Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2026

Rachel Lynn Solomon - Porozmawiajmy o eksie



Shay Goldstein od blisko dekady jest realizatorką w stacji radiowej w Seattle i nie wyobraża sobie innej pracy. Jej karierę zaczyna zaburzać pojawienie się Dominica Yuna – świeżo upieczonego absolwenta dziennikarstwa, przekonanego, że o radiu wie absolutnie wszystko.

Borykająca się z problemami stacja potrzebuje nowego programu, by przetrwać. To wtedy Shay wpada na entuzjastycznie przyjęty pomysł. W audycji Porozmawiajmy o eksie dwoje byłych będzie na żywo udzielać związkowych rad. Szef rozgłośni uznaje jednak, że nie ma potrzeby szukać skłóconej ekspary, gdy Shay i Dominic żywią do siebie taką niechęć, jakby dopiero co ze sobą zerwali. Choć żadnemu z nich nie podoba się wizja okłamywania słuchaczy, alternatywą jest utrata pracy.

Program szybko zyskuje popularność i pnie się po listach najchętniej słuchanych audycji w Seattle. A para prowadzących własne rady zaczyna stosować w coraz mniej służbowym związku…


Do przeczytania "Porozmawiajmy o eksie" zbierałam się już od wielu lat, ale prawdziwa ochota na tę książkę naszła mnie dopiero po przeczytaniu "Miłość na linii" B. K. Borison, która fabularnie również opiera się na prowadzeniu przez bohaterów wspólnej audycji radiowej (coś idealnego dla fanów takich kultowych komedii romantycznych jak "Bezsenność w Seattle"). Ten koncept to oczywiście nic nowego, a jednak jako wielbicielka rom-comów bardzo lubię ten motyw wymuszonej bliskości, a już zwłaszcza, że w tym przypadku dochodzi element udawanego związku (a raczej udawania byłych partnerów). I muszę przyznać, że choć historia miała parę wad, to świetnie się na niej bawiłam i śmiało mogę napisać, że to jedna z przyjemniejszych komedii romantycznych na rynku, napisana w typowym rom-comowym klimacie.

Shay Goldstein pracuje jako producentka radiowa w radiu publicznym w Seattle już od niemalże dekady. Uwielbia tę pracę, ale od jakiegoś czasu nie może pozbyć się wrażenia, że nie jest tak doceniana, jak chociażby jej nowy współpracownik, Dominic Yun, który przyszedł do radia świeżo po studiach i na każdym kroku sprawia wrażenie, że wie od niej więcej. Naturalnie więc ciągle dochodzi między nimi do spięć. Kiedy przyszłość radia zostaje zagrożona i potrzeba nowego programu, który by przyciągnął do nich nowych słuchaczy, Shay proponuje program o randkowaniu, który szybko odbija się jej czkawką - ponieważ jej szef wskazuje ją i Dominica na współprowadzących, którzy na dodatek mają udawać też, że kiedyś byli ze sobą w związku. Plan w teorii jest idealny, w końcu między Dominikiem i Shay już jest bardzo napięta atmosfera. W praktyce żadne z nich nie rwie się do tego pomysłu, ale zostaje im albo wspólny program, albo bezrobocie, a więc decyzja jest prosta. Kiedy "The Ex Talk" podbija listy i wzbudza zainteresowanie słuchaczy, ich mała gierka zaczyna stawać się zbyt realistyczna, a długie wspólne godziny spędzone na pracy zbliżają ich do siebie. Ale czy relacja zbudowana na farsie ma szansę przetrwać w prawdziwym życiu, zwłaszcza jeśli wystarczy jeden błąd, by wszystko zaprzepaścić?

Historia Shay i Dominica to połączenie rywali, którzy mają zupełnie różne podejścia do pracy, z dużą dawką wymuszonej bliskości i slow burnu. Koncept udawania byłych podczas audycji radiowej, chociaż w rzeczywistości bohaterowie są jedynie współpracownikami, którzy za sobą nie przepadają, to świetna podstawa pod rom-com. Autorka bardzo dobrze wykorzystuje swój pomysł, serwując solidną dawkę humoru, wrażliwości, emocjonalnych momentów i wielkich gestów rodem z najlepszych komedii romantycznych (tak, możecie się spodziewać wielkich wyznań miłosnych na linii). A wszystko to w połączeniu z dodatkami w postaci komentarzy słuchaczy czy obecności bohaterów w social mediach, którzy bardzo prawdziwie próbują sprzedać całą tę szopkę. Myślę, że fani tego gatunku będą bardzo zadowoleni, bo ja osobiście cały czas czułam się tak, jakbym oglądała mój ulubiony film z lat 90. czy wczesnych lat 2000.

Relacja bohaterów rozpoczyna się od paru nieporozumień i wzajemnej niechęci, a przynajmniej na to wygląda w pierwszych momentach. Shay pracuje w rozgłośni radiowej od prawie dekady i podchodzi do swojej pracy bardzo poważnie, ale niestety coraz bardziej przekonuje się o tym, że jako kobieta nie jest doceniana. Dominic jest natomiast o wiele młodszym i trochę mniej doświadczonym nowym pracownikiem z dużym ego i od razu staje się pupilkiem szefa, nic więc dziwnego, że Shay za nim nie przepada. Autorka bardzo naturalnie przechodzi od ich pierwszych nieporozumień do współpracy, która nie tylko wymusza na nich przebywanie w swoim towarzystwie i sprzedawanie obrazku byłych zakochanych, ale też pozwala im się bliżej poznać i to właśnie wtedy zaczyna się najlepsza część tej historii.

Shay i Dominic mają świetną, naturalną chemię już od pierwszych ich interakcji. Trochę sobie docinają, widać też ich różnicę wieku i doświadczeń (ona jest od niego starsza o kilka lat), na początku jest też trochę niezręcznie, ale potem zaczynają się pojawiać zalążki przyjaźni i wspólnego porozumienia, aż w końcu rodzi się z tego prawdziwa więź. Ogromnie mi się podobało to, że wszystko między nimi wypada bardzo realistycznie, wliczając w to wpadki, ich niepewności i kompleksy, a przy tym napięcie staje się tak intensywne, że aż nie można się doczekać ich kolejnych wspólnych scen. Najbardziej pokochałam w nich to, że mogli godzinami rozmawiać na najbardziej delikatne tematy, o których nie rozmawiali z nikim innym, bo dzięki temu nie tylko ich relacja stała się głębsza, ale też pozwoliła nam lepiej poznać ich jako ludzi.

O ironio, choć ta dwójka potrafi rozmawiać ze sobą o swoich lękach, obawach i przeszłych doświadczeniach, które ukształtowały ich na ludzi jakimi są teraz, kompletnie nie potrafili mówić o swoich uczuciach do siebie. Możecie się przygotować na solidną dawkę frustracji ich brakiem komunikacji i dopowiadaniem sobie własnych wersji wydarzeń, bo obydwoje są w tym mistrzami. Nie ukrywam, czasami miałam ochotę zamknąć książkę i zmusić ich siłą umysłu do rozmowy, bo ten slow burn stawał się torturą. Doceniam jednak to, że autorka nie traktuje z lekceważeniem wielu ważnych tematów, które kształtują Shay i Dominica oraz są głównym powodem ich problemów ze szczerością. Naturalnie i prawdziwie mówi o samotności, w szczególności jeśli jest się osobą w zupełnie innym miejscu w życiu niż większość ludzi w twoim wieku, o nieudanych relacjach i radzeniu sobie z utratą osób, które wiele dla nas znaczyły, o odnajdowaniu własnego szczęścia i dawaniu sobie drugich szans, o roli kobiet w środowiskach zdominowanych przez mężczyzn, które muszą pracować dwa razy ciężej. Ci bohaterowie są autentyczni, mają swoje wady i to bardzo w nich polubiłam.

Zdecydowanie możecie się też spodziewać świetnego humoru i pikanterii, ale w bardzo wyważonym i przemyślanym połączeniu. Wszystko w tej historii płynie bardzo naturalnie. To książka, która jest jednocześnie świetnym rom-comem, który bawi, wzrusza i wywołuje motylki oraz szeroki uśmiech, ale która też trafia prosto w serce. Gdyby nie ten przeciągający się brak komunikacji i trochę rozczarowujący finał, bo niestety uważam, że tutaj rozwinął się stanowczo za duży bałagan, który został rozwiązany za szybko, to byłaby idealna książkowa komedia romantyczna. Bardzo spodobał mi się styl pisania Rachel Lynn Solomon i na pewno będę mieć teraz na radarze inne powieści autorki. Jeśli macie ochotę na dobrą, lekką lekturę, przy której można naprawdę miło spędzić czas, to uważam, że warto zwrócić uwagę na "Porozmawiajmy o eksie".
 

Rachel Lynn Solomon pracowała w publicznym radiu, zanim jej zamiłowanie do opowiadania historii skłoniło ją do pisarstwa. Jest autorką kilku książek dla nastolatków i dorosłych – w tym bestsellerów „New York Timesa” m.in The Ex Talk, Weather Girl. Każdemu, kto zechce jej posłuchać powie, że w Seattle, gdzie mieszka z mężem i malutkim pieskiem, naprawdę nie pada tak często.


Tytuł: Porozmawiajmy o eksie
Autorka: Rachel Lynn Solomon
Tytuł w oryginale: The Ex Talk
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 360
Ocena: 7/10
 
Czytaj dalej »

piątek, 14 sierpnia 2026

Devney Perry - Indigo Ridge



Winslow Covington, nowa komendantka policji w Quincy, ma przed sobą trudne pierwsze zadanie – musi udowodnić mieszkańcom, że zasłużyła na to stanowisko. Według jej dziadka wystarczy jedno: zdobyć sympatię rodziny Edenów. Przekonanie założycielskiego rodu miasteczka byłoby jednak znacznie łatwiejsze, gdyby nie jej jednonocna przygoda z najstarszym synem Edenów. Doszło do niej, gdy Winslow dopiero co przybyła do Quincy i nie miała pojęcia, że ten szorstki, a jednocześnie czarujący mężczyzna należy do lokalnej "rodziny królewskiej”.

Spędzenie nocy z Griffinem było ogromnym błędem. Facet jest arogancki, nie do zniesienia i nieustannie daje wszystkim do zrozumienia, że nowa komendantka nie należy do ich społeczności. Winslow stara się go unikać, ale gdy na terenie należącym do Edenów zostaje znaleziona martwa kobieta, nie mają wyboru i muszą zacząć współpracować.

Kiedy nieustępliwość Winslow prowadzi do wyjawienia kolejnych sekretów, Griffin zaczyna dostrzegać w niej coś więcej. Jest piękna, inteligentna – i zdecydowanie trudno jej się oprzeć.


Romanse kowbojskie to dla mnie skomplikowany temat. Uwielbiam je, ten klimat wiejskiego czy małomiasteczkowego życia, tę ucieczkę od miastowego zgiełku, no i kto nie lubi gorących kowbojów, którzy zrobiliby wszystko dla swoich ukochanych kobiet? Niestety jak na tyle książek z tym motywem, które czytałam, jeszcze chyba żadna nie sprawiła, że poczułabym, że w końcu znalazłam tę książkę, o której nie mogłabym przestać myśleć i mówić, na punkcie której miałabym obsesję. Po "Indigo Ridge" sięgnęłam zupełnie spontanicznie w mojej osobistej misji znalezienia w końcu takiego romansu kowbojskiego, który spełni wszystkie moje wymagania, choć nie ukrywam, nie miałam wobec niej większych oczekiwań. Mamy tutaj romans kowbojski, ale i element kryminalny, więc mnie zaciekawiła, ale czy będzie to moja nowa ulubiona historia? No niestety nie. Choć nie było też tak źle, jak się początkowo obawiałam.

Winslow Covington przybywa do Quincy w Montanie, aby objąć posadę nowej komendantki policji. Pragnie udowodnić mieszkańcom, że jest świetną policjantką i że wypracowała sobie tę posadę, a nie dostała ją tylko dlatego, że jej dziadkiem jest burmistrz miasteczka. Niestety już pierwszego dnia popełnia faux pas idąc do łóżka (a raczej jego samochodu) z Griffinem Edenem, który okazuje się być najstarszym synem najważniejszej i najbardziej wpływowej rodziny w Quincy. Chwila wspólnej przyjemności przestaje mieć znaczenie, gdy okazuje się, że Griffin jest aroganckim dupkiem, który nie udaje, że nie chce jej w miasteczku. Winslow stara się go unikać najlepiej jak może, ale kiedy na jego posiadłości zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny, ich ścieżki przecinają się po raz kolejny. Prowadząc śledztwo, Win odkrywa rzeczy, które nie podobają się niektórym osobom w miasteczku, a Griffinowi coraz ciężej jest udawać, że jej determinacja i odwaga nie robią na nim wrażenia. Ale kiedy ta dwójka się do siebie zbliża, czyhające za rogiem niebezpieczeństwo może odebrać im wszystko, co wspólnie budowali...

Nie będę ukrywać, że na początku nie byłam do tej książki ani trochę przekonana. Fabuła zaczyna się nudno i bardzo schematycznie - nowa dziewczyna w mieście idzie do łóżka z facetem, którego wszyscy znają i uwielbiają, a potem okazuje się, że jest nową komendantką. Czytałam już takie romanse i nie zachwyciło mnie nic szczególnego, więc obawiałam się trochę, że po raz kolejny nie trafiłam z wyborem. Ale jako że słuchałam tej książki w audiobooku, gdy zajmowałam się innymi rzeczami, to postanowiłam ją kontynuować i na szczęście w pewnym momencie przyłapałam się na tym, że ostatecznie się wciągnęłam. Bardziej w romans, niż w element kryminalny, ale o tym więcej napiszę zaraz.

Ani Winslow, ani Griffin, nie zrobili na mnie początkowo większego wrażenia. Ma to duży związek ze schematycznością fabuły, ale też ostatnio męczą mnie romanse rozpoczynające się od jednonocnych przygód, bo wszystkie są takie same. To niekoniecznie jakaś wielka wada, a bardziej moje osobiste preferencje, więc starałam się przymknąć na to oko. Dużym plusem jest to, że chociaż relacja tej dwójki zaczyna się od czystej fizyczności i na tym polega przez większość czasu, to w całej książce jest właściwie jedna szczegółowa scena erotyczna, a cała reszta to jedynie sugestywne dialogi i opisy. Dla osób, które preferują romanse z małą ilością spice'u, to może być ogromny plus. I to ostatecznie sprawiło, że jakimś cudem bardzo polubiłam Win i Griffina razem.

Ta dwójka nie rozpoczyna najlepiej, Griffin nie ukrywa, że Win nie ufa, a ona nie zamierza przed nikim się kłaniać, często więc jest między nimi napięcie. Napięcie, którego często pozbywają się w czysto fizyczny sposób, nie składając sobie żadnych obietnic, że może być z tego coś więcej... do czasu aż naturalnie ich tajemne schadzki polegające na czystym seksie stają się czymś więcej. To był moment, kiedy coś przeskoczyło i sama zaczęłam czerpać ogromną przyjemność z ich wspólnych scen. Ich naturalna chemia, chwile zazdrości i zaborczości, intensywność ich wzajemnego przyciągania stały się wręcz uzależniające. Bardzo ich polubiłam w tych bardziej emocjonalnych czy zwyczajnych chwilach, gdzie po prostu cieszyli się spędzając czas w swoim towarzystwie na ranczu Edenów - właśnie tego szukam w kowbojskich romansach.

W tle cały czas toczy się też śledztwo po tym, jak na ranczu zostaje znalezione ciało dziewczyny, która rzekomo rzuciła się z klifu jak wiele innych osób na przestrzeni ostatnich lat. I choć miasteczko akceptuje taką wersję wydarzeń, w głowie Win od razu dzwonią dzwony ostrzegawcze i zaczyna zgłębiać tę tragiczną śmierć. Fabularnie nie jest to nic wymyślnego, ani odkrywczego, ale muszę przyznać, że sama rozwiązania zagadki domyśliłam się dopiero pod koniec, więc mimo wszystko autorce udało się sprawić, że chciałam słuchać dalej, aby dowiedzieć się, dokąd to zmierza. Ostatnie rozdziały wywołują szybsze bicie serca, nawet jeśli rozwiązanie samo w sobie jest trochę oklepane, to jednak ta nutka niebezpieczeństwa robi swoje.

Rozczarował mnie natomiast epilog, który w świetle wydarzeń z ostatnich rozdziałów jest wręcz absurdalny, nie wspominając już o tym, że oklepany. Relacja Griffina i Winslow rozwija się szybko, ale książka jest ogólnie krótka i mimo wszystko tempo wypada naturalnie, więc przymykałam na to oko - ale epilog to już przesada i przewracałam trochę oczami. Pomijając jednak te wszystkie wady, "Indigo Ridge" okazało się być przyjemną książką do przesłuchania, która przekonuje głównie fajnym klimatem, ciekawymi postaciami pobocznymi (w szczególności liczną rodziną Edenów, którą bardzo polubiłam) i dobrym romansem. Myślę, że w przyszłości chętnie posłucham też kolejnych tomów, zwłaszcza, że pod koniec dostajemy mały zalążek historii Knoxa, który zapowiada się bardzo ciekawie. 
 

DEVNEY PERRY jest autorką ponad pięćdziesięciu romansów, które znalazły się na szczytach list bestsellerów „New York Timesa”, „USA Today” i Amazona. Po dziesięciu latach pracy w branży technologicznej porzuciła telekonferencje i zarządzanie projek­tami, aby realizować pisarską pasję. Urodziła się i wychowała w Montanie, a obecnie mieszka w Waszyngtonie z mężem i dwoma synami.
 

Tytuł: Indigo Ridge
Autorka: Devney Perry
Seria: The Edens. Tom 1
Data premiery: 02.06.2026
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

czwartek, 28 sierpnia 2025

Brynne Weaver - Scythe & Sparrow



Doktor Fionn Kane ma nadzieję wyleczyć złamane serce w małym miasteczku w Nebrasce, daleko od swojej niedoszłej narzeczonej i zaprzepaszczonej kariery chirurga. Nie chce mieć nic wspólnego z całym tym cyrkiem, który zostawił za sobą. Liczy się tylko ciężka praca i absolutny brak romantycznych relacji.

Nieoczekiwanie jednak cyrk wywraca jego życie do góry nogami. Tyle że tym razem taki prawdziwy.

Rose Evans, motocyklowa akrobatka, spędziła ostatnią dekadę w trasie z cyrkiem Silveria. Lubi swoją pracę. Lubi też popełnić sobie morderstwo od czasu do czasu, tak między występami. Tej drugiej działalności nie da się jednak przećwiczyć i opanować do perfekcji, więc czasem człowiekowi przydarzy się kontuzja. I w ten sposób trafia się do domu uroczego, nieco nerdowatego, małomiasteczkowego lekarza.

Okazuje się, że kości jest dużo łatwiej poskładać niż złamane serce.


Scythe & Sparrow to finalny tom trylogii Niszczycielska miłość, serii mrocznych komedii romantycznych, w którym w końcu mamy okazję poznać historię ostatniego z braci Kane, Fionna, oraz Rose - których fragmenty wspólnej historii przewijały się już wcześniej, jeśli mieliście okazję poznać Butcher & Blackbird oraz Leather & Lark. Osobiście niewiele pamiętałam z poprzednich tomów poza tymi najbardziej pokręconymi momentami, ale ta dwójka zaciekawiła mnie już od pierwszych stron i przez pierwszą połowę nie mogłam się od książki oderwać. A potem... potem wiele poszło nie tak.

Rose Evans to motocyklowa akrobatka oraz tarocistka, która w żadnym miejscu nie stawia nogi na dłużej. Cyrk Silvera to jej prawdziwy dom i rodzina, jakiej nigdy nie miała. Widziała i podsłuchała w nim także więcej, niż zdołałaby pojąć - historie kobiet maltretowanych przez mężczyzn, dzieci bitych przez ojców. Nikt nie mógłby się więc jej dziwić, że pewnego dnia trafia prosto pod drzwi męża jednej z klientek z zamiarem pozbycia się go raz a dobrze... cóż, przynajmniej tak brzmiał jej piękny plan w głowie, niestety wszystko poszło nie tak. W ten sposób trafia prosto pod drzwi kliniki w małym miasteczku na uboczu, gdzie znajduje ją miejscowy lekarz, Fionn Kane. Dla Fionna to miasteczko stało się idealną ucieczką od niespełnionych marzeń i nieudanego związku, z pewnością nie powinien więc angażować się w jakąkolwiek relację z takim tornadem, jakim jest Rose. A jednak nie potrafi się powstrzymać i obdarza ją opieką oraz daje jej schronienie w swoim domu. Jednak chociaż kości łatwo poskładać, poturbowane serce już nie, o czym oboje się przekonują, gdy chemia między nimi sięga zenitu, ale oboje walczą, by te uczucia nie stały się niczym więcej, niż zwykłą przyjaźnią...

Początek tej książki był świetny i czytając go myślałam nawet, że to może być najlepsza część z całej tej trylogii. Ciężko byłoby pobić Rowana i Sloane, ale chemia między Rose i Fionnem była tak świetna, ich przyciąganie tak dobre, że pochłaniałam każdy kolejny rozdział. Oczywiście w odpowiednim klimacie, ich pierwsze spotkanie nie ma w sobie nic z normalności (w końcu Rose dopiero co próbowała popełnić morderstwo), ale opiekuńczość Fionna i natychmiastowe poczucie wzajemnego zrozumienia i spokoju w swoim towarzystwie sprawiły, że od razu poczułam do nich sympatię.

Obydwoje są też zresztą bardzo ciekawymi, aczkolwiek zagubionymi osobami, które z tego czy innego powodu przed czymś uciekają. Przez to ciężko jest im się przed sobą otworzyć i jedyne na co sobie pozwalają, to przyjaźń i wzajemne towarzystwo, gdy go potrzebują. W obydwu z nich jest też pewien mrok, z tym że oboje podchodzą do tej części siebie zupełnie inaczej - Rose jest trochę szalona, pokręcona, jak poprzednie główne bohaterki ma w sobie... cóż, lekko mordercze skłonności. Fionn natomiast nie potrafi się pogodzić z tą częścią siebie, tak mocno związaną z jego trudnym dorastaniem, tak więc dużą część książki stara się zaakceptować, że być może nie musi już dłużej udawać kogoś, kim nie jest.

Książka wiele traci w momencie, gdy Fionn i Rose z przyjaciół postanawiają zostać przyjaciółmi z korzyściami. Cała ta trylogia jest mocno erotyczna, autorka często się nie ogranicza, a sceny łóżkowe mogą być wulgarne i wychodzące poza granice zwyczajnego seksu (stąd zresztą obszerna lista z ostrzeżeniami na początku). Nie było więc tak, że nie byłam na to gotowa. Jednak w momencie, gdy zaczynają się opisy tych scen, opada całe napięcie między bohaterami, fabuła spowalnia i robi się zwyczajnie nudno i powtarzalnie, przynajmniej dla mnie, osoby, która szybko ma przesyt erotyzmu w książkach. Osobiście pominęłam prawie większość z nich, bo było ich tak dużo.

Dużym minusem całej tej historii jest też to, że ten mroczny aspekt, który był prominentny w obydwu poprzednich częściach, tutaj nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Wszystkie te książki mają swoje wady i nie uważam ich za dzieło sztuki, ale zawsze wiedziałam, że sięgam po nie dokładnie po to, aby przeczytać coś trochę pokręconego, nienormalnego, innego. Tutaj ten aspekt zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia. Jasne, Rose wpakowuje się w różne krwawe sytuacje, końcówka też nabiera tempa, ale nie było tu nic szokującego, co trzymałoby mnie w prawdziwym napięciu. I bardzo mi tego zabrakło.

Scythe & Sparrow to nie jest zła książka, może spodoba się bardziej osobom, które lubią te wątki, za którymi nie przepadam ja, ale też nie robi takiego wrażenia, jakiego mogłabym się spodziewać po finalnej części. Ostatecznie poczułam się rozczarowania niewykorzystanym potencjałem i chemią, jaką na początku mieli bohaterowie. Nie pomagają też liczne przeskoki czasowe, które odrywają czytelnika od fabuły i niepotrzebnie przeciągają akcję w czasie - do tego stopnia, że drugą połowę przekartkowałam do tych ciekawszych fragmentów. Moim ulubionym elementem był natomiast epilog, urocze pożegnanie braci i ich ukochanych, zwieńczenie wszystkich trzech książek. Jeśli miałabym być jednak szczera, to cała trylogia nie zapadnie mi raczej w pamięci.


BRYNNE WEAVER - przemierzyła pół świata, zaadoptowała więcej zwierząt, niż jej mąż jest w stanie zarejestrować, a jej ostoją jest pisanie. Znalazła swoje miejsce w mrocznych komediach, horrorach i romansach. Książek napisała już prawie tyle, ile przygarnęła zwierząt, a swoimi tekstami podbija kolejne zakątki świata. Mieszając mroczne komedie z pociągającym romansem, tworzy międzygatunkowe, absolutnie uzależniające historie, w które ucieka i porywa ze sobą czytelników.


Autorka: Brynne Weaver
Tytuł: Scythe & Sparrow
Seria: Niszczycielska miłość. Tom 3
Data premiery: 30.07.2025
Wydawnictwo: Czwarta Strona (Bezwstydna)
Liczba stron: 430
Ocena: 6/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:
Czytaj dalej »

czwartek, 23 maja 2024

J. Wilder - Zasady gry



On jest gwiazdą hokeja, najlepszym przyjacielem mojego brata i chłopakiem, w którym jestem zakochana od siódmego roku życia.

Problem? Nie chce mieć ze mną nic wspólnego.

Tylko dlaczego zakrada się do mojego pokoju, kiedy śnią mi się koszmary?

Czemu jest zazdrosny, kiedy idę na randkę?

I dlaczego ma na żebrach tatuaż z datą moich urodzin?

O Lucasie Knighcie może powiedzieć wiele rzeczy. Jest zaborczy, zazdrosny i nadopiekuńczy. I możliwe, że po prostu we mnie zakochany.


Z pewnością każdy, kto czytał "Zasadę numer pięć" pamięta Piper i Lucasa - parę, która nie widzi poza sobą świata i jest swego rodzaju przykładem prawdziwej miłości dla reszty bohaterów. Ale czy ich związek zawsze był tak mocny? Okazuje się, że nie do końca. W "Zasadach gry" cofamy się do licealnych czasów, gdy Piper, Lucas, Jax i Marcus byli jedynie przyjaciółmi, a rodzące się między tą dwójką uczucia musiały tkwić ukryte w zarodku dla dobra brata Piper i reszty grupy. Dopiero w tym tomie mamy okazję zobaczyć, co tak naprawdę zaszło między wszystkimi. Jak wiele Lucas i Piper musieli przeżyć, aby znaleźć się w tym miejscu. I rany, jaka to była skomplikowana przygoda.

Przyjaźń Lucasa, Piper i Jaxa sięga jeszcze czasów dzieciństwa, kiedy to ich wszystkich połączył Marcus, starszy brat Piper. To ci chłopcy byli jej najbliższymi przyjaciółmi, nawet jeśli pod pewnymi względami od nich odstawała. Nikt jednak nie wiedział, że jako nastolatka durzyła się w Lucasie i snuła marzenia, że kiedyś być może spojrzy na nią inaczej, niż na młodszą siostrę swojego przyjaciela. I z pewnością nigdy by się nie spodziewała, że on może odwzajemnić jej uczucia. Ale kiedy w końcu napięcie między nimi wybucha i pozwalają sobie porzucić wszelkie obawy, że robią to za plecami jej brata, dochodzi do tragedii, po której już nic nie jest takie samo. Drogi Lucasa i Piper się rozchodzą, a ona jest zdeterminowana, by wyrzucić go w końcu ze swojego systemu. To jest, do czasu, gdy zaczynają studia na tej samej uczelni, a ona staje przed nim na progu jego mieszkania, stawiając jego świat do góry nogami i zmuszając go do skonfrontowania się z przeszłością...

Jak już wspominałam niejednokrotnie, motyw drugiej szansy nie jest moim ulubionym motywem, szczególnie w przypadku, gdy wynika z nieporozumień i braku komunikacji. A szczerze mówiąc, w ogóle się nie spodziewałam, że właśnie na tym będzie polegał problem tej dwójki, bo w końcu znamy ich jako parę w zdrowej, pięknej relacji. Jak się okazuje, nie zawsze tak było. Gdy cofamy się do ich początków, Lucas i Piper tak naprawdę niewiele rozmawiają ze sobą o uczuciach. Ona jest w nim zakochana, a on zbyt bardzo boi się reakcji jej brata, aby zrobić w jej stronę krok. I szczerze? Niewiele się zmienia pomimo upływu czasu, bo to zawsze Lucas jest tym, który chowa głowę w piasek, a Piper tą, która cierpi w ciszy.

Tę książkę czyta się po prostu jak pełen wzlotów i upadków chaos, który w pewnym momencie zaczyna męczyć. I chociaż to zrozumiałe, bo bohaterów spotyka ogromna tragedia, z którą muszą sobie poradzić, to w pewnym momencie byłam już zwyczajnie zmęczona. Szczególnie Lucasem, który przez dłuższy czas zachowywał się jak dupek i naprawdę podziwiam Piper za pokłady cierpliwości, jakie wobec niego wykazywała i za to, że dawała mu szansę za szansą - ja zapewne już bardzo dawno bym go skreśliła. Na dodatek zabrakło mi w ich relacji czegoś, dzięki czemu kibicowałabym im nawet pomimo tych przeciwności, bo cały ten wątek wypadł jakoś nijako. Mam niejako wrażenie, że autorka tak bardzo skupiła się na tym obrazie wielkiej miłości, że zapomniała o rozwinięciu tych ważniejszych elementów pomiędzy, które pozwoliłyby mi w nią uwierzyć.

Gdy zaczęłam tę książkę, miałam lekki problem z tym, że akcja zdaje się być chaotyczna - w jednym momencie nie dzieje się nic, a za chwilę wszystko się zmienia o sto osiemdziesiąt stopni, szczególnie między główną parą - ale ogółem czytało mi się ją lekko i przyjemnie. Bardzo doceniam tę część za wgląd, jaki autorka daje nam w przyjaźń tej grupki i resztę postaci, bo ich wspólne wypady i przygody to były moje ulubione momenty. Tym bardziej, że mamy szansę jeszcze lepiej poznać Jaxa, tego sprzed Sidney - co prawda kobieciarza, ale noszącego serce na dłoni.

Kiedy porównuję pierwszą część, która może nie była idealna, ale za to rewelacyjnie się na niej bawiłam, bo była i urocza, i zabawna, i też emocjonalna, to tak naprawdę w tym tomie tego wszystkiego zabrakło. Można było fabułę poprowadzić w fajny sposób, zmusić Lucasa, aby naprawdę pocierpiał i napracował się, aby odzyskać zaufanie Piper, ale wiele wątków tak zostało pośpieszonych, że wypadły nienaturalnie i płytko. I gdyby nie to, że bardzo lubię tych bohaterów i zależało mi na całej reszcie, to pewnie oceniłabym ją jeszcze niżej. Nie jest to więc niestety moja ulubiona książka i skończyłam ją lekko rozczarowana.



Tytuł: Zasady gry
Autorka: J. Wilder
Tytuł w oryginale: Rules of the Game
Seria: Rule Breaker. Tom 2
Wydawnictwo: Bezwstydna (Czwarta Strona)
Liczba stron: 360
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:
Czytaj dalej »

czwartek, 7 marca 2024

Ana Huang - Władca gniewu



Jest żoną, której nigdy nie chciał… i słabością, której się nie spodziewał.

Bezwzględny. Pedantyczny. Arogancki.

Dante Russo najlepiej czuje się, gdy może sprawować kontrolę w życiu osobistym i zawodowym. Ten miliarder i szef przedsiębiorstwa nigdy nie planował się żenić, dopóki szantażem nie zmuszono go do zaręczyn z kobietą, której prawie nie zna. Z Vivian Lau, dziedziczką jubilerskiej fortuny i córką jego aktualnego wroga.

Nieważne, że jest piękna i czarująca. Dante zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby zniszczyć dowody i zerwać zaręczyny. Jest tylko jeden problem: teraz, gdy ją ma… nie potrafi jej wypuścić.

Elegancka. Ambitna. Dobrze wychowana.

Vivian Lau to córka idealna i bilet wstępu do wyższych sfer. Ślub z Dantem Russo oznacza otwarcie drzwi, które dla rodziny dorobkiewiczów inaczej pozostałyby zamknięte. I choć grubiański, a zarazem niepochwytny Dante nie jest mężczyzną z jej marzeń, Vivian godzi się wyjść za niego z poczucia obowiązku. Tęsknota za jego dotykiem nigdy nie była częścią planu. Ani co gorsza to, że się zakocha w swoim przyszłym mężu.


Mam bardzo mieszaną relację z twórczością Any Huang, szczególnie z jej serią Twisted, ale do historii Dantego i Vivian zawsze miałam słabość. Być może dlatego, że to była pierwsza jej książka, którą czytałam jakoś rok temu i trafiła prosto do mojego serca, a może dlatego, że od tamtej pory niestety nie udało jej się pobić tej historii żadną inną, którą miałam okazję czytać. Nie żartuję, pisząc, że czekałam na tę premierę odkąd Dante i Vivian kilkukrotnie byli wspomniani w innych jej książkach, ale też cząstka mnie obawiała się, że być może zbudowałam sobie tak pozytywne wyobrażenie, że w rzeczywistości wcale nie było tak dobrze i się zawiodę. Nic z tego - nadal podtrzymuję moje zdanie, że to jej najlepsza książka dotychczas.

Vivian, spadkobierczyni majątku jubilerskiego oraz profesjonalna organizatorka prestiżowych eventów, dobrze zna życie w bogactwie i luksusie. Są jednak rzeczy, których pieniądze nie mogą kupić i wśród nich znajdą się status i prestiż, jakim nie może się pochwalić jej rodzina. Kobieta zawsze wiedziała z czym wiąże się takie życie. Nie spodziewała się jednak, że rzeczywistość uderzy w nią tak szybko. Kiedy jej ojciec oznajmia jej, że dla dobra ich biznesu ma wejść w aranżowane małżeństwo z szanowanym miliarderem, Dantem Russo,  nie ma wyjścia, tylko się zgodzić. Vivian i Dante zupełnie się nie dogadują, jednakże dla zachowania pozorów kobieta wprowadza się do jego domu, a wieści o ich zaręczynach szybko się rozchodzą. Jednak czy biznesowy układ ma szansę przemienić się w coś prawdziwego, gdy jedno z nich ukrywa prawdę, która może w jednej sekundzie wszystko zniszczyć?

Romansów z wątkiem aranżowanego małżeństwa jest wiele, ale w przypadku Vivan i Dantego nic nie jest takie proste. Zacznijmy może od tego, że żadne z nich tego małżeństwa nie chce i od samego początku tego nie ukrywają. Ona robi to tylko i wyłącznie dla rodziny, a on ma swoje ukryte motywy, o których nie chce mówić. Dlatego chociaż dla pozorów robią wszystko, aby wyjść na prawdziwą parę planującą ślub - zamieszkują razem, uczęszczają na wydarzenia jako para - w rzeczywistości niewiele ze sobą rozmawiają i raczej schodzą sobie z drogi. Ale jak w każdej grze o pozory, nawet między nimi w pewnym momencie granice zaczynają się zacierać. 

Jedno trzeba Huang przyznać - poza wątkiem miłosnym zawsze uda jej się wpleść w fabułę jakiś wątek, który będzie trzymał w napięciu. Czasami jej to wychodzi lepiej, czasami gorzej, ale tym razem naprawdę przeszła samą siebie, bo każdy wątek wspaniale się ze sobą łączył i sprawił, że nie sposób się od tej książki oderwać. A chyba najciekawsza jest sama postać Dantego, który w pierwszej chwili sprawia wrażenie bezwzględnego, zimnego miliardera, którego motywuje chęć zemsty (tak w sumie można opisać większość męskich postaci Huang), ale jest postacią złożoną i im lepiej go poznajemy, tym łatwiej zrozumieć, co go motywuje do podejmowania pewnych decyzji. Jest osobą, dla której lojalność, rodzina i obowiązki są na pierwszym miejscu. Jeśli na czymś mu zależy, jest w stanie zrobić wszystko, aby to chronić, co widać szczególnie w jego relacji z Vivian. Jego czyny, chociaż czasami niemalże niemoralne, są zrozumiałe i realistyczne - a mam wrażenie, że tego bardzo mi brakowało w wielu książkach Huang.

Natomiast Vivian to interesująca postać, bo początkowo zrozumienie jej decyzji wymagało ode mnie dużych pokładów cierpliwości. Rodzina jest dla niej na pierwszym miejscu, ale niestety o nich nie można powiedzieć tego samego, bo już sam fakt, że zostaje tak naprawdę sprzedana obcemu facetowi dla podwyższenia własnego statusu społecznego wiele mówi. Czasami po prostu pragnęłam, aby ich opuściła, trzasnęła za sobą drzwiami i przestała być na każde ich zawołanie, bo z pewnością nie traktowali jej jak swoją córkę, a bardziej jak marionetkę. Ale też ją rozumiem - chyba każdy z nas w głębi duszy najbardziej pragnie miłości rodziców i jest w stanie wiele dla niej poświęcić. A jej droga do zrozumienia, że nie musi rezygnować ze szczęścia i własnej wolności, aby ją zdobyć, to chyba najważniejsza część jej historii.

Jedna rzecz, której po prostu nie mogę znieść w książkach Any, to jej sceny seksu, które doprowadzają mnie do takiego poczucia żenady, że nie wiem, jak inni dają radę przez nie przebrnąć. Ale przymykam na to oko i je po prostu przewijam, co również się sprawdza, bo poza tym to naprawdę przyjemna książka. Zachwycając się tą historią nie mam wcale na myśli, że to literatura wysokich lotów, która wyróżnia się czymś szczególnym wśród wielu podobnych tytułów, ale można przy niej naprawdę miło spędzić czas. To książka idealna szczególnie dla wielbicieli wątków aranżowanego małżeństwa (a ja zdecydowanie się do nich zaliczam) oraz enemies to lovers, bo autorce udaje się tu zawrzeć wszystko - napięcie, emocje, niechęć przemieniającą się w pragnienie, słodycz, pikanterię, a nawet trochę tajemniczości.

Uwielbiam Dantego i Vivian, bo obydwoje przechodzą wiele, ale też prawdziwie pracują nad tym, aby stworzyć prawdziwą relację. Sercem tej historii są jej bohaterowie, ich przemiana wewnętrzna i to, jak ich miłość zmienia się pod wpływem wielu czynników i wyzwań, z którymi muszą się zmierzyć. Dla mnie właśnie takie historie są najlepsze – gdzie bohaterowie są realistyczni, popełniają błędy i się na nich uczą, a kolejne problemy, z którymi muszą się zmierzyć, jedynie ich umacniają. Vivian i Dante zostaną ze mną na długo. I już się nie mogę doczekać drugiego tomu, którego zalążki możemy obserwować już w tej części. I uwierzcie - jeśli, tak jak ja, nie przepadacie za serią Twisted, to dajcie szansę tej serii - Huang może was pozytywnie zaskoczyć.


Ana Huang jest autorką przede wszystkim namiętnych i pełnych pasji książek z gatunku New Adult i współczesnych romansów. Jej książki zawierają zróżnicowane postacie i emocjonalne, czasem kręte drogi do szczęśliwego zakończenia (z dużą ilością żartów i pikanterii). Poza czytaniem i pisaniem Ana uwielbia podróżować, ma obsesję na punkcie gorącej czekolady i jest w związkach z wieloma fikcyjnymi chłopakami.


Tytuł: Władca gniewu
Autor: Ana Huang
Seria: Kings of Sin. Tom 1
Tytuł w oryginale: King of Wrath
Data premiery: 24.01.2024
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:




Czytaj dalej »

czwartek, 29 lutego 2024

J. Wilder - Zasada Numer Pięć



Miałam zaplanowane całe życie… dopóki nie spotkałam hokeisty z obsesją na punkcie łamania moich zasad.

Zasada pierwsza: żadnego całowania
Zasada druga: żadnych randek, tylko przygody na jedną noc
Zasada trzecia: żadnej wymiany numerów
Zasada czwarta: żadnych hokeistów
Zasada piąta: żadnego zakochiwania się

Dzięki tym pięciu prostym regułom dotyczącym nawiązywania kontaktów z płcią przeciwną nic mnie nie rozprasza. Jestem już bardzo blisko dostania się na wymarzony staż. Nie ma mowy, żebym złamała dla kogoś którąkolwiek z nich.

Nawet dla opiekuńczego hokeisty z jasnoszarymi oczami, wyrazistą szczęką i ciałem, od którego zapiera mi dech w piersiach.


Co powiecie na lekki, niewymagający romans z hokejem w tle? "Zasada numer pięć" to jest jeden ze świetnych przykładów książki, przy której można się odprężyć, wyłączyć i oderwać od rzeczywistości. Czytałam ją już po raz drugi i ta historia totalnie stała się moim guilty pleasure. Czy jest to najlepsza książka pod słońcem, która odmieni wasze życie? No nie. Ale nie uważam, że to coś złego, bo ja sama uwielbiam czasami przeczytać coś takiego, co wywoła motylki w moim brzuchu i szeroki uśmiech na twarzy, ale przy czym nie muszę się angażować na sto procent.

Sidney od lat ma w głowie tylko jedno – skończyć studia i spełnić marzenie zmarłej mamy o pracy w polityce. W tym celu musiała poświęcić swoje życie prywatne, ale jest już tak blisko, że zdeterminowana jest trzymać się swoich zasad, szczególnie tych związanych z randkowaniem – a raczej jego brakiem. Do czasu, aż podczas wypadu z przyjaciółmi poznaje Jaxa, miejscową gwiazdę hokeja z wielkimi prospektami na przyszłość zawodowego hokeisty. Sidney jednak dobrze zna życie z mężczyznami takimi jak on – długie oczekiwania na telefon, odwołane spotkania i życie na odległość to coś, czego nauczył ją jej własny ojciec, trener hokeja. Postanawia więc trzymać się swoich zasad, nieważne jak przystojny i charyzmatyczny wydaje się Jax. On ma jednak inne plany. Postanawia zrobić wszystko, aby rozwalić w drobny mak każdą jej zasadę i sprawić, aby była jego. Krok po kroku, kawałek po kawałku. Szybko jednak okazuje się, że zdobycie serca osoby to jedno, ale zatrzymanie go na dłużej to drugie. Jax i Sidney będą musieli zastanowić się, czy wejście w związek, który ma termin ważności, to rozsądny wybór, czy rzucą się w niego ze świadomością, że czeka ich złamane serce.

Dajcie mi historię, która ma hokeja i faceta, który zakochuje się pierwszy i dla swojej ukochanej jest w stanie zrobić wszystko, a ja pochłonę ją za każdym razem. Nie trzeba mi nawet wiele - wystarczy to, że tak jak w przypadku tej historii, cały czas szeroko się uśmiechałam i chichotałam jak dziewczynka, a pod koniec nawet uroniłam parę łez. Pomiędzy Sidney i Jaxem chemia wybucha od razu, już podczas ich pierwszego spotkania. I chociaż zazwyczaj zdecydowanie preferuję historie miłosne, które rozwijają się powolutku, tak przyciąganie między tą dwójką było tak intensywne, że od razu wiedziałam, że długo z dala od siebie nie wytrzymają. Podobało mi się jednak to, że nawet pomimo oczywistej chemii przede wszystkim rozwija się między nimi przyjaźń (cóż, ze zdrową dawką flirtu). Ich relacja jest tak naturalna, że czasami rozumieją siebie, swój humor i uczucia wręcz bez słów.

Wisząca nad bohaterami perspektywa zbliżającego się końca studiów i nieuchronnego rozstania spowodowanego zupełnie innymi planami na przyszłości, dodaje tej historii również pewnej emocjonalnej nutki. Coś w motywie odpowiednia osoba, nieodpowiedni czas za każdym razem wyciśnie ze mnie łzy i chociaż tym razem zakończenie było mi znane, to i tak czułam się trochę tak, jakbym obserwowała związek kierujący się w stronę nieuchronnej katastrofy i bolało mnie z tego powodu serce. Sidney i Jax są bez dwóch zdań swoimi prawdziwymi bratnimi duszami, ale ich historia idealnie ukazuje, że czasami miłość i ta odpowiednia osoba nie wystarcza, gdy wszystko inne jest przeciwko nim.

Zresztą uwielbiam to, że nawet pomimo miłości do Jaxa Sidney nie zrezygnowała ze swoich planów i marzeń, nad którymi pracowała całe życie. Tym bardziej, że na własnej skórze zdążyła się przekonać, jak naprawdę wygląda życie zawodowego hokeisty. Rozumiałam jej obawy, szczególnie, że jedyny mężczyzna, który od małego powinien ją bezwarunkowo kochać i chronić, za każdym razem ją rozczarowywał i stawiał na drugim, trzecim, a nawet dziesiątym miejscu wśród innych priorytetów. Znajomość tego stylu życia z pierwszej ręki prowadziła do uzasadnionej reakcji i jej niechęci do wejścia w związek z Jaxem – w końcu jaką ma pewność, że on też jej nie porzuci, gdy rozpocznie się jego życie gwiazdy? I chociaż czasami chciałam nią potrząsnąć, widząc jak bardzo Jax się stara, bardzo jej też współczułam. I kibicowałam jej marzeniom i pragnieniu postawienia siebie na pierwszym miejscu – czego nikt inny dotąd nie dokonał, nawet jej własny ojciec. 

Chciałabym natomiast, żeby autorka trochę bardziej rozwinęła postać Jaxa, bo chociaż go oczywiście uwielbiam za jego humor, lekką arogancję, ale też złote serce, to czasami brakowało mi zagłębienia się w to, kim jest i jak wydarzenia z jego przeszłości go ukształtowały. Dostajemy różne fakty, ale to tylko skrawki składające się na jego osobę, które były dość powierzchowne. Szczególnie w porównaniu z Sidney, której obawy i własne doświadczenia tak naprawdę zdominowały ich historię. Co nie zmienia faktu, że go uwielbiam - nie wiem czy można nie pokochać kogoś, kto z taką determinacją pragnie zdobyć czyjeś serce.

Czytam różne recenzje tej historii i całkowicie je rozumiem, ale też uważam, że jeśli podejdziecie do niej z otwartym umysłem, bez większych oczekiwań, to autorka może zafundować wam naprawdę fajną rozrywkę na jeden wieczór, trochę śmiechu, motylki w brzuchu, a nawet rumieńce na twarzy (bo pikanterii również nie zabraknie). Nie jest to książka, która odmieni wasze życie, ale zdecydowanie jest to kandydat do listy comfort books, przy których można po prostu miło spędzić czas. No i czy wspominałam, że mamy tu mój ukochany hokej?


Tytuł: Zasada numer pięć
Autorka: J. Wilder
Tytuł w oryginale: Rule Number Five
Seria: Rule Breaker. Tom 1
Wydawnictwo: Bezwstydna (Czwarta Strona)
Liczba stron: 320
Ocena: 8.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:


Czytaj dalej »

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Ana Huang - Kłamstwa. Seria Twisted



On zrobi dla niej wszystko… nawet skłamie

Czarujący i onieśmielający Christian Harper jest potworem przebranym za gentlemana w idealnie skrojonym garniturze.

W życiu nie kieruje się moralnością, nie interesuje go również miłość. Nie może jednak pohamować pożądania kobiety, która zamieszkała piętro niżej. Sąsiadka staje się obiektem jego mrocznych żądzy. Kiedy więc pojawia się okazja, Christian łamie wszystkie swoje zasady i składa jej propozycję nie do odrzucenia.

Każdy potwór ma swoją słabość. Ona jest jego.

Jego obsesją.
Jego uzależnieniem.
Jego jedyną wymówką.

Słodka i nieśmiała mimo sławy w social mediach Stella Alonso jest romantyczką trzymającą swoje serce w ryzach.

Pracując na dwóch etatach, nie ma czasu ani ochoty pakować się w związek. Kiedy jednak nawiedzają ją demony przeszłości, nieoczekiwanie ląduje w ramionach najbardziej niebezpiecznego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek spotkała.

Pomimo swojej oziębłości Christian rozgrzewa ją do czerwoności i pozwala poczuć wszystko, czego pragnęła.

Namiętność.
Bezpieczeństwo.
Prawdziwe pożądanie.

Ich miłość jest zaplątana w sekrety i skażona kłamstwami… Kiedy prawda wreszcie wyjdzie na jaw, może całkowicie ich zrujnować.



W końcu nadszedł koniec przygody z tą lekko pokręconą serią, która zawładnęła bookmediami i od miesięcy była na językach wielu czytelniczek. Muszę przyznać, to była interesująca seria, chociaż nie do końca taka, jak się spodziewałam. Sama nie wiem, co mam o niej myśleć, kiedy już zaznajomiłam się z całością - z jednej strony w dużej mierze Ana Huang stworzyła może nie jakąś wielce wspaniałą serię, ale wciągającą, z drugiej strony część mnie cały czas się zastanawia, skąd wziął się cały ten rozgłos. Dla mnie ta czytelnicza przygoda była... cóż, pełna wzlotów i upadków. Po koszmarnym trzecim tomie nawet nie robiłam sobie nadziei, że historia Stelli i Christiana mnie zaskoczy, ale jak się okazuje - jeśli chodzi o Huang, nigdy nie wiadomo, czego powinnam się spodziewać. I w sumie dokładnie tak mogłabym opisać "Kłamstwa". Nie wiedziałam, co mnie czeka, wiele rzeczy mnie zaskoczyło, ale ogólnie kończę ją z bardzo mieszanymi uczuciami.

Gdy zaczynamy tę książkę, Stella musi zmierzyć się z przykrą prawdą - podczas gdy jej przyjaciółki spełniają marzenia i planują przyszłość ze swoimi drugimi połówkami, jej życie utknęło w miejscu. Chociaż poświęciła lata swojego życia na budowanie swoich profili w social mediach, liczba jej obserwujących stanęła, a oferty płatnych współprac przestały wpływać. Na dodatek zostaje zwolniona z pracy, dzięki której miała jedyny płynny przypływ gotówki. Dlatego kiedy pojawia się okazja zostania ambasadorką słynnej marki, postanawia zrobić wszystko, aby zdobyć ich zaufanie... nawet znaleźć udawanego chłopaka, który z pewnością wzbudziłby nowe zainteresowanie na jej profilu na instagramie. Mroczny, tajemniczy Christian Harper, to ostatnia osoba, którą posądzałaby o chęć wplątania się w takie gierki, a jednak gdy proponuje jej obopólny układ, postanawia się zgodzić. Udawany związek, parę występów w miejscach publicznych i zero miłości. Stella nie jest jednak świadoma, że ich relacja została zbudowana na kłamstwach, które mogą okazać się gorsze, niż czyhające na nią niebezpieczeństwo...

Jeśli mam być zupełnie szczera, przed lekturą tej części Stella i Christian niezbyt mnie interesowali. Oczywiście w poprzednich częściach autorka wrzucała jakieś smaczki, które miały wzbudzić zainteresowanie ich historią, ale tak naprawdę poza najbardziej płytkimi faktami na temat tego, kim byli, nie wiedziałam o nich nic interesującego. Stella była dla mnie jednowarstwową postacią, przyjaciółką Avy, Jules i Bridget, która zajmowała się social mediami, a Christian tylko kolejnym mrocznym, bogatym i tajemniczym facetem, który miał różne sekrety, co - nie oszukujmy się - równie dobrze mogłoby być opisem każdego z reszty bohaterów tej serii. Ich drogi przecięły się po raz pierwszy, gdy Stella i Jules wynajęły razem mieszkanie w należącym do Christiana budynku (bodajże w Nienawiści, ale nie do końca pamiętam), trochę zaiskrzyło i to było tyle. Jakież było moje zaskoczenie, gdy ta dwójka pochłonęła mnie bez reszty już od pierwszych stron tej książki.

Nie jestem największą fanką bohaterów tej serii, ale z jakiegoś zaskakującego powodu od razu znalazłam zrozumienie w postaci Stelli. Oczekiwałam nudnej bohaterki, o której zaraz zapomnę, a tymczasem spośród wszystkich przyjaciółek, to właśnie ona okazała się być najbardziej złożoną, wielowarstwową postacią, którą odkrywamy dopiero po raz pierwszy w tej książce. Tak wiele jej osobowości tkwiło w uśpieniu nawet przed jej najbliższymi, że czułam się tak, jakbym poznawała ją kompletnie na nowo. Za serce chwyciła mnie jej dobroć, ale też pragnienie udowodnienia własnej wartości przed innymi i ciągle porównywanie swoich sukcesów z sukcesami bliskich. Być może dlatego, że od razu poczułam z nią więź i zrozumienie dla wielu jej obaw. To takie ożywcze, móc przeczytać o bohaterce, która twardo stąpa po ziemi, nie daje się traktować jak wycieraczkę, ale jest przy tym człowiecza, prawdziwa i wrażliwa na innych.

Natomiast Christian... cóż, trzeba przyznać, że interesująca z niego postać. Nie kręciła mnie zbytnio jego owiana tajemnicą osobowość, bo mam wrażenie, że każdy kolejny męski bohater tej serii jest do siebie pod tym względem bardzo podobny, za to zaskoczyło mnie to, jak ogromna była jego słabość do Stelli. Z pewnością można by go opisać jako moralnie szary charakter, który robi różne podejrzane, niemoralne rzeczy i jest tego świadomy, ale wobec głównej bohaterki poznajemy jego zupełnie inną stronę. Wrażliwą, troskliwą, czasami może trochę obsesyjną (cóż, każda para tej serii w większej lub mniejszej mierze balansuje na pograniczu toksyczności, ale tego można by się spodziewać po samej nazwie serii), ale również romantyczną. W pewnym momencie byłam też gotowa narzekać na to, że więcej jest gadania o tym, jaki to potrafi być zły i pokręcony, a w ogóle nie widać tej jego strony, dopóki autorka totalnie nie zszokowała mnie paroma scenami wypełnionymi szczegółami, których nigdy w życiu nie zapomnę.

Jeśli miałabym uplasować Christiana i Stellę na liście najlepszych par w tej serii, to zapewne znaleźliby się zaraz po Rhysie i Bridget, bo właśnie ich najbardziej mi przypominali, przynajmniej pod względem emocjonalności i ogólnym poziomie zagłębienia się w ich więź. Zaskoczyło mnie nawet to, że przez większą połowę książki autorka skupiała się głównie na rozwinięciu ich emocjonalnej więzi, a nie fizycznej, bo cała ta seria to głównie erotyki. Ale to mi się akurat podobało bardzo - coś, co zaczęło się od układu między dwójką nieznajomych, przemieniło się we wciągającą grę, podczas której ich wzajemne zainteresowania staje się zbyt kuszące, aż w końcu wybucha. To momenty intymności i wrażliwości między nimi podobały mi się najbardziej - te chwile troski, nawet jeśli przeplatane z konfliktami, które budowały ich więź na głębszym poziomie.

Niestety, dobra passa tej książki musiała się w pewnym momencie skończyć i stało się to chyba właśnie wtedy, gdy zaczęły się pojawiać sceny erotyczne. Naprawdę nie wiem już, czy to kwestia stylu pisania autorki, czy może polskiego tłumaczenia, ale przysięgam, nie daję rady czytać scen seksu napisanych przez tę autorkę. Skręcam się z zażenowania albo śmiechu, a przy każdej "seksownej" kwestii bohaterów mam ochotę rzucić książką przez okno. Nie pomogło też to, że w końcu ta niemalże sześćset stronicowa książka zaczęła mi się po prostu niesamowicie dłużyć. Mniej więcej w połowie byłam już gotowa, aby Huang zaczęła kończyć wątki, a ona je na siłę przeciągała, wtrącając pomiędzy zupełnie niepotrzebne sceny, które aby zapełniały czas. Kompletnie nie było powodu, aby ta książka była aż tak długa. I chociaż mi się podobała, w końcu byłam gotowa, aby się już skończyła.

Patrząc na całość, uważam "Kłamstwa" za dobrą książkę, która przez większość czasu mi się podobała. Tym bardziej, że w tle rozwija się pewnego rodzaju wątek kryminalny, który tym bardziej intryguje i trzyma w napięciu, a bohaterowie są świetnie wykreowani i z łatwością dający się lubić. Ale nie uważam, aby to była lektura wyższych lotów, która zostanie ze mną na dłużej, zresztą tak jak cała ta seria. No ale też nie sięgnęłam po nią, spodziewając się słodkiego romansu - takiego zdecydowanie tutaj nie dostaniecie. Tak więc jeśli kręcą was takie romanse i bohaterowie na pograniczu moralności, to może warto dać jej szansę. Ale nie oczekujcie, że odmieni wasze życie.


Ana Huang jest autorką przede wszystkim namiętnych i pełnych pasji książek z gatunku New Adult i współczesnych romansów. Jej książki zawierają zróżnicowane postacie i emocjonalne, czasem kręte drogi do szczęśliwego zakończenia (z dużą ilością żartów i pikanterii). Poza czytaniem i pisaniem Ana uwielbia podróżować, ma obsesję na punkcie gorącej czekolady i jest w związkach z wieloma fikcyjnymi chłopakami.


Tytuł: Kłamstwa. Seria Twisted
Autor: Ana Huang
Seria: Twisted. Tom 4
Tytuł w oryginale: Twisted Lies
Data premiery: 11.10.2023
Liczba stron: 576
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:




Czytaj dalej »

piątek, 27 października 2023

Sally Thorne - The Hating Game



Nemezis (rzeczownik)
1. Przeciwnik lub rywal, którego osoba nie może pokonać
2. Czyjaś zguba
3. Joshua Templeman

Lucy Hutton i Joshua Templeman wzajemnie się nienawidzą. Nie chodzi o nielubienie się ani niechętne tolerowanie swojej obecności. To czysta nienawiść.

Nie mają również żadnego problemu z jawnym okazywaniem swoich uczuć. Przelewają je w serii rytualnych pasywno-agresywnych manewrów, które wykonują, siedząc naprzeciwko siebie w pracy. Pech chciał, że dzielą biuro jako asystenci prezesów wydawnictwa. Lucy nie może zrozumieć ponurego, sztywnego i drobiazgowego podejścia Joshui do pracy. On zaś nie dowierza i dziwi się, widząc jej dziwactwa, jaskrawe outfity i niepohamowany optymizm.

Rywalizacja tych dwojga nabiera zupełnie innego wymiaru, gdy okazuje się, że będą walczyć o ten sam awans. Żadne z nich nie zamierza się poddać, a napięcie między nimi sięga zenitu. W końcu Lucy zaczyna dostrzegać, że być może wcale nie darzy Joshui nienawiścią. A on wcale nie nienawidzi jej. 

Czy jest to tylko ich kolejna gra?


Właśnie tak się pisze dobre komedie romantyczne. Zupełnie mnie nie dziwi, że ta książka doczekała się ekranizacji (jeśli ktoś jeszcze jej nie widział, film znajdziecie na Prime Video), bo niektóre momenty tej historii zostały wręcz stworzone, by je odwzorować na ekranie. Bardzo długo czekałam, aż ktoś w końcu wznowi u nas tę książkę (niegdyś wydaną przez Wydawnictwo Rebis pod tytułem "Wredne Igraszki"), aby mogła trafić do szerszej grupy odbiorców, którzy być może nie mieli okazji przeczytać jej za pierwszym razem i w końcu moje prośby zostały wysłuchane! A ja mogę napisać tyle - czeka was niezapomniana przygoda z całą masą śmiechu i motylków w brzuchu. 

Joshua i Lucy. Lucy i Joshua. Ogień i woda. Najwięksi nemezis, którzy codziennie rzucają sobie kpiarskie spojrzenia zza swoich biurek. Praca w wydawnictwie może i jest dla Lucy spełnieniem marzeń, ale odkąd dwa lata temu doszło do połączenia z innym wydawnictwem, a jej towarzyszem w biurze został sam podmiot szatana, codziennie musi się szykować na nową wojnę. Obydwoje nie mają problemu z dogryzaniem sobie, a ich wzajemne kłótnie i skargi do działu HR są wręcz klasykiem. Rywalizacja nabiera tempa, gdy okazuje się, że obydwoje mają szansę na awans, ale tylko jedno z nich może zdobyć tę posadę. Lucy wie, że jeśli to Josh wygra, nie będzie mogła zostać w biurze i być jego podwładną. I chociaż mówi mu to otwarcie... wkrótce obydwoje zaczynają zdawać sobie sprawę, że być może wcale nie chcą, aby ich drogi się rozeszły, a za wieloletnimi docinkami kryją się uczucia, do których żadne z nich nie chce się przyznać.

Wiem, że ta książka promowana jest głównie jako enemies to lovers, ale szczerze powiedziawszy, nie tak bym ją określiła. Jeśli już, to bardziej rivals to lovers. Josha i  Lucy dzieli wiele, przez co ciągle dochodzi między nimi do spięć i kłótni, ale powiedziałabym bardziej, że to podsycone flirtem i chemią docinki, aniżeli nienawistne kłótnie. Jednym się to spodoba, inni mogą być zawiedzeni - to już pozostawiam wam do oceny. Ja natomiast byłam zachwycona. Czytałam już tę książkę kilka razy lata temu, ale od tamtej pory nie miałam czasu do niej powrócić i zdążyłam już zapomnieć, jak przyjemnie się ją czyta. Chemia między tymi bohaterami jest tak naturalna i niewymuszona, że dosłownie przez większość książki miałam w brzuchu motylki i nie mogłam się przestać uśmiechać.

Autorka przykłada uwagę do tak wielu detali, jeśli chodzi o ich relację. Chociaż zaczynają jako rywale, od razu można zauważyć te małe momenty i szczególiki, które pozwalają nam myśleć, że tu chodzi o coś więcej, niż zwykłą nienawiść. Wzajemne podpuszczanie się i irytowanie tej drugiej osoby spotęgowane zostają wszelkiego rodzaju grami, w które angażują się po cichu - grę w spojrzenia, grę w zazdrość... aż w końcu w grę w pocałunki i w grę w miłość. Ta napisana z humorem relacja jest jednocześnie podszyta niesamowitą wrażliwością i emocjami, które kumulowały się między mi przez lata, więc bardzo często dochodzi między nimi do emocjonalnych konfrontacji.

Moje ulubione książki to te, które pozwalają mi poznać bohaterów na różnych poziomach, a Josh i Lucy to bohaterowie z krwi i kości. Poznajemy nie tylko ich frywolną, zabawną stronę, która ujawnia się w ich licznych sprzeczkach, ale też tę bardziej wrażliwą, podatną na zranienie i skrywającą różne demony. Ich szczere rozmowy, w których dzielili się swoimi obawami, historiami rodzinnymi, porażkami i bólem, to były moje absolutnie ulubione momenty, bo właśnie wtedy ich uczucie objawiało się najmocniej.

Lucy to bohaterka, która lubi zadowalać wszystkich wokół, ale rzadko kiedy robi coś dla siebie. Jest miła dla wszystkich współpracowników, nawet jeśli oni tę dobroć wykorzystują, niejednokrotnie zmuszając ją do odwalania za nich ich roboty. Natomiast Josha wszyscy się boją - jest rewelacyjny w swojej pracy, ale nie socjalizuje się z nikim, jeśli nie musi, a na dodatek odpycha wszystkich od siebie swoją surowością. Mogą zdawać się swoimi całkowitymi przeciwieństwami, ale są jednocześnie tak do siebie podobni - on spędził lata szukając miłości u ojca, jedynej osoby, która powinna go nią obdarzać bezwarunkowo, nie mogąc nigdy sprostać jego oczekiwaniom, a ona wolała zrezygnować z własnego komfortu, jeśli dzięki temu wszyscy by ją lubili, za wszelką cenę unikając myślenia o tym, jaka jest w rzeczywistości samotna. Kocham to, jak na siebie oddziaływali i motywowali, aby coś w swoim życiu zmienić, jednocześnie obdarzając się ciepłem bezpieczeństwa i akceptacji.

Obiektywnie mówiąc, koncept tej historii nie jest niczym nowatorskim i pewnie znalazłoby się parę podobnych książek, które może byłyby nawet lepsze. Ale czy to mi przeszkadzało w tym, by się absolutnie, bezpowrotnie zakochać w Joshu i Lucy? Ani trochę. Czytanie tej książki to była dla mnie czysta przyjemność, przygoda, dzięki której na moich ustach cały czas tkwił szeroki uśmiech, na policzkach zdrowe rumieńce, a w brzuchu szalał cały rój motylków. Dla mnie "The Hating Game" to takie guilty pleasure, lekka historia, do której powracam, gdy potrzebuję się rozerwać i zakochać. Osobiście uważam, że to jeden z przyjemniejszych rom-comów na rynku.


SALLY THORNE to autorka, która mieszka w Australii. Po godzinach pracy zamyka się w swoim barwnym, fikcyjnym świecie. Wierzy, że miłośniczki romansów w każdej książce szukają uczuć jeszcze bardziej intensywniejszych niż je znalazły w poprzedniej, a nie jest to łatwe...


Tytuł: The Hating Game
Autor: Sally Thorne
Tytuł w oryginale: The Hating Game
Wydanie: II
Data premiery: 6 września 2023
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 400
Ocena: 10/10




Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia