czwartek, 6 września 2018

Czego nie lubię w romansach?


Jako osoba, która czyta przynajmniej dwa romanse tygodniowo, mam za sobą ogrom przeróżnych historii miłosnych (co zresztą widać, w końcu cały ten blog poświęcony jest takim książkom). Chociaż kocham ten gatunek bardzo mocno i nie wyobrażam sobie przestać go czytać, z czasem w mojej głowie wytworzyła się lista rzeczy, które w romansach mnie irytują, czy nudzą. Dlatego też dzisiaj zaproszę was na trochę inny wpis, bo nie na recenzję, a coś w stylu pogadanki (a raczej mojego narzekania). Od razu zaznaczam, że ma to raczej charakter humorystyczny, więc nie bierzcie sobie tego zbytnio do siebie :) Miłego czytania!


JEDEN: TRÓJKĄTY MIŁOSNE
Nie. Znoszę. Trójkątów. Miłosnych. Nie wiem ile razy już na nie narzekałam na blogu, czy na instagramie, ale każda książka, która ma w sobie ten motyw jest przeze mnie z góry przekreślana. Zdarzyło się, że kilka razy się wkopałam w taką książkę i były to dla mnie najgorsze tortury. Po prostu nie potrafię zrozumieć, jak ktoś może spędzić tygodnie, miesiące, a nawet lata, na zastanawianiu się, którą osobę wybrać? To jest mało realistyczne, bo w prawdziwym życiu, nawet jak się zdarzy, że spodobają nam się dwie osoby na raz, raczej nie wygląda to tak, jak w książkach. Bohaterka wzdycha do jednego chłopca, wymienia jego najlepsze cechy i zachwyca się jego wyglądem, ale potem pojawia się ten drugi chłopiec, równie piękny i wspaniały, i ah, któregoż to ma  wybrać? Nie, nie, nie. Szkoda mi nerwów na takie pierdoły, już nie wspominając o tym, ile takie zachowanie mówi o tej bohaterce. I tych dwóch facetach, którzy walczą o jej względy. Nie powiecie mi, że w prawdziwym życiu którykolwiek czekałby, aż dziewczyna łaskawie da ci odpowiedź, czy wybiera ciebie, czy raczej jednak woli tego drugiego. Dodatkowo, będąc przy temacie trójkątów miłosnych, zabawne jest to, że tutaj prawie zawsze chodzi o scenariusz chłopiec-dziewczyna-chłopiec. Mało kiedy to facet zastanawia się, która dziewczyna jest dla niego odpowiedniejsza. Jeśli już ma być ten trójkąt, to przynajmniej niech on będzie dobry - tutaj mogłabym przywołać na przykład książkę "Bez Pożegnania" Mii Sheridan, w której w jakimś sensie był trójkąt i ani trochę mi nie przeszkadzał, bo został poprowadzony dobrze.

DWA: SZALONE EX-DZIEWCZYNY
Powiedzcie mi, ile znacie książek, w których byłe partnerki głównego bohatera nie wychodzą na totalne wariatki? Zawsze w którymś momencie pojawia się to uświęcanie głównej bohaterki, a zarazem obecnego obiektu westchnień oraz gadanie, jaka to ta była jest okropna i zła. Już nie wspomnę o tych książkach, w których byłe pojawiają się i robią bałagan, nie mogąc się pogodzić z rozstaniem z danym głównym bohaterem. Wiecznie zazdrosne, mało rozumne i irytujące przylepy, od których nie da się odgonić. W prawdziwym życiu jak związek się kończy, to raczej nikt nie lata za tą drugą osobą jak porypany. Dlaczego dla odmiany nie możemy przeczytać o miłej, dającej się lubić byłej? Dlaczego takich książek jest tak mało?

TRZY: MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA
Nie chcę tu nikomu narzucać, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje, nie. Ale mówię o sobie i swoich odczuciach, a ja w takową miłość nie wierzę. Owszem, wierzę, że dwójka ludzi może czuć do siebie przyciąganie w chwili, w której się poznają. To normalne, że ciągnie nas do kogoś i pragniemy go poznać. Ale w momencie, kiedy bohaterowie książki już podczas pierwszego spotkania WIEDZĄ, że będą razem na zawsze, a kilka dni później wyznają sobie miłość, ja po prostu przewracam oczami. Przykro mi to mówić, ale miłość tak nie działa. A przynajmniej nie ta prawdziwa.

CZTERY: SCHEMATYCZNI KSIĄŻKOWI FACECI
Atrakcyjny, wysportowany facet, mający powodzenie u kobiet, rzeszę przyjaciół, grający czarusia, twardziela i dupka, który tak naprawdę jest kochany i troskliwy - czy nie tak opisujemy większość męskich bohaterów książkowych w romansach? Wiem, że głównie tacy mężczyźni przemawiają do kobiet i takie książki są czytane najchętniej (nawet przeze mnie), ale czemu jest tak mało książek, w których to mężczyzna jest nieśmiały, trochę niezdarny i niekoniecznie mający sześciopak na klacie? Nie każdy facet na świecie to model wyrwany prosto z okładki. Chciałabym, żeby dla odmiany było trochę więcej takich książek, bo byłoby to odświeżające.

PIĘĆ: BRAK FABUŁY POZA ROMANSEM
Czy tylko ja nie lubię książek, w których jedyne co się dzieje, to właśnie romans między głównymi bohaterami? Każda scena, strona po stronie, przeznaczona tylko dla nich i rozwijającej się relacji. A już lepiej nie wspomnę, jak co chwilę jest to scena łóżkowa. Nie, ja potrzebuję dobrej książki z mocnymi postaciami drugoplanowymi i wglądem w ich życie. Kiedy ludzie są w związku, nie stają się nagle niedostępni dla każdej innej osoby w ich życiu, poza swoim partnerem. Każdy ma też jakieś zainteresowania, plany, marzenia. Chcę czytać o wypadach ze znajomymi, czy kolacjach z rodzinami, bo to w jakiś sposób jednak urozmaica fabułę i pozwala na głębsze poznanie głównych bohaterów.

SZEŚĆ: ZDRADA
Dobra, może jednak jest coś, czego nie znoszę bardziej od trójkątów miłosnych. I mam tu na myśli zdradę, nieważne czy to pocałunek, seks, czy nawet zdrada emocjonalna. I nawet nie mówię o sytuacji, w której główny bohater zdradza główną bohaterkę z jakąś inną dziewczyną, bo to tak naprawdę nie zdarza się zbyt często. Ale są sytuacje, w których książka rozpoczyna się w momencie, kiedy główny bohater jest w związku z jakąś dziewczyną, a potem pojawia się główna bohaterka i nagle jest wielka miłość i tak naprawdę mało go obchodzi, czy właśnie zdradza swoją dawno zapomnianą dziewczynę, czy nie. Dlaczego ci ludzie, w momencie kiedy zauważają, że czują coś do kogoś innego, po prostu szczerze nie porozmawiają z tą osobą, z którą są w związku? Skoro już mamy złamać komuś serce, to lepiej być uczciwym, niż zdradzać. Nic nie denerwuje mnie bardziej, niż gadanie w stylu "ale ta osoba jest dla mnie taka dobra i mnie kocha, nie mogę jej zostawić tylko dlatego, że w moim życiu pojawił się ktoś inny, który sprawia, że moje serce bije tak mocno, jak jeszcze nigdy nie biło".


Na ten moment tylko tyle rzeczy przychodzi mi do głowy, a na pewno jest tego więcej. Jeśli podoba wam się coś w tym stylu, może kiedyś napiszę część drugą. I oczywiście to co napisałam nie odnosi się do wszystkich romansów i nie zawsze są to rzeczy, które odbierają mi przyjemność z czytania (może poza tymi trójkątami i zdradami). W końcu nie można mieć wszystkiego, co sobie zamarzymy i nawet jeśli są to rzeczy, które mnie irytują, to pojawiają się nawet w moich ukochanych romansach. Nie oznacza to od razu, że książka jest zła, bo często przyćmiewa to coś innego, na przykład dobry styl pisania autora, czy barwni, dający się lubić bohaterowie.

Bardzo chętnie przeczytam w komentarzach czy zgadzacie się z tym, co napisałam. Pisałam to na luźno, z humorem i są to jedynie moje opinie i każdy ma prawo się z nimi nie zgodzić :) Chciałabym przeczytać, czego wy nie lubicie w romansach. Napiszcie poniżej!

24 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie nie podoba mi się to, jak w romansach miłośc wykwita ze zdrady i okazuje się, że poprzedni romans był beznadziejny, a były partner to całe zło tego świata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że zgadzam się z Twoimi uwagami :D Miłość od pierwszego wejrzenia...no bez przesady. Irytuje mnie to, jak bohaterowie się nie znają, a kilka stron dalej już się kochaja. To takie nienaturalne. Można być kimś zachwyconym, ale nie od raz zakochanym. Mnie to ostatnio uderza strasznie mocno :D
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z większością :) A najbardziej właśnie denerwuje mnie ta miłość od pierwszego wejrzenia i jak bohaterka od razu ślini się na widok faceta. Odrzuca mnie od tego. Serio tak trudno pokazać, jak zauroczenie zmienia się w miłość?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam największy problem z danym romansem wtedy gdy obiekt westchnień głównej bohaterki nie przypadnie mi do gustu, tracę przyjemność czytania. Reszta jest dla mnie do przełknięcia💖

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, bohaterowie to najważniejsza część książki, bo nawet jeśli fabuła jest słaba, to oni mogą nadrobić :)

      Usuń
  6. Ja najbardziej nie lubię właśnie braku fabuły poza romansem. Pamiętam, że gdy czytałam niegdysiejszy hit (Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno") nie mogłam ścierpieć faktu, że wszystko było płytkie i denne, nawet tragiczne przeżycia głównej bohaterki. Tylko miłość była w jakiś sposób podkreślona - ale i tak bardzo kiepsko. Każdy rozdział opierał się na spotkaniu tejże pary, a ich związek był tak magiczny i uroczy, że aż wcale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Aż tak źle? Właśnie miałam dzisiaj wieczorem zaczynać tę książkę. Szkoda :(

      Usuń
    2. Nie pamiętam już co dokładnie w tej książce się działo, ale wiem, że chociaż nie była może najwspanialsza, to mi się ją miło czytało :D Ale to dlatego, że nie szykowałam się na nic wielkiego, ot słodki, szybki, nic nie wznoszący romansik :P

      Usuń
  7. Trudno będzie ci znaleźć kolejną książkę. Teraz czekam na post z wyróżniającymi się romansami. Trójkąty i miłość od pierwszego wejrzenia jakoś mnie nie rażą, chociaż przez chwilę miałam z nimi problem. Pewnie jestem niepoprawną romantyczką, ale czytam dalej. Jedyne czego nie potrafię znieść to kryminał w romansie. Tak mi to nie pasuje, że aż chcę krzyczeć. Rozumiem sprawy rodzinne, ale od razu mafia, gangi?
    https://pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com/2018/09/lubie-to-przeglad-sierpnia.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeśli chodzi o kryminał i romans to też musi być naprawdę dobry. Ja do tej pory miło wspominam "Idealną Chemię", którą czytałam już niezliczoną ilość razy, a tam dużą rolę odgrywa gang :D

      Usuń
  8. Nie ukrywam, że bardzo mnie ten post zainteresował, bo ja może nie tyle lubię czytać romanse (chociaż to też), co raczej je pisać ;D Z pewnymi kwestiami sama walczę (schematyczni faceci!), z pewnymi biorę się za bary (trójkąty - sama ich nie znoszę, a właśnie taki piszę, próbując napisać go tak, żeby właśnie miał sens), a generalnie z większością się zgadzam, zwłaszcza z tą miłością od pierwszego wejrzenia i zdradą ;) Szalone byłe nawet lubię, ale o ile wprowadzają do tekstu coś więcej poza samym byciem i uprzykrzaniem życia głównej bohaterce. Ach, no i brak fabuły jest zdecydowanie najgorszy, nienawidzę czytać, nie wiedząc, do czego dąży książka i główni bohaterowie, którzy przez brak celu snują się po fabule i właściwie wydają się często nie mieć w ogóle wpływu na wydarzenia.
    Fajny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Fajnie, że się zgadzamy w tylu kwestiach. Życzę powodzenia w pisaniu - może kiedyś będę miała okazję przeczytać coś od ciebie :))

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Póki co to raczej nie, publikuję sobie tylko w internetach ;) Ale dziękuję!

      Usuń
  9. Dokładnie! Przede wszystkim te szalone ex-dziewczyny, chociaż mnie chyba wszystkie ex-dziewczyny, które przez część fabuły były aktualnymi dziewczynami, też trochę denerwują. Wolę jednak kiedy faceci w książkach są singlami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja chyba najbardziej nie lubię badboy-ów albo słynnych gwiazd futboolu o których marzy każda dziewczyna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię, ale bez przesady, ostatnio czytam tylko o takich i już mam ich dość :P

      Usuń
  11. Chyba wreszcie znalazłam blog dla mnie. Kocham romansy odkąd kupiłam sobie sama jeszcze jako nastolatka mój pierwszy. Pamiętam jak to się czytało w ukryciu przed mamą. Teraz miłość do romansów została, ale chyba już bardziej świadoma. Martwi mnie tylko, że wreszcie przeczytam wszystkie dostępne w empiku, a wtedy chyba sama będę musiała zacząć pisać :D

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia