
Jak wiecie, Mia Sheridan jest jedną z moich ulubionych autorek i po jej książki sięgam bez mrugnięcia okiem. Jak tylko ogłoszono zapowiedź kolejnej powieści, od razu zapragnęłam ją mieć, i tak też kilka dni po premierze wzięłam się za jej lekturę. Wydawnictwo Otwarte zdecydowało się zamieścić dwie powieści w jednej książce - a właściwie tą samą historię, ale opowiedzianą z perspektyw obydwu bohaterów. Już od początku coś mi w tej książce nie pasowało, ale dopiero po kilkudziesięciu stronach przypomniałam sobie, że jest to przecież debiutancka powieść autorki. Chcąc się w tym utwierdzić, trafiłam na oficjalną stronę autorki i jej dość personalny wpis...