sobota, 7 września 2019

Laura Thalassa - Zaraza


Przybyli na Ziemię – Zaraza, Wojna, Głód i Śmierć – czterej jeźdźcy pędzący na cztery strony świata na dzikich wierzchowcach. Zdolni zniszczyć całą ludzkość. Przybyli na Ziemię, by zakończyć nasz żywot. Kiedy Zaraza pojawia się w mieście Sary Burns, pewne jest tylko jedno – wszystkich jej bliskich i znajomych czeka śmierć. No, chyba że ktoś powstrzyma przystojnego jeźdźca. Szkoda tylko, że tym kimś okazała się Sara i nikt nie uprzedził jej, że Zarazy nie można zabić… W tej chwili ciągle żywy i bardzo wkurzony jeździec więzi ją, pragnąc jej cierpienia. Jednak im dłużej przebywa w jej towarzystwie, tym dziwniejsze są jego uczucia do niej... a jej do niego. Sara wciąż może uratować świat, ale żeby to zrobić, będzie musiała wiele poświęcić…

Nie jestem zwolenniczką fantasy i tak naprawdę bardzo rzadko sięgam po coś z tego gatunku, tym razem jednak skusił mnie opis książki i przepiękna okładka. Chciałam też pewnej zmiany, czegoś nowego, czego jeszcze nie czytałam. Wizja apokalipsy, końca świata to wbrew pozorom nie tak daleka przyszłość człowieka. Nie sądziłam, że historia fantasy da mi tak do myślenia, no bo przecież to tylko fikcja. Nieprawda. Wymysł autorki. A jednak historia jeźdźcy, który kara ludzi za niszczenie świata dała mi do myślenia na wiele sposobów, o których nawet bym nie pomyślała.

Świat staje do góry nogami, kiedy pewnego dnia na Ziemię przybywają Zaraza, Wojna, Głód i Śmierć. Czterej jeźdźcy, zwiastun Apokalipsy i końca świata. Gdy Zaraza pojawia się w mieście Sary Burns, kobieta wie, że musi się poświęcić i zabić potwora nie z tego świata, aby ochronić innych ludzi, swoją rodzinę i przyjaciół. Ktoś musi go powstrzymać. Niestety nikt jej nie uprzedził, że jeźdźca jest nieśmiertelny i nie zabije go nawet podpalenie żywcem. Po nieudanej próbie morderstwa Zaraza więzi ją i kara ogromnym cierpieniem. Zabiera ją ze sobą, aby roznosić zarazę po świecie, podróżując na swoim białym koniu. Zdegustowana i wściekła Sara robi wszystko, aby powstrzymać Zarazę, który wbrew jej woli coraz bardziej zaczyna się jej podobać. Wkrótce okaże się jednak, że być może jedynym sposobem, aby przerwać zadanie Zarazy jest miłość. Ale jak pokochać kogoś, kto bez chwili zawahania wybija ludzkość? Jak pokochać kogoś, kto nawet nie jest człowiekiem? Jak pozwolić sobie na miłość do kogoś, kogo pragniemy najmocniej na świecie, a kto jest nam absolutnie zakazany?

To nie pożądanie czuję, droga Saro. I mam nadzieję, że jesteś tym choćby w połowie tak przerażona, jak ja. 

Ta książka już od razu zainteresowała mnie tym niecodziennym pomysłem na fabułę. A już zwłaszcza, że mamy tu do czynienia z wyraźnym syndromem Sztokholmskim - romansem między porywaczem, a jego ofiarą. Między potworem, a jego niedoszłą morderczynią. Prawdopodobnie nie każdemu ta historia przypadnie do gustu. Jest wiele rzeczy, które mogą się tutaj czytelnikom nie spodobać i ja to w stu procentach rozumiem. Tak naprawdę wszystko zależy jednak od spojrzenia na pewne sytuacje. Od tego, czy uważamy, że ludzie zasługują na ocalenie, czy może jednak na Apokalipsę?

Tutaj największą tajemnicą była postać Zarazy. No bo to nie jest człowiek, a jednak przybiera wszystkie człowiecze cechy. Jest niezwykle atrakcyjny, piękny i wręcz anielski. Nie można go zabić, a jednak odczuwa ból i cierpienie. Nie zna podstawowych zasad człowieka, nie potrafi rozróżniać emocji i uczuć, ale je odczuwa. Nie musi jeść, pić, spać, ani załatwiać swoich innych potrzeb. Z jednej strony jest to czarny charakter, który bez cienia skruchy zsyła na ludzkość zarazę, która zabija ich w ciągu kilku dni... a z drugiej łapiemy się na tym, że w pewnym momencie zaczynamy pałać do niego sympatią, a nawet mu współczuć. Ja nigdy nie miałam problemu z czarnymi bohaterami, tak naprawdę uważam, że w wielu sytuacjach takie postacie są o wiele bardziej interesujące, niż te dobre. Może i nie pochwalam jego czynów, ale z drugiej strony uważam też, że człowieczeństwo potrzebuje jakiegoś wstrząsu, zanim całkowicie zniszczy planetę, na której żyjemy. Przez jego postać kwestionowałam wszystkie swoje wartości. Zresztą przyjemnie się obserwowało jak pod wpływem Sary Zaraza nabywał coraz to więcej cech człowieka. Jak uczył się wszystkiego i zmieniał. A nawet uczył, że być może ludzkość wcale nie jest taka zła.

Kiedy mnie ignorujesz, spala mnie niepokój i czuję, jakby słońce odwróciło się od tego świata. Kiedy się do mnie uśmiechasz, kiedy patrzysz na mnie, jakbyś była w stanie dostrzec moją duszę, czuję... czuję, jakbym płonął, jakbyś to ty została powołana przez Boga, by zniszczyć mój świat.

Sara to z kolei postać, która przechodzi przez naprawdę wiele i podziwiam ją, że nie zatraciła w tym wszystkim swojego ducha. Po nieudanej próbie morderstwa kogoś, kto rozsiewa śmiertelną chorobę po całym świecie, zostaje jego więźniem. Zaraza karze ją na wiele okrutnych sposobów, a jednak nie pozwala jej umrzeć. Kobieta jest świadkiem śmierci tysięcy ludzi, trzyma za rękę dziesiątki umierających i stara się im pomóc, mimo, że nie ma dla nich żadnej pomocy. Jednocześnie walczy z tym, że Zaraza zaczyna się jej podobać, że podoba jej się jego troska. Wielu zada sobie pewnie pytanie "Jak można zakochać się w kimś takim?". Dobre pytanie, bo nawet sama Sara sobie je zadaje. I obserwowanie jej zmagań i kryzysu było niezwykle interesujące. Bo wbrew pozorom w tej historii nic nie jest czarno białe.

Wbrew pozorom, chociaż jest to książka paranormalna, to wątek miłosny wychodzi tu na prowadzenie. Historia skupia się głównie na relacji Sary i Zarazy, i chociaż mi to absolutnie nie przeszkadzało, to zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy podzielą moje zdanie. Zanim jednak skreślicie tę książkę z powodu pokręconej relacji między głównymi bohaterami, uwierzcie mi na słowo, że to wszystko ma głębsze dno, a sam bohater pod koniec zostaje w pełni odkupiony. 

Czuję, jakbym przeżyła już sto różnych żywotów, a każdy okropny i krwawy. Chyba to właśnie robi z człowiekiem ból - postarza duszę.

Historia miłosna Zarazy i Sary jest mroczna, pokręcona, pod każdym względem nienormalna i zła... a jednak jednocześnie tak właściwa i piękna. Ale przecież nie wybieramy, w kim się zakochujemy. A wbrew wszystkiemu, miłość Zarazy i Sary zmieniła ich oboje pod wieloma względami. Czy na dobre? To pozostawię wam do odkrycia. Niewiele mamy innych bohaterów poza naszymi głównymi, a jeśli już są, to pojawiają się naprawdę epizodycznie. Mimo wszystko udaje im się wnieść coś do historii i nie są tam po nic. A to sprawia, że książka jest jeszcze lepsza.

"Zaraza", mimo tego, że jest historią o katastrofie człowieczeństwa, tak naprawdę przynosi wiele śmiechu i słodyczy. Oczywiście nie zawsze, bo niektóre momenty są mroczne, ciężkie i przykre. Ale ten świat wciąga niesamowicie i nie daje o sobie zapomnieć. Bardzo przyjemny, lekki styl pisania autorki tylko sprawia, że od historii nie da się oderwać. Owszem, może trochę za bardzo autorka skupiła się na romansie między bohaterami, ale uważam, że można na to przymknąć oko. Zwłaszcza, że cała ta historia o Apokalipsie naprawdę daje do myślenia.

LAURA THALASSA - znaleziona za młodu w lesie, Laura Thalassa wychowywana była przez elfy, została porwana przez wilkołaki i oddana wampirom w ramach spłaty stuletniego długu. Dwukrotnie została przywrócona do życia i zbudzona z wiecznego snu dzięki pocałunkowi prawdziwej miłości. W tej chwili żyje szczęśliwie ze swoim nieumarłym księciem w zamku w lesie... czy coś w tym stylu. Kiedy nie pisze, Laura pałaszuje guacamole, gromadzi czekoladę, przygotowując się na apokalipsę, lub leży zwinięta na kanapie z dobrą książką.


Tytuł: Zaraza
Autor: Laura Thalassa
Tytuł w oryginale: Pestilence
Data premiery: 3 lipca 2019
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 424
Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.




4 komentarze:

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia