylko całej gamy emocji, które doprowadzają do łez, ale i jej błyskotliwych tekstów, które stały się już jej znakiem rozpoznawczym do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie czytać książki bez jej typowych wstawek pełnych humoru. I nawet jeśli bałam się zakończenia tej dylogii, jakaś część mnie wiedziała, że autorka zadba o serca takich czytelników, jak ja, i nie zostawi nas na lodzie - no i się nie myliłam. Zakończenie tej dylogii było satysfakcjonujące, interesujące i pasowało idealnie do całego tonu tej historii. Poza tym tak to sobie autorka świetnie wykombinowała, że z pewnością każdy będzie zadowolony z końcowego efektu.

Cała ta dylogia to przepiękna przygoda, o której długo nie zapomnę. Szczególnie ten tom, który jeszcze bardziej trafił do mojego serca i dokonał wielu zawirowań emocjonalnych. A wisienką na torcie jest fakt, że całą zabawę i frajdę z odkrywania różnych znaków oraz poszlak potęguje wydanie tej książki. Widoczne jedynie pod światłem UV wiadomości dodają tej historii tajemniczości, no i z pewnością sprawią, że to będzie niezapomniana, jedyna w swoim rodzaju lektura. Bardzo polecam ją osobom, które mają ochotę na młodzieżowe fantasy, ale nie chcą niczego zbyt skomplikowanego, ani długiego. Ta dylogia was wciągnie bez reszty!


JULIA BIEL to polska autorka i miłośniczka książek, redaktorka i tłumaczka, z sercem ulokowanym w Poznaniu i gdzieś w Utah. Jej debiutancka książka to przyjemna młodzieżówka "To nie jest, do diabła, love story".


Tytuł: Memory Almost Gone
Autorka: Julia Biel
Seria: Memory. Tom 2
Wydawnictwo: Must Read
Data premiery:  27 września 2023
Liczba stron: 368
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Must Read:


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia