czwartek, 27 września 2018

Jessica Sorensen - Rozstrzygnięcie Callie i Kaydena | PREMIERA


Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo zatęskniłam za Callie i Kaydenem, dopóki ponownie nie przeniosłam się do ich świata. Książki opowiadające o nich były jednymi z pierwszych romansów, jakie dane mi było przeczytać - a było to lata temu! Chociaż moja pamięć do wydarzeń troszkę wywietrzała, nie da się zapomnieć bohaterów, których kiedyś się tak mocno pokochało. Dlatego też z wielką przyjemnością sięgnęłam po trzecią i ostatnią część ich historii. Książka sama w sobie jest dla mnie również bardzo ważna z tego względu, że na skrzydełkach książki możecie znaleźć moją pierwszą w życiu rekomendację :)

"[...] może wcale bym się tu nie znalazła, gdyby moje życie potoczyło się inną ścieżką, więc mogę spojrzeć na zło jak na coś, przez co musiałam przejść, by otrzymać dobro. Ty jesteś moim dobrem, bez względu na to, w co chcesz wierzyć. Siedzę tutaj i jestem dzięki tobie najszczęśliwsza na świecie. Ty jesteś moim szczęściem."

Wspomnienia wydarzeń z książki lekko wyblakły w obliczu lat, które minęły odkąd pojawiły się pierwsze dwa tomy. Sięgając po "Rozstrzygnięcie Callie i Kaydena", obawiałam się, że nie będę wiele pamiętała, ale nie miałam czasu, aby odświeżyć "Przypadki" oraz "Ocalenie". Na szczęście okazało się, że martwię się na zapas, bo z każdą kolejną czytaną stroną przypominałam sobie fakty z życia bohaterów. Wiele osób może powiedzieć, że autorka niepotrzebnie podzieliła tę historię aż na trzy książki. I chociaż ja nie jestem fanką trylogii romantycznych, tutaj zupełnie mi nie przeszkadza fakt, że autorka postanowiła pociągnąć tę historię tak długo, bo bardzo pokochałam tych bohaterów i miło było do nich wrócić.

"W trakcie naszej egzystencji pojawia się wiele przypadków, które zbliżają nas do siebie, ale tylko jedna osoba będzie władać twoim sercem na zawsze."

Jeśli znacie Jessicę Sorensen, to wiecie, że lubi ona doszczętnie wycisnąć wszystkie emocje z czytelnika. Wyrywa serca, serwuje prawdziwy rollercoaster wrażeń i na bardzo długo nie daje o sobie zapomnieć. I o ile pierwsze dwie części były pełne bólu i rozpaczy, a autorka potraktowała bohaterów bezlitośnie, tak tutaj wreszcie daje im szansę na dobrze zasłużone szczęśliwe zakończenie. Życie Callie i Kaydena wreszcie zdaje się być stabilne. Chociaż nie jest perfekcyjne, a bohaterowie nadal muszą walczyć z demonami swojej tragicznej przeszłości, to mają w sobie oparcie, a ich wzajemna miłość pozwala im przetrwać.

"Biorę ją za rękę i trzymam, mając tysiąc różnych powodów, by ją dotknąć, czuć pocieszenie, móc nadal stać, żyć i oddychać."

Pamiętam Kaydena, jako naprawdę smutnego, zamkniętego w sobie mężczyznę i nadal boli mnie to, przez co musiał przejść w tak młodym wieku. W trzeciej książce nadal musi walczyć z przeszłością i to głównie na jego postaci skupia się ta część. Obserwujemy jego terapię, wzloty i upadki, walkę o bycie dobrym dla swojej ukochanej, ale droga do szczęścia okazuje się nie być łatwa. Natomiast Callie udało się otrząsnąć po wydarzeniach z przeszłości i dzięki terapii wreszcie uczy się patrzeć w przyszłość, a nie przeszłość. Jest szczęśliwa i jedyne, czego pragnie, to tego samego dla Kaydena. Jej siła i miłość pomagają Kaydenowi w zdrowieniu, a Jessica Sorensen po raz kolejny ukazuje, że potęga miłości może uzdrowić nawet najbardziej złamane serca.

"Pragnę zostać.
Zostać.
Zostać. 
Serce bije mocno.
Na zawsze.
Na wieki.
Do końca."

Historia Callie i Kaydena to jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie przeczytałam. Nie opiera się na fizyczności (chociaż i takich scen nie brakuje), ale na prawdziwym oddaniu, zaufaniu i trosce. Ich więź jest silna i niezniszczalna, a przecież o takiej miłości marzy każdy z nas. "Rozstrzygnięcie Callie i Kaydena" to idealne zakończenie ich historii. Fani tych książek na pewno będą zadowoleni, bo ja nie wyobrażam sobie lepszego sposobu, aby pożegnać moich ukochanych bohaterów. Wspomnienia, jakie autorka zawarła w książce przywołały na mojej twarzy szeroki uśmiech, doprowadziły mnie do płaczu i były chyba moją ulubioną częścią całej książki.

"Obdarowuje mnie czymś najlepszym na świecie.
Nie tylko szczęśliwym zakończeniem bajki.
Daje mi siebie."

"Rozstrzygnięcie Callie i Kaydena" to moje upragnione szczęśliwe zakończenie. Wzruszająca, piękna i inspirująca historia, charyzmatyczni i realistyczni bohaterowie i wspaniałe zakończenie. Jestem w stu procentach usatysfakcjonowana. Książkę kończyłam czytać z bolącym sercem, uzależniona już od pierwszych stron. Zdecydowanie polecam sięgnąć po serię, jeśli jeszcze jej nie znacie!


Tytuł: Rozstrzygnięcie Callie i Kaydena
Autor: Jessica Sorensen
Seria: Coincidence. Tom 3
Tytuł oryginału: The Resolution of Callie and Kayden
Data premiery: 24 września 2018
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Czytaj dalej »

niedziela, 23 września 2018

Kasie West - Słuchaj Swojego Serca


Kasie West to jedna z najbardziej znanych i lubianych autorek powieści młodzieżowych na świecie, a "Słuchaj Swojego Serca" jest już jej dziesiątą książką. Przeczytałam prawie każdą jej powieść dostępną u nas w Polsce i mogę śmiało powiedzieć, że Kasie West jest jedną z moich ulubionych autorek. Chociaż pisze powieści dla młodzieży, ja uwielbiam czasami po takie sięgnąć, bo są lekkie, słodkie i zawsze wiem, że miło spędzę przy nich czas.

Kate Bailey to nastolatka, która nie przepada za towarzystwem ludzi. Jest bardzo sarkastyczna, raczej cicha i lubi być sama. Woli spędzać czas pływając na skuterze po jeziorze, dlatego też nie jest zadowolona, kiedy jej najlepsza przyjaciółka zgłasza ich do udziału w szkolnym podkaście, gdzie ma udzielać porad innym uczniom. Na dodatek zostaje wybrana na prowadzącą programu. Wbrew pozorom Kate zaczyna sobie dobrze radzić i nawet lubić nowe zajęcie. Wtedy na antenie odbiera anonimowy telefon od chłopaka, którego głos brzmi bardzo podobnie do głosu Diego - bardzo atrakcyjnego chłopaka, który wpadł w oko jej najlepszej przyjaciółce, Alanie. Gdy chłopak opowiada o dziewczynie, która mu się podoba, Kate jest święcie przekonana, że mówi on o Alanie. Stara się pomóc swojej przyjaciółce i zbliżyć ich do siebie. Ale wtedy zaczyna spędzać z nim więcej czasu i sama przyłapuje się na tym, że coś zaczyna coś do niego czuć...

Wbrew pozorom Kasie West trochę zawirowała perypetie głównych bohaterów i na koniec nic nie jest tak, jak się by nam zdawało. Bardzo mi się to w tej książce spodobało, bo wciągnęłam się w historię już od pierwszych stron. Nie ukrywam, że obawiałam się tu trójkąta miłosnego - na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Nie zdradzę jak to wszystko się zakończyło, ale koniec końców uważam, że Kasie West bardzo fajnie to sobie wymyśliła. Historia rozwija się w swoim tempie, nie śpieszy się, ale nie jest też nudno. Autorka skupia się na ukazaniu relacji między każdym z głównych bohaterów - bardzo fajnie ukazała przyjaźń Alany i Kate oraz rozwijającą się relację między Kate, a Diego.

Jeśli miałabym wybrać moją ulubioną postać, wskazałabym na Kate, głównie dlatego, że jest do mnie bardzo podobna pod względem charakteru. Bardzo dobrze się z nią utożsamiłam i nie miałam żadnego problemu z wczuciem się w opowiadaną przez nią historię. Ale polubiłam też Diego, który był bardzo miłym i ciekawym chłopakiem, a także Alanę, czy też Franka - odwiecznego wroga rodziny Kate, który koniec końców okazał się wcale nie być taki zły.

"Słuchaj Swojego Serca" to bardzo dobrze napisana, przyjemna historia - wbrew pozorom nie tylko dla młodzieży. Myślę, że może się spodobać nawet starszym czytelnikom, bo kto nie lubi czasem wrócić do czasów młodości? Chociaż książka jest idealną pozycją na lato, to z pewnością spodoba się też jesienią czy zimą, bo dzięki niej jeszcze raz możemy wrócić do upalnych, słonecznych dni. Książkę skończyłam z ogromnym uśmiechem na twarzy, a i ten nie znikał przez cały proces czytania - czy, w moim przypadku, pożerania jej w jednym posiedzeniu. Chociaż powieści Kasie West są lekko przewidywalne i przesłodzone, to jednak nigdy nie umiem ich sobie odmówić. Dlatego też polecam wam "Słuchaj Swojego Serca" :)

Tytuł: Słuchaj Swojego Serca
Autor: Kasie West
Tytuł oryginału: Listen to Your Heart
Data premiery: 1 sierpnia 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 373
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

czwartek, 20 września 2018

Lex Martin - Dearest Clementine


Clementine ma dużo problemów, z którymi musi codziennie dawać sobie radę. Wiele zdarzeń z przeszłości złożyło się na to, że stała się bardzo nieufną i zamkniętą w sobie osobą. Od czasów liceum nie była w żadnym związku z chłopakiem. Do czasu kiedy poznaje atrakcyjnego Gavina, który nie daje jej o sobie zapomnieć. Clem i Gavin szybko nawiązują nić porozumienia i zaczyna między nimi iskrzyć. Jednak na drodze ich szczęściu staje sprawa zaginięcia pewnej studentki, w którą się angażują. Clementine musi być ostrożna, bo może zostać kolejną ofiarą, a Gavin zrobi wszystko, aby ochronić ukochaną przed czyhającym niebezpieczeństwem.

Kiedy sięgałam po książkę "Dearest Clementine", tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, a po jej debiutancką powieść sięgnęłam troszkę na ślepo. Kupiłam ją, dlatego że miałam ochotę na coś lekkiego, a jednocześnie ciekawego, a po opisie i kilku opiniach zdawało się, że ten tytuł będzie do tego idealny. Miałam wrażenie, że książka może być w moim guście - więc jakie są moje odczucia?

Główna bohaterka, Clementine, jest bardzo zamknięta w sobie i nie dzieli się swoimi uczuciami z innymi. Ma za sobą kilka nieprzyjemnych przeżyć, zaczynając od zdradzającego chłopaka, kłótni z rodzicami, kończąc na napadzie ze strony wykładowcy. Pod pseudonimem literackim wydała książkę, która w pewnym sensie była jej terapią na przykre wydarzenia, jednak mało kto z jej znajomych miał okazję ją przeczytać. Przyznam się szczerze, że nie polubiłam Clementine od samego początku. Potrzebowałam kilku stron, aby się do niej przekonać, bo rzeczywiście ma dość specyficzny charakter. Ale im bliżej ją poznawałam, tym więcej zrozumienia do niej się pojawiało, a w końcu bardzo jej postać polubiłam.

Gavin jest opiekunem akademika, lubianym przez innych studentów. Razem z chłopakiem przyjaciółki Clem gra w zespole, a do tego zajmuje się również dziennikarstwem. Nie potrzebowałam dużo czasu, żeby go pokochać - właściwie zrobiłam to w pierwszej chwili, kiedy się pojawił. Nie jest schematycznym "niegrzecznym chłopakiem", jakich często spotkamy w tego typu książkach. Jest miły, troskliwy, ma świetne poczucie humoru, a do tego wkłada wiele pasji w to, co robi. Pomiędzy nim, a Clementine pojawia się niezaprzeczalna chemia i po prostu nie da się im nie kibicować.

Myślę, że warto wspomnieć o wielu bohaterach drugoplanowych, bo im również autorka poświęca wiele uwagi. Przedstawiła nam historię nie tylko przyjaciółek Clem, ale również jej byłego chłopaka, który przecież ma być trochę czarnym charakterem. Bardzo mi się to podobało, bo każdy drugoplanowy bohater wniósł coś do tej książki i przez to nie było nudno. Może nie każdego polubiłam (jak Angelique, o której nic wam nie zdradzę, jeśli jeszcze nie czytaliście), nadal też nie jestem w pełni przekonana do Darena, ale doceniam to, że autorka stworzyła inne wątki, poza głównym romansem.

Opis fabuły umieszczony na tylnej okładce jest tak naprawdę trochę mylny. Kiedy przeczytałam go po raz pierwszy, pomyślałam, że pojawi się tu trochę kryminału - no bo w końcu mowa jest o wplątaniu się w zaginięcie pewnej dziewczyny, przez co Clem staje się kolejnym celem. W rzeczywistości sprawa wyglądała lekko inaczej, bo nie było zbyt wiele tajemniczości, ani żadnego dreszczyku. Ta sprawa została potraktowana subtelnie, a autorka nie poszła w stronę, w jaką myślałam, że pójdzie.

Tak jak myślałam, książka była w odbiorze lekka i bardzo przyjemna. W dużej mierze skupiła się na rozwinięciu relacji między Gavinem, a Clem, ale autorka poświęciła także dużo uwagi wewnętrznej przemianie głównej bohaterki. Z nieufnej i zamkniętej w sobie dziewczyny stała się bardziej otwarta, a z czasem przekonała się, że przeszłość nie musi definiować jej przyszłości. Romans może nie przyprawiał o rumieńce, bo tak naprawdę w związku Clem i Gavina nie o to chodziło, co było naprawdę miłym zaskoczeniem. Zawsze chętnie czytam coś innego od erotyków i romansów przepełnionych scenami łóżkowymi. Uważam, że Lex Martin spisała się rewelacyjnie tworząc romans, bo pokazała, że w miłości nie chodzi tylko o fizyczność. Bohaterowie powoli i stopniowo otwierali się na siebie i uczyli się sobie ufać.

"Dearest Clementine" odebrałam bardzo pozytywnie i jestem nawet zaskoczona, jak bardzo. Nie mam do niej właściwie żadnych zastrzeżeń, bo zawiera w sobie wszystko, co lubię - dobrze rozwinięty romans, świetnych bohaterów (nie tylko głównych, ale i pobocznych), dawkę dobrego humoru i ukryte przesłanie. Jest to jedna z tych książek, do których pewnie jeszcze nie raz wrócę, bo jest to po prostu bardzo dobry umilacz czasu. Czyta się ją szybko, a prosty i niewymagający styl autorki uzależnia. Zdecydowanie będę chciała sięgnąć kiedyś po kolejne części, które opowiadają o bracie Clem, Jaxie, oraz jej byłym, Darenie.


Tytuł: Dearest Clementine
Autor: Lex Martin
Seria: Dearest. Tom 1
Data premiery: 13 lipca 2018
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 367
Ocena: 10/10
Czytaj dalej »

sobota, 15 września 2018

Mona Kasten - Feel Again


On miał być tylko projektem...
Ale jej serce zdecydowało inaczej.

Sawyer Dixon to twarda, młoda kobieta. Nie pozwala, aby ktokolwiek się do niej zbliżył, dlatego stara trzymać się na uboczu. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Isaaca Granta, zupełne przeciwieństwo mężczyzn, z którymi spotykała się dotychczas. Isaac jest nieśmiały, trochę niezdarny i nosi nerdowskie okulary, a do tego przypięto mu status wiecznego singla, który nie potrafi rozmawiać z dziewczynami. Kiedy prosi Sawyer o pomoc, zawierają między sobą umowę - ona zmieni go w bad boya, a on będzie jej modelem do projektu artystycznego. Jednak im więcej czasu spędzają razem, tym bardziej uświadamiają sobie, że być może ich układ nie był dobrym pomysłem.

Książki Mony Kasten to bez dwóch zdań moje najlepsze odkrycie tego roku. Pod tak niewinnymi okładkami skrywają się naprawdę dobre historie, o których długo nie da się zapomnieć. Jej unikatowy sposób przedstawienia bohaterów i fabuły, która na pierwszy rzut oka może nie wydawać się niczym nowym wśród tysiąca podobnych romansów, sprawiają, że oderwanie się od lektury jest wręcz niemożliwe.

Autorka skradła moje serce historią Allie i Kadena, i chociaż drugi tom również mi się podobał, to nie udało mu się podbić mojego serca tak mocno, jak zrobił to tom pierwszy. Wtedy jednak na rynku pojawiła się trzecia książka i już wiedziałam, że kompletnie przepadnę dla Sawyer i Isaaca, których dane nam było poznać w poprzednich tomach. 

Sawyer w pierwszym tomie przedstawiona była jako negatywna postać - była dziewczyna Kadena, która kilkakrotnie miała starcie z Allie i innymi. Nie przepadałam za nią, bo była wybuchowa i cięta, ale potem powróciła w tomie drugim jako współlokatorka i przyjaciółka Dawn, a ja zaczęłam patrzeć na nią z innej strony i ją polubiłam. Dopiero w "Feel Again" uświadomiłam sobie, jak łatwo i niesprawiedliwie oceniłam ją po jej zachowaniach, podczas gdy stało za nimi naprawdę wiele mrocznych i przykrych doświadczeń. Sawyer Dixon to na pierwszy rzut oka samotniczka, która nie dopuszcza do siebie nikogo. Jest twarda, cięta i ludzie niekoniecznie przepadają za jej towarzystwem, ale jej to w zupełności odpowiada. W młodym wieku straciła dwójkę rodziców, przez co razem z siostrą musiała zamieszkać z ciotką, gdzie nie było im łatwo. Przykre doświadczenia z dzieciństwa sprawiły, że postawiła wokół siebie mur ochronny, przez który nikomu nie pozwala się przebić. Moje serce łamało się dla tej dziewczyny, bo życie zdecydowanie nie było dla niej łaskawe i widać jak ogromne piętno na niej to odcisnęło. Byłam dumna, kiedy ze strony na stronę coraz łatwiej otwierała się na innych i akceptowała uczucia, które się w niej rodziły. 

Instagram
Natomiast Isaac to zupełne przeciwieństwo typowych książkowych męskich postaci. Mona Kasten zerwała ze schematami i stworzyła nieśmiałego, grzecznego chłopaka, który nie ma powodzenia u kobiet. Poznaliśmy go w drugim tomie jako słodkiego, lecz trochę niepewnego siebie przyjaciela Dawn. Rumieni się przy dziewczynach i czuje się niezręcznie w większości sytuacji. Chociaż przy pomocy Sawyer zmienia się i staje się trochę odważniejszy i pewniejszy siebie, nie zmienia to jego wnętrza. Pokochałam tego chłopaka od razu! Jeśli czytaliście jeden z moich ostatnich postów, gdzie narzekałam na rzeczy, których nie lubię w romansach, powinniście wiedzieć, że lubię, kiedy autorzy zrywają z popularnymi schematami książkowymi. Nieśmiałość i niezręczność Isaaca była przesłodka i nie trzeba było wiele, żebym się w nim zakochała. Isaac również ma swoje tajemnice i demony, jednak stara się, aby nie stało to na drodze tego kim chce być. 

Kiedy po raz pierwszy wzięłam tę książkę do ręki, zdziwiłam się jak cienka jest ona w porównaniu do "Begin Again" oraz "Trust Again". Dwa grubaśne tomy, a tu nagle dostaję w ręce trzeci tom, o połowę mniejszy od poprzednich. Zmartwiłam się tym trochę, ale potem zauważyłam, że wydawnictwo po prostu zdecydowało się wydrukować książkę na innym papierze niż dotychczas, przez co zdaje się, że książka jest krótsza. Uspokojona tym faktem, wzięłam się za czytanie i... przepadłam. O ile podczas "Trust Again" zajęło mi chwilę wkręcenie się w historię, tutaj przepadłam od razu. 

Na pierwszy rzut oka Isaac i Sawyer to przeciwieństwa, które razem nie mają szansy zaistnieć. Jednak im głębiej ich poznajemy, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że są dla siebie stworzeni. Oboje zauważają w sobie coś więcej, widzą to, czego nie zauważa nikt inny. Chemia pomiędzy nimi była niesamowita i kibicowałam ich już od pierwszych stron. Fabuła zaczyna się mniej więcej tam, gdzie skończyła się druga książka - na imprezie z okazji podpisania kontraktu wydawniczego na pierwszą książkę Dawn. Sawyer i Isaac jako jedyni single na sali wśród przyjaciół postanawiają spędzić razem czas przy barze. Lubię w książkach Kasten to, że zawsze wszystko rozwija się stopniowo i nigdy niczego nienaturalnie nie pośpiesza. Fabuła może nie jest najoryginalniejsza, a jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że książka jest rewelacyjna. Z każdej strony wylewają się emocje, nie potrafię stwierdzić, kiedy ostatnio miałam tak mieszane reakcje na czytaną książkę. "Feel Again" przyprawiło mnie o śmiech, rumieńce, a także sprawiło, że w pewnym momencie złamało mi się serce i poleciały łzy. Zdecydowanie była to przygoda pełna emocji, ale warto było.

Nie sądziłam, że coś pobije historię Allie i Kadena, ale "Feel Again" udało się trafić razem z "Begin Again" na pierwsze miejsce. "Feel Again" to genialny romans, ze wspaniale wykreowanymi postaciami, idealną dawką humoru i dramatu oraz dobrze przemyślaną fabułą. Styl pisania Mony Kasten uzależnia od pierwszej strony i nie pozwala odłożyć książki. Te książki mają w sobie wszystko, co ja uwielbiam. Całe szczęście, że nie musimy jeszcze żegnać się ze światem wykreowanym przez autorkę, ponieważ zapowiedziana została czwarta książka o tytule "Hope Again", która ukaże się w Niemczech już za rok. Będzie opowiadała historię Evelyn oraz Nolana, którzy sporadycznie pojawiali się we wcześniejszych tomach. Już nie mogę się doczekać! A jeśli chodzi o "Feel Again", to chyba nie muszę tego mówić, ale polecam książkę z całego serca! :)

Tytuł: Feel Again
Autor: Mona Kasten
Seria: Again. Tom 3
Data premiery: 22 sierpnia 2018
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 344
Ocena: 10/10

Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 września 2018

J. Sterling - Słodkie Zwycięstwo


Jack Carter i Cassie Andrews musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, aby być tu, gdzie są teraz. Ale wreszcie są szczęśliwi i gotowi, aby rozpocząć wspólną przyszłość. Jednak szybko zdają sobie sprawę, że dorosłość i życie małżeńskie nie jest tak kolorowe, jak mogłoby się zdawać. Cassie i Jack muszą zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, aby wreszcie dostać swoje szczęśliwe zakończenie.

"Słodkie Zwycięstwo" to trzecia i ostatnia część historii Jacka i Cassie. Miałam obawy przed lekturą, zwłaszcza, że poprzednie dwa tomy mnie troszkę wymęczyły, ale na szczęście ta część okazała się najlepsza i nawet przyjemna. Jak autorka zakończyła losy tej pary?

Jack i Cassie wreszcie sprawili, że się do nich przekonałam! Narzekałam na ich postacie przez dwa ostatnie tomy, a tu autorka mnie zaskoczyła, bo tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Może gdybym na siłę czegoś poszukała, to by się znalazło, ale patrząc z perspektywy przeczytanej całej serii, tutaj było bardzo dobrze. Jack złamał mi serce swoim zachowaniem w pierwszej książce, ale od tamtego czasu robił wszystko, aby zadośćuczynić za swój błąd. Tutaj mieliśmy szansę obserwować go jako dojrzałego mężczyznę, który nauczył się stawiać potrzeby swoich bliskich ponad swoje. Kiedyś to baseball był całym jego życiem, teraz to Cassie i jego dzieci zajęły to miejsce. Natomiast Cassie... raczej nigdy nie zostanie moją ulubioną bohaterką książkową i tak naprawdę pewnie niedługo o niej zupełnie zapomnę, ale muszę zaklaskać, bo ani razu mnie nie zirytowała.

Miłość Jacka i Cassie jest tutaj nawet silniejsza niż wcześniej. Ta dwójka jest tak irytująco słodka i zakochana w sobie, że śmiem stwierdzić, że jest to trochę bajkowa miłość. Pojawiają się na drodze nowe problemy i niespodzianki, z którymi muszą się zmierzyć, ale w dużej mierze w ich życiu wreszcie robi się spokojnie. Kieruje nimi determinacja, aby stworzyć dla siebie jak najlepszą przyszłość. Autorka przeskakuje z fabułą co kilka lat, aż do czasów rodzicielstwa, a na koniec mamy możliwość przeczytania epilogu z zaskakującej perspektywy. Nie było tutaj nic nadzwyczajnego, ale J. Sterling miło zwieńczyła ich historię i fani serii zdecydowanie będą zadowoleni.

Podoba mi się, że tutaj mamy duży wgląd w relację Deana i Melissy, których burzliwą relację mieliśmy okazję obserwować już od długiego czasu. Bardzo polubiłam brata Jacka, a obserwowanie go usychającego z miłości łamało mi serce, więc cieszę się, że autorka wreszcie wyjaśniła ich związek i problemy, a nawet napisała szczęśliwe zakończenie. Wiem, że Dean dostanie swoją własną książkę, ale wielka szkoda, bo wygląda to na to, że jest to po prostu cała historia Jacka i Cassie opowiedziana jego oczami. A bardzo chętnie przeczytałabym co działo się w jego życiu.

"Słodkie Zwycięstwo" to słodkie zakończenie historii miłosnej Cassie i Jacka. Po wyboistej drodze ta dwójka wreszcie znajduje się we właściwym miejscu i dostaje swoje szczęśliwe zakończenie. Myślę, że autorce dobrze udało się ukazać, że to miłość jest prawdziwym zwycięstwem w życiu. Żałuję tylko, że dwa pierwsze tomy były takie słabe, bo ostatnią część czytało mi się przyjemnie i miło. Prosty i nieskomplikowany styl autorki pozwala na przeczytanie tej książki za jednym posiedzeniem.
Seria "The Perfect Game" raczej nie zostanie na długo w mej pamięci, a już na pewno nie "Rozgrywka" i "Zmiana", ale jestem zadowolona, że dotrwałam do końca i miałam możliwość wyrobienia swojej własnej opinii, zanim spisałam te książki na straty.

Tytuł: Słodkie Zwycięstwo
Autor: J. Sterling
Seria: The Perfect Game. Tom 3
Data premiery: 22 sierpnia 2018
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 256
Ocena: 6/10


Czytaj dalej »

czwartek, 6 września 2018

Czego nie lubię w romansach?


Jako osoba, która czyta przynajmniej dwa romanse tygodniowo, mam za sobą ogrom przeróżnych historii miłosnych (co zresztą widać, w końcu cały ten blog poświęcony jest takim książkom). Chociaż kocham ten gatunek bardzo mocno i nie wyobrażam sobie przestać go czytać, z czasem w mojej głowie wytworzyła się lista rzeczy, które w romansach mnie irytują, czy nudzą. Dlatego też dzisiaj zaproszę was na trochę inny wpis, bo nie na recenzję, a coś w stylu pogadanki (a raczej mojego narzekania). Od razu zaznaczam, że ma to raczej charakter humorystyczny, więc nie bierzcie sobie tego zbytnio do siebie :) Miłego czytania!


JEDEN: TRÓJKĄTY MIŁOSNE
Nie. Znoszę. Trójkątów. Miłosnych. Nie wiem ile razy już na nie narzekałam na blogu, czy na instagramie, ale każda książka, która ma w sobie ten motyw jest przeze mnie z góry przekreślana. Zdarzyło się, że kilka razy się wkopałam w taką książkę i były to dla mnie najgorsze tortury. Po prostu nie potrafię zrozumieć, jak ktoś może spędzić tygodnie, miesiące, a nawet lata, na zastanawianiu się, którą osobę wybrać? To jest mało realistyczne, bo w prawdziwym życiu, nawet jak się zdarzy, że spodobają nam się dwie osoby na raz, raczej nie wygląda to tak, jak w książkach. Bohaterka wzdycha do jednego chłopca, wymienia jego najlepsze cechy i zachwyca się jego wyglądem, ale potem pojawia się ten drugi chłopiec, równie piękny i wspaniały, i ah, któregoż to ma  wybrać? Nie, nie, nie. Szkoda mi nerwów na takie pierdoły, już nie wspominając o tym, ile takie zachowanie mówi o tej bohaterce. I tych dwóch facetach, którzy walczą o jej względy. Nie powiecie mi, że w prawdziwym życiu którykolwiek czekałby, aż dziewczyna łaskawie da ci odpowiedź, czy wybiera ciebie, czy raczej jednak woli tego drugiego. Dodatkowo, będąc przy temacie trójkątów miłosnych, zabawne jest to, że tutaj prawie zawsze chodzi o scenariusz chłopiec-dziewczyna-chłopiec. Mało kiedy to facet zastanawia się, która dziewczyna jest dla niego odpowiedniejsza. Jeśli już ma być ten trójkąt, to przynajmniej niech on będzie dobry - tutaj mogłabym przywołać na przykład książkę "Bez Pożegnania" Mii Sheridan, w której w jakimś sensie był trójkąt i ani trochę mi nie przeszkadzał, bo został poprowadzony dobrze.

DWA: SZALONE EX-DZIEWCZYNY
Powiedzcie mi, ile znacie książek, w których byłe partnerki głównego bohatera nie wychodzą na totalne wariatki? Zawsze w którymś momencie pojawia się to uświęcanie głównej bohaterki, a zarazem obecnego obiektu westchnień oraz gadanie, jaka to ta była jest okropna i zła. Już nie wspomnę o tych książkach, w których byłe pojawiają się i robią bałagan, nie mogąc się pogodzić z rozstaniem z danym głównym bohaterem. Wiecznie zazdrosne, mało rozumne i irytujące przylepy, od których nie da się odgonić. W prawdziwym życiu jak związek się kończy, to raczej nikt nie lata za tą drugą osobą jak porypany. Dlaczego dla odmiany nie możemy przeczytać o miłej, dającej się lubić byłej? Dlaczego takich książek jest tak mało?

TRZY: MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA
Nie chcę tu nikomu narzucać, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje, nie. Ale mówię o sobie i swoich odczuciach, a ja w takową miłość nie wierzę. Owszem, wierzę, że dwójka ludzi może czuć do siebie przyciąganie w chwili, w której się poznają. To normalne, że ciągnie nas do kogoś i pragniemy go poznać. Ale w momencie, kiedy bohaterowie książki już podczas pierwszego spotkania WIEDZĄ, że będą razem na zawsze, a kilka dni później wyznają sobie miłość, ja po prostu przewracam oczami. Przykro mi to mówić, ale miłość tak nie działa. A przynajmniej nie ta prawdziwa.

CZTERY: SCHEMATYCZNI KSIĄŻKOWI FACECI
Atrakcyjny, wysportowany facet, mający powodzenie u kobiet, rzeszę przyjaciół, grający czarusia, twardziela i dupka, który tak naprawdę jest kochany i troskliwy - czy nie tak opisujemy większość męskich bohaterów książkowych w romansach? Wiem, że głównie tacy mężczyźni przemawiają do kobiet i takie książki są czytane najchętniej (nawet przeze mnie), ale czemu jest tak mało książek, w których to mężczyzna jest nieśmiały, trochę niezdarny i niekoniecznie mający sześciopak na klacie? Nie każdy facet na świecie to model wyrwany prosto z okładki. Chciałabym, żeby dla odmiany było trochę więcej takich książek, bo byłoby to odświeżające.

PIĘĆ: BRAK FABUŁY POZA ROMANSEM
Czy tylko ja nie lubię książek, w których jedyne co się dzieje, to właśnie romans między głównymi bohaterami? Każda scena, strona po stronie, przeznaczona tylko dla nich i rozwijającej się relacji. A już lepiej nie wspomnę, jak co chwilę jest to scena łóżkowa. Nie, ja potrzebuję dobrej książki z mocnymi postaciami drugoplanowymi i wglądem w ich życie. Kiedy ludzie są w związku, nie stają się nagle niedostępni dla każdej innej osoby w ich życiu, poza swoim partnerem. Każdy ma też jakieś zainteresowania, plany, marzenia. Chcę czytać o wypadach ze znajomymi, czy kolacjach z rodzinami, bo to w jakiś sposób jednak urozmaica fabułę i pozwala na głębsze poznanie głównych bohaterów.

SZEŚĆ: ZDRADA
Dobra, może jednak jest coś, czego nie znoszę bardziej od trójkątów miłosnych. I mam tu na myśli zdradę, nieważne czy to pocałunek, seks, czy nawet zdrada emocjonalna. I nawet nie mówię o sytuacji, w której główny bohater zdradza główną bohaterkę z jakąś inną dziewczyną, bo to tak naprawdę nie zdarza się zbyt często. Ale są sytuacje, w których książka rozpoczyna się w momencie, kiedy główny bohater jest w związku z jakąś dziewczyną, a potem pojawia się główna bohaterka i nagle jest wielka miłość i tak naprawdę mało go obchodzi, czy właśnie zdradza swoją dawno zapomnianą dziewczynę, czy nie. Dlaczego ci ludzie, w momencie kiedy zauważają, że czują coś do kogoś innego, po prostu szczerze nie porozmawiają z tą osobą, z którą są w związku? Skoro już mamy złamać komuś serce, to lepiej być uczciwym, niż zdradzać. Nic nie denerwuje mnie bardziej, niż gadanie w stylu "ale ta osoba jest dla mnie taka dobra i mnie kocha, nie mogę jej zostawić tylko dlatego, że w moim życiu pojawił się ktoś inny, który sprawia, że moje serce bije tak mocno, jak jeszcze nigdy nie biło".


Na ten moment tylko tyle rzeczy przychodzi mi do głowy, a na pewno jest tego więcej. Jeśli podoba wam się coś w tym stylu, może kiedyś napiszę część drugą. I oczywiście to co napisałam nie odnosi się do wszystkich romansów i nie zawsze są to rzeczy, które odbierają mi przyjemność z czytania (może poza tymi trójkątami i zdradami). W końcu nie można mieć wszystkiego, co sobie zamarzymy i nawet jeśli są to rzeczy, które mnie irytują, to pojawiają się nawet w moich ukochanych romansach. Nie oznacza to od razu, że książka jest zła, bo często przyćmiewa to coś innego, na przykład dobry styl pisania autora, czy barwni, dający się lubić bohaterowie.

Bardzo chętnie przeczytam w komentarzach czy zgadzacie się z tym, co napisałam. Pisałam to na luźno, z humorem i są to jedynie moje opinie i każdy ma prawo się z nimi nie zgodzić :) Chciałabym przeczytać, czego wy nie lubicie w romansach. Napiszcie poniżej!
Czytaj dalej »

niedziela, 2 września 2018

J. Sterling - Zmiana


Jestem osobą, która nie lubi zostawiać książek niedokończonych, dlatego też w mojej biblioteczce żadnej takiej nie ma. Choćbym nie wiem jak miała się męczyć czytaniem, dokończę ją za wszelką cenę, bo staram się mieć całościowe spojrzenie na daną historię zanim się na jej temat wypowiem - w końcu są książki, które wypadają słabo na początku, a potem akcja się rozkręca. Z tego też powodu postanowiłam dać szansę kolejnym książkom z serii "The Perfect Game", nawet jeśli pierwszy tom zakończyłam z niezadowoleniem.

Fabuła "Zmiany" startuje zaraz tam, gdzie zakończyła się pierwsza książka - po wielu przejściach i sześciu miesiącach nie widzenia się, Jack wreszcie zjawia się na progu mieszkania Cassie i błaga ją o wybaczenie. Jak można się domyślić, Cassie go przyjmuje i wszystko wraca do normy. Zanim brałam się za tę część, pytałam się o czym tu jeszcze można pisać, że powstały nie dwie, ale aż trzy części. I chociaż Cassie i Jack sobie przebaczają i planują razem życie, to właśnie teraz pojawiają się najważniejsze problemy, bo oboje muszą nauczyć się spełniać własne marzenia i cele, jednocześnie pamiętając o tym, że muszą być przy tym drużyną. Co niestety nie wychodzi im najlepiej, ale tu dla mnie nie było zaskoczenia.

Na początku książki autorka postarała się wkleić kilka sytuacji oczami Jacka, tak, abyśmy dostali pełny wgląd w to, co się działo, kiedy my "byliśmy oczami Cassie" i nie wiedzieliśmy, co dzieje się w życiu bohatera, gdy zniknął na sześć miesięcy. Odpowiedziało to na wiele pojawiających się pytań i było dobrym uzupełniaczem do ich historii. Dobrze było dowiedzieć się co działo się w jego głowie.

"Najważniejsze jest to, kogo kochasz, bo kiedy wszystko inne stanie się odległym wspomnieniem, pozostaną ci tylko najbliżsi. A miłość jest w naszym życiu najważniejsza. Dawanie jej. Otrzymywanie. Uczenie innych, jak kochać."

Kończąc czytać Rozgrywkę, zupełnie nie miałam nadziei, że w drugiej książce zmienię swoje nastawienie do Jacka (każdy, kto czytał tom pierwszy powinien wiedzieć z jakiego powodu). Zakończyłam ją zniesmaczona jego zachowaniem i byłam przekonana, że nieważne co zrobi, nie uda mu się mnie przekonać. I owszem, na pewno nigdy nie zostanie jednym z moich ulubionych męskich postaci książkowych, ale z czasem moja nienawiść do niego zelżała. Tak naprawdę przez całą książkę obserwowałam jego zmianę i zdecydowanie nie jest to już ten sam Jack, jakiego poznaliśmy na początku. Z imprezowicza, kobieciarza i faceta podchodzącego do życia na luzie zmienił się w poważniejszego mężczyznę, który zachowuje się o wiele bardziej racjonalnie i mniej dziecinnie. Zdecydowanie starał się naprawić swoje błędy przeszłości i za to ma u mnie ogromnego plusa.

Natomiast w tej części miałam serdecznie dość Cassie. Ja rozumiem, że straciła zaufanie do Jacka po tym wszystkich co się stało, ale w końcu przyjęła go z otwartymi ramionami i powiedziała mu prosto w twarz, że wszystko mu wybaczyła. Więc czy nie powinna mu tego jakoś okazywać? Skoro wcale tak nie było, powinna mu była o tym powiedzieć, zanim zaczęli planować wspólną przyszłość. Bo skończyło się na tym, że nieważne co Jack zrobił, czy to była rzecz dobra, czy zła, ona wszczynała kłótnię i irytowała się jego zachowaniem. Przysięgam, był taki moment, że nawrzeszczała na niego za to, że chciał się upewnić, czy jego pracownikowi odpowiada zwiększenie obowiązków, które miały zapewnić jej bezpieczeństwo po kilku nieprzyjemnych sytuacjach, na które zresztą ona sama narzekała. W tamtym momencie siedziałam i myślałam sobie "zdecyduj się laska, bo ja już sama ciebie nie rozumiem, a przecież facet to facet i się nie domyśli o co ci chodzi, dopóki nie powiesz wprost". Jej rozterki ciągnęły się przez całą książkę i odebrały mi przyjemność z lektury (jeśli w ogóle można o takowej mówić przy tej serii).

"Kiedy jest się młodym, myśli się, że wszystko będzie trwało wiecznie. Ja na przykład sądziłem, że będę pracował aż do śmierci. Ale nawet praca w pewnym momencie dobiega końca. I wtedy się rozglądasz, dokonujesz inwentaryzacji swojego życia, a potem dociera do ciebie, że masz w nosie, gdzie pracowałeś i jak zarabiałeś na rodzinę, liczą się tylko ludzie. Miłość, którą dzieliłeś. Rodzina, którą stworzyłeś. Liczy się to, kto stoi przy tobie, kiedy życie robi się naprawdę gówniane."

Autorka ukazuje tutaj trochę szerzej życie w świetle reflektorów. Jack wreszcie zostaje profesjonalnym baseballistą, a co za tym idzie, staje się rozpoznawalny na całym świecie. Niestety, tyczy się to również Cassie, która jest jego partnerką i pada ofiarą plotek równie często, jak on. Ta część książki nawet mi się podobała, bo ukazuje ukazuje prawdę w tym, co śledzimy na co dzień. Cassie i Jack są z góry oceniani przez fanów, reporterów i pełną rzeszę ludzi, którzy są dla nich tak naprawdę nieznajomymi. Wymyślają historie ich życia, w które odbiorcy wierzą, nie zdając sobie sprawy, że ma to ogromny wpływ na prywatne życie Jacka i Cassie. Cassie staje się ofiarą szykanowań i uczy się, jak sobie z tym wszystkim radzić, co okazuje się o wiele trudniejsze, niż mogłoby się zdawać. Może niektóre sytuacje zostały lekko przerysowane, ale fajnie, że autorka podjęła się próby ukazania, jak to wygląda od strony "celebryty".

Jeśli by to wszystko podsumować, to ta część wypada gorzej niż Rozgrywka. O ile tam wszystko się pięknie posypało dopiero pod koniec, tutaj miałam wrażenie, że przez całą książkę było po prostu słabo. Zdecydowanie za mało Jacka i Cassie (nie licząc tych kilku scen łóżkowych, co zdaje się, wychodzi im najlepiej), a za dużo dramy z tymi wątpliwościami i marudzeniem Cassie. Ciągłe narzekanie i takie mówienie jednego, a robienie drugiego w końcu męczy. Mam nadzieję, że w trzeciej części wreszcie wszystko się jakoś ułoży. Dużym plusem w tej książce są postacie drugoplanowe, takie jak Dean, Melissa i dziadkowie Jacka, którzy koniec końców interesowali mnie o wiele bardziej, niż sami główni bohaterowie. Zachowywali się o wiele rozsądniej niż oni i zawsze wiedzieli co zrobić, czy powiedzieć.

"Jeśli przegapia się miłość, przegapia się życie."

"Zmiana" to według mnie zbędna kontynuacja losów Cassie i Jacka, ale jeśli pokochaliście ich podczas Rozgrywki, to powinniście być zadowoleni, że macie możliwość wrócenia do ich historii miłosnej. Na pewno doczekacie się upragnionego szczęśliwego zakończenia ;)


Tytuł: Zmiana
Autor: J. Sterling
Seria: The Perfect Game. Tom 2
Data premiery: 15 lutego 2018
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 314
Ocena: 4/10


Czytaj dalej »

środa, 29 sierpnia 2018

Laurelin Paige - Uwikłani. Grzeszne noce


Norma Anders to kobieta biznesu. Ciężko pracując wspięła się na szczyt swojej kariery w firmie Pierce Industries. Wydawanie poleceń i władza to coś, dla czego żyje. Jednak w swoim życiu prywatnym pragnie, aby zajął się tym ktoś inny. Pragnie oddać się w ręce mężczyzny. Z pomocą przychodzi jej młodszy asystent, Boyd, który od dłuższego czasu uważa ją nie tylko za swoją szefową, ale również za niezwykle atrakcyjną kobietę. W końcu ich role się odwrócą i to on zacznie jej wydawać rozkazy, których ona będzie musiała słuchać.

Seria "Uwikłanych" była mi zupełnie nieznana do czasu aż udało mi się wygrać na rozdaniu "Grzeszne Noce" - krótką nowelkę, która jest już szóstą książką z kolei. Podeszłam do niej z zupełną nieznajomością poprzednich książek i bohaterów, mając nadzieję, że nie będzie mi to przeszkadzać. I na szczęście, głównie przez małą ilość stron, autorka skupiła się tylko na głównej parze, więc moja niewiedza w niczym nie przeszkadzała.

Główna bohaterka, Norma to trzydziestokilkuletnia bizneswoman. W pracy uwielbia mieć wszystko pod kontrolą, jednak w życiu prywatnym chciałaby się oddać komuś innemu. Odrzucona przez swojego szefa, w którym podkochiwała się od jakiegoś czasu, nie zauważa, że uczuciem darzy ją jej kilka lat młodszy asystent, Boyd. Zawsze uważała go za niezwykle atrakcyjnego mężczyznę, jednak na drodze stała praca i profesjonalizm. Aż do czasu, kiedy składa jej pewną propozycję. Trudno tu powiedzieć, że pokochałam postaci, bo tak naprawdę niewiele się o nich dowiedziałam. Ale zarówno Norma, jak i Boyd byli sympatyczni i przyjemnie czytało mi się ich krótką historyjkę miłosną. Zapewne jest o nich trochę więcej w poprzednich tomach, ale niestety mogę tylko zakładać, bo ich nie czytałam.

Książka jest zbyt krótka, aby mówić o jakiejkolwiek akcji. Laurelin Paige skupiła się głównie na głównych bohaterach i tak naprawdę postacie drugoplanowe tutaj nie istnieją. Autorka rozwija relację Normy i Boyda bez większych dramatów i komplikacji, przeskakując z akcją o kilka miesięcy co kilka rozdziałów. Normalnie by mi to przeszkadzało, ale zważywszy, że jest to jedynie króciutka nowelka, będąca dodatkiem do serii, nie było w tym nic złego.

Historia Normy i Boyda to typowy zakazany romans biurowy. Rozpoczyna się trochę w stylu Greya, a z czasem rozwija w coś o wiele poważniejszego i pokazuje, że prawdziwa miłość wygra z każdą, nawet najgorszą zasadzką. Ja przeczytałam ją w niewiele ponad godzinę, a jestem pewna, że fani serii "Uwikłani" będą zadowoleni z tego krótkiego dodatku. Po tej przyjemnej, namiętnej, ale także uroczej historii, jestem pewna, że w swoim czasie będę chciała sięgnąć także po poprzednie tomy :)

Tytuł: Grzeszne Noce
Autor: Laureling Paige
Seria: Uwikłani. Tom 4.5
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 21 czerwca 2018
Liczba stron: 155
Ocena: 7/10

Bardzo przepraszam za moją chwilową nieobecność, ale z powodów osobistych nie miałam czasu na czytanie oraz pisanie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) 
Czytaj dalej »

niedziela, 19 sierpnia 2018

J. Sterling - Rozgrywka


Jack to najpopularniejszy facet na uczelni, łamacz serc i kapitan szkolnej drużyny baseballa. Jedyną przyszłością dla niego jest gra, nie ma miejsca na żadne poważne związki, dlatego jedyne, na co sobie pozwala, to niezobowiązujące przygody na jedną noc. Do czasu aż poznaje Cassie, nową dziewczynę, która jako jedyna opiera się jego zalotom i odmawia mu pójścia na randkę. Jedna randka brzmi niewinnie, ale dla Jacka ta rozgrywka będzie punktem zwrotnym w jego życiu. Jedna randka okaże się niewystarczająca, ale problemy z zaufaniem powoli będą ich zbliżać do przegranej.

Zanim zasiadłam do lektury serii o Jacku i Cassie, naczytałam się dużo negatywnych opinii, a i moja przyjaciółka odradzała mi czytanie. A ja, napędzana niezbyt pochlebnymi opiniami, pomyślałam sobie, "a co tam, zobaczę co w niej takiego złego". Z natury jest tak, że wiele książek, które podobają się innym, mi nie podchodzą, albo odwrotnie. Więc nabyłam aż trzy dostępne części i postanowiłam je przeczytać. I jakie są moje odczucia?

Zacznijmy od tego, że fabuła tej książki to totalny miszmasz wszystkiego. Cassie i Jack zaczynają swoją relację niezbyt dobrze, ponieważ reputacja Jacka sprawia, że Cassie nie chce mieć z nim nic wspólnego, ale ten nie daje za wygraną. W końcu jednak ulega i już jakieś kilkadziesiąt stron później są razem, zakochani jak nigdy. Jak na mój gust, ich relacja rozwinęła się o wiele za szybko, co zresztą odbijało się na ich związku niejednokrotnie. Pojawiły się problemy z zaufaniem, komunikacją i wiele innych, nieprzyjemnych sytuacji. Na ogół uwielbiam romanse, które dzieją się w college'u, w świecie sportowców i są takim typowym, amerykańskim romansem, ale mam wrażenie, że tutaj autorka po prostu chciała na siłę napisać o wszystkim. Ciągle wymyślała jakieś problemy, bez których spokojnie dałoby się obejść.

"Jak łatwo jest mówić coś, co się wie, że ktoś chce usłyszeć? Jak kilkoma marnymi zdaniami można wpłynąć na czyjeś całe życie? Ale kiedy w ślad za nimi nie idą czyny, słowa są zupełnie bezużyteczne. To tylko dźwięki i sylaby. Nieznaczące zupełnie nic."

Nie polubiłam się z głównymi bohaterami. Może Cassie byłaby w porządku, gdyby nie jej naiwność i łatwowierność. Zdaje się, że to kolejna bohaterka, którą ogłupiła miłość, myśląca nie tą częścią ciała, którą powinna. Jack to schematyczny bohater, typowy bad boy, kobieciarz, kapitan drużyny, a jednak zachowywał się beznadziejnie i nie dało się go polubić. Jego postać odebrała mi całkowitą przyjemność z lektury, zwłaszcza przez tą jedną sytuację pod koniec książki, która dla mnie jest niewybaczalna. Nie wiem jakim sposobem Cassie tak łatwo mu wszystko zapomniała, zważywszy na to, że niejednokrotnie powtarzała, że ma problemy z zaufaniem i nie pozwoli tak łatwo się wykorzystać. I to nie tylko do niego wróciła, ale co jeszcze zrobiła? Przeprosiła JEGO za rozpad ich związku, chociaż jedyną winną osobą był on.

Na szczęście pod koniec Jack pokazał, że żałował wszystkiego, co sprawiło, że złamał Cassie serce. Pokusił się o kilka słodkich czynów, które sprawiły, że moja nienawiść do niego trochę zelżała, ale i tak długa droga, zanim będę w stanie znowu go zaakceptować. To przykre, ale pewnie nie byłabym tak zirytowana tą historią, gdyby nie właśnie zachowanie Jacka, które mnie niejednokrotnie zniesmaczyło. Bo książka miała potencjał, nawet jeśli nie byłaby najlepszą lekturą pod słońcem, to czytałoby się ją przyjemnie, gdyby odjąć niektóre sytuacje i może nie narzucać takiego tempa ich związkowi.

"Nasze blizny nie pokazują nam kierunku, w którym powinniśmy zmierzać, lecz przypominają skąd przyszliśmy."

"Rozgrywka" to nie jest najgorsza książka, jaką przeczytałam, ale wiem, że teraz zastanowiłabym się dziesięć razy, zanim miałabym ją przeczytać jeszcze raz. Zaczęła się dobrze, luźno i naprawdę miałam nadzieję na taką niewymagającą, zabawną książkę, przy której się zrelaksuję, a dostałam lekko irytującą historię, z bohaterami, którzy sprawiają, że pragniesz wyrwać włosy z głowy. Kolejne części przeczytam tylko dlatego, że szkoda, aby tak leżały na półce. Poza tym, pocieszam się tym, że wiele osób mówi, iż są lepsze, niż tom pierwszy. Czy polecam przeczytanie "Rozgrywki"? Myślę, że to decyzja do podjęcia przez was.

Tytuł: Rozgrywka
Autor: J. Sterling
Seria: The Perfect Game. Tom 1
Data premiery: 25 październik 2017
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 300
Ocena: 5/10

Znacie tę serię? Jakie są wasze odczucia i który tom przypadł wam do gustu najlepiej?
Czytaj dalej »

wtorek, 14 sierpnia 2018

Vi Keeland - Show


Żadnego randkowania poza show.
Żadnego seksu poza show.
Żadnego łamania zasad kontraktu.

Kate zgłasza się do udziału w reality show, w którym jako jedna wśród kilkunastu innych dziewczyn będzie walczyć o względy przystojnego kawalera, Flynna. Bardzo zależy jej na wygranej, jaką jest duża suma pieniędzy, która pozwoli jej na opłacenie leczenia dla swojego brata oraz wspomożenie swojej rodziny. Wygrana wydawała się prosta, a kawaler był spełnieniem marzeń niejednej kobiety. Jednak gdy na jej drodze staje Cooper, wszystko się komplikuje. Bo chociaż bardzo lubi Flynna, jej serce budzi się do życia w obecności Coopera, który jest jej zakazany ze względu na kontrakt, który jasno mówi, że zabrania się związków z każdym, poza kawalerem. Czy Kate uda się wygrać, czy złamie zasady gry? 

Vi Keeland w ostatnich miesiącach udało się mnie do siebie przekonać głównie za sprawą "Bossmana". Ale potem przyszła kolej na mniej udaną lekturę "Tylko Twój" i znowu znalazłam się w pozycji, w której z jednej strony lubię czytać książki tej autorki, a z drugiej nigdy nie wiadomo, czy trafię na dobrą lekturę, czy raczej będę się męczyć. Do "Show" podeszłam sceptycznie, nie do końca wiedząc czego się spodziewać.

Fabuła książki była mi nieznana, kiedy brałam się za czytanie. Przeczytałam opis tylko raz i to było jakiś czas temu i do czasu, kiedy książkę dostałam w ręce, czekała przede mną jedna wielka niewiadoma. Czasami lubię tak robić, zwłaszcza z erotykami, które raczej nie słyną z wybitnej fabuły. Do tej pory, kilka dni po lekturze, pytam siebie, jakim cudem nie zauważyłam, że ta książka wręcz krzyczy słowami "uwaga, trójkąt miłosny!". Ale o tym za chwilę.

"Cooper Montgomery sprawił, że wszyscy inni mężczyźni są dla mnie straceni."

Instagram
Główna bohaterka, Kate, dość często irytowała mnie swoim niezdecydowaniem i głupimi decyzjami, ale nie przeszkadzała na tyle, by chcieć przerwać lekturę. Jest sympatyczna i troskliwa, a jej czyny miały rozsądne wytłumaczenie. Jednak jest jedną z tych bohaterek stworzonych przez Vi Keeland, której brakuje tego czegoś, za co mogłabym ją naprawdę polubić. Cooper natomiast od razu zdobył moje serce i sprawił, że lektura tej książki była o wiele przyjemniejsza. Jest typowym samcem alfa, ale współczułam mu sytuacji, w jakiej się znalazł. Chyba nikt nie chciałby oglądać, jak twoja ukochana całuje i admiruje innego mężczyznę. Aż jestem zaskoczona, że tak spokojnie to wszystko znosił, ja na jego miejscu pewnie bym oszalała. Na kilka słów zasługuje również Flynn, czyli kawaler, o którego walczy Kate. Myślę, że gdyby nie fakt, że był "tym drugim", bardzo bym go polubiła jako bohatera. Jest mężczyzną idealnym - atrakcyjny muzyk, a do tego kochany i słodki. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć swoje własne szczęśliwe zakończenie.

Cały aspekt "reality show" bardzo mnie zaciekawił i może gdyby autorka poszła tylko w tę stronę i skupiła się jedynie na tej walce o kawalera, bez żadnych romansów pobocznych, bardziej wciągnęłabym się w tę historię. Ale trójkąt miłosny jaki tu powstał zupełnie odebrał mi radość z lektury, bo unikam ich w romansach jak zarazy. Niektórzy mogą się sprzeczać i mówić, że autorka jednak nie przekroczyła tej granicy, bo Kate powtarzała, że to Cooper sprawia, że nogi jej miękną, a Flynn chociaż jest świetnym facetem, jest tylko przyjacielem, ale bywały momenty, kiedy chyba sama nie wiedziała, czy dobrze postępuje, wiążąc się z Cooperem. Tłumaczenie, że gdyby go nie spotkała, z pewnością zakochałaby się po uszy we Flynnie też raczej nie brzmi ciekawie. Może nie było tu zdrady fizycznej (poza scenicznymi pocałunkami), ale cały czas czułam, że w jakimś stopniu zdradzała go emocjonalnie.

"- Zwycięstwo to nie fart, tylko talent. Życzenie dotyczyło ciebie.
- Nie musiałaś sobie tego życzyć - szepcze. - Miałaś mnie, odkąd pierwszy raz na ciebie spojrzałem."

Polubiłam Kate i Coopera razem, zdecydowanie przyjemnie mi się o nich czytało. Mamy tu zakazany romans, nutkę pikanterii, kiedy bohaterowie skradali się, aby nie zostać przyłapani. Trudno było im nie kibicować, bo razem tworzyli naprawdę dobrze dobraną parę. Książka miała w sobie duży potencjał i byłabym naprawdę zadowolona, gdyby nie ten aspekt trójkąta miłosnego, bo cały czas on jednak mi doskwierał. Mimo wszystko jest to taki umilacz czasu, który da się przeczytać w kilka godzin. Vi Keeland nie zawodzi swoim stylem pisania i łatwo jest się zaangażować w historię, niestety tutaj fabuła wypadła słabo. To idealna pozycja, gdy ma się ochotę na szybką, słodką historię miłosną z dramatem w tle :)

"Chcę, żeby tak było cały czas. Chcę z tobą tańczyć, obejmować cię na imprezach, patrzeć na ten beztroski uśmiech. Nie wiedziałem, że mi tego brakuje, dopóki cię nie poznałem. Chcę tego. P o t r z e b u j ę."


Tytuł: Show
Seria: Na Scenie. Tom 1
Autor: Vi Keeland
Tytuł oryginału: Throb
Data premiery: 13 lipca 2018
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 334
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwo Kobiece :)

Czytaj dalej »

sobota, 11 sierpnia 2018

Jak radzić sobie z przemocą | Z książką Emily Giffin w dłoni


W związku z premierą książki "Wszystko, czego Pragnęliśmy" Emily Giffin blogerzy w całej Polsce łączą siły, aby podnieść świadomość czytelników na temat problemów poruszanych w książce. Nienawiść, wykorzystywanie seksualne, ignorancja, dyskryminacja to tylko część tematów poruszanych przez autorkę, a o których raczej nie mówi się głośno w codziennym życiu. Dzisiejszy wpis będzie dość nietypowy, bo napiszę kilka własnych porad, jak poradzić sobie z dręczycielami.

Instagram
Po co taki wpis na blogu książkowym? Przeczytajcie książkę, a znajdziecie odpowiedzi. Autorka świetnie ukazuje skutki nawet najgłupszego, niewinnego żartu. Da ludzi, którzy karmią się cierpieniem innych przecież tym takie nienawistne zachowanie jest - niewinnym czynem, który jednak potrafi zniszczyć drugiego człowieka. Myślę, że każdy z nas chociaż raz w życiu był ofiarą nienawiści, w mniejszym czy większym stopniu, więc ten post piszę z myślą o was.

1. Nie pozwól, aby okrutne słowa na ciebie wpłynęły.
Tak, wiem, łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Czy tego chcemy, czy nie, przykre komentarze zawsze ranią i na nas wpływają. Ja sama kilka razy byłam ofiarą szykanowań i bardzo długo zajęło mi nauczyć się, że te słowa zupełnie nic nie znaczą, bo są wypowiadane przez ludzi, którzy są dla mnie nikim. W końcu nauczyłam się nie pozwalać im mieć nade mną takiej władzy. One nie mają żadnego znaczenia, bo to, co robią i mówią świadczy o tym, jakimi ludźmi są oni. Nie ja, czy ty. Oni. Wśród siedmiu miliardów ludzi na świecie, dlaczego mamy pozwalać, aby słowa i czyny JEDNEJ osoby wpłynęły na nasze życie? Nie dajmy im tej mocy.

2. Nie odpowiadaj na zaczepki i bądź odważny.

Dręczyciele uwielbiają, gdy ich ofiary reagują na zaczepki. To ich chory sposób na czerpanie przyjemności. A najlepszym sposobem, aby ich zniszczyć, jest pokazanie, że nie robi to na tobie wrażenia. Może i nie mamy władzy nad tym, co nam się przytrafia, ale możemy wybrać jak na to zareagujemy. Możemy zamknąć się w pokoju i płakać, albo możemy stawić się światu i pokazać, że nie pozwolimy, aby te rzeczy odebrały nam radość z życia. Więc kiedy ktoś powie ci coś niemiłego, uśmiechnij się i odejdź. Zobaczysz, jak tym czynem zaskoczysz tę osobę.

3. Nie zniżaj się do ich poziomu.
Kiedy ktoś jest niemiły i okrutny względem ciebie, naturalną reakcją jest samoobrona. Pragniesz odpowiedzieć i wydobyć z siebie całą wściekłość. Pamiętaj, że to oni zniżają się do niskiego poziomu. Ty musisz pokazać, że jesteś lepszy/a. Z niektórymi ludźmi nie warto dyskutować. Nigdy nie zachowuj się jak oni, aby bronić siebie, czy bliskich, bo to tylko daje im jeszcze większą władzę.

4. Powiedz komuś.
Jasne, żyjemy w świecie, w którym nie każda osoba jest chętna do pomocy, nie oszukujmy się. Ale znajdzie się chociaż jedna, której możesz się wygadać i poprosić o pomoc, kiedy czujesz, że sam nie dasz rady. Pomóc może nawet wejście na forum internetowe i napisanie swoich uczuć anonimowo. Jest pełno ludzi, którzy przeszli/przechodzą przez to samo i chętnie ci pomogą. Nigdy nie jesteś z tym sam/a, masz bliskich, przyjaciół, nauczycieli, sąsiadów, nawet nieznajomych na ulicy. To nie twoja wina, że są ludzie, którzy są tak zepsuci, że czerpią radość z twojego cierpienia. Ale nie możesz o tym milczeć, bo to daje im przewagę. Krzycz, walcz o siebie, nie trzymaj niczego wewnątrz siebie, bo w końcu cię to zniszczy.

5. Nie zamiataj problemu pod dywan.
Wiele osób sądzi, że przemilczenie problemu sprawi, że w końcu on zniknie. Nic bardziej mylnego. Najważniejsze jest, aby o tym mówić i pokazać innym, że taki problem istnieje i trzeba o nim mówić, trzeba z nim walczyć. Walczysz nie tylko o siebie, ale o tysiące innych ludzi, którzy codziennie przeżywają to samo. Znęcanie w szkołach, nienawiść w internecie, dyskryminacja na tle religijnym, rasowym, seksizm, homofobia, transfobia, ksenofobia i wiele, wiele innych problemów, z jakimi świat walczy od wieków. Milczenie nie sprawi, że świat będzie lepszym środowiskiem do życia. To mówienie o tym jest pierwszym krokiem w dobrą stronę.

Nie jestem psychologiem, nie mam też prawa mówić wam, co macie robić. Ale warto wziąć do ręki książkę Emily Giffin i przemyśleć sobie kilka spraw. Książkę znajdziecie w księgarniach, a moją recenzję przeczytacie tutaj :)
Czytaj dalej »

środa, 8 sierpnia 2018

Jessica Sorensen - Spełnione Marzenia. Ella i Micha


Dzień, na który Ella i Micha tak długo czekali jest tuż tuż. W dzień Bożego Narodzenia oboje poślubią miłość swojego życia i przypieczętują swoje wspólne życie. Wszystko zapowiada się dobrze, dopóki Ella nie dostaje pocztą tajemniczej przesyłki, która przynosi za sobą bolesne przypomnienie o przeszłości. Do jej życia ponownie wkrada się niepewność i uczucia, które zwalczyła już dawno temu. Nagle szczęśliwe zakończenie staje się przerażające. Jednak Micha nie pozwoli jej odejść i zrobi wszystko, aby wreszcie móc nazywać ją swoją żoną. Będzie stał przy niej nieważne co los rzuci im pod nogi i pokaże jej, że zasługuje na dobrą przyszłość u jego boku.

Rzadko kiedy sięgam po serie opowiadające o tej samej parze, bo trudno jest znaleźć coś, co nie jest jedynie powtarzającą się, nudnawą historią. Kiedy już za coś się biorę, muszę mieć pewność, że nie będę miała ochoty rzucić książkami o ścianę. Tutaj na ratunek przychodzi Jessica Sorensen, królowa emocjonalnych książek, po które sięgam zawsze wiedząc, że czeka mnie genialna lektura.

Seria o Elli i Michy to jedne z pierwszych książek, jakie przeczytałam, nie tylko spod pióra autorki (wcześniej były tylko książki o Callie i Kaydenie), ale ogólnie. Jest to prawdopodobnie moja ulubiona historia typu "od przyjaciół do kochanków", bo niesie za sobą nie tylko wiele wspomnień, ale również emocji. Przyznam się, że dwa pierwsze tomy czytałam naprawdę bardzo dawno temu, bo minęło już dobre kilka lat, więc obawiałam się, że nie będę pamiętała ważnych szczegółów. I rzeczywiście były momenty, kiedy dość intensywnie poszukiwałam informacji w zakątkach mojego czytelniczego umysłu, bo niestety nie miałam czasu, aby odświeżyć sobie pamięć przed lekturą tomu trzeciego. Ale z czasem wszystko zaczęło układać się w całość, a te najważniejsze sytuacje sobie przypominałam.

"Czasem w życiu przydarzą się złe rzeczy, a ludzie muszą robić, co tylko mogą, by się od nich uwolnić."

@swiatromansow
Książka zaczyna się tego samego dnia, w którym kończy się "Lila i Ethan. Nie kuś mnie", pierwsza książka poświęcona ich przyjaciołom, a zarazem trzecia z kolei w całej serii. Jeśli ją czytaliście, to wiecie, że Ella i Micha szykują się do ślubu. Po tylu latach wzlotów i upadków, ta dwójka wreszcie przygotowuje się, aby już na zawsze złączyć się wiązłem małżeńskim. I chociaż miłości pomiędzy nimi nie brakuje, w ich życiu ponownie pojawiają się komplikacje, które w skutkach mogą nie doprowadzić do tego jednego, najbardziej wyczekiwanego dnia. Jessica Sorensen ma zdolność do tworzenia problematycznych bohaterów. Nie oszczędza im na cierpieniu i nie ułatwia im życia. W dwóch poprzednich tomach o Elli i Michy bohaterowie przeszli przez piekło, ale na koniec wydawało się, że wreszcie odnaleźli razem względny spokój i szczęście. Ale autorka jeszcze raz zabiera nas w szaloną podróż, która być może zakończy się weselnymi dzwonami.

Nie znam bohaterów książkowych tak wymęczonych przez los, jak bohaterowie tworzeni przez Sorensen. Ale tutaj wreszcie dostajemy Ellę i Michę, którzy zwalczyli swoje demony i zaufali swojej miłości. Mieszkają razem w domku w Kalifornii, spełniają swoje marzenia i jedyne, czego brakuje, to pewności, że będą ze sobą już na zawsze. Jestem bardzo dumna z Elli, bo przez trzy książki obserwowałam jej drogę do uzdrowienia i zwalczenia poczucia winy, depresji i uzależnienia i wreszcie jej się to udało. Wiadomo, nie zawsze wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale dzięki miłości Michy świetnie daje sobie radę. Natomiast Micha to nadal ten kochany, czuły mężczyzna, którego pokochałam już na samym początku. Jego miłość się nie wyczerpuje i dla swojej ukochanej gotowy jest zrobić wszystko. Ze świecą szukać takiego chłopaka.

"Kochasz mnie na tyle, by nie pozwolić mi się poddać, bez względu na to, jak ciężką toczę walkę."

Ta książka, w porównaniu z "Nie pozwól mi odejść" i "Na zawsze razem" była o wiele mniej dramatyczna i frustrująca. Ella i Micha znaleźli się w miejscu, kiedy są dla siebie ostoją, problemy rozwiązują razem i nie ma miejsca na sekrety. Pojawia się kilka przeciwności, ale ten tom czyta się o wiele lżej. Jessica Sorensen nadal pisze bardzo emocjonalnie, ale koniec końców idealnie zwieńcza ich historię miłosną. Ella i Micha wreszcie dostają swoje dobrze zasłużone szczęśliwe zakończenie, a ja nie mogłabym być bardziej zadowolona. Już nie mogę się doczekać następnych tomów o Lili i Ethanie, które pewnie również zmiażdżą moje serce.

Tytuł: Spełnione marzenia. Ella i Micha
Autor: Jessica Sorensen
Seria: The Secret. Tom 4
Tytuł oryginału: The Ever After Of Ella and Micha
Data premiery: 23 lipca 2018
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 310
Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka :)


Czytaj dalej »

niedziela, 5 sierpnia 2018

Vi Keeland - Tylko Twój


Sydney miała zaplanowany wymarzony miesiąc miodowy z ukochanym. Niestety dwa miesiące przed ślubem zaręczyny zostały zerwane, a ona, aby nie stracić wycieczki, zabrała ze sobą najlepszą przyjaciółkę, Siennę. Tam też poznaje Jacka, przystojnego i tajemniczego mężczyznę, z którym wchodzi w kilkudniowy romans, który ma zakończyć się w dzień powrotu z wakacji. Szybko jednak okazuje się, że coś, co miało być kilkoma dniami przyjemności, przeradza się w coś więcej. Sydney nie tak łatwo jest zapomnieć o Jacku. Czy letni romans ma szansę być czymś więcej?

Po tak udanej lekturze "Bossmana", a jeszcze wcześniej "Egomaniaca", bardzo zapragnęłam przeczytać kolejne książki Vi Keeland. Moja przygoda z autorką była wyboista, ale w ostatnim czasie przekonałam się do jej książek i byłam pewna, że sięgając po kolejną jej powieść, będę równie zachwycona. Więc jak było?

Vi Keeland przenosi nas do wakacyjnego raju - na Hawaje, gdzie Sydney wraz ze swoją przyjaciółką korzysta ze swojego miesiąca miodowego, do którego w końcu nie doszło. Plaża, lazurowa woda, słońce i tropiki - czego więcej chcieć? Sydney stara się wyleczyć z nieudanego związku, gdy na jej drodze staje idealne rozwiązanie. Nieziemsko przystojny, seksowny Jack jest pragnieniem każdej kobiety i od razu przyciąga jej uwagę.

Sydney to kobieta ostrożna, niewywyższająca się, która pragnie korzystać z wolności po latach bycia w związku. Pragnie robić rzeczy, z których do tej pory musiała zrezygnować  na prośbę narzeczonego. Trudno mi powiedzieć, żebym ją polubiła, bo brakowało mi w niej tej stanowczości i zdecydowania. Jest dość nudną bohaterką, nie wyróżnia się niczym wśród setek innych postaci tego typu książek. Natomiast Jack to typowy, schematyczny playboy, który na każdy dzień tygodnia ma inną kobietę, pieniądze wylewają mu się kieszeniami, a do tego jest zaborczy, zawsze dostaje to, czego mu się zapragnie i jest oczywiście niezwykle przystojny. Myślę, że gdybym spotkała go na żywo, raczej byśmy się nie polubili, głównie ze względu na to, że zdarzało mu się zachowywać, jakby świat należał tylko do niego. Ale na szczęście ani on, ani Sydney, nie sprawili, że chciałam sobie włosy powyrywać, jak to często zdarza się w tego typu erotykach. Nie pokochałam ich, ale mi nie przeszkadzali. Szkoda tylko, że autorka nie włożyła w nich trochę więcej serca, bo dla mnie są po prostu kolejnymi, mało oryginalnymi postaciami książkowymi, o których raczej nie pamięta się zbyt długo.

Do tej pory mam mieszane uczucia, co do tej książki. Nie była zła i nie zrozumcie mnie źle, dobrze mi się ją czytało, ale nie miała w sobie nic nadzwyczajnego, nic, czego już bym nie czytała. Na początku miałam trochę wrażenie, że czytam coś podobnego do Pięćdziesięciu Twarzy Greya (a przynajmniej wersji filmowej, bo książek nie czytałam) - niedoświadczona, słodka główna bohaterka i niezwykle bogaty, atrakcyjny, zaborczy samiec alfa, który ma wszystko i potrafi wszystko, pomiędzy którymi coś, co zaczęło się od nieziemskiego seksu, rozwija się w coś głębszego. Ale na szczęście na tym podobieństwa się zakończyły, bo autorka ukryła kilka zaskakujących asów w rękawie, chociażby to, czym zajmował się Jack.

Jak to w erotyku, nie zabrakło tu licznych scen łóżkowych, które niejedną czytelniczkę przyprawią o rumieńce. Jak na mój gust było ich tu zdecydowanie zbyt wiele i dopiero w drugiej połowie książki zaczęło robić się na tyle ciekawie, by przestały mi przeszkadzać. Ale tego można było się spodziewać, koniec końców jest to przecież książka erotyczna. "Tylko Twój" kończy się w sposób, który zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, kontynuujący losy Sydney oraz Jacka. Jestem ciekawa co autorka dla nich jeszcze wymyśliła, chociaż uważam, że spokojnie mogła to zmieścić w jednej książce, bo nie ma sensu tego niepotrzebnie rozciągać. Ale przeczytam, może akurat mnie pozytywnie zaskoczy :)

"Tylko Twój" to dość schematyczna, mało oryginalna książka, ale przyjemnie umila czas w samotny wieczór. Do przeczytania w jednym posiedzeniu. Nie ma co oczekiwać od niej niczego wielkiego, bo na pewno tego nie znajdziecie. Ale nadaje się idealnie na okres wakacyjny, zważywszy na to, że jednym z miejsc akcji są Hawaje. Vi Keeland nie udało się mnie zaskoczyć i zdecydowanie jest to jedna z jej słabszych książek. Na półce czeka mnie jeszcze jedna nowość od tej pani, więc trzymam kciuki, aby było lepiej :)


Tytuł: Tylko Twój
Autor: Vi Keeland
Seria: Cole. Tom 1
Tytuł oryginału: Belong To You
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 20 lipca 2018
Liczba stron: 254
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


Czytaj dalej »

środa, 1 sierpnia 2018

Scarlett Cole - Rozdarte Serce


Brody "Cujo" Matthews lubi kiedy wszystko jest proste. Nie pozwala sobie na związki i trzyma się z dala od skomplikowanych kobiet, takich jak jego matka, która porzuciła go i jego braci, gdy był dzieckiem. Jest tatuażystą, kobiet ma na pęczki i właściwie niczego mu nie brakuje. Kiedy zmuszony jest współpracować z Dreą, przyjaciółką narzeczonej swojego przyjaciela nad ich przyjęciem zaręczynowym, okazuje się, że być może będzie musiał złamać swoje zasady. Drea jest piękna, ognista, ale zmęczona życiem - opiekuje się swoją chorą matką, sypia ledwo dwie godziny i zapracowuje się na śmierć. Ostatnim czego potrzebuje to znosić obecność Cujo, który działa jej na nerwy jak nikt inny. Ich współpraca wywołuje niechciane pożądanie, które szybko prowadzi do czegoś głębszego. Ale kiedy Drea zostaje świadkiem przestępstwa, a świat Brody'ego staje do góry nogami, okazuje się, że nie zostaje im nic innego, jak nauczyć się polegać na drugiej osobie.

W zeszłym roku dane mi było przeczytać "Najtwardszą Stal" i książką byłam wręcz oczarowana. Trafiła ona nawet do mojej topowej dziesiątki premier 2017 roku, więc można się domyślić, że kiedy wydawnictwo ogłosiło zapowiedź drugiego tomu serii "Tatuaże", byłam w niebie. Tym razem mamy szansę poznać historię Cujo, najlepszego przyjaciela Trenta, oraz Drei, przyjaciółki Harper, znanych nam z pierwszej części. Miałam duże oczekiwania względem tej pozycji, niestety wypada ona o wiele słabiej niż pierwsza.

Cujo i Drea nie zaczynają dobrze, bo pałają do siebie niechęcią. Drea uważa go za leniwego dupka, który nie potrafi utrzymać swojego członka w spodniach, natomiast Cujo uważa ją za irytującą wariatkę. Dlatego kiedy zmuszeni są wspólnie urządzić przyjęcie zaręczynowe dla przyjaciół, zaczyna się od wielu sprzeczek, z czasem jednak nie potrafią zaprzeczyć pojawiającemu się przyciąganiu. Muszę przyznać, że autorka wykonała dobrą robotę budując ich relację, bo wszystko działo się w swoim czasie. Zarówno Cujo, jak i Drea niosą na swoich barkach niezły bagaż doświadczeń i cieszę się, że autorka o tym nie zapomniała, budując ich związek. W tle pojawiło się wiele dramatu, a bohaterowie musieli podjąć niejedną decyzję, która odbijała się na nich, ale z czasem rozpracowali jak sobie ufać i rozmawiać o ciężkich tematach. Coś co na początku było tak kruche i podsycane jedynie pożądaniem, powoli stało się czymś silnym, solidnym i poważnym. Nauczyli się dzielić swoimi problemami i lękami, budując tym samym mocną podstawę do związku.

"Naprawdę jesteś niesamowita, mała. I nie mogę się już doczekać, aż twoje wspaniałe serce zabije mocniej dla mnie."

Bohaterowie są przyjemni, jednak mam wrażenie, że autorka pisała o innym Cujo, niż tym, którego poznałam w pierwszym tomie. Może zabrakło mi tutaj jego poczucia humoru i zuchwałości, co nie zmienia jednak tego, że nadal go lubiłam. Scarlett Cole pokazała nam też jego troskliwą stronę, skorą do poświęceń w imię bliskich i przyjaciół. Spodziewałam się trochę więcej charakterku, który, ku mojemu zaskoczeniu, niejednokrotnie ukazała Drea. Zdecydowanie była tu bardziej zadziorna niż Cujo, jednak przez to zdarzało się, że podejmowała głupie i nierozsądne decyzje, które odbijały się nie tylko na niej, ale na wszystkich wokół. Nie jest to bohaterka, którą bym pokochała, ale mi nie przeszkadzała w lekturze.

W tle romansu pojawił się wątek kryminalny, który szczerze przyznam, zepsuł mi radość z lektury. Nie jestem pewna czy to przez niedopracowanie i nawał informacji, czy to ja czytałam nieuważnie, ale momentami całkowicie się gubiłam, przez co zupełnie nie mogłam się wkręcić w opowiadaną historię. Muszę jednak przyznać, że autorce udało się mnie zaskoczyć niektórymi wątkami, więc nie było kompletnie źle. Może gdyby zostało to lepiej napisane, trochę mniej chaotycznie, o wiele lepiej by mi się czytało. Pod względem kryminalnym pierwsza książka wypadła o wiele lepiej.

"Rozdarte Serce" opowiedziane jest z perspektywy trzeciej osoby, a ja ciągle powtarzam, że według mnie romanse powinny być pisane narracją pierwszoosobową. Wplątany jest tu wątek kryminalny i podejrzewam, że właśnie dlatego autorka zdecydowała się pisać jako narrator wszystkowiedzący, jednak dla mnie tutaj pojawił się problem, bo zupełnie nie potrafiłam się wkręcić w książkę. Nie dało się wręcz poczuć emocji głównych bohaterów i zaangażować w ich życie, więc jestem zawiedziona.

Mimo kilku wad, cała historia była przyjemna i ciekawa. Autorka połączyła tu gorący romans, rodzinne problemy i wątek kryminalny, jednak nie udało jej się pobić tomu pierwszego. Na szczęście to romans wychodzi tu na pierwszy plan, więc te kilka godzin czytania spędziłam dość przyjemnie. Pomimo niespełnionych oczekiwań, na pewno będę chciała przeczytać następne tomy :)

Tytuł: Rozdarte Serce
Autor: Scarlett Cole
Seria: Tatuaże. Tom 2
Tytuł oryginału: The Fractured Heart
Data premiery: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat.


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia