poniedziałek, 28 stycznia 2019

Ebook: Belle Aurora - Friend Zoned


Valentina Tomic dawno temu postanowiła sobie, że już nigdy nie zaangażuje się w związek. Jednakże kiedy przez szyby swojego butiku widzi tajemniczego, posępnego mężczyznę, pragnie zrobić coś, aby się uśmiechnął. Dlatego wysyła mu cukierki. Nie przypuszcza, że ten jeden czyn doprowadzi do tego, że się z nim zaprzyjaźni. Nik Leokov nie angażuje się w związki, a już na pewno nie z kobietami, takimi jak Tina - pięknymi i gotowymi, by złamać twoje serce, jeśli się zbyt mocno zaangażujesz. Jednakże jej ogromne serce i bezinteresowność sprawiają, że nie potrafi się jej oprzeć i wkrótce się z nią zaprzyjaźnia.

Czasami, będąc poza domem, kiedy nie mam przy sobie książki w formie papierowej, a czuję się znudzona, najlepszym wyjściem na czytanie są ebooki. I przyznam się szczerze, po książkę "Friend-Zoned" sięgnęłam praktycznie na ślepo - bez żadnych wymagań i oczekiwań, bez jakiekolwiek wiedzy na temat fabuły, czy autorki. Wiedziałam tylko tyle, że pragnęłam przeczytać coś lekkiego i niewymagającego, coś, po co będę mogła sięgać w tak zwanym "między czasie". Kiedyś jedna z bookstagramerek napisała, że to właśnie taka leciutka pozycja, więc się na nią skusiłam.

Główną bohaterką książki jest Tina, dwudziestoośmioletnia właścicielka butiku w Nowym Jorku. W przeszłości miała złamane serce przez mężczyznę, który miał być jej miłością życia, a do tego w tragiczny sposób straciła dwójkę bliskich jej osób. Te wydarzenia skutkują w tym, że ma problemy z zaufaniem i otwieraniem się na nowych ludzi. Lubi swoje bezpieczne, samotne życie singielki. Zmiana zachodzi w niej dopiero wtedy, kiedy poznaje Nika i jego rodzinę. Tina jest bohaterką idealną. Jest troskliwa, ma ogromne serce, zawsze pomaga innym, dobro przyjaciół i rodziny stawia na pierwszym miejscu, jest prześliczna, ma poczucie humoru. Tylko, że chociaż autorka bardzo chciała zrobić z niej bohaterkę idealną, to niezbyt jej to wyszło. Bo była przy tym dziecinna, płakała z byle powodu, a niektóre jej komentarze, chociaż miały być zabawne, były żałosne i obraźliwe, jak na przykład to:

"Gdy Mimi powiedziała mi, że jest biseksualna, byłam w szoku. Nie wyglądała na taką. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam z tym problemu. Kocham miłość. We wszystkich kształtach i formach. I uwielbiam Mimi jako lesbijkę. Jest przez to jędzowata."

Ile ludzi, tyle spojrzeń na ten fragment, ale ten komentarz wcale nie był zabawny. A autorce zdarzyło się kilka takich błędów popełnić w tej książce. Nawet nie będę tłumaczyć co w tych słowach jest nie tak, myślę, że każdy przeanalizuje go na swój sposób. Raczej nie jestem fanką głównej bohaterki, tyle razy przewróciłam przez nią oczami, że przestałam już liczyć. A co denerwowało mnie najbardziej, to jej schematyczne przedstawienie - Tina jest najcudowniejsza, a każda inna kobieta, która nie jest nią, albo się z nią nie przyjaźni, jest ble i fuj. Tyle razy te dziewczyny zwracały się zawistnie w stronę innych kobiet, że aż mnie to bolało. To jeden z najbardziej irytujących schematów w romansach.

Nik też został przedstawiony biednie, ale był mniej irytujący niż sama Tina. Właściciel dobrze prosperującego klubu w Nowym Jorku na początku przedstawiony jest jako typowy samiec alfa i kobieciarz. Dopiero z czasem poznajemy go od tej troskliwej strony. Nawet go polubiłam, do czasu aż autorka zrzuciła na nas bombę o jego przeszłości i musiałam wybuchnąć śmiechem. Bo zupełnie, ani trochę nie widziałam go w tej roli. Autorka miała tendencję do przedstawiania go w sposób, który całkowicie przeczył jego akcjom i charakterowi.

Historia Tiny i Nika to powieść od przyjaciół do kochanków, stąd też zresztą tytuł. Nie chcę się już zagłębiać w naturę ich relacji, bo poza tym, że ich miłość to takie insta-love, mało realistyczna, to był to chyba najmniej irytujący aspekt książki. W porównaniu z innymi rzeczami, które były tu złe, mogłam przymrużyć na to oko. W tej książce znajdziecie każdy tandetny wątek typowy dla tego typu romansów. Ciężko mi to wytłumaczyć, ale po przeczytaniu tylu romansów i erotyków, w pewnym momencie wyrobiła się we mnie umiejętność segregowania ich na pewne grupy. "Friend-Zoned" pasuje mi do tej grupy, w której nie dzieje się nic konkretnego, powielane są wszelkie szablonowe wątki, a jakakolwiek drama jest wrzucona tylko na potrzeby namieszania w życiu bohaterów. W ciągu kilkudziesięciu pierwszych stron udało mi się przewidzieć co takiego wydarzy się na koniec.

Co mnie bawi najbardziej, to ilość błędów i niedopowiedzeń oraz zupełnie niepotrzebnych opisów w tej książce. A że jestem osobą, którą takie rzeczy rażą w oczy, przywiązuję do nich uwagę. Tutaj czasami miałam wrażenie, jakbym czytała fanfiction początkującej osoby. Za każdym razem, kiedy autorka rozpoczynała rozdział początkiem dnia, albo opisywała jak bohaterowie gdzieś się szykowali, ze szczegółami opisywała ich czynności i ubiór. I po co to komukolwiek? Żaden czytelnik nie zwraca uwagi na takie rzeczy jak to, w co bohater ubiera się na co dzień, bo takie szczególiki po prostu umykają, nie są ważne. Drugą sprawą jest to, że nic się nie dodawało w tym, że akcja dzieje się w Nowym Jorku. Nie jestem żadnym znawcą, w Nowym Jorku nigdy nie byłam, ale raczej nikt w centrum miasta nie mieszka w domu? Widział ktoś kiedykolwiek w centrum NY jakiś dom? A teraz najlepszy moment, przez który nie mogłam przestać się śmiać. Do głównej bohaterki przylatuje ojciec Z KALIFORNII DO NOWEGO JORKU, żeby ostrzec ją o tym, że szuka jej były chłopak. Były chłopak wchodzi do jej domu, robi się zamieszanie, a po wszystkim Tina pyta ojca czy chciałby zostać, a on odpowiada "Nie, chciałem cię tylko ostrzec". I puf. Już go nie ma. Leci sobie z powrotem do Kalifornii, jak gdyby nigdy nic. Że co???

Podsumowując, książka rzeczywiście była bardzo lekka i niewymagająca, i spełniła swoje zadanie. Bywały momenty kiedy była przezabawna i mnie rozluźniła, a na początku nawet mi się podobała. Ale im dalej, tym więcej niedorzeczności się zbierało i już nie dało rady przymykać na nie oka. Sposób pisania autorki zupełnie nie przypadł mi do gustu, wypadł biednie i przez to miałam wrażenie, że książka napisana jest przez bardzo młodą, niedoświadczoną osobę, która nie ma większego pojęcia, o czym pisze. Nie wiem co więcej mogę powiedzieć, myślę, że wystarczająco zaznaczyłam wady tej książki, ale do was należy już decyzja, czy ją zechcecie przeczytać. Uważam, że jest dziesiątki o wiele lepszych, lekkich tytułów do wyboru :)

Tytuł: Friend-Zoned
Autor: Belle Aurora
Data premiery: 28 listopada 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 399
Ocena: 4/10





6 komentarzy:

  1. Ja sobie odpuściłam ten tytuł, jakoś nieszczególnie mnie zainteresował :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, że jestem zaskoczona, bo do tej pory czytałam same superlatywy o tej książce. W takim wypadku ,nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja też czytałam wiele pozytywnych opinii i aż jestem w szoku, że tylu osobom się podobała, bo ta książka była zła ;_; No ale gusta są różne, mnie takie książki nie zadowalają. Ciekawe jak tobie się spodoba :D

      Usuń
  3. Kurcze, mnie kusiła piękna okładka (tak, okładkowa sroka ze mnie) i część recenzji miała całkiem sporo. Może kiedyś sama się przekonam :)

    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję "Milionera i bogini"
    Pola z https://czytamytu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No racja, okładka jest nawet ładna i recenzji pozytywnych też wiele, ale ja uważam, że zdecydowanie nie zasługuje na tak wysoką ocenę. Jest setki lepszych książek :/

      Usuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia