sobota, 1 lutego 2020

Penelope Douglas - Punk 57




Zamknij oczy. Nie ma tutaj nic, co można zobaczyć.

Była dla niego wszystkim. Myślał nawet, że się w niej zakochał. Dziewczyna z listów, jego Ryen. Obiecali sobie, że nigdy się nie spotkają i nie będą siebie szukać w mediach społecznościowych. Żadnych zdjęć, żadnych spotkań. Tylko listy i oni.

Jednak Misha spotkał ją zupełnie przypadkiem, na imprezie zorganizowanej po to, żeby zebrać fundusze na trasę jego nowo powstałej kapeli. Była tam jego Ryen. I Misha zrozumiał, że dziewczyna z listów go okłamała. Nie była wcale taka, jak to sobie wyobrażał. Była… gorąca. Postanowił, że nie zdradzi jej, kim jest. Jeszcze nie teraz.

I wydarzyła się tragedia. Tragedia, do której być może by nie doszło… gdyby tamtego wieczoru Ryen nie zawróciła mu w głowie. Teraz Misha już nie chce jej znać. Jedyne, czego chce, to ją znienawidzić i zapomnieć, że kiedyś była jego.

Ryen nie wie, czemu Misha nie odpisuje. Za to do jej poukładanego życia wkracza chłopak, który wyraźnie ma zamiar je zniszczyć. Tylko czemu Ryen nie potrafi przestać o nim myśleć?

Od czasów "Dręczyciela" nie miałam w rękach żadnej książki Penelope Douglas, a od premiery tamtej minęło już bardzo dużo czasu. I chociaż od dawna przymierzałam się do czegoś nowego spod jej pióra, jakoś nie udało mi się tego dokonać aż do teraz. I bardzo żałuję, ponieważ zdołałam już zapomnieć jak rewelacyjne historie autorka tworzy i jak swoimi słowami potrafi przenieść mnie do zupełnie innego świata, pełnego emocji, pikanterii, miłości. Nie wiem dlaczego "Punk 57" leżało na mojej półce tyle miesięcy i ciągle ją odkładałam w czasie, bo ta historia posiadła moje serce.

Było nam dobrze ze sobą.
Dopóki się nie spotkaliśmy.

Ryen i Misha od najmłodszych byli najlepszymi przyjaciółmi, chociaż nigdy się nawet nie spotkali. Znali swoje najgłębsze sekrety, wiedzieli o sobie niemalże wszystko i zawsze mieli w sobie wsparcie, gdy było źle. Listowny kontakt był dla nich czymś zupełnie normalnym i żadne z nich nie chciało tego zmieniać. Przysięgli sobie, że listy będą jedyną formą ich kontaktu i nigdy nie będą siebie szukać, nawet w mediach społecznościowych.

Jednak gdy Misha i jego nowa kapela organizują imprezę po to, aby zebrać pieniądze na nadchodzącą trasę koncertową, chłopak zupełnie przypadkowo odkrywa, że jedna z dziewczyn bawiąca się w tym samym miejscu to Ryen. Jego najlepsza przyjaciółka, dziewczyna od listów, jego muza. Dziewczyna, która od lat była dla niego wszystkim nagle staje przed nim, nieświadoma tego, kim dla niej jest. Zszokowany Misha uświadamia sobie, że to nie jest ta sama Ryen, za jaką ją miał. Ta Ryen jest pusta, popularna i gorąca. Postanawia, że nie powie jej jeszcze o tym, kim jest.

Jednak po imprezie zdarza się tragedia, która sprawia, że Misha zupełnie odcina się od Ryen i przestaje odpowiadać na jej listy. Łamie obietnicę, że nigdy jej nie zostawi i znika. Zrozpaczona dziewczyna próbuje zrozumieć, dlaczego jedyna osoba, na której mogła polegać, ją zostawiła. Jednocześnie w jej szkole pojawia się nowy uczeń, który budzi zaciekawienie w innych, a samą Ryen doprowadza do białej gorączki. Przedstawia się jako Masen, a dziewczyna nie wie, że chłopak jest tym samym, którego od lat nazywała najlepszym przyjacielem. Misha przyjechał do jej miasta jednak z innego powodu. Przebywanie blisko Ryen było tylko wisienką na torcie. A teraz, gdy odkrył, że Ryen wcale nie jest miłą dziewczyną, za jaką się przedstawiała i tak naprawdę jest bezwzględną dręczycielką i pustą lalą, postanowił, że nie zaszkodzi się z nią trochę zabawić...

Jesteś w mojej muzyce. To dzięki tobie jestem silny. Moje życie będzie puste, jeśli nie będzie w nim ciebie.

Miałam już do czynienia z kilkoma naprawdę dobrymi historiami, w których wszystko zaczyna się od znajomości internetowej, czy listowej, ale ta książka od samego początku miała w sobie to coś, co mnie do niej ciągnęło i nie mogłam się oderwać. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z bohaterką, której nie znajdujemy często w historiach miłosnych. Ryen nie jest kolejną, schematyczną, słodką dziewczyną, bo tym razem autorka tworzy postać, która wcale nie jest dobra. Przynajmniej na początku. Ryen to dziewczyna, która panicznie boi się samotności i tego, że kiedyś zostałaby bez przyjaciół. Przyjaźni się z najpopularniejszymi osobami w szkole, kręci z popularnym chłopakiem. Żeby utrzymać swój status, skłonna jest zgodzić się na wszystko, dlatego nie omieszka się znęcać nad słabszymi, czy stać z boku, gdy ktoś z jej znajomych robi to samo. I chociaż Ryen od początku wzbudzała we mnie niesmak i rozczarowanie, miałam przeczucie, że autorka gdzieś z tym idzie i zachowanie głównej bohaterki nie jest bezpodstawne. I miałam rację - jej historia to o wiele więcej i nie warto jej skreślać na samym początku.

Mocno mnie przytula, a ja kładę mu głowę na klatce piersiowej, wsłuchując się w bicie jego serca i uderzenia kropel deszczu o szybę. To dla mnie nowe. Byłam w kilku miejscach, w których czułam się dobrze, jednak po raz pierwszy znalazłam się w takim, z którego nie chcę odejść.

Podoba mi się, że sama autorka w notce na końcu podkreśliła, że czytelnicy romansów mają tendencję do stawiania dużych wymagań wobec głównych bohaterek (ja na pewno jestem bardzo wybredna) i dla odmiany chciała stworzyć postać, która wcale nie będzie idealna i która przejdzie długą drogę, by się zmienić. I rzeczywiście, postać Ryen wcale nie jest taka prosta. Bo chociaż zachowuje się okropnie na samym początku, jej historia jest długa i uwierzcie mi, dziewczyna się niesamowicie zmienia. I nic tak naprawdę nie jest takie, jak mogłoby się nam wydawać.

Te listy są dla mnie wszystkim. Są nią i mną, dwójką dzieciaków usiłujących zrozumieć siebie i to co się z nimi dzieje, kiedy próbują dorosnąć. To właśnie przez te listy zacząłem się w niej zakochiwać. Potrzebować jej jak powietrza. Są moimi pieprzonymi piosenkami, częścią mnie. Jest w nich cała nasza przeszłość. Każda piękna rzecz, którą kiedykolwiek mi napisała i która wywróciła mój świat do góry nogami.

Nic dziwnego, że gdy Misha po raz pierwszy staje twarzą w twarz z Ryen jest wściekły i czuje się oszukany. Dziewczyna jest całkowicie inna, niż się spodziewał. Nigdy by nie pomyślał, że jego najlepsza przyjaciółka w rzeczywistości skłonna jest poniżać innych, zachowywać się jak pusta cheerleaderka, której zależy tylko na popularności, a grono jej przyjaciół będzie nie lepsze, niż ona sama. Że te dziewczyny, którymi otwarcie gardziła w swoich listach, to właśnie ona. Gdy trafia do jej szkoły, na początku nie ma w planie się do niej zbliżać. Przyjeżdża do jej miasta w prywatnym celu i tylko na tym mu zależy. Ale gdy na każdym kroku staje mu na drodze i zachodzi za skórę, w końcu unikanie jej staje się niemożliwe. Bo chociaż doprowadza go do szaleństwa i irytuje, nadal jest tą Ryen, którą znał od lat i nie może przestać o niej myśleć.

Samo powiedzenie, że jest nam przykro, jest zbyt proste. Dopiero kiedy się spojrzy własnemu wstydowi w oczy można zacząć przepraszać.

Ryen zawsze była dla niego podporą. Inspiracją, by tworzyć muzykę, jego osobistą muzą. Jednak, gdy jednej nocy zdarza się w jego życiu coś tragicznego, Misha zmienia się całkowicie. Przestaje pisać do Ryen, przestaje tworzyć muzykę i kompletnie się zmienia. Gdy pojawia się w szkole Ryen pod imieniem Masen, ich relacja jest wybuchowa. Oboje szczerze siebie nie znoszą, działają sobie na nerwy i przeciągają struny, gotowi tylko dokuczyć tej drugiej osobie. Wodzą siebie za noc, wywołują zazdrość, byle tylko zaleźć tej drugiej osobie za skórę. A jednocześnie pojawia się między nimi to niesamowicie przyciąganie, któremu ciężko zaprzeczyć. Ta dwójka sprawiła, że moje serce o mało nie wybuchło z nadmiaru emocji, jakich mi dostarczali. Bo to nie tylko intensywna historia między dwójką nienawidzących się ludzi, ale przede wszystkim opowieść o najlepszych przyjaciołach, którzy grają w bardzo niebezpieczną grę. Misha ukrywa przed Ryen swoją prawdziwą tożsamość, a ona ciągle skrycie tęskni za swoim najlepszym przyjacielem, który zawsze będzie dla niej najważniejszą osobą. Nawet jeśli zaczyna czuć coś do tego nowego chłopaka, nie może tak po prostu zapomnieć o kimś, kto tak wiele dla niej znaczył.

Podoba mi się ta mała gra, którą prowadzimy przez całą resztą. Nikt nigdy się nie domyśli, że jesteśmy sobą zainteresowani. Mogę ogrywać ich bez końca. Ważne, żebyśmy z Masenem przed sobą niczego nie udawali.

Historia Mishy i Ryen bez dwóch zdań ma w sobie wiele emocji. I chociaż czuć, że to taka typowo amerykańska szkolna historia, momentami zbyt naciągana i dramatyczna, by przydarzyła się komukolwiek w prawdziwym życiu, to jednak przyłapujemy się na tym, że nie potrafimy się od niej oderwać. Bohaterowie mają tak wiele do powiedzenia, uczucie i przyciąganie między nimi jest niesamowite i sama historia porusza, irytuje, frustruje, wywołuje śmiech i łzy, i jest rewelacyjna. Ciężko ująć słowami to, co tutaj przeczytałam, bo na pewno nie dam rady oddać jej sprawiedliwości. Bohaterowie przechodzą ogromną zmianę w ciągu trwania tej powieści, ich relacja przybiera różne odsłony i nie zawsze jest łatwo, ale uwierzcie, warto przez to przetrwać. Penelope Douglas przeszła także samą siebie z pewnymi scenami seksu, bo, rany, w pewnym momencie myślałam, że kartki mi staną w płomieniach od napięcia, od ogromnej chemii między bohaterami. Czytanie tej powieści w miejscu publicznym niekoniecznie jest dobrym pomysłem (sprawdzone!)...

Zranił mnie, a ja zraniłam jego. Tak się zdarza, ale miłość ciągle trwa. Przy nim jestem szczęśliwsza i silniejsza, wie o mnie wszystko i nadal mnie pragnie. Jeśli on czuje to samo, to znaczy, że to jest to. Coś prawdziwego.
To znaczy, że jesteśmy razem.

"Punk 57" to rewelacyjna powieść, do której podeszłam trochę z rezerwą, niepewna, czy ja i twórczość pani Douglas nadal się lubimy, a okazało się, że przepadłam po kilkunastu pierwszych stronach. To skomplikowana historia o ludziach, którzy może i nie są idealni, ale dzięki sobie uczą się na błędach i stają się lepszymi ludźmi. To historia miłosna pełna krętych dróg, wyzwań, rozczarowań i kłamstw, a jednocześnie tak piękna, pełna nadziei, inspirująca, przepełniona emocjami, miłością i niesamowitą chemią. Poza tym wiadomość, jaką autorka nam nią przekazuje, jest potężna i cholernie dobra. Misha i Ryen skradną kawałek waszego serca, bez dwóch zdań. Szczególnie ich piosenki, które autorka załączyła na samym końcu książki, które dodają do ich historii jeszcze więcej serca i znaczenia. Czytając tę książkę uświadomiłam sobie, że naprawdę nie ma lepszej autorki, która napisałaby historię z wątkiem hate-to-love lepiej niż Penelope Douglas. Polecam mocno!


PENELOPE DOUGLAS - Pisarka, autorka bestsellerów New York Times, USA Today i Wall Street Journal. Jej książki zostały przetłumaczone na kilkanaście języków, a wśród znajdują się wydane także w Polsce "Dopóki nie zjawiłaś się ty" czy "Corrupt". Urodziła się w Dubuque w stanie Iowa, ukończyła studia administracyjne i nauczycielskie na Loyola University w Nowym Orleanie. Mieszka w Las Vegas wraz z mężem i córką.


Tytuł: Punk 57
Autor: Penelope Douglas
Tytuł w oryginale: Punk 57
Data premiery: 12 czerwca 2019
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 395
Ocena: 10/10



8 komentarzy:

  1. Mam w planach lekturę tej książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie również bardzo się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podobała mi się ta historia <33

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  4. Do you understand there's a 12 word phrase you can speak to your man... that will induce intense feelings of love and instinctual attractiveness for you buried within his heart?

    That's because hidden in these 12 words is a "secret signal" that triggers a man's instinct to love, treasure and look after you with all his heart...

    12 Words Who Fuel A Man's Desire Instinct

    This instinct is so built-in to a man's brain that it will make him try harder than ever before to to be the best lover he can be.

    Matter-of-fact, triggering this dominant instinct is so mandatory to getting the best ever relationship with your man that as soon as you send your man one of these "Secret Signals"...

    ...You will immediately find him open his heart and soul for you in such a way he haven't expressed before and he will distinguish you as the one and only woman in the universe who has ever truly attracted him.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja. To jedna z moich ulubionych książek, natomiast według mnie Penelope Douglas jest specjalistką od książek hate to love oraz książek w stylu "taboo". Także polecam!

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia