poniedziałek, 6 stycznia 2020

Bianca Iosivoni - First Last Night



Tate to młoda, arogancka kujonka, która ucieka w zapomnienie za pomocą imprez, alkoholu i seksu. Trevor swoją nadopiekuńczością doprowadza ją do szału i zawsze jest tam, gdy sytuacja robi się dla niej niebezpieczna. Gdy pewnego wieczoru Tate i Trevor lądują w łóżku, nie potrafią już zaznać spokoju. Oboje wiedzą, że intymny moment pod wpływem chwili był błędem, a jednak wciąż bardzo ich do siebie ciągnie. Jednak gdy ona chce to powtórzyć, Trevor za wszelką cenę pragnie się powstrzymać przed popełnieniem tego błędu ponownie.

Gdy Tate próbuje dowiedzieć się więcej na temat tajemniczej śmierci swojego brata i zbiera na ten temat wszystkie możliwe informacje, zaczyna się robić niebezpiecznie. Chociaż Trevor powinien trzymać się od niej z daleka, nie potrafi przestać się o nią martwić i zaczyna jej pomagać. Jednak wkrótce zaczynają wychodzić na jaw wszystkie brudne tajemnice, które mogą zniszczyć ich oboje.

Czy mroczna tajemnica zaważy na relacjach Tate i Trevora?

"First Last Night" to już trzeci tom popularnej serii Bianci Iosivoni i oczywiście ja również nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Dwie pierwsze części wręcz połknęłam i nie mogłam się posiąść z ciekawości co przyniesie trzecia. Zwłaszcza, że Tate i Trevor, nasi główni bohaterowie, zainteresowali mnie już dawno temu i byłam bardzo ciekawa co takiego rzeczywiście ich łączy i na czym polega ich relacja. Zupełnie nie spodziewałam się tak emocjonalnej powieści, zupełnie różnej od swoich poprzedniczek. Historia Tate i Trevora przyniosła wiele bólu, łez i złamała mi serce.

Bo w absolutnym chaosie, w największym mroku, również może powstać coś dobrego. Coś, co jest zupełnie w porządku, nawet jeśli wszystko przemawia przeciwko temu.

Tate Masterson nigdy nie zakochałaby się w kimś takim, jak Trevor Alvarez. Nie był w jej typie. Ani trochę. Właściwie to nie wiedziała nawet kim dla niej był - zachowywał się wobec niej aż nazbyt opiekuńczo, pomagał jej i zawsze miał na nią oko, gdy pojawiało się zagrożenie, ale przy tym zupełnie nie potrafiła się z nim dogadać. Ich ogniste temperamenty sprawiały, że oboje doprowadzali się do szału. A jednak pewnej nocy splot wydarzeń doprowadził do tego, że wylądowali razem w łóżku. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ta jedna wspólna noc nie chciała wyjść Tate z głowy.

Dziewczyna nie ukrywa się z tym, że pragnie powtórki. Lubi dobrą zabawę i to, że dzięki niej może zapomnieć o przeszłości, a seks z Trevorem był rewelacyjny. Z tym, że zachowanie chłopaka po ich wspólnej nocy pozostawia wiele do życzenia. Trevor jest zdeterminowany, aby nie zbliżyć się do Tate bardziej, niż zrobił to do tej pory. Jego mroczna przeszłość mogłaby zniszczyć ich oboje, a ostatnie czego on pragnie, to skrzywdzić dziewczynę, która mogłaby być dla niego kimś więcej. Jednak gdy Tate upiera się, by zagłębić się w traumatyczną sprawę z jej przeszłości, Trevor nie może pozwolić na to, by naraziła się na niebezpieczeństwo. Postanawia się nią zaopiekować, nieważne jak bardzo Tate oponuje. Wspólna inwestygacja zbliża ich do siebie, ale czy dwójka ludzi, nad którymi wisi widmo przeszłości ma jakąkolwiek szansę, aby być razem? Czy ich uczucia zostaną przekreślone na dobre zanim cokolwiek się zacznie?

Przez sekundę się na mnie patrzyła, a potem zrobiła coś niewybaczalnego. Uśmiechnęła się. Nie był to ów chamski uśmiech, którym obdarzała wszystkich wokół, nie ten bezczelny uśmiech, z którym się obnosiła i który zbyt wiele osób tak po prostu kupowało. Nie, to było prawdziwe. Ciepłe. Szczere. I oznaczało mój upadek.

Historie Emery i Dylana, a potem Luke'a i Elle może i były podszyte emocjami, a każdy z bohaterów niósł swój bagaż doświadczeń, który łamał czytelnikowi serce, ale mam wrażenie, że historia Trevora i Tate była na zupełnie innym poziomie. Z pewnością była o wiele poważniejsza, dojrzalsza, bywało naprawdę niewiele momentów, na których się śmiałam (a to dość często zdarzało się podczas czytania dwóch poprzednich części). Gdyby nie to, że rozkładałam ją sobie na kilka dni, pewnie ciężko byłoby mi ją przeczytać w jednym posiedzeniu, bo nie było w niej lekkości i przez większą część książki odczuwałam wszechogarniający smutek i współczucie dla tych bohaterów.

Tate kilka lat temu straciła brata, jednakże sprawa jego śmierci od dawna nie daje jej spokoju. Aby zapomnieć o wszystkim, co wtedy się wydarzyło, ucieka się w imprezy, seks, alkohol i narkotyki. Tylko tak na kilka godzin przestaje myśleć i odczuwać ból. Jest przy tym zdeterminowana i nie znosi, gdy ktoś mówi jej, co ma lub nie ma robić. A zdaje się, że tego nie rozumie tylko Trevor, który jest przy niej na każdym kroku, gotów wyperswadować jej z głowy wszystkie pomysły, które powoli prowadzą do jej autodestrukcji. Jego nadopiekuńczość doprowadza Tate do szału, a każda ich rozmowa staje się zażarta.

Może nie powinienem się z nią przyjaźnić. Możliwe, że najmądrzej byłoby w ogóle jej nie poznawać. Nigdy nie dowiedzieć się, jak moje imię brzmi w jej ustach, nigdy nie zobaczyć jej uśmiechu i nigdy nie poczuć jej ciepłej, miękkiej skóry pod moimi dłońmi. Tak byłoby najlepiej dla nas obojga. Jednak wbrew wszystkiemu nie potrafiłem żałować tej znajomości. Nie żałowałem tego, że poznałem Tate. Nie żałowałem tego, że ją pocałowałem. I że zbliżyłem się do niej bardziej, niż powinienem.

Nikt z ich bliskich znajomych nie rozumie ich relacji. Zresztą, sama Tate nie wie, dlaczego tak bardzo pragnie jego bliskości. Wystarczyła jedna wspólna noc, która miała nic nie znaczyć, aby rozpalić jej zmysły i sprawić, by już do końca życia miała ją prześladować. Pragnie to powtórzyć i zapomnieć u jego boku, ale Trevor trzyma ją na dystans i zamyka się na każdą jej propozycję powtórki tej jednej nocy, która według niego była błędem. Ta dwójka już od samego początku doprowadzała mnie do szału. Ale chociaż frustrowali mnie na każdym kroku, była to ta dobra frustracja, bo pasję i chemię między tą dwójką można było ciąć nożem. Myślę, że to zdezorientowanie relacją tej dwójki dotyczy nie tylko ich oraz ich przyjaciół, ale też nas, czytelników, bo w pewnym momencie ciężko jest nadążyć czy łączy ich przyjaźń, nienawiść, pożądanie, uczucie, dziwna opiekuńczość, czy coś innego. Najlepiej można by ich określić jako mieszankę wybuchową, nie bez powodu w końcu ich przyjaciele nazywają ich TNT (tak, od tej piosenki AC/DC).

Jednocześnie ich historia to tak wiele więcej, niż kolejna powieść z wątkiem hate-to-love. Kiedy odkrywałam kolejne warstwy, kruszył mi się kolejny kawałeczek serca, bo wiedziałam, do czego to dąży. Zarówno Tate, jak i Trevor nie są idealni, mają swoje wady i popełniają błędy, większe czy mniejsze. I właśnie to, że autorka nie kreowała ich na pozbawionych wad i nie idealizowała ich błędów sprawiło, że tak bardzo się w nich wczułam. Ich uczucie jest skomplikowane, podszyte wieloma emocjami, wręcz wybuchowe i naprawdę między nimi nic nie jest łatwe. Dlatego tak ciężko było obserwować ich cierpienie i kolejne przeciwieństwa losu, które ciągle stawały im na drodze do szczęścia. Bo w końcu pojawia się ten moment, kiedy chcemy jedynie, aby byli szczęśliwi i znaleźli trochę spokoju. Czytając poprzedni części byłam bardzo ciekawa co jest między nimi, ale zupełnie się nie spodziewałam, że ta dwójka niesie za sobą tak wielki ciężar emocjonalny i tyle poczucia winy. I ciężko nie poruszyć tutaj głównego powodu całego tego cierpienia bez spoilerów, ale powiem tylko tyle, że cholernie bolało, kiedy wszystko wyszło na jaw.

Wytrzymał moje spojrzenie, wpatrywał się we mnie tak intensywnie i przenikliwie, że przez chwilę chciałam się gdzieś schować. Bo za dużo wiedział. Za dużo z tego, co się we mnie działo, co próbowałam ukryć przed światem, o czym chciałam zapomnieć.

Muszę jednak przyznać, że tej części zabrakło dobrego, solidnego zakończenia. Historia Tate i Trevora była tragiczna, bolesna i podszyta wieloma czynnikami, których nawet bym się nie spodziewała, i dlatego moment, kiedy wreszcie wszystko zostanie wyjaśnione, a oni przyznają się do swoich uczuć, był bardzo mocno przeze mnie wyczekiwany. Ale to, jak autorka zakończyła książkę, pozostawiło we mnie niedosyt. Wiem też, że nie dało się inaczej, bo gdyby zmieniła zakończenie i pośpieszyła pewne sprawy, wcale by to na dobre nie wyszło, ale zabrakło mi tu jakiegoś epilogu, który wniósłby do tej części trochę szczęścia, przynajmniej na koniec. To, co dostaliśmy, jak dla mnie nie było wystarczające i jestem rozczarowana, bo pokochałam tych bohaterów bardzo mocno.

Balansem na te trudne momenty były fragmenty, w którym pojawiała się reszta już dobrze nam znanej paczki. Oczywiście nie wszystkie, była szczególnie taka jedna scena z Tate, Dylanem i Elle, na której mi samej pociekły łzy, ale w większości ta grupa wnosiła do tej książki trochę lekkości. Jako, że pokochałam absolutnie każdego z nich, chwytałam się wszystkim co mogłam każdego momentu, gdzie się przewijali, bo niesamowicie się za nimi stęskniłam. Poza tym uwielbiam to, że każdy w tej ekipie może na sobie polegać. Każdy zawsze stoi za sobą murem i w ciężkich sytuacjach są przy sobie, gotowi podać ramię, na którym można się wypłakać.

Przecież musiała istnieć dla nas szansa. Nie miałem prawa sobie tego życzyć, nie powinienem nawet brać pod uwagę takiej możliwości, ale nie mogłem nic poradzić, że w mojej głowie pojawiły się podobne myśli. Wiedziałem też jedno: jeśli nie spróbuję wszystkiego, by spełnić swoje marzenie, będę tego żałował do końca życia.

"First Last Night" okazało się być zaskoczeniem pod wieloma względami, przede wszystkim jednak autorka wygrała fabułą. Może i pojawiają się tu znane już nam schematy, w końcu mimo wszystko jest to studencki romans z dużą ilością imprez w tle, ale już samo źródło dramatu nie jest moim zdaniem często spotykane. Historii Tate i Trevora zdecydowanie nie można określić mianem typowego love story, bo składa się na nią wiele różnych, skomplikowanych czynników, nic między nimi nie jest proste. Nie ma też wielkiego, dozgonnego uczucia, które zmienia wszystko na lepsze, ale jest za to życiowo, realistycznie i moim zdaniem bardzo dobrze to tutaj wypadło. A te małe, znaczące momenty między głównymi bohaterami były dzięki temu jeszcze bardziej znaczące i ściskające za serce. Uwierzcie, warto zapoznać się z tą książką chociażby dlatego, że ściska ona za serducho i wyciska kilka łez. Może i nie jest idealna, ale braku emocji nie można jej zarzucić. Polecam bardzo mocno! Już nie mogę się doczekać czwartej części, zwłaszcza, że dostaliśmy już małą zapowiedź Grace i Masona w tej książce ;)

Ostatecznie nie chodzi o przebaczenie i zapomnienie. Chodzi o to, czy chcesz mieć tego człowieka dalej w swoim życiu, czy nie. Jeśli jesteś w stanie szczerze odpowiedzieć na to pytanie, kwestia przebaczenia staje się nieważna.


BIANCA IOSIVONI to niemiecka autorka romansów i powieści fantasy. Zaczęła pisać już w wieku kilkunastu lat. Od zawsze miała głowę pełną pomysłów, a odkąd w pełni poświęciła się pisarstwu, przestała walczyć z ich zalewem. Studiowała nauki społeczne w Hanowerze. W 2017 roku ukazała się powieść jej autorstwa zatytułowana "First Last Look".


Tytuł: First Last Night
Autor: Bianca Iosivoni
Tytuł w oryginale: Die letzte erste Nacht
Seria: Firsts. Tom 3
Data premiery: 13 listopada 2019
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 346
Ocena: 8/10



2 komentarze:

  1. Nie znam jeszcze poprzednich tomów cyklu. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie bardzo się podobała, w ogóle to mnie zaskoczyła. Bo większość opinii, które czytałam, to że ta część jest najsłabsza. A tym czasem wydaje mi się, że chyba najlepsza jak dla mnie :D Czekam na kolejny tom :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia