czwartek, 28 marca 2019

Penelope Bloom - Jego Banan


Mój szef lubi jasne zasady, jednej z nich nikt nie śmie złamać… Chodzi o jego banana. Poważnie. Facet jest uzależniony od potasu. Oczywiście, to ja po niego nieopatrznie sięgnęłam. Technicznie rzecz ujmując, wsadziłam go sobie do ust. Co więcej przeżułam… a nawet połknęłam. Taaak, wiem. Niedobra, niedobra dziewczynka. I wtedy go zobaczyłam. Wierzcie mi lub nie, ale to, że właśnie dławiłam się jego bananem, raczej nie zrobiło na nim najlepszego wrażenia.

Zacznijmy jednak od początku. Zanim miałam czelność sięgnąć po należącego do milionera banana, dostałam swoje pierwsze ważne zlecenie jako reporterka. I wyjątkowo nie było to jak zwykle byle jakie zadanie, wyskrobki z dna garnka, których nikt nie chciał. Nic w stylu przepytywania śmieciarza o jego ulubione rejony miasta, czy pisania o wielkiej wadze zbierania psich kup z trawników i placów. Nie. Nic z powyższych, dziękuję bardzo. To był prawdziwy przełom w mojej karierze. Szansa, by udowodnić, że nie jestem żadną nieudolną, niezdarną, przyciągającą pecha, chodzącą katastrofą. Wchodziłam w środowisko biznesowe – miałam zinfiltrować Galleon Enterprises, by potwierdzić zarzuty o korupcję.

Tu wchodzi podkład muzyczny z Jamesa Bonda.

Wreszcie byłam na właściwym miejscu. Jedyne, co musiałam zrobić, to zdobyć posadę stażystki i zdemaskować Bruce’a Chambersona. Starając się nie zwracać uwagi na to, że facet wygląda jak wyrzeźbiony w płynnym kobiecym pożądaniu, a inni mężczyźni po prostu muszą przy nim kwestionować swoją seksualność. To się musiało udać. Bez żadnych katastrof. Zero fuszerki. Weź się w garść, skup się! – na mniej niż godzinkę.

Przenieśmy się teraz do sali konferencyjnej. To tutaj znajdziecie mnie przed tą doniosłą, kluczową dla mojej kariery rozmową. Z bananem w dłoni. Podpisanym jego imieniem. Już za chwilkę on pojawi się w drzwiach i zobaczy mnie ze zdradzieckim żółtym dowodem mojej winy. A kilka sekund później zdecyduje się… mnie zatrudnić. Tak, wiem. Ja też nie uznałam tego za dobry znak.

Zazwyczaj to swoimi słowami staram się przybliżyć wam fabułę danej książki, ale tym razem postanowiłam, że pozostanę przy blurbie od wydawcy. A dlaczego? Otóż to właśnie on sprawił, że zapragnęłam tę książkę przeczytać. Nie oszukujmy się, dwuznacznej okładki tej książki raczej nie można odebrać na poważnie i zapewne wielu odbiorców po prostu rzuci na nią okiem i raczej jej podziękuje. Z drugiej jednak strony banan na okładce i ten tytuł przyciągają uwagę przynajmniej na tyle, aby sprawdzić opis. No bo ile takich książek znajdziecie? Ja jeszcze nigdy nie widziałam książki z wielkim bananem na okładce. O tej książce zrobiło się dość głośno, bo zapowiadała się przezabawna, lekka lektura. Ale jak było w rzeczywistości?

Główna bohaterka, Natasha, to urodzona ciamajda, potrafiąca nawet potknąć się o własne nogi. Jest roztrzepana, ciągle się spóźnia, a na dodatek ledwo wiąże koniec z końcem. Pracuje w Nowym Jorku jako dziennikarka w mało prestiżowej firmie, gdzie ciągle dostaje mało ważne, z lekka poniżające zlecenia. Gdy nadarza się okazja zyskania w oczach swojego szefa i zdobycia pieniędzy, zgadza się na zlecenie, które ma polegać na wywęszeniu brudów w firmie jednego z najbardziej wpływowych biznesmenów w mieście. Pod pretekstem zdobycia stażu udaje się do firmy, ale przez swoją nieuwagę i roztrzepanie już od razu udaje się jej rozwścieczyć swojego potencjalnego szefa. Głodna znajduje w jednej z sal banana i go zjada, nie zauważając wielkiego napisanego imienia na jego skórce, co zauważa Bruce, jeden z właścicieli firmy, a wkrótce także jej szef. W firmie jedną z najważniejszych, respektowanych przez wszystkich zasad, jest zakaz dotykania banana szefa, który przykłada dużą wagę do swojej diety. Gdy zostaje on złamany przez niczego nieświadomą stażystkę, Bruce postanawia ją zatrudnić - tylko po to, by za karę złamać ją i zmusić do odejścia.

Była katastrofą dla mojej perfekcji, stalową kulą, która przebije każdą starannie wzniesioną ścianę i poczucie bezpieczeństwa, jakie budowałem przez całe życie. Była absolutnie w stu procentach dla mnie szkodliwa, a mimo to wciąż jej nie zwolniłem. I wiedziałem, że tego nie zrobię.

Można by pomyśleć, że o co takie halo, to tylko banan, a facet ma na jego punkcie obsesję. Nikt nie może go dotykać, patrzeć, a już na pewno, nie daj Boże, go zjeść. Ma być idealnie dojrzały i duży. Nie zielony, nie przejrzały. Zjedzony o idealnej porze dnia. Ale właśnie o to chodzi w humorze tej książki - jest trochę zbyt naciągany, a przez to wszystkie sytuacje są komiczne i nie da się na nich nie śmiać. Polubiłam dwójkę bohaterów z łatwością, Natashę za jej niezdarność (no bo kto nie zauważa wielkiego czarnego napisu na bananie?) i pewną niewinność, a Bruce'a za... za jego miłość do bananów. Żeby nie było, że facet to wariat, jego poważne podejście do bananów wywodzi się z tego, że prowadzi on bardzo uporządkowane życie, ma swoją rutynę, której nie lubi zmieniać. Jest pracoholikiem, który prowadzi firmę ze swoim mniej rozważnym bratem bliźniakiem, Williamem. Nie chodzi na randki, nie zabawia z kobietami, a wszystko za sprawą tego, co wydarzyło się w przeszłości. Teraz stał się człowiekiem chłodnym, zamkniętym, wykonującym pewne czynności jak robot, nie dopuszczającym do siebie nikogo. To było takie odświeżające, kiedy główny bohater wreszcie nie był portretowany na kobieciarza, który lata za każdą chętną kobietą - bo przyznam szczerze, przejadł mi się już ten motyw. Co prawda facet jest atrakcyjny, bogaty i przyciąga wzrok kobiet, ale sam nie mógłby być bardziej zamknięty na świat zewnętrzny.

- [...] Twoje składniki odżywcze muszą być do bani, ponieważ chyba nigdy nie widziałam cię w dobrym humorze, poza tym jednym razem kiedy mnie zmacałeś.
[...]
- Nie zmacałem cię. Próbowałem zetrzeć kawę z twojej bluzki, żeby nie zostały plamy.
- Oczywiście. I po prostu zacząłeś od piersi.
- Były... Najbliżej mojej ręki.

Cała istota tej historii polega właśnie na tym, że Natasha jest w jego życiu jak tornado. Wprowadza zamęt, sprawia, że jego poukładany świat zostaje zburzony, wzbudza w nim więcej uczuć, niż jest w stanie zrozumieć, a jednak swoją nieporadnością, niezręcznością i niezdarnością coraz bardziej zapada w jego sercu. Gdy pojawia się w jego życiu, oczywiście nie zaczyna się między nimi najlepiej - Bruce jej nie cierpi i pogardza, stara się jej dokuczyć i poniżyć na wiele różnych sposobów, aby w końcu odeszła z płaczem z jego firmy, ale zaskakuje go tym, że potrafi mu się postawić, a nawet zabawić w jego własną grę. Gdy wybucha między nimi pewnego rodzaju wojna na żarciki, z czasem bohaterowie zdają sobie sprawę, że jest między nimi niewiarygodna chemia. Bardzo podobała mi się ich relacja, bo chociaż jest to erotyk i oczywiście mamy tu dużo scen łóżkowych, to Bruce i Natasha rozwijają także mocną przyjaźń i otwierają się na siebie na sposoby, na które nawet by się nie spodziewali. Ich żarty, przekomarzania i drażnienie się były zabawne, a romantyczne sceny słodkie i urocze.

Łatwiej podejrzewać obcą osobę o najgorsze, niż zadać sobie trud poznania prawdy.

Przez "Jego Banana" się wręcz płynie, książka jest bardzo króciutka, a jednak nie męczy, ani nie nudzi, bo bohaterowie swoimi docinkami, poczuciem humoru utrzymują lekki ton. Książkę przeczytałam w jeden wieczór i bardzo pomogła mi się odstresować, więc nada się idealnie tym, którzy szukają błyskotliwej, seksownej, lekkiej historii romantycznej. Jasne, nie jest to nic nowego, ani oryginalnego, historia Bruce'a i Natashy tak naprawdę niczym się nie wyróżnia, ale kim ja jestem, żeby narzekać? Każdy z nas od czasu do czasu potrzebuje chwili dla siebie z przyjemną, niewymagającą książką, a ta zabawna historia nada się do tego idealnie.
PENELOPE BLOOM - Bestsellerowa autorka według "USA Today", jedna z 5 najpopularniejszych autorek na Amazonie! Kocha pisać o takich romansach, jakie sama chciałaby przeżyć. Podobają jej się mężczyźni o grzesznych myślach i złotym sercu skrzętnie za nimi ukrytym. Żeby na poważnie zająć się pisaniem, porzuciłam pewny etat nauczycielki. Zawsze marzyła o tym, by zostać pisarką, i w końcu postawiła wszystko na jedną kartę, by udowodnić swoim córko, że nie ma rzeczy niemożliwych ani marzeń zbyt wielkich i śmiałych - niezależnie od tego, co mówią nam inni. Wszystkie bezsenne noce, fale zwątpienia i ataki lęku warte były tego, by stać się żywym dowodem na to, że chcieć znaczy móc. Pisanie okazało się dla Penelope niezwykłą podróżą, w trakcie której odkrywała siebie i swój niepowtarzalny styl.


Tytuł: Jego Banan
Autor: Penelope Bloom
Seria: Obiekty Pożądania. Tom 1
Tytuł w oryginale: His Banana
Data premiery: 13 marca 2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 254
Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros!




7 komentarzy:

  1. Nie planuję lektury tej książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w trakcie czytania i na razie mi sie podoba :D
    Pozdrawiam, Pola https://czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że całość ci się spodoba! :D

      Usuń
  3. Nie powiem, tytuł mnie ogólnie zniechęcił bym spojrzała na opis książki, a tu tym czasem omija mnie fajna zabawa :D Będę musiała nadrobić :D
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim, dziękuję doktorowi Агбазаре za to, że oddał mi mojego ukochanego w ciągu 48 godzin. Nie mam nic do powiedzenia, jak tylko podziękować i powiedzieć, że jestem szczęśliwy.. Moja ukochana traktuje mnie lepiej, i spędza większość swojego czasu ze mną teraz mówi mi, jak bardzo mnie kocha, niż kiedykolwiek wcześniej.. Jeśli masz jakiekolwiek problemy ze swoim kochankiem, skontaktuj się z lekarzem Агбазарой e-mail: ( agbazara@gmail.com ) lub WhatsApp +2348104102662, bo on jest rozwiązaniem wszystkich problemów w relacjach

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia