Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YaNa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YaNa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Allison Saft - Na skrzydłach gwiezdnego blasku



Zanim stała się Królową Przystani Elfów, była młodą wróżką, która musiała dokonać wyboru między obowiązkiem wobec Korony a głosem serca…

Minęły wieki odkąd ostatnia wróżka z ciepłych pór roku przekroczyła granice Zimy I choć teraz krążą wśród ciepłych wróżek straszliwe legendy o czających się w tej zamarzniętej krainie potworach, Klarion jest zaintrygowana spokojnym pięknem Zimy. Jednak pod czujnym okiem aktualnej monarchini, w towarzystwie Ministrów Pór Roku, Klarion nie ma zbyt wiele czasu na marzenia, bo ostatnie dni przed jej koronacją upływają szybko i nieubłaganie. To wszystko zmienia się nagle, gdy do pałacu docierają wieści o dziwacznym monstrum, jakie przeniknęło do Wiosny prosto z Zimy. Klarion widzi w tym wydarzeniu okazję do udowodnienia wszystkim, że jest godna swojej nowej roli. 

Tymczasem na skraju Wiosny i Zimy nie znajduje żadnego potwora, lecz Miloriego, młodego Strażnika Zimowego Lasu. Gdy ramię w ramię stają do walki o swoje ziemie, tworzy się między nimi głęboka więź przyjaźni. A kiedy ich tajemne porozumienie przeradza się coś znacznie głębszego, odkrywają, że istnieje ważny powód, dla którego ciepła wróżka i zimowa wróżka nie mogą być razem. A koszt takiej relacji może okazać się trudniejszy do zniesienia niż wszystkie grasujące w Zimowych Lasach potwory.


Pozwólcie, że przed przejściem do recenzji przedstawię wam małe tło dla tej książki. Jeśli - tak jak ja - wychowywaliście się na bajkach Disneya, to z pewnością znacie postać Dzwoneczka, nawet jeśli tylko z Piotrusia Pana. Może część z was miała nawet okazję obejrzeć całą serię filmową poświęconą jej postaci. To w jednym z tych filmów, Dzwoneczek i sekret magicznych skrzydeł, wiele lat temu, powstał zalążek historii dwóch wróżek, o których mamy okazję dzisiaj czytać. To wtedy poznaliśmy historię tragicznej i zakazanej miłości Królowej Klarion, wróżki z ciepłych pór roku, i Lorda Miloriego, władcy Zimy, którzy zakochali się w sobie pomimo ostrzeżeń, że przekraczanie granicy między ich krainami może doprowadzić do tragedii. Nigdy jednak nie mieliśmy szansy zapoznać się z nimi bliżej... aż do teraz, dzięki historii Allison Saft, która staje się oficjalną częścią tego wróżkowego uniwersum i zdradza nam sekrety ich młodzieńczej, słodko-gorzkiej miłości, a także początki panowania Klarion.

Wiele, wiele lat temu, zanim Klarion została Królową Przystani Elfów, była jedynie księżniczką ciekawą świata, nieprzygotowaną na to, że niedługo spadnie na nią obowiązek opieki nad wszystkimi wróżkami, a jej serce zostanie rozdzielone na pół pomiędzy koroną, a miłością. Uczona pod czułym okiem Królowej Elwiny nie ma za wiele czasu na przyjaźnie i eksplorowanie świata, bo czas do koronacji upływa nieubłagalnie pod znakiem przygotowań oraz nauk. Klarion nie może jednak pozbyć się uczucia, że kompletnie się do tego zadania nie nadaje - nie potrafi opanować swojej magii, czuje się samotna i odstawiona na ubocze, a jej serce pragnie więcej. Dlatego kiedy do pałacu docierają wieści o potworze, przez którego wróżki zapadają w sen, na który nie ma lekarstwa, wbrew rozsądkowi postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i wybiera się na granicę z Zimą, skąd potwory zdają się przybywać. Nikt od wieków nie przekroczył tej granicy. Wszyscy za to słyszeli przypowieści o grasujących tam monstrach. Klarion jednak nie znajduje tam żadnego potwora, a czarującego i intrygującego Strażnika Zimowego Lasu, Miloriego, który prosi ją o pomoc. Zauroczona tym zimowym światem, Klarion postanawia zaryzykować i połączyć siły z Milorim. Jednak gdy ich więź staje się coraz głębsza, a ich poszukiwania zbliżają ich do wskazówek, które mogą uratować świat, odkrywają także coś bardziej bolesnego: istnieje ważny powód, dlaczego światy zimowych i ciepłych wróżek nigdy nie powinny się połączyć...

Moja miłość do fikcyjnych historii zaczęła się w dzieciństwie właśnie oglądaniem i czytaniem bajek. To wtedy zakochałam się w pierwszych epickich historiach miłosnych, w sile przyjaźni, magii i więziach trwających na wieki. I chociaż może nie jestem już docelowym odbiorcą takich produkcji, nadal oglądam większość bajek Disneya, naturalnie więc pragnęłam poznać tę książkę odkąd tylko zobaczyłam jej pierwszą zagraniczną zapowiedź. I mogę śmiało wam napisać, że po tak długim oczekiwaniu ta książka okazała się być dokładnie tym, czego pragnęłam, a nawet więcej: baśniową, emocjonalną historią, która mnie zachwyciła i wzruszyła.

Allison Saft opisuje historię młodej Klarion dokładnie w taki sposób, że ma się wrażenie, jakby oglądało się bajkę. Prostym, ale pięknym językiem, który zabiera nas prosto do magicznego świata pełnego wróżek, ich przygód, ale także ich jakże człowieczych emocjonalnych zawirowań. Zachwyca wszystkim, od opisów najmniejszych szczegółów tego jakże magicznego miejsca, po detale zmieniających się pór roku, czy granicy między latem, a zimą, na której stykają się dwa różne światy i rozwija piękna, aczkolwiek niełatwa miłość. Postać Królowej może jest niektórym z was znana, ale tutaj mamy szansę poznać ją w młodości, zanim spadły na nią obowiązki i zobowiązania wobec korony. Czytamy o jej zagubieniu, pragnieniu odkrywania świata i poczuciu, że kompletnie nie pasuje do tej nowej rzeczywistości. O jej niepewnościach i młodzieńczej naiwności. O poszukiwaniu własnego ja w świecie, w którym czuje się tak samotna.

Z pewnością opisanie świata, na którym wychowało się tak wiele ludzi i rozwinięcie historii kochanej przez wielu nie było łatwym zadaniem, a jednak autorka spełniła się w tym zadaniu wyśmienicie. Ja co prawda z jakiegoś powodu nigdy się w ten świat nie zagłębiłam, a jednak po poznaniu historii Klarion i Miloriego od razu zrobiłam sobie maraton filmowy, spragniona dalszych losów tej dwójki - jestem pewna, że po przeczytaniu tej książki tak samo poczuje się wiele osób. Saft tak cudownie opisuje ich wewnętrzne pragnienie odkrycia swoich światów rozdzielonych od lat przez wizję niebezpieczeństw. Z niesamowitą delikatnością ukazuje wszystkie te aspekty, które przyciągają ich do siebie - od poczucia samotności w rolach, do których nie czują się przygotowani, ogromnej odpowiedzialność za rzeczy, których nie potrafią sami naprawić, po zwyczajne poczucie spokoju i zrozumienia w swoim towarzystwie, jakiego nie odnajdują w żadnym innym miejscu.

Nic nie wzruszyło mnie tak, jak obserwowanie, jak wiele szczęścia daje Klarion odkrywanie Zimy w towarzystwie samego Strażnika Zimowego Lasu, zwłaszcza w zestawieniu tego, jak bardzo czuje się samotna i zagubiona w swoim własnym świecie, gdzie nie może otworzyć się w pełni nawet przed jej najbliższą przyjaciółką. Jest tak, jakby właśnie w tym miejscu odkrywała tę brakującą część siebie, co jest tym bardziej tragiczne, bo przecież jako wróżka pór letnich stawia swoje życie w niebezpieczeństwie za każdym razem, gdy przekracza granicę. A jednak jej rosnąca miłość do tego świata i Miloriego, jej spokój i wewnętrzne przyciąganie do tej części świata są tak prawdziwe, tak poruszające. Historia miłości Klarion i Miloriego ma w sobie wiele z bajkowego schematu bratnich dusz przeklętych przez los, a mimo wszystko kompletnie nie spodziewałam się tak emocjonalnej reakcji z mojej strony.

Jeśli obawiacie się, że do przeczytania tej powieści trzeba znać wcześniej filmy, to bez obaw - autorka opisuje ją w taki sposób, że bez problemu odnajdujemy się w historii. Nie jest to może żadne high fantasy, a wiele aspektów czyta się trochę tak, jakby umyślnie zostały uproszczone dla młodszych odbiorców, ale nawet pomimo tego jest to bardzo komfortowa, ciepła, ale również emocjonalna historia, pełna magii przyjaźni i chwytających za serce motywów. Z pewnością pokochają ją osoby z zamiłowaniem do bajek i baśni, jak ja. Może jednak nie być dla każdego, dlatego jeśli oczekujecie złożonej powieści z głęboko rozwiniętym systemem politycznym to raczej bym jej wam nie poleciła.


Allison Saft to amerykańska pisarka, znana głównie z romantycznych powieści fantasy. W Polsce pojawiły się jej książki, takie jak "Noc Zimnego Księżyca" oraz jedna z najgłośniejszych premier roku, "Na skrzydłach gwiezdnego blasku".


Tytuł: Na skrzydłach gwiezdnego blasku
Autorka: Allison Saft
Tytuł w oryginale: Wings of Starlight
Data premiery: 16.07.2025
Wydawnictwo: YaNa
Liczba stron: 432
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem YaNa:


Czytaj dalej »

piątek, 4 kwietnia 2025

Grace Reilly - Zły serw



To największy rywal mojego brata w hokeju… Ale to on sprawia, że się rumienię. Isabelle Callahan ma dwa cele: odzyskać dawną pozycję w siatkówce i zapomnieć, że kiedykolwiek znała diabelnie przystojnego obrońcę Nikolaia Abneya-Volkova. Jest najmłodszą i jedyną córką w rodzinie pełnej sportowców, a więc porażka nie wchodzi w grę. Ale kiedy Nik ponownie pojawia się w jej życiu, dziewczyna nie potrafi trzymać się od niego z daleka. Wraz z kolejnymi potajemnymi spotkaniami i szczerymi rozmowami granice między przyjaciółmi z korzyściami a czymś więcej zaczynają się zacierać… Kiedy Izzy i Nikolai docierają do miejsca, z którego nie ma powrotu, muszą dokonać wyboru: wspólnie walczyć o przyszłość albo patrzeć, jak płonie.


Moja przygoda z serią "Beyond the Play" była co najmniej... interesująca. Zaczęło się przyjemnie od pierwszej części, a potem wiele rzeczy poszło nie tak i gdyby nie to, że miałam już u siebie wszystkie tomy i czułam się zdeterminowana, aby dobrnąć do końca (głównie ze względu na postać Nikolaia, który ciekawił mnie już od drugiej części), pewnie już dawno dałabym sobie z nią spokój. Cieszę się jednak bardzo, że zaufałam swojej intuicji, bo "Zły serw" to dotychczas najlepsza i najbardziej rozwinięta część, która zapewniła mi emocjonalną przejażdżkę. Jak dla poprzednich tomów nie warto tracić czasu, tak ten może was pozytywnie zaskoczyć.

Dla Nikolaia Volkova liczy się tylko hokej - o ironio, jest to jedyna rzecz, jaka łączy go z przemocowym ojcem, którego nie widział od lat. Niestety wszystkie jego plany związane z profesjonalną karierą legną w gruzach, gdy zostaje wydalony z uniwersytetu i tylko dzięki umowie z dziadkiem zostaje przeniesiony na Uniwersytet McKee: ukończy studia, a potem rozpocznie pracę w jego firmie. Postanawia zrobić wszystko, aby w pełni wykorzystać swój ostatni sezon hokejowy, nawet jeśli oznacza to granie w jednej drużynie z bratem Isabelle Callahan, z którą połączył go letni romans. Dziewczyna ponownie pojawia się w jego życiu i jest jak promyk słońca, do którego lgnie wbrew rozsądkowi. Gdzieś  pomiędzy kolejnymi schadzkami w tajemnicy staje się dla niego wszystkim. Wtedy jednak jego przeszłość ponownie pada cieniem na całe jego szczęście, ryzykując utratę jedynej osoby, która znaczy dla niego więcej, niż cokolwiek innego.

Jak już wspomniałam wcześniej, Nikolai intrygował mnie jako postać już od pierwszej chwili, gdy się pojawił. Jasne, moją uwagę przyciągnęło to, że miał dostać własną historię z Izzy, a więc siostrą swojego rywala hokejowego, ale było w nim coś takiego, co mnie ciekawiło - a ja uwielbiam złożonych, wielowarstwowych bohaterów, którzy dodają do romansów coś więcej, poza samym wątkiem miłosnym. I miałam rację, bo jego historia chwyta za serce, a nawet wyciska łzy. Na zewnątrz niezwykle utalentowany hokeista z temperamentem, który podjudza przeciwników do reakcji, a w środku człowiek uwięziony przez swoją traumę i miłość do ojca, który nie traktował dobrze jego rodziny, a z którym łączy go ta jedna rzecz, której nie może mieć - hokej.

Nie spodziewałam się tego, że autorka będzie naprawdę starała się zgłębić jego doświadczenia z dzieciństwa (w ostatnich tomach tego zbrakło), ale bardzo się cieszę, że nie zostały potraktowane po macoszemu. Jego droga do uzdrowienia, do zostawienia za sobą toksycznego ojca, który od lat trzymał go w ryzach, jest wyboista i kręta, ale chwytająca za serce. Tym bardziej, że jest naprawdę dobrym człowiekiem, nawet jeśli wyprzedza go jego reputacja, o czym przekonujemy się na każdym kroku. Łzy poleciały mi litrami pod koniec, szczególnie podczas jego rozmowy z matką, kiedy wreszcie postanowił zasięgnąć po profesjonalną pomoc. To było mocne, emocjonalne i bardzo ważne.

Izzy także szybko zdobyła moją sympatię. W poprzednich tomach jakoś nie zwracałam na nią uwagi, ale tutaj poznajemy jej zawziętość, dobre serce, lekkie zagubienie w tym, czym chce się zajmować po studiach, a także poczucie niższości wobec rodzeństwa, które odnosi sukcesy i dobrze wie, co chce robić w życiu. Obserwujemy jej drogę do samopoznania tego, co sprawia jej największą radość, co jest równie ważnym wątkiem rozwijającym się w tle - w końcu ilu z nas było lub jest w podobnej sytuacji, nie mając pomysłu na własne życie?

Gdy zaczynamy książkę, zostajemy wrzuceni trochę w "środek" historii Izzy i Nikolaia. Latem tę dwójkę połączył romans, który skończył się wraz z rozpoczęciem kolejnego roku studiów, ale chociaż ich drogi miały się rozejść na zawsze, żadne z nich nie może o sobie zapomnieć. Gdy Nik zostaje przeniesiony na Uniwersytet McKee, ich drogi ponownie się przecinają i tym razem ciężko jest im tak po prostu z siebie zrezygnować. Zaczynają się spotykać w sekrecie przed wszystkimi i bardzo szybko to, co miało być tylko fizyczną relacją, staje się czymś więcej - a może zresztą zawsze było. Bardzo mi się podobało to, że gdzieś pomiędzy fizycznością stali się dla siebie prawdziwą opoką, wsparciem w trudnych chwilach, a nawet swoimi ulubionymi osobami. To właśnie te chwile pełne intymności emocjonalnej sprawiły, że tak pokochałam ich jako parę. Żadna para tej serii dotychczas nie wywołała takich motylków w moim brzuchu!

Dla mnie też ogromnym pozytywem tej serii jest niespodziewana przyjaźń, jaka rozwija się między Nikolaiem, a Cooperem. Od rywali na lodzie po nieoczekiwanych kolegów z drużyny, wkrótce - nawet jeśli trochę niechętnie - stają się sobie bliżsi. I chociaż po drodze czeka ich parę wybojów, to jednak bardzo się cieszę, że Nik znalazł prawdziwego przyjaciela, a wkrótce także swoje miejsce w rodzinie Callahanów. Szczególnie, że tak ważną częścią jego historii jest poczucie, że nie ma nikogo w swojej własnej rodzinie, kto by go wspierał i kochał bezwarunkowo. Duże ilości hokeja, który ich łączy, są także na plus, zwłaszcza dla takiej fanki, jak ja.

"Zły serw" to była bardzo przyjemna niespodzianka na sam koniec. Zupełnie szczerze poleciłabym wam pominięcie poprzednich tomów (jeszcze "Pierwsza próba" była w porządku, ale kolejne części to strata czasu) i przejście prosto do tego. Gdyby nie przesadzona ilość scen erotycznych, które mnie zaczęły trochę męczyć, bo nie przepadam za tym, jak autorka je pisze, byłaby to jedna z lepszych hokejówek, jakie czytałam. Myślę, że pomogło też to, że sięgnęłam po tę historię po angielsku i w audiobooku, który naprawdę polecam - głos lektora uprzyjemnia całe doświadczenie. Jeśli macie ochotę na dobrą hokejówkę, ze złożonymi postaciami, zabawną, ale też emocjonalną, gdzie potrzeba, to bardzo wam tę historię polecam.



Grace Reilly to amerykańska pisarka tworząca literaturę z gatunku young adult. Do grona popularnych powieści jej autorstwa należą m.in. pozycje "Pierwsza próba", "Ucieczka" i "Skradziony punkt".



Tytuł: Zły serw
Autorka: Grace Reilly
Seria: Beyond the Play. Tom 4
Tytuł w oryginale: Wicked Serve
Wydawnictwo: YaNa
Premiera: 25.09.2024
Liczba stron: 480
Ocena: 8.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem YaNa:
Czytaj dalej »

czwartek, 2 stycznia 2025

Becka Mack - Consider Me



Najlepszy hokeista NHL stanie się romantykiem, by zdobyć dziewczynę, której desperacko pragnie.

Gorący romans sportowy. Pierwszy tom popularnej serii „Playing for Keeps".

Dla miłości zrobi wszystko...

Carter Beckett to najlepszy zawodnik NHL - jest w szczytowej formie zarówno na lodzie, jak i poza nim, a jego drużyna radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek. Nie brakuje dziewczyn, które chciałyby spędzić z nim noc. Czego mógłby chcieć więcej?

Olivia Parker jest popularna wśród zawodowych hokeistów dzięki znajomości z chłopakiem swojej najlepszej przyjaciółki, ale sama nie jest zainteresowana randkowaniem z którymkolwiek z nich - bez względu na to, jak seksowny by był. Dlaczego zakochana w swojej pracy nauczycielka chciałaby spędzać czas na adorowaniu sportowca z wybujałym ego?

Kiedy Carter poznaje Olivię, nie może przestać o niej myśleć. Na nieszczęście dla niego Olivia woli trzymać go na dystans i nie ma zamiaru ulec jego urokowi. Być może nadszedł czas, aby Carter spróbował zmienić taktykę... W końcu nikt nie powiedział, że musi grać fair.

Carter zrobi, co w jego mocy, aby Olivia zwróciła na niego uwagę.


W szale hokejowych romansów, które w zeszłym roku każdego miesiąca opanowywały półki księgarń, nie można było nie zauważyć jednego powracającego tytułu - Consider Me. Widywałam tę książkę od miesięcy, ale po przeczytaniu kolejnych rozczarowujących hokejówek będących marnymi kopiami siebie trochę ostrożniej zaczęłam podchodzić do tych poleceń i trochę odkładałam ją w czasie. Niestety... ten tytuł również okazał się rozczarowaniem i to dużym - męczyłam tę książkę kilka dni, aż w połowie stwierdziłam, że niestety szkoda mi tracić czasu na coś, co nie sprawia mi minimalnej przyjemności.

Carter Beckett jest znany z dwóch rzeczy: ze swojej imponującej kariery w NHL oraz ze swoich licznych podbojów. Jazda na łyżwach, gonienie za krążkiem i kolejne kobiety ogrzewające jego łóżko to jego codzienność i nie śpieszy mu się, aby coś zmienić. Wszystko się zmienia, gdy poznaje w końcu przyjaciółkę dziewczyny jego kumpla z drużyny. Olivia Parker prowadzi spokojne życie jako nauczycielka wf-u i nikt, poza najbliższymi, nie wie o jej hokejowej przeszłości, ani tym bardziej o tym, że jej ojciec jest jednym z najsłynniejszych hokeistów na świecie. Nie ma ochoty wiązać się ze sportowcem, ani tym bardziej takim, który był prawdopodobnie z każdą kobiecie w mieście. Ale Carter jest uparty i postanawia zrobić wszystko, aby Olivia dała mu szansę - nawet jeśli oznacza to kompletne przewartościowanie swojego życia.

Wyobraźcie sobie najbardziej typową, schematyczną historię hokejową, a otrzymacie Consider Me: zawodowy hokeista kobieciarz, który zakochuje się w zwykłej dziewczynie i cała masa scen erotycznych. Ten schemat mógł działać na początku, gdy motyw hokeja dopiero stawał się popularny i rzeczywiście bywają historie, które potrafią go dobrze wykorzystać, ale tutaj najzwyczajniej zabrakło serca, fabuły, a już przede wszystkim jakiegoś polotu, jak na książkę, która liczy prawie 600 stron. Miałam wrażenie, jakbym przeczytała dokładnie taką samą historię, jaką czytałam już wiele razy, co mnie wykończyło i wynudziło.

Pierwszy problem tej historii? To, że największy element fabularny, czyli gonienie Cartera za Olivią i próby przekonania jej, by dała mu szansę, rozwijają się w ciągu pierwszych 150 stron. Ta historia to definicja insta love, bo ich uczucia do siebie przybierają na sile tak szybko, że nim zdążymy się zorientować, bohaterowie już są razem. Można by pomyśleć, że w takim wypadku przez kolejne 450 stron będzie się coś działo, ale niestety - nie dzieje się tu nic, poza ciągle nawracającą przeszłością Cartera i jego reputacją, o której w pewnym momencie nie mogłam już więcej czytać. Autorka tak bardzo spłyca cały problem, że wszelkie próby ukazania tego wątku na głębszym poziomie tylko coraz bardziej rozczarowują.

Najbardziej przeszkadzało mi tu właśnie to, że wszystko w tej książce jest takie spłycone. Bohaterowie mają może ze dwie cechy charakteru i nie wyróżniają się niczym szczególnym, ich rozmowy są o niczym, teksty Cartera bywały czasami tak przesłodzone, że nawet Wattpad by się powstydził, a sceny seksu napisane tak infantylnie (przepraszam, ale nie potrafię brać na poważnie książek, w których bohater nazywa swojego penisa "knagą", "bydlakiem" czy "pałąkiem"), że zwijało mnie z zażenowania. Z samego Cartera zrobiła się w końcu taka nijaka postać, której jedyną cechą jest latanie za bohaterką i rzucanie tekstami jakby był samym Romeo. Czemu tak go wzięło na jej punkcie? Nie wiem. Chyba tylko dlatego, że była pierwszą dziewczyną, która mu odmówiła. Czytałam w swoim życiu już przeróżne książki, ale mam też swoje granice, a styl autorki tutaj w ogóle nie przypadł mi do gustu.

Jak na hokejową książkę jest tu niestety również bardzo mało samego hokeja, ani w ogóle jakiejkolwiek fabuły. Jedyne, co mi się podobało, to aspekt rodziny i przyjaciół, bo historia (a może i seria - nie wiem, raczej wątpię, żebym przeczytała ją dalej, aby się przekonać) miała szansę naprawdę fajnie ukazać tu różne relacje, przyjaźnie i chociażby więzi między chłopakami z drużyny, ale wszystko to przestaje mieć znaczenie, kiedy autorka nie potrafi sobie poradzić z głównymi postaciami, których relacja staje się uciążliwa do śledzenia. Nie działo się tu niestety nic wartego uwagi, ani czytania do końca. Mogłabym sobie nawet poradzić z tym, że Carter i Olivia są właściwie parą przez większość książki, ale nawet tutaj brakowało pomysłu, jak przedstawić tę historię, aby czytelnik się nie zanudził.

Consider Me to idealny przykład tego, co tak mnie frustruje w wychodzących ostatnio hokejowych historiach - i mówię to jako osoba, która kocha hokej jako sport i jako tło dla romansów. To taka sama historia, jakich pełno, powiela te same schematy, próbuje ponowić sukces innych słynnych tytułów, ale nie potrafi jednocześnie dodać od siebie niczego nowego, co by ją jakoś wyróżniło. Bardzo niewielu autorkom się to dotychczas udało. Niestety dla mnie jest to bardzo płytka, męcząca książka, której głównym celem jest chyba smut, jakich znajdziecie wiele. Szkoda na nią czasu nawet jako przerywnik między innymi książkami - do tego poleciłabym inne, o wiele lepsze tytuły.


BECKA MACK to autorka serii "Playing for Keeps", która szturmem wdarła się na listę bestsellerów "USA Today". Jej książki pełne są romantycznych uniesień, a także uroczych i dających się łatwo polubić postaci, humoru oraz zdrowej dawki zwrotów akcji na drodze do szczęśliwego zakończenia. Na co dzień mieszka w Ontario w Kanadzie wraz ze swoim mężem, dziećmi i czworonożnymi pupilami.


Tytuł: Consider Me
Autorka: Becka Mack
Seria: Playing for Keeps. Tom 1
Data premiery: 27.11.2024
Wydawnictwo: YaNa
Liczba stron: 560
Ocena: 2/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem YaNa:


Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Grace Reilly - Skradziony punkt



Powinienem skupić się na mojej grze, a nie na zakochiwaniu się w mojej zachwycającej, zrzędliwej współlokatorce... szczególnie, że już raz mnie zostawiła.

Sebastian
To mój ostatni sezon, w którym mogę sprawdzić się przed draftem MLB. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest rozproszenie uwagi - zwłaszcza tak kuszące jak Mia di Angelo.

Jest zabójczo piękną astrofizyczką, która porzuciła mnie akurat wtedy, gdy chciałem zmienić nasz związek z niezobowiązującego na zaangażowany. Tak. Auć. Ale kiedy potrzebuje miejsca, żeby zatrzymać się gdzieś na lato... cóż. Oferuję jej swoje mieszkanie.

Bycie współlokatorami nie powinno być takie trudne. Wcale nie rozpraszające. Ani trochę wymagające...

Mia
Mam dwa cele: dostać się na studia za granicą i dać sobie spokój ze złotym chłopcem baseballu Sebastianem Millerem-Callahanem.

Nie oznacza to, że łatwo jest przestać o nim myśleć, ale zasługuje na kogoś lepszego niż złośliwa, skupiona na karierze dziewczyna taka jak ja. Nasza przyszłość nie może się bardziej różnić. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest zabawa we współlokatorów z jedynym mężczyzną, który potrafi rozpalić moje ciało.

A wszystkie te uczucia, które wypierałam… wracają zbyt mocno, by którekolwiek z nas mogło je zignorować.


Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałam polubić "Skradziony punkt". Po rozczarowaniu, jakim okazała się "Ucieczka" miałam nadzieję, że kolejny tom będzie bardziej jak "Pierwsza próba", przy której przyjemnie spędziłam czas, a w rzeczywistości... cóż, nie będę oszukiwać, nie dałam rady tej książki skończyć. Poddałam się w połowie, bo szkoda mi było nerwów i czasu na bohaterów, na których nawet trochę mi nie zależało.

Mia i Sebastian poznali się przez wspólnych znajomych i od razu wybuchła między nimi chemia, która doprowadziła ich do spędzenia razem kilku nocy. Ale kiedy zaczęło się robić zbyt poważnie, Mia stchórzyła i odsunęła się od niego akurat w momencie, gdy zaprosił ją na randkę. Miesiące później oboje udają, że nic ich nie łączyło, zatracając się w innych ludziach. Sebastian jednak nadal nie może zrozumieć, co takiego się wydarzyło, że utracił jedyną dziewczynę, na której mu zależało. Chociaż powinien się skupić na swoim ostatnim sezonie przed draftem do ligi MLB, jego myśli krążą wokół Mii i tego, jak ją odzyskać. Gdy Mia chwilowo traci dach nad głową i Sebastian proponuje jej pokój w swoim domu, ma w końcu szansę, by się do niej zbliżyć. Ale Mia nie jest gotowa się na niego otworzyć i jedyne, co mu może podarować, to kilka niezobowiązujących chwil. Jednak czy Sebastianowi to wystarczy?

Fabuła tej książki brzmi fajnie i interesująco w teorii, a w praktyce... to najbardziej frustrująca historia, jaką przeczytacie. Ja słuchałam ją w audiobooku w tle, gdy zajmowałam się czymś innym, a nawet w takiej formie nie mogłam jej znieść i w końcu się poddałam. A wszystko przede wszystkim za sprawą Mii, która jest najbardziej nieznośną bohaterką, z jaką miałam w tym roku do czynienia. Można być zamkniętym na poważne relacje, zwłaszcza gdy wynika to z różnych doświadczeń i własnego wychowania, jak autorka stara się to przedstawić, ale Mia to dla mnie - cóż, prosto mówiąc - jędza. To, jak okrutnie i obrzydliwie traktowała Sebastiana, jak wykorzystywała jego zauroczenie, nie mając za grosz empatii, skutecznie sprawiło, że czułam wobec niej tylko niechęć. Nie ma w niej niczego, za co mogłabym ją polubić i nawet nie wiecie, jak wielką czułam satysfakcję, gdy Cooper zarzucił jej coś podobnego.

A co do Sebastiana - nie wiem, czy mam mu współczuć tej sytuacji, czy go żałować. Szczerze mówiąc, jego sytuacja jest wręcz żałosna. Autorce w żaden sposób nie udało się ukazać, skąd wzięła się ta jego wielka miłość do niej, bo przez większość czasu Mia była albo zamknięta w sobie, albo zwyczajnie wykorzystywała go tylko dla seksu, albo zachowywała się wobec niego okrutnie. W żaden sposób na to nie zasłużył i jako postać, która zawsze stara się o wszystkich dbać i opiekować, powinien go pokochać ktoś, kto również będzie dla niego oparciem. Mia była niestety typowym przypadkiem osoby z trudną rodziną, która się nad sobą użala, bo "nie chce wciągać innych w swoje bagno", jednocześnie traktując innych jak kulę u swojej nogi.

Zakończenie przelało czarę goryczy (bo owszem, przekartkowałam książkę do końca, aby mieć pełny obraz sytuacji). Już pomijając moją ogólną niechęć do zerwań na siłę pod koniec książek, tutaj wszystko rozwinęło się tak błyskawicznie, że gdyby mi jeszcze zależało, poczułabym się nieusatysfakcjonowana. Wszystko zostało ładnie i piękne zawiązane w śliczną wstążeczkę jak w bajkach Disney'a, ale najważniejsze konflikty nie zostały odpowiednio rozwiązane, a ten, który przecież jest centrum całej historii - wątek miłosny Mii i Sebastiana - wypada nierealistycznie i zbyt słodko, jak na to, że przez większość czasu Mia wkładała w ten związek jakiś 1%. W ogóle nie uwierzyłam w ich miłość. Nawet problemy bohaterki z jej rodziną zostały potraktowane po macoszemu, a gdyby zostały ukazany dobrze, może nawet byłabym bardziej otwarta na jej problemy z zaangażowaniem.

Niestety, "Skradziony punkt" to kolejne już rozczarowane w tej serii, ale chyba nawet większe niż "Ucieczka". Tam przynajmniej polubiłam Coopera i Penny, a tym razem nawet na bohaterach nie zależało mi na tyle, by dotrwać do końca. Bardzo słaba i frustrująca historia, której nie udaje się rozwinąć nawet najważniejszych wątków. Czy przeczytam część o Izzy? Tak, ale tylko dlatego, że obiecałam sobie, że przeczytam tę serię do końca. No i akurat ona i Nicholai interesowali mnie najbardziej ze wszystkich tych par, poza Bex i Jamesem. Ale nie robię już sobie większych nadziei, bo niestety ta seria jak na razie okazała się być rozczarowaniem.



Grace Reilly to amerykańska pisarka tworząca literaturę z gatunku young adult. Do grona popularnych powieści jej autorstwa należą m.in. pozycje "Pierwsza próba", "Ucieczka" i "Skradziony punkt".


Tytuł: Skradziony punkt
Autorka: Grace Reilly
Seria: Beyond the Play. Tom 3
Tytuł w oryginale: Stealing Point
Wydawnictwo: YaNa
Premiera: 05.06.2024
Liczba stron: 446
Ocena: 1/10


Współpraca reklamowa z Wydawnictwem YaNa:


Czytaj dalej »

niedziela, 24 listopada 2024

Stephanie Archer - Za bandą



Jest przystojnym, zrzędliwym bramkarzem, który podoba mi się od szkoły średniej… A teraz jestem jego asystentką i współlokatorką.

Po tym, jak były chłopak Pippy zniweczył jej marzenia o branży muzycznej, Jamie Streicher, utalentowany bramkarz Vancouver Storm i jej crush ze szkoły średniej, jest ostatnim mężczyzną, w którym powinna się zakochać. Praca jako asystentka gracza NHL miała być łatwa, ale w przypadku Jamiego nic nie jest proste. Facet jest seksowny, ma ogromne ego i nie umawia się na randki. Pippa jest przekonana, że utrzymanie profesjonalizmu nie będzie stanowić problemu, ale kiedy coraz bardziej zbliżają się do siebie, tłumione przez lata uczucia odżywają z pełną mocą.

Mógłby złamać jej serce, ale może… Jest skłonna zaryzykować.


Romanse hokejowe to chyba temat przewodni tego roku czytelniczego, nie tylko u mnie, ale i wśród nowych premier praktycznie każdego miesiąca, a jedną z książek, której ogromnie wyczekiwałam, jest właśnie powieść "Za bandą" Stephanie Archer. Od miesięcy miałam ją na swojej liście do przeczytania i nie mogłam się doczekać polskiego wydania. Ale - jak to z popularnymi tytułami czasami bywa - moje oczekiwania były duże, a rzeczywistość... niestety trochę mnie zawiodła.

Pippa spędziła większość swojego życia zadowalając innych, w tym swojego - teraz już byłego - chłopaka, muzyka, który porzucił ją jak pierwszą lepszą dziewczynę, zostawiając z niskim poczuciem wartości i przekonaniem, że sama nie nadaje się do tej branży. Jej marzeniem od zawsze było tworzenie muzyki i występowania przed tysiącami fanów, a teraz musi zadowolić się wygodną posadą, jakiej pragną dla niej rodzice. W tej sposób zostaje osobistą asystentką Jamiego Streichera, słynnego bramkarza drużyny NHL Vancouver Storm, a także jej byłego crusha ze szkoły średniej. Z tym, że dorosły Jamie w niczym nie przypomina tego słodkiego chłopaka z młodości. Ten facet każe jej schodzić z jego drogi i opiekować się jego psem, kiedy sam jest na meczach wyjazdowych i treningach. Pippa jest przekonana, że to nie będzie trudna praca, zwłaszcza, że Jamie sam stara się jej unikać - ale wtedy jego maska nieuprzejmości zaczyna opadać, spędzają razem coraz więcej czasu i kobieta zaczyna odkrywać, że być może dawne uczucia wcale nie odeszły tak łatwo w zapomnienie...

Byłam tak bardzo podekscytowana, kiedy zaczęłam tę książkę czytać. Pomimo moich narzekań, do których za moment przejdę, Jamie i Pippa robią naprawdę dobre pierwsze wrażenie. Już od pierwszych stron świetnie się bawiłam, śledząc ich dynamikę, odkrywając kolejne elementy ich przeszłości, które pozwalały mi zrozumieć, że oboje nieświadomie mieli w nastoletnich czasach do siebie słabość, z którą nie potrafili sobie poradzić, a ich chemia była taka naturalna. Co więcej, bardzo polubiłam ich jako bohaterów, nawet jeśli teoretycznie nie wyróżniają się niczym szczególnym. Bohaterowie, w tym ci drugoplanowi, są zdecydowanie sercem tej powieści i to autorce wyszło bardzo dobrze.

Niestety nie wiem co wydarzyło się mniej więcej w połowie, ale historia straciła dla mnie cały swój urok. Mam przeczucie, że dużą częścią tego rozczarowania jest sam styl pisania autorki, z którym ciężko mi się było polubić. Wypadał bardzo Wattpadowo, jakby książkę pisała osoba dopiero zaczynająca przygodę z pisaniem, przez co wpadała w klisze i schematy. Czasami miałam przeczucie, jakbym w kółko czytała o tym samym, a nie pomaga to, że autorka ma skłonność do nudnych opisów, które nie wnoszą za wiele do fabuły. Najbardziej rzuca się to w oczy w samej relacji głównych bohaterów, którzy w kółko myślą tylko o tym, że chcieliby się ze sobą przespać i to się przewija w praktycznie każdej ich interakcji. Jest to tym bardziej frustrujące, że książka jest reklamowana jako slow burn, a bohaterowie są sobą zainteresowani już od pierwszego spotkania. Mniej więcej w połowie musiałam się już zmuszać, aby tę książkę dokończyć, bo straciłam zainteresowanie.

Najsmutniejsze jest to, że ta powieść miała duży potencjał na naprawdę przyjemną historię z wartościowymi wątkami, który nie został wykorzystany. Ważne wątki, które pomogłyby czytelnikowi jakoś mocniej zaangażować się w życie bohaterów, takie jak problemy mamy Jamiego, reprezentacja osób zmagających się z depresją i lękami, czy złożona przeszłość Pippy, wypadły trochę płytko. Jakby autorka zamiotła je pod dywan na rzecz budowania napięcia seksualnego, które niestety szybko stało się nudne. Co jest tym bardziej rozczarowujące, bo Pippa i Jamie mieli czasami naprawdę urocze momenty, ale brakowało w nich czegoś, dzięki czemu prawdziwie skradliby moje serce.

Normalnie nie piszę o takich rzeczach w recenzjach, bo wolę się skupiać na samej fabule, ale niestety tutaj dużym problemem okazała się być także korekta książki (a raczej jej widoczny brak). Strasznie wybijało mnie z rytmu czytania to, że na praktycznie każdej stronie przewijały się problemy, czy to w wyniku błędu formatowania, czy po prostu z nieuwagi. Brakujące półpauzy, czy też wręcz przeciwnie, półpauzy w nieodpowiednich miejscach, źle przeniesione akapity, okazjonalne błędy tłumaczeniowe - to bardzo utrudniało czytanie i nie powinno mieć miejsca.

Z tych też powodów, choć początek był niezły i miałam nadzieję na dobrą lekturę, muszę niestety przyznać, że Za bandą wypada bardzo średnio. Szczególnie, że mogłabym wymienić dziesiątki innych podobnych hokejowych romansów, które mają do zaoferowania więcej. Nie jest to oczywiście zła książka, ale kiedy czytam już kolejną z kolei taką powieść w tym roku, to potrzeba mi czegoś więcej, niż schematycznej powieści, o której zaraz zapomnę. Nie skreślam jednak jeszcze twórczości Stephanie Archer, bo wierzę, że jest tu pole, by się rozwinąć - Hazel i Rory mnie bardzo zaciekawili, więc chętnie przeczytam kolejną część tej serii i dam autorce jeszcze jedną szansę. A wam polecam tę książkę tylko jeśli macie ochotę na jakiś mniej wymagający przerywnik, nie oczekujcie jednak niczego odkrywczego.


STEPHANIE ARCHER - pisze pikantne komedie obyczajowe pełne ciętych ripost, przezabawnych sytuacji i szczęśliwych zakończeń. Wierzy w potęgę przyjaźni, w sprawczość upartych kobiet, w moc nowej fryzury i w miłość. Mieszka w Vancouver wraz ze swoim partnerem i psem.


Tytuł: Za bandą
Autorka: Stephanie Archer
Tytuł w oryginale: Behind the Net
Seria: Vancouver Storm. Tom 1
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: YaNa
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem YaNa:



Czytaj dalej »

środa, 30 października 2024

Grace Reilly - Ucieczka



Sekretny układ z córką trenera nie powinien prowadzić do niczego więcej…

Cooper

Jako zawodowy sportowiec z college’u, o dobrej reputacji, zwykle mam wybór spośród puck bunnies. Ale ostatnio miałem okres posuchy, który zaczyna przypominać klątwę, a stres wpływa na moją grę - jedyną rzecz, która nie może się dziać, jeśli mam zostać kapitanem i później zawodnikiem NHL.

I tu wkracza Penny Ryder.

Jest córką mojego trenera, ale w chwili, gdy wciąga mnie do schowka na lodowisku, staje się jedyną rzeczą, o której myślę poza hokejem. Ma swoją seks-bucket-list i patrząc na nią? Jesteśmy pokrewnymi duszami w łóżku. Jeśli się zgodzę, znowu będę zrelaksowany na lodowisku, ale jeśli jej ojciec dowie się, co robimy, będę musiał pożegnać się z szansą na zostanie kapitanem drużyny i zyskaniem aprobaty własnego taty.

Penny

Dzięki mojemu eks z piekła rodem, jestem daleka od bycia gotową na związki, ale nadszedł czas by odzyskać swoją sprawczość - jedno długo wyczekiwane doświadczenie łóżkowe na raz.

I tu wkracza Cooper Callahan.

Jest gwiazdą obrony w drużynie mojego taty, układ z nim będzie oznaczał kolejny wielki sekret przed ojcem. Ale zasady są proste: sekretni przyjaciele z korzyściami, dopóki nie zostanie kapitanem… i dopóki nie skreślę wszystkich punktów na mojej liście, dzięki której mam wreszcie ruszyć dalej po incydencie, który zrujnował nie tylko moją karierę łyżwiarki figurowej, ale także moje życie.

Jednak im dłużej trwa ta relacja, tym bardziej sobie ufamy i trudniej jest się pożegnać. Wiem, że miłość prowadzi do złamanego serca, ale co jeśli może też oczyścić lód do ucieczki?


Oficjalnie: chyba pierwszy raz w tym roku książka mnie złamała. Żadna ze mnie pruderyjna osoba, naczytałam się już tyle romansów i erotyków, że nic mnie już nie zaskoczy (wliczając w to książkę o superbohaterze ze świecącą w ciemności spermą), ale lektura Ucieczki to było miesięczne wyzwanie, za które chyba powinnam dostać jakąś nagrodę wytrwałości. Ilość scen seksu w tej części to już nawet nie był smut, a cała masa mało seksownych zbliżeń, które tylko bardziej mnie odpychały, aż w końcu przekartkowałam książkę do końca, żeby mieć ją w końcu z głowy. Czy to jest naprawdę ta sama seria, co Pierwsza próba, która była tak lekkim i uroczym romansem?

Cooper marzy w życiu o jednym: o zawodowej karierze w NHL. Niestety jego ojciec nie pochwala rzucenia studiów dla niepewnej kariery hokeisty, a więc Cooper stara się jako tako czerpać radość ze studenckich doświadczeń. Wliczając w to nie tylko hokej, ale również całą masę hokejowych fanek, które się na niego rzucają. Ostatnio jednak zapanował w jego życiu okres posuchy, a brak relaksu źle wpływa na jego grę, co nie może mieć miejsca, kiedy stara się o posadę kapitana. Jego trener zmusza go do pracy z dzieciakami, gdzie poznaje Penny - ślicznego rudzielca, która niespodziewanie wciąga go do schowka na lodowisku i daje mu parę minut niezapomnianych doświadczeń. Niestety wkrótce odkrywa, że Penny jest córką jego trenera, a to może zwiastować tylko kłopoty. Ale kiedy dziewczyna przychodzi do niego ze swoją listą rzeczy związanych z seksem i prośbą, aby pomógł jej je odhaczyć, a wspomnienia ich jednego wspólnego zbliżenia nie dają mu czysto myśleć, ciężko jest mu jej odmówić. Oboje muszą jedynie utrzymać ich wspólną zabawę w tajemnicy przed jej ojcem...

Oto jakbym określiła tę historię: 70% scen erotycznych, 30% jakiejś innej fabuły. A może nawet te numery są nad wyrost. Może to moja wina, że oczekiwałam od tej książki czegoś więcej niż skreślania pozycji z seks listy bohaterki, ale z drugiej strony, czy romans nie powinien być romansem, a nie zlepkiem różnych pikantnych scen z wszystkim innym pomiędzy pomiędzy? Cały czas miałam nadzieję, że gdzieś między pierwszą a dziesiątą taką sceną autorka zacznie rozwijać relację między bohaterami na innym poziomie niż fizycznym, ale szybko niestety zdałam sobie sprawę, że nic z tego.

Nie mam nic przeciwko Cooperowi i Penny, gdyby nie to, że miałam wrażenie, że ich osobowości kręcą się wokół tylko jednej rzeczy: tak, dobrze zgadliście, seksu. Być może dlatego, że autorka naprawdę nie starała się jakoś mocno, aby ukazać w nich coś więcej. Oczywiście rozumiem zamysł za powstaniem całej listy i jej znaczenie dla Penny, za którą ciągnie się pewne traumatyczne przeżycie z przeszłości. Jak najbardziej popieram jej chęć odkrywania wszystkiego na własną rękę. Ale czy naprawdę musiałam czytać o tym praktycznie w każdym rozdziale? No błagam, już po pierwszych paru takich scenach miałam dość. Natomiast Cooper... szczerze, nie mam nic do powiedzenia na jego temat. Facet tak mi zniknął w tłumie miliona takich samych postaci, że nie potrafię wymienić ani jednej jego cechy osobowości.

Ciężko mi tu napisać o jakiejkolwiek fabule, bo jej szczątki pojawiły się dopiero pod koniec, a byłam wtedy już tak wykończona mentalnie, że byłam gotowa skończyć tę książkę i już nigdy więcej do niej nie wracać. Wszelkie próby poruszenia ważniejszych tematów, chociażby relacji Penny z jej ojcem, jej trudnej przeszłości, czy nawet poczucie żalu Coopera wobec jego ojca, który nigdy nie okazywał mu wsparcia, wypadły kompletnie płasko. I bardzo żałuję, że tak było, bo polubiłam się z tymi bohaterami w pierwszym tomie i po historii Jamesa i Bex miałam nadzieję, że tutaj również miło spędzę czas.

Niestety książce dużo ujmuje również samo tłumaczenie, które wypada bardzo nienaturalnie i dosłownie (co da się wyłapać przy znajomości języka angielskiego). Gdybym nie słuchała dużej części w audiobooku, gdzie aż tak się na tym nie skupiałam, to ciężko byłoby mi dobrnąć do końca, bo czasami jedno zdanie musiałam przeczytać kilkukrotnie, aby zrozumieć jego sens.

Oczywiście moje rozczarowanie Ucieczką nie oznacza, że to dla każdego będzie zła książka. Jeśli nie przeszkadzają wam duże ilości scen erotycznych i to, że większość relacji bohaterów kręci się właśnie wokół tego fizycznego aspektu, to być może będziecie się bawić o wiele lepiej, niż ja. Niestety ja od książki potrzebuję czegoś więcej, żeby dobrze się bawić, a tym razem niestety tego nie otrzymałam i dlatego jej raczej nie polecam. Mam nadzieję, że trzeci i czwarty tom przypadną mi do gustu bardziej - nie mogę się w szczególności doczekać historii Izzy i Nikolaia, bo mam przeczucie, że to może być mój ulubieniec!



Grace Reilly to amerykańska pisarka tworząca literaturę z gatunku young adult. Do grona popularnych powieści jej autorstwa należą m.in. pozycje "Pierwsza próba", "Ucieczka" i "Skradziony punkt".


Tytuł: Ucieczka
Autorka: Grace Reilly
Seria: Beyond the Play. Tom 2
Tytuł w oryginale: Breakaway
Wydawnictwo: YaNa
Premiera: 14.02.2024
Liczba stron: 440
Ocena: 3/10


Czytaj dalej »

sobota, 28 września 2024

Grace Reilly - Pierwsza próba



Udzielanie korepetycji nowemu rozgrywającemu w zamian za kilka udawanych randek nie doprowadzi do niczego więcej, prawda?

James

Football jest dla mnie wszystkim – żyję, jem i oddycham tym sportem. Kiedy jednak przeniosłem się na Uniwersytet McKee, by uciec od rozproszenia uwagi, które niemal kosztowało moją przyszłość w NFL, zderzyłem się z kolejną ścianą: muszę powtórzyć i zaliczyć zajęcia z pisania, których nie zdałem na poprzedniej uczelni, albo stracę jakąkolwiek szansę na sukces. I tu pojawia się Beckett Wood, piękna, uparta koleżanka, która na dodatek jest w moim typie. Jest też moim kluczem do zaliczenia zajęć, ale ceną za jej pomoc jest udawany związek, a ja nigdy nie robię nic na pół gwizdka.

Bex

Nie zadaję się ze sportowcami, a przystojny i pewny siebie James Callahan na pierwszy rzut oka nie jest wyjątkiem. Chce, żebym pomogła mu zdać egzamin z zajęć pisarskich, ale jestem zbyt zajęta, żeby brać sobie na głowę kolejny obowiązek. Kiedy mój były – kolega z drużyny Jamesa – nie chce zostawić mnie w spokoju, dociera do mnie, że muszę go przekonać, że ruszyłam dalej. A czy jest na to lepszy sposób niż udawanie, że spotykam się z Callahanem, który nie chce mieć nic wspólnego z prawdziwym związkiem?

Z każdym fałszywym pocałunkiem James wciąga mnie głębiej w miejsce, które mnie jednocześnie ekscytuje i przeraża.

Dlaczego sprawia, że nareszcie czuję, że żyję.
I dlaczego nie chcę, żeby to się skończyło?


Seria "Beyond the Play" chodziła za mną od pierwszej części, ale jakoś nie potrafiłam się za nią zabrać aż do teraz, kiedy po prostu postawiłam na audiobooka. I to była chyba najlepsza decyzja, bo "Pierwszą próbę" przesłuchałam błyskawicznie i bardzo umiliła mi czas. Słyszałam wiele porównań tej historii do takich książek, jak "Układ" Elle Kennedy i chociaż rzeczywiście - jest to książka złożona z wielu popularnych motywów, a więc nie zaskakuje niczym oryginalnym - to uważam ją za historię idealną na oderwanie się od rzeczywistości.

Gdy Bex zostaje zdradzona przez popularnego futbolistę, z pewnością nie planuje wchodzenia w nowy związek z kolejnym sportowcem. Ale jej były nie daje jej spokoju i aby się go pozbyć, w złości całuje jego kolegę z drużyny. James właśnie przeniósł się na Uniwersytet McKee i po kilku niepowodzeniach pragnie się wykazać przed trenerem, że zasługuje na miejsce w drużynie. Ma do nadrobienia jeden z niezaliczonych przedmiotów z pisania, inaczej straci szansę na sukces. Wpakowywanie się w kolejny związek, po tym, jak zakończył się jego poprzedni, to nie najlepszy pomysł - a jednak jeden pocałunek z Bex zmienia wszystko. Obydwoje wpadają na pomysł: będą udawać parę, aby odczepił się od niej jej były, a ona za to pomoże mu w zaliczeniu przedmiotu.

Porównań do "Układu" Elle Kennedy widziałam mnóstwo i rzeczywiście ciężko ich nie zauważyć - James i Bex zawierają bardzo podobną umowę, pewne wątki pomiędzy są podobne. Ale szczerze mówiąc, historie tego typu, z korepetycjami, udawanymi związkami i sportowcami już dawno przestały być oryginalne i mogłabym tu wymienić kilka innych bardzo podobnych pozycji. Nie sięgnęłam po tę książkę oczekując czegoś, co odmieni moje życie, ani jakiejś literackiej perełki. Sięgnęłam po nią, oczekując niewymagającego przerywnika między innymi książkami. I do tego ta książka sprawdziła się świetnie.

Nie jest to najbardziej wciągająca i angażująca książka, jaką czytałam, ale jedno trzeba przyznać - Bex i James są bardzo sympatycznymi, przyziemnymi postaciami. To bardzo krótka historia, a więc nie ma co wymagać wielkiej głębi, ale jakoś autorce udało się sprawić, że nie wypadli na mdłe, jednowymiarowe postacie. Sama ich relacja jest prosta, ale naturalnie przechodzi od przyjaźni i udawanego związku w coś więcej. A co najlepsze - ta dwójka naprawdę wie, jak się ze sobą komunikować! To takie orzeźwiające, gdy bohaterowie naprawdę podejmują próby, aby zbudować zdrowy związek. A to autorce udało się przekazać świetnie.

Chyba najbardziej ze wszystkiego podobał mi się tu element rodzinny. Autorka wyraźnie próbuje tworzyć fundamenty pod kilkutomową serię, bo zagłębia się w relacje rodzinne Jamesa, które choć nie są idealne, to nadają historii swego rodzaju swojskości. Sam James był trochę zaskoczeniem, bo nie wiem czemu, ale oczekiwałam typowego sportowca, jakich pełno w tego typu romansach, a okazał się on być bardzo przyziemnym, dobrym człowiekiem, któremu zależy jedynie na spełnieniu swojego marzenia. Mam nadzieję, że reszta jego rodzeństwa będzie równie łatwa do polubienia.

Choć "Pierwsza próba" nie jest szczytem literatury, ani też niczym wyróżniającym się romansem sportowym, to nie żałuję, że po nią sięgnęłam. To właśnie tego typu historia, którą z przyjemnością można posłuchać w audiobooku, gdy zajmuje się czymś innym - nie wymaga skupienia, jest zabawna, lekka i słodka. Nie oczekujcie fanfar, ani czegoś nad wymiar wspaniałego - ale też chyba nie każda książka musi taka być?


Grace Reilly to amerykańska pisarka tworząca literaturę z gatunku young adult. Do grona popularnych powieści jej autorstwa należą m.in. pozycje "Pierwsza próba", "Ucieczka" i "Skradziony punkt".

Tytuł: Pierwsza próba
Autorka: Grace Reilly
Seria: Beyond the Play. Tom 1
Wydawnictwo: YaNa
Premiera: 22.11.2023
Liczba stron: 320
Ocena: 6.5/10
Czytaj dalej »

środa, 21 lutego 2024

Taegan Hunter - Let's Get Textual



Zły numer powinien być tylko tym – złym numerem.

Usuń. Gotowe.

Nie pisz dalej. Nie flirtuj.

Zły numer nie powinien być pierwszą osobą, o której myślisz rano, ani ostatnią w nocy… i zdecydowanie nie powinieneś namawiać ich do zakupu małej kózki.

Ponieważ to byłoby dziwne.

Kiedy Zach Hastings i ja wpadamy w pułapkę złego numeru, nie przestrzegamy zasad. Piszemy SMS-y i flirtujemy, ponieważ jest niesamowicie zabawny, idealnie nerdowaty i cudownie odwraca moją uwagę.

Nie szukam miłości, a Zach zdecydowanie miał zły numer.

Ale może…

Może to właściwy facet.


Czasami, gdy nie mam siły fizycznie i psychicznie skupiać się na lekturze książki i potrzebuję po prostu czegoś niewymagającego, historie takie jak Let's Get Textual to wręcz coś idealnego. Ta książka nawet nie była w moich planach czytelniczych, aż pewnego razu zupełnie spontanicznie stwierdziłam, że powinnam ją przeczytać. I chociaż ogółem napisałabym, że to taki średniak, który nie zapadnie mi na długo w pamięci, to i tak nie żałuję, że ją przeczytałam, bo była przyjemną odskocznią.

Delia właśnie zerwała ze swoim chłopakiem po kilkumiesięcznym związku, zgodnie dochodząc do wniosku, że lepiej im wychodzi bycie przyjaciółmi. Los się jednak do niej uśmiecha, gdy pewnego dnia dostaje tajemniczą wiadomość. Przekonana, że to jej brat, nic sobie z niej nie robi, dopóki nie uświadamia sobie, że zaszła pomyłka. Jedna wiadomość prowadzi do kolejnej i wkrótce między nią, a tajemniczym nieznajomym rozwija się zaskakująca więź. Jednak czy można zakochać się w kimś, kogo nigdy nie widziało się na żywo?

Ta napisana głównie w formie wiadomości tekstowych historia dwóch nieznajomych, którzy przez jednego przypadkowego smsa odnajdują w sobie bratnie dusze, to idealna rozrywka na jeden wieczór. Dawno już tak błyskawicznie nie przebrnęłam przez żadną książkę i chociaż jest to głównie spowodowane formą, w jakiej została napisana, to w piórze autorki jest też pewna lekkość, dzięki której czas upływa z czystą przyjemnością. To nie jest historia, która odmieni moje życie i zapadnie mi w pamięci. Nie jest nawet w żaden sposób szczególna. Ale jeśli podejdzie się do niej z otwartym umysłem i bez większych oczekiwań, można z nią miło spędzić czas.

Motyw wiadomości wysłanej na niewłaściwy numer jest nam wszystkim z pewnością dobrze znany (jeszcze nie tak dawno było głośno chociażby o książce "Pan Zły Numer" Lynn Painter, opierającej się na tej samej zasadzie). I chociaż niewiele można tu nowego wprowadzić, to bardzo fajnie było poczytać wszystkie te wiadomości, które wymieniali między sobą Zach i Delia. Czułam się, jakbym naprawdę czytała czyjąś konwersację, czasami aż za bardzo - razem z flirtem, żarcikami i czasami nawet odrobinę żenującymi tekstami, które zapewne każdy z nas w swoim życiu wysłał do kogoś, kto się nam podobał.

Smsowa znajomość tych bohaterów rozwinęła się bardzo naturalnie, ale też nie nazwałabym jej jakąś wielką miłością. Być może przez to, że połowa książki to spis ich wiadomości, ale nie było żadnego takiego większego momentu, dzięki któremu poczułabym, że między Zachem i Delią pojawiło się uczucie tak wielkie, że nie sposób się było od tej książki oderwać. Ale nie było też w tym nic złego, bo nawet jeśli nie jest to jakaś epicka historia miłosna, to fajnie się czytało, jak odnaleźli swoją osobę - kogoś, kto rozumiał ich poczucie humoru, pragnienia i potrzeby. Najbardziej chyba podobał mi się humor autorki, bo bywały takie momenty kiedy naprawdę można było się pośmiać, szczególnie gdy do akcji wchodziła kózka Pianek.

Brakowało mi jednak zagłębienia się w tych bohaterów, bo zupełnie nie poczułam się, jakbym ich poznała. Byli sympatyczni, ale sympatycznymi mogę nazwać większość postaci, o których czytam, a trzeba zdecydowanie więcej, aby książka zapadła mi w pamięci. I to chyba jest jej największy minus, przez który nie jest to nic więcej, niż tylko szybka lektura na chwilę odprężenia. To historia urocza i słodka, ale też powierzchowna - nie oczekujcie więc większych fajerwerków.


TAEGAN HUNTER jest dziewczyną wychowaną w Missouri, ale obecnie mieszka w Karolinie Północnej ze swoim mężem, żołnierzem piechoty morskiej, gdzie spędza dni błagając go o kota. (Ani mąż, ani pies nie przejmują się tym zbytnio). Żyje dzięki kawie, pizzy i sarkazmowi. Kiedy nie pisze, można ją znaleźć oglądającą różne programy telewizyjne, szczególnie Supernatural i One Tree Hill. Taegan lubi zimną pogodę, kupuje więcej książek niż kiedykolwiek przeczyta i nigdy nie odmawia brownie.


Tytuł: Let's Get Textual
Autorka: Taegan Hunter
Seria: Texting. Tom 1
Wydawnictwo: YaNa
Premiera: 24.01.2024
Liczba stron: 320
Ocena: 6.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem YaNa:


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia