piątek, 13 grudnia 2024

Liz Tomfode - Play Along



Kennedy

I’m the only woman on staff for the Windy City Warriors, and after years of putting up with a sexist lead doctor, I’m desperate to land my dream job with a new team next year. All I have to do is maintain my professional reputation for my final season in Chicago.

But a Las Vegas run-in with the team’s shortstop threatens it all, leaving me with a fuzzy memory and a ring on my left hand.

Now, not only am I legally bound to the most persistent man I’ve ever met, but thanks to Isaiah’s scheme to save my job, I have to pretend the whole thing was a planned elopement and not a drunken mistake.

Isaiah Rhodes is reckless, impulsive, and frustratingly charming. He’s also my brand-new husband.

They got the saying wrong. What happens in Vegas doesn’t always stay in Vegas… sometimes it follows you right back home.

Isaiah

As the shortstop for Chicago’s professional baseball team, I’ve had my fair share of fun. But that all ended the day Kennedy Kay became a single woman.

I’ve crushed on the team’s athletic trainer for years. I’ve flirted to no avail, so imagine my surprise when I woke up in Sin City with a ring on my finger and my favorite redhead in my bed.

We agree to stay married for one baseball season, just long enough to keep her job safe, but in my mind, I’m using our time together to prove to her I’m husband material.

Kennedy might be reluctant to join in on our game, but it’s one I refuse to lose.

So come on, wife… play along.


Liz Tomforde, mogłabym cię teraz pocałować. Ta książka, jak i zresztą każda poprzednia w tej serii, to idealny przykład tego, co w romansach za każdym razem zdobywa moje serce. Emocje, bohaterowie, z którymi uwielbiam spędzać każdą chwilę, nawet przy najzwyklejszych momentach, wspaniałe przyjaźnie i ogromna miłość opisana w najpiękniejszy sposób. A historia Isaiaha i Kennedy? Całe stado motylków gwarantowane. Nawet pisząc teraz tę recenzję ciągle wirują w moim żołądku, bo ta historia nie wychodzi mi z głowy.

Isaiah Rhodes znany jest wśród bliskich jako ten ciągle uśmiechnięty, rozrywkowy imprezowicz, z nową kobietą u boku prawie każdego wieczora. Jako młodszy brat Rhodesów stara się wszystkich wokół zarażać pozytywną energią i nie pozwolić, aby jego głęboko skrywane lęki wyszły na powierzchnię. Jest tylko jedna osoba, przy której czuje, że mógłby się w pełni odsłonić - Kennedy Kay. Gdy poznali się lata temu, Kennedy była daleko poza jego zasięgiem. Na serdecznym palcu nosiła wielki pierścionek, a na dodatek jako jedyna kobieta pracująca dla jego drużyny dostała zakaz jakiegokolwiek spoufalania się z graczami. Wszystko się zmieniło, gdy osiem miesięcy temu pierścionek zniknął z jej palca, a Kennedy po raz pierwszy od lat została singielką. Niestety dla niej Isaiah zawsze był tylko irytującym flirciarzem, a więc jego kolejne próby zwrócenia na siebie uwagi pozostawały nieudane... do czasu tego jednego wyjazdu do Vegas, który na zawsze odmienia ich życia. Noc pełna tequili kończy się pobudką z obrączkami na palcach oraz informacją w prasie, że jedna z największych gwiazd bejsbolu oraz pracownica jego drużyny wzięli sekretny ślub. Aby uchronić karierę Kennedy, Isaiah składa jej propozycję: pozostaną małżeństwem do końca obecnego sezonu, a potem polubownie wezmą rozwód. Kennedy nie wie jednak, że Isaiah postanawia zrobić wszystko, aby w tym czasie prawdziwie zdobyć jej serce...

Mężczyźni w tej serii to największe zielone flagi na całym świecie. Zanders, Ryan, Kai, a teraz Isaiah? Live, laugh, love him (kto przeczytał, ten wie). Sięgnęłam po tę część nie do końca przekonana, czy autorce uda się utrzymać poziom poprzednich tomów, tym bardziej, że jakoś nie widziałam, w jaki sposób Kennedy w końcu otworzy się na Isaiaha, a ich ślub w Vegas był niespodziewany, ale kompletnie dla nich przepadłam. Tak mocno, że nie chciałam się z nimi rozstawać. Pokochałam sposób, w jaki autorka wykorzystała tu motyw małżeństwa z rozsądku (który do dzisiaj pozostaje jednym z moich ulubionych), bo relacja Isaiaha i Kennedy rozwija się tak naturalnie, słodko i romantycznie, że serce biło mi w przyśpieszonym tempie przy każdej ich interakcji.

Isaiah zapewne robi różne wrażenie, w zależności od tego, jakich bohaterów preferujecie, ale tym razem poznajemy go od zupełnie innej strony - i robimy to razem z Kennedy, która nigdy nie pozwoliła sobie na to, by uważać go za kogoś więcej, niż kolegę z pracy. Chociaż wszyscy znają go jako śmieszka i faceta, który do wszystkiego podchodzi lekko, Tomforde zagłębia się w jego psychikę i otwiera przed nami jego najgłębsze lęki i sekrety, które ukazują kompleksową postać. Co jest tym bardziej wyjątkowe, bo odkrywamy to razem z główną bohaterką, która zakochuje się krok po kroku w każdej jego nowo odkrytej części.

Kennedy to bez dwóch zdań jedna z moich ulubionych żeńskich bohaterek. Jako wykształcona lekarka, ale też niestety jedyna kobieta zatrudniona dla drużyny Chicago Warriors, od lat musi znosić seksizm w miejscu pracy ze strony głównego lekarza. Traktowana jest jak stażystka pomimo dużego doświadczenia, a jej szef tylko czeka na chwilę potknięcia, aby móc ją zwolnić. Dlatego kiedy na horyzoncie pojawia się szansa na zmianę pracy i spełnienie marzenia o byciu lekarką sportową, postanawia z niej skorzystać, nawet jeśli przez to musi udawać żonę Isaiaha do końcu sezonu. Kennedy to tak silna kobieta. Ja czasami miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy czytając, jak jest traktowana w tym zdominowanym przez mężczyzn zawodzie. Jako kobieta dorastająca z rodzinie niepotrafiącej ukazywać sobie uczuć całe życie czuła się tak, jakby na nikim nie mogła się oprzeć. Nawet na swoim narzeczonym. Dopiero pojawienie się Isaiaha, który pomógł jej dostrzec, że ma prawo robić to, co daje jej szczęście, pozwoliło jej krok po kroku zburzyć swoje mury i nauczyć się nie tylko kochać, ale pozwolić kochać się innym.

Związki napisane przez Tomforde zawsze są tak zdrowe i ciepłe, że czyta się o nich z największą przyjemnością. To relacje oparte na wzajemnym wsparciu, podbudowywaniu się w cięższych chwilach i zaufaniu. Może się zdawać, że Isaiah i Kennedy nie mają szansy, bo są tak różni, ale być może przez cały ten czas potrzebowali właśnie siebie. Obydwoje uczą się od siebie nowych rzeczy i zupełnie innej miłości, której dotychczas nie doświadczyli. Bałam się, że będzie tu trochę insta-love, bo w końcu Isaiah podkochuje się w Kennedy od lat, ale ich relacja i nawet jego uczucia do Kenny są o wiele głębsze, niż mogłabym się spodziewać. Uwielbiam to, jak bardzo był nią zauroczony od ich pierwszego spotkania i nigdy nie stracił nadziei, że zwróci na niego uwagę. A także to, że był cierpliwy, gdy powoli się na niego otwierała i zakochiwał się w kolejnych jej częściach, których wcześniej nawet nie znał. Chyba moim ulubionym elementem ich historii jest to, jak oboje stali się otwarci dzięki swojej miłości, pozwalając w końcu innym zobaczyć te części nich, które tak bardzo skrywali, mając świadomość, że mają u swojego boku osobę, która zaakceptuje ich mimo wszystko. Nie tylko nie mogłam przestać się dzięki nim uśmiechać, a nawet śmiać (humor w tej książce jest wspaniały), ale niejednokrotnie uroniłam też łzy ze wzruszenia przy ich intymniejszych momentach. 

Windy City to jedna z tych serii, której tomy co prawda można czytać osobno i w różnej kolejności, ale czytając je według kolejności wydania można prawdziwie dostrzec rozwój postaci i ich relacji, a przede wszystkim to, jak ważny jest tutaj element rodziny. Od historii Stevie i Zandersa tak wiele się zmienia, rodzina się powiększa, powstają nowe przyjaźnie i wszystko zaczyna wskakiwać na swoje miejsce. Jakkolwiek mocno kocham każdą parę tej serii, to właśnie w Play Along najbardziej można zauważyć te wszystkie zmiany - tę powiększającą się, przyszywaną z różnych ludzi i różnych doświadczeń rodzinę, których każda wspólna chwila otulała mnie ciepełkiem i czystym komfortem. Czułam się tak, jakbym sama była ich częścią. To jest w tej serii tak bardzo wyjątkowe i jest zdecydowanie jednym z głównych powodów, dlaczego te historie po prostu zapadają głęboko w serce. Nie ukrywam, kilkukrotnie płakałam, czytając jak z otwartymi ramionami przyjmują Kennedy do swojego kręgu i dają jej rodzinę, której nigdy nie miała.

Tak się cieszę, że odkryłam w tym roku tę serię, bo znalazła drogę do mojego serca i pozostanie już tu na zawsze. Każda kolejna część jest wyjątkowa, tak pięknie ukazuje relacje rodzinne, przyjaźń i miłość, a teraz mogę dołączyć Play Along do tej listy. Nie wiem, czy udało mi się słowami przekazać, jak bardzo ci bohaterowie stali się dla mnie ważni i jak cenię sobie te wszystkie historie, doświadczenia, dzięki którym znalazłam miejsce pełne komfortu, do którego mogę uciec, gdy potrzebuję poczuć się lepiej. Dzięki tym postaciom nauczyłam się tak wiele. Isaiah i Kennedy są wyjątkowi i nie mogę się doczekać, aż poznacie ich w przyszłym roku. 


Urodzona i wychowana w Kalifornii Północnej Liz Tomforde jest najmłodszą z piątki dzieci. Dorastała tam, grając w różne sporty i je oglądając. Uwielbia wszystko, co jest związane z romansami, podróżowaniem, psami i hokejem. Sama jest stewardesą, a kiedy nie podróżuje i nie pisze, skupia się na czytaniu dobrych książek lub zabieraniu Luki, swojego golden retrievera, na wędrówki po rodzinnym mieście.


Tytuł: Play Along
Autorka: Liz Tomforde
Seria: Windy City. Tom 4
Język: angielski
Liczba stron: 384
Ocena: 9/10

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia