poniedziałek, 23 lipca 2018

Emily Giffin - Wszystko, Czego Pragnęliśmy | PRZEDPREMIEROWO + rozdanie


Nina Browning żyje w luksusach odkąd wyszła za mąż za jednego z najbardziej wpływowych mężczyzn w Nashville. Niczego jej nie brakuje, jej osiemnastoletni syn Finch właśnie dostał się do Princeton, a jednak głęboko w jej myślach, Nina zaczyna zastanawiać się, jak bardzo różni się od kobiety, którą kiedyś była i jak wielki wpływ na jej zmianę miał jej mąż, fortuna i wszystko, co z nią się wiąże. Tom Volpe jest stolarzem, a w nocy kierowcą Ubera. Samotnie wychowuje swoją nastoletnią córkę Lylę, pragnąc, aby nigdy niczego jej nie brakowało i nie posiada się z dumy, kiedy Lyla dostaje stypendium do prestiżowej szkoły średniej. Dziewczyna nie zawsze ma łatwo i nie do końca wpasowuje się w towarzystwo, jednak jest szczęśliwa i zadowolona. Do czasu gdy na imprezie Finch, chłopak, który od zawsze jej się podobał, robi jej kompromitujące zdjęcie, podpisuje je rasistowskim komentarzem i rozsyła do ludzi. Zdjęcie szybko dosięga liczną liczbę odbiorców, w tym samego dyrektora szkoły i rodziców. Wybucha skandal, a Nina, Tom oraz Lyla kwestionują swoje relacje z najbliższymi, balansują między kłamstwem i prawdą, doszukując się sprawiedliwości.

Zdaje się, że bloggerki książkowe oszalały na punkcie książek Emily Giffin, ja jednak przyznam się szczerze, do tej pory nie miałam do czynienia z żadną z jej powieści. "Wszystko, Czego Pragnęliśmy" jest moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością, więc nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać. Szybko jednak zupełnie przepadłam dla tej książki!

Bardzo lubię sięgać po tytuły, które poruszają tematy, o których jest nam niewygodnie rozmawiać. Są kontrowersyjne i niekoniecznie łatwe do czytania, ale bardzo potrzebne, zwłaszcza, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jak wiele krzywdy wyrządza na co dzień swoim zachowaniem drugiemu człowiekowi, jak wielu z nas myśli egoistycznie, usprawiedliwiając się, że robi coś dla dobra innych. Bardzo chętnie podeszłam do lektury "Wszystko Czego Pragnęliśmy", ciekawa jak autorka przedstawi świat Niny, Toma i ich rodzin.

"(...) w każdej sytuacji, choćby nie wiem jak trudnej, zawsze da się znaleźć jakieś pozytywy."

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, a jednak każdy z nas lubi od czasu do czasu kupić coś nowego, aby sprawić sobie przyjemność. Każdy pragnie mieć dach nad głową i lodówkę pełną jedzenia, a przecież bez pieniędzy nie da się tego dokonać. Lubimy rzeczy materialne, chociaż ciężko jest nam się do tego przyznać. Nina i jej mąż Kirk wraz z synem Finchem żyją beztrosko, w ogromnym domu, nie martwiąc się o wydatki, ani dochody, bo zwyczajnie mogą sobie na to pozwolić. Miliony na koncie fundują im luksusowe życie, eleganckie ubrania od projektantów, najdroższe samochody, meble, podróże po całym świecie. Mogłoby się zdawać, że ich życie jest wręcz idealne, a jednak wcale tak nie jest.

Emily Giffin genialnie bawi się z umysłem czytelnika. Zwodzi go na drogi i sprawia, że wierzymy w to, co pisze, aby namącić nam w głowie i zmanipulować nasze odczucia. Autorce udało się wielokrotnie zaskoczyć mnie drogą, którą wybrała dla bohaterów, bo tak naprawdę wielokrotnie spodziewałam się, że pójdzie w inną stronę. Nigdy nie byłam do końca pewna, co dokładnie chce przekazać. Od pierwszej sceny, która zaczęła się zupełnie niewinnie, nie potrafiłam oderwać się od lektury, ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń.

Historia opowiedziana jest z perspektywy trzech osób: Niny, Toma oraz Lyli. Nina oraz Tom poznają się w wyniku skandalu, który wybucha z udziałem ich dzieci, Lyli oraz Fincha. Gdy Finch wrzuca na Snapchata kompromitujące i rasistowskie zdjęcie Lyli, świat każdego bohatera staje na głowie. Możliwość przeczytania, jak wpłynęło to na matkę Fincha, ojca Lyli oraz samą Lylę, była bardzo ciekawym pomysłem. Autorka umożliwiła nam wejście w umysł ludzi, którzy muszą zmierzyć się z wieloma kłamstwami, zawodami, zdradami i złamanymi sercami.

"Jeśli coś jest ważne, czas zawsze się znajdzie."

Historia, jaką opowiada Emily Giffin, jest prawdziwa, surowa. W końcu wokół nas dzieje się pełno takich sytuacji, wiele nagłaśnianych, a jeszcze więcej przemilczanych. Niejedna kobieta, w wielu przypadkach niepełnoletnia, została wykorzystana i zawstydzona przez mężczyzn, wielokrotnie prowadząc do tragicznych skutków. Autorka nie stworzyła tu postaci, w których się zakochujemy. Nie pokolorowała ich cech charakteru, bo postawiła na realizm. Reakcje bohaterów na niespodziewane zdarzenia są dokładnie takie, jakie powinny być - prawdziwe. Trochę frustrujące, trochę irracjonalne, ale w końcu ludzie tak właśnie działają w kryzysowych sytuacjach. Mogłabym napisać więcej o głównych postaciach, ale sądzę, że powinniście sami zapoznać się z ich historią.

"Wszystko, Czego Pragnęliśmy" to nie jest historia miłosna. To nie jest łatwa lektura. To książka inspirująca, prawdziwa, poruszająca tak ważne tematy jak znęcanie seksualne, wykorzystanie kobiet, gwałt, znęcanie się psychiczne, a także opisująca jak ważne są relacje rodzinne między dzieckiem, a rodzicem. To jedna z tych książek, po którą powinien sięgnąć każdy, nieważne od płci, wieku, koloru skóry. Tutaj chodzi o przemyślenie tego, co Emily Giffin pragnie przekazać - że o tak ważnych tematach trzeba mówić. I może zmienienie swojego postępowania, myślenia i edukowanie innych o tak ważnych rzeczach, aby pomóc im wyrosnąć na ludzi dobrych i uczciwych.

Tytuł: Wszystko Czego Pragnęliśmy
Autor: Emily Giffin
Tytuł oryginału: All We Ever Wanted
Data premiery: sierpień 2018
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

JUŻ TERAZ NA MOIM INSTAGRAMIE MOŻECIE WYGRAĆ WŁASNY EGZEMPLARZ KSIĄŻKI! ZAPRASZAM DO ROZDANIA!
Czytaj dalej »

czwartek, 19 lipca 2018

Eve Jagger - Jackson



Jackson to mężczyzna z planami na przyszłość. Kiedy jego kariera wreszcie nabiera rozpędu, podejmuje decyzje, że czas najwyższy poszukać sobie wybranki. Zakłada konto na portalu randkowym i kieruje się listą cech, które powinna mieć jego przyszła ukochana. Umawia się na randki, jednak w żadnej kobiecie nie widzi materiału na żonę. Do czasu aż podczas luźnego spotkania z partnerem biznesowym poznaje Skylar. Skylar jest dzika, seksowna i zupełnie niewpasowująca się w jego wyobrażenie kobiety, z którą mógłby stworzyć stabilną przyszłość. Ale nie może wybić jej sobie z myśli i szybko okazuje się, że to, czego chciał, wcale nie było tym, czego potrzebował.

Seria "Sexy Bastards" Eve Jagger to jedna z moich ulubionych serii erotycznych wydawanych w ostatnim czasie. Są przyjemne, zawsze mają ciekawą fabułę oraz przemyślanych i dających się lubić bohaterów, a w dodatku nutkę pikanterii. Dlatego też bardzo wyczekiwałam premiery ostatniej części z serii, a mianowicie "Jacksona".

Jackson przewija się w poprzednich trzech książkach, głównie w tomie trzecim, jako nadopiekuńczy brat Shelby, która umawia się z Knoxem. Podczas gdy poprzedni bohaterowie byli typowymi kobieciarzami, Jackson wśród nich trochę odstaje. Ma plany na przyszłość, które zawierają stabilną pracę jako architekt, piękny dom, żonę i dzieci. Stworzył listę cech, których pragnie u swojej małżonki i umawiając się na internetowe randki, pragnie ją odnaleźć. Chociaż Jacksonowi nie udało się rozkochać mnie tak mocno, jak zrobił to Cash, bardzo polubiłam jego postać. Jest oddany swojej pasji i pracy, troskliwy i niewiarygodnie seksowny.

"On chce szczegółowego planu. Osi czasowej. Listy punktów do odfajkowania. A ja chcę po prostu żyć - ile tylko dam radę i najszybciej, jak się da."

Eve Jagger zastosowała tutaj ciekawą technikę, ponieważ zamiast stworzenia kolejnego schematycznego bad boya, poszła w stronę stworzenia bad girl. Skylar to kobieta żyjąca chwilą, dla której nie ma miejsca na plany i myślenie o przyszłości. Lubi każdą najmniejszą przygodę, spontaniczność, podróże. Z powodu niespodziewanych problemów kilka lat wcześniej, nie angażuje się w związki i robi wszystko, aby ochronić swoje serce przed złamaniem. Skylar jest dość specyficzną postacią. Nie mogłabym powiedzieć, że ją pokochałam, ale rozumiałam jej zachowanie i myślenie. Nikt nie powinien przechodzić przez rzeczy, przez które przeszła ona, a wiadomo, że każde przykre doświadczenie zostawia za sobą blizny i zmienia sposób myślenia. Nie zawsze zgadzałam się z jej poczynaniami, ale je rozumiałam. Podziwiam jednak Jacksona, że wybaczył jej pewien czyn, który mocno zaważył na mojej ocenie jej postaci. Na jego miejscu nie zrobiłabym tego tak szybko, o ile w ogóle bym była w stanie. Ale najwyraźniej dla miłości robi się nawet niemożliwe rzeczy.

"Byłam głupia, wierząc, że ktoś zostanie ze mną na zawsze. Nie ma żadnego "zawsze". Wszystko może się skończyć choćby jutro, bez ostrzeżenia. Pstryk i znika."

Skylar i Jackson nie mogliby się od siebie różnić bardziej. Mają zupełnie inne spojrzenie na świat, inne podejście do ich związku, a jednak nieważne co robią, ciągle ich do siebie ciągnie. Idealne zdefiniowanie powiedzenia przeciwieństwa się przyciągają. Chociaż tak różni, balansują siebie i prowadzą na wyboistych drogach. Podczas gdy ona jest szalona, on trochę nudnawy, okazuje się, że wiele mogą się od siebie nauczyć. Lubię dynamikę ich związku, oczywiście na początku wszystko opierało się na czysto fizycznej fascynacji, stopniowo jednak zaczęło się zamieniać się w coś więcej. Nie zabrakło wielu gorących, pikantnych scen łóżkowych, jednak zostały opisane dobrze i nie nudziły. Coś, co nie miało mieć żadnej przyszłości, szybko stało się poważne i prawdziwe. Nie zabrakło tu momentów łamiących serce, ale wszystko połączyło się w bardzo fajną, przyjemną historię.

Historia rozpoczyna się prologiem z przeszłości Jacksona, ukazując nam moment, który ukształtował go na człowieka, jakim jest dzisiaj. Fabuła chociaż utrzymana w lekkim tonie, porusza wiele smutniejszych tematów, sprawiając, że nie można się oderwać od lektury, ale jednocześnie nie przytłacza. Pióro autorki jest lekkie i łatwe w odbiorze. Bardzo polubiłam tę serię i żałuję, że "Jackson" jest jej ostatnią częścią. Osobiście bardzo chętnie przeczytałabym także o Parkerze, Ruby i innych drugoplanowych postaciach, które stale pojawiały się w tle każdej książki. Mam nadzieję, że autorka wróci do tych bohaterów, bo stworzyła ciekawy, miły świat, do którego bardzo chętnie uciekam, kiedy potrzebuję czegoś relaksującego i niewymagającego. Może nie są to książki z najwyższej półki, ale zawsze miło po nie sięgam. Polecam wam, jeśli szukacie czegoś w tym stylu :)

"Świat jest pełen piękna. Niesamowite, jak niewiele z niego na co dzień dostrzegamy."

Tytuł: Jackson
Autor: Eve Jagger
Seria: Sexy Bastard. Tom 4
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 8 czerwca 2018
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

niedziela, 15 lipca 2018

K. A. Linde - Dziewczyna Mojego Brata


Emery wraca do rodzinnego miasta w Lubbock, porzucając za sobą studia doktoranckie i nieudany związek z mężczyzną, który ją zdradził. Miasto niesie za sobą wiele wspomnień z jednym z rodziny Wrightów, który dekadę temu złamał jej serce i porzucił. Więc kiedy jej najlepsza przyjaciółka decyduje się zaciągnąć ją na wesele, wesele Wrightów, jest do tego pomysłu sceptycznie nastawiona. Obawia się spotkania z byłym ukochanym, ale kiedy się tam pojawia, to nie ten brat przyciąga jej uwagę. Najstarszy z rodzeństwa, Jensen Wright, od razu zauważa Emery. Atrakcyjny rozwodnik i kobieciarz pragnie pięknej, nieznajomej kobiety w swoim łóżku za wszelką cenę. Chociaż Emery nie potrafi mu się oprzeć, wie, że Jensen jest jej zakazany - w końcu jest bratem jej byłego chłopaka. A Jensen ma za sobą zbyt wiele przeżyć, aby pozwolić kolejnej kobiecie zdobyć jego serce i zaufanie. 

Jakiś czas temu czytałam "Teraz Albo Nigdy", czwartą część serii "Mister Wright", która opowiadała historię Morgan oraz Patricka. Postanowiłam sobie wtedy, że przeczytam również poprzednie tomy, więc kiedy na przecenach w Biedronce złapałam pierwszą część, oczywiście musiałam ją zakupić i od razu wziąć się do czytania.

"Dziewczyna Mojego Brata" opowiada o Emery oraz Jensenie, najstarszym z rodzeństwa Wrightów. Jensen ma za sobą ciężką przeszłość ze swoją byłą żoną, która zrobiła z niego człowieka nieufnego i zamkniętego na związki. Jednak gdy na ślubie jego siostry poznaje Emery, wszystkie jego zasady zapadają w niepamięć, bo jedynie czego pragnie, to poznać ją bliżej. Lubię postać Jensena, chociaż za nim nie szaleję. Brakowało mi w nim czegoś, co sprawi, że jego postać zapadnie mi w pamięć. To samo z resztą czuję w związku z Emery. Obydwoje byli w porządku postaciami, ale nie więcej. Patrick i Morgan z czwartego tomu byli bardzo barwnymi, ciekawymi postaciami, których polubiłam już od razu, tutaj natomiast mi tego zabrakło.

Jeśli chodzi o relację pomiędzy Emery i Jensenem, romans również wypadł dosyć słabo. Duża część ich związku opierała się na kłamstwach i sekretach, które mieszały w dynamice ich relacji. Moim zdaniem wszystko to rozwinęło się zbyt szybko, zważywszy na to, że Emery ledwo co wyszła z kilkuletniego związku, a Jensen sobie powtarzał, że nie bawi się w prawdziwe związki. To skutkowało tym, że ciągle na ich drodze pojawiały się problemy, spowodowane nieumiejętnością komunikacji i wzajemnego zrozumienia. Ale pojawiały się pomiędzy nimi także urocze i gorące momenty, które umilały lekturę całej książki.

Fabuła książki była w porządku, chociaż wiedziałam w którą stronę zmierza autorka. Nie przeczytałam tutaj nic nowego, czego nie przeczytałam do tej pory w innych romansach, dlatego nie mogę powiedzieć, że książkę pokochałam. Ale czytało się ją miło, szybko i na pewno będę chciała sięgnąć po kolejne dwa tomy. Ciągle pojawiające się postaci Landona oraz Heidi bardzo mnie zaciekawiły, więc jestem gotowa dowiedzieć się co autorka wymyśliła dla nich. Niestety na razie w moich oczach wygrywa historia Morgan i Patricka, bo tam było wszystko, co lubię. Tutaj zabrakło mi tej intensywności, napięcia i niezaprzeczalnej chemii między głównymi bohaterami. Jeśli szukacie czegoś lekkiego i szybkiego na lato, ta książka wam się spodoba.

"Miłość jest trudna. 
Potrafi wstrząsnąć tobą do głębi jestestwa. 
Zmienia cię w inną osobę.
Ale to właśnie czyni ją piękną. Kiedy wiesz, że nikt inny na świecie nie mógłby sprawić, że czujesz się wtedy w ten sposób. Kiedy akceptujesz ból i prawdziwie doświadczasz tego, czym jest bycie razem."


Tytuł: Dziewczyna Mojego Brata
Autor: K. A. Linde
Seria: Mister Wright
Tytuł oryginału: The Wright Brother
Data premiery: 27 września 2017
Liczba stron: 300
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska 
Ocena: 6/10
Czytaj dalej »

wtorek, 10 lipca 2018

Helena Hunting - Pucked


Violet Hall trzyma się od hokeistów z daleka. Obserwując poczynania swojego brata, jest zupełnie obrzydzona reputacją jego kolegów z drużyny. Dlatego chociaż zauważa atrakcyjnego kapitana drużyny, Alexa Watersa, nie jest nim zainteresowana. Do czasu aż Alex zmienia jej błędne przeświadczenie o hokeistach, a Violet pragnie poznać coś więcej, niż tylko jego niesamowite ciało. Jednakże życie w świetle reflektorów jest o wiele mroczniejsze i trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Kiedy ich związek nabiera rozpędu, wraz z nim pojawiają się nowe problemy. 

"Pucked" to moje pierwsze spotkanie z Heleną Hunting, i do momentu ogłoszenia zapowiedzi, tak naprawdę ani o książce, ani o autorce nawet nie słyszałam. Zobaczyłam jednak duże poruszenie, że książka pojawi się na polskim rynku, więc naturalnie zapragnęłam ją przeczytać. Okazja się nadarzyła, gdy Zaczytana Bella ogłosiła booktour właśnie z tą książką. Zgłosiłam się i jakiś czas później książeczka do mnie dotarła, więc od razu podeszłam do lektury, żeby sprawdzić o co takie halo.

Po lekturze tej książki, w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie: Co ja właśnie przeczytałam?Długo się zastanawiałam, czy nie poświęcić tej recenzji na gadaninę o wszystkim co doprowadziło do właśnie takiego pytania, ale doszłam do wniosku, że szkoda mojego czasu. Pierwsze (mniej więcej) sto stron naprawdę mnie wciągnęło, głównie przez humorystyczny wydźwięk książki. Przez dobrą godzinę śmiałam się sama do siebie i dobrze się bawiłam. Ale jak to się mówi, żart powtarzany niezliczoną ilość razy staje się nieśmieszny. A wyobraźcie sobie, że książka ma ponad 450 stron i przez te setki stron autorka ciągle pisze o tym samym, chyba mając nadzieję, że jeśli zmieni scenerię i kontekst, to nadal będzie mnie bawić umawianie się z cyckami, czy nazywanie swojej kobiecej części ciała "bobrem".

Główna bohaterka, Violet, to teoretycznie kobieta dorosła, księgowa, która pragnąc uzyskania niezależności przeprowadza się do domku nad basenem, kilka metrów od głównego domu jej matki i ojczyma. Autorka pragnąć stworzyć bohaterkę dziwną, ale w ten uroczy sposób, stworzyła po prostu postać dziwną i niezręczną. Jej zachowanie przypominało mi dziecko, z tym, że jej myśli nie kręciły się wokół zabawek i przyjaciół, a Alexa, a dokładniej jego "GK". Mogłabym tu zacytować fragment kiedy śniła o jego męskim przyrodzeniu w przebraniu supermena, z peleryną i wszystkim. Ale wam tego nie zrobię, bo mnie te obrazy będą prześladować przez długi czas. Jeśli chodzi o Alexa, to on był w miarę normalny. Tak naprawdę polubiłam jego postać, bo rozdziały jego oczami wreszcie nadawały książce względnej normalności. Z ich dwójki to od niego wyczuwałam większe zaangażowanie w związek emocjonalny, niż fizyczny. Oczywiście nadszedł w końcu moment kiedy wszystko zepsuł i może by mnie jego zachowanie przejęło, gdybym nie była na etapie zupełnego nie dbania o to, czy oni w końcu będą razem, czy może skoczą z mostu i odlecą w siną dal na jednorożcach.

Do tej pory tak naprawdę nie wiem o czym była ta książka. I tak, zdaję sobie sprawę, że to erotyk, ale błagam... Nawet książki erotyczne muszą mieć jakiś zamysł, bo mam wrażenie, że tutaj autorce tego zabrakło. Na główny plan wychodził zachwyt Violet nad jakże wielkim przyrodzeniem Alexa, wymyślaniem żenujących historyjek z nim w roli głównej i gadanie o nim. Rany, ona nawet stworzyła mu pelerynę i kiedy Alex spał, założyła ją na jego członek. To nie jest normalne, prawda? Czy tylko ja tak sądzę? Brak jakiejkolwiek fabuły równał się z tym, że co chwila pojawiały się łóżkowe sceny, które po jakimś czasie po prostu już przewijałam, bo były żenujące i ani trochę pikantne. Zupełnie nie mogłam wczuć się w bohaterów i ich życie, przez cały czas była pomiędzy nami ta granica "książka", a "rzeczywistość".

Ale nawet mimo tego nie byłoby tak źle, bo książkę czytało się lekko. Natomiast to co strasznie zaczęło mi doskwierać, to stosunek wszystkich bohaterów do innych kobiet. Słowa "dziwka" czy "suka" rzucane były na prawo i lewo, jakby autorka miała w głębokim poważaniu, że przez dobre czterysta stron zupełnie poniża kobiety, robiąc z nich nic więcej, jak maszyny do seksu dla tych wszystkich hokeistów. W pewnym momencie Violet nawet matkę Alexa nazwała "suką" (na szczęście tylko w myślach), bo nie spodobało jej się to, że jej od razu nie pokochała.

Historia mogłaby być naprawdę urocza, gdyby autorka ją dopracowała. Nie mogę jej określić najgorszą książką, jaką przeczytałam, bo tak naprawdę wcale nie było aż tak źle i bywały momenty kiedy było zabawnie. Może gdyby książka trwała dwieście stron, a nie czterysta to bym się tak nie wymęczyła, ale przez długość tej książki i ciągle powtarzające się schematy czytanie ciągnęło się za mną aż tydzień. Oczywiście wiem, że niektórym osobom takie książki mogą się spodobać. Ja jednak już dawno porzuciłam wychwalanie takich "jedno wieczorówek", które są właściwie o niczym, bo nawet od erotyka wymagam coś więcej, niż ciągłe gadanie o seksie, uprawianie seksu, czy myślenie o seksie.

Tytuł: Pucked
Autor: Helena Hunting
Cykl: Pucked. Tom 1
Data premiery: 30 maja 2018
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Liczba stron: 453
Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Zaczytanej Belli i Wydawnictwu Szósty Zmysł :)
Czytaj dalej »

niedziela, 8 lipca 2018

Mid-Year Book Freak Out Tag - Czytelnicze Podsumowanie Półrocza 2018


Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie zagraniczna booktuberka LovelyLikeLaura. Polega on na podsumowaniu półrocza danego roku poprzez odpowiedź na kilka pytań i oczywiście pomysł od razu skusił mnie, aby samej wziąć udział w zabawie. Do tej pory udało mi się przeczytać jakieś 58 książek i jestem z tego wyniku bardzo dumna, a dodatkowo w czerwcu minęło dokładnie pół roku odkąd pojawiłam się w świecie blogosfery i bookstagrama. Dzisiaj podzielę się z wami moimi osobistymi refleksjami na temat książek, które mnie w tym pierwszym półroczu oczarowały, albo rozczarowały. Zapraszam do czytania!


1. Najlepsza przeczytana książka.

Pytania typu "najlepsza" "ulubiona" to najgorsze pytania, jakie można mi zadać. Jestem osobą, której często podoba się wiele rzeczy na raz i nie potrafię wybrać tej jednej, która wygrywa. Dlatego jeśli chodzi o najlepsze książki przeczytane w tym półroczu, muszę tutaj wskazać "Consolation" Corinne Michaels oraz "Begin Again" Mony Kasten. Obydwa tytuły były moimi pierwszymi spotkaniami z autorkami i obydwie świetnie trafiły w moje gusta czytelnicze. Skradły moje serce i jestem pewna, że jeszcze nie raz do nich wrócę. Ich recenzje możecie znaleźć na blogu tutaj oraz tutaj.

2. Najlepsza kontynuacja serii.

Tutaj pojawił się problem, bo chyba nie przeczytałam jeszcze w tym roku żadnej pełnej serii, chociaż zaczęłam kilka, a jeszcze nie udało mi się skończyć. Jednak po przejrzeniu książek jakie przeczytałam, muszę tutaj wskazać na "Złe Serce" Leisy Rayven. Wiem, że ta "Zła" seria ma przeróżne opinie w książkowym świecie i odnosi się to głównie do dwóch pierwszych tomów, ja jednak zawsze te książki lubiłam. Bardzo długo wyczekiwałam na "Złe Serce" i szybko okazało się, że ta historia wygrywa z całej trylogii. Książka dzieje się w świecie celebrytów, filmów, teatru, a ja bardzo lubię takie klimaty w połączeniu z genialnym romansem.

3. Nowość, której jeszcze nie przeczytałeś, ale bardzo chcesz to zrobić.

Tutaj tak naprawdę mogłabym wymienić wiele tytułów, ale postanowiłam postawić na jeden, którego długo wyczekiwałam. A mianowicie mam na myśli "Rozdarte Serce" Scarlett Cole z serii "Tatuaże". W zeszłym roku przeczytałam tom pierwszy i bardzo mi się podobał, a postać Cujo zaciekawiła mnie już od pierwszego poznania. Myślę, że to będzie naprawdę świetna książka i nie mogę się doczekać, aż wreszcie ją przeczytam.

4. Najbardziej wyczekiwana premiera drugiej połowy roku.

Trudno mi tu stwierdzić, czego najbardziej wyczekuję, nie znając dokładnych planów wydawniczych. Jestem jednak bardzo ciekawa "Poświęcenia" Adriany Locke, która wychodzi właściwie za kilka dni. Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, więc naturalnie moja ciekawość z każdym nowym dobrym słowem wzrasta. Nie jestem pewna kiedy będę mogła nabyć własną kopię, ale jest jedną z książek, którą bardzo chcę przeczytać. Wiem też, że wydawnictwo ma plany wydania kolejnego tomu, więc jego także bardzo oczekuję.

5. Największe rozczarowanie tego półrocza.

Od razu zaznaczę, że to tylko i wyłącznie moja opinia, ale tutaj powinnam wspomnieć o "Zakochać się na Zabój" Max Monroe. Pamiętam, że byłam tej książki bardzo ciekawa, chociaż nie jest jakoś bardzo znana wśród czytelników. A kiedy już ją przeczytałam... złapałam się za głowę. Nie chcę tu obrażać autorki, ale książka była po prostu dnem. Żenująca, na siłę zabawna, a główni bohaterowie wyrwani wręcz prosto z psychiatryka. Zaraz po przeczytaniu wyparłam ją z moich myśli, więc teraz na szczęście nawet nie pamiętam o co dokładnie tam chodziło. Nie, nie i nie.

6. Największa niespodzianka tego półrocza.

Myślę, że jedną z książek, która zaskoczyła mnie najbardziej jest "Egomaniac" Vi Keeland. Do czasu kiedy po nią nie sięgnęłam, miałam dość niskie zdanie o książkach tej autorki. Bywało, że mi się podobały, ale też niektóre mnie zawodziły. Dopiero po przeczytaniu "Egomaniaca" zauważyłam jej potencjał. Oczywiście nadal nie są to najwspanialsze książki, bo autorka pisze je raczej, aby zapewnić kobietom chwile relaksu, ale tak - zaskoczyło mnie to, jak bardzo mi się ta historia spodobała.

7. Nowy ulubiony autor.

Zdecydowanie Corinne Michaels. Po moim nieskrywanym uwielbieniu do "Consolation" i "Conviction", wpadłam w wir czytania każdej wydanej książki przez tę autorkę w języku angielskim. W moich oczach trafiła do jednego worka z tymi autorkami, po których książki mogę sięgać z zamkniętymi oczami. Jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych autorek tego roku i ogólnie.

8. Najnowszy crush książkowy.

O rany... mam wrażenie, że lecę na prawie każdego książkowego faceta, bo moja wyobraźnia jest bardzo bujna. Ale skoro w pytaniu jest "najnowszy" to patrząc na książki, które przeczytałam w ostatnim czasie... będę musiała wybrać tutaj Spencera z "Trust Again" Mony Kasten. Która kobieta nie chciałaby mieć dla siebie takiego faceta? Jest troskliwy, kochany i zawsze można na nim polegać. Nie wspominając o tym, że niemożliwie seksowny, do schrupania.

9. Najnowszy ulubiony bohater.

To jak wybieranie swojego ulubionego dziecka - po prostu się nie da. Ale tak najbardziej, najbardziej polubiłam Kadena z "Begin Again" Mony Kasten. Dawno nie miałam do czynienia z facetem tak zimnym, chamskim, seksownym, a zarazem czarującym i rozkosznym (za te określenia byłby skory mnie zmrozić wzrokiem). Zawsze jest na "nie", wiele rzeczy mu nie pasuje, a sytuacje z jego udziałem w roli głównej doprowadzały mnie do napadu śmiechu. Myślę, że oboje byśmy się dogadali, bo mamy podobne charaktery 😂.

10. Książka, która doprowadziła mnie do łez.

Mnie nie trudno doprowadzić do łez, bo strasznie łatwo się wzruszam. Ale jedną z książek przy której nieopanowanie ryczałam było "Poza Rytmem" Brittainy C. Cherry, która swoją premierę miała w zeszłym miesiącu. Bez dwóch zdań jest to jedna z najlepszych autorek, bo ona zawsze mnie rozwala emocjonalnie swoimi historiami. Może nie jest to moja ulubiona książka spod jej pióra, ale niektóre momenty wprowadziły mnie w emocjonalny dołek i łzy poleciały.

11. Książka, która mnie uszczęśliwiła.

Wiele książek mnie uszczęśliwia. Ale jeśli chodzi o jeden tytuł, który był lekki i zabawny, przy którym się bardzo dobrze odprężyłam, będzie to "Sweet Cheeks" K. Bromberg. Może nie jest to książka nie wiadomo jak wspaniała, ale bardzo mnie uszczęśliwiła. Była idealnie urocza, słodka i zabawna i zdecydowanie jeszcze nie raz do niej powrócę.

12. Ulubiona adaptacja filmowa książki, którą obejrzałaś w tym półroczu.

Myślę, że nie ma takiej książki, którą przeczytałam i zarazem obejrzałam jej adaptację filmową w tym półroczu. Ale byłam na filmie, który jest adaptacją i bardzo, bardzo mi się podobał. A mianowicie mam tu na myśli "Twój Simon", który jest adaptacją filmową książki "Simon oraz inni homo sapiens" Becky Albertalli. Wybrałam się na niego z przyjaciółkami i bawiłyśmy się świetnie - podczas jednej z ostatnich scen cała sala kinowa zaczęła klaskać i wiwatować i zdecydowanie długo tego nie zapomnę. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać książki, ale na pewno mam to w planach.

13. Ulubiona recenzja na blogu z tego półrocza.

Jedną z najbardziej wymagających recenzji jaką przyszło mi napisać w tym półroczu jest recenzja książki "Bez Lęku" Mii Sheridan. Jest to jedna z najtrudniejszych do zrozumienia książek jaką przeczytałam, a pisząc recenzje spotkałam wiele wyzwań, aby nie zdradzić żadnego szczegółu, a jednak zachęcić was do sięgnięcia po nią. Myślę, że spisałam się dobrze i jestem z niej zadowolona :)

14. Najładniejsza okładka książki kupionej w tym półroczu.

Niekoniecznie jest to książka kupiona przeze mnie, bo dostałam ją od Wydawnictwa Otwartego, ale tutaj najbardziej pasuje okładka "Nieba na Własność" Luke'a Allnutta. Jest kolorowa, artystyczna i prześliczna. Tekst na samym środku okładki idealnie oddaje przesłanie historii. Zdecydowanie jest to jedna z najładniejszych okładek, jaką posiadam na swojej półce.

15. Książka, którą chcesz skończyć czytać w następnym półroczu.

Zazwyczaj nie lubię zaczynać książek i odkładać ich na półkę, dopóki ich nie skończę. Będę się z nimi męczyła, choćby nie wiem ile miało mi to zająć i w końcu wreszcie ją skończę. Ale kilka miesięcy temu nabyłam "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes i chociaż zaczęłam ją czytać, to do tej pory nie ukończyłam. Zaczęłam jednocześnie czytać inne książki i ta odeszła w zapomnienie, co aż wstyd przyznać. Mam ogromną nadzieję, że w drugim półroczu uda mi się ją skończyć.


To by było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy BookTag. Nie będę tu typować nikogo konkretnego, ale zapraszam was do zabawy. Jeśli opublikujecie ten BookTag u siebie, pamiętajcie, aby w komentarzu zostawić linka, a ja na pewno do was zajrzę! Piszcie co sądzicie o moich odpowiedziach i jakie są wasze własne opinie.

Jeśli macie do mnie jakieś książkowe pytania albo pomysły na BookTagi, możecie do mnie napisać chociażby w komentarzu, wiadomości prywatnej na moim Instagramie, czy na e-maila. Na pewno chciałabym w przyszłości pisać więcej wpisów tego typu, więc każdy pomysł się liczy :)
Czytaj dalej »

czwartek, 5 lipca 2018

Luke Allnutt - Niebo na Własność | PRZEDPREMIEROWO


Rob i Anna poznali się na studiach i od tamtej pory ich miłość jedynie wzrastała na sile. Gdy na świat przychodzi ich syn, Jack, wydaje się, że ich życie nie mogłoby być szczęśliwsze. Jest ich oczkiem w głowie i źródłem bezgranicznego szczęścia. Niestety w wieku pięciu lat, Jack wykazuje objawy, które niepokoją rodziców. Podczas wizyty u lekarza, chłopiec zostaje zdiagnozowany z nowotworem mózgu. Zrozpaczeni rodzice pragną zrobić wszystko, aby wyleczyć swojego ukochanego syna i zwyciężyć z niespodziewaną chorobą. Przed nimi kręta droga, pełna żalu, rozpaczy, nadziei, bezsilności, a w końcu uzdrowienia. 

"Niebo na Własność" nie jest typową lekturą po jaką zazwyczaj sięgam. Tym bardziej, że porusza tematykę ciężkiej, śmiertelnej choroby, a ja z wielu powodów zawsze takowej unikałam. Nigdy nie czułam się na siłach, by czytać książki o ludzkim cierpieniu, bo jestem z natury osobą emocjonalną i wrażliwą, a takie autentyczne, surowe historie na długo zostają w moich myślach i nie dają spokoju. Sięgam po książki z happy endami, bo przy nich czuję się bezpiecznie i są pewną odskocznią od przykrego, trudnego codziennego życia. Dlatego przeczytanie tej pozycji było dla mnie pewnym wyzwaniem, którego zapragnęłam się podjąć.

Luke Allnutt do tej pory był dla mnie autorem nieznanym. "Niebo na Własność" to jego debiut - według mnie bardzo udany. Książka powstała jakiś czas po tym, jak sam autor został zdiagnozowany z nowotworem jelita grubego. Była wyrazem jego strachu i przerażenia, przytłaczających uczuć związanych z niespodziewaną chorobą.

Już sama świadomość, że historia opowiada o Jacku, kilkuletnim dziecku u którego zdiagnozowano ciężki rodzaj raka mózgu, sprawiła, że o wiele trudniej było mi podejść do tej lektury niż do każdej innej. Autor w ciągu tych kilkuset stron przedstawia nam historię Anny, Roba i Jacka, począwszy już od pierwszego spotkania Anny oraz Roba. Opowiedziana oczami ojca daje nam możliwość zajrzenia wgłąb człowieka, któremu przychodzi zmierzyć się z ciężką chorobą ukochanego syna.

"Niebo na Własność" to książka, która ukazuje przykry porządek świata. Jack jest jedynie pięcioletnim chłopcem, kiedy pojawiają się pierwsze objawy groźnej choroby. Problemy z koncentracją, zawroty głowy, aż w końcu przykra diagnoza raka mózgu. Poznajemy go jako młodego, pełnego energii i pasji chłopca, który ma ogromne zamiłowanie do wspinania się na ogromne budowle i robienia z nich zdjęć. Obserwowanie jak choroba powoli wyniszczała jego zapał do życia złamała moje serce, a przecież nigdy nie przyszło doświadczyć mi tego na własnej skórze. Czytanie tej lektury uświadomiło mi jak kruche jest życie każdego człowieka. Przecież każdy z nas jest świadomy swojej śmierci, która jest nieodłącznym elementem naszego życia, ale to dopiero w chwilach takich jak strata kogoś bliskiego, uświadamiamy sobie, jak szybko, łatwo i niespodziewanie może do tego dojść. Jednego dnia tworzenie planów, cieszenie się z życia i korzystanie z niego może być dla nas najnormalniejszą czynnością, a drugiego niespodziewanie staje się to czymś niewłaściwym. Wystarczy dosłownie chwila, by czyjeś życie zmieniło się już na zawsze.

Strata dziecka to najgorsze co może przydarzyć się rodzicom i historia utraty Jacka przez Annę i Roba absolutnie złamała moje serce. Luke Allnutt ukazał jak różnie każdy człowiek reaguje na żałobę, jak desperacko pragnie uratować swoje dziecko przed śmiercią i do czego jest zdolny się posunąć, sprawiając, że wielokrotnie byłam na skraju łez. Lektura takich książek zmusza do refleksji nad tym, jakie szczęście mamy posiadając to, co jest dla nas najważniejsze i sprawia, że natychmiastowo bardziej to doceniamy. W końcu ilu z nas bierze na pewnik pewne osoby, rzeczy, nie zdając sobie sprawy, że tak szybko może tego zabraknąć?

Mogłabym się przyczepić do kilku rzeczy. Między innymi do postaci Anny i Roba, których naprawdę starałam się zrozumieć i polubić, ale nie udało mi się tego dokonać. W wielu momentach tak naprawdę mnie od siebie odpychali. Ale może właśnie tak powinno być? W końcu każdy człowiek reaguje zupełnie inaczej na ciężkie sytuacje, czasami zupełnie nie myśląc przy tym racjonalnie. Koniec końców to właśnie ich zachowanie nadało książce realizmu, jaki bardzo cenię sobie w tego typu literaturze.

"Niebo na Własność" bez dwóch zdań jest lekturą wartą przeczytania, porusza zakamarki naszej duszy. Jest ostoją i nadzieją dla tych, którzy zmagali się z chorobą, albo utracili kogoś bliskiego. Napisana przez człowieka, kto doskonale rozumie jak to jest kiedy jednego dnia życie może stanąć do góry nogami, jak trudno jest zacząć żyć od nowa po tragedii, która zmienia człowieka. Wystarczy uświadomić sobie jakie znaczenie skrywa za sobą sam tytuł, by lektura nie opuściła naszych myśli przed długi czas. Autor wielokrotnie posunął się o wręcz poetyckie poruszenie niektórych spraw, które sprawiły, że z pewnością na niektóre rzeczy będę patrzeć teraz inaczej. Zdanie z okładki idealnie podsumowuje przesłanie książki - kiedy wszystko jest stracone, liczy się tylko miłość. Bo w najtrudniejszych momentach życia bez miłości ciężko byłoby nam przetrwać. Zdecydowanie polecam sięgnąć po tę książkę, jest jedną z tych, która na długo zostaje w naszych sercach.

Tytuł: Niebo na Własność
Autor: Luke Allnutt
Tytuł oryginału: We Own The Sky
Data premiery: 17 lipca 2018
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10

Za egzemplarz i możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Czytaj dalej »

niedziela, 1 lipca 2018

Mona Kasten - Trust Again



Dawn Edwards przestała wierzyć w szczęśliwe zakończenia, kiedy jej były ukochany zmiażdżył jej serce na kawałeczki po sześciu latach związku. Do Woodshill wyprowadziła się w celu poukładania swojego życia na nowo, tym razem bez chłopaka u swojego boku. Ale wtedy pojawił się Spencer Cosgrove, niezwykle atrakcyjny, radosny mężczyzna, który zaczyna z nią flirtować. Dawn jednak przysięgła sobie, że nigdy nie pozwoli na ponowne zaufanie mężczyźnie. Tylko że Spencer nie ma zamiaru z niej zrezygnować i zrobi wszystko, by Dawn wreszcie mu uległa. Kiedy demony ich przeszłości wyjdą na jaw, szybko okaże się, że nie tak łatwo będzie zrezygnować z tego uczucia rodzącego się w ich sercu.

Jeśli jesteście tu ze mną od jakiegoś czasu to wiecie jak bardzo ekscytowałam się pierwszym tomem serii "Again". Ta niemiecka autorka zupełnie niespodziewanie skradła moje serce historią Allie i Kadena, dlatego też z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych tomów i kiedy tylko naszła taka możliwość, zamówiłam drugą książkę.

Spencer i Dawn są nam znani już z pierwszej książki, jako, że są najlepszymi przyjaciółmi Allie i Kadena. Gdzieś tam przewijały się ich interakcje, ale poza tym, że Spencer wykazywał jako takie zainteresowanie Dawn, niewiele znaliśmy z ich historii. Dlatego tak bardzo chętnie podeszłam do "Trust Again", byłam ciekawa co takiego im autorka zaserwuje.

Niewiele trzeba było Spencerowi, aby mnie całkowicie kupić, bo już w poprzednim tomie pokochałam jego postać. Teraz dane mi było zagłębić się w jego historię i moja miłość do niego tylko wzrosła. Nie jest typowym badboyem, bo jego słodkie zachowanie i postawa całkowicie przeczy temu pojęciu. Jest on facetem noszącym na swoich barkach poczucie winy, za coś co lata temu spotkało bliską mu osobę. Demony nie dają mu o tym zapomnieć, a on wierzy, że cierpienie, które nosi w sobie jest jak najbardziej zasłużone. Jestem pełna podziwu tym, że pomimo takiego bagażu i skrywania w sobie swoich tajemnic przed wszystkimi bliskimi mu osobami, za wszelką cenę starał się być radosny i korzystać z życia. Jego siła i dążenie do stania się lepszą osobą, chęć odpokutowania win bardzo mi zaimponowały. Niejednokrotnie miałam ochotę zmiażdżyć go w uścisku i odebrać cały ten ból, na który nie zasłużył.

"Nie zawsze udaje się zostawić przeszłość za sobą, zwłaszcza jeżeli człowiek dusi wszystko w sobie. Przeszłość ma to do siebie, że nie odpuszcza, dopóki człowiek się z nią nie zmierzy."

Spencer jako postać wygrywa nad Dawn, chociaż i ją polubiłam. Dawn ma za sobą sześcioletni związek, który zakończył się złamanym sercem i z tego też powodu nie pozwala chłopakom na zbliżenie się do niej. Przestała wierzyć w szczęśliwe zakończenie i miłość, która niesie za sobą prawdziwe szczęście. Serce mi się łamało, bo dobrze wiem co zdrada zaufania robi z człowiekiem. Bolało i dla niej, i dla Spencera, który także musiał walczyć z tym, co ciągle siedziało jej w głowie i nie pozwalało na pełne zaangażowanie się w związek z nim. Dawn uczy się jak zostawić przeszłość za sobą i nie pozwolić, aby wpływała ona na jej teraźniejsze życie. W celu zapomnienia  i ucieczki pisze książki erotyczne, które publikuje w internecie pod pseudonimem literackim, aby nikt z jej przyjaciół się o tym nie dowiedział.

Mona Kasten nie spieszy się z rozwijaniem relacji Dawn i Spencera. Poznajemy ich jako bliskich przyjaciół, wiemy jednak, że Spencer jest nią zainteresowany i co jakiś czas zaprasza ją na randkę (przypomina mi to Avery i Cama z "Zaczekaj na Mnie", nie sądzicie?), a Dawn za każdym razem odmawia. Żadne z nich nie może jednak zaprzeczyć, że pomiędzy nimi jest przyciąganie. Tutaj daję duży plus za opis scen seksu, które nie wyglądały jak wycięte z takiego typowego erotyka, chociaż nie były też do końca niewinne. Mona Kasten świetnie posługuje się zasobem słownictwa, bo jednocześnie podsyca temperaturę i sprawia, że każde ich zbliżenie jest na swój sposób emocjonalne. Ich problemem stają się wydarzenia z przeszłości, które nie dają spokoju głównie Dawn. Podobało mi się to, jak bardzo obojgu zależało na dobrze drugiej osoby. Wykazywali troskę i zmartwienie, tworząc tym dobry fundament do solidnego związku. Autorka wtrącała gdzieniegdzie przeurocze i zabawne fragmenty, za które tak ją pokochałam w pierwszej części. Cud, miód i orzeszki!

"Własny ból to nic w porównaniu z cierpieniem, którego człowiek doznaje, obserwując nieszczęście bliskiej osoby."

"Trust Again" może nie wygrywa w moich oczach z "Begin Again" (i myślę, że to głównie zasługa Allie i Kadena, którzy są postaciami nie do podrobienia), ale jest bardzo dobrą, solidnie przemyślaną i emocjonalną książką. Historia Dawn i Spencera budzi do życia, pobudza w nas siłę i nadzieję. Jest napisana z myślą o ludziach, którzy zostali zdradzeni, porzuceni i ukazuje, że nawet w pochmurny dzień, w końcu kiedyś musi wyjść słońce. Nie jestem nawet pewna dlaczego, ale lektura tej książki bardzo podniosła mnie na duchu. Bywały momenty kiedy łzy ciekły mi po policzkach, ale zaraz potem pojawiał się szeroki uśmiech i ciepło w sercu. Mona Kasten po raz kolejny zrobiła ze mnie emocjonalnego wraka człowieka. Już nie mogę się doczekać trzeciej części "Feel Again" o Sawyer i Issacu, którzy zapowiadają się wystrzałowym duetem (ona - typowa "zła" dziewczyna, on - kujon). Mam też nadzieję, że seria "Again" nie będzie jedyną wydaną u nas w Polsce, bo Mona Kasten trafia na listę moich ulubionych romansowych autorek. Żałuję, że zupełnie nie mam zamiłowania do języka niemieckiego, chociaż uczę się go od lat, bo pewnie sięgnęłabym po jakąś inną książkę w języku oryginalnym. Jeśli zastanawiacie się czy dać szansę tej serii, to ja wam ją śmiało polecam.

Tytuł: Trust Again
Autor: Mona Kasten
Seria: Again. Tom 2
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 6 czerwca 2018
Liczba stron: 344
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

środa, 27 czerwca 2018

Vi Keeland - Bossman


Reese Annesley i Chase Parker poznali się, będąc na randkach z różnymi ludźmi. Reese była w trakcie telefonowania do przyjaciółki, aby ocaliła ją przed nudną randką, kiedy z ciemności wyjawił się nieznajomy mężczyzna, komentując jej okropne zachowanie. Zdenerwowana Reese kazała mu nie wsadzać nosa w nie swoje sprawy i wróciła do swojej beznadziejnej randki. Przystojny nieznajomy miał jednak zupełnie inne zamiary i wkrótce przysiadł się do jej stolika, odgrywając przed jej partnerem rolę jej pierwszego chłopaka i przyjaciela z dzieciństwa, tym samym zawstydzając Reese. Po ich spotkaniu w restauracji, Reese była przekonana, że już nigdy nie spotka Chase'a, chociaż ten wydawał się nie opuszczać jej myśli. Szybko jednak wszystko się komplikuje, bo Reese dostaje nową posadę w firmie, gdzie szefem jest nikt inny, jak seksowny mężczyzna z restauracji.

Jeszcze nie tak dawno nie byłam zbyt wielką fanką twórczości Vi Keeland. Przeczytałam kilka jej erotyków, jedne mi się podobały, inne były takie sobie. Dopiero po lekturze "Egomaniaca" zaczęłam się przekonywać do jej książek. Natomiast po przeczytaniu "Bossmana" autorce udało się całkowicie zdobyć moją sympatię.

Tytułowym Bossmanem jest Chase Parker, właściciel dobrze prosperującej firmy usytuowanej w Nowym Jorku. Jest bogaty, jego pracownicy go lubią, a w jego łóżku nigdy nie brakuje pięknej kobiety. Jego postać polubiłam od razu, chociażby ze względu na jego charyzmę i umiejętność dopasowania się do każdej sytuacji. Zdecydowanie bym go polubiła, gdybyśmy spotkali się w prawdziwym życiu. Jego humor, kreatywność, troskliwość, ogromne serducho sprawiły, że zupełnie dla niego przepadłam. Najbardziej zapadły mi w pamięci ostatnie strony, to jak zaopiekował się Reese - nie zdradzę sytuacji, ale rany, zupełnie wtedy rozmiękłam. Chase Parker to facet do którego aż miło powzdychać, nawet jeśli przez kartki książki. Moją sympatię zdobyła również Reese. Jest kobietą pełną pasji, o równie ciepłym sercu jak Chase. Wiemy o niej o wiele mniej, ale wystarczająco, by wczuć się w jej postać i ją polubić. Mam do niej ogromny szacunek, za to jaką wyrozumiałością się wykazywała, kiedy Chase walczył z demonami przeszłości.

Postać Chase'a trochę przyćmiła Reese, głównie dlatego, że jego historia została bardziej zgłębiona. Autorka przedstawiła pewne sytuacje z jego życia, wstawiając co jakiś czas rozdziały z jego przeszłości. Przedstawiła historię, która ukształtowała go na człowieka, jakiego poznaje Reese. Wstawki były świetnym pomysłem, chociaż jednocześnie żałuję, że Reese także nie dostała czegoś takiego, bo miała równie ważną historię do opowiedzenia. Chase i Reese przeszli przez wiele, a jednak oboje byli niezwykle silnymi, łatwymi do polubienia postaciami.

Dynamika pomiędzy nimi była świetna i dawno nie czułam tyle chemii pomiędzy postaciami. Zaczęło się od zaprzeczania jakiegokolwiek przyciągania i wspólnych przekomarzanek. Oboje sprawdzali jak daleko są w stanie zajść w tej relacji, niepewni czy powinni stworzyć coś więcej, a jednak niegotowi, aby dać drugiej osobie odejść. Niektóre sytuacje nie pozwalały, aby z mojej twarzy zniknął uśmiech na długo po zakończeniu rozdziału. Uwielbiam też to, że nie wskoczyli razem do łóżka od razu, bo tak naprawdę to pojawiło się dużo, dużo później. Budowanie seksualnego napięcia pozwoliło na większą intensywność wrażeń, kiedy wreszcie do tego doszło. Wszystko nagle stało się większe, ważniejsze.

Myślę, że na długo zapadnie mi w pamięci rozpoczęcie i zakończenie książki. Vi Keeland świetnie sobie to przemyślała i chociaż może być to trochę cliche, nawet pisząc o tym teraz i wspominając te rozdziały, mam szeroki uśmiech na twarzy. O ile początek to po prostu zapoznanie Chase'a i Reese (które swoją drogą sprawiło, że śmiałam się jak głupia), tak zakończenie wydawało się idealnym zawiązaniem ich historii, a miało o wiele głębsze znaczenie, niż mogło się wydawać.

"Bossman" to genialna książka, taka którą pożera się za jednym podejściem, bo wręcz nie da się jej odłożyć. Uzależnia swoim humorystycznym, seksownym tonem, jednocześnie skontrastowanym z sytuacjami, które łamią serce i wywołują łzy. Historia Reese i Chase'a to idealne połączenie wszystkiego, czego lubię w takich erotykach - świetna, wciągająca historia, oraz wręcz namacalna chemia między głównymi bohaterami. Może nie jest to książka, która odmieni wasze życie, ale warto ją przeczytać chociażby dlatego, że świetnie spędza się przy niej czas. Gwarantuję wam, że główni bohaterowie skradną wasze serca!

Tytuł: Bossman
Autor: Vi Keeland
Data premiery: 21 czerwca 2018
Liczba stron: 326
Wydawnictwo: Kobiece
Ocena: 9/10





Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Czytaj dalej »

niedziela, 24 czerwca 2018

Brittainy C. Cherry - Disgrace | PRZEDPREMIEROWO


Grace Harris codziennie modliła się, aby mąż ją ponownie pokochał. Aby jej nie zostawiał, aby o nią zawalczył. Ale kiedy po piętnastu latach małżeństwa ją zostawia, wydaje się, jakby całe jej życie rozpadło się na kawałki. Kobieta ze złamanym sercem, poczuciem winy i tysiącami pytań bez odpowiedzi wraca do rodzinnego Chester na lato, gdzie musi zacząć nieznane życie jako samotna kobieta. Kiedy na jej drodze staje Jackson Emery, zimny, odległy, znienawidzony przez całe miasto "potwór", staje się on jej odskocznią od bólu i cierpienia. Byli zbyt zniszczeni, zbyt zranieni przez życie, by móc zobaczyć w sobie coś więcej niż letni romans. Ale kiedy ich mury zaczynają opadać, nagle lato staje się niewystarczające. Grace nie spodziewała się, że to Jackson sprawi, że na jej twarzy znowu zawita uśmiech. Że jej serce zacznie bić w przyspieszonym tempie. Że jej pragnienia i nadzieje zaczną wiązać się z człowiekiem, do którego jej serce nie powinno należeć.

Dopiero czytałam "Poza Rytmem", która jest najnowszą książką Brittainy C. Cherry wydaną u nas w Polsce (recenzję możecie znaleźć tutaj), a dzisiaj mam za sobą już kolejną książkę autorki. Udało mi się załapać na ARC, czyli wersję recenzencką, na którą czekałam do późnej nocy, nie mogąc przegapić takiej okazji. Po lekturze wyżej wspomnianej książki, która chociaż była wspaniała i bardzo dobrze napisana, czekałam na coś co całkowicie rozerwie moje serce na strzępy, wywoła we mnie wylew łez - czegoś prawdziwie w stylu znanej mi Brittainy C. Cherry. "Disgrace" okazało się być idealną pozycją.

"Była w tym dobra. Była dobra w sprawianiu, że oddychałem, kiedy o tym zapominałem."

Grace to kobieta, która została zniszczona przez człowieka, który powinien kochać ją do grobowej deski. Opuszczona, zraniona, zostawiona dla innej kobiety, wraca do rodzinnego miasta, w którym to przychodzi grać jej rolę idealnej córki pastora. Wszyscy wokół oceniają rozpad jej małżeństwa, komentując jej wybory i zachowania. Moje serce łamało się dla tej kobiety. Nikt nie powinien mieć nad drugą osobą takiej siły, aby krok po kroku ją niszczyć, a wydaje się, że każdy po kolei robił właśnie to. Ludzie z miasta, matka, mąż. Byłam taka dumna, kiedy wreszcie postawiła siebie na pierwszym miejscu.

"Wybierz mnie dzisiaj, a ja wybiorę cię jutro."

Jackson, oh, Jackson. Mam chyba słabość to smutnych, nierozumianych, pełnych wściekłości mężczyzn, bo przez całą książkę miałam ochotę odebrać jego ból i po prostu go przytulić. Jako dziecko był chłopcem samotnym, poniżanym przez rówieśników, a potem na jego barki spadł cały ciężar świata, kiedy odeszła jego matka, a ojciec popadł w alkoholizm. Miasto wyrobiło sobie o nich opinię odludków, potworów, którzy niszczą wszystko i wszystkich, nie dając mu nawet szansy, kiedy błagał o pomoc. Nikt nie powinien mieć w sobie tyle bólu, złości, nienawiści i nie mieć nikomu, do kogo można się z tym zwrócić. Czułam nienawiść do ludzi z tego miasta, którzy nie potrafili przejrzeć przez fasadę tego potwora, jakim go stworzyli. Wypowiadali okrutne słowa, na które ani trochę nie zasługiwał. Jego historia, jego życie złamały moje serce.

"Jeśli jeszcze kiedykolwiek się w kimś zakochasz, proszę pozwól, abym był to ja."

Jackson i Grace odnaleźli siebie w chwili największego cierpienia. Odnaleźli w sobie schronienie, które pozwoliło im oddychać, gdy wszystko wokół się rozpadało. Autorka stworzyła bardzo autentyczną historię, bo wszystko działo się w swoim własnym tempie. Chociaż główni bohaterowie dość szybko ustalili pomiędzy sobą umowę, mówiącą na czym będzie polegał ich związek, to prawdziwe uczucia rozwijały się stopniowo, krok po kroku, w swoim czasie. Cherry ogromną wagę skupiła na miłości do samego siebie, nad czym przez długi czas pracowali Jackson i Grace, zanim mogli zacząć nowe życie razem. Chyba to jest moją ulubioną częścią tej historii, bo gdyby nie to, historia straciłaby wiele na znaczeniu.

"Kochaliśmy prosto. Kochaliśmy blizny naszej przeszłości i kochaliśmy nieznajomość naszej przyszłości. Kochaliśmy błędy. Kochaliśmy świętowanie. Kochaliśmy nasz mrok i światło."

"Disgrace" niesie ze sobą wiele ważnych przesłań, które dają do myślenia. Chociażby postacie drugoplanowe, które wyrządzały wiele krzywd, jak matka Grace, czy jej przyjaciółka, a jednak zostały ukazane w sposób, że potrafiłam spojrzeć ponad ich okrutne czyny i zobaczyć co tak naprawdę za nimi stało. Cherry dała mi możliwość "przybliżenia" ich osobowości i poczucia empatii, nawet jeśli w wielu momentach na to nie zasługiwały. Autorka uświadamia, że nawet za brzydkimi, bolesnymi czynami jest coś więcej, coś nad czym warto się zastanowić, nawet dla własnego dobra. Myślę, że jedyną osobą, którą tak naprawdę mocną znielubiłam, był Finley, czyli były mąż Grace. Gardzę mężczyznami, takimi jak on, jednak nie będę tu wspominać o jego czynach, bo to zostawię do odkrycia wam. Ogromnie zniesmaczyło mnie także zachowanie społeczeństwa Chester, a przecież nie jest to niczym nowym, bo spotykamy się z tym codziennie. Ile osób wokół nas plotkuje, ocenia, myśląc, że znają szczegóły życia innych, nie wiedząc tak naprawdę nic? Ile osób rani tym ludzi, którzy już wystarczająco zostali zniszczeni? A ilu z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, że sam jest osobą, która szybko ocenia, nie próbując zajrzeć za fasadę, jaką ktoś ukazuje światu?

"Wykrwawią cię aż staniesz się nikim, a potem zapytają jak umarłeś."

"Disgrace" to przepiękna książka, dająca do myślenia, wzruszająca, rozdzierająca. Historia Grace i Jacksona jest smutna, a jednak sprawia, że czujemy nadzieję i wiarę. Mimo najgorszych dni zawsze przychodzą te lepsze, warte każdej łzy i bólu. Mocno przywiązałam się do głównych bohaterów. Chociaż ich historia zakończyła się dość łatwo i prosto, to kiedy spojrzałam na to z perspektywy ich całej książki, powiedziałam sobie "cholernie na to zasłużyli". Bo tak jest. Wszyscy zasługujemy na szczęśliwe zakończenie. Autorka po raz kolejny napisała przepiękną historię o miłości nie tylko do drugiej osoby, ale do samego siebie. Jest to książka, którą naprawdę warto przeczytać, pozwolić na łzy, złamane serce i zaufać, że ich historia was uzdrowi.

Premiera w języku angielskim już 28 czerwca! :)

Tytuł: Disgrace
Autor: Brittainy C. Cherry
Data premiery: 28 czerwca 2018
Język: Angielski
Ocena: 10/10


ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI SERDECZNIE DZIĘKUJĘ AUTORCE, BRITTAINY C. CHERRY


Czytaj dalej »

środa, 20 czerwca 2018

K. A. Linde - Teraz Albo Nigdy


Morgan Wright od kilkunastu lat wzdychała do Patricka Younga, dla którego zawsze była jedynie małą siostrzyczką najlepszego przyjaciela. Podczas gdy on przebierał w kobietach i nigdy nie zwracał na nią uwagi, ona pozwalała sobie na usychanie z tęsknoty. Ale kiedy w wieku dwudziestu siedmiu lat wreszcie staje na szczycie kariery i zostaje prezesem w swojej rodzinnej firmie, spełniając jedno ze swoich największych marzeń, postanawia dostać wreszcie to, z czego rezygnowała od tak długiego czasu. Postanawia zaprosić Patricka na randkę, jednakże w momencie kiedy wreszcie ląduje w jego łóżku, on ją od siebie odsuwa. Zraniona Morgan postanawia, że czas najwyższy porzucić nastoletnie zauroczenie niedostępnym mężczyzną, nie wiedząc, że w tym samym czasie Patrick walczy z niespodziewanymi uczuciami do kobiety, która powinna być dla niego niedostępna. 

O książkach z serii "Mr. Wright" do dawna czytam same pozytywne opinie. I chociaż od miesięcy obiecywałam sobie, że je w końcu przeczytam, to czas mijał, a ja nadal po żadną nie sięgnęłam. Dopiero odrobina wolnego czasu i chęć przeczytania czegoś szybkiego i lekkiego (czym w założeniu miało być "Teraz albo Nigdy") skłoniły mnie do sięgnięcia po tą wychwalaną serię.

Zaczęłam zupełnie od końca, bo "Teraz albo Nigdy" to już czwarty tom historii o rodzinie Wrightów. Uwierała mi z lekka nieznajomość historii bohaterów z poprzednich części, ale nie na tyle, by przeszkodziło mi to w lekturze. Czasami bywało, że byłam trochę skołowana sytuacjami, które miały już miejsce, a do których nawiązywali bohaterowie, na szczęście autorka śpieszyła z pomocą i jako tako przybliżała obraz. Morgan to siostra braci, których historie poznajemy w poprzednich książkach, natomiast Patrick jest najlepszym przyjacielem Austina, jednego z braci. Znają się od ponad dziesięciu lat i chociaż się przyjaźnią, nigdy nie było pomiędzy nimi nic więcej. Do czasu...

"Miłość nie umiera w trudnych czasach. Właśnie wtedy potrzebujemy jej najbardziej."

Rzadko kiedy to bohaterkę lubię bardziej od bohatera, tutaj jednak tak się stało. Strasznie polubiłam postać Morgan i autorka zyskuje u mnie za to ogromny szacunek. Jest kobietą sukcesu, która jest zażarta, niezależna, szykowna i nie daje sobie w kaszę napluć. Ukazuje również swoją wrażliwszą stronę, którą ukrywa przed innymi. Można powiedzieć, że jest pracoholiczką, lekko zwariowaną na punkcie swojej ukochanej pracy, która zawsze silnie walczy o swoje miejsce. Uwielbiam to, że autorka przełamała schematy i to z kobiety zrobiła inteligentną biznesmenkę, która mimo wszystko dwa razy mocniej musiała zapracować na swoją posadę. Dyskretnie ukazała prawdę o pozycji kobiet w społeczeństwie, pokazując, że my również potrafimy. Polubiłam także Patricka, o którym wiemy trochę mniej niż o rodzeństwie. Zaimponował mi swoją lojalnością, dobrocią i ogromnym sercem, a zwłaszcza jego zaangażowaniem w związek z Morgan.

"Nie mając lęków, nie miałaby czego pokonywać. Nie mając wątpliwości, nie miałaby czego zdobywać. Nie mając słabych punktów, byłaby nieprawdziwa. Bo nikt nie jest doskonały. Siła i słabość czyniły z niej taką, a nie inną osobę. I właśnie taką ją chciałem."

Chociaż to dopiero moje pierwsze spotkanie z rodzinką Wrightów, strasznie ich wszystkich polubiłam. Wnieśli do książki wspaniały, ciepły i humorystyczny nastrój, sprawiając, że ciągle miałam uśmiech na twarzy. Już wiem, że muszę sięgnąć również po poprzednie książki (i następne), bo zdecydowanie warto. Autorka skupia się również na bohaterach drugoplanowych, nie pozwalając czytelnikowi na znudzenie. Posługuje się prostym językiem, zrozumiałym, a jednak wciągającym.

""Przykro" to puste słowo. Nic nie znaczyło, nic nie mówiło i nic nie zmieniało. Było w najwyższym stopniu zbędne, jeśli nie szło za nim działanie. Kiedy było totalnym kłamstwem."

"Teraz albo Nigdy" wzięłam do ręki z nadzieją na szybką, lekką lekturę i tak też było. Książkę przeczytałam w kilka godzin, zupełnie pochłonięta historią i bohaterami. Od razu zakochałam się w świecie jaki stworzyła autorka. Historia Morgan i Patricka jest zabawna, słodka, seksowna i ma w sobie wszystko, co lubię. Chociaż jest to erotyk, autorka wspaniale opisuje sceny seksu, przy czym nie nudzi i nie przesadza. "Teraz albo Nigdy" to historia o miłości zakazanej, o dwójce przyjaciół, pomiędzy którymi pojawiło się niespodziewane uczucie, o korzystaniu z szans, jakie daje nam los. To powieść zdecydowanie warta polecenia :)


Tytuł: Teraz Albo Nigdy
Autor: K. A. Linde
Seria: Mister Wright. Tom 4
Data premiery: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Liczba stron: 350
Tytuł oryginału: The Wright Secret
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

niedziela, 17 czerwca 2018

Aurora Rose Reynolds - Until Lilly


Cash Mayson zakochał się w Lilly Donovan w chwili, kiedy oblała go kawą w kawiarni. Mieli być razem już zawsze, kiedy dowiedział się, że jego była spodziewa się z nim dziecka. Chociaż złamało mu to serce, zerwał z Lilly kontakt, pragnąc wszystkiego co najlepsze dla swojego syna. Przez lata starał się stworzyć dla niego szczęśliwą rodzinę, nic jednak nie dawało mu zapomnieć o jego prawdziwej miłości. Gdy pewnego dnia spotyka ją podczas wyjścia z synem, jego życie ponownie staje na głowie. Nie może wierzyć, że patrzy w oczy dawnej ukochanej, a do tego zauważa w jej towarzystwie małą dziewczynkę, która mogłaby być bliźniaczką jego syna. Lilly przez lata starała się być silna, jednak w ciągu jednej chwili staje naprzeciw mężczyźnie, który złamał jej serce i pozostawił samą z wychowaniem ich córki. Cash i Lilly dostają od losu kolejną szansę, aby naprawić to co zostało zniszczone i stworzyć prawdziwą, kochającą się rodzinę. Ale na ich drodze staje wiele przeszkód, które w ostatecznym rozrachunku mogą zniszczyć wszystko, na czym tak im zależy.

Seria "Until" to dla mnie dość specyficzna seria. Sięgam po nią, kiedy mam po prostu ochotę na coś lekkiego, niewymagającego, bo te książki są do tego idealne. Po niezbyt udanej lekturze "Until November" oraz "Until Trevor", nie miałam żadnych oczekiwań względem trzeciego tomu. Poprzednie książki dość mnie wymęczyły i obiecałam sobie, że jeśli historia Casha będzie równie słaba, po prostu podziękuję dalszym książkom. Strasznie zaskoczyło mnie to, że książka okazała się o wiele lepsza niż jej poprzedniczki i nawet dobrze się przy niej bawiłam.

"Doświadczenie to najbardziej surowy nauczyciel. Najpierw robi sprawdzian, a potem udziela lekcji."

Historię Casha i Lilly poznajemy już w "Until Trevor". Dowiadujemy się, że Cash zakochał się w Lilly, jednak dalsza kontynuacja ich relacji nie będzie mogła nastąpić, ponieważ Cash spodziewa się dziecka z inną kobietą. Tak naprawdę nie było żadnego zaskoczenia w ich sytuacji, bo wszystkiego dowiedzieliśmy się wcześniej i naprawdę żałuję, że autorka nie zostawiła niektórych spraw w sekrecie, aby zaskoczyć czytelników. Cała fabuła nie była niczym zaskakującym, bo schematy z poprzednich historii się powtarzały i łatwo było się domyślić, jak wszystko się zakończy. Normalnie z pewnością bym się do tego przyczepiła, ale zauważyłam, że tym razem autorka popracowała nad bohaterami i głównie to przyciągnęło moją uwagę.

Aurora Rose Reynolds wreszcie stworzyła postacie, które mnie nie irytowały! Cash jest moim ulubieńcem wśród braci Mayson, bo jest mniej zaborczy, kontrolujący i wreszcie czułam, że za jego czynami stoi miłość i troska o swoją rodzinę. Zupełnie inaczej było w przypadku chociażby Trevora, który chciał, aby wszystko szło po jego myśli i nie przyjmował żadnej odmowy. Oczywiście pojawiały się momenty, kiedy Cash przejawiał zazdrość, ale było to zrozumiałe po wszystkim, przez co musieli przejść razem z Lilly, aby znaleźć spokój i szczęście. Cash to świetny facet, o ogromnym sercu, pragnącym dla bliskich wszystkiego co najlepsze. Popełnił kilka błędów, które rozumie, akceptuje i stara się je naprawić. Obawiałam się też postaci Lilly, bo tu jak w przypadku facetów, autorka również tworzyła schematyczne bohaterki. November i Liz to kobiety uległe, myślące nieodpowiednimi częściami ciała i strasznie płaczliwe i byłam przygotowana, że Lilly trafi do ich grupki, a tu niespodzianka! Lilly zachowywała się rozsądnie, odpowiedzialnie i nigdy nie robiła z siebie ofiary losu. Polubiłam ją i jestem w szoku, że wreszcie mogę napisać, że autorka dobrze spisała się tworząc bohaterów.

"Jesteś jak księżyc nad oceanem naszej rodziny. Jesteś magnesem, zawsze będziemy za tobą podążać, by dawać ci to, co ty dajesz nam."

Historia Lilly i Casha jest moją ulubioną, bo wreszcie było tu coś więcej, niż przyciąganie seksualne. Od razu widać, że łączy ich prawdziwa miłość i chociaż życie dało im w kość i odebrało wiele lat, które mogli spędzić wspólnie, żadne z nich nie pozwoliło, aby druga szansa uciekła im pod nosem. Niektóre rzeczy działy się zbyt szybko i mam tu na myśli głównie początek książki, ale z drugiej strony - skoro poznaliśmy już wcześniej ich historię, nie było sensu wszystkiego przedłużać. Potem takie odczucie zniknęło i wszystko działo się w swoim tempie. Bardzo polubiłam rodzinę, jaką stworzyli, wielokrotnie przywołując uśmiech na mojej twarzy. Było słodko, zabawnie i uroczo.

Nie ma co się oszukiwać, że są to wspaniałe książki, bo tak nie jest. "Until Lilly" może i pobiła swoje poprzedniczki, ale nadal nie znajdziecie tu żadnego efektu "wow", bo jest to po prostu prosty, niewymagający erotyk, z małym dramatem w tle. Ale tym razem nie narzekam, bo polubiłam zarówno Casha, Lilly, ich dzieci, jak i kilka postaci drugoplanowych. Miałam jedynie ochotę zadźgać byłą Casha, ale to nie tylko ja ;) Ich historia jest w sam raz na jeden wieczór, bo ma niewiele ponad dwieście stron. Czyta się ją przyjemnie, jest połączeniem słodkości, humoru oraz pikanterii i nie żałuję, że dałam jej szansę. "Until Lilly" to dobra historia o popełnianiu błędów, drugich szansach, rodzinie i miłości.


Tytuł: Until Lilly
Autor: Aurora Rose Reynolds
Seria: Until. Tom 3
Data premiery: 5 czerwca 2018
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 220
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

czwartek, 14 czerwca 2018

Brittainy C. Cherry - Poza Rytmem


Jasmine Greene pojawiła się w życiu Elliotta Adamsa pewnego, deszczowego dnia. Grał na saksofonie na ulicy Frenchman Street w Nowym Orleanie, wylewając całe swoje serce przed publicznością. Kiedy zauważa go w szkole w towarzystwie chłopaków, którzy znęcają się za jego problemy z wymową i wygląd, podchodzi do niego i staje w jego obronie. Z niezrozumiałych dla niej powodów pragnie dać mu to samo, czym on obdarował ją. Chce odwdzięczyć mu się za chwile spokoju, jakie odnalazła słuchając jego muzyki. Jednak ich przyjaźni i szybko rozwijającemu się uczuciu na drodze staje życie - tragedia i niespodziewane wydarzenia rozdzielają ich od siebie. Kiedy lata później spotykają się ponownie, nic nie jest takie samo. Oboje stali się chłodni, zamknięci w sobie i chociaż uczucia nigdy nie zgasły, muszą popracować nad pozwoleniem, aby muzyka ponownie zagrała w ich duszach.

Brittainy C. Cherry skradła moje serce swoją serią "Żywioły" oraz książką "Kochając Pana Danielsa". Jest to autorka, która tworzy jedne z najpiękniejszych, wzruszających historii miłosnych, obok których nie da się przejść obojętnie. Dlatego po jej nowości sięgam już wręcz na ślepo - wystarczy mi, że na okładce znajduje się jej nazwisko. Autorka i tym razem stworzyła serdeczną, piękną historię, z której wypływa wręcz muzyka.

"Jesteś muzyką w niemym świecie, a moje serce bije dlatego, że przy mnie jesteś."

Bohaterów poznajemy kiedy mają zaledwie szesnaście lat i są zagubionymi, samotnymi nastolatkami. Ich drogi splatają się zupełnie niespodziewanie, a ich dusze łączy muzyka. Jasmine odnajduje siebie w muzyce jaką na saksofonie wygrywa Elliott i pragnie się do niego zbliżyć. Jest nowa, piękna i popularna w szkole, z tego też powodu Elliott jej nie ufa. Jego życie wygląda całkowicie inaczej, ludzie uważają go za dziwaka, poniżają go, a jego najlepszy i zarazem jedyny przyjaciel wyprowadził się do Nebraski. Uwielbiam to, że Cherry zerwała tu ze schematami i nie stworzyła kolejnego, typowego przystojnego badboya. Elliott jest zupełnie zwyczajnym chłopcem, cichym, zamkniętym w sobie, jest chudy i ma problemy z wymową, a do tego kochany, troskliwy i od razu czuje się do niego sympatię. Jasmine jest jego przeciwieństwem, bo jest odważna, popularna i zadaje się z popularnymi ludźmi, jednakże jest równie dobra, miła i inteligentna. Bardzo ich polubiłam jako postacie, bo są realistyczni, prawdziwi i próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie.

"Oni nie mogą przypinać ci etykietki. Nie mogą ci mówić, kim jesteś."

Było wiele momentów, kiedy miałam łzy w oczach, chociażby kiedy uczniowie znęcali się nad Elliottem. Ich czyny były potworne i rozdzierały serce, a autorka nie szczędziła od szczegółów. Fabuła trzyma w napięciu, bo chociaż dla niektórych może nie działo się nic nadzwyczajnego, tak ja nie potrafiłam się od niej oderwać. Może dlatego, że była taka smutna, a jednocześnie radosna. Rozdziera serce, a jednak skleja je na nowo i ukazuje nadzieję i miłość. Jest prawdziwa i porusza sytuacje, które tak naprawdę dzieją się wokół nas.

"Nauczyłem się, że bycie silnym oznacza wstawanie każdego dnia z łóżka, nawet jeśli twój świat się rozpada. [...] Bycie silnym to kochanie bliskich, nawet jeśli nie są doskonali. Bycie silnym to płakanie każdego wieczoru w poduszkę, by każdego ranka wierzyć w piękno świata. Bycie silnym to wybaczanie."

Uwielbiam to, że ogromną rolę w tej książce odegrała rodzina. Autorka ukazuje, że nie chodzi o więzy krwi, a o miłość. Tworzy wokół Jasmine i Elliotta małą rodzinkę, która chociaż nie jest związana ze sobą biologicznie, bezwarunkowo siebie kocha i zawsze może na siebie liczyć. Warto tu wspomnieć o matce Eliego, ojczymie Jasmine, czy TJ'u, który jest wujkiem Elliotta. Każda z tych osób ma wpływ na życie głównych bohaterów, ale jest także wspaniałym dopełnieniem lektury, dając nam poczucie rodzinnego ciepła i wypływającej ze stron książki miłości.

"Jeśli ktokolwiek sprawi, że poczujesz, jakbyś nie była sobą... Jeśli cię skrzywdzi i będziesz musiała uciec, ucieknij tutaj. Do mnie, a ja się o ciebie zatroszczę. Zawsze będę się o ciebie troszczył."

Moim ulubionym aspektem tej książki jest muzyka, która stanowi jej bardzo ważną część. Nie ma mowy, abyście jej nie poczuli podczas czytania. Jazz, soul, występy uliczne, to wszystko sprawia, że "Poza Rytmem" to książka niezwykle klimatyczna. Brittainy bardzo dobrze wie jak operować słowami tak, by wpłynąć nimi na nasze odczucia i emocje. Nawet zwykłe opisy muzyki sprawiły, że ją czułam, a to sobie ogromnie cenię u twórców.

"Poza Rytmem" to kolejna przepiękna, głęboka historia w repertuarze Brittainy C. Cherry. Jest idealnie smutna i radosna, daje czytelnikowi nadzieję i sprawia, że na kilka godzin znika w świecie Nowego Orleanu, muzyki i miłości. Uwielbiam styl pisania autorki, bo po raz kolejny rozwaliła mnie emocjonalnie, aby potem zostawić mnie uśmiechającą się przez spływające po policzkach łzy. Tylko ona tak potrafi! "Poza Rytmem" to zdecydowanie książka warta uwagi i przeczytania.

Tytuł: Poza Rytmem
Autor: Brittainy C. Cherry
Seria: The Music Street
Data premiery: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Filia 
Liczba stron: 400
Tytuł oryginału: Behind The Bars
Ocena: 10/10
Czytaj dalej »

niedziela, 10 czerwca 2018

Mia Sheridan - Bez Lęku


Sport był dla Holdena Scotta wszystkim. Osiągnął sukces, sławę, bogactwo, a żadna kobieta mu się nie opierała. Nie spodziewał się, że jego marzenia pewnego dnia będą źródłem zniszczenia, że przez nie popadnie w uzależnienie. Jego przyjaciel zabiera go do willi położonej w głębi lasu, gdzie wokół nie ma nikogo. Holden próbuje dojść do siebie i na poukładać swoje życie, okazuje się jednak, że nie jest sam. W pobliżu dostrzega dziewczynę w białej sukience, która zaraz znika niczym zjawa. Pragnie ją poznać, jednak przed tym powstrzymuje go jego własna przeszłość i demony, z którymi musi stoczyć walkę. Jego zagubiona dusza łaknie do tajemniczej, prawie nierealnej kobiety. Kim jest jego Nocna Lilia?

Zaciekawieni opisem? Może zaciekawię was jeszcze bardziej, jeśli powiem, abyście mu nie ufali? ;)

Mia Sheridan to bez dwóch zdań królowa współczesnych romansów. Nie ma książki, którą by mnie zawiodła i zawsze wiem, że sięgając po jej twórczość, dostanę coś oryginalnego, wspaniałego, emocjonującego i zapadającego w pamięć. Sięgając po jej powieści, zawsze spodziewałam się rollercoasteru emocji - nie byłam jednak gotowa na uczucia, które towarzyszyły mi podczas czytania "Bez Lęku", a nawet długo po zakończeniu.

""Gdzie lądujesz?"
W twoich ramionach. Ląduję w twoich ramionach, a ty w moich."

"Bez Lęku" to zdecydowanie książka wyróżniająca się wśród innych spod pióra Sheridan. Recenzja tej powieści jest prawdopodobnie jedną z najtrudniejszych, jaką przyszło mi napisać, ze względu na skomplikowaną fabułę, której wręcz nie mogę wam zdradzić. A trudno jest tu mówić o czymkolwiek, żeby tego nie zrobić. Autorka napisała coś zupełnie niespodziewanego i innego, o czym można wywnioskować nawet z samego tajemniczego opisu, a potem także prologu, przez który już na samym początku w naszej głowie pojawia się tysiące pytań.

"To takie dziwne, że człowiek ze wszystkimi swoimi myślami, pomysłami i uczuciami może być tutaj w jednej chwili, a w następnej po prostu... zniknąć."

Historia Lily i Holdena jest złożona z wielu warstw, niełatwa do zrozumienia, jeśli nie zwraca się uwagi nawet na najmniejsze szczegóły. Niektórym czytelnikom przeczytanie tej powieści jednokrotnie nie wystarczy, bo ja sama niektóre fragmenty odtwarzałam kilkukrotnie, a samo zakończenie analizowałam przez kilka dni. Mia Sheridan stworzyła powieść niezwykle tajemniczą, wręcz dziwną. Czasami trudno było się połapać w wydarzeniach, umysł szedł ścieżkami, które okazywały się błędne, pozostawiając jedynie z kolejnymi pytaniami i podejrzeniami.

"Ludzie, którzy widzą nasze brzemię, a mimo to nas pragną, to ci, przy których powinniśmy trwać."

Postacie Holdena i Lily dogłębnie dotknęły moje serce. Są osobami dotkniętymi przez los, zagubionymi w swoim bólu i samotności. Poszukują nowego początku, nadziei, drogi, która poprowadzi ich w stronę szczęścia i uleczenia. W chwilach najgorszej rozpaczy odnajdują siebie, a autorka po raz kolejny tworzy niepowtarzalną, prawdziwą i głęboką relację między dwójką zranionych ludzi, przeznaczonych do bycia razem.

"Jeśli się zatracisz, wyruszę by cię odnaleźć, nawet jeśli wtedy sam będę musiał na trochę się zgubić."

Pierwsza połowa książki daje poczucie zwykłego, wręcz banalnego romansu. Pojawia się jednak gdzieniegdzie nuta niepewności, tajemniczości, dziwnych sytuacji, które zwracają naszą uwagę, nawet jeśli bohaterowie niekoniecznie mają ich świadomość. Dopiero w drugiej połowie fabuła szokuje, sprawia, że serce bije w niebezpiecznym rytmie. Ostatnie strony książki czytałam z trzęsącymi się dłońmi, a na koniec autorka zostawiła mnie ze zdezorientowanym wyrazem twarzy i milionami pytań w głowie.

"Bądź dumny z tych małych zwycięstw. Bo tym właśnie są - triumfem twojej siły. I mają znaczenie."

Książka ta zdecydowanie nie jest typowym romansem. Sheridan odchodzi od popularnych schematów, tworzy historię niespotykaną, głęboką, bardzo artystyczną i przemyślaną w każdym calu. W słowa warto się wczytywać i zastanowić się nad ich głębszym znaczeniem, bo tu nic nie jest proste i przewidywalne. Autorka pisze pięknie, poetycko i po raz kolejny udowadnia jak wielki jest jej talent. Porusza tematy, które po raz kolejny zmuszają nas do refleksji i zastanowienia się nad sobą - naszymi wyborami, czynami, słowami. Pisze o miłości, która ma moc wyzwolenia nawet w najmroczniejszych, najtrudniejszych chwilach życia.

"Zatraciłem się w niej. Byłem zatracony, a zarazem odnaleziony. Jak to się stało?"

"Bez Lęku" zdecydowanie wywołuje mieszane uczucia. Autorka pogrywa sobie z uczuciami czytelnika. W głowie pojawiają się pytania, na które tak naprawdę nie ma prostej odpowiedzi, a samo zakończenie jest jedną wielką zagadką, jeśli nie przeczytało się książki uważnie, ze skupieniem i analizowaniem każdej sceny. Tajemniczość i niejasne wydarzenia sprawiają, że książka jest intrygująca, ciekawa i trzyma w napięciu, ale zdecydowanie znajdą się tu też osoby, które poczują po prostu niedosyt i frustrację. W jej zrozumieniu bardzo pomogła mi grupa na Facebooku, którą utworzyła sama autorka, aby rozpocząć dyskusje na temat książki. Spędziłam dobre kilka godzin na czytaniu każdego wpisu i komentarza, z książką pod ręką, aby poukładać sobie wszystko w głowie i zrozumieć najlepiej, jak mogę. A nawet dzięki temu, pewnie nigdy nie zrozumiem jej całkowicie. Książka jest fantastyczna i godna polecenia, bo chociaż nie jest łatwa w odbiorze, opowiada piękną, wzruszającą historię, o której się nie zapomina. Z pewnością będzie w waszych myślach przez długi czas.

Tak na koniec, chcę was uspokoić, że nie jest to książka paranormalna. Nic z tych rzeczy. Aby zrozumieć na czym polega, trzeba ją po prostu przeczytać :)

Jeśli macie za sobą lekturę książki, jakie są wasze teorie? Udało wam się zrozumieć w jakim kierunku zmierza historia? 

Tytuł: Bez Lęku
Autor: Mia Sheridan
Cykl: Sign of Love
Data premiery: 4 czerwca 2018
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 328
Tytuł oryginału: Midnight Lily
Ocena: 10/10
Czytaj dalej »

środa, 6 czerwca 2018

J. Daniels - Gdy Upadnę


Reed Tennyson dziewięć lat temu obiecał sobie, że już nigdy nie pozwoli kobiecie zawładnąć jego sercem. Liczą się tylko jednorazowe przygody, które nie mają dla niego żadnego znaczenia. Do czasu kiedy do jego życia wkracza Beth, dziewczyna po przejściach, która ucieka od starego życia. Powala go jednym, olśniewającym uśmiechem i urzeka, jak żadna inna. Do tego w jego życiu ponownie pojawia się była dziewczyna, która bezpowrotnie zmiażdżyła mu serce. Równie mocno pragnie zbliżyć się do Beth, jak uciekać od niej jak najdalej. Jak ochronić swoje serce przed ponownym, ostatecznym upadkiem?

Reed to przyjaciel Tessy, który wielokrotnie przewijał się w poprzednich dwóch częściach i zawsze miał u swojego boku inną dziewczynę. Igraszki z kobietami są dla niego źródłem przyjemności i nigdy nie było mu śpieszno do poważnego związku. Polubiłam jego postać, bo jest szczery, kochany i troskliwy. Ma za sobą przykre doświadczenia, które odbijają się na jego życiu uczuciowym, ale dla rodziny i przyjaciół byłby w stanie zrobić wszystko. Lubiłam go w poprzednich tomach i ciekawa byłam kobiety, której uda się go usidlić. I tutaj pojawia się problem... bo Beth tak naprawdę nie wywarła na mnie żadnego wrażenia. Podczas gdy bohaterowie się nad nią zachwycali, dla mnie była po prostu mdła, nudna. Często jej zachowanie mnie irytowało i chociaż rozumiałam jej pobudki i myślenie, to w wielu momentach po prostu robiła z siebie ofiarę, kiedy ludzie wokół niej zrobili by dla niej wszystko. Chciałabym zobaczyć trochę tej jej siły, o której Reed tak ciągle mówił (zwracał się do niej "dzielna dziewczyna"), ale nie było mi to dane - dodatkowo autorka zrujnowała wszystko jedną sytuacją, która miała miejsce pod koniec, a która mnie po prostu zdenerwowała.

Fabuła sama w sobie nie ma w sobie nic oryginalnego. Pojawia się wiele wątków, które czytałam już w innych książkach - jest to po prostu typowy erotyk. Na plus są tu ciągle pojawiający się bohaterowie z poprzednich tomów i wgląd w ich życia, w których dzieje się bardzo dużo ważnych rzeczy. Mia i Ben mierzą się z niespodziewaną, przerażającą sytuacją, co podejrzewam ma związek z kolejnym tomem, który jest kontynuacją ich losów, a także Tessa i Luke dostają kilka minut w świetle reflektorów. Nakreślenie sytuacji znanych już postaci było ciekawe, ale jeśli chodzi o historię Beth i Reeda, według mnie nie było tu żadnych fajerwerków.

No chyba, że mówimy o scenach łóżkowych. Autorka i tym razem nie miała żadnych oporów opisując namiętne, gorące sceny. Byłam przygotowana na ich ilość i jakość, skończyło się jednak na tym, że większość pomijałam, bo było ich po prostu za dużo jak na mój gust. Za to jeśli są tu fani książek typu "Pięćdziesiąt Twarzy Greya", książka powinna wam się spodobać, bo bohaterowie lubią poeksperymentować w łóżku i bardzo często używają do myślenia nie tych narządów co trzeba ;)

Jeśli chodzi o ocenę całości, dla mnie "Gdy Upadnę" wypada najsłabiej pośród dwóch poprzednich. Fabuła była trochę nijaka, Beth jako główna bohaterka wypadła słabiutko w porównaniu z Mią i Tessą, a do tego większość książki to liczne sceny seksu. Momentami było zabawnie, ale nie na tyle, żeby mnie do siebie całkiem przekonać. "Gdy Upadnę" jest lekką, niewymagającą książką, o namiętnej, gorącej miłości, więc jeśli szukacie takiego erotyka, pewnie wam się spodoba. Ja jednak nie jestem do książki przekonana, w moich oczach "Moje Miejsce na Ziemi" nadal zajmuje pierwsze miejsce.

Tytuł: Gdy Upadnę
Autor: J. Daniels
Seria: Alabama Summer. Tom 3
Wydawnictwo: Edipresse
Data premiery: 23 maja 2018
Liczba stron: 472
Tytuł oryginału: When I Fall
Ocena: 5/10
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia