Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lutego 2026

Lauren Asher - Miłość na pokaz


Lily
 
Założenie konta w aplikacji randkowej miało mi pomóc znaleźć drugą połówkę. Udało się… przynajmniej na początku. W końcu zorientowałam się, że mężczyzną, z którym pisałam i w którym powoli zaczęłam się zakochiwać, jest nie kto inny jak wróg publiczny numer jeden całego Lake Wisteria, Lorenzo Vittori.

Moja siostra go nienawidzi. Matka każe mi na niego uważać. A ja? Ja wchodzę prosto w pułapkę uczuć, po czym unikam go przez cały kolejny rok.

Kiedy mój biznes zaczyna mieć problemy, jestem zmuszona dołączyć do drużyny Lorenza. Mam pomóc mu wygrać wybory na burmistrza Lake Wisteria, a on w zamian ochroni moją kwiaciarnię. Problem w tym, że powoli przestaje mi to wystarczać.

Lorenzo
 
Pięć miesięcy. Dwoje „zakochanych w sobie” ludzi. Jeden fałszywy związek z datą ważności. Nie brzmi to skomplikowanie… jednak problem w tym, że mnie i Lily Muñoz łączy wspólna historia.

Powinienem był odrzucić ten pomysł. Aranżowana relacja z kobietą, do której czuję więcej, niż chciałbym przyznać, to przepis na katastrofę. Mimo to zgadzam się na jej propozycję, bo od Lily zależy moja polityczna przyszłość.

Tylko co, jeśli z czasem ta miłość przestanie być jedynie na pokaz?


Miłością na pokaz oficjalnie żegnamy Lake Wisteria (a przynajmniej na ten moment, bo autorka zdaje się nie stawiać definitywnej kropki na tym uniwersum), ale czy autorce udało się utrzymać poziom poprzednich dwóch tomów? Z pewnością buduje napięcie już od dłuższego czasu, bo Lily i Lorenzo zdołali zwrócić uwagę niejednej osoby chociażby w Miłość między wersami. Niestety, dla mnie najlepsza w ich historii była właśnie ta obietnica wszystkiego, co miała nam zaoferować - bo rzeczywistość okazała się być z lekka rozczarowująca.
 
Gdy Lily dostaje informację, że może utracić jej ukochaną kwiaciarnię, jej jedyną pozostałą pamiątkę po zmarłym tacie, pragnie zrobić wszystko, aby nie trafiła ona w ręce obecnego burmistrza, który omamił swoimi obietnicami większość miasteczka. Problem jest taki, że jej drugą opcją jest wcale nie lepszy, choć odrobinę bardziej akceptowalny, Lorenzo Vittori - facet, którego poznała rok temu na aplikacji randkowej, który skradł jej serce i je okrutnie złamał. Nikt nie zna ich historii i tak musi pozostać, a jednak startujący na burmistrza Lorenzo potrzebuje pomocy, aby uratować swój wizerunek w oczach mieszkańców miasteczka, a Lily jest ulubienicą Lake Wisteria... więc proponuje udawać jego dziewczynę, aby lekko złagodzić jego osobę. To ma być tylko układ na kilka miesięcy, w którym tym razem nie ma miejsca na uczucia, ale okazuje się, że udawanie związku z osobą, o której nie przestaje się myśleć, to pierwszy krok prowadzący do nieuniknionego wybuchu... 

Jeśli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to pewnie kojarzycie akcję z udawaniem związku, w jaką Lorenzo i Lily się wpakowali na potrzeby kampanii na burmistrza, w której bierze udział Lorenzo. W rzeczywistości ich historia zaczyna się rok wcześniej - kiedy zostają sparowani na aplikacji randkowej, co, jak można się domyślać, nie ma szczęśliwego zakończenia. Nikt nie ma o tym pojęcia, zresztą oni sami unikają tego tematu jak ognia... co jest początkiem mówiącym wszystko o ich relacji i tego, jak bardzo frustrująca przygoda nas czeka.

Jeśli, tak jak ja, mieliście nadzieję na akcję pełną wspaniałego napięcia i wyczekiwania, aż z udawania krok po kroku zacznie rozwijać się między nimi coś prawdziwego, z tak lubianą przeze mnie dawką tego małomiasteczkowego chaosu, to muszę was niestety rozczarować. Jasne, ta historia ma swoje zabawne i słodkie momenty, ale zabrakło w niej serca, za które tak pokochałam poprzednie tomy. A zwłaszcza zabrakło lepszego pomysłu na to, jak dobrze poprowadzić wątek Lorenzo i Lily, aby nie było nudno i przewidywalnie.

Ta dwójka jest mistrzami unikania rozmów o uczuciach, a Lorenzo w szczególności. Poznajemy ich w końcu trochę lepiej i - któż by się spodziewał - ten facet, którego właściwie nikt w Lake Wisteria nie lubi, niesie na swoich barkach traumę, która każe mu się od wszystkich trzymać z daleka, a zwłaszcza od Lily. Pragnie jedynie pomszczenia rodziców i wygrania posady, która mu w tym pomoże. I szczerze mówiąc, jestem już zmęczona tą samą kreacją poszkodowanych przez los facetów, którzy w rzeczywistości zachowują się jak zwyczajne dupki, ale ich zachowanie zawsze jest tłumaczone tragicznym dorastaniem. 

Lorenzo jest tego klasycznym przykładem. Rozumiałam go, współczułam mu, a jednocześnie nie znosiłam go za to, jak przez większość czasu zachowywał się wobec Lily. Ciągle przeczył swoim słowom, a te nieprawidłowości, a raczej słaba kreacja jego osobowości, mnie strasznie frustrowały. Ciągle krążymy pomiędzy jego sesjami użalania się nad sobą, powtarzania, że nie może się do Lily zbliżyć, bo nie chce jej wykorzystać... po czym dokładnie to robi. Bo niby czym jest to udawanie związku? Czy wyszło to od niej, czy nie, sam się niejednokrotnie przyznaje, że związek z nią jest idealną drogą do jego celu. Jest jednym z tych partnerów, którym nigdy bym nie zaufała, gdyby nadeszły trudniejsze chwile wystawiające związek na próbę. Jego przeszłość pomaga mi go zrozumieć, ale nie jest wytłumaczeniem dla jego krzywdzących reakcji i ciągłych ucieczek.

Wątki jego pragnienia zemsty i strachu przed otwarciem się na miłość byłyby świetnym emocjonalnym pokładem dla rozwoju jego postaci, gdyby autorka nie wykorzystywała ciągle jego problemów dla nakręcania kolejnych dramatów między nim, a Lily. Zamiast ukazać zachodzące w nim zmiany, wszystko ładnie rozwija się w ostatnich kilku rozdziałach, jakby autorka naprędce chciała w końcu uratować jego wizerunek i udowodnić nam, że on i Lily są sobie pisani. A czy to nie Lorenzo powinien udowadniać, że na nią zasługuje i że nie tylko dla niej, ale przede wszystkim dla siebie, postara się zmienić i nauczyć prosić o pomoc?

Tym bardziej frustrowało mnie to, że to Lily jest głównym powodem, dlaczego ten związek ma w ogóle szansę zaistnieć po tylu turbulencjach. To ona za nim biega i próbuje go czynami przekonać do tego, że powinni być razem naprawdę. Są rzeczy, które można uznać za romantyczne, ale niestety stawiam kropkę przy oddawaniu swego serca osobie, która raz za razem będzie je łamać i odmówi pomocy. To przepis na katastrofę i związek, który szybko przestanie być zdrowy. Chciałam ją polubić jako bohaterkę, ale czasami miałam ochotę nią po prostu mocno potrząsnąć - w porównaniu z Delilah i Ellie wypada bardzo przeciętnie.

Rozczarował mnie też element udawania związku, bo tak naprawdę "udawanie" mamy tylko w nazwie, bo książkę w końcu zaczynamy, gdy Lily i Lorenzo już coś do siebie czują. Zamiast rozwinąć lepiej ten element i powiązać go z wątkiem Lorenzo, który stara się o posadę burmistrza Lake Wisteria - może nawet wplątać w to całą resztę miasteczka, bo tego elementu też mi bardzo brakowało - autorka sprowadza wszystko do paru powtarzalnych "udawanych" randek i dziwnych pokazów maczo Lorenzo w starciu z synem obecnego burmistrza, którego łączy z Lily historia i oczywiście pojawia się czasami tylko po to, by rzucić jakimś głupim komentarzem. To zagrania rodem z Wattpada, przez które miałam jedynie ochotę przewracać oczami.

Miłość na pokaz miała więc predyspozycje stać się świetną książką, ale niestety nie wykorzystała tego potencjału. Ja sama najlepiej bawiłam się na tych momentach, kiedy pojawiali się Delilah z Julianem, a w głos śmiałam się podczas scen z Manny'm w roli głównej, który jest wspaniałym dodatkiem. Lily i Lorenzo nie są oczywiście najgorszą parą, mają dobrą chemię i parę dobrych momentów, ale oczekiwałam więcej, a dostałam niewiele. A szkoda, bo bardzo polubiłam tę serię i miałam nadzieję, że autorka zakończy ją z przytupem. Zamiast tego kończę ją z poczuciem niedosytu i lekkiego rozczarowania.



LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Miłość na pokaz
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: Love Arranged
Seria: Lakefront Billionaires. Tom 3
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 576
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Lauren Asher - Moja zimowa miłość



Catalina

Nikt nie może być bez przerwy tak szczęśliwy jak Luke Darling. Irytująco przyjazny i frustrująco troskliwy lekarz jest uwielbiany przez wszystkich wokół, jednak ja nie jestem do niego przekonana. Bo przecież gdzieś musi skrywać jakieś wady…

Dotąd trzymałam się od Luke’a z daleka, ale teraz nasi najbliżsi biorą ślub. Dlatego zamierzam dzielnie znieść jego obecność na świątecznym weselu mojej siostry i wyjechać z Lake Wisteria na początku Nowego Roku. Co może pójść nie tak?

Luke

Większość mieszkańców naszego miasteczka nazywa Catalinę Martinez królową lodu, ale nawet ona ma jakąś temperaturę topnienia. Po prostu jeszcze nie odkryłem, jaka to wartość w jej przypadku.

Im więcej czasu z nią spędzam, tym bardziej pragnę znów wywołać uśmiech na jej pięknej twarzy. Namówienie na randkę trzymającej się od wszystkich na dystans Cataliny byłoby bożonarodzeniowym cudem, jednak jestem gotowy spróbować. Nawet jeśli ostatecznie ona wyjedzie, a ja tu zostanę.


Nie nazwałabym się największą fanką twórczości Lauren Asher, ale jej seria Lakefront Billionaires, małomiasteczkowa seria, która dzieje się w Lake Wisteria, skradła w tym roku moje serce. Kiedy więc dowiedziałam się o istnieniu tej świątecznej opowieści, która również ma miejsce w tym małym miasteczku, wiedziałam, że muszę ją przeczytać - nawet pomimo tego, że ja ogólnie nie przepadam za nowelkami, w szczególności świątecznymi. I chociaż teoretycznie powinna ona odhaczyć wszystkie najważniejsze punkty, jakie powinna mieć dobra świąteczna historia... w praktyce niestety była to jedna ze słabszych.

Catalina, podróżująca po całym kraju pielęgniarka, powraca do rodzinnego miasteczka na ślub swojej siostry. Stara się zdusić w zarodku całą niezręczność związaną z tym, że panem młodym jest jej były i naprawić swoją relację z siostrą, która w ostatnich miesiącach stała się bardzo napięta. Oznacza to też trzymanie się z dala od facetów z Lake Wisteria przez najbliższy miesiąc, w szczególności od drużby pana młodego, Luke'a Darlinga - miejscowego lekarza, którego wszyscy uwielbiają. Catalina zresztą w ogóle nie wierzy w jego fasadę dobrego faceta. Luke ma natomiast inne plany: pragnie za wszelką cenę przebić się przez lodowe mury, jakie Catalina wokół siebie wzniosła i przekonać ją do randki. W końcu święta to czas cudów, prawda?

Sięgając po świąteczne opowieści zazwyczaj moim celem jest znalezienie ciepłej i klimatycznej historii, która umili mi świąteczny czas. Niestety pierwszym powodem, dlaczego Moja zimowa miłość mi nie podeszła jest właśnie to, że jest ona mało świąteczna. Być może dlatego, że ten aspekt przyćmiewają przygotowania do ślubu siostry Cataliny. Podobały mi się wszystkie rodzinne tradycje, które pozwalają nam poznać lepiej portorykańską kulturę, ale można to było w takim razie przedstawić w innym czasie, niż święta i nie zrobiłoby to większej różnicy.

Pozytywną zmianą jest natomiast postać Luke'a, który w przeciwieństwie do wszystkich innych bohaterów męskich autorki, którzy zazwyczaj są dobrze usytuowanymi miliarderami, jest zwyczajnym, miłym facetem. Jego nieśmiałość związana z tym, jak bardzo chciał, aby wyszło mu z Cataliną, była przeurocza. Catalina również była sympatyczną bohaterką, nieidealną, ale realistyczną, w szczególności biorąc pod uwagę przedziwną sytuację, w jakiej się znalazła. Myślę jednak, że ta historia wiele by zyskała, gdyby była pełną książką, gdzie lepiej moglibyśmy poznać bohaterów, bo chociaż polubiłam tę dwójkę, to nadal miałam wrażenie, że poza paroma suchymi faktami z ich życia nie poznałam ich dobrze i przez to niezbyt mi na nich zależało. A ja potrzebuję wczuć się w bohaterów, zrozumieć ich odczucia, aby w pełni zaangażować się w historię.

Wszystko chyba sprowadza się do tego, że nie przypadł mi do gustu styl pisania autorki w tej opowieści. Był bardzo uproszczony i powtarzalny, zarówno w dialogach, jak i fabularnie. Cały czas miałam wrażenie, jakbym czytała o tym samym i wkrótce straciłam zainteresowanie. Brak opisów i krótkie zdania sprawiły, że ucierpiał na tym też właśnie ten świąteczny aspekt. Nawet banter między Cataliną a Lukiem wypadł nienaturalnie i drętwo, jakbym czytała opowiadanie napisane na szybko, gdzie bohaterowie odhaczają kolejne punkty randkowania, ale nie ma w tym żadnej chemii, ani napięcia. Pod koniec czytałam tę książkę już tylko po to, aby dobrnąć do końca i mieć ją z głowy.

Moja zimowa miłość to niestety jedna z tych świątecznych opowieści, którą bym pominęła. Jest mnóstwo książek, nawet takich krótszych, na których bawiłam się lepiej i o których nie zapomnę zaraz po odłożeniu książki na półkę. Lauren Asher sprawdza się lepiej w dłuższych książkach, w których ma czas na rozwój złożonych relacji i bohaterów - tutaj wszystko wypadło bardzo płytko. Dlatego jeśli zastanawiacie się nad jej czytaniem... cóż, może być dobrą odskocznią w formie audiobooka, ale nie oczekujcie fajerwerków.


LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Moja zimowa miłość
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: My December Darling
Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 272
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

środa, 3 września 2025

Laura Pavlov - Pokochać Romea



Demi jest złotą dziewczyną Magnolia Falls.

Ja jestem bokserem z burzliwą przeszłością.

Demi jest piękna, szczera i urocza.

Ja jestem wściekły, zuchwały i krnąbrny.

Nienawidzę jej z całego serca.

Ale chyba mógłbym ją pokochać.

Kiedy Demi Crawford wraca do miasta i otwiera kawiarnię tuż koło mojej siłowni, nie jestem zadowolony – jak mam pracować obok dziewczyny, której rodzina zniszczyła mi życie? Choć z całej siły próbuję jej unikać, nasze drogi ciągle się krzyżują. Chcę dalej żywić do niej nienawiść… ale jest mi coraz trudniej trzymać się od Demi z daleka.

Bo Demi okazuje się inna niż reszta Crawfordów. Wspiera mnie, rozmawia ze mną i mnie słucha. Sprawia, że powoli się otwieram… i mówię jej o rzeczach, o których nie powiedziałbym nikomu innemu. Zaczynam nawet myśleć, że może nasze uczucie miałoby szansę rozkwitnąć.

Jednak czy to, co ukrywam, nie przekreśli naszego szczęśliwego zakończenia?


Po "Pokochać Romeo" sięgnęłam spontanicznie i praktycznie w ciemno, bo nigdy dotąd nie miałam okazji czytać nic od Laury Pavlov. Miałam ochotę posłuchać czegoś lekkiego, przy czym nie będę musiała się skupiać, a słyszałam same opinie, że ta historia właśnie taka jest - prosta, łatwa w odbiorze i przyjemna. I rzeczywiście praktycznie przez nią przeleciałam, chociaż teoretycznie nie jest to nawet do końca mój typ romansu. Wszyscy wiedzą, że ja preferuję bardziej slow burny, a tutaj go nie ma. Jest natomiast mnóstwo innych rzeczy dziejących się w tle, które sprawiły, że mimo wszystko fajnie mi się słuchało o tych bohaterach i nawet zauważalne wady przestawały mieć większe znaczenie.

Demi Crawford powraca do Magnolia Falls i otwiera w miasteczku kawiarnię, aby udowodnić, że sama może dokonać czegoś wielkiego i nie potrzebuje do tego wsparcia wpływowych rodziców. Nieważne jak bardzo ich kocha, zależy jej na tym, by wyrobić sobie własne imię. Pech tak chciał, że tuż po sąsiedzku jest siłownia należąca do Romea, który nawet nie udaje, że z jakiegoś powodu jej nie znosi. Za każdym razem, gdy ich ścieżki się krzyżują, Romeo traktuje ją z chłodem i wrogością, bo jej obecność przypomina mu o każdym najgorszym momencie jego dawnego życia. Jednak im częściej na siebie wpadają, tym bardziej się przekonuje, że Demi nie ma nic wspólnego z tamtym światem. Wręcz przeciwnie - jest mądra, piękna i zabawna, a na dodatek okazuje się być pierwszą osobą, która prawdziwie go rozumie. Tylko że Romeo powinien skupić się na przygotowaniach do walki, która może go słono kosztować, a nie na dziewczynie z sąsiedztwa, która jako jedyna może go rozproszyć...

Jeśli po tytule spodziewacie się nawiązań do Romea i Julii to mogę potwierdzić, że w tej historii zdecydowanie przewijają się momenty, które od razu przywodzą na myśl tę słynną, tragiczną historię miłosną. Autorka jednak wplata w nią współczesny twist, stawiając głównych bohaterów jako reprezentantów wrogich rodzin... z własnego wyboru. Demi to złota dziewczyna Magnolia Falls, córka wpływowej rodziny, która jednak za wszelką cenę chce udowodnić, że nie potrzebuje wsparcia ani pieniędzy rodziców, aby coś osiągnąć. Romeo to natomiast właściciel lokalnej siłowni, za którym ciągnie się trudna reputacja i który szczerze nienawidzi rodziny Demi za to, co zrobili mu w przeszłości. Jak można się więc domyślić, wrogie nastawienie wobec siebie przychodzi im naturalnie, zwłaszcza ze strony Romea.

Jeśli jednak oczekujecie od tej historii takiego prawdziwego enemies to lovers, to muszę was zawieść, bo tak naprawdę cały wątek miłosny rozwija się szybko. Już mniej więcej w połowie książki Demi i Romeo wyjaśniają sobie nieporozumienia, a ich relacja staje się poważniejsza. W innym przypadku pewnie by mi to przeszkadzało (może nawet jeśli czytałabym tę książkę w papierze), ale Demi i Romeo są tak sympatycznymi postaciami, obdarzają się prawdziwą przyjaźnią i wsparciem, a historia oferuje jeszcze tak wiele innych rzeczy, że nawet nie przeszkadzała mi ich słodycz. Obydwoje są osobami z własnym bagażem, a ich relacja nie przyćmiewa drogi, jaką przechodzą, by stać się lepszymi, szczęśliwszymi ludźmi, którzy zostawiają za sobą ciężką przeszłość i ruszają do przodu.

Tak naprawdę jednak głównym powodem, dlaczego ta książka była dla mnie tak przyjemnym doświadczeniem, są poboczni bohaterowie. Found family w tej historii jest jednym z lepszych, o jakich czytałam w tym roku. Ciepła i humoru wnoszą kumple Romea, których rozmowy czasami doprowadzały mnie do napadów śmiechu (przymykam oko na te trochę bardziej żenujące teksty), a gwiazdą całej książki jest syn jednego z jego przyjaciół. Chłopak tak czasami wymiatał, że ocierałam łzy. Wszyscy łatwo przyjmują Demi do ich grupki i obdarzają ją wsparciem oraz ochroną, za co polubiłam ich jeszcze mocniej.

Pozytywnym zaskoczeniem okazało się być także to, że boks jest jednym z najważniejszych elementów historii, a nie tylko mało znaczącym punktem fabularnym dziejącym się w tle. Tyczy się to nie tylko licznych opisów przygotowań Romea do walki, ale tak naprawdę całego wątku, dzięki któremu książka oferuje o wiele więcej, niż wątek miłosny. Ja osobiście za boksem nie przepadam, ale jeśli już autorzy wybierają jakąś dziedzinę, to zawsze doceniam, że poświęcają czas na research i wplątanie jej do fabuły. Jest też mnóstwo zawirowań i sekretów rodzinnych, niebezpieczeństw, które stają na drodze bohaterów do szczęścia i zaskakujących wydarzeń, które czasami prawdziwie trzymają w napięciu.

Oczywiście nie uważam, aby była to najwspanialsza książka pod słońcem, pewnie nawet nie zapadnie mi w pamięci na jakoś długo, ale myślę, że to fajny tytuł, jeśli poszukujecie takiej luźniejszej historii bez emocjonalnego bagażu, którą można albo szybko przeczytać, albo - tak jak ja - posłuchać, gdy robi się coś innego. Wątek miłosny nie był moim ulubionym, ale polubiłam wszystkich bohaterów na tyle, że spędzenie z nimi tych paru godzin było przyjemnością. Można się pośmiać, uśmiechnąć i rozluźnić - a czasami tylko tego potrzeba.


LAURA PAVLOV - Uwielbia pisać małomiasteczkowe romanse, które wypełnia emocjami i odrobiną angstu. W głębi serca jest beznadziejną romantyczką. Poślubiła swoją miłość z college’u, z którą ma dwoje niesamowitych dzieci. Mieszka w Las Vegas, gdzie razem z bliskimi, temperamentnym yorkiem i dzikim bernedoodlem przeżywa prawdziwe długo i szczęśliwie.


Tytuł: Pokochać Romea
Autorka: Laura Pavlov
Tytuł w oryginale: Loving Romeo
Seria: Magnolia Falls. Tom 1
Data premiery: 05.02.2025
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Luna
Ocena: 7/10

Czytaj dalej »

wtorek, 27 maja 2025

Lauren Asher - Miłość między wersami



Rafael

Ellie Sinclair, niania mojego syna, to beznadziejna romantyczka. Tymczasem ja, zanurzony po uszy w pracy, mógłbym zainspirować sto albumów o rozstaniach. Nie mamy ze sobą nic wspólnego, a w domu trzymamy się na dystans. Przez osiem miesięcy unikam jej – aż do naszych letnich wakacji.

Nie spodziewałem się, że spędzę tyle czasu z Ellie, a już tym bardziej, że będę cieszyć się jej towarzystwem… a nawet za nią tęsknić. Jednakże po rozwodzie poprzysiągłem sobie, że będę chronić swoje serce za wszelką cenę.

Nawet jeśli oznacza to, że po drodze zranię też ją.

Ellie

Czy jest coś gorszego niż praca dla zgorzkniałego samotnego ojca? Przyznanie się, że w liceum byłam nim, cóż, oczarowana. Na szczęście Rafael Lopez i ja zmieniliśmy się od czasu ukończenia Wisteria High. On jest miliarderem z firmą do prowadzenia i dzieckiem do wychowania. A ja? Bezrobotną autorką piosenek, oszukaną przez bliską osobę i pozbawioną marzeń.

Unikamy się aż do wakacji, które zmieniają wszystko. Granice między nami się zacierają, a dawne uczucie do Rafaela powraca ze zdwojoną siłą. Jednak bycie nianią jego syna to jedno, ale pragnienie czegoś więcej?

To brzmi jak piosenka o złamanym sercu czekająca na napisanie.




Moje początki z twórczością Lauren Asher może i były wyboiste, ale odkąd zakochałam się w "Projekt miłość", niecierpliwie czekałam na kolejny tom jej najnowszej serii. Opowiada on historię Rafaela, jego synka Nico i jego niani Ellie, których zresztą mieliśmy już okazję dobrze poznać. I choć miałam przeczucie, że to będzie dobra historia, to chyba nie spodziewałam się, że już od pierwszych stron będzie wywoływać tak wiele emocji. Autorka przeszła samą siebie, tworząc powieść wielowarstwową, ze złożonymi postaciami, z którymi odczuwamy wszystko, przez co przechodzą. Tchnęła w to miasteczko i jego mieszkańców tak wiele życia, że każda minuta z nimi spędzona była wspaniałym doświadczeniem.

Rafael samotnie wychowuje swojego synka odkąd dwa lata temu rozwiódł się ze swoją żoną. Wtedy też przysiągł sobie, że już nigdy więcej nie otworzy na nikogo swojego serca, zanurzając się w pracy i dystansując od większości ludzi w swoim życiu. Dlatego też nie może znieść obecności Ellie, niani i nauczycielki muzyki swojego syna, w jego domu. Dziewczyna jest wszędzie, gdzie tylko spojrzy, a w głębi duszy Rafael najbardziej nie znosi tego, że tak łatwo dogaduje się z jego synem, który jego samego trzyma na dystans odkąd usłyszeli diagnozę, że może niedługo utracić wzrok. Boli go każda chwila, kiedy Nico wybiera Ellie ponad niego. I nie wie, jak to naprawić. Przez osiem miesięcy egzystowali obok siebie, unikając zbędnego kontaktu. Ale kiedy jedno nieporozumienie prowadzi do tego, że Rafael prawie traci wszystko, mężczyzna zaczyna zauważać, że nie może już dłużej żyć w ten sposób. Nadchodzący urlop na Hawajach jest jego szansą, aby odbudować popsutą relację z synem... i być może odzyskać dawnego siebie, który może zaoferować coś jedynej kobiecie, która była oparciem dla jego rodziny w najtrudniejszych momentach.

Początek tej historii jest trudny. Nie w tym znaczeniu, że ciężko jest się w książkę wkręcić, bo tak naprawdę historia angażuje już od pierwszych rozdziałów, ale są one wypełnione całą masą emocji, które zaskakującą ilość razy wywołały u mnie łzy. Ci bohaterowie są tak zagubieni i wszyscy cierpią w samotności, że chociaż czasami wściekałam się na ich zachowanie, to za chwilę bolało mnie serce, gdy zdawałam sobie sprawę, co za nim stoi. Rafael jest osobą po przejściach, na każdym etapie swojego życia mierzył się z porzuceniem i zdradą ze strony osób, którym zaufał, nic więc dziwnego, że ciężko jest mu to zrobić ponownie. W końcu ile razy jedno serce może zostać złamane? I chociaż bywały na początku chwile, gdy mnie frustrował, to możliwość przeczytania o tych jego cięższych momentach tym bardziej pozwoliła mi docenić te dobre, gdy jego serce zaczęło zdrowieć.

To, jak realistycznie i prawdziwie ukazane są przeżycia tych postaci jest głównym powodem, dlaczego ta historia tak chwyta za serce. Ellie również przechodzi ogromną przemianę i poza byciem nianią Nico jest przede wszystkim kobietą z własnymi doświadczeniami, które odebrały jej marzenia, na które tak ciężko pracowała. Już od pierwszych stron czytamy o tym, jak wykorzystana się czuje przez osoby, na których niegdyś jej bardzo zależało. Zrozumiałe więc, że przy Rafaelu jest ostrożna i nie pozwala mu się wykorzystywać, nawet pomimo tego, że od nastoletnich lat ma do niego słabość. Ale właśnie to podziwiam w niej najbardziej: jej siłę pomimo rozczarowań i ogromne serce, którym obdarza nie tylko Nico, ale także Rafaela w tych momentach, gdy pozwala jej dostrzec zagubionego i skrzywdzonego człowieka, jakim jest za maską obojętności.

Historia tej trójki bohaterów to taka słodko-gorzka historia o drugich szansach, jakie daje nam życie, razem z wybojami, jakie napotykamy na drodze i chwilami słodyczy, dla których warto przez nie przebrnąć. Długość historii może przerażać, ale naprawdę niesamowite jest przewrócić ostatnią stronę i w pełni przyjąć, jak ogromną drogę przechodzą ci bohaterowie od swoich wersji, jakie poznajemy w pierwszych rozdziałach po te, które zostawiamy w ostatnich. Może i w środku trochę historia się dłuży, może czasami frustruje, ale nie ma to większego znaczenia, gdy całość tworzy tak piękny i emocjonalny obraz.

Romans w tej historii jest powolny, ale nic dziwnego, bo bohaterowie muszą przejść przez wiele rzeczy, aby w końcu nauczyli się sobie w pełni ufać. Gdy ich poznajemy, zaufanie między Rafą, a Ellie praktycznie nie istnieje, ale z każdą ich rozmową, z każdą chwilą, gdy Rafael decyduje się zrzucić swoją maskę i ukazać jej swoje poranione serce, tworzy się między nimi więź i zrozumienie. To właśnie te momenty wrażliwości chwytają za serce najmocniej. Lauren Asher rozwija ten wątek naturalnie, bez pośpiechu, z należytą wrażliwością na ich osobiste doświadczenia. Nie będę ukrywać, w pewnym momencie ich taniec wokół siebie i to, że co chwilę robili krok do przodu i dwa kroki w tył stały się trochę frustrujące, dlatego ocenę lekko obniżyłam. Mimo wszystko jednak bardzo im kibicowałam.
 
"Miłość między wersami" to zdecydowanie ta bardziej emocjonalna, poruszająca, słodko-gorzka historia od "Projektu miłość". Być może mimo wszystko dlatego trochę bardziej wolę Dahlię i Juliana. Bywały chwile, kiedy łzy zamazywały mi widok, zwłaszcza na początku, bo mamy do czynienia z bohaterami po przejściach, wliczając w to także syna Rafaela, Nico, który nie tylko zmaga się z chorobą, ale porzuceniem własnej matki i strachem, że straci także Ellie i ojca, jeśli tylko okaże swoje słabości. To historia mocno skupiająca się na ich zdrowiu psychicznym, radzeniu sobie ze stratą, traumą i brakiem zaufania do ludzi, a czasami przewaga tych trudniejszych momentów nad szczęśliwszymi może przytłaczać. W porównaniu do flirciarskiej i pełnej docinek relacji Dahlii i Juliana jest to duża zmiana. Trzeba natomiast przyznać, że widać, iż autorka włożyła w tę powieść całe serce. Jeśli więc lubicie takie dłuższe i kompleksowe powieści, to zdecydowanie polecam wam tę książkę, jak i całą serię.


LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Miłość między wersami
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: Love Rewritten
Seria: Lakefront Billionaires. Tom 2
Data premiery: 14.05.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 592
Ocena: 7.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

sobota, 8 lutego 2025

Lauren Asher - Projekt miłość



Julian

Gdybym kiedyś przypadkiem stanął w płomieniach, Dahlia Muñoz z uśmiechem na ustach podsycałaby ogień. Kiedy moja odwieczna rywalka wraca do Lake Wisteria, zamierzam trzymać się od niej z daleka. I udaje mi się – przynajmniej do czasu, gdy w sprawę wtrąca się moja wścibska matka. Dostaję zadanie, by pomóc Dahlii odzyskać kreatywny zapał, dzięki czemu opuści Lake Wisteria. Tylko co się stanie, kiedy zacznę pragnąć, żeby została?

Dahlia

Ludzie mówią, że diabeł ma wiele twarzy, ale ja znam tylko jedną – Juliana Lopeza. Wróciłam do rodzinnego Lake Wisteria, by wyleczyć złamane serce. Planowałam odpocząć, ale Julian złożył mi ofertę nie do odrzucenia – zaproponował, abyśmy wspólnie wyremontowali moją ulubioną willę w miasteczku. Nasz kruchy rozejm staje pod znakiem zapytania, kiedy do gry zaczynają wchodzić wypierane od lat uczucia. Mogę pozwolić sobie ulec pożądaniu… ale zakochać się? Nie, tego nie było w planie.


Miałam ogromne obawy przed sięgnięciem po tę książkę po moim rozczarowaniu "Drobnym drukiem", ale jestem czytelniczką wyznającą zasadę dawania autorom drugich szans i ogromnie się cieszę, że jej nie skreśliłam, bo właśnie odkryłam nowego ulubieńca wśród małomiasteczkowych romansów. I prawdopodobnie jednego z ulubieńców roku. Bardzo dawno nie śmiałam się tak głośno i szczerze, jak podczas poznawania historii Juliana i Dahlii, dawno nie czułam takiej zwyczajnej radości, mogąc spędzić czas w fikcyjnym, urokliwym małym miasteczku. Lauren Asher trafiła tą książką prosto w mój bardzo specyficzny gust.

Juliana i Dahlię łączy bardzo skomplikowana historia, która lata temu skończyła się złamanym sercem. Przez całe dzieciństwo rywalizowali ze sobą na każdej płaszczyźnie, na studiach w końcu się do siebie zbliżyli... aż Julian porzucił Dahlię na długie lata, popychając ją prosto w ramiona swojego byłego przyjaciela i współlokatora. Teraz Dahlia powraca do Lake Wisteria, swojego rodzinnego miasteczka, lecząc serce po nieudanym związku i wiadomości, która ją zdruzgotała, a przebywanie w towarzystwie Juliana to ostatnie, na co ma ochotę. Tym bardziej, że nie ma już tego nieśmiałego i biednego chłopaka z przyszłości - obecny Julian jest pracoholikiem i miliarderem, choć nadal równie przystojnym, jak niegdyś. Niestety ze względu na przyjaźń ich matek trudno jest im siebie unikać, szybko więc wpadają w dawny rytm robienia sobie na złość. Wszystko się zmienia, gdy postanawiają wspólnie wyremontować dom. Choć Julian próbuje trzymać się od niej z daleka do czasu, aż Dahlia w końcu wróci do San Francisco, spędzanie z nią czasu przypomina mu o tym, co niegdyś stracił. Nie każdy dostaje drugą szansę, by naprawić swoje błędy, czeka go więc najtrudniejszy projekt jego życia: projekt odzyskać serce Dahlii.

Czułam, że ta historia skradnie moje serce od pierwszego spotkania Dahlii i Juliana, które skończyło się niefortunną stłuczką i korowodem całego miasteczka, które zjechało się na miejsce. Śmiałam się do rozpuku od pierwszych rozdziałów, a to tylko mały zalążek niezliczonych, przezabawnych akcji i błyskotliwych dialogów. Nie zliczę ile razy chichotałam podczas żarcików, które robili sobie bohaterowie. Ich docinki i złośliwości były tak naturalne i dobre. To takie dorosłe dzieciuchy, gdy chodziło o wkurzenie tej drugiej osoby, ale było w tym tyle lekkości i radości, że pochłaniałam każdą ich interakcję. A chyba moim ulubionym elementem były mamy Juliana i Dahlii, największe swatki w miasteczku, które przyczyniły się do wielu niezapomnianych chwil.

Chyba największym zaskoczeniem dla mnie było to, że wszystkie moje negatywne zarzuty wobec ostatniej książki autorki, jaką czytałam, tutaj znacząco zostały poprawione. Począwszy od bohaterów, skończywszy na ogólnym klimacie książki i jej fabule. Julian i Dahlia są dopracowanymi, złożonymi postaciami, które mierzą się z własnymi traumami i uczuciami tłumionymi przez lata. Autorka zgłębia depresję Dahlii nie tylko po utracie wieloletniego związku, w którym zatraciła ogromną część siebie, ale też jej żałobę po informacji, że być może nigdy nie będzie jej dane mieć własnych dzieci. Ukazuje jej wzloty i upadki, gdy próbuje się podnieść i na nowo sobie zaufać, ale nie pośpiesza jej drogi do wyzdrowienia nawet dla wątku miłosnego, co jest bardzo ważne.

Ciężko było też nie pokochać Juliana, który ma może miliardy na koncie i jest pracoholikiem, ale jest też postacią twardo stąpającą po ziemi i świadomą swoich przywilejów - tym bardziej, że wymagały one od niego ciężkiej pracy i wielu poświęceń. A jednak żadne pieniądze nie potrafią wypełnić pustki, którą odczuwa za każdym razem, gdy wraca do pustego domu. Widać, jak bardzo żałuje swoich niektórych wyborów, gdy był młodszy, nawet jeśli początkowo nie chce się do tego przyznać. Jeśli kochacie bohaterów, których językiem miłości są drobne przysługi to ostrzegam: ten facet skradnie wasze serce. Kocham te dziesiątki sposobów, na które kochał Dahlię i walczył o jej serce.

Wieloletnie uczucie łączące Dahlię i Juliana widać w tej książce na tak wiele sposobów, że moja wewnętrzna romantyczka dosłownie piszczała z radości. Nigdy nie byłam największą fanką romansów z motywem drugiej szansy, ale to jest właśnie ten jeden typ historii, w których zakocham się za każdym razem. Nie potrzebuję miliona scen erotycznych i kolejnych wyznań miłosnych (chociaż tutaj nie zabraknie wielu pięknych cytatów), bo największe motylki wywołują u mnie drobne szczegóły, które mówią milion rzeczy o więzi bohaterów. Julian i Dahlia to dla mnie przykład takiej miłości, która tkwi w najzwyklejszych momentach. Poza tym dzięki nim uśmiałam się jak nigdy!

Czytając tę książkę miałam czasami wrażenie, jakbym oglądała jedną z moich ukochanych komedii romantycznych. Czytelnika pochłania tu nie tylko rozkoszne napięcie i slow burn pomiędzy głównymi bohaterami, których każda interakcja pełna jest iskrzącej chemii oraz błyskotliwych złośliwości, ale ogólny nastrój życia w małym miasteczku z historią i pełnymi życia mieszkańcami. Nawet bohaterowie drugoplanowi sprawili, że lektura tej książki była przyjemniejsza (osobiście nie mogę się już doczekać historii Rafy!).

Mogę z ręką na sercu się przyznać, że kompletnie nie spodziewałam się, że pokocham tę historię tak mocno, ale widzę ogromną poprawę w sposobie pisania autorki i mogę mieć tylko nadzieję, że będzie tak dalej. "Projekt miłość" to pełna humoru i lekkości historia, której lektura była czystą przyjemnością. Gdyby nie element relacji z korzyściami, który pojawia się w pewnym momencie, a za którym niestety nie przepadam (zdecydowanie wolę, gdy napięcie jest budowane bez fizycznej relacji), jest duże prawdopodobieństwo, że książka dostałaby ode mnie pięć gwiazdek. Jako naczelna wielbicielka powolniejszych romansów w małomiasteczkowym klimacie ogromnie ją polecam. Być może to znak, że powinnam dać jeszcze jedną szansę poprzedniej serii autorki?


Tytuł: Projekt miłość
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: Love Redesigned
Seria: Lakefront Billionaires. Tom 1
Data premiery: 22.01.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 504
Ocena: 8.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

wtorek, 21 listopada 2023

K. Bromberg - On One Condition




Dwa miesiące spędzone w Cedar Falls, żeby dopilnować budowy luksusowego hotelu Sin International Network, a przy okazji podlizywać się upierdliwemu burmistrzowi, który stawia naszej firmie niedorzeczne warunki? Wiedziałem, że to nie będzie nic przyjemnego. W dodatku z tym malowniczym, turystycznym miasteczkiem w Montanie łączą mnie wspomnienia z młodości. Wspomnienia równie piękne, co bolesne.

Właśnie tutaj przeżyłem pierwszą prawdziwą miłość.
Zakończoną nagłym rozstaniem.
I złamanym sercem.

To było piętnaście lat temu. Dlaczego więc ponowne spotkanie z Asher Wells wywołuje we mnie tak silne uczucia, które nie dają mi spokoju? I dlaczego ona tu została? Zawsze marzyła o tym, żeby uciec stąd i zrobić karierę artystyczną. A przede wszystkim: dlaczego, do cholery, obwinia mnie o to, co się stało tamtej nocy?

Podobno pierwsza miłość zasługuje czasem na drugą szansę. Cóż, ja raczej traktuję tę historię jak niedokończony interes, a wszyscy wiedzą, że w biznesie Ledger Sharpe nigdy nie daje za wygraną. Tym razem nie wyjadę stąd bez Asher.

Najpierw jednak muszę sprawić, żeby przestała mnie nienawidzić...


"On One Condition" to drugi tom serii o braciach Sharpe, w którym tym razem przenosimy się do małego miasteczka Cedar Falls - miejsca, z którym wiąże się duża część przeszłości braci, szczególnie Ledgera. Pierwszy tom tej serii był przyjemny, chociaż nie zapadł mi w pamięci na dłużej, dlatego miałam pewne obawy przed rozpoczęciem tego. Szczególnie, że bracia nie wypadli najlepiej i chociaż zapewne taki był zamiar autorki, ani Ledger, ani Ford, nie zainteresowali mnie za bardzo. Ale potem przeczytałam opis tej części i wiedziałam, że muszę ją przeczytać. A kiedy już zaczęłam ją czytać... to była miłość od pierwszego rozdziału.

Firma braci Sharpe, Sin International Network, radzi sobie niesamowicie, rozszerzając swoje usługi na cały świat. A jednak, gdy prawie już dochodzi do umowy, która pozwoliłaby im wybudować luksusowy ośrodek w małym miasteczku Cedar Falls, jego burmistrz odmawia podpisania ugody. Stawia warunek wymagający obecności jednego z braci w miasteczku przez dwa miesiące i udowodnienia, że zależy im na dobru mieszkańców. I chociaż podlizywanie się burmistrzowi to ostatnie, na co mają ochotę, wiedzą, że nie mogą z takiej umowy zrezygnować i na miejsce zostaje wysłany Ledger. Jedyny problem jest taki, że mężczyzna ma trudną historię związaną z Cedar Falls, o której przypomina sobie już podczas pierwszego dnia pobytu, gdy w pobliskim barze wpada na Asher Wells... swoją byłą i pierwszą miłość, której nie widział piętnaście lat. Dla Asher widok Ledgera to jak bolesny skok w przeszłość, do pierwszych złamanych obietnic i naiwnej dziewczyny, która nie była wystarczająca dla chłopca, którego pokochała całym sercem. Rozmowa z Ledgerem po latach to ostatnie, na co ma ochotę, on jednak nie pozostawia jej w spokoju i żąda rozmowy, dopóki oboje nie wyjaśnią sobie, co tak naprawdę zdarzyło się tamtej pamiętnej nocy. Tylko jak ponownie wpuścić do serca kogoś, kto ma moc zniszczenia go na kawałki?

Lawendowa dziewczyna i księżycowy chłopiec. Dwójka osób z zupełnie różnych światów, których połączyło uczucie tak silne, że nic nie miało go złamać. A jednak tak właśnie się stało, a Asher i Ledger zostali rozdzieleni na piętnaście lat za sprawą jednej nocy, z którą tak naprawdę żadne z nich nie mogło się pogodzić. Za sprawą rozdziałów z przeszłości, które przeplatają się z teraźniejszością, mamy szansę szczegółowo poznać rozwój całej relacji tej dwójki i muszę przyznać, że kompletnie mnie pochłonęli. Jak bardzo różnie u mnie bywa z wątkiem drugiej szansy, tak ta historia chwyta za serce. Szczególnie, że tęsknotę i chemię bohaterów można było wyczuć na kilometr, nawet kiedy było między nimi tak wiele nieporozumień, a nawet urazy, wynikających ze wspomnień pierwszego złamanego serca.

Ta książka nie jest długa, więc tak naprawdę nie musimy czekać zbyt długo, aby poznać powód ich rozstania, ale ten moment, gdy na jaw wychodzą wszystkie sekrety, totalnie mnie zmiażdżył. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale z pewnością nie tego - tak mi się zrobiło przykro z powodu Asher i Ledgera, że chciałam ich tylko przytulić. To smutne, że chociaż możemy kogoś całym sercem kochać, planować zbudować życie, czasami dzieją się rzeczy, na które nie mamy niestety wpływu i nie pozostaje nam nic innego, jak się z tym pogodzić. Widzimy to nie tylko w relacji bohaterów, ale nawet w tym, jakimi osobami się stają pomimo innych marzeń z ich młodości.

Ta historia pomogła mi zobaczyć Ledgera z zupełnie innej strony. W poprzednim tomie był zimnym, bezwzględnym biznesmenem, który czasami naprawdę okropnie taktował Callahana - do tego stopnia, że nie pałałam do niego sympatią. W obecności Asher ukazuje się jego kompletnie inna osobowość, którą nauczył się ukrywać pod maską chłodu, sztywności i powagi. Przy Asher stawał się totalnym misiakiem, Nie poddaje się w walce o ukochaną, pomimo bezsilności wynikającej z ich sytuacji pragnie wszystko naprawić i przed nią jedyną odważa się otworzyć swoje serce, nawet jeśli nie jest pewien, czy jest przed nimi jakakolwiek przyszłość. To tak, jakby ta dwójka od zawsze miała odnaleźć drogę powrotną do siebie, nawet pomimo licznych komplikacji.

Natomiast Asher wykazuje się dużą ostrożnością wobec Ledgera i zupełnie mnie to nie zaskakuje. Wiele w swoim życiu musiała poświęcić, aby zapewnić swojej rodzinie opiekę i miłość, jakiej potrzebowali. Szczególnie po wydarzeniach z przeszłości. I chociaż nie zawsze o tym marzyła, poświęca każdą chwilę na opiekę nad farmą jej dziadków, a otwarcie serca na kogokolwiek, tym bardziej Ledgera, wiąże się ze zbyt wielkim ryzykiem. Tym bardziej, że on planuje zostać w mieście jedynie przez dwa miesiące. Nawet jeśli pojawia się między nimi namiętność i pragnienie, tak naprawdę nie pozwala mu przez dłuższy czas dotrzeć do jej serca, które już raz złamał. Chroni je, stawia siebie na pierwszym miejscu i chociaż w głębi duszy jestem romantyczką, bardzo podobała mi się jej determinacja i wytrwałość.

"On One Condition" to była tego typu historia o drugiej szansie w miłości, która jednocześnie chwyta za serce i bezpowrotnie wciąga w zawirowania emocjonalne między bohaterami. Jest krótka, więc szybko się ją czyta, ale nie miałam w żadnym momencie wrażenia, że czegoś zabrakło. Chociaż nie narzekałabym, jeśli mogłabym spędzić chwilę dłużej z Asher i Ledgerem, bo bardzo ich polubiłam. Myślę, że to jedna z lepszych jednotomówek na jeden wieczór, jakie miałam okazję w tym roku przeczytać - ma interesującą fabułę, jest odrobinę pikantna, ale też zawiera tę emocjonalną warstwę, która chwyta za serce. Aż jestem ciekawa trzeciego tomu, mam nadzieję, że również mnie pozytywnie zaskoczy. Bardzo polecam!

K. Bromberg zabłysnęła w świecie literatury dzięki powieści "Namiętność silniejsza niż ból". Książka stała się bardzo szybko bestsellerem w Stanach Zjednoczonych. Po oszałamiającym sukcesie, przetłumaczono ją na wiele innych języków - w tym język polski. Idealne łączy powieści obyczajowe z romantyczną historią, która zawsze przepełniona jest wątkami erotycznymi. Czytelniczki na całym świecie już pokochały tę wybuchową mieszankę.

Bromberg jest jedną z najlepiej sprzedających się autorek wg New York Times. Bycie pisarką łączy z byciem mamą trójki dzieci. Mieszka w w Południowej Kalifornii. Jak sama wyznaje, prywatnie ubóstwia czekoladę, mogłaby pić litrami dietetyczną colę z rumem i godzinami słuchać bardzo głośniej muzyki. Gdy nadchodzi czas wyciszenia, zanurza się w świat literatury. Rodzinne obowiązki udaje jej się połączyć z rozwojem literackim; przyznaje, że jest fanką e-booków.



Tytuł: On One Condition
Autor: K. Bromberg
Seria: S.I.N. Tom 2
Data premiery: 9 sierpnia 2023
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 360
Ocena: 8.5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna: 






Czytaj dalej »

sobota, 9 września 2023

K. Bromberg - Last Resort



Miałam go już nigdy więcej nie spotkać.

Poznaliśmy się w nocnym klubie. Zaczął mnie podrywać przy barze, a ja wprost nie mogłam oderwać od niego wzroku. Obłędnie przystojny, irytująco arogancki, ale pociągający jak diabli. Przy nim udało mi się nawet zapomnieć, że zaledwie parę godzin wcześniej rozstałam się z chłopakiem, i pozwoliłam sobie na chwilowe szaleństwo. Drinki z pewnością mi to ułatwiły…

Na jedną upojną noc.

Bez imion. Bez nazwisk.

Bez zobowiązań. Bez dalszego ciągu.

Najlepszy seks w moim życiu – ale to wszystko.

Takie przygodne znajomości nie są w moim stylu.

Następnego ranka przychodzę do pracy na stresującą rozmowę z naszym nowym klientem. I kogo widzą moje podkrążone, niewyspane oczy? Jego. A raczej trzech facetów, którzy wyglądają jak on. Trojaczki. W ramionach którego z nich wczoraj krzyczałam z rozkoszy?

I tak oto wylądowałam w tym rajskim miejscu, na Wyspach Dziewiczych, jako konsultantka firmy S.I.N., u boku jednego z braci, Callahana Sharpe'a. Moim zadaniem jest pomóc mu spełnić obietnicę, którą dał swojemu umierającemu ojcu – uratować przynoszący straty kurort i zająć się jego całkowitą metamorfozą. To trudny projekt, ale jeszcze trudniejsze jest trzymanie się zasady: nie sypiaj ze swoim szefem, bo masz zbyt wiele do stracenia…


"Last Resort" to książka rozpoczynająca najnowszą serię Bromberg na naszym rynku, która tym razem przenosi nas do korporacyjnego, biurowego świata. Po jej wspaniałej - i szczerze mówiąc jednej z moich ulubionych - sportowej serii "Bezwzględna gra", byłam naprawdę podekscytowana, aby rozpocząć coś nowego. Jej lekkie pióro, którym potrafi ująć zarówno humor, jak i emocje, potrafi być uzależniające i jest jednym z powodów, dla których tak przyjemnie czyta mi się jej książki. Ale czy udało jej się tego dokonać także i tym razem?

Sutton Price właśnie zakończyła toksyczny związek z facetem, który od lat obniżał jej samoocenę i krok po kroku obdzierał ją z pewności siebie. Dopiero szczera i emocjonalna rozmowa z najbliższą przyjaciółką pozwoliła jej dostrzec, jak wiele z siebie utraciła w tej relacji. Dostaje od przyjaciółki tylko jedną prośbę - aby Sutton w końcu zrobiła coś tylko dla siebie. Tak więc, gdy nadarza się okazja, a jej szefowa prosi ją o przejęcie kontroli nad najnowszym projektem odnowy hotelu na Wyspach Dziewiczych, po chwilowym wahaniu postanawia zaryzykować i przyjąć zlecenie. Gdy wybierają się razem z przyjaciółką do baru, aby świętować wolność, z pewnością nie spodziewa się też, że całą noc spędzi uprawiając najlepszy seks w jej życiu z nowo poznanym facetem, którego imienia nawet nie zna. Może los w końcu się do niej uśmiechnął? Nie spodziewa się jednak, że idąc na spotkanie z nowym klientem następnego ranka, wejdzie do sali, a tam spotka ją największe zaskoczenie jej życia - trójka identycznie wyglądających braci, z czego jednym z nich to musi być on. Tylko który z nich zeszłego wieczoru doprowadził ją do wielokrotnych orgazmów? Sutton jest prawie pewna, że to najmłodszy z nich - Callahan Sharpe - ze swoim aroganckim uśmieszkiem i niewyparzonym językiem, ale nie może być tego pewna. A teraz czeka ją wielomiesięczna wyprawa do raju i bliska współpraca z tym facetem, która może okazać się największym wyzwaniem w jej życiu - albo może kosztować ją jej pracę.

Trzeba to przyznać - Bromberg wie, jak wzbudzić zainteresowanie czytelnika na początku książki, bo sytuacja z Sutton i trojaczkami doprowadziła mnie do takiego śmiechu, że jednocześnie ocierałam łzy i umierałam z zażenowania razem z bohaterką.  I miałam nadzieję, że autorka trochę dłużej to pociągnie, bo ten wątek miał predyspozycję do stworzenia tak wielu zabawnych sytuacji, ale niestety dość szybko został rozwiązany. To było moje pierwsze rozczarowanie, które niestety poprowadziło do kilku kolejnych, a największym z nich była niestety cała relacja Sutton z Callahanem.

Książki, w których głównych motywem są sceny erotyczne, a głównym celem bohaterów jest krążenie wokół tematu seksu, nie są dla mnie. Szybko się niestety przekonałam, że mamy tu do czynienia z tego typu romansem, który nie rozwija się za bardzo poza namiętność i pragnienie wskoczenia sobie do łóżka, z którym bohaterowie walczą przez większość czasu. Callahan to tak typowy kobieciarz i playboy, że skończyłam tę książkę z poczuciem, że nie poznałam jego charakteru wystarczająco. Owszem, dostajemy wgląd w jego osobistą historię związaną ze śmiercią taty, jego niechęcią do pracy w firmie i nienawiścią jego braci do jego osoby, ale przez większość czasu przyćmiewała to jego ciągła gadka o seksie, aluzje do seksu z Sutton i myśli o tym, co chciałby z nią wyprawiać. Rozumiemy - chcesz jej w swoim łóżku - naprawdę nie muszę o tym czytać przez 3/4 książki.

Muszę natomiast przyznać, że determinacja Sutton, aby mu nie ulec, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie będę kwestionować jakim cudem działały na nią niektóre jego teksty, zazdrość oraz apodyktyczna natura, gdy mu odmawiała, a on ciągle ją kusił (nie wiem, może rzeczywiście wyprawiał jakieś czary w łóżku, good for her). Natomiast to, że postawiła wyraźne, profesjonalne granice, których nie pozwoliła mu przekroczyć dopóki nie zagwarantuje jej czegoś więcej, niż kolejnej nocy bezmyślnego seksu, skoro na szali jest jej własna praca, bardzo mi zaimponowało. Obawiałam się, że szybko skoczą sobie znowu do łóżka, ale przyjemnie było zobaczyć, jak zdecydowanie zbyt pewny siebie facet, któremu kobiety nigdy nie odmawiają, pracuje w pocie czoła, aby rozpracować Sutton i jej pragnienia. Należała mu się taka pobudka.

Żałuję, że autorka nie daje bohaterom szansy, aby trochę bardziej się poznać na poziomie innym, niż czyste fizyczne zainteresowanie. Dopiero w ostatnich stronach Sutton i Callahan odkrywają karty na tyle, aby być ze sobą pod względem emocjonalnym, pracują, by odkryć swoje demony i otwierają serca na możliwość, że być może rzeczywiście łączy ich coś więcej. I te sceny, gdy są ze sobą wrażliwi, otwarci i prawdziwi, podobały mi się najbardziej - wiele bym oddała, aby było ich więcej, w zamian za te nudne, powtarzające się sceny erotyczne.

Najbardziej interesująca była we wszystkim relacja Callahana z jego braćmi, która nie mogłaby być bardziej skomplikowana. Na początku mogłoby się zdawać, że zderzają się po prostu ich zupełnie odmienne charaktery - ta lekkomyślność Callahana, którą budzi wrażenie, jakby na niczym mu nie zależało, ze stoicką bezwzględnością Ledgera i Forda - ale okazuje się, że ich historia sięga głębiej. Nie będę ukrywać, chociaż Callahan nie zostanie moją ulubioną postacią na świecie, tak jego bracia mocno testowali moją cierpliwość swoim chamskim i prostackim zachowaniem. Dużo między nimi wszystkimi zazdrości, własnych przekonań i dumy, którą motywowała niepewna relacja z teraz już zmarłym ojcem. Gdyby nie ten wątek, zapewne dużo szybciej straciłabym zainteresowanie tą historią - pchał on fabułę do przodu i wzbudzał emocje, których nie udało się wzbudzić relacją Sutton i Callahana.

Przebrnęłam przez tę książkę błyskawicznie i dobrze się bawiłam, ale nie do końca tego oczekiwałam. Określiłabym ją bardziej jako taki niewymagający przerywnik, aniżeli romans od którego można by czegoś oczekiwać. Nie zakochałam się w Sutton i Callahanie, a przecież głównie po to czytam romanse - aby kibicować bohaterom i im miłości, poznawać ich w pięknych, ale też trudniejszych momentach. Z nimi nie udało się nawiązać takiego przywiązania. Nie ukrywam, o wiele bardziej ciekawią mnie bracia Callahana, którzy mają od niego zupełnie różny charakter. Moja relacja z nimi jest wyboista, ale ciekawi mnie, co zaserwują nam w kolejnych częściach. 


K. Bromberg zabłysnęła w świecie literatury dzięki powieści "Namiętność silniejsza niż ból". Książka stała się bardzo szybko bestsellerem w Stanach Zjednoczonych. Po oszałamiającym sukcesie, przetłumaczono ją na wiele innych języków - w tym język polski. Idealne łączy powieści obyczajowe z romantyczną historią, która zawsze przepełniona jest wątkami erotycznymi. Czytelniczki na całym świecie już pokochały tę wybuchową mieszankę.

Bromberg jest jedną z najlepiej sprzedających się autorek wg New York Times. Bycie pisarką łączy z byciem mamą trójki dzieci. Mieszka w w Południowej Kalifornii. Jak sama wyznaje, prywatnie ubóstwia czekoladę, mogłaby pić litrami dietetyczną colę z rumem i godzinami słuchać bardzo głośniej muzyki. Gdy nadchodzi czas wyciszenia, zanurza się w świat literatury. Rodzinne obowiązki udaje jej się połączyć z rozwojem literackim; przyznaje, że jest fanką e-booków.


Tytuł: Last Resort
Autor: K. Bromberg
Seria: S.I.N. Tom 1
Data premiery: 14 czerwca 2023
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna: 




Czytaj dalej »

środa, 10 sierpnia 2022

Angie Hockman - Potyczki w raju



Dwoje wrogów.
Jeden awans.
Czy będą zdolni oprzeć się miłości w raju?

Henley Evans, kierowniczka działu marketingu, rzadko ma czas dla siebie, o rodzinie, przyjaciołach czy facetach nie wspominając. Jednak poświęcenie wydaje się tego warte, kiedy pojawia się możliwość awansu. Szkoda tylko, że Graeme Crawford-Collins, pracujący zdalnie kierownik działu social mediów (a zarazem zmora jej życia), również interesuje się tym stanowiskiem.

Choć nie poznali się osobiście, ich potyczki na maile są znane w całym biurze.

Zadanie #1: Zaproponować projekt zwiększenia sprzedaży rejsów na Galapagos.

Haczyk? Wspólna delegacja…

Gdy spotykają się na pokładzie statku, Henley odkrywa, że Graeme jest inny, niż zakładała. A granica między niechęcią a sympatią wydaje się cieńsza niż pocztówka.

W obliczu zawodowych marzeń i nowych uczuć dla rywala Henley zaczyna kwestionować swoje życiowe decyzje. Bo czy nieustanna praca ma sens, jeśli nie masz czasu na radość?


Mnie łatwo przekonać do przeczytania książki - widzę porównanie do "Wrednych Igraszek", "The Spanish Love Deception", czy "Podróż Nieślubna" i jestem kupiona. A na dodatek opis tej książki spodobał mi się tak bardzo, że wiedziałam, że to będzie wakacyjny romans, który wręcz muszę przeczytać. Enemies to lovers między rywalizującymi między sobą współpracownikami, a wszystko to na przepięknych wyspach Galapagos... no co więcej mogłabym zapragnąć? Moje serducho zabiło szybciej, uśmiech zakwitł na twarzy i nie schodził z niej do ostatniej strony, motylki szalały w brzuchu, a książka z największą łatwością wbiła się na listę najlepszych książek, jakie dane mi było przeczytać w tym roku. Absolutnie się na niej rozpłynęłam i jestem przekonana, że wiele romansoholiczek podzieli moje zdanie.

Wszyscy w biurze znają Henley i Graeme z ich potyczek na maile. Odkąd Graeme dołączył do ich firmy specjalizującej się w rejsach wycieczkowych jako specjalista od social mediów i perfidnie przejął zasługi za ciężką pracę Henley, zyskując tym samym sympatię ich szefa i poniżając Henley, kobieta go nie znosi. Irytuje ją też to, że nigdy nie stosuje się do jej próśb i odpisuje na jej maile zdawkowymi słowami. Chociaż Graeme pracuje zdalnie i nigdy się nie poznali, dla Henley jest najgorszą częścią jej pracy. Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się szansa awansu na dyrektorkę, kobieta postanawia zrobić wszystko, aby udowodnić, że jest warta tego stanowiska. Nawet, gdy okazuje się, że o to samo miejsce walczy nie kto inny, jak Graeme, a aby przekonać do siebie szefa, mają za zadanie wymyślić najlepszy projekt zwiększenia sprzedaży rejsów na wyspy Galapagos... a wszystko to podczas dwutygodniowego, wspólnego rejsu w te tereny. Ich wspólna podróż okazuje się być kompletnie inna, niż początkowo zakładała. Szczególnie, że Graeme w jej głowie nie ma nic wspólnego z mężczyzną, którego poznaje - ten Graeme jest czarujący, niesamowicie przystojny i wzbudza w niej uczucia, których nie powinien w niej wzbudzać jej największy wróg. Henley zaczyna się zastanawiać, czy być może się do niego pomyliła, czy to tylko kolejna zagrywka, aby zabrać jej spod nosa wymarzoną posadę. Cóż, jak się mówi: w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.

Mam obsesję na punkcie tej historii i nie żartuję. Nie przesadzam pisząc, że czytając tę książkę miałam ochotę piszczeć jak nastolatka, bo właśnie takie instynkty pobudzili we mnie Graeme i Henley. Ależ ja się nie mogłam przez nich uśmiechać! To dokładnie taki rodzaj humoru, który do mnie przemawia, a ta chemia? Parzyła przez strony książki. Naprawdę rzadko trafiam na romanse, które zarażają mnie taką radością, a dokładnie tak czułam się, czytając "Potyczki w raju" - szczęśliwa, radosna, uśmiechnięta, a w moim brzuchu szalało całe stado motylków. To był idealny romans wakacyjny na miarę wyżej wymienionych przeze mnie książek, które absolutnie uwielbiam.

Główni bohaterowie tej historii skradli moje serce, a już w szczególności Graeme. Poznajemy go oczami Henley, z którą łączy go burzliwa relacja przez Internet (mało powiedziane, kobieta go nie znosi), więc początkowo dość sceptycznie obserwujemy jego poczynania. W końcu to facet, który przywłaszczył sobie zasługi za pracę Henley, który ozięble ją traktuje i olewa jej prośby, więc wypada jako koszmarny współpracownik. W rzeczywistości, kiedy już dochodzi do ich pierwszego spotkania, ten facet zmiękczył moje serce w przeciągu sekundy. Wystarczyła chwila, aby stał się moim nowym książkowym chłopakiem. Jego zauroczenie Henley, czysta radość, że wreszcie ją poznał, sprawiły, że po prostu przepadłam. Nie mogłam się przestać uśmiechać, kiedy wreszcie zaczęli rozmawiać i wyjaśnili sobie wszystkie te rzeczy, które między nimi były.

Henley w tej sytuacji może wypaść odrobinę opryskliwie, uprzedzona do Graeme zanim ma on szansę jej wszystko wyjaśnić, ale biorąc pod uwagę jej sytuację i ciągłą konieczność pracowania dwa razy ciężej niż mężczyźni wokół niej, bo taka już przykra rzeczywistość kobiet w dużych firmach, wcale jej się nie dziwię. Autorka porusza w tej książce bardzo ważny wątek, który przypomina mi sytuację Cataliny z "The Spanish Love Deception" i to jest właśnie największy problem w relacji bohaterów - widmo wiszącego nad nimi awansu i faktu, że ona jako kobieta wyraźnie ma mniejsze szanse na to, że go dostanie, ponieważ jej szef jest seksistą, który całuje ziemię po której stąpa Graeme, a ją poniża. Czułam taką wściekłość z powodu niesprawiedliwości, która ją dotknęła, ale wyszło z tego coś pięknego - przyjaźń, miłość i pełen pasji projekt, który połączył wszystkich bohaterów.

Jestem zakochana w klimacie tej książki, dzięki czemu to wręcz idealna pozycja na gorące lato. Nie tylko jest to piękny romans, pełen emocji, uczuć, szczęścia i chemii opartej na wrażliwych rozmowach, potyczkach słownych, a także cichych momentach, które wyrażały wszystko, czego bohaterowie nie mówili, ale samo przeniesienie akcji na przepiękne i dzikie wyspy Galapagos nadało jej niepowtarzalnego klimatu. Dzika przyroda, chronione i niespotykane gatunki zwierząt, piękne krajobrazy i przygody, których nie zapomina się do końca życia. Czułam się tak, jakbym sama chodziła z bohaterami na piesze wycieczki, czy zanurzała się w czystych wodach.

Każdy kto kocha letnie romanse z wątkiem enemies to lovers (i to między współpracownikami!) powinien tę książkę przeczytać. Nie spodziewałam się, że pokocham historię Henley i Graeme tak mocno, a okazało się, że przeszła moje wszelkie oczekiwania. Była cudowna, ciepła, lekka, radosna, a to napięcie między bohaterami i rozwój ich relacji były rewelacyjne. Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku - bez dwóch zdań. Z pewnością do tej dwójki jeszcze powrócę. Polecam z całego serca!

ANGIE HOCKMAN to Amerykańska autorka lekkich, dowcipnych i romantycznych historii. Czas spędza najchętniej z rodziną na świeżym powietrzu, marząc o kolejnej podróży. Laureatka nagrody RWA Golden Heart Award. Mieszka w Ohio z mężem, synkiem, słodką starszą kotką i upartym psem. 


Tytuł: Potyczki w raju
Autor: Angie Hockman
Tytuł w oryginale: Shipped
Data premiery: 06.07.2022r.
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 368
Ocena: 9/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Luna!



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia