sobota, 26 stycznia 2019

16 książek z motywem drugiej szansy | Książkowe Zestawienie

Źródło zdjęcia: https://www.rd.com/culture/old-book-smell/

Dzień dobry, kochani! Dzisiaj wreszcie przychodzę do was z pierwszą realizacją pomysłu, który już od kilku dobrych miesięcy chodził mi po głowie. Rozpoczynamy na blogu nową serię, w której pojawiać się będą zestawienia książek z przeróżnymi motywami! Powstaje ona we współpracy z moją książkową bratnią duszyczką, Anielą z "Zaczytana Anielka". Postanowiłyśmy połączyć nasze siły i razem zrobić burzę mózgów, kiedy okazało się, że wpadłyśmy razem na ten sam pomysł. Mamy nadzieję, że seria wam się spodoba równie mocno, jak my się bawimy przy jej tworzeniu :)

Przyznam szczerze, że nie wszystkie te książki miałam okazję przeczytać. Żeby się niepotrzebnie nie rozpisywać po prostu podlinkuję wam recenzje do danych tytułów, napisane przeze mnie lub Anielkę. Mam nadzieję, że skusimy was do przeczytania niektórych z nich.


Leisa Rayven - Seria "Starcrossed" | recenzja
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 27.03.2017 & 13.09.2017 & 08.01.2018


Zły Romeo & Zła Julia: Cassie była uroczą dziewczyną z wielkimi ambicjami. Piekielnie zdolny Ethan miał reputację złego chłopca. Zagrali Romeo i Julię – i zmieniło się wszystko. Wielka miłość, jak w dramacie Szekspira, była im pisana. Jednak zły Romeo złamał Julii serce...

Kilka lat później grają razem na Broadwayu. Gdy spotykają się na scenie, są zmuszeni do konfrontacji z własnymi emocjami. Ethan próbuje odzyskać zranioną Cassie, jednak oboje w niczym nie przypominają siebie sprzed lat...

Czy kiedy kurtyna opadnie, ujawnią, co tak naprawdę kryje się w ich sercach?

Złe Serce: Elissa Holt, siostra Ethana, jest doskonałą inspicjentką. W pracę wkłada serce i nie chce się rozpraszać. Liam Quinn to gwiazda Hollywood. Razem z równie słynną narzeczoną Angel Bell otrzymał właśnie angaż do nowej sztuki wystawianej na Broadwayu. Godziny wspólnych przygotowań, wielkie napięcie i medialne zamieszanie zbliżają do siebie tych, którzy nie powinni być blisko. Bo serca – wbrew wszelkim regułom – piszą własny scenariusz.


Corinne Michaels - Powiedz, że zostaniesz | recenzja
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Premiera: 17.10.2018


Roztrzaskał mnie na kawałki. Złożył w całość. Jest moją trucizną. Jest moim antidotum.

Jedno słowo. Zostań. To było wszystko co miał zrobić. Zamiast tego wsiadł do tamtego autobusu zabierając ze sobą moje serce. To było siedemnaście lat temu. Ruszyłam naprzód. Małżeństwo. Dzieci. Biały płotek. Wszystko, czego kiedykolwiek pragnęłam, ale mój mąż mnie zdradził i znów zostałam porzucona. Osamotniona, bez centa przy duszy i z dwójką chłopców nie miałam innego wyboru jak tylko wrócić do Tennessee. Nie miało go tam być. Powinnam była być bezpieczna. Jednak przeznaczenie zawsze znajdzie sposób, żeby dać o sobie znać. Tym razem role się odwróciły. To moja decyzja. Drugie szanse istnieją naprawdę, ale nie wiem czy uda nam się naprawić coś, co już zostało popsute...


Mia Sheridan - Bez Pożegnania | recenzja
Wydawnictwo: Edipresse
Premiera: 06.03.2018


Lia Del Valle kochała Prestona Sawyera właściwie od zawsze. Córka ubogiej imigrantki z Meksyku, najmującej się do pracy na farmie, wychowała się w Dolinie Kalifornijskiej jako wyrzutek, mając za dom maleńki dawny budynek gospodarczy. Ale jej serce odnalazło wolność na bezkresnych polach farmy Sawyerów i w towarzystwie chłopców, którzy stali się jej jedynymi przyjaciółmi.

Preston wzdychał do Lii, odkąd był nastolatkiem. Ale przed uczynieniem pierwszego kroku powstrzymywała go złożona obietnica. Aż do pewnego skwarnego letniego wieczoru, kiedy połączyły się ich światy – i ciała. Zainicjowało to ciąg wydarzeń, który już na zawsze miał zmienić ich życie.

Lia wraca właśnie do miasteczka po tym, jak zniknęła bez śladu na długich sześć miesięcy. Jest pełna determinacji, aby odzyskać swoje serce, życie i dziecko – syna, który przyszedł na świat jako owoc namiętności, miłości i dojrzewającego latami pragnienia.

Preston radzi sobie z ciężką pracą na farmie i z wychowywaniem ukochanego synka, ale nie jest pewien, czy raz jeszcze poradzi sobie z uczuciem do Lii. I możliwe, że wcale nie ma ochoty próbować. Czy duma i gorycz powstrzymają go przed sięgnięciem po to, czego zawsze pragnął?

Jak naprawić to, co zostało nieodwracalnie zniszczone? Jak wybaczyć niewybaczalne? Jak zrozumieć, że prawdziwy honor bierze się nie ze słów ani z okoliczności, ale z głębi serca, gdzie kryje się prawda? Jak uporać się z dawnymi ranami i odkryć, że zdarza się taka miłość, która jest równie stała i niezmienna jak rodząca plony ziemia?


Brittainy C. Cherry - Poza Rytmem | recenzja
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 06.06.2018

Jasmine Greene poznałem w kroplach deszczu. Była licealną pięknością, podczas gdy ja grałem niezdarnie na ulicy. Łączyły nas jedynie muzyka i samotność. W jej oczach dostrzegałem, że nie zawsze uśmiechała się szczerze, choć jej głos dawał mi nadzieję, której poszukiwałem od tak dawna. Pewnego dnia jednak, dziewczyna zniknęła mi w okamgnieniu.

Kilka lat później stanęła przede mną na nowoorleańskiej ulicy. Zmieniła się, ale ja również byłem już inny. Życie sprawiło, że staliśmy się wycofani, zamknięci, oschli. Czas odebrał nam lekkość.

Nawet jeśli nie byliśmy już tacy, jak kiedyś, moje złamane serce rozpoznało jej smutek. Wróciła, więc nie mogłem pozwolić, by ponownie mi się wymknęła.

Jasmine Greene poznałem w kroplach deszczu, ale gdy spotkaliśmy się po latach, stałem się dla niej huraganem.


Mia Sheridan - Stinger. Żądło Namiętności
Wydawnictwo: Septem
Premiera: 13.03.2016


Los czasem płata figle...

Kto powiedział, że konferencje branżowe muszą być nudne? Nawet jeśli tak bywa, to na pewno nie w Las Vegas, mieście, w którym wszystko może się zdarzyć. To właśnie tam pewna poważna młoda osoba, Grace Hamilton, uczestnicząca w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa, poznaje Carsona Stingera, aktora z branży erotycznej, z którym spędza kilka upojnych chwil. Ale cóż może na dłużej połączyć dwoje tak odmiennych ludzi, mających całkowicie inne poglądy na świat i życie?

Grace to dziewczyna, która uparcie dąży do realizacji swoich celów, a Carson żyje z dnia na dzień i na niczym szczególnie mu nie zależy. Oboje doskonale wiedzą, że ich drogi skrzyżowały się tylko na chwilę... A jednak nie potrafią o sobie zapomnieć.

Kiedy szczęśliwym zrządzeniem losu wpadają na siebie ponownie, nie mogą odrzucić tej szansy. Zwłaszcza że w międzyczasie oboje nieco dojrzeli, a Stinger porzucił branżę porno na rzecz służby w armii USA. Romans pięknej pani prokurator i przystojnego komandosa nie przypomina sielanki, ale czy życie bez emocji jest ciekawe?


Aurora Rose Reynolds - Until Lilly | recenzja
Wydawnictwo: Editio.red
Premiera: 06.06.2018


Kiedy Lilly Donovan poznała Casha Maysona, od razu straciła dla niego głowę - był taki przystojny i męski, że mogłaby zatonąć w jego niebieskich oczach. Cash z kolei od początku wiedział, że liczy się tylko ona: piękna, dobra, mądra. Dla niej chciał być wspaniałym mężczyzną i dobrym człowiekiem. Nie wyobrażali sobie życia osobno. Przyszedł jednak dzień, gdy jeden telefon zmienił wszystko. Cash został zmuszony do wyboru między miłością swojego życia a życiem nienarodzonego dziecka. Lilly musiała zmierzyć się z trudami życia samotnej matki i udowodnić, że jest silna. Wydawało się, że z tej miłości pozostanie im tylko garść słodko-gorzkich wspomnień.

Kiedy spotykają się po kilku latach, oboje mają za sobą sporo trudnych chwil. W jednym momencie zdają sobie jednak sprawę, że los zesłał im jeszcze jedną, być może ostatnią szansę, aby stworzyć prawdziwą, kochającą rodzinę. Łączy ich przecież ogromna moc prawdziwego uczucia. Są gotowi postępować mądrze, z troską i miłością. Ale Jules, była żona Casha i matka jego syna, robi wszystko, aby nie dopuścić do ich szczęścia. Nie kocha ani Casha, ani swojego dziecka, ale wie, że zrujnowanie ich życia przyniesie jej sporo satysfakcji...


Mia Sheridan - Bez Szans | recenzja
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 01.02.2017


W upadającym górskim miasteczku Kyland i Ten zakochują się w sobie wbrew rozsądkowi i na przekór surowej rzeczywistości.

Kyland marzy tylko o tym, by przetrwać. Zaciska zęby i robi wszystko, by nie pokonała go bieda i samotność. Nie szuka miłości. Nie zamierza też oglądać się za siebie, gdy uda mu się wyrwać z piekła, w którym przyszło mu dorastać. Dla Ten codzienność to nieustanna walka o własną godność. Zmagania z chorobą matki i ludzką nieprzychylnością wymagają od niej wyjątkowej siły. Oboje rywalizują o bilet do lepszego życia, który może otrzymać tylko jedno z nich. Ktoś odejdzie, ktoś zostanie. Czy po latach zdołają spojrzeć sobie w oczy, jeśli poświęcą miłość dla przetrwania?


Penelope Ward - Mieszkając z wrogiem | recenzja
Wydawnictwo: Editio.red
Premiera: 08.01.2019


Dwudziestoczteroletnia Amelia musi zmierzyć się z ogromnym wyzwaniem: zdradą. Pewnej namiętnej nocy odkryła, że nie jest dla ukochanego Adama jedyną kobietą. Mężczyzna przez wiele tygodni prowadził podwójną grę. Jakby tego było mało, zmarła ukochana babcia dziewczyny, która jednak pozostawiła jej spadek - rodzinną biżuterię i połowę domu. Druga połowa przypadła Justinowi, jej przyjacielowi z dzieciństwa i bratniej duszy. Kiedyś chłopak nie tylko bronił Amelii i się nią opiekował, ale także układał dla niej piosenki, śpiewał i grał na gitarze. Dla dziewczyny Justin był jak najbliższy przyjaciel, dla jej babci - jak wnuk. Problem w tym, że wiele lat temu oboje rozstali się w wielkim gniewie.

Spotkanie po latach okazało się koszmarem. Złośliwości, wzgarda, drwiny na każdym kroku. Dziewczyna Justina, Jade, na próżno starała się załagodzić sytuację i doprowadzić do normalnych stosunków. Natomiast dla Amelii rzeczywistość stawała się coraz trudniejsza. Powracały wspomnienia o chwilach, w których ona i Justin rozumieli się bez słów i byli sobie naprawdę bliscy. Niespodziewanie doszły do głosu tłumione wcześniej uczucia. I choć Justin nieraz wydawał się jej drogi jak nikt inny, po kilku minutach okazywał wobec niej zimną wrogość. Mieszkanie z kimś takim pod jednym dachem nie mogło być łatwe. Amelia zaczęła zdawać sobie sprawę, że ten kuriozalny konflikt rozwija się w dość nieoczekiwany sposób...


Renee Carlino - Zanim Zostaliśmy Nieznajomymi
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 14.02.2018


Kiedyś byliśmy ty i ja. Kochankowie. Przyjaciele. Zanim wszystko się zmieniło. Zanim zostaliśmy nieznajomymi. Myślisz wciąż o mnie?

Wiolonczelistka Grace i fotograf Matt spędzają razem niezwykły czas w Nowym Jorku. Miasto, które nigdy nie śpi, jest świadkiem ich młodzieńczego romansu. Żarliwe uczucie obojgu daje nadzieję na wspólną przyszłość, jednak niespodziewane rozstanie i brak kontaktu łamią kochankom serca. Piętnaście lat później Matt i Grace spotykają się przypadkiem. Wystarczy jedno spojrzenie, a dawne uczucie wraca. Czy życiowe doświadczenia pozwolą im odnaleźć odpowiedzi na pytania, nad którymi zastanawiają się od rozstania?


Mia Sheridan - Bez Uczuć
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 02.08.2017

Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.

Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...

Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?


Colleen Hoover - Hopeless
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 18.06.2014


Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa. To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.




Mia Sheridan - Bez Tajemnic
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 16.01.2019


Prawdziwa miłość zamienia sekrety w wyznania.

Evie i Leo poznali się jako dzieci, w rodzinie zastępczej. Więź, która ich połączyła, pozwoliła im przetrwać najtrudniejsze chwile. Z czasem ich przyjaźń zmieniła się w miłość. Byli przekonani, że zawsze będą razem, jednak los miał wobec nich inne plany.

Gdy Leo otrzymał szansę na lepsze życie, przyrzekł, że nie zapomni o Evie, że wróci po nią. I zniknął, pozostawiając po sobie trwały ślad w jej sercu.

Osiem lat później wspomnienie utraconej miłości odżyło, gdy w życiu Evie pojawił się Jake, przyjaciel Leo. Przyniósł wiadomość, która wywróciła jej świat do góry nogami. Połączeni przez Leo Evie i Jake zaczęli zbliżać się do siebie, jednak dziewczyna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Jake nie mówi jej wszystkiego...

Jeśli przeszłość, która ich połączyła, ma zmienić się we wspólną przyszłość, Evie będzie potrzebowała wszystkich odpowiedzi.


Samantha Young - Żyj szybko, kochaj głęboko
Wydawnictwo: Burda Media Polska
Premiera: 14.09.2016


Czy można przyjaźnić się z kimś, kto był miłością twojego życia?

Ona była najfajniejszą dziewczyną w mieście, on właśnie się sprowadził z rodzicami i szybko zdążył złamać niejedno serce. Charley i Jake. Zakochali się w sobie niemal od pierwszego wejrzenia. Byli dla siebie stworzeni, snuli wielkie plany. Aż do tamtego feralnego dnia…

Na urodzinowym przyjęciu byłego chłopaka Charley dochodzi do tragedii. Niektórzy zrzucają winę na Jake’a. Po tym zdarzeniu chłopak zrywa związek i razem z rodziną wyjeżdża na zawsze z miasta.

Dała mu wszystko, każdą cząstkę siebie. A on od niej odszedł.

Przez kolejne cztery lata Charley stara się zapomnieć o Jake’u, ale los postanawia z niej zażartować. Dziewczyna wyjeżdża na studia do Szkocji, a tam na imprezie trafia na Jake’a i jego dziewczynę. Zranione serce daje znać o sobie z ogromną siłą. Mimo że Charley stara się unikać dawnego ukochanego jak ognia, on cały czas próbuje się do niej zbliżyć. Ale czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił?


Amy Harmon - Making Faces
Wydawnictwo: Editio.red
Premiera: 05.01.2017


W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young – błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym – to dla niego za mało.

Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.

Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?


J. Daniels - Moje Miejsce na Ziemi | recenzja
Wydawnictwo: Edipresse
Premiera: 31.01.2018


Gdy Mia Corelli wraca na lato do Alabamy, żeby spędzić je z Tessą, najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa, jedyną rzeczą, jakiej się obawia, jest spotkanie z bratem przyjaciółki, Benjaminem Kelly, największym dupkiem we wszechświecie. Mia nienawidzi go z całego serca i nie chce go już więcej oglądać. Przed wyjazdem postanawia oddać dziewictwo pierwszemu lepszemu mężczyźnie i przez przypadek, zupełnie nieświadomie, oddaje je właśnie Benjaminowi.

Ben nie może zapomnieć o dziewczynie, z którą spędził noc, i jest przekonany, że już nigdy jej nie spotka - aż do następnego popołudnia, gdy widzi ją na leżaku, opalającą się z jego siostrą.

Mia chce go nienawidzić, chociaż nie potrafi o nim zapomnieć. Ben chce udowodnić, że nie jest już tym samym okrutnym chłopakiem sprzed kilku lat.

Co się stanie, gdy osoba, o której istnieniu chce się zapomnieć, staje się osobą, bez której nie można żyć?


Tillie Cole - Raze
Wydawnictwo: Filia
Premiera: 12.10.2016


Aby odzyskać życie, Raze musi najpierw zmierzyć się ze śmiercią…

Raze szkolony, aby okaleczać i zabijać, więzień numer 818, którego losem rządzi okrucieństwo i śmierć. Po latach niewoli w piekle w głowie kołacze mu się tylko jedna myśl: zemsta. Krwawa, powolna, brutalna zemsta. Zemsta na człowieku, który skłamał. Na człowieku, który go skrzywdził. Który go skazał i zmienił w pałającą wściekłością maszynę do zabijania. Potwora odartego z człowieczeństwa.

Kisa jest jedyną córką Kirilla „Silencera” Volkova, przywódcy niesławnej Trójcy bossów rosyjskiej Braci w Nowym Jorku. Jest chroniona, choć tak naprawdę żyje w więzieniu bez krat. 

Dziewczyna marzy o wolności. Zna jedynie okrucieństwo i poczucie straty. Pracuje jako managerka imperium śmierci swojego papy, a jej codzienność wypełniają jedynie smutek i ból. Jej narzeczony, Alik, kontroluje każdy aspekt życia Kisy, panuje nad każdą jej decyzją i pilnuje, by pozostała uległa i martwa w środku.

Ale jeden wieczór wszystko to zmienia.

Kisa wpada na ulicy na wytatuowanego i pokrytego bliznami mężczyznę, który obudzi w niej głęboko skrywane uczucia. Pragnienia znajome, choć zakazane. Dziewczyna od razu wie, że wpadła w tarapaty. W jego oczach czai się śmierć. Kisa ma na jego punkcie obsesję. Pragnie go. Łaknie jego dotyku. Musi zdobyć tego pięknego i tajemniczego mężczyznę, którego zwą Raze.


Co sądzicie o tego typu zestawieniach? Niektóre z tych książek czytałam i polecam wam z całego serduszka, po inne sama chętnie bym sięgnęła, bo motyw drugiej szansy to jeden z moich ulubionych motywów w romansach. Mam nadzieję, że jeśli najdzie was ochota na książkę o drugich szansach, ta lista wam pomoże. A to tylko 16 książek! Mamy dla was aż 32, a drugą część listy znajdziecie jeszcze dzisiaj na blogu Zaczytanej Anielki, do której was teraz serdecznie zapraszam :)

Zestawienie książek z jakim motywem chcielibyście zobaczyć następnym razem?


Czytaj dalej »

środa, 23 stycznia 2019

Lex Martin - Dearest Dandelion


Gdy Jax Avery i Dani Hart poznają się na imprezie z okazji jego dwudziestych pierwszych urodzin, od razu ich do siebie intensywnie ciągnie. Na dodatek po raz pierwszy od bardzo dawna Jax czuje, że ona nie jest kolejną kobietą, z którą może się zabawić i porzucić, czuje, że pomiędzy nimi może być coś więcej. Jednak zanim sprawy mogą zajść dalej, coś im przerywa i Jax porzuca Dani w klubie. Następny raz, kiedy dziewczyna go widzi, ten zachowuje się, jakby jej nie pamiętał i zabawia się z inną. A na dodatek okazuje się, że jest bratem jej współlokatorki, która nienawidzi wszystkich kobiet, które się obok niego kręcą. Zraniona i zażenowana stara się o nim zapomnieć, jednak okazuje się, że wcale nie jest to takie łatwe, kiedy na każdym kroku na niego wpada. Jax to dobrze zapowiadający się piłkarz, jego kariera powinna być dla niego najważniejsza, zwłaszcza, gdy przez jeden wypadek staje ona na włosku. Ale jego myśli zaczyna zaprzątać dziewczyna, a on, chociaż nie rozumie dlaczego, pragnie ją bliżej poznać. Niestety zarówno Dani, jak i Jax, ukrywają tajemnice, które w końcu mogą doprowadzić ich do upadku. Czy po wszystkim uda im się odnaleźć drogę do siebie?

"Dearest Dandelion" to chyba jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier styczniowych. Kiedy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, od razu zapragnęłam ją przeczytać, z oczywistych powodów - zakochałam się w pierwszym tomie i już wtedy zaciekawiła mnie postać Jaxa, brata głównej bohaterki, Clementine. Kiedy tylko dostałam swój egzemplarz i znalazłam chwilę dla siebie, od razu wzięłam się za lekturę.

"- Co robisz, Jax?
Zadzieram głowę do góry.
- Sprawdzam, czy świnie latają, ponieważ wygląda na to, że wreszcie zacząłeś myśleć głową, a nie dupą."

Akcja "Dearest Dandelion" rozgrywa się mniej więcej w tym samym czasie, co akcja "Dearest Clementine" (powtórzyło się kilka sytuacji z pierwszego tomu, więc jeśli jeszcze go nie czytaliście, a nie chcecie mieć spoilerów, to nie polecam wam sięgać po Dandeliona najpierw). Nie wiem czy to tylko ja, ale zupełnie bym nie pomyślała, że Jax w tym samym czasie kręcił z Dani, współlokatorką Clem. Chyba, że coś na to wskazywało, a mi umknęło, albo po prostu o tym zapomniałam? Możliwe, że zwróciła jego uwagę, ale nawet ja nie wzięłam tego na poważnie. W każdym bądź razie nie darzyłam wtedy Jaxa większą sympatią, głównie ze względu na Clementine i kilka sytuacji z jej przeszłości - no i przez to, że przedstawiany był jako męska dziwka do kwadratu. Ale byłam też bardzo mocno ciekawa co autorka miała dla niego w zanadrzu i czy jakiejś dziewczynie uda się go usidlić. W życiu bym nie pomyślała, że będzie to Dani.

Jak już wspomniałam, Jax jest bratem Clementine i już w pierwszej części trochę go poznajemy. Autorka już wtedy zaciekawiła mnie jego kreacją na kobieciarza, który pieprzy wszystkie dziewczyny, jakie się na niego rzucają - a było ich bardzo dużo. Nie ukrywam, że jego postawa trochę mnie zniechęcała, ale z drugiej strony byłam też ciekawa co mógł w sobie skrywać. W tej książce wreszcie poznałam jego myśli i doświadczenia z przeszłości, które Clem i Jax przepracowali już wcześniej, ale dowiedziałam się też o innej ważnej rzeczy, dzięki której spojrzałam na jego osobę z innej perspektywy. Okazał się on być bardzo kochanym i troskliwym mężczyzną, który trochę pogubił się w życiu przez problemy rodzinne i osobiste. Kilkakrotnie zdążył mnie też czymś zirytować. Jax to jeden z tych bohaterów, nad którym mogę się zachwycać i którego z łatwością pokochałam, a jednocześnie miałam ochotę rzucić go kapciem w głowę za jego beznadziejne i idiotyczne zachowanie względem Dani, kiedy pojawiły się problemy. Mimo wszystko rozumiałam jego pobudki i zachowania, i koniec końców potrafiłam dostrzec czemu robił to, co robił. Udowodnił we wspaniały sposób, że zasługuje na Dani i jej miłość, a ja nie potrafiłam się już dłużej złościć.

"Każdego wieczoru kładziemy się obok siebie i rozmawiamy, aż zasypiamy ze zmęczenia. A każdego ranka patrzę mu w oczy i zastanawiam się, czy postrzega mnie inaczej, może tego żałuje lub jest niezdecydowany. Ale on budzi się z uśmiechem na twarzy i z moim imieniem na ustach, z dłońmi w moich włosach i oddechem na mojej skórze. Jakby nie miał dość. Jak gdyby tęsknił za mną, chociaż spaliśmy pod jedną kołdrą. Jakby mnie kochał."

Danielle jest współlokatorką Clementine i ją również znamy z pierwszej książki. Niewiele dowiedziałam się wtedy o niej, jako o postaci, ale tutaj wreszcie autorka daje nam na to szansę. Dani to bardzo sympatyczna dziewczyna, z ogromnym sercem i ciężarem świata na barkach. Jej samotna matka walczy z rakiem i przerażona dziewczyna żyje ze świadomością, że kiedyś może jej zabraknąć. Na dodatek wszystko idzie nie tak z Jaxem - chłopakiem, który wpadł jej w oko na imprezie i z którym przeżyła kilka namiętnych chwil, a który zdaje się jej w ogóle nie pamiętać. Musi patrzeć jak ten zabawia się z innymi, pięknymi kobietami i czuje się z tym beznadziejnie. Jestem pełna podziwu dla niej i jej cierpliwości, gdy Jax wyprawiał takie głupie rzeczy. Serce mi się dla niej łamało, gdy przez niego płakała. Jedyną bliską jej osobą jest jej przyjaciel, Travis, a w końcu także jej współlokatorki, Clem i Jenna. Travis popychał ją do wyjścia ze swojej bezpiecznej skorupy i podjęcia ryzyka. Bardzo podobało mi się to, że nie była wyidealizowana - kiedy sytuacja tego wymagała, potrafiła pokazać zęby i stanąć w swojej obronie. Była postacią bardzo realistyczną i podoba mi się zmiana, jaką przeszła w ciągu tej książki.

Relacja Jaxa i Dani jest pełna nieporozumień i niedopowiedzeń, które przez większą część książki mnie frustrowały. A mimo wszystko z łatwością można dostrzec intensywność ich przyciągania i rosnącego uczucia. Co prawda wszystko zaczęło się od kilku chwil seksu, ale tak naprawdę zupełnie nie o to chodziło w ich relacji. Podobało mi się to, że potrafili ze sobą porozmawiać na wszystkie tematy i że czuli się tak dobrze w swoim towarzystwie. To było takie świeże wśród tylu romansów, które obracają się wokół seksu. Wielka szkoda, że szybciej nie porozmawiali ze sobą o tych najistotniejszych sprawach, które w końcu doprowadziły ich do upadku i cierpienia. Gdyby tylko ludzie szczerzej ze sobą rozmawiali, moglibyśmy uniknąć wielu nieporozumień.

"Nie wiem, co zaszło między nami w tym tygodniu, ale wydaje mi się, że zaraziła mnie sobą i teraz płynie w moich żyłach."

Podoba mi się to, że w tych książkach tak dużą rolę odgrywają postacie drugoplanowe. Moją ulubioną nadal pozostaje Clementine, brakowało mi jej sarkastycznych uwag i bezpośredniości, zwłaszcza w jej stosunkach do Jaxa. Miło było też zobaczyć co u niej i Gavina. Polubiłam również Travisa, który był świetnym przyjacielem Dani i zawsze się o nią troszczył. Natomiast najciekawszą postacią jest Daren, o którym jest kolejny tom serii - jak na razie jestem do niego sceptycznie nastawiona z wiadomych powodów, ale z drugiej strony autorka starała się pokazać, że się zmienił, więc jestem ciekawa jego historii. Mam nadzieję, że Lex Martin uda się mnie do niego przekonać.

"Dearest Dandelion" to bardzo dobry romans, z realistycznymi postaciami, które popełniają błędy i się na nich uczą. W jednym momencie śmiałam się z żartów i powiedzeń bohaterów, w innym bolało mnie serce i miałam ochotę rzucić tą książką. Zdecydowanie przeżyłam rollercoaster emocji, ale pomimo momentów irytacji, bardzo dobrze się bawiłam. Zakochałam się w relacji Dani i Jaxa, w tym świecie, jaki stworzyła autorka i pomimo kilku wad, są to książki, do których z pewnością jeszcze kiedyś wrócę. To historia pełna śmiechu i łez, ze świetnymi bohaterami głównymi i pobocznymi, gdzie każdy z nich ma swoją własną historię. Już nie mogę się doczekać trzeciego tomu!


Tytuł: Dearest Dandelion (ang. Finding Dandelion)
Autor: Lex Martin
Seria: Dearest. Tom 2
Data premiery: 18 stycznia 2019
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu! 




Czytaj dalej »

niedziela, 20 stycznia 2019

Jennifer L. Armentrout - Lucyfer


Bracia de Vincent to arystokracja, jedna z najzamożniejszych i jednocześnie najbardziej skandalicznych rodzin w kraju. Mówi się, że zarówno oni, jak i ziemia na której żyją, są przeklęci. Każdą kobietę, która mieszkała w tym domu, albo przekroczyła jego progi, czekał tragiczny los. Kiedy ich zaginiona przed laty siostra powraca do domu, zatrudniają Julię jako opiekunkę. Julia Hughes zawsze postępowała w życiu ostrożnie, nigdy nie robiła niczego spontanicznie. Kiedy życie daje jej nauczkę, pragnie nowego początku. W tym celu przyjmuje pozycję jako pielęgniarka w całkiem innym stanie. Wprowadza się do domu de Vincentów, gdzie ma sprawować opiekę nad ich siostrą. Jednakże rezydencja jest pełna mrocznych tajemnic i niebezpieczeństw, a na dodatek jednym z jej szefów jest seksowny Lucian, najmłodszy z braci de Vincent, którego miała szansę już wcześniej poznać w dość interesującej sytuacji. W międzyczasie w posiadłości dochodzi do tajemniczej śmierci ojca braci.

"Ich przydomki były wynaturzone i dziwne, wskazujące na dzikie, niemal niewiarygodne zachowania ich właścicieli. [...]
Lucyfer.
Demon.
Diabeł."

Skoro już jestem na fali czytania książek Jennifer L. Armentrout, przyszła kolej na Lucyfera, na którego czaiłam się już odkąd pojawiła się jego zapowiedź w zeszłym roku. Ta książka przyciągnęła moją uwagę nie tylko ze względu na samą autorkę, ale też okładkę - swego czasu przewijała mi się ona wszędzie, czy to na blogach, czy bookstagramie. Oczy przystojnego pana wręcz prosiły mnie o przeczytanie, tak więc to zrobiłam. Nie żebym miała tego nie zrobić, bo nie potrafię odmówić książkom Armentrout...

Muszę zacząć od tego, że bardzo ciężko było mi się wkręcić w czytanie tej książki, a jest to spowodowane głównie tym, że napisana jest w narracji trzecioosobowej. Nie jestem w stu procentach pewna dlaczego. Może dlatego, że większość romansów napisana jest oczami głównych bohaterów i się do tego już przyzwyczaiłam? Chociaż ostatnio czytałam kilka książek napisanych oczami osoby trzeciej i nie miałam z tym większego problemu. A może dlatego, że Jennifer L. Armentrout zwykła pisać w pierwszej osobie i przeskakując nagle na trzecią cały czas miałam wrażenie, że czytam książkę zupełnie innego autora. Powodów może być wiele i niestety przez większość książki nie mogłam się odeprzeć wrażeniu, że ta historia byłaby o wiele lepsza, gdyby została napisana oczami Julii, czy Luciana (albo ich obojga). Dzięki temu bardziej wczułabym się w emocje i uczucia bohaterów, podczas gdy tak naprawdę cały czas odczuwałam tę barierę pomiędzy mną, jako czytelniczką, a postaciami i tym, co przeżywali. Ale to moja osobista preferencja, każdy przecież lubi co innego.

"Ludzie zazwyczaj mówią prawdę, gdy są nieuprzejmi. I przeważnie kłamią, gdy chcą być grzeczni."

Natomiast jeśli chodzi o samą fabułę, to autorka zdecydowanie poszła w stronę, której się nie spodziewałam. Historia rodziny de Vincentów i klątwy, jaka rzekomo nad nimi wisi, już od razu mnie zaciekawiła. Nadała historii mroku i tajemniczości, a ja przez chwilę myślałam nawet, że jest to powieść paranormalna, wyczekiwałam wątków rodem z horroru, momentami nawet czułam ciarki na ciele. Zaskoczona byłam kierunkiem, jaki autorka obrała, bo chociaż gdzieś tam w głowie miałam swoje domysły i nawet przewidziałam jedną sytuację, to jednak nie mogłam odłożyć książki, bo ciągle pojawiało się coraz więcej pytań i dziwnych, niezrozumiałych sytuacji. Nie od razu się w książkę wkręciłam, fabuła zdecydowanie rozwija się powoli, a autorka dyskretnie wrzuca między wiersze nowe tajemnice i sprawia, że zadajemy sobie kolejne pytania, na które odpowiedzi znajdujemy dopiero na koniec książki, albo i wcale.

Mam mieszane uczucia co do samego zakończenia. Bo tak naprawdę większość książki to było budowanie napięcia i skupienie na relacji między Julią, a Lucianem, a dopiero w ostatnich kilkudziesięciu stronach wszystko się skumulowało. Przez to zakończenie zdawało się zbyt pośpieszone i naciągnięte, chociaż samo to, co zostało wyjawione, było bardzo ciekawe. Co mi się podobało, to mimo, że książka się skończyła, to nadal jest tak wiele pytań, na które nie poznaliśmy odpowiedzi. Podejrzewam, że poznamy je w częściach o kolejnych braciach de Vincent.

"Lubię swoje popieprzone fragmenty. To one sprawiają, że jestem tym, kim jestem. Sprawiają, że jestem prawdziwy."

Jak narracja trzecioosobowa może i świetnie nadawała się do samego wątku kryminalnego, tak romans mi zepsuła. Jennifer L. Armentrout wykreowała jedne z moich absolutnie ukochanych par książkowych, jak chociażby Daemona i Kat (seria "Lux), czy Cama i Avery ("Zaczekaj na Mnie"), a jeśli chodzi o Luciana i Julię, było dość... słabo. Lucian zdecydowanie mnie intrygował, jak zresztą cała jego rodzina i wszystkie tajemnice, ale nie oszalałam dla niego. Pokazany jest jako kobieciarz, bogacz i arogancki, zadufany w sobie przystojniak, jego cechy sprawiły, że był nieidealny, ale i prawdziwy. Muszę przyznać, że bardzo mi go było szkoda, gdy na jaw wyszły niektóre sekrety jego rodziny, wtedy nawet wydał mi się jeszcze bardziej człowieczy. Natomiast Julia była w porządku, ale na początku miałam wrażenie, że jest trochę naiwna i zbyt niewinna. Na szczęście z czasem okazało się inaczej. Bohaterowie są wielowarstwowi i intrygujący, jednakże nie określiłabym ich moimi nowymi ulubieńcami. W dużej mierze ich romans opierał się na tańcu wokół siebie. Ich relacja opierała się głównie na pożądaniu, a dopiero pod koniec książki przekształciła się w coś więcej. Może i wyczuwałam chemię pomiędzy nimi, ale moje serce nie waliło w szaleńczym tempie, kiedy już doszło do jakiegoś zbliżenia.

"Lucyfer" bez dwóch zdań jest książką intrygującą i świeżą, a kiedy już zaczynało się coś dziać, nie dało się oderwać od lektury. Mamy wiele dziwnych zdarzeń, tajemniczą śmierć ojca braci de Vincent i pojawienie się zaginionej siostry, a do tego kwitnący romans między najmłodszym z braci i nową pielęgniarką. Zdecydowanie nie można się na tej książce nudzić, jednakże chociaż mi się podobała, to czegoś mi w niej jednak zabrakło. Z drugiej strony wiem, że wiele osób jest tą książką zachwyconych, więc to tylko moja opinia. Czy sięgnę po części o Gabrielu i Devlinie, starszych braciach Luciana? Pewnie tak, bo chcę poznać odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań, chociaż nie jestem przekonana do żadnego z braci. Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona książka Armentrout, ale nie żałuję, że ją przeczytałam. Jeśli chcecie czegoś z dreszczykiem i tajemnicami, to "Lucyfer" powinien wam się spodobać.

Tytuł: Lucyfer
Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł w oryginale: Moonlight Sins
Seria: De Vincent. Tom 1
Liczba stron: 460
Data premiery: 17 października 2018
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 6/10





Czytaj dalej »

czwartek, 17 stycznia 2019

Jennifer L. Armentrout - Obsesja


Hunter to bezlitosny zabójca, a Departament Obrony nim rządzi, zlecając mu zabójstwa na ich rozkaz. Zazwyczaj mu to nie przeszkadza, do czasu, aż zostaje mu zlecona opieka nad człowiekiem. Kobietą człowiekiem. A Hunter nie chroni. Hunter zabija i robi to z przyjemnością. Serena Cross zupełnie niespodziewanie staje się świadkiem morderstwa swojej najlepszej przyjaciółki, Mel, która wcześniej powierzyła jej w sekrecie, że facet, z którym się spotykała, nie jest człowiekiem. Jej śmierć sprawia, że teraz to Serena staje w niebezpieczeństwie, bo zarząd chce zataić informacje o tym, co zdradziła jej Mel. Czy jej się to podoba, czy nie, zostaje podopieczną Huntera i zostaje wciągnięta w nowy, nieznany jej świat. Hunter miał zamiar wywiązać się ze swojej roboty i wkrótce zapomnieć o kobiecie - ale czy kiedy Serena stanie w sytuacji zagrażającej jej życiu, będzie w stanie się odsunąć? Czy złamie wszystkie swoje zasady, by ją ochronić?

JA. PIERDYKAM. Zakochałam się. Wszyscy, którzy pokochali Daemona Blacka? Przygotujcie się na Huntera! Ja nie czytam fantasy. Wampiry, wilkołaki, wiedźmy, zombie i inne tego typu stworzonka? To nie moja bajka. No chyba, że w serialach, wtedy mi nie przeszkadzają, ale za książkami fantasy nigdy nie przepadałam i tak mi zostało do dziś. Ale jeśli jest jedna osoba, która potrafi mnie rozkochać w nieludzkim świecie, to jest nią właśnie Jennifer L. Armentrout. Ta autorka potrafi zaciekawić mnie czymkolwiek - nigdy nie sądziłam, że pokocham kosmitów, a tu proszę. Siedzę i piszę opinię, jednocześnie ubolewając, że nie mam więcej części, które mogłabym przeczytać. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak długo zwlekałam przeczytanie tej książki, skoro serię Lux przerobiłam już lata temu.

"- Postaw mnie - powiedziała. - Postaw albo skopię ci dupę!
Przytrzymałem ją jedną ręką w talii, a drugą klepnąłem lekko w tyłek.
- Naprawdę powinnaś pilnować języka. Damie to nie przystoi.
- Nie waż się klepać mnie po... -Ziewnęła, całkowicie rujnując tym groźbę. - Ty apodyktyczny, arogancki skurw...
Klap! Tym razem uderzyłem trochę mocniej.
- Język, Serena!"

Szczerze? To nawet nie będzie recenzja, tylko kilkaset słów zachwytu nad tą książką. Nawet gdybym bardzo chciała, pewnie nie potrafiłabym wskazać ani jednej negatywnej rzeczy w tej książce, bo ja po prostu kocham ten świat. Może być wam ciężko zrozumieć o czym mówię, jeśli nie jesteście zaznajomieni z serią Lux, ale w "Obsesji" autorka wreszcie skupia się na drugim gatunku kosmitów - Arumianach. W Lux właśnie oni byli przedstawiani jako ci źli, którzy zabijają z zimną krwią i grożą zagładą świata. Teraz role się odwracają i dostajemy historię oczami jednego z nich - Huntera. Po lekturze tej książki już sama nie wiem, kto jest tutaj zły - Luksjanie, Arumianie, czy może ludzie. Nie wiem komu ufać, komu nie, ale to sprawiło, że tylko bardziej pokochałam ten świat. Tak naprawdę każdy ma tu coś za uszami, a to tylko sprawia, że lektura tych książek jest jeszcze bardziej ekscytująca i pełna akcji.

"-Twoja arogancja pochodzi z głupoty.
- A twoje życie coraz bardziej zbliża się ku końcowi."

Arumianie są bezduszni, skupieni na swoich potrzebach i stworzeni by zabijać, i pożywiać się na innych. Hunter jest jednym z nich, potężny, bezwzględny zabójca. Jest chłopcem na posyłki Departamentu Obrony, ale nie przeszkadza mu to, bo zabijanie złych Luksjanów jest dla niego przyjemnością. Jest niezwykle arogancki, oziębły i nieprzyjemny. Zupełnie nie obchodzi go życie innych i tak naprawdę interesuje się tylko sobą. Swoim zachowaniem, arogancją i ciętym językiem od razu przypomniał mi Daemona, więc nie potrzeba mi było wiele, żeby go pokochać. Właściwie wiedziałam, ze zupełnie dla niego przepadnę jeszcze zanim zabrałam się za czytanie tej książki. I się nie pomyliłam - bo cholera jasna, jego zachowanie, które normalnie by mnie pewnie odepchnęło, było s e k s o w n e. Nie oceniajcie, jestem tylko kobietą. A Hunter to taki gorący samiec alfa, który pomimo całej powłoczki twardziela i zabójcy jest wspaniałym mężczyzną, który poruszyłby niebo i ziemię dla swojej ukochanej. Poza tym jest cholernie zabawny, a razem z Sereną doprowadzali mnie do łez.

"- Czy ty kiedykolwiek przestaniesz się tak rządzić? - zapytałam.
- Raczej nie.
- I czy nie widzisz, jakie to jest niegrzeczne i wkurzające?
Uśmiechnął się.
- Widzę. I zanim zapytasz, gówno mnie obchodzi, czy to niegrzeczne i wkurzające."

Serena staje się celownikiem Luksjan i zarządu, kiedy jej przyjaciółka zostaje zabita przez jednego z Luksjan na jej oczach. Wcześniej dowiaduje się poufnych informacji, które Mel podsłuchała u swojego chłopaka, a za które została zamordowana. Teraz to ona jest w niebezpieczeństwie i Departament Obrony wysyła do niej Huntera, który ma się nią zaopiekować. Niestety mężczyzna już od pierwszego momentu działa jej na nerwy - rządzi się, obraża ją, a do tego jest niewiarygodnie atrakcyjny, a ona nie potrafi ukryć tego, że ją do niego ciągnie. Niestety nie lubi, kiedy się nią rządzi, dlatego niejednokrotnie dochodzi między nimi do sprzeczki. Nie podoba jej się to, że nagle stała się zależna od nieznajomego faceta - kosmity, który na dodatek ciągle ją denerwuje. Serena jest pyskata i zadziorna, a już na pewno nie daje sobie w kaszę napluć i za to ją bardzo polubiłam. Razem z Hunterem tworzyli mieszankę wybuchową, a jednocześnie seksualne napięcie między nimi można było wręcz ciąć nożem.

"- Co ty mi zrobiłeś?
- Kiedy?
Zacisnęłam pięści.
- Kiedy mnie... pocałowałeś?
- Nie pocałowałem się - oburzył się.
Z jakiegoś powodu pomyślałam, że powinnam się obrazić za ton, którym to powiedział.
- Dobra, kiedy twoje usta znalazły się na moich? Czy teraz to dla ciebie wystarczająco jasne?
Hunter uśmiechnął się szerzej.
- Pyskata jesteś, co?
- Pyskata czy nie, zaraz cię kopnę w dupę - warknęłam."

Autorka nie bez powodu na początku książki napisała, że to świat w wersji dla dorosłych - mamy tu bardzo dużo napięcia seksualnego między głównymi bohaterami, no i równie liczną ilość scen łóżkowych. Niestety nic dla Huntera i Sereny nie jest proste, bo każde najmniejsze zbliżenie jest dla nich - a właściwie dla Sereny - niebezpieczne. Hunter w każdej chwili z człowieka może przemienić się w swoją prawdziwą postać, a kiedy straci nad sobą panowanie, może skrzywdzić Serenę. Ale nie poddaje się i całym sobą stara się przy niej kontrolować - bo z czasem z irytującej kobiety, którą zmuszony był się zaopiekować, Serena staje się dla niego kimś więcej. Uwielbiam wątki romantyczne w książkach Armentrout, bo zawsze są tak cholernie dobre. Hunter i Serena może i nie zaczynają najlepiej, ale przyciąganie jest między nimi od pierwszego spotkania. Jednak ich wzajemne oddanie, zaufanie i troska są tam ewidentnie cały czas, nawet jeśli nie chcą się do tego przyznać. I dzięki temu po prostu nie da się im nie kibicować.

"Nie chodziło o starą jak świat walkę między Luksjanami i Arumianami. Nie walczyłem, by zdobyć energię lub się wyżyć. Nie walczyłem, bo mi tak kazano.
Walczyłem o Serenę.
Ona była dla mnie wszystkim."

Świat przedstawiony w tych książkach jest dla mnie fascynujący - lubię wyobrażać sobie, jak tak naprawdę mogliby wyglądać Luksjanie i Arumianie, zastanawiać się do czego są zdolni i jak tego dokonują. Jennifer L. Armentrout pisze takim językiem, że niemożliwe jest odejście od tego świata, dopóki nie przeczytamy ostatniej strony. A nawet potem wydarzenia cały czas grają w naszej głowie i nie dają o sobie zapomnieć. Cały czas trzyma nas w napięciu. Nawet jeśli w tej jednej książce nie było nawet jednej trzeciej emocji, jakie przeżyłam czytając Lux, to i tak ta książka była rewelacyjna i z ogromną przyjemnością powróciłam do tego szalonego świata. Jedyna rzecz, jakiej żałuję, to to, że nie ma więcej części o Hunterze i Serenie, bo dla tego faceta rzeczywiście można umrzeć. Ja bym umarła.

"Przynajmniej miałam teraz pewność, że faceci to dupki, nieważne, z jakiej planety pochodzą."

Co prawda Lux i Obsesja to zupełnie inne historie, jedynie obsadzone w tym samym świecie, ale ja poradziłabym wam przeczytać najpierw całą serię Lux, dopiero później Obsesję. Jednym z powodów jest to, że te książki są rewelacyjne i nie da się ich nie pokochać. Pełne arogancji, sarkastycznych komentarzy, przystojnych i zadziornych kosmitów, ale też oddania, bezgranicznej miłości, wojny. Z pewnością nie będziecie się na nich nudzić. Po drugie, przeczytanie Obsesji najpierw byłoby ogromnym spoilerem, jeśli chcielibyście jednak sięgnąć po te książki. Przez moment pojawia się nawet Daemon, chociaż nie jest to wprost powiedziane, a ja zdałam sobie z tego sprawę dopiero po skończeniu lektury. I wtedy na swoje miejsce wskoczyło obsadzenie czasu całej akcji i wszystko nabrało sensu. No i ta krótka chwila wystarczyła, żebym zaczęła się cieszyć jak dziecko na wspomnienie mojego ukochanego dupka.

Myślę, że nie ma wątpliwości, że ja wam te książki polecam. Hunter to największy drań i samiec alfa, z jakim miałam do czynienia, nawet większy niż sam Daemon, i przez to nie da się go nie pokochać. Każda scena z nim w roli głównej była dla mnie rozrywką, a jedna z ostatnich scen książki na długo pozostanie mi w pamięci. Musiałam się normalnie wachlować zeszytem, a jednocześnie zazdrościłam Serenie. Poważnie, gdzie ja znajdę takiego kosmitę? Jeśli nie znacie jeszcze tego świata, to nie wiem co robicie. A mówi to osoba, która nawet nie lubi fantasy. Chcę więcej Daemona, chcę więcej Huntera, więcej, więcej, więcej. Czekam już tylko na "The Darkest Star" u nas w Polsce i będę spełniona.

Tytuł: Obsesja
Autor: Jennifer L. Armentrout (J. Lynn)
Tytuł oryginału: Obsession
Seria: Arum (Spin-off serii Lux)
Data premiery: 17 luty 2016
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Ocena: 10/10



Czytaj dalej »

niedziela, 13 stycznia 2019

Emma Chase - Sposób na Księcia


Gdy starszy z braci, Nicholas, zrzeka się tronu, Henry Pembrook zostaje postawiony w sytuacji bez wyjścia - wkrótce to on zostanie królem Wessco. Jednak książę ma w głowie wszystko, poza sprawami kraju. Jest nieodpowiedzialny, lubi zabawę i kobiety, które wręcz pchają mu się do łóżka. Wierzy, że zupełnie nie nadaje się na króla. Królowa Lenora, jego babcia, postanawia dać mu trochę czasu na ochłonięcie i przemyślenie spraw, więc wysyła go do zamku. Henry'emu jednak nie w głowie powaga i obowiązki - potrzebuje zabawy i w tym celu decyduje się na królewską wersję randkowego reality show. Do zamku sprowadzone zostaje dwadzieścia najpiękniejszych arystokratek, które walczyć będą o serce przyszłego króla, a na końcu zdobędą koronę i pozycję u boku przystojnego księcia. Henry jego gotowy na dobrą zabawę - nie spodziewa się jednak, że jego serce zabije mocniej dla najbardziej niepozornej z kobiet, siostry jednej z kandydatek. Sarah Titebottum jest cicha, kocha czytać książki i nie lubi wyróżniać się w tłumie. Matka wysyła ją do zamku razem z młodszą siostrą, aby mogła się nią zaopiekować na czas programu. To właśnie jej nieśmiałość, dobroć i piękno przykuwają uwagę Henry'ego. Być może niespodziewanie to właśnie ona nauczy tego nieokrzesanego, nieodpowiedzialnego księcia odpowiedzialności?

Henry'ego i Sarah poznajemy już w pierwszym tomie tej królewskiej serii. Henry to młodszy brat Nicholasa i już w pierwszej książce widzieliśmy, że jego życie to jeden wielki bałagan - alkohol, panienki, imprezy. Bez dwóch zdań męczyły go jakieś demony i przez to byłam bardzo ciekawa jego postaci. Pod koniec książki spada na niego wiadomość, że teraz to on jest w kolejce do zostania królem. Druga książka ukazuje nam zupełnie inną stronę Henry'ego. Dowiadujemy się, że za jego karygodnym zachowaniem stoi wielki stres, poczucie przytłoczenia wszystkim, co na niego spadło, a za fasadą beztroskiego bawidamka skrywa się naprawdę troskliwy i dobry mężczyzna, który trochę się pogubił. Na początku byłam do niego nastawiona sceptycznie, bo w jego głowie były tylko seks, zabawa i seks. Udział w programie miał mu przynieść nowe przygody i kobiety padające mu u stóp, jednakże szybko przestało go to interesować - jego myśli zaczęły kierować się w stronę Sarah. Emma Chase ukazała jego ogromną zmianę, a pod koniec książki byłam z niego już tylko dumna.

"Chyba właśnie tak jest, gdy się zakochasz. Nic nie wydaję się zbyt znaczące czy przerażające, ponieważ wiesz, że kiedykolwiek coś takiego się stanie, nie będziesz sama."

Sarah również pojawiła się przez chwilę w pierwszej książce i już wtedy autorka rzuciła wskazówkę, że coś może się wydarzyć pomiędzy nią, a Henrym. Sarah przyciągnęła jego uwagę, aczkolwiek dopiero kiedy zamieszkała w jego zamku, zaczęli poznawać się bliżej. Dziewczyna wcale nie miała ochoty na udział w programie i od razu odmówiła, gdy jej go zaproponowano. Jednak pod wpływem błagań siostry Penny zgadza się, aby towarzyszyć jej jako opiekunka i razem na miesiąc wprowadzają się do królewskiego zamku. Emma Chase stworzyła kolejną silną, twardo stąpającą po ziemi, łatwą do polubienia bohaterkę. Co lubię jeszcze bardziej, to fakt, że Sarah jest tak bardzo podobna do mnie. Jest cicha, stanowcza, nie lubi publicznych wystąpień i wyróżniania się wśród innych, a najlepiej czuje się w cichym zakątku z książką w dłoni. A do tego jest inteligentna, zabawna i ani trochę się nie dziwię, że Henry zwrócił na nią uwagę.

Kiedy program, kamery i ciągły bałagan w głowie zaczyna przytłaczać Henry'ego, książę znajduje chwilę wytchnienia w towarzystwie Sarah. Ta dziewczyna, tak różna od niego na wiele sposób, nie może wyjść z jego głowy. Pisałam o tym, że zarówno Henry, jak i Sarah przechodzą zmianę, a wszystko to dzięki rosnącemu między nimi uczuciu. Na początku zaczyna się od zwykłej przyjaźni - prawdziwych, późnonocnych rozmów, wspólnego zrozumienia. Ale nie trwa to długo i wkrótce ich serca pragną czegoś więcej. Bardzo pokochałam ich relację, bo była prawdziwa, silna, a co najważniejsze, zmieniła ich w lepszych ludzi, odważniejszych, gotowych sięgnąć po to, czego pragną. Pomimo tego, że nie zabrakło tu licznych scen łóżkowych, to nawet w nich można było wyczuć, że jest to coś o wiele więcej, niż zwykły akt seksu. To było uwielbienie, oddanie drugiej osobie i bezgraniczne zaufanie. Bardzo często brakuje tego w erotykach, a Emma Chase opisała to wspaniale.

"Zupełnie inaczej boli, gdy cios zadaje ktoś, na kim nam zależy. Pali głębiej i dłużej - zaczyna się od kłucia, ale uczucie pęcznieje i rozprzestrzenia się, aż trawi delikatne trzewia.
Pozostawiając po sobie wypaloną dziurę."

Zazwyczaj trudno pobić pierwszą książkę z serii, jednakże "Sposób na Księcia" bije tutaj "Księcia w Wielkim Mieście" i to bez dwóch zdań. Ta seria jest bardzo dobra, bo łączy w sobie świetny humor i poważniejsze, głębsze tematy. Bohaterowie rozwalali mnie swoimi żartami i droczeniem się, a jednocześnie było w nich coś o wiele, wiele więcej. Tę książkę pochłonęłam w ciągu kilku godzin, bo inaczej się po prostu nie da. Ma w sobie to coś, bo nie daje od niej odejść i chcemy tylko więcej. Ta książka cudownie ukazuje, że miłość daje nam skrzydła, by latać, by być najlepszą wersją siebie. To historia o księciu, który uważa się niewartym korony i dziewczynie, która pokazuje mu, że jest on w stanie zrobić wszystko. To historia o dziewczynie, która boi się upadku i księciu, który daje jej skrzydła, które nigdy nie pozwolą jej upaść.

Ja mogę powiedzieć tylko tyle - "Sposób na Księcia" polecam wam z ręką na sercu. Pewnie, każdy tę książkę może odebrać inaczej, ja jednak uważam, że warto zwrócić na nią uwagę. Wielowarstwowi, genialni bohaterowie, niepowtarzalny humor, chemia, którą można ciąć nożem, słodkie i wzruszające momenty... to wszystko to właśnie "Sposób na Księcia". Nie mogę się już doczekać kolejnych historii z tej serii.


Tytuł: Sposób na Księcia
Autor: Emma Chase
Tytuł oryginału: Royally Matched
Seria: Royally. Tom 2
Data premiery: 29 sierpnia 2018
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 350
Ocena: 9/10


Czytaj dalej »

środa, 9 stycznia 2019

Ashley Poston - Geekerella


Danielle Wittimer to zażarta fanka klasycznego serialu science fiction Starfield. Miłość do niego odziedziczyła po jej zmarłych rodzicach. Właśnie ogłoszono, że ma powstać reboot serialu z nastoletnim aktorem, Darienem Freemanem, w roli głównej. Elle nie jest z tego powodu ani trochę zadowolona. W międzyczasie dostaje wiadomość od nieznajomego numeru, który okazuje się być równie wielkim fanem serialu. Kiedy Elle dowiaduje się o konkursie na cosplay, postanawia wziąć w nim udział - przebiera się w stary kostium swojego ojca i wyrusza w podróż foodtruckiem Magiczna Dynia, pragnąc wygrać i dzięki wygranej uciec od macochy i przyrodnich sióstr. I być może spotkać tajemniczego kolegę, którego zna tylko z wiadomości i w którym powoli się zakochuje.

Ilu z was wychowało się w świecie fandomów, zawziętego oglądania seriali, śledzenia muzyków, aktorów, shippowania, pisania fanfiction? Ja na pewno, kiedyś było to dla mnie ogromną częścią życia. Nadal przyłapuję się na tym, że śledzę moich ulubionych aktorów/muzyków, z szaleńczym biciem serca oglądam seriale, czy filmy, nawet jeśli nie w tak ogromnym stopniu, jak w wieku jedenastu, czy dwunastu lat. To dzięki byciu w fandomie zakochałam się w pisaniu, w czytaniu, w muzyce, poznałam swoje najlepsze przyjaciółki. Ashley Poston napisała tę książkę właśnie z myślą o takich ludziach jak ja, ona i wy. W swojej końcowej notce napisała: "Ta książka nigdy by nie powstała, gdyby nie fandom. A ja w życiu nie napisałabym słowa, gdyby nie fanfiki. To w tej społeczności dorastałam - pośród gorących recenzji, wojen w shippingu, pośród OTP-ów i AU!ficków, headcanonów i songfików, marnych hołdów i My Immortal. W szkole średniej, kiedy było mi smutno albo czułam się bezradna, komentarze, opinie i przyjaciele z fandomu pomogli mi zrozumieć, że nigdy nie byłam taka samotna, jak mi się wydawało." Ta książka jest dla nas wszystkich, dla fanów i geeków, dla tych, którzy podążają za marzeniami i nie boją się po nie sięgać.

"Tata powtarzał mi, że niemożliwe jest niemożliwe tylko wtedy, gdy się nie próbuje."

Geekerella to jedna z najmocniej nagłośnionych powieści młodzieżowych, najpierw za granicą, a potem również u nas w Polsce. Nie ukrywam, że i ja również bardzo długo jej wyczekiwałam, zwłaszcza, że cieszy się tak dobrą opinią. Dodając do tego fakt, że jest to retelling Kopciuszka, a ja jestem takim dużym dzieckiem Disneya, który nadal ogląda bajki i je kocha, wiedziałam, że ta powieść po prostu musi mi się spodobać. Byłam jednak ciekawa, czy warta jest aż takiego rozgłosu, jaki zyskała. Więc jakie jest moje zdanie?

Zaczynając czytać tę książkę dopadło mnie poczucie deja vu i natychmiast moje myśli pobiegły w stronę innej powieści - "Cindera i Elli" Kelly Oram. Żeby nie było, nie chodzi mi o oczywiste prawdopodobieństwa wynikające z tego, że jest to retelling Kopciuszka, a chyba każdy wie o czym jest ta historia. To inne wątki były rażąco podobne i zaczęłam się bać, że w końcu każdą sytuację zacznę porównywać - główni bohaterowie wymieniający się anonimowymi wiadomościami, nasz "książę" będący gwiazdą filmową, nasz "Kopciuszek" jako blogerka i fanatyczka serialu. Może i na początku trochę mi to doskwierało, ale potem na szczęście jakoś przestałam na to zwracać uwagę i cieszyłam się po prostu historią.

"Może i niewiele o sobie wiemy, może nie jestem tam, a Ty nie jesteś tutaj, ale cieszę się, że dzielimy ze sobą to niebo. Może powinniśmy zacząć patrzeć w górę razem, ah'blena."

Kocham Elle i Dariena! Darien to taki słodziutki i kochany chłopak, że po prostu nie da się go nie pokochać. Jako gwiazda filmowa, która dostaje rolę księcia Carmidora, głównego bohatera serialu, musi przyjąć na siebie wiele niemiłych komentarzy od zażartych fanów oryginalnego serialu, którzy uważają, że przyjął ją tylko ze względu na pieniądze. Chociaż tak naprawdę Darien sam jest ogromnym fanem serialu. Ciężko pracuje by sprostać wymaganiom fanów, aczkolwiek ciężko mi było obserwować go takiego smutnego i przytłoczonego. W głowie aż sobie krzyczałam "Na Boga, niech ktoś da temu chłopakowi Orange Crush, zasłużył na to!" (wszyscy, którzy czytali, powinni wiedzieć, o co chodzi :P).

Ojciec Elle to założyciel konwentu dla ludzi w fandomach. Elle po śmierci ojca została z macochą i dwiema przyrodnimi siostrami. W domu czuje się niechciana i poniewierana, a jedyne miejsce, w którym czuje się dobrze, to fikcyjny świat. Kiedy czytałam niektóre fragmenty z Danielle i jej macochą, czy siostrami, przyłapałam się na tym, że stoją mi łzy w oczach. Serce mi się dla niej krajało i miałam ochotę rzucić czymś w te wredne baby.

"Patrzy na mnie, jakbym była ostatnią gwiazdą na nocnym niebie i pierwszą o zmierzchu."

Uwielbiam przyjaźń, jaka rozwinęła się między Elle, a Darienem. Ich rozmowy były ich sposobem na ucieczkę od rzeczywistości. I bardzo podoba mi się to, jak autorka rozwinęła wszystko w drugiej połowie książki, aczkolwiek mam wrażenie, że dość szybko przeszli od przyjaźni do związku - z drugiej strony, w końcu jest to retelling baśni, więc tego się można było spodziewać. Ich historia była przesłodka, ociepliła moje serducho i przywołała uśmiech na twarz. Trochę bajkowa i nierealistyczna, ale nie ma w tym nic złego.

W Geekerelli Ashley Poston subtelnie przekazuje nam wiadomość, żeby nie oceniać ludzi zbyt pochopnie - tak naprawdę nigdy nie wiemy co druga osoba ukrywa i co przeżywa. A co najważniejsze - podkreśla, że nie ma nic złego w kochaniu fikcyjnych rzeczy, bo miłość nigdy nie jest zła, nigdy nie jest stratą czasu. Dla każdej osoby, która jest zaznajomiona ze światem fandomów, ta powieść będzie idealna. Ja z ogromną przyjemnością powróciłam do czasów dzieciństwa i przypomniałam sobie o tych wszystkich sytuacjach, dzięki którym dzisiaj mam odwagę walczyć o spełnienie swoich marzeń. Książka może i nie jest najwspanialszą książką na świecie, ale wielu młodych ludzi na pewno się z nią utożsami. Starszych zresztą też - ja na pewno poczułam się, jakbym przez chwilę znalazła się w świecie Elle. "Geekerella" to bardzo przyjemna powieść, którą z ręką na sercu wam polecam. Co prawda nie pobiła "Cindera i Elli", bo tamta powieść ma ważne miejsce w moim serduchu, ale mi się bardzo podobała. Na pewno sprawi, że się uśmiechniecie!

"Spójrz w gwiazdy. Obierz kurs. Leć."

Tytuł: Geekerella
Autor: Ashley Poston
Seria: Once Upon a Con. Tom 1
Data premiery: 31 października 2018
Wydawnictwo: We Need YA
Liczba stron: 408
Ocena: 8/10
Czytaj dalej »

niedziela, 6 stycznia 2019

Jenn McKinlay - Zakochani Po Uszy


Mac Harris siedem lat temu została zostawiona przed ołtarzem przez swojego niedoszłego męża. Po tym bolesnym wydarzeniu znalazła pocieszenie w ramionach Gavina Tollivera, młodszego brata swojej najlepszej przyjaciółki, a potem na dobre zniknęła ze swojego rodzinnego miasta. Teraz musi powrócić do Bluff Point na ślub przyjaciółki, gdzie pełni rolę głównej druhny. Niestety jej partnerem zostaje nie kto inny, jak Gavin. Mac nie chce związku z Gavinem z wielu powodów, nieważne jak bardzo ją ciągnie do mężczyzny, jakim stał się przez te lata. A on nie potrafi o niej zapomnieć i postanawia o nią zawalczyć. Gdy Mac znajduje porzuconego szczeniaka, to Gav, który jest weterynarzem, pomaga jej się nim zaopiekować. To może być jego szansa, aby przekonać ją do czegoś więcej.

Do tej pory nie słyszałam ani o Jenn McKinlay, ani o serii "Bluff Point". Nie mówiło się o niej za wiele na blogach i instagramach, więc w natłoku innych powieści, ta zupełnie mi umknęła. Zdecydowałam się po nią sięgnąć, bo chciałam czegoś takiego lekkiego, co zrelaksuje mnie po ciężkim dniu, bez większych wymagań, a ta powieść wydawała mi się do tego idealna. I rzeczywiście, w dużej mierze książka była miła w odbiorze, lekka, ciepła i zabawna, chociaż spodziewałam się, że będzie troszkę lepiej. Nie było źle, a po prostu dobrze, bez większego szału.

Książka przekonała mnie do siebie tym małomiasteczkowym klimatem. Zawsze lubiłam powieści, które dzieją się w małych, amerykańskich miasteczkach, bo one mają w sobie ten niepowtarzalny klimat i bardzo do mnie przemawiają. Bluff Point właśnie takie było. Bardzo polubiłam też całą ekipę przyjaciół, jaką przedstawiła nam autorka. Każdy z nich wnosił do powieści trochę humoru, a najbardziej chyba polubiłam Zacha oraz Carly, które swoimi przekomarzaniami i żartami doprowadzali mnie do łez.

Trochę gorzej było z głównymi bohaterami, a dokładniej z Mac. Wkurzała mnie swoim zachowaniem przez większość książki i brawa należą się Gavinowi, który znosił ją z cierpliwością. Ja rozumiem jej problemy z zaufaniem, po tym jak zostawiono ją pod ołtarzem, ale bez przesady. Myślę, że więcej problemów wytwarzała sobie w głowie, niż było ich w rzeczywistości. Sama siebie nakręcała większość czasu i widziała problemy tam, gdzie ich nie było. Już nie wspominając o jej pożal się Boże "związku" z chłopakiem z Chicago. Do tej pory nie rozumiem dlaczego tak mocno się go trzymała, chociaż sam zarządził przerwę między nimi, a wszystkie jej najbliższe przyjaciółki go szczerze nienawidziły. Jej ciągłe odrzucanie Gavina było frustrujące.

Całe szczęście, że wszystko wynagrodził Gavin, którego od razu pokochałam. Chociaż młodszy od Mac o pięć lat, wykazywał się większą mądrością życiową niż ona sama, trzydziestodwuletnia kobieta. Dzięki niemu nawet postać Mac stawała się znośniejsza. Był rozsądny, troskliwy, miał złote serce i sprawił, że czytanie tej książki było przyjemnością nawet pomimo kilku ułomności Mac. Natomiast nie mogę zaprzeczyć, że pomiędzy Mac, a Gavinem była duża chemia. Kiedy wreszcie Mac poszła po rozum do głowy, chyba odetchnęłam razem z Gavinem.

Ogólnie jest to bardzo przyjemny początek serii o przyjaciołach z tego małego miasteczka. Pomimo frustrujących zachowań Mac, tak naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Może nie ma większego szału i raczej nie jest to książka, o której długo się pamięta, ale na ten moment mi się podobała. Była dobra, a jej najlepszym akcentem było pojawienie się suczki Azalii, którą z pewnością pokocha każdy miłośnik zwierząt - tak jak zrobiłam to ja. Nie ma tu większych dramatów, w dużej mierze mamy to po prostu grupę przyjaciół czerpiących przyjemność z nadchodzącego wesela bliskich osób, z miłym romansem i merdającym ogonkiem w tle. Książkę czytało mi się z lekkością i łatwością, na pewno sięgnę po kolejne części serii.

- Nie zapomnij włożyć sukienki i butów weselnych - Spojrzała na brata. - Ciebie też to dotyczy.- Sukienki? - zapytał. - Chyba nie mam wystarczająco ładnych nóg. Kościste kolana, no wiesz.

Tytuł: Zakochani Po Uszy
Autor: Jenn McKinlay
Seria: Bluff Point. Tom 1
Tytuł w oryginale: About a Dog
Data premiery: 19 lipca 2018
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 370
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu! :)

Czytaj dalej »

piątek, 4 stycznia 2019

Podsumowanie grudnia


Jednym z moich postanowień noworocznych jest wprowadzenie z powrotem na bloga wpisów podsumowujących dane miesiące. Pisałam je w zeszłym roku, jednakże z jakiegoś powodu przestałam jakoś na wiosnę - postanowiłam, że czas do nich powrócić! Nie mam pojęcia jak się przyjmą, ale żeby was nie zanudzić artykułem na temat każdej pojedynczej książki, jaką przeczytałam, a przecież recenzje każdej z nich możecie znaleźć tutaj, będę wybierała po prostu najlepszą i najgorszą książkę miesiąca.

W grudniu udało mi się przeczytać siedem książek, plus jedną przeczytałam w połowie, jednak nie udało mi się jej skończyć. Nie jest to może najlepszy wynik, ale grudzień był pracowity, no i dużo czasu zajęły przygotowania świąteczne i same święta, które spędziłam raczej z rodziną, niż na czytaniu. Czytałam głównie powieści świąteczne, bo takie było moje postanowienie na grudzień - spróbować romansów świątecznych, od których trzymałam się raczej z daleka aż do zeszłego roku.

Tak prezentuje się moja lista:

Mikołaj na zamówienie, Jenika Snow & Jordan Marie - 4/10
Wszystko przez Ten Nowy Jork, Cassandra Rocca - 7/10
Zawsze Przy Tobie, K.A. Linde - 9/10
Księga Wyzwań Dasha i Lily, David Levithan i Rachel Cohn - 7/10
Tajemnica pod Jemiołą, Richard Paul Evans - 7/10
Miłość Zimową Porą, Carrie Elks - 10/10
Świąteczny List, Elyse Douglas - 7/10

Zaczęłam również "Gdybym Wiedziała" Rebecci Donovan, ale skończyłam ją już pierwszego stycznia, więc jej nie liczę.

NAJLEPSZA KSIĄŻKA GRUDNIA

Zdjęcie: instagram @swiatromansow
Na tytuł najlepszej książki grudnia zdecydowanie zasługuje "Miłość Zimową Porą" Carrie Elks (recenzja tutaj). Jest to właściwie jeden z czterech tomów serii o siostrach Shakespeare, skupiający się na najmłodszej, Kitty. Wiem, że wydawnictwo ma w planach wydanie kolejnych tomów, z czego się niezmiernie cieszę, bo bardzo spodobał mi się sposób pisania Carrie Elks i jestem ciekawa, co wymyśliła dla trzech kolejnych sióstr. "Miłość zimową porą" to naprawdę świetna opowieść, pełna miłości, namiętności i cierpienia. Bardzo dobrze przemyślana fabuła, bohaterowie z którymi z łatwością idzie się utożsamić, a do tego malownicze, górskie miasteczko. Carrie Elks udało się mnie nie raz rozbawić, wzruszyć i absolutnie rozkochać w świecie, jaki stworzyła.


NAJGORSZA KSIĄŻKA GRUDNIA
Zdjęcie: instagram @swiatromansow

Tutaj bez dwóch zdań pulsuje się "Mikołaj na Zamówienie" Jeniki Snow i Jordan Marie (recenzja tutaj). Zazwyczaj nie mam problemu z krótkimi historiami, właściwie to bardzo je lubię, ale odkryłam, że krótkie historie i erotyki w jednym to raczej nie moja bajka. Brak jakiegokolwiek rozwoju bohaterów, w ciągu całego opowiadania nie dowiedziałam się o nich tak naprawdę nic. Książka nim się zaczęła, to już się skończyła, a przeważały w niej nudne sceny erotyczne. Historia ani nie bawi, ani nie wzrusza, ale jest przynajmniej szczęśliwie zakończenie.




A jak prezentują się wasze statystyki na grudzień? Ile książek przeczytaliście? I jaka była wasza najlepsza/najgorsza pozycja?
Czytaj dalej »

środa, 2 stycznia 2019

Rebecca Donovan - Gdybym Wiedziała


W rodzinie Lany każdy ma tą jedną cechę, która wydawałaby się być pozytywna, a tak naprawdę jest przekleństwem. Wiara, Zaufanie, Pewność Siebie, Życzliwość, Odwaga niszczą życie, chociaż tak naprawdę powinny je budować. Przekleństwem Lany jest Szczerość - dziewczyna zawsze mówi prawdę, nieważne jak bolesna jest, a jeśli nie chce kłamać, milczy. Kiedy pewnego dnia zostaje świadkiem dramatycznych wydarzeń, a oskarżenia padają na nią, tylko prawda mogłaby jej pomóc. Lana jednak nie jest w stanie pogrążyć swoich bliskich razem ze sobą, więc milczy i ukrywa szczegóły zdarzenia, które powoli ją wyniszczają. Z jej życia robi się jeden wielki bałagan, pojawiają się coraz to nowsze sekrety, które zdają się nie mieć końca.

Wszyscy jesteśmy przeklęci - absolutnie każdy z nas.
Naszą zgubą nie okażą się wcale nieodparte chęci czy uzależnienia. To nie przez chciwość ani pragnienie wylądujemy na kolanach. Nasze przekleństwa wpaja się nam jako zalety; ideały, do których powinniśmy dążyć. Tyle że to są właśnie cechy uznawane za najbardziej zaszczytne, powodujące największe zniszczenie.

Po tak genialnej trylogii, jaką były "Oddechy", bardzo chciałam sięgnąć po nową serię Rebecci Donovan, zwłaszcza, że było o niej swego czasu bardzo głośno. Chociaż minęło kilka lat odkąd czytałam coś spod jej pióra, pamiętam, że jej powieści były mroczne, klimatyczne i bardzo dobrze napisane. Seria "Oddechy" może i nie była idealna, ale bez dwóch zdań autorce udało się mnie nie raz zaszokować i uzależnić od świata, jaki przedstawiła. Teraz próbuję napisać recenzję jej najnowszej serii, a jedyne co mi chodzi po głowie to pytanie "Czy to naprawdę napisała ta sama autorka?".

Gdybym miała tę książkę ocenić jednoznacznie, nie potrafiłabym. Bo nie mogę powiedzieć, że mi się podobała, ale stwierdzenie, że była zła, też byłoby niewłaściwe. Skłaniałabym się bardziej na nie, ale to nie tak, że wszystko mi się w niej nie podobało i skreślam ją na straty. Kiedy wyjdzie kontynuacja, pewnie będę chciała po nią sięgnąć z czystej ciekawości, jak wszystko się rozwinie (i może dla Granta...). Ale to zdecydowanie nie jest to, czego się spodziewałam po autorce, a spodziewałam się wiele. I w dużej mierze jestem po prostu rozczarowana.

Kiedy czytałam inne opinie, spodziewałam się po nich dreszczu emocji, tajemnic, intryg i niebezpieczeństw. Z nadzieją na właśnie taką historię, wzięłam się za lekturę. I tak czytałam, czytałam i czytałam, aż zostało mi jakieś 150 stron do końca i wreszcie zaczęło dziać się coś, co przykuło moją uwagę. Robiłam do tej powieści aż trzy podejścia, bo miałam ogromną trudność, żeby się wkręcić. Miało być ciekawie i intrygująco, a było po prostu mdło i no cóż, słabo. Znam możliwości Donovan i wiem, że jest ona w stanie stworzyć coś naprawdę genialnego. W tej książce zabrakło mi tego napięcia i szokujących wątków, jakich się spodziewałam. Przez więcej niż połowę książki po prostu się nudziłam i irytowałam, i, bez oszukiwania, czytało mi się ją bardzo ciężko.

Prawda to prawda. Nie zawsze jest taka, jak by się chciało. Bywa przenikliwa i pouczająca, ale także brzydka i brutalna. Ale zawsze pozostaje prawdą.

Jak już mówiłam, ciekawiej zaczęło się robić pod koniec i dopiero wtedy książka mi jakoś zleciała. Kiedy Lana wraz ze znajomymi zaczęła odkrywać sekrety rodzinne. Poczułam się zaintrygowana nowymi wątkami i zagadkami. Wtedy też wreszcie pojawiła się jakaś postać, która mnie nie irytowała, a nawet którą bardzo polubiłam (jest jeden sukces!). Ale to nadal nie było "to". Nie poczułam aż takiego zaciekawienia i ekscytacji, że nie mogłabym tej książki odłożyć, dopóki nie dowiem się, co dalej. Myślę, że największym problemem tej książki jest jej wielkość. Rebecca Donovan wiele wątków niepotrzebnie rozciągnęła, wplotła w to sceny, które mnie ani trochę nie interesowały i przez to przebrnięcie przez to ponad pięćset stron stało się wyzwaniem. Zbyt dużą część tej powieści zajęły opisy imprez i tego typu mało ważnych spotkań, które ja osobiście bym skróciła i zastąpiła czymś ciekawszym.

Największy problem mam z postaciami, bo tak naprawdę polubiłam w tej książce tylko jedną postać. Główna bohaterka zupełnie odebrała mi cały zapał, jaki miałam tuż przed przeczytaniem tej serii. Chociaż w praktycznie każdym opisie książki jest zaznaczone, że jej przekleństwem jest Szczerość i głównie ta cecha robi z niej "zimną sukę", tak naprawdę jej postać jest po prostu z natury beznadziejna i żałosna. Mówi, co myśli i nigdy nie kłamie, ale to jeszcze jest do zaakceptowania. Uwierzcie, starałam się z całych sił, aby ją polubić, ale się nie udało. Ma jedynie piętnaście lat, a jej światem żądzą imprezy, faceci i narkotyki, jej nastawienie do ludzi i świata mnie jednym słowem, odpychało. I chociaż chciałabym, jakoś nie potrafię jej usprawiedliwić nawet po poznaniu sytuacji, która za tym stoi. Najbardziej nie potrafię zrozumieć, co takiego widzą w niej inni bohaterowie, czego nie potrafię dostrzec ja. Jest popularna, a ja już straciłam rachubę ilu facetów chciało z nią być. I teraz najlepsza część - rozwaliło mnie wręcz jej gadanie o tym, że nie jest łatwa, podczas gdy każdy chłopak, jaki pojawiał się w zasięgu jej wzroku był dla niej jak kąsek mięsa, a jej miękły nogi i była praktycznie gotowa zrzucić dla nich majtki. Każdy. Cholerny. Chłopak. W. Tej. Książce. Skakała z kwiatka na kwiatek, ale nie - przecież nie jest łatwa.

Miłość istnieje, bez względu na to, czy w nią wierzysz, czy nie. Tak jak magia.

Tak strasznie irytowało mnie to, że gadała jedno, a zaraz robiła coś zupełnie odwrotnego. A wiecie do jakiego wniosku doszłam? Że tyle opowiadała o tym, że mówi prawdę i tylko prawdę, a gdyby ją powiedziała w tym jednym, właściwym momencie, mogłaby uniknąć całego tego bałaganu, w jaki zamieniła życie swoje i ludzi wokół niej. Ale zamiast tego ona przemilczała szczegóły tego tragicznego wydarzenia, co według mnie jest jeszcze gorsze, niż kłamstwo. Tyle razy chciałam, aby nią ktoś tak porządnie potrząsnął, bo ja miałam ochotę zrobić to wielokrotnie.

Spośród tylu różnych postaci przewijających się w tej książce, polubiłam tak naprawdę tylko Granta, jednego z obiektów miłosnych Lany. Gdybym mogła, powiedziałabym mu, żeby od niej uciekał gdzie pieprz rośnie, bo zdecydowanie niczym sobie na nią nie zasłużył. Jest kochany, troskliwy i aż mi szkoda, że autorka wplątała go w całe to bagno, w jakie zamieniło się życie głównej bohaterki. Raczej pozytywnie oceniłabym także Ashton, przyjaciółkę Lany, bo zdaje się, że to jedyna osoba w jej życiu, która myśli i jest w stanie jej wyrzucić, kiedy zachowuje się irracjonalnie. Chciałabym poznać trochę więcej o jej postaci. Poza tą dwójką mamy pełno innych bohaterów, jak chociażby rodzinę Harrisonów, która jest dość mocno powiązana z Laną, Brandona, który wie o Lanie niepokojąco dużo rzeczy, przyjaciółki Lany i wielu, wielu innych, a każdy jest z historią jakoś powiązany, przez co trudno jest ogarnąć, kto tu ma być dobry, a kto zły.

Pomimo tego, że trochę sobie tu ponarzekałam, znajdzie się w tej książce również kilka pozytywów. Zdecydowanie jest to historia świeża, nietypowa dla mnie i gdyby tylko została lepiej rozwinięta, może i zrozumiałabym zachwyt nad nią. Ma swój mroczny klimat, a życie bohaterów przyprawia na swój sposób o dreszcze, ale to raczej dlatego, że ich świat jest bardzo... zepsuty. Książkę odebrałam ze smutkiem, kiedy tak obserwowałam ich kolejne przygody. Autorka na swój pokrętny sposób przedstawiła historię o tym, że przemilczenie jednej sprawy może zniszczyć życia wielu osób. Że nasze najlepsze cechy mogą być jednocześnie naszymi najgorszymi. Historia nie jest ani trochę słodka i na pewno nie spodoba się każdemu. Nie jest to ten typ powieści, który można po prostu polecić i powiedzieć "na pewno ci się spodoba", bo nie wiem jak ją odbierzecie. Mi historia niezbyt przypadła do gustu, ale kto wie? Może wam się spodoba. Mogę się tylko domyślić, że kontynuacja będzie jeszcze bardziej zawiła, jeszcze bardziej dezorientująca.


Tytuł: Gdybym Wiedziała & Znając Ciebie
Autor: Rebecca Donovan
Seria: Cursed. Tom 1 & 2
Tytuł w oryginale: If I'd Known & Knowing You
Liczba stron: 503
Wydawnictwo: Feeria Young
Data premiery: 28 listopada 2018
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young! 


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia