Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebecca Ross. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebecca Ross. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Rebecca Ross - Wild Reverence. Dziedzictwo bogów



Matilda, bogini urodzona w oświetlonym ogniem świecie Podziemia, obdarowana skromną magią posłańca, przenosi między światami listy i tajemnice, w tym jedną własną: znajomość z chłopcem-śmiertelnikiem, którego zna wyłącznie ze snów…

Dziesięć lat temu Vincent Beckett napisał do Matildy w najmroczniejszą noc swego życia: błagał o pomoc boginię, z którą zaprzyjaźnił się w snach. Jednak modlitwa pozostała niewysłuchana, a on ostatecznie odwrócił się od bogów... aż do chwili, w której Matilda przybywa do niego z listem i obietnicą przyszłości wykraczającej poza sny, przyszłości, która miałaby zmienić mroczne i krwawe zwyczaje bogów… lub położyć im kres.


Jeśli mieliście okazję poznać dylogię Divine Rivals i poczuliście lekki niedosyt jeśli chodzi o przedstawienie elementów fantasy, to oto Rebecca Ross powraca do tego fikcyjnego świata, aby odpowiedzieć na kilka pytań. W Wild Reverence cofamy się w czasie o wiele dziesięcioleci, gdzie światem rządzili bogowie i magia, a wojna spowodowana konfliktem między Dacre'em a Envą jeszcze nie miała miejsca. Poznajemy wiele nowych postaci i może się wydawać, że to prequel nie mający wiele wspólnego z historią Iris i Romana, których poznajemy wiele lat później, ale Rebecca Ross oczywiście w pięknym stylu łączy obydwie te historie. Jednocześnie przedstawia powieść druzgocącą i piękną, wywołującą masę emocji i po raz kolejny zachwycającą wyjątkową prozą, jaką operuje tylko Ross.

Wiele, wiele lat temu, sześć gwiazd ułożyło się na niebie i urodziła się najmłodsza bogini Podziemia, Matilda. Obdarowana magią heroldki, posłanki przenoszącej słowa i wiadomości między światami, pół Underling i pół Skyward. Mało kto brał jej istnienie na poważnie, gdy dorastała wśród bogów Podziemia - bogów gotowych wzajemnie się zabijać, by tylko odebrać sobie moce. I być może dlatego nikt nie zauważył, że zaczęła zanurzać się w sny pewnego śmiertelnika, chłopca o imieniu Vincent, z którym połączyła ją więź nawet pomimo tego, że nigdy się nie spotkali. Lata mijały i Matilda pozostawała niezauważona do dnia, kiedy wszystko stanęło na głowie - a młoda dziewczyna, zmuszona zachować tajemnice, które mogły zagrozić jej życiu, musiała uciekać z Podziemia. I tym samym jej kontakt z Vincentem urwał się na długie lata. Nie dotarła do niej jego wiadomość, w której lata temu błagał ją o pomoc. I nie była świadoma, że z uroczego chłopca stał się stoickim i twardym mężczyzną, który musiał przejąć obowiązki lorda i zająć się wizją nadchodzącej wojny z człowiekiem, który już raz odebrał mu wszystko. Mężczyzną, który przysiągł sobie, że nie będzie jej już wspominać. Dopóki pewnego dnia nie staje w jego pokoju z listem w ręce...

Skłamałabym pisząc, że ta książka to była miłość od pierwszej strony. W rzeczywistości przez pierwsze 150 stron męczyłam się trochę z tempem tej historii, bo fabuła rozwija się bardzo powoli. Cierpliwe oczekiwanie jednak popłaciło, bo kiedy już akcja nabiera tempa, a wszystkie wątki zaczynają się łączyć w całość, nie mogłam się oderwać. Rebecca Ross już po raz kolejny zachwyciła mnie swoją piękną prozą. Jej żywe opisy świata oraz wypełnione emocjami przeżycia bohaterów robią wrażenie.

Pierwsze rozdziały przedstawiają złożony świat bogów i magii, a także dają nam wgląd w pierwsze lata życia Matildy jako młodej bogini wychowywanej bez znajomości swojego ojca. W świecie, w którym każdemu zależy tylko na sobie i bez skrupułów może odebrać innej osobie wszystko, Matilda szybko uczy się by nie okazywać wielkich emocji i skupiać się tylko na swoim celu, do którego została stworzona. Wiele się jednak zmienia, gdy w końcu zostaje nam przedstawiony Vincent - młody chłopiec torturowany koszmarami, w których Matilda staje się jego jedyną liną ratunkową, nawet jeśli jest tylko wymysłem jego wyobraźni.

Jeśli sięgacie po tę książkę dla romansu tej dwójki, to ostrzegam was, szykujcie się na długi, dłuugi slow burn. To zdecydowanie nie jest książka, gdzie romans przeważa ponad wszystkim, nawet jeśli jest w samym sercu wszystkiego, co popycha ją do przodu. Historia Matildy i Vincenta to przede wszystkim historia o walce o lepsze życie i o odnajdowaniu w nim swojego miejsca. Rozpisana na przestrzeni wielu długich lat, opowiada o tych pięknych momentach krótkiej nadziei, gdy ich ścieżki chwilowo się przecinały, ale przede wszystkim o tym, ile obydwoje musieli poświęcić w imię rzeczy, do których zostali zobowiązani. W tym przeciwstawieniu ich żyć jako śmiertelnika i bogini widać tyle tęsknoty, tyle cierpienia i poświęceń, że nie sposób nie uronić choć jednej łzy. Jednocześnie najpiękniejsze i najtragiczniejsze w nich jest to, że los nie pozwala im spędzić ze sobą wiele czasu, ale łączy ich ta niewidzialna nić, którą noszą w swoich sercach przez cały ten okres. Autorka po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w przedstawianiu epickich historii miłosnych, które zapisują się na zawsze w sercu czytelnika.

W Wild Reverence przewijają się także imiona, które z pewnością znają osoby, które czytały dylogię Divine Rivals. Wtedy mieliśmy jedynie zalążki historii postaci takich jak Dacre czy Enva, a tutaj z pierwszej ręki możemy zobaczyć, jak to wszystko się rozpoczęło. Nie tylko w przypadku tej dwójki, ale też u wielu nowych postaci, których losy tak wiele tłumaczą i dopełniają świat, który już znamy. Moim ulubionym i najbardziej fascynującym wątkiem był wątek Bade'a i Adrii, o których z wielką chęcią przeczytałabym osobną powieść. Sam Bade, bóg wojny, który zakochał się w śmiertelniczce, jest jedną z najbardziej fascynujących postaci w tej książce.

I chociaż pochłonął mnie ten świat pełen tragedii i poświęceń, to uważam, że są rzeczy, które można było skrócić, a inne bardziej dopracować. Jak na książkę liczącą sześćset stron, czasami fabuła spowalniała aż za bardzo. Nie mogłam też się pozbyć wrażenia, że postać Vincenta trochę ginie w tych wszystkich wydarzeniach i chociaż bardzo go polubiłam, to nie czułam się do niego niestety jakoś mocno przywiązana. Piękna była jego miłość do Matildy, pełna wielu lat cichej tęsknoty i pragnienia, a także jego gotowość do poświęceń dla własnego brata i swoich poddanych - ale chciałabym zobaczyć tego więcej. To samo zresztą tyczy się całej ich historii miłosnej, która uderzyłaby we mnie chyba jeszcze mocniej, gdyby tempo było trochę bardziej dopracowane, a Matilda i Vincent mieli trochę więcej chwil dla siebie, zwłaszcza pod koniec książki.

Świetnie się bawiłam podczas czytania Wild Reverence, ale niestety nie zaangażowałam się w tę historię tak mocno, jak w historię Iris i Romana (chociaż wątpię, aby Ross kiedykolwiek udało się dobić do ich poziomu, bo ta dylogia zawsze będzie dla mnie najbardziej wyjątkowa). Uważam jednak, że jest to bardzo dobry prequel, który świetnie wypełnia braki Divine Rivals, w szczególności te związane ze światem bogów i magii. Można oczywiście czytać ten tom jako jednotomówkę, ale myślę, że fani DR docenią ją bardziej za wszystkie te piękne połączenia z historią, którą już pokochaliśmy. Epilog naprawdę mnie wzruszył i był chyba moim ulubionym rozdziałem z całej książki. Gdyby tempo historii zostało dopracowane, być może byłabym bardziej zachwycona.


Autorka powieści fantasy dla nastolatków i dorosłych. Mieszka u podnóża Appalachów, w północno-wschodniej Georgii, z mężem, owczarkiem australijskim i górą książek, którą trudno ogarnąć wzrokiem. Zanim odważyła się przelać na papier rodzące się w niej opowieści, pracowała m.in. na ranczo w Kolorado i w szkolnej bibliotece. Kocha kawę, stare maszyny do pisania i znaczki pocztowe. Gdy nie pisze - czyta lub pracuje w ogrodzie, gdzie hoduje polne kwiaty i pomysły na swoje historie. Do jej najpopularniejszych książek zalicza się dylogia "Divine Rivals".


Tytuł: Wild Reverence. Dziedzictwo bogów
Autor: Rebecca Ross
Data premiery: 26.11.2025r.
Wydawnictwo: You & YA Books
Liczba stron: 608
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem You & YA Books:
Czytaj dalej »

piątek, 19 września 2025

Rebecca Ross - The Queen's Resistance | Współpraca ambasadorska



Brienna ukończyła naukę jako mistrzyni wiedzy i powoli odnajduje się w nowej roli – córki lorda Dawina MacQuinna, który powrócił do Maevany, by odzyskać swoje dziedzictwo. Choć niedawno przetrwała rewolucję i pomogła przywrócić królową na tron, jej największe wyzwania dopiero się zaczynają. Musi zdobyć zaufanie rodu MacQuinnów i jednocześnie wiernie służyć królowej jako jej najbliższa powierniczka. W tym wszystkim znów pojawia się także Cartier – dawny mistrz, teraz lord, który zajmuje coraz więcej miejsca w jej sercu.

Cartier, a właściwie Aodhan Morgane, odzyskał swoje imię i tytuł, ale wciąż uczy się, jak być przywódcą zrujnowanego rodu. Podczas odbudowy zamku odkrywa małego chłopca o tajemniczym pochodzeniu. W tym samym czasie jego relacja z Brienną pogłębia się, a on sam zaczyna rozumieć, że nie musi już dźwigać ciężaru odpowiedzialności w pojedynkę.

Gdy zbliża się proces zdrajcy Lannona, Brienna i Cartier muszą odłożyć osobiste uczucia na bok. Czas budować sojusze, wymierzyć sprawiedliwość i zadbać o to, by koronacja królowej przebiegła bez zakłóceń. Jednak opór wciąż rośnie – a nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż miłość w czasach zdrady.


Jeśli po skończeniu lektury The Queen's Rising nurtowało was pytanie, co dalej czeka bohaterów, no to szykujcie się na całe mnóstwo emocji, zwrotów akcji i fabułę, która nigdy nie spowalnia. W przeciwieństwie do tomu pierwszego, tutaj ciągle coś się dzieje, bohaterowie nie mają odpoczynku, wytrwale dążą do sprawiedliwości. Nie ma już tej lekkiej, prostej historii o pasjach, odkrywaniu własnego dziedzictwa - teraz jest walka o to, co zostało okrutnie odebrane, walka o pokojową przyszłość. To epicka kontynuacja historii, która z każdym rozdziałem staje się coraz lepsza.

Pisząc recenzję pierwszej części wspominałam o tym, że Ross przedstawia nam raczej powolną fantastykę skupiającą się na historii, odkrywaniu rodzinnych tajemnic i powolnego dążenia do prawdy. Do czasu, aż pod koniec razem z bohaterką dowiadujemy się prawdy na temat okrucieństwa, jakie spotkało rody Maevany, a historia robi przeskok z pozornie prostej powieści na coś o wiele większego i ważniejszego - zmienia się w walkę o przywrócenie władzy należytej królowej i odebranie go okrutnemu władcy. Historia jednak nie kończy się na jednej wygranej walce, jak przekonujemy się w tym tomie. Przed bohaterami długa praca, by naprawić to, co przez ponad dwie dekady było niszczone. Ród okrutnego króla musi zostać skazany, a rodziny MacQuinnów, Morgane'ów i Kavanaghów próbują przywrócić porządek na swoich ziemiach. Kiedy jednak Brienna, jej rodzina i przyjaciele przygotowują się do koronacji królowej Izoldy, poszukują nowych sojuszy, okrutnie zdają sobie sprawę, że nie każdy jest chętny przyznać posłuszeństwo nowej królowej. Zwolennicy byłego króla stają się coraz bardziej niebezpieczni i coraz trudniej jest ufać nawet tym, którzy są im najbliżsi. Czy uda im się w końcu przywrócić porządek w królestwie, czy ich działania od początku były skazane na niepowodzenie?

Niesamowite jest to, że jak na debiutancką serię autorki już w tym tomie widać, jak bardzo rozwija się i zmienia styl pisania Rebekki. Fabularnie oferuje czytelnikowi jeszcze więcej, przedstawia niesamowicie emocjonalną i poruszającą historię, a akcja ciągle trzyma w napięciu. Świetne jest też to, że subtelnie przypomina wydarzenia z pierwszego tomu, więc łatwo jest się połapać we wszystkim, co się dzieje, nawet jeśli zdążyliśmy wiele rzeczy zapomnieć. Historia nadal nie jest jakoś niesamowicie skomplikowana (nie oczekujcie żadnego high fantasy), ale nie zabraknie emocjonalnych rozterek, mocnych zwrotów akcji i chwil, kiedy aż wstrzymujemy oddech w napięciu.

Dużym plusem tego tomu jest to, że do głosu dochodzi Cartier, który w pierwszej części był raczej epizodycznym bohaterem, nawet pomimo tego, że jest głównym obiektem miłosnym Brienny. Historia w pewnym sensie tego wymaga, bo - bez spoilerów - staje się ważnym elementem fabularnym i w końcu otrzymujemy szansę zgłębić jego osobę oraz jego własną historię. I jak wcześniej był mi raczej obojętny, tak tutaj naprawdę go polubiłam i to chyba właśnie jego wątki wzruszyły mnie najbardziej. Jego rozterki pomiędzy tym, co dobre, a co złe, jego pragnienie zemsty, ale też przywrócenia dobrego imienia jego rodziny i bycia lepszym, niż człowiek, który odebrał mu wszystko.

Podobnie jak Cartier, Brienna również zmaga się z wpasowaniem się w nową rzeczywistość. Jako nowa córka MacQuinna, w której płynie krew wroga, budzi w ludziach nieufność, ale nie chce tym obarczać ojca. Zamiast tego stara się znaleźć odpowiednie miejsce dla siebie i pomóc królowej najlepiej, jak potrafi. Bardzo podobało mi się to, że autorka zdecydowała się przedstawić ten tom z perspektywy osób, które przeżywają tak różne rzeczy, a jednocześnie walczą o to samo. Dzięki temu książka nie tylko płynęła dynamiczniej, ale też stała się bardzo emocjonalnym doświadczeniem.

Mam wrażenie, że autorka porzuciła w końcu wszelkie ograniczenia i zrobiła ogromny krok do przodu, poruszając jeszcze mroczniejsze wątki, nie bojąc się rozlewu krwi i trudnych opisów okrucieństwa, jakie spotykało ludność w królestwie przez długie lata rządów Lennona. Bywały takie momenty, kiedy aż ciężko mi się to wszystko czytało, ale jednocześnie tego właśnie wymaga świat, który autorka przedstawia, aby jeszcze lepiej ukazać powagę celu, za który bohaterowie walczą. Jednocześnie nie zabraknie także momentów wzruszeń, cudownych przyjaźni i niespodziewanych więzi, które chwytają za serce i pozwalają dostrzec światło w trudniejszych momentach.

Natomiast jeśli chodzi o romans, który był moją największą krytyką w pierwszym tomie, nie będę ukrywać - nadal nie jest to najważniejszy wątek tej historii. Zresztą raczej nigdy nie miał nim być, bo nie on jest jej sednem. I może jako czytelniczka głównie romansów powinnam być tym zawiedziona, ale osobiście bardzo podobało mi się to, jak autorka rozwija uczucie Brienny i Cartiera w tym tomie. To relacja, która rozwija się subtelnie, w czasie tak trudnym dla nich wszystkich, ale ich skradzione w całym bolesnym chaosie momenty przynoszą swego rodzaju ukojenie i spokój ducha.

The Queen's Resistance to świetna, dobrze dopracowana kontynuacja, w której stawka jest jeszcze wyższa, a emocje ogromne. Autorka zgłębia motywy i postacie w sposób, którego być może brakowało w tomie pierwszym, dzięki czemu całościowo cała dylogia wypada jeszcze lepiej. Myślę, że osoby, którym czegoś brakowało w The Queen's Raising będą bardzo zadowolone, bo widać ogromną poprawę. Tutaj autorka gwarantuje nie tylko świetnie rozwinięty świat i konflikt polityczny, ale wielowarstwowych bohaterów i relacje, które chwytają za serce, a także wzruszający przekaz o tym, że rodzina to nie tylko krew, ale przede wszystkim miłość i wsparcie, dzięki którym można przezwyciężyć nawet największy mrok. I jak pierwszy tom mi się podobał, ten trafił do mnie na zupełnie innym, emocjonalnym poziomie.


Autorka powieści fantasy dla nastolatków i dorosłych. Mieszka u podnóża Appalachów, w północno-wschodniej Georgii, z mężem, owczarkiem australijskim i górą książek, którą trudno ogarnąć wzrokiem. Zanim odważyła się przelać na papier rodzące się w niej opowieści, pracowała m.in. na ranczo w Kolorado i w szkolnej bibliotece. Kocha kawę, stare maszyny do pisania i znaczki pocztowe. Gdy nie pisze - czyta lub pracuje w ogrodzie, gdzie hoduje polne kwiaty i pomysły na swoje historie. Do jej najpopularniejszych książek zalicza się dylogia "Divine Rivals".


Tytuł: The Queen's Resistance
Autor: Rebecca Ross
Seria: The Queen's Rising. Tom 2
Data premiery: 17.09.2025r.
Wydawnictwo: You & YA Books
Liczba stron: 352
Ocena: 9/10

Współpraca ambasadorska z Wydawnictwem You & YA Books:
Czytaj dalej »

czwartek, 22 maja 2025

Rebecca Ross - The Queen's Rising | Współpraca ambasadorska



Brienna większość dzieciństwa spędziła w sierocińcu. Jej mama umarła, kiedy dziewczynka miała trzy lata, a ojca nigdy nie poznała. Dlatego pojawienie się dziadka jest tak nieoczekiwane. Zabiera on wnuczkę do prestiżowej prywatnej szkoły dla uzdolnionych dzieci. Dom Magnalia przez siedem lat kształci pięcioro dziewcząt. Każda z nich wybiera jedną z pasji: sztukę, teatr, muzykę, błyskotliwość lub wiedzę. Tylko… Brienna będzie szósta i żadna z dziedzin jej nie pociąga. Jednak z jakiegoś powodu zostaje przyjęta.

Siedem lat później nadchodzi czas opuszczenia szkoły. W letnie przesilenie wszystkie dziewczęta szykują się do spotkania z potencjalnymi patronami, którzy uczynią z nich pasjonatki, przyjmując je do swoich rodzin i dalej kształcąc. Symbolem tego wyróżnienia jest peleryna.
Tego właśnie pragnie Brienna: zostać wybraną przez patrona.

Jednak nikt o nią nie prosi.

Kiedy inne uczennice wyjeżdżają, zaczynając nowe życie, dziewczyna zostaje w Domu i dalej się kształci, licząc na to, że jej los się kiedyś odmieni.

Mijają miesiące, aż pojawia się czarujący lord, który oferuje jej współpracę. Zostanie jej patronem, o ile Brienna mu pomoże w jednej sprawie.

Dziewczyna wie, że nie ma wyboru i się zgadza. W ten sposób zostaje wciągnięta w niebezpieczny spisek, którego celem jest obalenie krwawego króla sąsiadującego królestwa.

Gdy na horyzoncie pojawiają się pierwsze oznaki wojny, Brienna musi wybrać, przy której stanie stronie. Pomoże patronowi czy zdradzi świat, który zna?


Rebecca Ross stworzyła jedną z moich ukochanych dylogii fantasy na świecie, więc kiedy otrzymałam informację o polskiej premierze jej debiutanckiej książki, naturalnie wiedziałam, że muszę ją przeczytać. "The Queen's Rising" to historia, która fabularnie może się wydawać prosta, ale najbardziej zachwyca dopiero w momencie, gdy uświadamiamy sobie jej prawdziwy cel. To powieść o siostrzeństwie, kobiecej sile i odwadze, powieść, która może nie kładzie nacisku na szokujące zwroty akcji i sceny walki, ale za to budzi emocje powoli wyłaniającym się przesłaniem.

Brienna większość swojego dzieciństwa spędziła w sierocińcu. Do czasu, aż w wieku dziesięciu lat jej dziadek zabrał ją, ostrzegając przed ojcem, którego imienia nie chciał jej zdradzić. W ten sposób trafia do Domu Magnalii, który przez siedem lat szkoli pięć wybranych i zdolnych dziewcząt w jednej z pięciu dziedzin: muzyki, błyskotliwości, wiedzy, sztuki lub teatru. Jako szósta z nich Brienna nie może sobie jednak znaleźć miejsca, co roku przeskakując między dziedzinami, nie potrafiąc się odnaleźć w żadnej z nich. Do czasu, aż pod swoje skrzydła bierze ją mistrz wiedzy, Cartier, który obiecuje jej przez trzy lata pomóc jej nadrobić stracony czas. Gdy nadchodzi siedemnaste przesilenie, dziewczęta szykują się do spotkania z potencjalnymi patronami, z którymi miałyby opuścić szkołę i dalej rozwijać się jako pasjanki. Jednak gdy wszystkie jej przyjaciółki odjeżdżają ze swoimi patronami, Brienna zostaje sama i przez długie tygodnie ćwiczy, by przekonać do siebie któregoś z patronów. Do czasu, aż pewnego dnia w Domu pojawia się pewien tajemniczy lord, który oferuje jej swój dom... w zamian za pomoc w pewnej sprawie, która wciąga Briennę w niebezpieczny spisek, który może postawić świat na progu wojny.

Czytając pierwsze rozdziały książki można by nabrać omylne przekonanie, że to dość prosta historia o dziewczynie uczącej się w szkole dla zdolnych dziewcząt, w której każda kształci się, by zostać pasjanką jednej z pięciu dziedzin. Poznajemy wtedy bliżej Briennę, jej przyjaźnie z innymi adeptkami i obserwujemy ich przygotowania do siedemnastego przesilenia, kiedy to każda z nich ma zostać wybraną przez patrona, by dalej się rozwijać poza murami szkoły. W rzeczywistości jednak historia zaczyna powoli odkrywać kolejne tajemnicze powiązania rodzinne i historyczne, oferując coś o wiele większego niż sama Brienna i otwierając bohaterkę oraz czytelnika na zupełnie inny świat.

Brienna przez większość książki zmaga się z poczuciem, że nie ma na świecie miejsca, do którego by przynależała. Młodo osierocona trafia do Domu Magnolii jako szósta uczennica, ale kiedy wszystkie jej przyjaciółki rozwijają się dzięki naukom swoich mistrzów, ona nie może odnaleźć się w żadnej z dziedzin. Nikt nie wyjawia jej prawdziwego powodu, dlaczego została przyjęta jako dodatkowa dziewczyna: imienia jej ojca trzymanego przed nią w tajemnicy. To świetna, wielowarstwowa postać, której wewnętrzne rozterki ukazane są realistycznie i w taki sposób, że czujemy do niej sympatię.

Ogromnie podoba mi się to, że w centrum całej książki jest tak naprawdę siła i przyjaźnie kobiet. Gdzieś w tle mamy konflikt polityczny, a nawet wątek miłosny, ale nie byłoby tej historii, gdyby nie siostry Brienny ze szkoły oraz ważne figury kobiece, zarówno z historii, jak i te, które bohaterka poznaje na swojej drodze do samopoznania swojego dziedzictwa oraz znalezienia miejsca na świecie. Dlatego też napisałam, że to przede wszystkim historia o siostrzeństwie i kobiecej odwadze - dzięki nim poznajemy niuanse tego świata, jego niesprawiedliwości. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że nawet w szkole bohaterki trzymały się razem i wspierały, w większości nie zniżając się do rywalizacji i zazdrości.

Skoncentrowanie uwagi na postaciach kobiecych oznacza też, że sam element romansu schodzi w tej historii daleko na bok i powiedziałabym, że jest tak naprawdę elementem dodatkowym (co dość mocno wyróżnia historię od chociażby "Divine Rivals"). Mistrz Cartier jest dla Brienny przede wszystkim nauczycielem, a wszelka więź, jaka się między nimi pojawia, rozwija się bardzo subtelnie i powoli. Sama postać Cartiera zaczyna mieć ważniejszą rolę dopiero później (i podejrzewam, że w drugim tomie), więc nie mam wobec niego większych uczuć. Mi to nie przeszkadzało, ale warto to zaznaczyć, aby nie było nieporozumień. Na początku nie do końca wiedziałam, co mam o nich uważać, bo nie jestem fanką różnicy wieku (nawet jeśli mowa o zupełnie innych czasach), ale jestem ciekawa, jak rozwinie się ich relacja w drugim tomie i czy uda im się mnie do siebie przekonać.

W "The Queen's Rising" autorka tak naprawdę ledwo dotyka możliwości, jakie może zaoferować ten świat. Zarówno jeśli chodzi o element magii, jak i przedstawienia losów reszty bohaterów. Chciałabym jeszcze bardziej zgłębić historię królowych Maevany, zobaczyć próby odbudowania tego, co zostało skradzione i mam nadzieję, że właśnie na tym skupimy się w drugim tomie. Widziałam wiele opinii, że to nudna historia, ale zupełnie się nie zgodzę - jest wiele piękna w tym, jak autorka przedstawia ten świat, a jej pióro jak zawsze zachwyca. Jeśli jednak oczekujecie fantasy z dynamiczną akcją, scenami walki i plot twistami, to nie jest to tego typu książka. To powieść dla tych, którzy lubią zagłębić się w historii, w odkrywaniu tajemnic, w rozwoju postaci. Ja już nie mogę się doczekać tomu drugiego!


Autorka powieści fantasy dla nastolatków i dorosłych. Mieszka u podnóża Appalachów, w północno-wschodniej Georgii, z mężem, owczarkiem australijskim i górą książek, którą trudno ogarnąć wzrokiem. Zanim odważyła się przelać na papier rodzące się w niej opowieści, pracowała m.in. na ranczo w Kolorado i w szkolnej bibliotece. Kocha kawę, stare maszyny do pisania i znaczki pocztowe. Gdy nie pisze - czyta lub pracuje w ogrodzie, gdzie hoduje polne kwiaty i pomysły na swoje historie. Do jej najpopularniejszych książek zalicza się dylogia "Divine Rivals".


Tytuł: The Queen's Rising
Autor: Rebecca Ross
Seria: The Queen's Rising. Tom 1
Data premiery: 07.05.2025r.
Wydawnictwo: You & YA Books
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10

Współpraca ambasadorska z Wydawnictwem You & YA Books:


Czytaj dalej »

środa, 26 czerwca 2024

Rebecca Ross - Ruthless Vows | Recenzja patronacka



Minęły dwa tygodnie, odkąd Iris Winnow wróciła z frontu posiniaczona i ze złamanym sercem, ale wojna jeszcze się nie skończyła. Roman zaginął, a miasto Oath nadal żyje w stanie niedowierzania i ignorancji. Kiedy Iris i Attie otrzymują kolejną szansę na zgłoszenie ruchów Dacre'a, obie korzystają z okazji i ponownie udają się na zachód. Wiedzą, że to tylko kwestia czasu, zanim konflikt dotrze do miasta, które jest nieprzygotowane na wojnę i łamie się pod rządami kanclerza.

Odkąd obudził się w królestwie Dacre'a, Roman nie pamięta swojej przeszłości. Ale mając pewność, że jego wspomnienia powrócą z czasem, zaczyna pisać artykuły dla Dacre'a, niepewny swojego miejsca w większym planie wojny. Kiedy do drzwi szafy trafia dziwny list, Roman jest najpierw podejrzliwy, a potem zaintrygowany. Nawiązując korespondencję z tajemniczą koleżanką po piórze, wkrótce będzie musiał podjąć decyzję: stanąć po stronie Dacre'a czy zdradzić boga, który go uzdrowił.

Gdy dni stają się coraz ciemniejsze, nieuchronnie zbliżając Romana i Iris do siebie... oboje zaryzykują swoje serca i przyszłość, aby zmienić losy wojny.


Część mnie nie może uwierzyć, że właśnie dotarliśmy do finału historii Iris i Romana. Ta historia była ogromną częścią mnie od miesięcy, nosiłam tych bohaterów w sercu, ciągle na nowo przeżywając ich pełną emocji historię, a teraz w końcu, po długim oczekiwaniu, możemy poznać jej kontynuację i zakończenie. Czytając "Ruthless Vows" płakałam rzewnymi łzami. Cierpiałam tak mocno, że czasami czułam ciążący na mojej klatce piersiowej głaz. Ale też śmiałam się w głos i zakochiwałam jeszcze mocniej, bo pośród trudów życia w czasach wojny autorce udało się ująć piękno przyjaźni i miłości, która jest motywacją, by każdego dnia trwać i walczyć. Nie potrafię ująć słowami, jak piękna jest ta historia i jak wiele znaczy dla mnie to, że mogę jej patronować i być jej częścią.

Gdy widzieliśmy się po raz ostatni z Romanem i Iris, radość początku ich wspólnego życia przyćmił tragiczny atak na Avalon Bluff, w wyniku którego kochankowie zostali rozdzieleni. Iris powraca do Oath ze złamanym sercem, nie wiedząc, co dzieje się z Romanem, a w kupie trzyma ją jedynie determinacja, by go odzyskać i słodko-gorzkie szczęście z odzyskania brata. Kiedy więc natrafia się okazja wyruszyć ponownie na front, postanawia ją wykorzystać, by nie tylko uzyskać szansę na uratowanie miasta, do którego nieuchronnie zbliżają się wojska Dacre'a, ale zbliżyć się do ukochanego. Roman natomiast budzi się w zupełnie nieznanym miejscu, nie pamiętając kim jest i co się wydarzyło, nękany niezrozumiałymi snami i wspomnieniami osób i wydarzeń, których nie rozpoznaje. Pisze artykuły dla boga, który go uzdrowił, próbując poskładać do kupy cząstki swojej przeszłości. Gdy w jego szafie pojawia się tajemniczy list i Roman nawiązuje kontakt z nieznaną dziewczyną, jego życie ponownie staje na głowie. Kochankowie znajdują się nagle po dwóch stronach okrutnej wojny i oboje muszą podjąć trudne decyzje, które w ten, czy inny sposób, na zawsze zmienią losy wojny...

Myślę, że ta część zaskoczy wiele osób, które pokochały "Divine Rivals", bo fabularnie odchodzimy troszkę od słodko-gorzkiego romansu między rywalami, który rozkwitł w trudnych, wojennych czasach, a zamiast tego bardziej zagłębiamy się w konflikt między Dacre'm, a Envą, który pozostawia zgliszcza na świecie. Autorka ukazuje nam tu naprawdę trudny, bolesny obraz wojenny - życia niewinnych ludzi, którzy codziennie muszą walczyć o przetrwanie, nie tylko swoje, ale swoich bliskich oraz całego społeczeństwa. Którzy widzą wokół śmierć i popiół, chociaż powinni cieszyć się radością życia i nigdy nie musieć zamartwiać się takimi sprawami. Łamało mi to serce, tym bardziej biorąc pod uwagę realną sytuację na świecie, dla których takie życie jest codziennością.

I chociaż zapewne wielu osobom nie spodoba się to, że tym razem priorytetem stały się inne wątki, to ja bardzo doceniam autorkę za to, że poświęca czas na rozwój fabularny każdego z tych wątków, które być może w pierwszym tomie miały jedynie swoje zalążki. Bo tym samym tworzy nam tu obraz ogromnej rozpaczy, wielu poświęceń i trudów, nieuchronnej rozłąki wielu rodzin i bliskich. Pokazuje wojnę w najprawdziwszej, surowej postaci i nie stara się jej romantyzować wielkimi gestami. Przy tym ciągle trzyma w napięciu i sprawia, że każda kolejna chwila boli i wywołuje silne emocje, a nawet łzy.

Wątek miłosny schodzi więc może trochę na dalszy plan, ale to wcale nie oznacza, że go nie ma. On cały czas tu jest - miłość Iris i Romana daje o sobie znać w momentach największej rozpaczy i tęsknoty, wisi nad bohaterami nawet wtedy, gdy nie mogą być razem, jak niewidzialna nić, która połączyła ich pewnego razu i nic, żadna siła, żadne bóstwo, kilometry, ani nawet wojna, nie mogą jej zerwać. To dwie bratnie dusze, które są ze sobą złączone i chociaż czeka ich wiele wyzwań, cierpienia i poświęceń, nie ma wątpliwości, że dzięki tej więzi zawalczą o wszystko. Skradzione momenty, nawet jeśli jedynie w formie listów, pośród całego tego tragizmu, mocno chwytały mnie za serce. I wypełniały je ogromną nadzieją, ciepłem i radością, gdy wszystko inne bolało.

W pewnym sensie historia tej dwójki zatacza pełne koło, ale ci bohaterowie nie są już tacy sami, jacy byli na początku. Oboje przeżyli więcej, niż powinien przeżyć ktokolwiek w tak młodym wieku. Iris zachwyciła mnie swoją odwagą i wytrwałością, bo walczyła o innych, nawet kiedy jej serce rozpadało się na kawałki. Roman musiał poskładać swoje życie na nowo, samotny i przerażony, ale nie pozwolił, aby go to złamało, bo wiedział, że ma dla kogo walczyć. Ich emocje i uczucia są tak żywe, tak prawdziwe, że czuć je nawet przez karty książki.

Wiem, że piszę tę recenzję, jakby czekał was tylko ból, ale chociaż jest to bardzo emocjonalny tom, to ja uwielbiam go również za to, że autorce tak pięknie udaje się uchwycić te wszystkie momenty nadziei i wiary, że gdzieś tam czeka na nich wszystkich upragniony spokój. Uwielbiam ją za te krótkie chwile radości, które przynosiły mi uśmiech. Za nieoczekiwaną i słodką miłość, pojawiającą się czasami pomiędzy niespodziewanymi bohaterami. Za to poczucie wspólnoty, przyjaźni i rodziny, którą tworzyli wszyscy bohaterowie. Dla takich chwil zawsze jest warto walczyć i chyba właśnie to w tej historii kocham najmocniej. I nawet jeśli tom pierwszy podobał mi się odrobinę bardziej, to bardzo doceniam całość tej historii - widać, że autorka włożyła w nią swoje serce. Mam nadzieję, że wy również ten tom pokochacie!


Autorka powieści fantasy dla nastolatków i dorosłych. Mieszka u podnóża Appalachów, w północno-wschodniej Georgii, z mężem, owczarkiem australijskim i górą książek, którą trudno ogarnąć wzrokiem. Zanim odważyła się przelać na papier rodzące się w niej opowieści, pracowała m.in. na ranczo w Kolorado i w szkolnej bibliotece. Kocha kawę, stare maszyny do pisania i znaczki pocztowe. Gdy nie pisze - czyta lub pracuje w ogrodzie, gdzie hoduje polne kwiaty i pomysły na swoje historie. Rzeka zaklęta to pierwsza część dylogii Żywioły Cadence.


Tytuł: Ruthless Vows. Rozdzieleni przez wojnę
Autor: Rebecca Ross
Seria: Letters of Enchantment. Tom 2
Data premiery: 19.06.2024r.
Wydawnictwo: You & YA Books
Liczba stron: 448
Ocena: 9/10

Współpraca patronacka z Wydawnictwem You & YA Books:


Czytaj dalej »

wtorek, 9 stycznia 2024

Rebecca Ross - Divine Rivals. Pojedynek bogów | Recenzja ambasadorska



Po stuleciach uśpienia bogowie znów toczą bitwy, a krucha równowaga między światami wydaje się zagrożona. Trwa wojna, od której zależą losy ludzkości, a w niej najlepszym orężem może okazać się… miłość.

Dla osiemnastoletniej Iris Winnow liczy się tylko rodzina, zrobi więc wszystko, by ją chronić. Ukochany brat niedawno zaginął na froncie – na wojnie toczącej się między dwojgiem bogów - a bezrobotna matka topi smutki w butelce. Teraz to na Iris spoczął ciężar utrzymania domu, dlatego dziewczyna stara się o pracę felietonistki w „Oath Gazette”, najpoczytniejszej gazecie w mieście. Poznaje tam Romana Kitta, ambitnego, przystojnego i aroganckiego młodego mężczyznę, który również pragnie tej posady.

Są jak ogień i woda: ona, uboga dziewczyna, która walczy o przetrwanie; on, wykształcony syn bogatych rodziców, któremu niczego nie brakuje.

Sytuacja w domu Iris jest coraz trudniejsza – z tęsknoty i rozpaczy dziewczyna zaczyna pisać do brata listy. Nie wie jednak, dokąd je wysłać, dlatego wkłada je do szafy. A one - w magiczny sposób - trafiają w ręce redakcyjnego rywala nastolatki. Między dwojgiem dziennikarzy rodzi się nieoczekiwana więź. Czy sprawi ona, że ich wzajemne antagonizmy zejdą na drugi plan?


Nie umiem ująć słowami, jak przepiękna, poruszająca i zapadająca w serce jest ta książka. O Divine Rivals słyszałam wiele, zapewne jak my wszyscy, ale nigdy bym się nie spodziewała historii tak cudownej, że po jej skończeniu czułam się tak, jakbym już na zawsze zostawiła razem z nią cząstkę mojej duszy. Historii pełnej emocji, poruszającej bolesną tematykę wojny, śmierci i rozstań, ale zawierającej w sobie też odrobinę magii, która nadaje jej tym bardziej specjalnego znaczenia. Historii o dwóch duszach, które odnalazły się pomimo przeciwności, dzielących ich kilometrów i uprzedzeń.

Dwie osoby z dwóch zupełnie różnych światów i jedno magiczne połączenie, które zmieni wszystko. Iris to uboga dziewczyna, która pracuje w lokalnej gazecie, aby mieć za co jeść i wesprzeć swoją matkę, która topi smutki w alkoholu. Na swojej starej maszynie do pisania pisze listy do brata, który od miesięcy przebywa na wojnie, i chowa je w szafie z nadzieją, że któregoś dnia dostanie odpowiedź. Listy znikają bez śladu do czasu... aż któregoś dnia otrzymuje pierwszą tajemniczą wiadomość. Dziewczyna nie jest świadoma, że listy trafiają prosto w ręce jej przystojnego, aczkolwiek irytującego rywala z pracy. Roman od miesięcy walczy z nią o najlepszą posadę oraz najlepsze tematy artykułów. Odpisując na listy dziewczyny tęskniącej za bratem, nie spodziewa się tego magicznego połączenia, które ich do siebie zbliży. Wtedy jednak w życiu Iris przydarza się tragedia i dziewczyna nie mając już nic do stracenia, postanawia stawić czoło wojnie i wyjeżdża z miasta, zabierając ze sobą jedynie swoją maszynę...

Łatwo byłoby określić tę książkę jedynie wymienieniem paru głównych motywów, ale uwierzcie mi, ta historia to zbiorowisko przepięknych momentów, cytatów zapadających w serce i przemyśleń na temat życia, których nie sposób ująć słowami. Co chwilę coś zaznaczałam, coś pisałam, a niektóre słowa trafiły do najczulszych strun mojej duszy, przytłaczając mnie ich intymnością, wrażliwością i prawdziwością. Pomiędzy stronicami historii o miłości, która rozwija się pomimo tragizmu wojny i straty, autorka przytacza prawdziwe mądrości na temat odwagi, smutku, żałoby, własnego miejsca na świecie, naszych najskrytszych pragnień i obaw. Jej słowa uzależniają, bo w tak piękny sposób ujmują myśli, na które najczęściej nam po prostu brakuje słów.

Iris i Roman to bohaterowie, którzy zostaną ze mną na długo. Iris, ze swoją samotnością i bólem straty, której nikt poza nią nie rozumie. I Roman, który na pierwszy rzut oka ma wszystko, ale tak naprawdę tonie w echu oczekiwań jego rodziny, od której nie może się odwrócić. Motyw listów pozwala nam poznać tych bohaterów na zupełnie innym, głębszym poziomie. Bez barier w postaci uprzedzeń, dumy, oczekiwań. Są tylko ich słowa na papierze, ich wyznania, marzenia, najgłębsze obawy, pragnienia. Odkrywają w sobie bezpieczną przystań i zrozumienie, jakiego nie okazał im jeszcze nikt w całym ich życiu, nawet pomimo dzielących ich kilometrów i różnic.

Dziejąca się w tle wszystkiego wojna nie jest tylko dodatkowym fantastycznym elementem tej historii, ale przede wszystkim surowym i ciężkim do przełknięcia spojrzeniem na prawdę. Wylałam wiele łez, czytając o otaczających bohaterów chwilach grozy, nieuchronnej śmierci i ciągłego strachu o to, że niewinne życia zostaną stracone. Ale też byłam wdzięczna za każdy moment piękna, który pozwalał nam odetchnąć i przypomnieć sobie, że życie jest pełne wzlotów i upadków, szczęścia i smutku, bo tak naprawdę jedno nie może istnieć bez drugiego. I że nie ma nic złego w szukaniu radości w cięższych chwilach.

Ta historia pochłania bez reszty od pierwszej strony, a potem tylko coraz mocniej zakorzenia się w sercu czytelnika. I chociażbym próbowała, nie dam rady opisać, jak wiele emocji czułam, gdy ją czytałam. Tę historię trzeba po prostu przeżyć. Poczuć ją, doświadczyć, zjednoczyć się z bohaterami. Bo myślę, że to tego typu powieść, która pochłonie bez reszty nawet tych czytelników, którzy na ogół nie sięgają po fantastykę - tym bardziej, że ma do zaoferowania o wiele więcej. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż napisać wam, że koniecznie ją musicie przeczytać.


Autorka powieści fantasy dla nastolatków i dorosłych. Mieszka u podnóża Appalachów, w północno-wschodniej Georgii, z mężem, owczarkiem australijskim i górą książek, którą trudno ogarnąć wzrokiem. Zanim odważyła się przelać na papier rodzące się w niej opowieści, pracowała m.in. na ranczo w Kolorado i w szkolnej bibliotece. Kocha kawę, stare maszyny do pisania i znaczki pocztowe. Gdy nie pisze - czyta lub pracuje w ogrodzie, gdzie hoduje polne kwiaty i pomysły na swoje historie. Rzeka zaklęta to pierwsza część dylogii Żywioły Cadence.


Tytuł: Divine Rivals. Pojedynek bogów
Autor: Rebecca Ross
Seria: Letters of Enchantment. Tom 1
Data premiery: 10.01.2024r.
Wydawnictwo: You & YA Books
Liczba stron: 352
Ocena: 10/10

Współpraca ambasadorska z Wydawnictwem You & YA Books:


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia