Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren Asher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren Asher. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lutego 2026

Lauren Asher - Miłość na pokaz


Lily
 
Założenie konta w aplikacji randkowej miało mi pomóc znaleźć drugą połówkę. Udało się… przynajmniej na początku. W końcu zorientowałam się, że mężczyzną, z którym pisałam i w którym powoli zaczęłam się zakochiwać, jest nie kto inny jak wróg publiczny numer jeden całego Lake Wisteria, Lorenzo Vittori.

Moja siostra go nienawidzi. Matka każe mi na niego uważać. A ja? Ja wchodzę prosto w pułapkę uczuć, po czym unikam go przez cały kolejny rok.

Kiedy mój biznes zaczyna mieć problemy, jestem zmuszona dołączyć do drużyny Lorenza. Mam pomóc mu wygrać wybory na burmistrza Lake Wisteria, a on w zamian ochroni moją kwiaciarnię. Problem w tym, że powoli przestaje mi to wystarczać.

Lorenzo
 
Pięć miesięcy. Dwoje „zakochanych w sobie” ludzi. Jeden fałszywy związek z datą ważności. Nie brzmi to skomplikowanie… jednak problem w tym, że mnie i Lily Muñoz łączy wspólna historia.

Powinienem był odrzucić ten pomysł. Aranżowana relacja z kobietą, do której czuję więcej, niż chciałbym przyznać, to przepis na katastrofę. Mimo to zgadzam się na jej propozycję, bo od Lily zależy moja polityczna przyszłość.

Tylko co, jeśli z czasem ta miłość przestanie być jedynie na pokaz?


Miłością na pokaz oficjalnie żegnamy Lake Wisteria (a przynajmniej na ten moment, bo autorka zdaje się nie stawiać definitywnej kropki na tym uniwersum), ale czy autorce udało się utrzymać poziom poprzednich dwóch tomów? Z pewnością buduje napięcie już od dłuższego czasu, bo Lily i Lorenzo zdołali zwrócić uwagę niejednej osoby chociażby w Miłość między wersami. Niestety, dla mnie najlepsza w ich historii była właśnie ta obietnica wszystkiego, co miała nam zaoferować - bo rzeczywistość okazała się być z lekka rozczarowująca.
 
Gdy Lily dostaje informację, że może utracić jej ukochaną kwiaciarnię, jej jedyną pozostałą pamiątkę po zmarłym tacie, pragnie zrobić wszystko, aby nie trafiła ona w ręce obecnego burmistrza, który omamił swoimi obietnicami większość miasteczka. Problem jest taki, że jej drugą opcją jest wcale nie lepszy, choć odrobinę bardziej akceptowalny, Lorenzo Vittori - facet, którego poznała rok temu na aplikacji randkowej, który skradł jej serce i je okrutnie złamał. Nikt nie zna ich historii i tak musi pozostać, a jednak startujący na burmistrza Lorenzo potrzebuje pomocy, aby uratować swój wizerunek w oczach mieszkańców miasteczka, a Lily jest ulubienicą Lake Wisteria... więc proponuje udawać jego dziewczynę, aby lekko złagodzić jego osobę. To ma być tylko układ na kilka miesięcy, w którym tym razem nie ma miejsca na uczucia, ale okazuje się, że udawanie związku z osobą, o której nie przestaje się myśleć, to pierwszy krok prowadzący do nieuniknionego wybuchu... 

Jeśli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to pewnie kojarzycie akcję z udawaniem związku, w jaką Lorenzo i Lily się wpakowali na potrzeby kampanii na burmistrza, w której bierze udział Lorenzo. W rzeczywistości ich historia zaczyna się rok wcześniej - kiedy zostają sparowani na aplikacji randkowej, co, jak można się domyślać, nie ma szczęśliwego zakończenia. Nikt nie ma o tym pojęcia, zresztą oni sami unikają tego tematu jak ognia... co jest początkiem mówiącym wszystko o ich relacji i tego, jak bardzo frustrująca przygoda nas czeka.

Jeśli, tak jak ja, mieliście nadzieję na akcję pełną wspaniałego napięcia i wyczekiwania, aż z udawania krok po kroku zacznie rozwijać się między nimi coś prawdziwego, z tak lubianą przeze mnie dawką tego małomiasteczkowego chaosu, to muszę was niestety rozczarować. Jasne, ta historia ma swoje zabawne i słodkie momenty, ale zabrakło w niej serca, za które tak pokochałam poprzednie tomy. A zwłaszcza zabrakło lepszego pomysłu na to, jak dobrze poprowadzić wątek Lorenzo i Lily, aby nie było nudno i przewidywalnie.

Ta dwójka jest mistrzami unikania rozmów o uczuciach, a Lorenzo w szczególności. Poznajemy ich w końcu trochę lepiej i - któż by się spodziewał - ten facet, którego właściwie nikt w Lake Wisteria nie lubi, niesie na swoich barkach traumę, która każe mu się od wszystkich trzymać z daleka, a zwłaszcza od Lily. Pragnie jedynie pomszczenia rodziców i wygrania posady, która mu w tym pomoże. I szczerze mówiąc, jestem już zmęczona tą samą kreacją poszkodowanych przez los facetów, którzy w rzeczywistości zachowują się jak zwyczajne dupki, ale ich zachowanie zawsze jest tłumaczone tragicznym dorastaniem. 

Lorenzo jest tego klasycznym przykładem. Rozumiałam go, współczułam mu, a jednocześnie nie znosiłam go za to, jak przez większość czasu zachowywał się wobec Lily. Ciągle przeczył swoim słowom, a te nieprawidłowości, a raczej słaba kreacja jego osobowości, mnie strasznie frustrowały. Ciągle krążymy pomiędzy jego sesjami użalania się nad sobą, powtarzania, że nie może się do Lily zbliżyć, bo nie chce jej wykorzystać... po czym dokładnie to robi. Bo niby czym jest to udawanie związku? Czy wyszło to od niej, czy nie, sam się niejednokrotnie przyznaje, że związek z nią jest idealną drogą do jego celu. Jest jednym z tych partnerów, którym nigdy bym nie zaufała, gdyby nadeszły trudniejsze chwile wystawiające związek na próbę. Jego przeszłość pomaga mi go zrozumieć, ale nie jest wytłumaczeniem dla jego krzywdzących reakcji i ciągłych ucieczek.

Wątki jego pragnienia zemsty i strachu przed otwarciem się na miłość byłyby świetnym emocjonalnym pokładem dla rozwoju jego postaci, gdyby autorka nie wykorzystywała ciągle jego problemów dla nakręcania kolejnych dramatów między nim, a Lily. Zamiast ukazać zachodzące w nim zmiany, wszystko ładnie rozwija się w ostatnich kilku rozdziałach, jakby autorka naprędce chciała w końcu uratować jego wizerunek i udowodnić nam, że on i Lily są sobie pisani. A czy to nie Lorenzo powinien udowadniać, że na nią zasługuje i że nie tylko dla niej, ale przede wszystkim dla siebie, postara się zmienić i nauczyć prosić o pomoc?

Tym bardziej frustrowało mnie to, że to Lily jest głównym powodem, dlaczego ten związek ma w ogóle szansę zaistnieć po tylu turbulencjach. To ona za nim biega i próbuje go czynami przekonać do tego, że powinni być razem naprawdę. Są rzeczy, które można uznać za romantyczne, ale niestety stawiam kropkę przy oddawaniu swego serca osobie, która raz za razem będzie je łamać i odmówi pomocy. To przepis na katastrofę i związek, który szybko przestanie być zdrowy. Chciałam ją polubić jako bohaterkę, ale czasami miałam ochotę nią po prostu mocno potrząsnąć - w porównaniu z Delilah i Ellie wypada bardzo przeciętnie.

Rozczarował mnie też element udawania związku, bo tak naprawdę "udawanie" mamy tylko w nazwie, bo książkę w końcu zaczynamy, gdy Lily i Lorenzo już coś do siebie czują. Zamiast rozwinąć lepiej ten element i powiązać go z wątkiem Lorenzo, który stara się o posadę burmistrza Lake Wisteria - może nawet wplątać w to całą resztę miasteczka, bo tego elementu też mi bardzo brakowało - autorka sprowadza wszystko do paru powtarzalnych "udawanych" randek i dziwnych pokazów maczo Lorenzo w starciu z synem obecnego burmistrza, którego łączy z Lily historia i oczywiście pojawia się czasami tylko po to, by rzucić jakimś głupim komentarzem. To zagrania rodem z Wattpada, przez które miałam jedynie ochotę przewracać oczami.

Miłość na pokaz miała więc predyspozycje stać się świetną książką, ale niestety nie wykorzystała tego potencjału. Ja sama najlepiej bawiłam się na tych momentach, kiedy pojawiali się Delilah z Julianem, a w głos śmiałam się podczas scen z Manny'm w roli głównej, który jest wspaniałym dodatkiem. Lily i Lorenzo nie są oczywiście najgorszą parą, mają dobrą chemię i parę dobrych momentów, ale oczekiwałam więcej, a dostałam niewiele. A szkoda, bo bardzo polubiłam tę serię i miałam nadzieję, że autorka zakończy ją z przytupem. Zamiast tego kończę ją z poczuciem niedosytu i lekkiego rozczarowania.



LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Miłość na pokaz
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: Love Arranged
Seria: Lakefront Billionaires. Tom 3
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 576
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Lauren Asher - Moja zimowa miłość



Catalina

Nikt nie może być bez przerwy tak szczęśliwy jak Luke Darling. Irytująco przyjazny i frustrująco troskliwy lekarz jest uwielbiany przez wszystkich wokół, jednak ja nie jestem do niego przekonana. Bo przecież gdzieś musi skrywać jakieś wady…

Dotąd trzymałam się od Luke’a z daleka, ale teraz nasi najbliżsi biorą ślub. Dlatego zamierzam dzielnie znieść jego obecność na świątecznym weselu mojej siostry i wyjechać z Lake Wisteria na początku Nowego Roku. Co może pójść nie tak?

Luke

Większość mieszkańców naszego miasteczka nazywa Catalinę Martinez królową lodu, ale nawet ona ma jakąś temperaturę topnienia. Po prostu jeszcze nie odkryłem, jaka to wartość w jej przypadku.

Im więcej czasu z nią spędzam, tym bardziej pragnę znów wywołać uśmiech na jej pięknej twarzy. Namówienie na randkę trzymającej się od wszystkich na dystans Cataliny byłoby bożonarodzeniowym cudem, jednak jestem gotowy spróbować. Nawet jeśli ostatecznie ona wyjedzie, a ja tu zostanę.


Nie nazwałabym się największą fanką twórczości Lauren Asher, ale jej seria Lakefront Billionaires, małomiasteczkowa seria, która dzieje się w Lake Wisteria, skradła w tym roku moje serce. Kiedy więc dowiedziałam się o istnieniu tej świątecznej opowieści, która również ma miejsce w tym małym miasteczku, wiedziałam, że muszę ją przeczytać - nawet pomimo tego, że ja ogólnie nie przepadam za nowelkami, w szczególności świątecznymi. I chociaż teoretycznie powinna ona odhaczyć wszystkie najważniejsze punkty, jakie powinna mieć dobra świąteczna historia... w praktyce niestety była to jedna ze słabszych.

Catalina, podróżująca po całym kraju pielęgniarka, powraca do rodzinnego miasteczka na ślub swojej siostry. Stara się zdusić w zarodku całą niezręczność związaną z tym, że panem młodym jest jej były i naprawić swoją relację z siostrą, która w ostatnich miesiącach stała się bardzo napięta. Oznacza to też trzymanie się z dala od facetów z Lake Wisteria przez najbliższy miesiąc, w szczególności od drużby pana młodego, Luke'a Darlinga - miejscowego lekarza, którego wszyscy uwielbiają. Catalina zresztą w ogóle nie wierzy w jego fasadę dobrego faceta. Luke ma natomiast inne plany: pragnie za wszelką cenę przebić się przez lodowe mury, jakie Catalina wokół siebie wzniosła i przekonać ją do randki. W końcu święta to czas cudów, prawda?

Sięgając po świąteczne opowieści zazwyczaj moim celem jest znalezienie ciepłej i klimatycznej historii, która umili mi świąteczny czas. Niestety pierwszym powodem, dlaczego Moja zimowa miłość mi nie podeszła jest właśnie to, że jest ona mało świąteczna. Być może dlatego, że ten aspekt przyćmiewają przygotowania do ślubu siostry Cataliny. Podobały mi się wszystkie rodzinne tradycje, które pozwalają nam poznać lepiej portorykańską kulturę, ale można to było w takim razie przedstawić w innym czasie, niż święta i nie zrobiłoby to większej różnicy.

Pozytywną zmianą jest natomiast postać Luke'a, który w przeciwieństwie do wszystkich innych bohaterów męskich autorki, którzy zazwyczaj są dobrze usytuowanymi miliarderami, jest zwyczajnym, miłym facetem. Jego nieśmiałość związana z tym, jak bardzo chciał, aby wyszło mu z Cataliną, była przeurocza. Catalina również była sympatyczną bohaterką, nieidealną, ale realistyczną, w szczególności biorąc pod uwagę przedziwną sytuację, w jakiej się znalazła. Myślę jednak, że ta historia wiele by zyskała, gdyby była pełną książką, gdzie lepiej moglibyśmy poznać bohaterów, bo chociaż polubiłam tę dwójkę, to nadal miałam wrażenie, że poza paroma suchymi faktami z ich życia nie poznałam ich dobrze i przez to niezbyt mi na nich zależało. A ja potrzebuję wczuć się w bohaterów, zrozumieć ich odczucia, aby w pełni zaangażować się w historię.

Wszystko chyba sprowadza się do tego, że nie przypadł mi do gustu styl pisania autorki w tej opowieści. Był bardzo uproszczony i powtarzalny, zarówno w dialogach, jak i fabularnie. Cały czas miałam wrażenie, jakbym czytała o tym samym i wkrótce straciłam zainteresowanie. Brak opisów i krótkie zdania sprawiły, że ucierpiał na tym też właśnie ten świąteczny aspekt. Nawet banter między Cataliną a Lukiem wypadł nienaturalnie i drętwo, jakbym czytała opowiadanie napisane na szybko, gdzie bohaterowie odhaczają kolejne punkty randkowania, ale nie ma w tym żadnej chemii, ani napięcia. Pod koniec czytałam tę książkę już tylko po to, aby dobrnąć do końca i mieć ją z głowy.

Moja zimowa miłość to niestety jedna z tych świątecznych opowieści, którą bym pominęła. Jest mnóstwo książek, nawet takich krótszych, na których bawiłam się lepiej i o których nie zapomnę zaraz po odłożeniu książki na półkę. Lauren Asher sprawdza się lepiej w dłuższych książkach, w których ma czas na rozwój złożonych relacji i bohaterów - tutaj wszystko wypadło bardzo płytko. Dlatego jeśli zastanawiacie się nad jej czytaniem... cóż, może być dobrą odskocznią w formie audiobooka, ale nie oczekujcie fajerwerków.


LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Moja zimowa miłość
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: My December Darling
Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 272
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

wtorek, 27 maja 2025

Lauren Asher - Miłość między wersami



Rafael

Ellie Sinclair, niania mojego syna, to beznadziejna romantyczka. Tymczasem ja, zanurzony po uszy w pracy, mógłbym zainspirować sto albumów o rozstaniach. Nie mamy ze sobą nic wspólnego, a w domu trzymamy się na dystans. Przez osiem miesięcy unikam jej – aż do naszych letnich wakacji.

Nie spodziewałem się, że spędzę tyle czasu z Ellie, a już tym bardziej, że będę cieszyć się jej towarzystwem… a nawet za nią tęsknić. Jednakże po rozwodzie poprzysiągłem sobie, że będę chronić swoje serce za wszelką cenę.

Nawet jeśli oznacza to, że po drodze zranię też ją.

Ellie

Czy jest coś gorszego niż praca dla zgorzkniałego samotnego ojca? Przyznanie się, że w liceum byłam nim, cóż, oczarowana. Na szczęście Rafael Lopez i ja zmieniliśmy się od czasu ukończenia Wisteria High. On jest miliarderem z firmą do prowadzenia i dzieckiem do wychowania. A ja? Bezrobotną autorką piosenek, oszukaną przez bliską osobę i pozbawioną marzeń.

Unikamy się aż do wakacji, które zmieniają wszystko. Granice między nami się zacierają, a dawne uczucie do Rafaela powraca ze zdwojoną siłą. Jednak bycie nianią jego syna to jedno, ale pragnienie czegoś więcej?

To brzmi jak piosenka o złamanym sercu czekająca na napisanie.




Moje początki z twórczością Lauren Asher może i były wyboiste, ale odkąd zakochałam się w "Projekt miłość", niecierpliwie czekałam na kolejny tom jej najnowszej serii. Opowiada on historię Rafaela, jego synka Nico i jego niani Ellie, których zresztą mieliśmy już okazję dobrze poznać. I choć miałam przeczucie, że to będzie dobra historia, to chyba nie spodziewałam się, że już od pierwszych stron będzie wywoływać tak wiele emocji. Autorka przeszła samą siebie, tworząc powieść wielowarstwową, ze złożonymi postaciami, z którymi odczuwamy wszystko, przez co przechodzą. Tchnęła w to miasteczko i jego mieszkańców tak wiele życia, że każda minuta z nimi spędzona była wspaniałym doświadczeniem.

Rafael samotnie wychowuje swojego synka odkąd dwa lata temu rozwiódł się ze swoją żoną. Wtedy też przysiągł sobie, że już nigdy więcej nie otworzy na nikogo swojego serca, zanurzając się w pracy i dystansując od większości ludzi w swoim życiu. Dlatego też nie może znieść obecności Ellie, niani i nauczycielki muzyki swojego syna, w jego domu. Dziewczyna jest wszędzie, gdzie tylko spojrzy, a w głębi duszy Rafael najbardziej nie znosi tego, że tak łatwo dogaduje się z jego synem, który jego samego trzyma na dystans odkąd usłyszeli diagnozę, że może niedługo utracić wzrok. Boli go każda chwila, kiedy Nico wybiera Ellie ponad niego. I nie wie, jak to naprawić. Przez osiem miesięcy egzystowali obok siebie, unikając zbędnego kontaktu. Ale kiedy jedno nieporozumienie prowadzi do tego, że Rafael prawie traci wszystko, mężczyzna zaczyna zauważać, że nie może już dłużej żyć w ten sposób. Nadchodzący urlop na Hawajach jest jego szansą, aby odbudować popsutą relację z synem... i być może odzyskać dawnego siebie, który może zaoferować coś jedynej kobiecie, która była oparciem dla jego rodziny w najtrudniejszych momentach.

Początek tej historii jest trudny. Nie w tym znaczeniu, że ciężko jest się w książkę wkręcić, bo tak naprawdę historia angażuje już od pierwszych rozdziałów, ale są one wypełnione całą masą emocji, które zaskakującą ilość razy wywołały u mnie łzy. Ci bohaterowie są tak zagubieni i wszyscy cierpią w samotności, że chociaż czasami wściekałam się na ich zachowanie, to za chwilę bolało mnie serce, gdy zdawałam sobie sprawę, co za nim stoi. Rafael jest osobą po przejściach, na każdym etapie swojego życia mierzył się z porzuceniem i zdradą ze strony osób, którym zaufał, nic więc dziwnego, że ciężko jest mu to zrobić ponownie. W końcu ile razy jedno serce może zostać złamane? I chociaż bywały na początku chwile, gdy mnie frustrował, to możliwość przeczytania o tych jego cięższych momentach tym bardziej pozwoliła mi docenić te dobre, gdy jego serce zaczęło zdrowieć.

To, jak realistycznie i prawdziwie ukazane są przeżycia tych postaci jest głównym powodem, dlaczego ta historia tak chwyta za serce. Ellie również przechodzi ogromną przemianę i poza byciem nianią Nico jest przede wszystkim kobietą z własnymi doświadczeniami, które odebrały jej marzenia, na które tak ciężko pracowała. Już od pierwszych stron czytamy o tym, jak wykorzystana się czuje przez osoby, na których niegdyś jej bardzo zależało. Zrozumiałe więc, że przy Rafaelu jest ostrożna i nie pozwala mu się wykorzystywać, nawet pomimo tego, że od nastoletnich lat ma do niego słabość. Ale właśnie to podziwiam w niej najbardziej: jej siłę pomimo rozczarowań i ogromne serce, którym obdarza nie tylko Nico, ale także Rafaela w tych momentach, gdy pozwala jej dostrzec zagubionego i skrzywdzonego człowieka, jakim jest za maską obojętności.

Historia tej trójki bohaterów to taka słodko-gorzka historia o drugich szansach, jakie daje nam życie, razem z wybojami, jakie napotykamy na drodze i chwilami słodyczy, dla których warto przez nie przebrnąć. Długość historii może przerażać, ale naprawdę niesamowite jest przewrócić ostatnią stronę i w pełni przyjąć, jak ogromną drogę przechodzą ci bohaterowie od swoich wersji, jakie poznajemy w pierwszych rozdziałach po te, które zostawiamy w ostatnich. Może i w środku trochę historia się dłuży, może czasami frustruje, ale nie ma to większego znaczenia, gdy całość tworzy tak piękny i emocjonalny obraz.

Romans w tej historii jest powolny, ale nic dziwnego, bo bohaterowie muszą przejść przez wiele rzeczy, aby w końcu nauczyli się sobie w pełni ufać. Gdy ich poznajemy, zaufanie między Rafą, a Ellie praktycznie nie istnieje, ale z każdą ich rozmową, z każdą chwilą, gdy Rafael decyduje się zrzucić swoją maskę i ukazać jej swoje poranione serce, tworzy się między nimi więź i zrozumienie. To właśnie te momenty wrażliwości chwytają za serce najmocniej. Lauren Asher rozwija ten wątek naturalnie, bez pośpiechu, z należytą wrażliwością na ich osobiste doświadczenia. Nie będę ukrywać, w pewnym momencie ich taniec wokół siebie i to, że co chwilę robili krok do przodu i dwa kroki w tył stały się trochę frustrujące, dlatego ocenę lekko obniżyłam. Mimo wszystko jednak bardzo im kibicowałam.
 
"Miłość między wersami" to zdecydowanie ta bardziej emocjonalna, poruszająca, słodko-gorzka historia od "Projektu miłość". Być może mimo wszystko dlatego trochę bardziej wolę Dahlię i Juliana. Bywały chwile, kiedy łzy zamazywały mi widok, zwłaszcza na początku, bo mamy do czynienia z bohaterami po przejściach, wliczając w to także syna Rafaela, Nico, który nie tylko zmaga się z chorobą, ale porzuceniem własnej matki i strachem, że straci także Ellie i ojca, jeśli tylko okaże swoje słabości. To historia mocno skupiająca się na ich zdrowiu psychicznym, radzeniu sobie ze stratą, traumą i brakiem zaufania do ludzi, a czasami przewaga tych trudniejszych momentów nad szczęśliwszymi może przytłaczać. W porównaniu do flirciarskiej i pełnej docinek relacji Dahlii i Juliana jest to duża zmiana. Trzeba natomiast przyznać, że widać, iż autorka włożyła w tę powieść całe serce. Jeśli więc lubicie takie dłuższe i kompleksowe powieści, to zdecydowanie polecam wam tę książkę, jak i całą serię.


LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Miłość między wersami
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: Love Rewritten
Seria: Lakefront Billionaires. Tom 2
Data premiery: 14.05.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 592
Ocena: 7.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

sobota, 8 lutego 2025

Lauren Asher - Projekt miłość



Julian

Gdybym kiedyś przypadkiem stanął w płomieniach, Dahlia Muñoz z uśmiechem na ustach podsycałaby ogień. Kiedy moja odwieczna rywalka wraca do Lake Wisteria, zamierzam trzymać się od niej z daleka. I udaje mi się – przynajmniej do czasu, gdy w sprawę wtrąca się moja wścibska matka. Dostaję zadanie, by pomóc Dahlii odzyskać kreatywny zapał, dzięki czemu opuści Lake Wisteria. Tylko co się stanie, kiedy zacznę pragnąć, żeby została?

Dahlia

Ludzie mówią, że diabeł ma wiele twarzy, ale ja znam tylko jedną – Juliana Lopeza. Wróciłam do rodzinnego Lake Wisteria, by wyleczyć złamane serce. Planowałam odpocząć, ale Julian złożył mi ofertę nie do odrzucenia – zaproponował, abyśmy wspólnie wyremontowali moją ulubioną willę w miasteczku. Nasz kruchy rozejm staje pod znakiem zapytania, kiedy do gry zaczynają wchodzić wypierane od lat uczucia. Mogę pozwolić sobie ulec pożądaniu… ale zakochać się? Nie, tego nie było w planie.


Miałam ogromne obawy przed sięgnięciem po tę książkę po moim rozczarowaniu "Drobnym drukiem", ale jestem czytelniczką wyznającą zasadę dawania autorom drugich szans i ogromnie się cieszę, że jej nie skreśliłam, bo właśnie odkryłam nowego ulubieńca wśród małomiasteczkowych romansów. I prawdopodobnie jednego z ulubieńców roku. Bardzo dawno nie śmiałam się tak głośno i szczerze, jak podczas poznawania historii Juliana i Dahlii, dawno nie czułam takiej zwyczajnej radości, mogąc spędzić czas w fikcyjnym, urokliwym małym miasteczku. Lauren Asher trafiła tą książką prosto w mój bardzo specyficzny gust.

Juliana i Dahlię łączy bardzo skomplikowana historia, która lata temu skończyła się złamanym sercem. Przez całe dzieciństwo rywalizowali ze sobą na każdej płaszczyźnie, na studiach w końcu się do siebie zbliżyli... aż Julian porzucił Dahlię na długie lata, popychając ją prosto w ramiona swojego byłego przyjaciela i współlokatora. Teraz Dahlia powraca do Lake Wisteria, swojego rodzinnego miasteczka, lecząc serce po nieudanym związku i wiadomości, która ją zdruzgotała, a przebywanie w towarzystwie Juliana to ostatnie, na co ma ochotę. Tym bardziej, że nie ma już tego nieśmiałego i biednego chłopaka z przyszłości - obecny Julian jest pracoholikiem i miliarderem, choć nadal równie przystojnym, jak niegdyś. Niestety ze względu na przyjaźń ich matek trudno jest im siebie unikać, szybko więc wpadają w dawny rytm robienia sobie na złość. Wszystko się zmienia, gdy postanawiają wspólnie wyremontować dom. Choć Julian próbuje trzymać się od niej z daleka do czasu, aż Dahlia w końcu wróci do San Francisco, spędzanie z nią czasu przypomina mu o tym, co niegdyś stracił. Nie każdy dostaje drugą szansę, by naprawić swoje błędy, czeka go więc najtrudniejszy projekt jego życia: projekt odzyskać serce Dahlii.

Czułam, że ta historia skradnie moje serce od pierwszego spotkania Dahlii i Juliana, które skończyło się niefortunną stłuczką i korowodem całego miasteczka, które zjechało się na miejsce. Śmiałam się do rozpuku od pierwszych rozdziałów, a to tylko mały zalążek niezliczonych, przezabawnych akcji i błyskotliwych dialogów. Nie zliczę ile razy chichotałam podczas żarcików, które robili sobie bohaterowie. Ich docinki i złośliwości były tak naturalne i dobre. To takie dorosłe dzieciuchy, gdy chodziło o wkurzenie tej drugiej osoby, ale było w tym tyle lekkości i radości, że pochłaniałam każdą ich interakcję. A chyba moim ulubionym elementem były mamy Juliana i Dahlii, największe swatki w miasteczku, które przyczyniły się do wielu niezapomnianych chwil.

Chyba największym zaskoczeniem dla mnie było to, że wszystkie moje negatywne zarzuty wobec ostatniej książki autorki, jaką czytałam, tutaj znacząco zostały poprawione. Począwszy od bohaterów, skończywszy na ogólnym klimacie książki i jej fabule. Julian i Dahlia są dopracowanymi, złożonymi postaciami, które mierzą się z własnymi traumami i uczuciami tłumionymi przez lata. Autorka zgłębia depresję Dahlii nie tylko po utracie wieloletniego związku, w którym zatraciła ogromną część siebie, ale też jej żałobę po informacji, że być może nigdy nie będzie jej dane mieć własnych dzieci. Ukazuje jej wzloty i upadki, gdy próbuje się podnieść i na nowo sobie zaufać, ale nie pośpiesza jej drogi do wyzdrowienia nawet dla wątku miłosnego, co jest bardzo ważne.

Ciężko było też nie pokochać Juliana, który ma może miliardy na koncie i jest pracoholikiem, ale jest też postacią twardo stąpającą po ziemi i świadomą swoich przywilejów - tym bardziej, że wymagały one od niego ciężkiej pracy i wielu poświęceń. A jednak żadne pieniądze nie potrafią wypełnić pustki, którą odczuwa za każdym razem, gdy wraca do pustego domu. Widać, jak bardzo żałuje swoich niektórych wyborów, gdy był młodszy, nawet jeśli początkowo nie chce się do tego przyznać. Jeśli kochacie bohaterów, których językiem miłości są drobne przysługi to ostrzegam: ten facet skradnie wasze serce. Kocham te dziesiątki sposobów, na które kochał Dahlię i walczył o jej serce.

Wieloletnie uczucie łączące Dahlię i Juliana widać w tej książce na tak wiele sposobów, że moja wewnętrzna romantyczka dosłownie piszczała z radości. Nigdy nie byłam największą fanką romansów z motywem drugiej szansy, ale to jest właśnie ten jeden typ historii, w których zakocham się za każdym razem. Nie potrzebuję miliona scen erotycznych i kolejnych wyznań miłosnych (chociaż tutaj nie zabraknie wielu pięknych cytatów), bo największe motylki wywołują u mnie drobne szczegóły, które mówią milion rzeczy o więzi bohaterów. Julian i Dahlia to dla mnie przykład takiej miłości, która tkwi w najzwyklejszych momentach. Poza tym dzięki nim uśmiałam się jak nigdy!

Czytając tę książkę miałam czasami wrażenie, jakbym oglądała jedną z moich ukochanych komedii romantycznych. Czytelnika pochłania tu nie tylko rozkoszne napięcie i slow burn pomiędzy głównymi bohaterami, których każda interakcja pełna jest iskrzącej chemii oraz błyskotliwych złośliwości, ale ogólny nastrój życia w małym miasteczku z historią i pełnymi życia mieszkańcami. Nawet bohaterowie drugoplanowi sprawili, że lektura tej książki była przyjemniejsza (osobiście nie mogę się już doczekać historii Rafy!).

Mogę z ręką na sercu się przyznać, że kompletnie nie spodziewałam się, że pokocham tę historię tak mocno, ale widzę ogromną poprawę w sposobie pisania autorki i mogę mieć tylko nadzieję, że będzie tak dalej. "Projekt miłość" to pełna humoru i lekkości historia, której lektura była czystą przyjemnością. Gdyby nie element relacji z korzyściami, który pojawia się w pewnym momencie, a za którym niestety nie przepadam (zdecydowanie wolę, gdy napięcie jest budowane bez fizycznej relacji), jest duże prawdopodobieństwo, że książka dostałaby ode mnie pięć gwiazdek. Jako naczelna wielbicielka powolniejszych romansów w małomiasteczkowym klimacie ogromnie ją polecam. Być może to znak, że powinnam dać jeszcze jedną szansę poprzedniej serii autorki?


Tytuł: Projekt miłość
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: Love Redesigned
Seria: Lakefront Billionaires. Tom 1
Data premiery: 22.01.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 504
Ocena: 8.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

sobota, 18 stycznia 2025

Lauren Asher - Drobnym drukiem



Rowan

Zajmuję się tworzeniem bajek. Parki rozrywki, studia filmowe, pięciogwiazdkowe hotele – to wszystko mogłoby być moje, gdybym odnowił Krainę Marzeń. Pomysł na zatrudnienie Zahry z początku wydawał się dobry… A potem ją pocałowałem. Sprawy całkiem wymknęły się spod kontroli, kiedy pod pseudonimem wysłałem do niej SMS.

Zanim zdałem sobie sprawę, gdzie popełniłem błąd, było już za późno. Ludzie tacy jak ja nie doczekują szczęśliwych zakończeń. Moim przeznaczeniem jest je niszczyć.

Zahra

Po tym, jak po pijanemu wysłałam aplikację na inne stanowisko i przy okazji skrytykowałam najdroższą atrakcję w Krainie Marzeń, Rowan Kane powinien wywalić mnie na zbity pysk. Zamiast tego zaproponował mi wymarzoną pracę. Gdzie w tym haczyk? Otóż musiałam pracować dla najbardziej wymagającego szefa, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Rowan okazał się niesympatyczny i niedostępny, ale mojego serca to nie obchodziło. Przynajmniej dopóki nie odkryłam sekretu Kane’a.

Nadszedł czas, aby nauczyć miliardera, że pieniądze nie mogą wszystkiego naprawić. A już na pewno nie nas.


"Drobnym drukiem", jak i zresztą cała seria, to zdecydowanie jeden z najpopularniejszych romansów ostatnich lat na booktoku. Na pewno ciężko znaleźć osobę, która jeszcze jej nie poznała. Naturalnie więc i we mnie wzbudziła ciekawość, no bo skoro ma ponad pół miliona ocen na Goodreads i wyskakuje mi prawie z lodówki, to musi być tak dobra, prawda? Otóż... nie. "Drobnym drukiem" to kolejny ciekawy przypadek książki wychwalanej pod niebiosa, która w rzeczywistości jest niestety powierzchownym, bardzo przeciętnym romansem, na miejsce którego znalazłabym dziesiątki lepszych.

Kraina Marzeń to miejsce bajek, park rozrywki prosto z marzeń każdego dzieciaka. Dla Rowana Kane'a jest to jednak miejsce pełne bolesnych wspomnień i ostatnie, na co ma ochotę, to tam wracać. Gdy jednak do braci Kane trafiają listy od zmarłego dziadka, gdzie każdemu daje zadanie do wykonania, a Rowanowi przypada wyzwanie odnowienia świetności Krainy Marzeń, aby mógł spokojnie za parę miesięcy powrócić do swojego życia w Chicago, nie ma innego wyjścia, jak przejąć stery. Nie spodziewa się natomiast Zahry - kobiety zupełnie nie z jego świata, którą postanawia zatrudnić do swojego teamu, jednocześnie próbując zwalczyć pragnienie, by połączyło ich coś więcej. Rowan to niedostępny, okrutny szef, za którym mało kto przepada, a Zahra zaraża radością i kreatywnością. Jednak czy uda jej się zmienić miliardera, dla którego dotychczas nie liczyło się nic, poza pieniędzmi?

Szykujcie się na jazdę bez trzymanki, bo mam wiele do powiedzenia na temat tej książki. Począwszy od tego, jak bardzo jestem zawiedziona tym, że ta książka w praktyce oferuje nawet przyjemną, lekką lekturę, a w rzeczywistości jest jedynie jej powierzchownym szkieletem. To historia tak płytka, że nie mogłam się w nią wciągnąć do samego końca i chociaż w połowie zaczęła się trochę polepszać, ja byłam już tak znudzona i niezainteresowana bohaterami, że tylko zmuszałam się, aby dobrnąć do końca. Przeczytałam już dziesiątki takich samych książek z bohaterami o innych imionach i w pewnym momencie ma się już zwyczajnie dosyć.

Bohaterowie tej historii nie mają żadnych osobowości. Nie znosiłam Rowana tak bardzo, że gdyby nie moja silna wola (albo głupota), chyba oczy by mi wypadły od przewracania nimi za każdym razem, gdy robił lub mówił coś niepotrzebnie okrutnego. Jestem świadoma, że to miał być moralnie szary charakter, ale takich też trzeba umieć stworzyć, a dla mnie Rowan był wkurzającą, mdłą kluchą bez żadnej charyzmy, którego jedynymi cechami charakteru są jego kompleks tatusia, nieuśmiechanie się i komunikowanie się warknięciami i mrożącym spojrzeniem. Między wierszami autorka stara się przedstawić jego smutną przeszłość i trudy dorastania z lekceważącym ojcem, co jak najbardziej starałam się zrozumieć, gdyby nie wykorzystywała tego jako wymówki dla jego okrutnego i zimnego zachowania wobec wszystkich, którzy nie są Zahrą. To miliarder z klapkami uprzywilejowania na oczach, który traktuje swoich pracowników jak maszyny do robienia pieniędzy. I nie, nie uważam, żeby romantyczne było to, że pojawia się w nim trochę ludzkości, bo zwraca na niego uwagę ładna dziewczyna - biorąc pod uwagę wszystkie rzeczy, których dokonał jako myślący, dorosły człowiek, zreflektowanie się, że nie tędy droga, to dosłownie minimum.

Nie lepsza jest Zahra, która traciła jakąkolwiek zdolność myślenia, gdy w jej towarzystwie pojawiał się Rowan, bo była zbyt napalona, żeby w ogóle używać swojego mózgu. Odbieranie pracownikom ubezpieczenia na życie i obniżenie płacy minimalnej tak, że większość z nich ledwo wiąże koniec z końcem, bycie nieuprzejmym szefem, którego każdy się boi? To nic, ważne, że dla niej jest dżentelmenem (tutaj też bym się spierała, ale najwyraźniej kręcą ją typy, którzy zmieniają zdanie co pięć minut) i daje jej orgazmy! To postać tak frustrująco głupia, z klapką na oczach w postaci penisa Rowana, że aż brak mi słów, by opisać, jak bardzo mnie wkurzała, gdy w jednej sekundzie rzucała mu prawdą w oczy, gdy zachowywał się okrutnie, po to, by pięć minut później lecieć do niego w podskokach.

Oto tak właściwie całe podsumowanie ich relacji: oboje są na siebie tak napaleni, że nic innego nie ma znaczenia, dorzućmy do tego kompleks tatusia Rowana, który stoi u podstawy wszystkich ich problemów i dostajemy najnudniejszą książkę ever. Mam wrażenie, że jedyne, co ich łączyło, to pociąg seksualny, a nawet tego nie rozumiem, bo w ich interakcjach nie było żadnej iskry. Na dodatek cały wątek ze Scottem tak mi zniesmaczył ich relację (no bo czy tylko dla mnie to było zwyczajnie nie w porządku?), że do ostatniej strony nie mogłam tak po prostu o tym zapomnieć. W drugiej połowie pojawiła się nadzieja, zaczęliśmy się zagłębiać w historię bohaterów, poznawać ich bliżej, tylko po to, by Rowan znowu to zepsuł swoim jęczeniem i niewyparzoną gębą (serio, czy zabolałoby, gdyby choć raz się przymknął i nie rzucał jadem na prawo i lewo?). Polecam terapię!

Gdzieś między wierszami ta historia miała potencjał być czymś dobrym i być może dlatego nie skreśliłam jej całkowicie. Autorka daje głos osobom niepełnosprawnym, porusza temat traumy, porzucenia, żałoby. Niestety cały czas miałam wrażenie, że to tylko środek do celu mający uczłowieczyć Rowana, aniżeli świadoma decyzja, by zgłębić trudne i ważne tematy. Nie wspominając o wszystkich tych scenach, w których jedna z postaci mówi o trudnych momentach, aby chwilę później temat znowu zszedł na seks i na to, jak bardzo są na siebie napaleni. Naprawdę, zrozumiałam za pierwszym razem.

Czytanie "Drobnym drukiem" mnie wykończyło. Cała ta historia była chaotyczna, bez większego sensu i polotu, między bohaterami brakowało iskry, a sama ich kreacja pozostawiła naprawdę wiele do życzenia. Ich dialogi momentami wypełnione są niby żartami czy flirciarskim podtekstem, ale nie były ani trochę zabawne i czytało się je strasznie niezręcznie i nienaturalnie. A to ciągłe przyciąganie i odpychanie sprawiło, że traciłam ostatnie szare komórki, które i tak już wymęczyłam, by tę książkę skończyć. Niestety, to przykład kolejnej nad wyraz nagłośnionej historii, która jest zwyczajnie rozczarowująca. Pewnie dam jeszcze szansę kolejnym tomom, ale po tej książce zdecydowanie potrzebuję długiej przerwy od tych postaci.


Tytuł: Drobnym drukiem
Autorka: Lauren Asher
Seria: Miliarderzy z Krainy Marzeń. Tom 1
Data premiery: 14.03.2023
Wydawnictwo: Papierówka
Liczba stron: 440
Ocena: 3/10

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia