czwartek, 31 stycznia 2019

Mia Sheridan - Bez Tajemnic | Debiutancka powieść bestsellerowej autorki


Jak wiecie, Mia Sheridan jest jedną z moich ulubionych autorek i po jej książki sięgam bez mrugnięcia okiem. Jak tylko ogłoszono zapowiedź kolejnej powieści, od razu zapragnęłam ją mieć, i tak też kilka dni po premierze wzięłam się za jej lekturę. Wydawnictwo Otwarte zdecydowało się zamieścić dwie powieści w jednej książce - a właściwie tą samą historię, ale opowiedzianą z perspektyw obydwu bohaterów. Już od początku coś mi w tej książce nie pasowało, ale dopiero po kilkudziesięciu stronach przypomniałam sobie, że jest to przecież debiutancka powieść autorki. Chcąc się w tym utwierdzić, trafiłam na oficjalną stronę autorki i jej dość personalny wpis (link), dzięki któremu dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, które stały za powstaniem tej powieści i dzięki którym spojrzałam na tę lekturę z trochę mniej krytycznej strony. Zanim przejdę do mojej opinii i wytłumaczę dlaczego użyłam tu takiego słowa, chciałabym się z wami podzielić tym, co autorka wyznała.

Powieść "Bez Tajemnic" powstała tuż po osobistej tragedii Mii Sheridan i jej rodziny, a mianowicie po tym, jak w czasie porodu swojej piątej córeczki, Darcy Rose, jej macica pękła, a ona walczyła o swoje życie, rodząc swoje nieżywe dziecko. "Gdy się obudziłam, przez dwa dni trzymałam w ramionach perfekcyjnie ukształtowane ciało mojej małej dziewczynki, zapamiętując każdy jej fragment, wyszeptując słowa przeprosin w kółko, i w kółko, błagając o przebaczenie, obwiniając się za wszystko. Musiałam była zrobić coś okropnego, musiałam być bardzo złą osobą, że tak mnie ukarano." Mogę sobie tylko wyobrażać z jak ogromnym bólem się zmagała. Dalej autorka pisze o tym, jak rozpaczliwie potrzebowała odrobiny nadziei i wsparcia w tej sytuacji, i szukała tego w książkach - bezowocnie. Wszyscy powtarzali jej, że powinna przelać swoją żałobę w słowa i napisać własną powieść. I tak właśnie powstała jej historia o dwójce dzieci z domu zastępczego, którzy zostali rozdzieleni przez czas i przypadki. Wszystkie swoje emocje, krótki żywot swojej córeczki, przelała w historię tej dwójki ludzi.

Bardzo ciężko będzie mi napisać opinię o tej historii bez zaspoilerowania wam ważnych części, o których zresztą bardzo chciałabym szczerze się wyrazić. Dlatego też, z tego powodu, że w książce zawierają się dwie części (ta sama historia, ale jedna oczami Evie, a druga Jacka), postanowiłam, że część o Leo poświęcę na opinię bez spoilerów, a w tej o Leo's Chance już mogą się jakieś pojawić. Więc jeśli macie zamiar przeczytać tę książkę, a chcecie mieć niespodziankę, polecam pominąć drugą część.

Część I. Leo

Historia Evie i Leo sięga jeszcze do czasów, kiedy oboje byli dziećmi i poznali się w rodzinie zastępczej. Już wtedy połączyła ich bardzo silna więź - w czasie kiedy desperacko potrzebowali rodziny, miłości drugiej osoby i już jako dzieciaki walczyli z demonami, znaleźli w sobie ukojenie i przyjaciela. Dopiero kilka lat później połączyła ich miłość, która miała być ich całą przyszłością. Niestety kiedy Evie miała czternaście lat, a Leo piętnaście, chłopiec został adoptowany i musiał przeprowadzić się z nową rodziną do Kalifornii. Żegnając się z Evie przysiągł jej, że w jej osiemnaste urodziny po nią wróci i rozpoczną wspólne życie. Niestety był to ostatni raz, kiedy Evie o nim słyszała, czy go w ogóle widziała, chociaż chłopiec już na zawsze odbił swoje piętno w jej sercu. Leo zniknął, zapadł się pod ziemię. Osiem lat później w jej życiu pojawia się nieznajomy mężczyzna, Jake, który przedstawia się za przyjaciela Leo i przewraca jej świat do góry nogami, wyjawiając, że Leo zginął w wypadku samochodowym. Wspomnienie o utraconej miłości odżywa, a jednocześnie łączy ją z Jakiem, do którego powoli się zbliża.

"Czemu każda okrutna osoba uważa się za uosobienie szczerości? Jakby należało im podziękować, że zryli ci serce swoim szczególnym rodzajem prawdomówności."

Nigdy nie mam trudności z pokochaniem bohaterów, których tworzy Mia Sheridan, i w przypadku Evie rzeczywiście tak było. Jej postać jest piękna i inspirująca, bo pomimo beznadziejnego i w dużej mierze samotnego życia, potrafiła dostrzec w ludziach dobro, podczas gdy wielu z nas pogrążyłoby się w goryczy. Ma ogromne, uczynne serce, potrafi zdobyć się na przebaczenie, a do tego twardo stąpa po ziemi i nie jest głupia. Z łatwością wczułam się w jej historię, tak jakbym to ja przeżywała jej perypetie. Natomiast trochę sceptycznie podchodziłam do postaci Jake'a, bo wyczuwałam, że ukrywa coś wielkiego. Nie trzeba było dużo czasu, żebym się domyśliła o co chodzi, ale po tym pojawiły się tylko kolejne pytania i mogłam się tylko zastanawiać "co takiego się stało?". Szczerze przyznaję, że obawiałam się poznać na nie odpowiedzi. Tutaj pojawił się też pierwszy problem z tą powieścią, bo przedstawienie postaci Jake'a zostało potraktowane lekko po macoszemu. Jak zazwyczaj Mia Sheridan kreuje wielowarstwowych, skomplikowanych bohaterów, tak Jake wydawał się być dość... szablonowy. Bogaty, wpływowy mężczyzna, atrakcyjny, przyciągający uwagę kobiet, lubiący kontrolę, samiec alfa i mający mroczną przeszłość, o której nie lubi mówić. Jego postać przypominała mi trochę znanego nam wszystkim Christiana Grey'a, z tym że miał w sobie tą dobroć, typową dla męskich postaci tworzonych przez Sheridan, która sprawia, że trudno im się oprzeć.

"Owszem, pięści mogą połamać kości, ale to słowa łamią serce."

Relacja Jake'a i Evie tak naprawdę zaczyna się błyskawicznie. Już podczas pierwszego spotkania pomiędzy nimi mocno iskrzy, potem wybierają się na randkę i tak się pomiędzy nimi wszystko rozwija. I to kolejna rzecz, która mnie zawiodła - zabrakło mi w niej czegoś więcej. W dużej mierze ta powieść skupiła się właśnie na rozwijaniu relacji między głównymi bohaterami, z kilkoma małymi dramatami tu i tam, a potem przeobraziła się w sceny seksu co kilka stron. Na prawie trzysta stron, dopiero pod koniec wydarzyło się coś, co sprawiło, że mocniej zabiło mi serce. A i to bardzo szybko się zakończyło. Zabrakło mi w tej historii tej intensywności, bo chociaż pomysł na historię był poruszający, to już jego wykonanie było trochę po łebkach. Z drugiej strony bardzo ciężko jest im nie kibicować, bo chemia między Evie i Jake'm jest wręcz namacalna przez papierowe strony.

"Kiedy odchodzisz, nawet od nieznajomych, ich wzrok za tobą podąża. I powiem ci dlaczego, bo sam odczułem to na własnej skórze: otóż dlatego, że nie chcą, by światło, którym jest Evie, światło, którym jesteś ty, ich opuściło. Chcą, by już zawsze oświetlało ich drogę."

Przyznaję, a robię to z bolącym sercem, to nie jest powieść idealna i z pewnością każdy z nas dostrzeże w niej wady. Sama autorka przyznaje, że teraz wiele rzeczy zrobiłaby inaczej. Ale to nie oznacza, że powieść jest zła, bo absolutnie nie jest. Warto mieć na uwadze, że jest to debiutancka powieść autorki, a przecież nikt nie jest od razu perfekcyjny. Przeczytawszy tyle innych książek Sheridan, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że autorka przeszła ogromną drogę i bardzo popracowała nad swoim warsztatem. A fakt, że w tej powieści jest część jej własnej, zmarłej córki, sprawił, że lektura tej powieści była jeszcze bardziej wartościowa.

"- Czemu się na mnie gapisz?
Patrzy na mnie przez dłuższą chwilę, po czym nie odrywając ode mnie oczu, szepcze:
- Bo podoba mi się twoja twarz."

Zarówno "Leo", jak i "Leo's Chance" opowiadają bardzo piękną, bolesną historię o dwójce ludzi, których los potraktował z drwiącym uśmiechem na ustach, a którzy walczą o drugą szansę w miłości. Uważam, że pomimo swoich wad i niedopracowania pewnych aspektów, nadal warto po nie sięgnąć. Mia Sheridan zdecydowanie opowiedziała kolejną wartościową powieść, a najlepiej podsumują to jej własne słowa: "Zawsze jest nadzieja - nawet jeśli zdaje się, że życie nie może być już gorsze, nawet kiedy jesteś połamany, zrozpaczony i poturbowany. Czy to pochodzisz z rodziny zastępczej, czy to jesteś członkiem kultu, czy to zostałeś zapomniany i okaleczony, czy to zrobiłeś w przeszłości coś wstydliwego, popełniłeś błędy, za które nie wierzysz, że możesz odpokutować, czy to jesteś samotny i biedny, zawsze jest po tym jakieś życie. To właśnie moja wiadomość do świata." "Bez Tajemnic" pomimo swoich wad przekazuje bardzo wartościową wiadomość - nigdy się nie poddawaj, bo dla każdego znajdzie się kawałek nadziei.

Część II. Leo's Chance
uwaga: możliwe spoilery!

Byłam specyficznie nastawiona do czytania obydwu części na raz, bo w końcu to ta sama historia, więc co mogła więcej zaoferować? Ale szybko przekonałam się, że przedstawienie jej oczami Leo nadało tej powieści zupełnie innego wymiaru. Kiedy w "Leo" autorka przedstawiła nam historię Leo, tego, co działo się z nim w ciągu tych ośmiu lat, kiedy Evie na niego czekała, a on ani razu nie dał o sobie znaku życia, trochę trudno było mi zaakceptować niektóre rzeczy. Łatwo było mi się zastanawiać, dlaczego po prostu do niej nie wrócił, skoro tak mocno ją kochał, jak mógł dopuścić do niektórych sytuacji. Ale to dopiero w "Leo's Chance" spojrzałam na to wszystko z trochę innej strony, zrozumiałam jego sytuację i pozwoliłam sobie na głęboką empatię, poznawszy fragmenty z jego przeszłości i to, jak daleko sięgało jego cierpienie, wstyd, poniżenie.

"Jak wiele osób, twoim zdaniem, wraca wieczorem do mieszkania, nawet małego i skromnie urządzonego, rozgląda się wokół i czuje się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie? Jak wiele osób naprawdę docenia to, co ma, bo wie, jak to jest nie mieć niczego? Przeszłam wiele, by dotrzeć do miejsca, w którym się znajduję, i nigdy niczego nie biorę za pewnik. To moja nagroda."

Może to tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się, że tutaj pojawiło się mniej scen łóżkowych między Evie, a Leo, dzięki czemu wczułam się w ich związek emocjonalny. A może odbieram takie wrażenie, bo autorka dodała kilka dodatkowych fragmentów, których nie było w pierwszej książce - jak jego własne przemyślenia, gdy spotkał ponownie Evie, to, jak się czuł, kiedy wymyślał kolejne kłamstwa i jak wiele rzeczy ciągle wpływało na jego teraźniejszość. A najbardziej podobały mi się jego sesje terapeutyczne z doktorem Foxem. Pojawiła się tam jedna taka scena, której autentyczność sprawiła, że miałam wręcz ciary i to był tak naprawdę jedyny moment, kiedy byłam bliska płaczu.

Mia Sheridan poruszyła w tej historii bardzo poważny temat molestowania seksualnego i jak w "Leo" zabrakło mi głębszego rozwinięcia tego tematu, jak na to zasługiwał, tak tutaj wreszcie się w to zagłębia. Już od pierwszych stron widzimy, jak ogromny wpływ sytuacje z przeszłości miały i nadal mają na życie Leo, w końcu to głównie przez to nie jest w stanie od razu przyznać się Evie, że jest Leo, a nie Jake'm. Wreszcie poczułam, że mogłam wczuć się w jego postać i to zmieniło z lekka moje nastawienie do niego.

"Nic trudnego, mój piękny chłopcze. Wiara w ciebie nie wymaga wysiłku. Nigdy nie wymagała."

Żeby dłużej nie przedłużać, bo i tak zrobiła się z tego bardzo długa recenzja (brawa dla tych, którzy wytrwali do końca!) - zdecydowanie nie jest to moja ulubiona powieść Mii Sheridan, mogłabym się przyczepić do tego, że brakowało mi fabuły poza związkiem Jake'a i Evie, że praktycznie nic ciekawego się nie działo aż do ostatnich stron. Ale! Trzeba mieć na uwadze, że jest to pierwsza napisana przez nią historia, a jak wiemy, Pani Sheridan potrafi napisać cudowne powieści. Ja pomimo wszystko nadal ją wam polecam :)


Tytuł: Bez Tajemnic
Autor: Mia Sheridan
Tytuł oryginału: Leo & Leo's Chance
Data premiery: 16 stycznia 2019
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 517
Ocena: 7/10



10 komentarzy:

  1. Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki i niestety, jak do tego momentu czuję się zawiedziona lekturą. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, dlaczego tak się czujesz. Ja też nie jestem jakoś wybitnie zachwycona ;)

      Usuń
  2. Zgadzam się w 100% lepiej bym tego nie ujęła. Uwielbiam twój blog <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam jakąś cześć tej serii. Bardzo mi się podobała. :)
    Chyba miała tytuł "Bez słów".
    ~Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie są tak naprawdę kolejne części serii, każda jest oddzielną historią :D Jedyne co ich łączy, to to, że opierają się na danych znakach zodiaku, ale nie mając nic wspólnego ze sobą. A "Bez Słów" ci się podobało? :D

      Usuń
  4. Moją opinię już znasz :D Nie wiedziałam nawet, że to jej debiutancka powieść i to napisana po takiej tragedii, ale mimo wszystko te informacje nie sprawiają, że spojrze na nią inaczej. Mimo wszystko ta sama historia z perspektywy dwóch osób w jednej książce to słaby zabieg. Bo mimo wszystko ta historia nie była tez długa. Tak jakby to była tylko połowa książka. Niestety, odebrałam ją negatywnie, ale nie skreślam autorki, bo wiele osób ją sobie chwali, a Bez słów i Bez lęku były dla mnie świetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, jak kto woli, ja na przykład lubię przeczytać jedną historię z dwóch perspektyw, chociaż raczej nie jedna po sobie. Ale rozumiem, dlaczego wiele osób się zawiodło, ja sama nie jestem zachwycona. Ale skreślać autorki po jednej nieudanej książce nie warto, bo napisała wiele innych cudownych historii :D

      Usuń
  5. Jak zwykle lubię książki Mii Sheridan, tak nieco obawiam się sięgać po tę... JA generalnie z Sheridan mam tak, że jedna jej książka mnie zachwyca, inna już niekoniecznie, dlatego jeszcze zobaczę co w związku z "Bez tejemnic" ;P
    Ps. Fragment o tragedii Sheridan.. Jeju... :(

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, czemu możesz się obawiać. Nie będę cię nakłaniać, bo nie jest to najlepsza książka na świecie, ale jeśli się przekonasz, to mam nadzieję, że ci się spodoba :D

      Usuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia