piątek, 3 kwietnia 2026

Rebecca Jenshak - Burnout



Przystojny, wytatuowany łobuz, z którym przerzucałam się obelgami… teraz chce, żebym mu pomogła?

Knox Holland jest na krawędzi. Po rewelacyjnym debiutanckim sezonie w zawodowym motocrossie powinien świętować sukces. Zamiast tego jego reputacja spaliła mu wszystkie mosty – został bez zespołu, bez wsparcia i bez planu. Jest zdesperowany, by to zmienić.

Dlatego trafia do mnie, prosząc, żebym go trenowała.

Jako gimnastyczka z dwoma medalami olimpijskimi doskonale znam ciężar oczekiwań. W zeszłym sezonie zawaliłam, potem przyszła kontuzja – zanim zdążyłam udowodnić światu, że nie jestem dwudziestoletnią przebrzmiałą gwiazdą.

Skupiam się na przyszłości i nie mogę pozwolić sobie na rozproszenie uwagi.
W spojrzeniu Knoxa dostrzegam jednak desperację i nie potrafię mu odmówić.

To miało być łatwe zadanie, tylko że w przypadku Knoxa nic nie jest proste. W jednej chwili się kłócimy, a w następnej łapię się na tym, że zdecydowanie za bardzo podoba mi się widok jego nagiego torsu, gdy staje na rękach.

Zakochanie się w nim byłoby błędem… Ale niektóre błędy kuszą najbardziej.


Nie ukrywam, sięgając po Burnout nastawiałam się na przyjemną książkę, ale raczej z typu tych, przy których miło spędza się czas, a o których po czasie się zapomina. Tym bardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo przyjemna okazała się to lektura. I to taka, do której nie mogłam się doczekać, aż będę miała czas powrócić i która sprawiła, że mam ogromną ochotę czytać kolejne tomy o następnych bohaterach, bo tak bardzo się z nimi zżyłam. Nie jest to może książka idealna, ani też jakoś wybitnie oryginalna, ale jest to jedna z lepszych pozycji na odprężenie się po ciężkim dniu i przy której z największą przyjemnością spędza się czas - a także do której z wielką chęcią kiedyś bym powróciła.

Knox Holland powrócił do wyścigów zdeterminowany, by wygrać i spełnić w końcu swoje marzenia. Nie spodziewał się natomiast, że pomimo sukcesów jeden błąd kosztuje go jego własny zespół i wszelką przyszłość. Kiedy w przerwie między sezonami jego kumpel proponuje mu dołączenie do ich zespołu freestyle'owego, Knox niepewnie się zgadza - może potrzeba mu trochę dyscypliny i dzięki temu uda mu się udowodnić, że może być dobrym członkiem zespołu, jeśli chce jeszcze powrócić do wyścigów. Freestyle to jednak inna liga, a sama determinacja nie wystarczy, jeśli jego ciało nie podoła - dlatego zgłasza się o pomoc do gimnastyczki, która już wcześniej pomogła jemu przyjacielowi. Avery ma na swoim koncie medale olimpijskie, ale na nic się jej one nie zdają, jeśli nie uda jej się powrócić do formy sprzed niefortunnej kontuzji. Pomoc aroganckiemu motocykliście to ostatnie, na co ma ochotę i czas, a jednak nie potrafi mu odmówić pomocy. Ich sprzeczki nie zwiastują dobrej współpracy, a jednak im dłużej spędzają razem czas, tym trudniej jest ignorować to, że łączy ich niesamowita chemia...

Na początku, nie ukrywam, byłam do tej historii sceptycznie nastawiona. Zaczynamy trochę Wattpadowo, Knox sprawia wrażenie schematycznego złego chłopca, a pierwsze spotkanie jego i Avery to bardzo typowe zestawienie ludzi z dwóch światów, których przyciąga chemia wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Mamy też wyścigi, a nie można chyba o nic bardziej pasującego do motywu bad boya. Główny bohater na początku z wielu powodów mnie do siebie nie przekonywał, a wręcz przeciwnie, czasami miałam ochotę dać mu po głowie. Ale przyjemny styl pisania autorki motywował mnie, bym nie przekreślała książki po pierwszych rozdziałach i cieszę się, że tak się stało, bo im dalej czytałam, tym bardziej mi się podobało i w końcu przyłapałam się na tym, że ta książka to najlepsza rozrywka od dawna.

Knox i Avery zdają się być osobami z innych światów - on sprawia wrażenie kochającego niebezpieczeństwo kobieciarza, ona jest ambitną gimnastyczką, której nie w głowie faceci. Ale to wszystko tylko pozory, które szybko spadają, bo okazuje się, że oboje mają więcej wspólnego, niż mogłoby się spodziewać. Knox za tym murem, który tak szczelnie wokół siebie stawia, jest świetnym facetem i cudownym bratem. To on robi za ojca dla swoich młodszych braci odkąd ich własny ich porzucił niedługo po śmierci ich matki. To dla braci był gotów zrezygnować z marzeń o ściganiu i to dla nich do ścigania powrócił. Może i potrafi być stanowczy i sprawia wrażenie złego chłopca, ale to wszystko to tylko fasada, która nie ma za wiele wspólnego z rzeczywistością i to jeden z powodów, dlaczego ta historia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Avery jest równie wspaniałą bohaterką, którą bez problemu polubiłam. Po ciężkiej kontuzji wraca do treningów przed kwalifikacjami do zawodów i obserwujemy, jak jest jej z tym trudno. Nosi na swoich ramionach ogromny ciężar i obawy, że zawiedzie nie tylko trenerów i jej kibiców, ale samą siebie - że już nigdy nie wróci do poziomu sprzed upadku. Gdy zaczyna współpracować z Knoxem, aby pomóc mu lepiej zrozumieć swoje ciało i dzięki temu stać się lepszym zawodnikiem we freestylu motocrossowym, na początku może i jest im ciężko się dogadać, ale widać, jak bardzo im to obojgu pomaga w zyskaniu pewności siebie i porzuceniu swoich zmartwień. A dodajmy do tego wspaniałą chemię i napięcie seksualne, które można by ciąć nożem, aż wkrótce ich wszystkie interakcje stają się uzależnieniem, od którego nie sposób się oderwać.

Nawet się nie spodziewałam, że tak bardzo tę dwójkę polubię, ale chemia między nimi jest tak naturalna, a rozwój relacji ani zbyt szybki, ani za powolny, że czytałam ich historię z uśmiechem na twarzy i motylkami w brzuchu. I chociaż nie zabrakło oczywiście pikanterii, to najlepsze dla mnie były te momenty, kiedy po prostu spędzali razem czas, poznając się bliżej, rozmawiając na wszystkie możliwe tematy i nieoczekiwanie tworząc dla siebie miejsce w swoich życiach, nawet wbrew temu, że niczego sobie nie obiecywali.

Bardzo polubiłam się także z braćmi Knoxa, o których przeczytamy w kolejnych tomach serii (czego już się nie mogę doczekać!). Ważnym elementem romansów jest dla mnie umiejętność stworzenia wątków i historii pobocznych, które tchną w książkę życie poza wątkiem miłosnym, a autorce tutaj się to zdecydowanie udało, bo jest mnóstwo postaci, które obdarzyłam sympatią. Wstawki rodzinne wywoływały szeroki uśmiech na mojej twarzy, zwłaszcza, że pozwoliły dostrzec tę opiekuńczą i odpowiedzialną stronę Knoxa, której w życiu bym się na początku nie domyśliła.

A najbardziej pozytywnym zaskoczeniem było to, że sport nie jest w tej książce jedynie tłem, a czynnym uczestnikiem fabuły i istotnym elementem życia bohaterów. I mam tu na myśli nie tylko motocross, ale też gimnastykę. Autorka wspaniale oddaje atmosferę opisami wyścigów, które trzymają w napięciu oraz ukazuje trudy i wyzwania związane z życiem Avery. Przeprowadza nas przez mordercze treningi i wymagającą rywalizację, ale robi z tego zabawę i sprawia, że czujemy tę adrenalinę, jakbyśmy sami siedzieli na trybunach i kibicowali bohaterom. To dzięki temu ta książka jest tak dobrą rozrywką - gdyby te dyscypliny były jedynie mało znaczącym tłem dla romansu, nie bawiłabym się nawet w połowie tak dobrze.

Mogę więc śmiało napisać, że bardzo wam polecam Burnout, jeśli potrzebujecie czegoś lżejszego i szybkiego, ale jednocześnie dobrego. Nie twierdzę, że to lektura, która odmieni wasze życie, ani nawet coś nadzwyczajnego, ale czytanie jej to była zabawa i przyjemność, która mogła się nie kończyć, a czasami chyba wszyscy potrzebujemy takiej książki. Jestem przekonana, że polubicie się z Avery i Knoxem, i tak, jak ja, będziecie po tej książce z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych!
 

Tytuł: Burnout
Autorka: Rebecca Jenshak
Premiera: 16.04.2026
Seria: Holland Brothers. Tom 1
Wydawnictwo: Kreatywne
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10
 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kreatywnym:

 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia