środa, 27 czerwca 2018

Vi Keeland - Bossman


Reese Annesley i Chase Parker poznali się, będąc na randkach z różnymi ludźmi. Reese była w trakcie telefonowania do przyjaciółki, aby ocaliła ją przed nudną randką, kiedy z ciemności wyjawił się nieznajomy mężczyzna, komentując jej okropne zachowanie. Zdenerwowana Reese kazała mu nie wsadzać nosa w nie swoje sprawy i wróciła do swojej beznadziejnej randki. Przystojny nieznajomy miał jednak zupełnie inne zamiary i wkrótce przysiadł się do jej stolika, odgrywając przed jej partnerem rolę jej pierwszego chłopaka i przyjaciela z dzieciństwa, tym samym zawstydzając Reese. Po ich spotkaniu w restauracji, Reese była przekonana, że już nigdy nie spotka Chase'a, chociaż ten wydawał się nie opuszczać jej myśli. Szybko jednak wszystko się komplikuje, bo Reese dostaje nową posadę w firmie, gdzie szefem jest nikt inny, jak seksowny mężczyzna z restauracji.

Jeszcze nie tak dawno nie byłam zbyt wielką fanką twórczości Vi Keeland. Przeczytałam kilka jej erotyków, jedne mi się podobały, inne były takie sobie. Dopiero po lekturze "Egomaniaca" zaczęłam się przekonywać do jej książek. Natomiast po przeczytaniu "Bossmana" autorce udało się całkowicie zdobyć moją sympatię.

Tytułowym Bossmanem jest Chase Parker, właściciel dobrze prosperującej firmy usytuowanej w Nowym Jorku. Jest bogaty, jego pracownicy go lubią, a w jego łóżku nigdy nie brakuje pięknej kobiety. Jego postać polubiłam od razu, chociażby ze względu na jego charyzmę i umiejętność dopasowania się do każdej sytuacji. Zdecydowanie bym go polubiła, gdybyśmy spotkali się w prawdziwym życiu. Jego humor, kreatywność, troskliwość, ogromne serducho sprawiły, że zupełnie dla niego przepadłam. Najbardziej zapadły mi w pamięci ostatnie strony, to jak zaopiekował się Reese - nie zdradzę sytuacji, ale rany, zupełnie wtedy rozmiękłam. Chase Parker to facet do którego aż miło powzdychać, nawet jeśli przez kartki książki. Moją sympatię zdobyła również Reese. Jest kobietą pełną pasji, o równie ciepłym sercu jak Chase. Wiemy o niej o wiele mniej, ale wystarczająco, by wczuć się w jej postać i ją polubić. Mam do niej ogromny szacunek, za to jaką wyrozumiałością się wykazywała, kiedy Chase walczył z demonami przeszłości.

Postać Chase'a trochę przyćmiła Reese, głównie dlatego, że jego historia została bardziej zgłębiona. Autorka przedstawiła pewne sytuacje z jego życia, wstawiając co jakiś czas rozdziały z jego przeszłości. Przedstawiła historię, która ukształtowała go na człowieka, jakiego poznaje Reese. Wstawki były świetnym pomysłem, chociaż jednocześnie żałuję, że Reese także nie dostała czegoś takiego, bo miała równie ważną historię do opowiedzenia. Chase i Reese przeszli przez wiele, a jednak oboje byli niezwykle silnymi, łatwymi do polubienia postaciami.

Dynamika pomiędzy nimi była świetna i dawno nie czułam tyle chemii pomiędzy postaciami. Zaczęło się od zaprzeczania jakiegokolwiek przyciągania i wspólnych przekomarzanek. Oboje sprawdzali jak daleko są w stanie zajść w tej relacji, niepewni czy powinni stworzyć coś więcej, a jednak niegotowi, aby dać drugiej osobie odejść. Niektóre sytuacje nie pozwalały, aby z mojej twarzy zniknął uśmiech na długo po zakończeniu rozdziału. Uwielbiam też to, że nie wskoczyli razem do łóżka od razu, bo tak naprawdę to pojawiło się dużo, dużo później. Budowanie seksualnego napięcia pozwoliło na większą intensywność wrażeń, kiedy wreszcie do tego doszło. Wszystko nagle stało się większe, ważniejsze.

Myślę, że na długo zapadnie mi w pamięci rozpoczęcie i zakończenie książki. Vi Keeland świetnie sobie to przemyślała i chociaż może być to trochę cliche, nawet pisząc o tym teraz i wspominając te rozdziały, mam szeroki uśmiech na twarzy. O ile początek to po prostu zapoznanie Chase'a i Reese (które swoją drogą sprawiło, że śmiałam się jak głupia), tak zakończenie wydawało się idealnym zawiązaniem ich historii, a miało o wiele głębsze znaczenie, niż mogło się wydawać.

"Bossman" to genialna książka, taka którą pożera się za jednym podejściem, bo wręcz nie da się jej odłożyć. Uzależnia swoim humorystycznym, seksownym tonem, jednocześnie skontrastowanym z sytuacjami, które łamią serce i wywołują łzy. Historia Reese i Chase'a to idealne połączenie wszystkiego, czego lubię w takich erotykach - świetna, wciągająca historia, oraz wręcz namacalna chemia między głównymi bohaterami. Może nie jest to książka, która odmieni wasze życie, ale warto ją przeczytać chociażby dlatego, że świetnie spędza się przy niej czas. Gwarantuję wam, że główni bohaterowie skradną wasze serca!

Tytuł: Bossman
Autor: Vi Keeland
Data premiery: 21 czerwca 2018
Liczba stron: 326
Wydawnictwo: Kobiece
Ocena: 9/10





Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Czytaj dalej »

niedziela, 24 czerwca 2018

Brittainy C. Cherry - Disgrace | PRZEDPREMIEROWO


Grace Harris codziennie modliła się, aby mąż ją ponownie pokochał. Aby jej nie zostawiał, aby o nią zawalczył. Ale kiedy po piętnastu latach małżeństwa ją zostawia, wydaje się, jakby całe jej życie rozpadło się na kawałki. Kobieta ze złamanym sercem, poczuciem winy i tysiącami pytań bez odpowiedzi wraca do rodzinnego Chester na lato, gdzie musi zacząć nieznane życie jako samotna kobieta. Kiedy na jej drodze staje Jackson Emery, zimny, odległy, znienawidzony przez całe miasto "potwór", staje się on jej odskocznią od bólu i cierpienia. Byli zbyt zniszczeni, zbyt zranieni przez życie, by móc zobaczyć w sobie coś więcej niż letni romans. Ale kiedy ich mury zaczynają opadać, nagle lato staje się niewystarczające. Grace nie spodziewała się, że to Jackson sprawi, że na jej twarzy znowu zawita uśmiech. Że jej serce zacznie bić w przyspieszonym tempie. Że jej pragnienia i nadzieje zaczną wiązać się z człowiekiem, do którego jej serce nie powinno należeć.

Dopiero czytałam "Poza Rytmem", która jest najnowszą książką Brittainy C. Cherry wydaną u nas w Polsce (recenzję możecie znaleźć tutaj), a dzisiaj mam za sobą już kolejną książkę autorki. Udało mi się załapać na ARC, czyli wersję recenzencką, na którą czekałam do późnej nocy, nie mogąc przegapić takiej okazji. Po lekturze wyżej wspomnianej książki, która chociaż była wspaniała i bardzo dobrze napisana, czekałam na coś co całkowicie rozerwie moje serce na strzępy, wywoła we mnie wylew łez - czegoś prawdziwie w stylu znanej mi Brittainy C. Cherry. "Disgrace" okazało się być idealną pozycją.

"Była w tym dobra. Była dobra w sprawianiu, że oddychałem, kiedy o tym zapominałem."

Grace to kobieta, która została zniszczona przez człowieka, który powinien kochać ją do grobowej deski. Opuszczona, zraniona, zostawiona dla innej kobiety, wraca do rodzinnego miasta, w którym to przychodzi grać jej rolę idealnej córki pastora. Wszyscy wokół oceniają rozpad jej małżeństwa, komentując jej wybory i zachowania. Moje serce łamało się dla tej kobiety. Nikt nie powinien mieć nad drugą osobą takiej siły, aby krok po kroku ją niszczyć, a wydaje się, że każdy po kolei robił właśnie to. Ludzie z miasta, matka, mąż. Byłam taka dumna, kiedy wreszcie postawiła siebie na pierwszym miejscu.

"Wybierz mnie dzisiaj, a ja wybiorę cię jutro."

Jackson, oh, Jackson. Mam chyba słabość to smutnych, nierozumianych, pełnych wściekłości mężczyzn, bo przez całą książkę miałam ochotę odebrać jego ból i po prostu go przytulić. Jako dziecko był chłopcem samotnym, poniżanym przez rówieśników, a potem na jego barki spadł cały ciężar świata, kiedy odeszła jego matka, a ojciec popadł w alkoholizm. Miasto wyrobiło sobie o nich opinię odludków, potworów, którzy niszczą wszystko i wszystkich, nie dając mu nawet szansy, kiedy błagał o pomoc. Nikt nie powinien mieć w sobie tyle bólu, złości, nienawiści i nie mieć nikomu, do kogo można się z tym zwrócić. Czułam nienawiść do ludzi z tego miasta, którzy nie potrafili przejrzeć przez fasadę tego potwora, jakim go stworzyli. Wypowiadali okrutne słowa, na które ani trochę nie zasługiwał. Jego historia, jego życie złamały moje serce.

"Jeśli jeszcze kiedykolwiek się w kimś zakochasz, proszę pozwól, abym był to ja."

Jackson i Grace odnaleźli siebie w chwili największego cierpienia. Odnaleźli w sobie schronienie, które pozwoliło im oddychać, gdy wszystko wokół się rozpadało. Autorka stworzyła bardzo autentyczną historię, bo wszystko działo się w swoim własnym tempie. Chociaż główni bohaterowie dość szybko ustalili pomiędzy sobą umowę, mówiącą na czym będzie polegał ich związek, to prawdziwe uczucia rozwijały się stopniowo, krok po kroku, w swoim czasie. Cherry ogromną wagę skupiła na miłości do samego siebie, nad czym przez długi czas pracowali Jackson i Grace, zanim mogli zacząć nowe życie razem. Chyba to jest moją ulubioną częścią tej historii, bo gdyby nie to, historia straciłaby wiele na znaczeniu.

"Kochaliśmy prosto. Kochaliśmy blizny naszej przeszłości i kochaliśmy nieznajomość naszej przyszłości. Kochaliśmy błędy. Kochaliśmy świętowanie. Kochaliśmy nasz mrok i światło."

"Disgrace" niesie ze sobą wiele ważnych przesłań, które dają do myślenia. Chociażby postacie drugoplanowe, które wyrządzały wiele krzywd, jak matka Grace, czy jej przyjaciółka, a jednak zostały ukazane w sposób, że potrafiłam spojrzeć ponad ich okrutne czyny i zobaczyć co tak naprawdę za nimi stało. Cherry dała mi możliwość "przybliżenia" ich osobowości i poczucia empatii, nawet jeśli w wielu momentach na to nie zasługiwały. Autorka uświadamia, że nawet za brzydkimi, bolesnymi czynami jest coś więcej, coś nad czym warto się zastanowić, nawet dla własnego dobra. Myślę, że jedyną osobą, którą tak naprawdę mocną znielubiłam, był Finley, czyli były mąż Grace. Gardzę mężczyznami, takimi jak on, jednak nie będę tu wspominać o jego czynach, bo to zostawię do odkrycia wam. Ogromnie zniesmaczyło mnie także zachowanie społeczeństwa Chester, a przecież nie jest to niczym nowym, bo spotykamy się z tym codziennie. Ile osób wokół nas plotkuje, ocenia, myśląc, że znają szczegóły życia innych, nie wiedząc tak naprawdę nic? Ile osób rani tym ludzi, którzy już wystarczająco zostali zniszczeni? A ilu z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, że sam jest osobą, która szybko ocenia, nie próbując zajrzeć za fasadę, jaką ktoś ukazuje światu?

"Wykrwawią cię aż staniesz się nikim, a potem zapytają jak umarłeś."

"Disgrace" to przepiękna książka, dająca do myślenia, wzruszająca, rozdzierająca. Historia Grace i Jacksona jest smutna, a jednak sprawia, że czujemy nadzieję i wiarę. Mimo najgorszych dni zawsze przychodzą te lepsze, warte każdej łzy i bólu. Mocno przywiązałam się do głównych bohaterów. Chociaż ich historia zakończyła się dość łatwo i prosto, to kiedy spojrzałam na to z perspektywy ich całej książki, powiedziałam sobie "cholernie na to zasłużyli". Bo tak jest. Wszyscy zasługujemy na szczęśliwe zakończenie. Autorka po raz kolejny napisała przepiękną historię o miłości nie tylko do drugiej osoby, ale do samego siebie. Jest to książka, którą naprawdę warto przeczytać, pozwolić na łzy, złamane serce i zaufać, że ich historia was uzdrowi.

Premiera w języku angielskim już 28 czerwca! :)

Tytuł: Disgrace
Autor: Brittainy C. Cherry
Data premiery: 28 czerwca 2018
Język: Angielski
Ocena: 10/10


ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI SERDECZNIE DZIĘKUJĘ AUTORCE, BRITTAINY C. CHERRY


Czytaj dalej »

środa, 20 czerwca 2018

K. A. Linde - Teraz Albo Nigdy


Morgan Wright od kilkunastu lat wzdychała do Patricka Younga, dla którego zawsze była jedynie małą siostrzyczką najlepszego przyjaciela. Podczas gdy on przebierał w kobietach i nigdy nie zwracał na nią uwagi, ona pozwalała sobie na usychanie z tęsknoty. Ale kiedy w wieku dwudziestu siedmiu lat wreszcie staje na szczycie kariery i zostaje prezesem w swojej rodzinnej firmie, spełniając jedno ze swoich największych marzeń, postanawia dostać wreszcie to, z czego rezygnowała od tak długiego czasu. Postanawia zaprosić Patricka na randkę, jednakże w momencie kiedy wreszcie ląduje w jego łóżku, on ją od siebie odsuwa. Zraniona Morgan postanawia, że czas najwyższy porzucić nastoletnie zauroczenie niedostępnym mężczyzną, nie wiedząc, że w tym samym czasie Patrick walczy z niespodziewanymi uczuciami do kobiety, która powinna być dla niego niedostępna. 

O książkach z serii "Mr. Wright" do dawna czytam same pozytywne opinie. I chociaż od miesięcy obiecywałam sobie, że je w końcu przeczytam, to czas mijał, a ja nadal po żadną nie sięgnęłam. Dopiero odrobina wolnego czasu i chęć przeczytania czegoś szybkiego i lekkiego (czym w założeniu miało być "Teraz albo Nigdy") skłoniły mnie do sięgnięcia po tą wychwalaną serię.

Zaczęłam zupełnie od końca, bo "Teraz albo Nigdy" to już czwarty tom historii o rodzinie Wrightów. Uwierała mi z lekka nieznajomość historii bohaterów z poprzednich części, ale nie na tyle, by przeszkodziło mi to w lekturze. Czasami bywało, że byłam trochę skołowana sytuacjami, które miały już miejsce, a do których nawiązywali bohaterowie, na szczęście autorka śpieszyła z pomocą i jako tako przybliżała obraz. Morgan to siostra braci, których historie poznajemy w poprzednich książkach, natomiast Patrick jest najlepszym przyjacielem Austina, jednego z braci. Znają się od ponad dziesięciu lat i chociaż się przyjaźnią, nigdy nie było pomiędzy nimi nic więcej. Do czasu...

"Miłość nie umiera w trudnych czasach. Właśnie wtedy potrzebujemy jej najbardziej."

Rzadko kiedy to bohaterkę lubię bardziej od bohatera, tutaj jednak tak się stało. Strasznie polubiłam postać Morgan i autorka zyskuje u mnie za to ogromny szacunek. Jest kobietą sukcesu, która jest zażarta, niezależna, szykowna i nie daje sobie w kaszę napluć. Ukazuje również swoją wrażliwszą stronę, którą ukrywa przed innymi. Można powiedzieć, że jest pracoholiczką, lekko zwariowaną na punkcie swojej ukochanej pracy, która zawsze silnie walczy o swoje miejsce. Uwielbiam to, że autorka przełamała schematy i to z kobiety zrobiła inteligentną biznesmenkę, która mimo wszystko dwa razy mocniej musiała zapracować na swoją posadę. Dyskretnie ukazała prawdę o pozycji kobiet w społeczeństwie, pokazując, że my również potrafimy. Polubiłam także Patricka, o którym wiemy trochę mniej niż o rodzeństwie. Zaimponował mi swoją lojalnością, dobrocią i ogromnym sercem, a zwłaszcza jego zaangażowaniem w związek z Morgan.

"Nie mając lęków, nie miałaby czego pokonywać. Nie mając wątpliwości, nie miałaby czego zdobywać. Nie mając słabych punktów, byłaby nieprawdziwa. Bo nikt nie jest doskonały. Siła i słabość czyniły z niej taką, a nie inną osobę. I właśnie taką ją chciałem."

Chociaż to dopiero moje pierwsze spotkanie z rodzinką Wrightów, strasznie ich wszystkich polubiłam. Wnieśli do książki wspaniały, ciepły i humorystyczny nastrój, sprawiając, że ciągle miałam uśmiech na twarzy. Już wiem, że muszę sięgnąć również po poprzednie książki (i następne), bo zdecydowanie warto. Autorka skupia się również na bohaterach drugoplanowych, nie pozwalając czytelnikowi na znudzenie. Posługuje się prostym językiem, zrozumiałym, a jednak wciągającym.

""Przykro" to puste słowo. Nic nie znaczyło, nic nie mówiło i nic nie zmieniało. Było w najwyższym stopniu zbędne, jeśli nie szło za nim działanie. Kiedy było totalnym kłamstwem."

"Teraz albo Nigdy" wzięłam do ręki z nadzieją na szybką, lekką lekturę i tak też było. Książkę przeczytałam w kilka godzin, zupełnie pochłonięta historią i bohaterami. Od razu zakochałam się w świecie jaki stworzyła autorka. Historia Morgan i Patricka jest zabawna, słodka, seksowna i ma w sobie wszystko, co lubię. Chociaż jest to erotyk, autorka wspaniale opisuje sceny seksu, przy czym nie nudzi i nie przesadza. "Teraz albo Nigdy" to historia o miłości zakazanej, o dwójce przyjaciół, pomiędzy którymi pojawiło się niespodziewane uczucie, o korzystaniu z szans, jakie daje nam los. To powieść zdecydowanie warta polecenia :)


Tytuł: Teraz Albo Nigdy
Autor: K. A. Linde
Seria: Mister Wright. Tom 4
Data premiery: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Liczba stron: 350
Tytuł oryginału: The Wright Secret
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

niedziela, 17 czerwca 2018

Aurora Rose Reynolds - Until Lilly


Cash Mayson zakochał się w Lilly Donovan w chwili, kiedy oblała go kawą w kawiarni. Mieli być razem już zawsze, kiedy dowiedział się, że jego była spodziewa się z nim dziecka. Chociaż złamało mu to serce, zerwał z Lilly kontakt, pragnąc wszystkiego co najlepsze dla swojego syna. Przez lata starał się stworzyć dla niego szczęśliwą rodzinę, nic jednak nie dawało mu zapomnieć o jego prawdziwej miłości. Gdy pewnego dnia spotyka ją podczas wyjścia z synem, jego życie ponownie staje na głowie. Nie może wierzyć, że patrzy w oczy dawnej ukochanej, a do tego zauważa w jej towarzystwie małą dziewczynkę, która mogłaby być bliźniaczką jego syna. Lilly przez lata starała się być silna, jednak w ciągu jednej chwili staje naprzeciw mężczyźnie, który złamał jej serce i pozostawił samą z wychowaniem ich córki. Cash i Lilly dostają od losu kolejną szansę, aby naprawić to co zostało zniszczone i stworzyć prawdziwą, kochającą się rodzinę. Ale na ich drodze staje wiele przeszkód, które w ostatecznym rozrachunku mogą zniszczyć wszystko, na czym tak im zależy.

Seria "Until" to dla mnie dość specyficzna seria. Sięgam po nią, kiedy mam po prostu ochotę na coś lekkiego, niewymagającego, bo te książki są do tego idealne. Po niezbyt udanej lekturze "Until November" oraz "Until Trevor", nie miałam żadnych oczekiwań względem trzeciego tomu. Poprzednie książki dość mnie wymęczyły i obiecałam sobie, że jeśli historia Casha będzie równie słaba, po prostu podziękuję dalszym książkom. Strasznie zaskoczyło mnie to, że książka okazała się o wiele lepsza niż jej poprzedniczki i nawet dobrze się przy niej bawiłam.

"Doświadczenie to najbardziej surowy nauczyciel. Najpierw robi sprawdzian, a potem udziela lekcji."

Historię Casha i Lilly poznajemy już w "Until Trevor". Dowiadujemy się, że Cash zakochał się w Lilly, jednak dalsza kontynuacja ich relacji nie będzie mogła nastąpić, ponieważ Cash spodziewa się dziecka z inną kobietą. Tak naprawdę nie było żadnego zaskoczenia w ich sytuacji, bo wszystkiego dowiedzieliśmy się wcześniej i naprawdę żałuję, że autorka nie zostawiła niektórych spraw w sekrecie, aby zaskoczyć czytelników. Cała fabuła nie była niczym zaskakującym, bo schematy z poprzednich historii się powtarzały i łatwo było się domyślić, jak wszystko się zakończy. Normalnie z pewnością bym się do tego przyczepiła, ale zauważyłam, że tym razem autorka popracowała nad bohaterami i głównie to przyciągnęło moją uwagę.

Aurora Rose Reynolds wreszcie stworzyła postacie, które mnie nie irytowały! Cash jest moim ulubieńcem wśród braci Mayson, bo jest mniej zaborczy, kontrolujący i wreszcie czułam, że za jego czynami stoi miłość i troska o swoją rodzinę. Zupełnie inaczej było w przypadku chociażby Trevora, który chciał, aby wszystko szło po jego myśli i nie przyjmował żadnej odmowy. Oczywiście pojawiały się momenty, kiedy Cash przejawiał zazdrość, ale było to zrozumiałe po wszystkim, przez co musieli przejść razem z Lilly, aby znaleźć spokój i szczęście. Cash to świetny facet, o ogromnym sercu, pragnącym dla bliskich wszystkiego co najlepsze. Popełnił kilka błędów, które rozumie, akceptuje i stara się je naprawić. Obawiałam się też postaci Lilly, bo tu jak w przypadku facetów, autorka również tworzyła schematyczne bohaterki. November i Liz to kobiety uległe, myślące nieodpowiednimi częściami ciała i strasznie płaczliwe i byłam przygotowana, że Lilly trafi do ich grupki, a tu niespodzianka! Lilly zachowywała się rozsądnie, odpowiedzialnie i nigdy nie robiła z siebie ofiary losu. Polubiłam ją i jestem w szoku, że wreszcie mogę napisać, że autorka dobrze spisała się tworząc bohaterów.

"Jesteś jak księżyc nad oceanem naszej rodziny. Jesteś magnesem, zawsze będziemy za tobą podążać, by dawać ci to, co ty dajesz nam."

Historia Lilly i Casha jest moją ulubioną, bo wreszcie było tu coś więcej, niż przyciąganie seksualne. Od razu widać, że łączy ich prawdziwa miłość i chociaż życie dało im w kość i odebrało wiele lat, które mogli spędzić wspólnie, żadne z nich nie pozwoliło, aby druga szansa uciekła im pod nosem. Niektóre rzeczy działy się zbyt szybko i mam tu na myśli głównie początek książki, ale z drugiej strony - skoro poznaliśmy już wcześniej ich historię, nie było sensu wszystkiego przedłużać. Potem takie odczucie zniknęło i wszystko działo się w swoim tempie. Bardzo polubiłam rodzinę, jaką stworzyli, wielokrotnie przywołując uśmiech na mojej twarzy. Było słodko, zabawnie i uroczo.

Nie ma co się oszukiwać, że są to wspaniałe książki, bo tak nie jest. "Until Lilly" może i pobiła swoje poprzedniczki, ale nadal nie znajdziecie tu żadnego efektu "wow", bo jest to po prostu prosty, niewymagający erotyk, z małym dramatem w tle. Ale tym razem nie narzekam, bo polubiłam zarówno Casha, Lilly, ich dzieci, jak i kilka postaci drugoplanowych. Miałam jedynie ochotę zadźgać byłą Casha, ale to nie tylko ja ;) Ich historia jest w sam raz na jeden wieczór, bo ma niewiele ponad dwieście stron. Czyta się ją przyjemnie, jest połączeniem słodkości, humoru oraz pikanterii i nie żałuję, że dałam jej szansę. "Until Lilly" to dobra historia o popełnianiu błędów, drugich szansach, rodzinie i miłości.


Tytuł: Until Lilly
Autor: Aurora Rose Reynolds
Seria: Until. Tom 3
Data premiery: 5 czerwca 2018
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 220
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

czwartek, 14 czerwca 2018

Brittainy C. Cherry - Poza Rytmem


Jasmine Greene pojawiła się w życiu Elliotta Adamsa pewnego, deszczowego dnia. Grał na saksofonie na ulicy Frenchman Street w Nowym Orleanie, wylewając całe swoje serce przed publicznością. Kiedy zauważa go w szkole w towarzystwie chłopaków, którzy znęcają się za jego problemy z wymową i wygląd, podchodzi do niego i staje w jego obronie. Z niezrozumiałych dla niej powodów pragnie dać mu to samo, czym on obdarował ją. Chce odwdzięczyć mu się za chwile spokoju, jakie odnalazła słuchając jego muzyki. Jednak ich przyjaźni i szybko rozwijającemu się uczuciu na drodze staje życie - tragedia i niespodziewane wydarzenia rozdzielają ich od siebie. Kiedy lata później spotykają się ponownie, nic nie jest takie samo. Oboje stali się chłodni, zamknięci w sobie i chociaż uczucia nigdy nie zgasły, muszą popracować nad pozwoleniem, aby muzyka ponownie zagrała w ich duszach.

Brittainy C. Cherry skradła moje serce swoją serią "Żywioły" oraz książką "Kochając Pana Danielsa". Jest to autorka, która tworzy jedne z najpiękniejszych, wzruszających historii miłosnych, obok których nie da się przejść obojętnie. Dlatego po jej nowości sięgam już wręcz na ślepo - wystarczy mi, że na okładce znajduje się jej nazwisko. Autorka i tym razem stworzyła serdeczną, piękną historię, z której wypływa wręcz muzyka.

"Jesteś muzyką w niemym świecie, a moje serce bije dlatego, że przy mnie jesteś."

Bohaterów poznajemy kiedy mają zaledwie szesnaście lat i są zagubionymi, samotnymi nastolatkami. Ich drogi splatają się zupełnie niespodziewanie, a ich dusze łączy muzyka. Jasmine odnajduje siebie w muzyce jaką na saksofonie wygrywa Elliott i pragnie się do niego zbliżyć. Jest nowa, piękna i popularna w szkole, z tego też powodu Elliott jej nie ufa. Jego życie wygląda całkowicie inaczej, ludzie uważają go za dziwaka, poniżają go, a jego najlepszy i zarazem jedyny przyjaciel wyprowadził się do Nebraski. Uwielbiam to, że Cherry zerwała tu ze schematami i nie stworzyła kolejnego, typowego przystojnego badboya. Elliott jest zupełnie zwyczajnym chłopcem, cichym, zamkniętym w sobie, jest chudy i ma problemy z wymową, a do tego kochany, troskliwy i od razu czuje się do niego sympatię. Jasmine jest jego przeciwieństwem, bo jest odważna, popularna i zadaje się z popularnymi ludźmi, jednakże jest równie dobra, miła i inteligentna. Bardzo ich polubiłam jako postacie, bo są realistyczni, prawdziwi i próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie.

"Oni nie mogą przypinać ci etykietki. Nie mogą ci mówić, kim jesteś."

Było wiele momentów, kiedy miałam łzy w oczach, chociażby kiedy uczniowie znęcali się nad Elliottem. Ich czyny były potworne i rozdzierały serce, a autorka nie szczędziła od szczegółów. Fabuła trzyma w napięciu, bo chociaż dla niektórych może nie działo się nic nadzwyczajnego, tak ja nie potrafiłam się od niej oderwać. Może dlatego, że była taka smutna, a jednocześnie radosna. Rozdziera serce, a jednak skleja je na nowo i ukazuje nadzieję i miłość. Jest prawdziwa i porusza sytuacje, które tak naprawdę dzieją się wokół nas.

"Nauczyłem się, że bycie silnym oznacza wstawanie każdego dnia z łóżka, nawet jeśli twój świat się rozpada. [...] Bycie silnym to kochanie bliskich, nawet jeśli nie są doskonali. Bycie silnym to płakanie każdego wieczoru w poduszkę, by każdego ranka wierzyć w piękno świata. Bycie silnym to wybaczanie."

Uwielbiam to, że ogromną rolę w tej książce odegrała rodzina. Autorka ukazuje, że nie chodzi o więzy krwi, a o miłość. Tworzy wokół Jasmine i Elliotta małą rodzinkę, która chociaż nie jest związana ze sobą biologicznie, bezwarunkowo siebie kocha i zawsze może na siebie liczyć. Warto tu wspomnieć o matce Eliego, ojczymie Jasmine, czy TJ'u, który jest wujkiem Elliotta. Każda z tych osób ma wpływ na życie głównych bohaterów, ale jest także wspaniałym dopełnieniem lektury, dając nam poczucie rodzinnego ciepła i wypływającej ze stron książki miłości.

"Jeśli ktokolwiek sprawi, że poczujesz, jakbyś nie była sobą... Jeśli cię skrzywdzi i będziesz musiała uciec, ucieknij tutaj. Do mnie, a ja się o ciebie zatroszczę. Zawsze będę się o ciebie troszczył."

Moim ulubionym aspektem tej książki jest muzyka, która stanowi jej bardzo ważną część. Nie ma mowy, abyście jej nie poczuli podczas czytania. Jazz, soul, występy uliczne, to wszystko sprawia, że "Poza Rytmem" to książka niezwykle klimatyczna. Brittainy bardzo dobrze wie jak operować słowami tak, by wpłynąć nimi na nasze odczucia i emocje. Nawet zwykłe opisy muzyki sprawiły, że ją czułam, a to sobie ogromnie cenię u twórców.

"Poza Rytmem" to kolejna przepiękna, głęboka historia w repertuarze Brittainy C. Cherry. Jest idealnie smutna i radosna, daje czytelnikowi nadzieję i sprawia, że na kilka godzin znika w świecie Nowego Orleanu, muzyki i miłości. Uwielbiam styl pisania autorki, bo po raz kolejny rozwaliła mnie emocjonalnie, aby potem zostawić mnie uśmiechającą się przez spływające po policzkach łzy. Tylko ona tak potrafi! "Poza Rytmem" to zdecydowanie książka warta uwagi i przeczytania.

Tytuł: Poza Rytmem
Autor: Brittainy C. Cherry
Seria: The Music Street
Data premiery: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Filia 
Liczba stron: 400
Tytuł oryginału: Behind The Bars
Ocena: 10/10
Czytaj dalej »

niedziela, 10 czerwca 2018

Mia Sheridan - Bez Lęku


Sport był dla Holdena Scotta wszystkim. Osiągnął sukces, sławę, bogactwo, a żadna kobieta mu się nie opierała. Nie spodziewał się, że jego marzenia pewnego dnia będą źródłem zniszczenia, że przez nie popadnie w uzależnienie. Jego przyjaciel zabiera go do willi położonej w głębi lasu, gdzie wokół nie ma nikogo. Holden próbuje dojść do siebie i na poukładać swoje życie, okazuje się jednak, że nie jest sam. W pobliżu dostrzega dziewczynę w białej sukience, która zaraz znika niczym zjawa. Pragnie ją poznać, jednak przed tym powstrzymuje go jego własna przeszłość i demony, z którymi musi stoczyć walkę. Jego zagubiona dusza łaknie do tajemniczej, prawie nierealnej kobiety. Kim jest jego Nocna Lilia?

Zaciekawieni opisem? Może zaciekawię was jeszcze bardziej, jeśli powiem, abyście mu nie ufali? ;)

Mia Sheridan to bez dwóch zdań królowa współczesnych romansów. Nie ma książki, którą by mnie zawiodła i zawsze wiem, że sięgając po jej twórczość, dostanę coś oryginalnego, wspaniałego, emocjonującego i zapadającego w pamięć. Sięgając po jej powieści, zawsze spodziewałam się rollercoasteru emocji - nie byłam jednak gotowa na uczucia, które towarzyszyły mi podczas czytania "Bez Lęku", a nawet długo po zakończeniu.

""Gdzie lądujesz?"
W twoich ramionach. Ląduję w twoich ramionach, a ty w moich."

"Bez Lęku" to zdecydowanie książka wyróżniająca się wśród innych spod pióra Sheridan. Recenzja tej powieści jest prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych, jaką przyszło mi napisać, ze względu na skomplikowaną fabułę, której wręcz nie mogę wam zdradzić. A trudno jest tu mówić o czymkolwiek, żeby tego nie zrobić. Autorka napisała coś zupełnie niespodziewanego i innego, o czym można wywnioskować nawet z samego tajemniczego opisu, a potem także prologu, przez który już na samym początku w naszej głowie pojawia się tysiące pytań.

"To takie dziwne, że człowiek ze wszystkimi swoimi myślami, pomysłami i uczuciami może być tutaj w jednej chwili, a w następnej po prostu... zniknąć."

Historia Lily i Holdena jest złożona z wielu warstw, niełatwa do zrozumienia, jeśli nie zwraca się uwagi nawet na najmniejsze szczegóły. Niektórym czytelnikom przeczytanie tej powieści jednokrotnie nie wystarczy, bo ja sama niektóre fragmenty odtwarzałam kilkukrotnie, a samo zakończenie analizowałam przez kilka dni. Mia Sheridan stworzyła powieść niezwykle tajemniczą, wręcz dziwną. Czasami trudno było się połapać w wydarzeniach, umysł szedł ścieżkami, które okazywały się błędne, pozostawiając jedynie z kolejnymi pytaniami i podejrzeniami.

"Ludzie, którzy widzą nasze brzemię, a mimo to nas pragną, to ci, przy których powinniśmy trwać."

Postacie Holdena i Lily dogłębnie dotknęły moje serce. Są osobami dotkniętymi przez los, zagubionymi w swoim bólu i samotności. Poszukują nowego początku, nadziei, drogi, która poprowadzi ich w stronę szczęścia i uleczenia. W chwilach najgorszej rozpaczy odnajdują siebie, a autorka po raz kolejny tworzy niepowtarzalną, prawdziwą i głęboką relację między dwójką zranionych ludzi, przeznaczonych do bycia razem.

"Jeśli się zatracisz, wyruszę by cię odnaleźć, nawet jeśli wtedy sam będę musiał na trochę się zgubić."

Pierwsza połowa książki daje poczucie zwykłego, wręcz banalnego romansu. Pojawia się jednak gdzieniegdzie nuta niepewności, tajemniczości, dziwnych sytuacji, które zwracają naszą uwagę, nawet jeśli bohaterowie niekoniecznie mają ich świadomość. Dopiero w drugiej połowie fabuła szokuje, sprawia, że serce bije w niebezpiecznym rytmie. Ostatnie strony książki czytałam z trzęsącymi się dłońmi, a na koniec autorka zostawiła mnie ze zdezorientowanym wyrazem twarzy i milionami pytań w głowie.

"Bądź dumny z tych małych zwycięstw. Bo tym właśnie są - triumfem twojej siły. I mają znaczenie."

Książka ta zdecydowanie nie jest typowym romansem. Sheridan odchodzi od popularnych schematów, tworzy historię niespotykaną, głęboką, bardzo artystyczną i przemyślaną w każdym calu. W słowa warto się wczytywać i zastanowić się nad ich głębszym znaczeniem, bo tu nic nie jest proste i przewidywalne. Autorka pisze pięknie, poetycko i po raz kolejny udowadnia jak wielki jest jej talent. Porusza tematy, które po raz kolejny zmuszają nas do refleksji i zastanowienia się nad sobą - naszymi wyborami, czynami, słowami. Pisze o miłości, która ma moc wyzwolenia nawet w najmroczniejszych, najtrudniejszych chwilach życia.

"Zatraciłem się w niej. Byłem zatracony, a zarazem odnaleziony. Jak to się stało?"

"Bez Lęku" zdecydowanie wywołuje mieszane uczucia. Autorka pogrywa sobie z uczuciami czytelnika. W głowie pojawiają się pytania, na które tak naprawdę nie ma prostej odpowiedzi, a samo zakończenie jest jedną wielką zagadką, jeśli nie przeczytało się książki uważnie, ze skupieniem i analizowaniem każdej sceny. Tajemniczość i niejasne wydarzenia sprawiają, że książka jest intrygująca, ciekawa i trzyma w napięciu, ale zdecydowanie znajdą się tu też osoby, które poczują po prostu niedosyt i frustrację. W jej zrozumieniu bardzo pomogła mi grupa na Facebooku, którą utworzyła sama autorka, aby rozpocząć dyskusje na temat książki. Spędziłam dobre kilka godzin na czytaniu każdego wpisu i komentarza, z książką pod ręką, aby poukładać sobie wszystko w głowie i zrozumieć najlepiej, jak mogę. A nawet dzięki temu, pewnie nigdy nie zrozumiem jej całkowicie. Książka jest fantastyczna i godna polecenia, bo chociaż nie jest łatwa w odbiorze, opowiada piękną, wzruszającą historię, o której się nie zapomina. Z pewnością będzie w waszych myślach przez długi czas.

Tak na koniec, chcę was uspokoić, że nie jest to książka paranormalna. Nic z tych rzeczy. Aby zrozumieć na czym polega, trzeba ją po prostu przeczytać :)

Jeśli macie za sobą lekturę książki, jakie są wasze teorie? Udało wam się zrozumieć w jakim kierunku zmierza historia? 

Tytuł: Bez Lęku
Autor: Mia Sheridan
Cykl: Sign of Love
Data premiery: 4 czerwca 2018
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 328
Tytuł oryginału: Midnight Lily
Ocena: 10/10
Czytaj dalej »

środa, 6 czerwca 2018

J. Daniels - Gdy Upadnę


Reed Tennyson dziewięć lat temu obiecał sobie, że już nigdy nie pozwoli kobiecie zawładnąć jego sercem. Liczą się tylko jednorazowe przygody, które nie mają dla niego żadnego znaczenia. Do czasu kiedy do jego życia wkracza Beth, dziewczyna po przejściach, która ucieka od starego życia. Powala go jednym, olśniewającym uśmiechem i urzeka, jak żadna inna. Do tego w jego życiu ponownie pojawia się była dziewczyna, która bezpowrotnie zmiażdżyła mu serce. Równie mocno pragnie zbliżyć się do Beth, jak uciekać od niej jak najdalej. Jak ochronić swoje serce przed ponownym, ostatecznym upadkiem?

Reed to przyjaciel Tessy, który wielokrotnie przewijał się w poprzednich dwóch częściach i zawsze miał u swojego boku inną dziewczynę. Igraszki z kobietami są dla niego źródłem przyjemności i nigdy nie było mu śpieszno do poważnego związku. Polubiłam jego postać, bo jest szczery, kochany i troskliwy. Ma za sobą przykre doświadczenia, które odbijają się na jego życiu uczuciowym, ale dla rodziny i przyjaciół byłby w stanie zrobić wszystko. Lubiłam go w poprzednich tomach i ciekawa byłam kobiety, której uda się go usidlić. I tutaj pojawia się problem... bo Beth tak naprawdę nie wywarła na mnie żadnego wrażenia. Podczas gdy bohaterowie się nad nią zachwycali, dla mnie była po prostu mdła, nudna. Często jej zachowanie mnie irytowało i chociaż rozumiałam jej pobudki i myślenie, to w wielu momentach po prostu robiła z siebie ofiarę, kiedy ludzie wokół niej zrobili by dla niej wszystko. Chciałabym zobaczyć trochę tej jej siły, o której Reed tak ciągle mówił (zwracał się do niej "dzielna dziewczyna"), ale nie było mi to dane - dodatkowo autorka zrujnowała wszystko jedną sytuacją, która miała miejsce pod koniec, a która mnie po prostu zdenerwowała.

Fabuła sama w sobie nie ma w sobie nic oryginalnego. Pojawia się wiele wątków, które czytałam już w innych książkach - jest to po prostu typowy erotyk. Na plus są tu ciągle pojawiający się bohaterowie z poprzednich tomów i wgląd w ich życia, w których dzieje się bardzo dużo ważnych rzeczy. Mia i Ben mierzą się z niespodziewaną, przerażającą sytuacją, co podejrzewam ma związek z kolejnym tomem, który jest kontynuacją ich losów, a także Tessa i Luke dostają kilka minut w świetle reflektorów. Nakreślenie sytuacji znanych już postaci było ciekawe, ale jeśli chodzi o historię Beth i Reeda, według mnie nie było tu żadnych fajerwerków.

No chyba, że mówimy o scenach łóżkowych. Autorka i tym razem nie miała żadnych oporów opisując namiętne, gorące sceny. Byłam przygotowana na ich ilość i jakość, skończyło się jednak na tym, że większość pomijałam, bo było ich po prostu za dużo jak na mój gust. Za to jeśli są tu fani książek typu "Pięćdziesiąt Twarzy Greya", książka powinna wam się spodobać, bo bohaterowie lubią poeksperymentować w łóżku i bardzo często używają do myślenia nie tych narządów co trzeba ;)

Jeśli chodzi o ocenę całości, dla mnie "Gdy Upadnę" wypada najsłabiej pośród dwóch poprzednich. Fabuła była trochę nijaka, Beth jako główna bohaterka wypadła słabiutko w porównaniu z Mią i Tessą, a do tego większość książki to liczne sceny seksu. Momentami było zabawnie, ale nie na tyle, żeby mnie do siebie całkiem przekonać. "Gdy Upadnę" jest lekką, niewymagającą książką, o namiętnej, gorącej miłości, więc jeśli szukacie takiego erotyka, pewnie wam się spodoba. Ja jednak nie jestem do książki przekonana, w moich oczach "Moje Miejsce na Ziemi" nadal zajmuje pierwsze miejsce.

Tytuł: Gdy Upadnę
Autor: J. Daniels
Seria: Alabama Summer. Tom 3
Wydawnictwo: Edipresse
Data premiery: 23 maja 2018
Liczba stron: 472
Tytuł oryginału: When I Fall
Ocena: 5/10
Czytaj dalej »

niedziela, 3 czerwca 2018

K.A. Tucker - Chroń Ją


Noah Marshall wiedzie wygodne życie, dzięki zasługom swojej matki komendant, Jackie. Wszystko legnie w gruzach, kiedy pewnej nocy na jaw wychodzą skrywane tajemnice na temat jej przyjaciela i partnera w pracy, Abe'a, który został zamordowany kilkanaście lat temu. Jego matka odbiera sobie życie, a jej ostatnie słowa mówią o tym, że była w to wszystko zamieszana i odpowiedzialna jest za rozpad jego rodziny. Jackie zostawia coś Noahowi i karze mu przekazać to córce Abe'a, Grace. W tym celu Noah udaje się w dwunastogodzinną podróż z Teksasu to Tucson, gdzie poznaje dawnych przyjaciół rodziny. Pomimo różnić dzielących go z Grace, oboje pragną poznać odpowiedzi na te same pytania. W tym celu rozpoczynają swoje własne poszukiwania, pragnąc sprawiedliwości. Nie spodziewają się jednak, że odpowiedzi będą tak mroczne i pokręcone.

Jak pisałam przy recenzji "Aż do Śmierci" Jennifer L. Armentrout, nie czytam kryminałów zbyt często, a jeśli już to robię, muszę mieć pewność, że będą dobre. K.A. Tucker to jedna z pierwszych autorek, z jakimi miałam do czynienia w moich początkach z literaturą. Poznałam ją czytając serię "Dziesięć Płytkich Oddechów" i od tamtej pory zawsze chętnie sięgam po jej inne książki. Z tego też powodu zdecydowałam się na przeczytanie "Chroń Ją", która miała być kryminałem połączonym z romansem.

Fabuła książki podzielona jest na cztery perspektywy: Jackie i Abe'a, którzy opowiadają nam swoją przeszłość, oraz Noaha i Grace, którzy doszukują się prawdy o swoich rodzicach. Postaram się nie zdradzać wam fabuły, bo jest bardzo ciekawa i pokręcona, i warto poznać ją samemu. "Chroń Ją" wciągnęło mnie już od pierwszych stron, bo nic w tej książce nie było oczywiste. Autorka krok po kroku przedstawiała wydarzenia z przeszłości, stawiając wiele pytań, przy których wręcz nie dało się domyślić, co będzie dalej. Fabuła trzyma w napięciu i chociaż mamy jakieś swoje domysły, to Tucker tak sprawnie sobie to wymyśliła, że każda nowo odkryta tajemnica jest dla czytelnika zupełnym zaskoczeniem. Tylko jedno moje podejrzenie się sprawdziło, chociaż tak naprawdę do samego końca nie byłam pewna, czy to nie jest po prostu kolejna gierka autorki, aby zmylić czytelnika.

K.A. Tucker wątek kryminalny poprowadziła po mistrzowsku. Oczywiście nie jestem tu żadną znawczynią, bo nie czytam ich często, więc nie mam żadnego odniesienia. Wiem jednak, że udało jej się wielokrotnie wprowadzić mój umysł w ślepy zaułek, zaskakując czymś, czego się nie spodziewałam. Tajemnicza śmierć Abe'a okazała się być o wiele mroczniejsza, niż mogło się to wydawać.

Przed lekturą czytałam wiele opinii, mówiących, że romans schodzi tutaj na drugi plan, bo całość przyćmiewa kryminał. I w pewnym sensie się tu zgadzam - rzeczywiście relacja Grace i Noaha nie jest tu w centrum uwagi, co wcale nie oznacza, że nie jest ważna. Ich związek rozwija się powoli i subtelnie. W świetle nowo odkrywanych tajemnic i problemów, jakie mieli między sobą ich rodzice, wydaje się, że nie powinni być razem. Jednak rodzące się pomiędzy nimi uczucie staje się dla nich schronieniem w tych trudnych momentach, czymś niezwykle intymnym i prawdziwym. Bardzo polubiłam ich jako bohaterów, bo zostali nakreśleni realistycznie. Oboje byli szczerzy, lojalni i silni. Noah ma ogromne serce, a Grace, chociaż jej życie było od dziecka ciężkie, nigdy nie traciła wiary, że kiedyś będzie lepiej. Tucker stworzyła także wiele postaci drugoplanowych, a każdy z nich wnosi coś do lektury, ale nie będę o nich wspominać, bo chcę, abyście mieli zaskoczenie.

"Chroń Ją" to świetna pozycja dla tych, którzy lubią dobre kryminały z przewijającym się prawdziwym romansem. K.A. Tucker po raz kolejny mnie nie zawiodła i napisała wspaniałą książkę, pokazując inną stronę swojej twórczości, niż ta, która była mi do tej pory znana. Jest to niezwykle intrygująca, pełna napięcia historia, zdecydowanie warta polecenia! :)

Tytuł: Chroń Ją
Autor: K.A. Tucker
Data premiery: 23 maja 2018
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Filia
Tytuł oryginału: Keep Her Safe
Ocena: 10/10
Czytaj dalej »

środa, 30 maja 2018

Kylie Scott - Play


Anne Rollins w ciągu jednej chwili traci grunt pod nogami - jej najlepsza przyjaciółka, a zarazem współlokatorka bez słowa wyprowadza się z mieszkania, zabierając meble i pieniądze. Anne zostaje z kilkoma dolarami w kieszeni i zalegającym czynszem. W stanie rozpaczy znajduje ją sąsiadka i zabiera na imprezę, gdzie Anne poznaje szalonego, energetycznego i niezwykle atrakcyjnego perkusistę Stage Dive, Mala Ericsona. On z niewiadomych powodów potrzebuje dziewczyny "na stałe", a Anne desperacko potrzebuje pieniędzy, z tego też powodu Mal proponuje jej szalony układ - on wprowadzi się do niej i będzie opłacał jej czynsz, w zamian za to, że Anne będzie udawała jego dziewczynę. I chociaż jako nastolatka miała pokój oblepiony jego plakatami i żyła marzeniami o spotkaniu go, uznaje jego propozycję za szaloną. Bo przecież udawanie dziewczyny popularnej gwiazdy rocka nie może skończyć się dobrze. Prawda?

Teraz, kiedy Evelyn i David z "Lick" odnaleźli swoje szczęście, nadeszła kolej na znanego z poprzedniej części Mala, przyjaciela Dave'a, oraz Anne. Cieszę się, że mogłam sięgnąć po tę książkę od razu po ukończeniu poprzedniej, bo pokochałam tego perkusistę już w pierwszym tomie, nawet jeśli pojawiał się tylko sporadycznie. Wyobraźcie sobie - więcej jego szalonego humoru, żartów i gorącego ciała. No czego chcieć więcej?

Mal początkowo został przedstawiony jako lekkoduch. Do poważnych spraw podchodził z dystansem, gdzieniegdzie wtrącał gdzieś tam swój żarcik i zawsze rozpierała go energia. W tej części dowiadujemy się, że tak naprawdę pod jego radosnym stylem życia ukrywa się tajemnica, która powoli zżera go od środka. Oddałabym swoje serce na tacy temu chłopakowi. Jest rozkoszny, przezabawny, a do tego kochany i troskliwy. Anne widzi w nim to, co ukrywa przed innymi i pragnie za wszelką cenę go uchronić. Ją również bardzo polubiłam, bo tak samo jak Evelyn była konkretna, rozsądna i odpowiedzialna. A Anne i Mal razem tworzyli mieszankę wybuchową i pokochałam ich praktycznie od razu.

"Na tym właśnie polega problem z miłością - nie trwa wiecznie. W ten lub inny sposób musi się kiedyś skończyć. A wtedy ludzie zostają zranieni."

Jeśli szukacie odskoczni od książek przepełnionych dramatem i smutkiem, ta pozycja będzie idealna. Przez całą książkę miałam ogromny uśmiech na twarzy i wielokrotnie wybuchałam śmiechem w trakcie czytania. Nie zabrakło tu też tych poważniejszych momentów, ale autorka nie przytłaczała czytelnika i całość utrzymywała w lekkim, pozytywnym tonie.

Autorka postawiła sobie wysoką poprzeczkę pisząc świetną historię Evelyn i Davida, ale moim zdaniem drugi tom jest trochę lepszy. Chociaż może jest to sprawka Mala, który jest naprawdę genialnym bohaterem. Powieść wydaje się być zabawniejsza, przepełniona rozczulającymi, romantycznymi momentami, no i oczywiście nie mogło zabraknąć tu też tych pikantniejszych scen, za które autorka dostaje szóstkę z plusem. Świetny styl pisania, prosty i łatwy w odbiorze, a jednak wciąga nas w tej fikcyjny świat rock'n'rollowców i nie pozwala odejść. Zdecydowanie jest to seria warta poświęcenia uwagi.

Tytuł: Play
Autor: Kylie Scott
Seria: Stage Dive. Tom 2
Data premiery: 9 maja 2018
Liczba stron: 310
Wydawnictwo: Editio
Ocena: 9/10

Czytaj dalej »

niedziela, 27 maja 2018

Kylie Scott - Lick


Mówią, że to, co się wydarzy w Vegas, zostaje w Vegas. Ale co jeśli pod wpływem alkoholu weźmiesz ślub z popularnym gwiazdorem, a następnego ranka obudzisz się, mając zupełną pustkę w głowie, pierścionek na palcu, a obok ciebie leży półnaga gwiazda rocka? To właśnie wydarzyło się Evelyn, kiedy wraz z najlepszą przyjaciółką udały się do Las Vegas, aby świętować jej dwudzieste pierwsze urodziny. Po szalonej nocy dziewczyna nie spodziewa się obudzić obok Davida Ferrisa, gitarzysty zespołu Stage Dive. W niczym nie pomaga jej fakt, że niczego nie pamięta, a jej świeży małżonek wydaje się pamiętać każdy szczegół ich wspólnej nocy. Evelyn natychmiastowo żąda rozwodu i chce wrócić do Portland. Tylko, że w planach przeszkadzają jej paparazzi oraz dziennikarze, którzy pragną wyciągnąć z niej jak najwięcej odpowiedzi na temat uwielbianego gwiazdora i jego niespodziewanego zamążpójścia. Całe życie Evelyn staje na głowie, a do tego okazuje się, że noc z Davidem miała dla nich większe znaczenie, niż może sobie przypomnieć.

"Miłość i złamane serce to mieszanka, która czyni nas potwornie głupimi. Te wszystkie rzeczy, które desperacko próbujemy sobie wmówić, żeby jakoś przetrwać najgorsze, z nadzieją, że pewnego dnia uwierzymy w te bzdury."

"Lick" wciągnęło mnie całkowicie. Fakt, faktem, miałam mało czasu, żeby książkę przeczytać i rozciągnęła mi się prawie na tydzień, ale gdybym miała więcej wolnego czasu, przerobiłabym ją w ciągu kilku godzin i jednego wieczora. Nigdy dotąd nie słyszałam o autorce Kylie Scott i właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać, bo sięgnęłam po tę książkę na ślepo. Wiedziałam jedynie tyle, że głównym bohaterem jest członek zespołu rockowego i od razu to kupiłam. Autorka świetnie wymyśliła sobie fabułę, bo chociaż może wydawać się mało realistyczna, to trzymała w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.

Sam pomysł ze ślubem w Vegas jest dość wyświechtany, w końcu taki motyw pojawiał się w wielu książkach, serialach, czy filmach. Ale dochodzi do tego fakt, że "mężem" jest rockowiec, za którym podążają paparazzi i dziennikarze, a "żoną" zwykła dziewczyna, której całe życie staje na głowie - wychodzi niezły armagedon. Evelyn i David na początku nie przepadają ze sobą, głównie jest to spowodowane wieloma pytaniami i niedopowiedzeniami dotyczącymi nocy w Las Vegas. W końcu jednak okazuje się, że łączy ich wiele wspólnego, a w ich głowach pojawia się pomysł, by dać małżeństwu szansę, zanim podejmą ostateczną decyzję o rozwodzie. I wbrew temu, co może się wydawać, tak naprawdę książką w wielu momentach mnie zaskoczyła czymś, czego w ogóle się nie spodziewałam.

"Jeśli miłość jest dla głupców, to trudno. Ja przynajmniej byłam szczerym głupcem."

Bardzo polubiłam Evelyn i Davida. Autorka przedstawiła ich postacie bardzo realistycznie i na pewno niczego nie koloryzowała. Pomiędzy nimi pojawiło się także wiele tajemnic, dotyczących głównie przeszłości Davida, które autorka rozwijała stopniowo, wzbudzając w czytelniku zaciekawienie. Chociaż książka opowiedziana jest oczami Evelyn, to postać Davida wzbudza największe zainteresowanie. Jego niepewność, problemy z zaufaniem i widoczny ból spowodowany przykrymi wydarzeniami, sprawiły, że moje serce bolało dla niego. Natomiast Ev to świetna, rzeczowa, myśląca bohaterka. Potrafiła dać sobie radę z każdą ciężką sytuacją i zyskała tym w moich oczach.

Jeśli chodzi o samą relację Davida i Ev, dla niektórych może się wydawać, że rozwija się za szybko. Właściwie najwięcej działo się między nimi w ciągu jakichś sześciu dni znajomości, ale w niczym mi to tutaj nie przeszkadzało. Zazwyczaj bym się do tego przyczepiła, w "Lick" nie rzucało się to tak bardzo w oczy, a nawet nadało książce pewnego uroku. W głównej mierze ich relacja polegała na seksualnym przyciąganiu, potem jednak w grę doszły uczucia, a ja zupełnie przepadłam dla tej pary. Kiedy pojawiały się problemy, starali się o nich rozmawiać i je rozpracować. A jednocześnie nie było natychmiastowego wybaczania, co dość często zdarza się w takich romansach. Uwielbiam to, że wszystko działo się w swoim czasie, krok po kroku, dając im czas na rozwiązanie problemów i stworzenie prawdziwego, stałego związku.

"To nie musi mieć sensu. Po prostu musicie chcieć być razem i robić wszystko, by tak właśnie się stało. To jest tak niezwykle proste. To miłość, Ev."

"Lick" to bardzo fajna, wciągająca książka, dziejąca się w świecie rock'n'rolla, świateł reflektorów i miłości "na zawsze". Początek książki jest jednym z najlepszych, jakie przeczytałam, bo gwarantuję wam - po jego przeczytaniu na pewno nie odłożycie jej na półkę! Historia jaką opowiedziała Kylie Scott jest zabawna, seksowna, słodka, momentami też gorzka i niezwykle realistyczna (może poza faktem, że raczej mało kto bierze ślub ze sławnym gwiazdorem pod wpływem pijackiej nocy w Vegas). Autorka stworzyła bohaterów z krwi i kości, i napisała naprawdę genialną historię romantyczną. Swoim sposobem pisania ma umiejętność umieszczenia nas w sytuacji bohaterów i poczucia wszystkiego, przez co przechodzili. Ja już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po następną część o Malu, najlepszym przyjacielu Dave'a, którego już zdążyłam pokochać w tej części :)

Tytuł: Lick
Seria: Stage Dive. Tom 1
Autor: Kylie Scott
Data premiery: 9 maja 2018
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Editio
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

środa, 23 maja 2018

Kasie West - Miłość i Inne Zadania na Dziś


Abby Turner od dziecka marzyła o pójściu na studia plastyczne po ukończeniu szkoły średniej i kontynuacji swojej kariery jako malarka. W tym celu musi jednak wyrobić sobie opinię o niej jako artystce i nabyć trochę doświadczenia. Dlatego też pragnie zgłosić się do wystawy z muzeum, w którym pracuje. Jest tylko jeden problem - trzeba mieć ukończone osiemnaście lat, a Abby tego warunku nie spełnia. Wierzy jednak, że znajomość z właścicielem muzeum da jej przepustkę do wymarzonej wystawy, nie spodziewając się jednak przykrych słów odmowy, sugerujących jej, że jej sztuka nie ma głębi i serca. Załamana Abby postanawia się nie poddawać i popracować nad swoimi obrazami. W tym celu tworzy listę rzeczy do zrobienia, które pomogą jej zdobyć nowe doświadczenia, które będzie mogła przełożyć na swoją kreatywność. Jedyną osobą, która może jej w tym pomóc jest jej najlepszy przyjaciel, Cooper, bo wszyscy jej znajomi wyjechali na wakacje. Tylko, że Abby od ponad roku podkochuje się w Cooperze, a jej wyznanie miłości na które zdobyła się rok temu, skomentował wybuchem śmiechu. Przebywanie z nim sam na sam i wykonywanie zadań spoza jej strefy komfortu może skończyć się niebezpiecznie...

Po książki Kasie West sięgam już automatycznie, nawet bez zapoznania się z fabułą. Wiem, że zawsze dostanę dobrą, przyjemną lekturę, która może nie jest najlepsza, a jednak umila czas. Autorka pisze specyficznie, bo przy każdej książce trzyma się swoich schematów i nie wychodzi poza wyznaczone granice, a jej historie miłosne są słodkie i bez większej głębi, ale zazwyczaj miło się je czyta. Tak też właśnie było z "Miłość i Inne Zadania na Dziś" - miło.

Abby to malarka, którą czeka pracowite lato. Wszyscy uważają, że jest niezwykle utalentowana, jednak kiedy słyszy od doświadczonego artysty słowa krytyki, postanawia poszukać w sobie głębi za pomocą nowych przeżyć i powalczyć o miejsce na wymarzonej wystawie. Na dodatek dwójka jej przyjaciół wyjechała i zostaje sam na sam z Cooperem, w którym się podkochuje. Abby i Cooper to sympatyczni bohaterowie. Abby ma cięty język i jest niezwykle sarkastyczna, uczy się walczyć o swoje marzenia i pasje. Natomiast Cooper występuje jako jej przyjaciel i obiekt zainteresowań, chociaż tak naprawdę niewiele o nim wiemy. Brakowało mi tu chemii między bohaterami, bo chociaż byli dobrymi przyjaciółmi, to przez większość książki nie zapowiadało się na nic więcej. Tak naprawdę wydarzyło się coś dopiero w ostatnich stronach książki, kiedy historia się zbliżała do końca.

"Miłość polega przecież na akceptowaniu drugiej osoby nawet z jej słabościami, prawda?"

Jak powiedziałam, to nie tak, że się tego nie spodziewałam. Kasie West bardzo lubi pisać książki młodzieżowe i najwyraźniej nie przepada za nadawaniem im pikantności, czy namiętności. Tworzy cukierkowe historie, wtrącając w nie dawkę dobrego humoru. Jeśli chodzi o fabułę, książka była momentami nudnawa. Ot jest sobie bohaterka, która poszukuje doświadczeń, które mogłaby przelać na płótno, w międzyczasie próbując się uleczyć z miłości do najlepszego przyjaciela, który chodzi z inną dziewczyną. Pocieszało mnie to, że książka została utrzymana w humorystycznym nastroju, bo czasami brakowało mi ciekawych momentów.

Wielu z was pewnie nie zwróci na to uwagi, ale ja jako artystka, zawiodłam się na opisach sztuki. Kiedy dowiedziałam się, że główna bohaterka jest malarką, byłam w niebie, bo uwielbiam czytać książki ze sztuką w tle. Jednakże Kasie West biednie opisała jej obrazy, a nawet po tym całym procesie poszukiwania głębi, jej obrazy wydawały się być nudne i nijakie.

"Dopiero kiedy odeszłaś, kiedy odebrałaś mi to, co naprawdę dawało mi szczęście, pojąłem, że to miłość. Ta głęboka, intensywna troska o dobro innej osoby. Pragnienie, by u tej osoby wszystko było okej, bez przejmowania się sobą samym."

Z książkami Kasie West jest tak, że brakuje im emocji i głębi - zupełnie jak w sztuce Abby. Owszem, autorka wplata gdzieś tam jakiś morał, ale tak naprawdę trudno go wyłapać. Skupia się głównie na historii przyjaciół, z wątkiem romantycznym w tle, który rozwija się bardzo powoli, pisząc bez większych dramatów, łez, kierując swoje książki raczej do młodszej publiki. "Miłość i Inne Zadania na Dziś" to przyjemna, sympatyczna książka o podążaniu za własnymi pragnieniami i marzeniami oraz niepoddawaniu się. Skierowana raczej do młodzieży, niewymagająca, prosta w odbiorze, taka idealna na jeden wieczór. Na pewno nie zapadnie na długo w pamięci, ale miło się ją czyta ;)

Tytuł: Miłość i Inne Zadania na Dziś
Autor: Kasie West
Data premiery: 9 maja 2018
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Feeria Young
Tytuł w oryginale: Love, Life and the List
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

niedziela, 20 maja 2018

Czy drugi sezon był konieczny? | Recenzja ekranizacji "Trzynastu Powodów" Jaya Ashera


Zanim przejdę do recenzji, chciałam napisać małe ostrzeżenie. Starałam się nie pisać tu żadnych spoilerów, jednakże jeśli chcecie mieć całkowite zaskoczenie podczas oglądania, lepiej nie czytajcie tego wpisu :)

"Trzynaście Powodów", serial, który w ciągu ostatniego roku stał się popularny na całym świecie, niesie za sobą ogrom kontrowersji. W ciągu tego roku obserwowałam wiele przeróżnych opinii, tych dobrych i tych złych, a dodatkowo pojawiła się wiadomość o drugim sezonie - o którym wypowiem się trochę później - a wraz z tym, zaczęto zadawać pytanie, czy twórcy nie powinni zakończyć na pierwszym sezonie, bo wszystko zostało już powiedziane, a do tego sam koncept straci na swoim znaczeniu. Osobiście byłam w tej grupie, która była ciekawa jaki pomysł na kontynuację mają twórcy serialu, zwłaszcza, że pierwszy sezon zakończono wieloma pytaniami i niedokończonymi sprawami.

Nie jestem wielką fanką ekranizacji książek. Właściwie kiedy wiem, że na podstawie książki powstaje film lub serial, staram się nie sięgać po obydwie formy, bo zazwyczaj kończę rozczarowana. Wtedy po prostu rezygnuję albo z ekranizacji, albo z książki. Pamiętam jednak, że po obejrzeniu "Trzynastu Powodów" sięgnęłam po książkę, zaciekawiona tym jak Jay Asher przedstawił całą sytuację oryginalnie. I byłam zaskoczona faktem, że po skończeniu nie byłam rozczarowana. Książka i serial pod wieloma względami się różnią - chociażby sposób śmierci głównej bohaterki, a także relacje między bohaterami, które nijak miały się do tego, co zostało przedstawione w serialu. Książka jednak została napisana dobrze i bardzo mnie ujęła, czego zresztą dokonała również ekranizacja. Chociaż historia ta sama, została przedstawiona inaczej, a jednak obydwie formy mi się podobały.

Kilka dni przed premierą drugiego sezonu jeszcze raz obejrzałam pierwszy, aby odświeżyć sobie pamięć. I będę ze sobą szczera - przez rok moje spojrzenie na kilka spraw się zmieniło. Wiele osób stwierdziło, że powody Hannah, które doprowadziły ją do śmierci, były głupie i samolubne. Rok temu bardzo zaangażowałam się w sytuację głównej bohaterki i rozumiałam ją. Teraz spojrzałam na to z trochę innej perspektywy. Nie twierdzę, że jej powody były głupie, bo bardzo dobrze rozumiem większość jej odczuć i zachowań. Ba, jestem pewna, że wielu z was może się z nimi utożsamić. Jednak fakt, że popełniła samobójstwo, zostawiając kasety, które mogą bezpowrotnie zniszczyć życie ludziom, nawet nie tyle, że pod względem prawnym, ale mocno wpłyną na ich psychikę? Wystarczy spojrzeć na postać Claya, któremu kazała słuchać tego wszystkiego ze świadomością, że sam jest współwinny, kiedy jego kaseta tak naprawdę miała inny cel. To go niszczyło przez cały sezon i nawet pięć miesięcy później, nadal nie potrafił zamknąć wiele spraw. I oczywiście nie mówię tu o postaciach, które rzeczywiście zasługują na karę, tak jak na przykład Bryce.

Do sezonu drugiego zasiadłam zaraz po jego pojawieniu się na Netflixie. Przez kilka poprzednich dni mocno wyczekiwałam kontynuacji losów tych ludzi, niezmiernie ciekawa jak wszystko się potoczy. Pierwsze co zauważyłam, to całkowicie zmienił się nastrój serialu. Zaczynając drugi sezon, miałam wrażenie, że oglądam całkiem inny serial, jedynie z tymi samymi bohaterami. Trudno jest mi to wytłumaczyć, myślę jednak, że osoby, które go obejrzały/obejrzą, sami będą mieli podobne odczucia. Między pierwszym a drugim sezonem minęło pięć miesięcy, a w tym czasie w życiu bohaterów zmieniło się wiele. Rusza proces sądowy odnośnie śmierci Hannah, podczas którego uczniowie Liberty High są przesłuchiwani. Szczerze przyznam, drugi sezon całkowicie zmienił moje spojrzenie na sytuację głównej bohaterki. Liczne przesłuchania wyjawiły ważne prawdy, które Hannah pominęła przy nagrywaniu kaset. Wiele momentów było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Trudno jest o tym nie pisać bez spoilerów i wyjścia na nieczułą, ale Hannah w drugim sezonie została ukazana z całkiem innej strony, takiej, której się nie spodziewaliśmy. Wiele sytuacji przekoloryzowała, pomijając szczegóły, które ostatecznie miały ogromne znaczenie, pokazując, że tak naprawdę w wielu momentach dramatyzowała.

Hannah swoją śmiercią i kasetami pozostawiła ogromny bałagan, a moja niechęć do niej w tym sezonie naprawdę mocno wzrosła. Zniszczyła Claya, który kochał ją całym sercem, a dowiedział się wielu przykrych rzeczy. Mocno ukazane jest, jak zmaga się z ruszeniem dalej, zapomnieniem o niej, jednakże proces sądowy nie daje mu spokoju. Podoba mi się to, że twórcy nadali również jemu wiele wad, chociaż ostatecznie jest to nadal jedna z moich ulubionych postaci, która zdecydowanie nie zasługiwała na wszystko, co go spotkało. Śmierć Hannah miała ogromny wpływ na życie całej reszty osób, którzy już do końca życia będą walczyć z poczuciem winy, niosąc na swoich barkach jej samobójstwo.

W drugim sezonie twórcy skupiają się na perspektywie innych uczniów. Poruszają wiele ciężkich tematów, których nie ogląda się łatwo, bo są obrzydliwe, okrutne, frustrujące i bolesne. Jessica stara się pogodzić z wydarzeniami z pierwszego sezonu, Alex stara sobie przypomnieć wspomnienia, które utracił w wyniku próby samobójczej, Justin walczy z samotnością i życiem jako bezdomny, pogrążając się w używkach, Zach stara się odnaleźć w sobie odwagę i swoje własne zdanie... a to tak naprawdę tylko część wątków poruszanych w drugim sezonie.

To poruszenie tematów, o których normalnie się nie mówi, sprawia, że serial jest tak dobry. Jest boleśnie realistyczny i ukazuje niesprawiedliwość systemu sądowego, sposób myślenia i działania młodych ludzi. Serial odnosi się głównie do problemów amerykańskiego społeczeństwa, gdzie szkolni sportowcy są wręcz ponad prawem, chronieni przez szkołę, nawet w wypadku takich przestępstw jak gwałt, czy znęcanie się nad innymi. Pojawia się problem łatwego dostępu do broni i strzelanin w szkole, z czym amerykanie nieustannie walczą. Znęcanie się nad innymi i fakt, że szkoły nic z tym nie robią, a wręcz ignorują. Myślę, że warto mieć jakieś pojęcie o problemach z jakimi borykają się amerykanie, zanim zaczniecie oglądać drugi sezon, aby móc lepiej zrozumieć jego wątki.

Odpowiadając na pytanie z tytułu - tak, uważam, że drugi sezon był konieczny. Twórcy mieli mnóstwo tematów do rozwinięcia, które zostały ledwo dotknięte w sezonie pierwszym. Ba, uważam, że serial powinien być nadal kontynuowany, bo zakończenie jest otwarte i przed bohaterami bardzo długa droga do uzdrowienia. Chciałabym głównie zobaczyć, jak pomoc zyskuje Tyler, który do tej pory traktowany był o wiele gorzej niż inni, nawet sam Bryce. To jego zachowanie woła o pomoc, a do tej pory nikt nim się nie zainteresował, aż okazało się, że jest już za późno. Chciałabym zobaczyć jak rozwija się relacja Claya i Justina, która niespodziewanie pojawiła się w drugim sezonie i zdecydowanie wielu z was się spodoba i przyniesie uśmiech na twarz. Naprawdę mam nadzieję, że Netflix podejmie decyzję o kontynuacji, bo w tym momencie jest ona wręcz konieczna.

"13 powodów" to nie jest serial dla każdego i myślę, że to najważniejsze, o czym powinnam wspomnieć. Nie powinny go oglądać osoby o słabej psychice, a już na pewno nie ci, którzy sami mieli/mają do czynienia z depresją, myślami samobójczymi, gwałtem, znęcaniem się w szkole, samotnością. Twórcy nie koloryzują tych problemów i ukazują je prawdziwie, bez żadnej cenzury, boleśnie. Pokazane są sceny gwałtu, samobójstwa, znęcania się, bójek, co jest naprawdę bardzo trudne do oglądania. W wielu momentach musiałam wstrzymywać oddech, w niedowierzaniu patrząc na poszczególne sceny. W wielu momentach zanosiłam się płaczem, a moje serce się łamało. To zdecydowanie nie jest serial dla każdego i myślę, że powinniście wziąć to pod uwagę, zanim podejmiecie decyzję o obejrzeniu go. A jeśli bardzo tego pragniecie, oglądajcie go z osobą zaufaną.

Jestem ciekawa, jakie jest wasze zdanie na temat drugiego sezonu, a nawet całego serialu. Piszcie w komentarzach czy oglądaliście, czy raczej nie jest to serial dla was. Jestem otwarta na wszelkie dyskusje :) I pamiętajcie, jeśli borykacie się z jakimś problemem, zawsze znajdzie się ktoś kto wam pomoże, nawet jeśli jest to nieznajoma osoba. Zawsze odpowiem na wasze wiadomości - jeśli potrzebujecie pomocy, możecie napisać. Pomoc oferują także twórcy serialu, odsyłając na stronę 13reasonwhy.info, gdzie po wybraniu kraju dostajecie numer, pod który możecie się zgłosić w momencie kryzysu. Rozmowa z kimś zawsze może pomóc. 
Czytaj dalej »

środa, 16 maja 2018

Corinne Michaels - One Last Time


Kristin McGee nigdy by nie pomyślała, że jej życie potoczy się w takim kierunku. Po latach czucia się jako bezużyteczna, nie spełniająca wymagań, nic niewarta żona, razem z mężem postanawia wziąć rozwód. Teraz musi zamieszkać w opuszczonym domu przyjaciółki z dwójką dzieci i przyjąć pracę jako bloggerka zajmująca się plotkami o życiach gwiazd. Jest jednak zdeterminowana by odzyskać dawno utracone szczęście, dlatego zgadza się na pozycję, dostając pierwsze zadanie, jakim jest napisanie artykułu na temat sławnego aktora, Noaha Fraziera, który jest również przyjacielem chłopaka jej najlepszej przyjaciółki, Heather. Kiedy udaje się na imprezę przy basenie, nie spodziewa się zobaczyć go prawie nagiego i ociekającego wodą. Gdy noc nie idzie po jej myśli, a ich dwójka pijana ląduje razem w basenie, Kristin jest zmuszona do ponownego spotkania, aby ukończyć dane jej zadanie. Chociaż czuje, że jakaś siła ją do niego ciągnie, Kris nie jest gotowa na oddanie serca kolejnemu mężczyźnie. Jest samotną matką dwójki dzieci, która przechodzi przez trudny rozwód i ostatnie czego chce, to namieszać w życiu tego cudownego, niezwykle atrakcyjnego mężczyzny. Ale Noah jest zdeterminowany, aby wygrać jej serce i nie poddaje się tak łatwo...

Myślę, że to jasne jak słońce, że Corinne Michaels to jedna z moich ulubionych autorek, w końcu powtarzam to przy każdej nowej recenzji jej książki. Kilka miesięcy temu zakochałam się w "We Own Tonight" o Heather i Elim, dlatego kiedy dowiedziałam się o kolejnym tomie o Kristin i Noah'u, którzy pojawiali się sporadycznie w pierwszej książce, wiedziałam, że muszę dostać tę perełkę w moje ręce. Żałuję tylko, że nie udało mi się przeczytać jej szybciej.

"Łatwo jest trzymać się złości. To utrata nadziei zabija nas od środka."

"One Last Time" (zarówno jak i "We Own Tonight") to - jakbym powiedziała - szczęśliwa książka Michaels. Czytając serię o braciach Hennington, czy książki z serii The Consolation Duet, gwarantowany jest rollercoaster emocji, bo są to historie pełne bólu, cierpienia i odnajdowania miłości w najtrudniejszych momentach życia. Mam jednak wrażenie, że tutaj autorka poszła troszkę w inną stronę, bo chociaż bohaterowie mają za sobą wiele bolesnych przeżyć, z którymi walczą do tej pory, to jest to książka lżejsza, skupiające się na zdrowieniu, odnajdowaniu nadziei i wiary. To książka emocjonująca, ale przynosząca szeroki uśmiech na twarz, rozczulająca i absolutnie urocza.

"Może masz rację. Może żadne z nas nie potrzebuje komplikacji, ale jesteś jedyną rzeczą, której pragnę."

Trudno to jakkolwiek skomentować, poza słowami, że jestem oczarowana i zakochana. Historia Noah i Kristin to jedna z tych, o której marzy każda kobieta. Sprawia, że na kilka godzin odpływamy do zupełnie innego świata, dryfując pomiędzy marzeniami i pragnieniami. Corinne Michaels tworzy bohaterów, których od razu się kocha. Kristin to kobieta, która przez lata była psychicznie dręczona przez człowieka, który powinien o nią dbać i ją kochać. Kiedy sfinalizowała rozwód ze swoim mężem-Dupkiem, nie mogłam być bardziej dumna. Całą książkę odnajdowała swoją lekkość ducha, jaką przez niego utraciła, pokazała, że jest silna, piękna i niepokonana. Jeśli chodzi o Noaha, to automatycznie wiedziałam, że facet skradnie moje serce, nawet bez przeczytania książki. Bo czy autorka, która stworzyła Liama mogłaby stworzyć złego faceta? Noah to facet, który się nie poddaje, ma złote serce i jest absolutnie rozkoszny. Jeśli szukacie książki, przy której będziecie ciągle wzdychać do głównego bohatera, ta będzie idealna ;)

"Zdobędę twoje serce, Kristin. Przygotuj się."

Fabuła jest wciągająca, nie pozwala odejść od książki nawet na chwilę. Chociaż jest to lekka, urocza książka, bywały momenty, które trafiały prosto w moje serce i sprawiły, że uroniłam kilka łez. Mogłabym się jedynie przyczepić do wątku z pisaniem artykułu o Noah, bo już na początku domyśliłam się, jaki będzie tego skutek. Jakiś czas temu czytałam podobną sytuację w "Weteranie" Katy Regnery, więc łatwo było dodać dwa do dwóch. Autorka jednak genialnie wybrnęła z sytuacji, bo wszystko poszło w trochę innym kierunku.

W moich oczach to historia Liama i Natalie z "Consolation" i "Conviction" nadal zajmuje pierwsze miejsce i trudno będzie ją pobić, Corinne jednak z każdą kolejną książką przechodzi samą siebie i kradnie moje serce nowymi bohaterami i niezwykle uczuciowymi historiami. "One Last Time" to intensywna, inspirująca historia, a intensywność rodzącego się pomiędzy głównymi bohaterami uczucia nie pozwala nam odejść od historii nawet na chwilę. Jest to historia rozczulająca, zabawna i emocjonująca, a autorka po raz kolejny pokazuje, na jak wiele ją stać. Zdecydowanie warta polecenia!

Tytuł: One Last Time
Autor: Corinne Michaels
Data premiery: 26 luty 2018
Liczba stron: 366
Język: Angielski
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

sobota, 12 maja 2018

Samantha Young - Nieznośny Ciężar Tajemnic



India Maxwell długo pracowała nad swoją pozycją w hierarchii szkolnej, pragnąc mieć władzę nad swoim życiem przynajmniej w szkole. Tylko tam mogła ukrywać swoje przykre doświadczenia rodzinne i tylko dzięki temu nie czuła się jak śmieć. Ale wszystko to zostaje zrujnowane, kiedy Hayley, jej matka, oświadcza, że wyprowadzają się na drugi koniec kraju i zamieszkają z jej nowym narzeczonym i jego córką, Eloise. India znowu trafia na samo dno hierarchii towarzyskiej i czuje, że traci panowanie nad własnym życiem. W niczym nie pomaga jej przyszła przybrana siostra, Eloise, ani jej grupka przyjaciół, a w tym jej niezwykle atrakcyjny i tajemniczy chłopak, Finn. Chociaż zamieszkuje w pięknym, luksusowym domu, czuje się samotna i nierozumiana. Nie wie jednak, że nie jest jedyną osobą, która ukrywa przed światem tajemnice. Wkrótce okaże się, że piękne życie najpopularniejszej pary w szkole, Eloise i Finna, wcale nie jest takie piękne i tak samo jak India, skrywają swoje sekrety.

Samantha Young to autorka bestsellerowa, a jej książki zawsze są głęboko przemyślane i szczegółowo dopracowane. Autorka pisze o dorosłych ludziach, którzy borykają się z wieloma życiowymi problemami, a jej historie poruszają czytelnika, sięgają do najgłębszych zakamarków duszy i wywołują przeróżne emocje. "Nieznośny Ciężar Tajemnic" jest trochę inną książką, od jej poprzednich, bo autorka skupia się na życiu i problemach nastoletnich ludzi, więc historia skierowana jest do trochę młodszej publiczności, niż zazwyczaj.

"Przywykłam do poczucia samotności w pokoju pełnym ludzi, którzy mnie lubili, ale nie wiedziałam, jak radzić sobie z byciem naprawdę sama."

India to bohaterka, która przechodzi wiele zmian w ciągu całej książki. Jej matka, która zdecydowanie nie wygrałaby nagrody Matki Roku, postanawia niespodziewanie wyprowadzkę z Kalifornii aż do Bostonu. Każe jej zostawić całe jej życie i przyjaciół, dlatego też dziewczyna czuje do niej żal, wliczając w to również wydarzenia z przeszłości. W nowej sytuacji doskwiera jej niezwykła samotność, z którą nie potrafi sobie poradzić oraz brak zaufania do nowej rodziny. Nie potrafi jednak porzucić zainteresowania niecodzienną relacją między Finnem, a Eloise. Ta "złota" para wcale nie pomaga Indii w dostosowaniu się do nowego życia, chociaż są jej kluczem do upragnionej popularności. Z czasem Eloise i India odnajdują nić porozumienia i formuje się pomiędzy nimi nowa relacja. Historia dwóch "wkrótce sióstr" to jeden z głównych wątków całej powieści. Young ukazuje obydwie perspektywy przystosowania się do nowej sytuacji, krok po kroku budując pomiędzy nimi głębszą więź. Autorka świetnie rozpracowała ich wątek, bo wszystko robiła w swoim czasie, nie stworzyła cukierkowej siostrzanej miłości, a rozwijała wszystko bardzo powoli. Bardzo miło czytało mi się, kiedy obydwie wreszcie nauczyły się ufać drugiej osobie i zaczęły na sobie polegać, chociaż jednocześnie wkradała się gdzieniegdzie niepewność.

Równie ważną postacią jest Finn, trzeci główny bohater książki. Chociaż na początku India uznaje go za dupka, szybko okazuje się, że skrywa on w sobie po prostu wiele bólu i przykrych tajemnic. Kiedy ta dwójka odnajduje nić porozumienia, a w grę zaczynają wchodzić uczucia, wszystko strasznie się komplikuje. Pomiędzy nimi staje Eloise i rzeczy, które za wszelką cenę nie mogą wyjść na światło dzienne. Dobrze wiem, jak to wszystko brzmi - trójkąt miłosny. Mogę was jednak uspokoić, że ta historia to coś o wiele więcej, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak to wygląda. Sama nie znoszę takich historii i z pewnością nie wzięłabym się za jej czytanie, gdybym wiedziała, że coś takiego się tu pojawi. Relacja Indii i Finna jest słodka, czyta i niewinna, od razu widać ich zaangażowanie i uczucie. Nawet jeśli pojawiają się pomiędzy nimi problemy, nadal pragną dla drugiej osoby jak najlepiej.

"Czuję się tak, jakbym grał rolę samego siebie w moim życiu. Jakbym tylko nędznie egzystował, ale nie mógł nawet zaczerpnąć porządnie tchu. Ale nie przy tobie, przy tobie oddycham świeżym, czystym powietrzem. Czuję, że naprawdę żyję."

Naprawdę polubiłam każdą ważną postać z tej książki. Oczywiście zżyłam się najbardziej z Indią, Finnem i Eloise, bo to ich historie zostały przybliżone najbardziej szczegółowo, warto tu jednak wspomnieć o postaciach drugoplanowych. Na pierwszy rzut powinna tu pójść Hayley, która przez większą część książki przedstawiana jest jako beznadziejna matka. Jej postać wykazuje jednak ogromną chęć zmiany i zadośćuczynienia za własne błędy. Samantha Young zagłębia się również w historię przyjaciół Eloise i chociaż nie z wszystkimi bym się zaprzyjaźniła, to każdego potrafiłam zrozumieć. Przedstawiła ich niezwykle realistycznie, prawdziwie i nawet jeśli popełniali błędy, to starali się je naprawić.

Samantha Young nie pisze tylko o miłości, ale wielu innych ważnych wartościach i problemach. Właściwie w ich świetle, sam wątek miłosny, chociaż bardzo ważny, schodzi na dalszy plan. Najważniejsza jest tu przyjaźń i rodzina, a bohaterowie uczą się znaczenia tych dwóch wartości i docenienia tego, co wydaje się być oczywiste. Historia wciąga od pierwszej do ostatniej strony, budując napięcie z każdą pojawiającą się tajemnicą. Sprawia, że każdy z nas odnajduje część siebie w bohaterach i porusza za serce.

"Jeśli coś złego ci się przytrafi, to od ciebie zależy, w jaki sposób cię to zmieni: albo będziesz bardziej współczująca, albo pozwolisz sobie na zgorzknienie."

Finn w książce powiedział do Indii, że czyta ona romanse, bo potrzebuje szczęśliwego zakończenia. W dużej mierze jest to adekwatne do powodu, dlaczego ja sama czytam takie książki. Nie jestem fanką smutnych zakończeń, zdecydowanie bardziej wolę happy endy, nawet jeśli są zbyt cukierkowe i czasami nierealistyczne. W końcu po to czytam historie, aby oderwać się trochę od rzeczywistości i zniknąć w świecie innych ludzi. Dlatego jestem lekko zawiedziona zakończeniem tej historii. Nie powiedziałabym, że jest ono smutne, bo autorka po prostu zostawia je otwarte, a wiele spraw z pewnością nabierze rozpędu dopiero od tego momentu, kiedy my już z książką się żegnamy. Niestety jest to jednotomowa książka, więc nie dane nam będzie poznać dalszych losów Indii, Eloise i Finna, ale z drugiej strony, nawet cieszę się, że autorka pozostawiła je wyobraźni czytelników. Problemy, które poruszyła, nie mogły zostać rozwiązane w ciągu jednej książki, więc zakończenie było realistyczne i dobre, choć pozostawia niedosyt.

"Nieznośny Ciężar Tajemnic" to piękna, wzruszająca książka. Mówi o miłości, przyjaźni i rodzinie, o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, porusza przy tym tematy o których mało się mówi - przemoc domowa, porzucenie, samotność, homoseksualizm. Książka uzależnia i wciąga, ucząc nas przy tym wielu rzeczy, o których na co dzień mało się myśli. Uważam, że warto ją przeczytać. Bardzo chętnie przeczytałabym kontynuację i chociaż na razie nic o niej nie wiadomo, to mam nadzieję, że autorka wróci kiedyś do tych bohaterów.

Tytuł: Nieznośny Ciężar Tajemnic
Autor: Samantha Young
Data premiery: 18 kwietnia 2018
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Tytuł oryginału: The Impossible Vastness of Us
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia