środa, 8 kwietnia 2026

Podsumowanie czytelnicze marca


Po tragicznym lutym cieszę się pisząc, że marzec to nie tylko najlepszy dotychczas miesiąc tego roku, ale chyba i najlepszy od bardzo dawna. Postawiłam tym razem na książki ulubionych autorek (co było proste, bo w marcu wyszło wiele wyczekiwanych przeze mnie premier) i szczerze każda z nich to była dla mnie czysta przyjemność. Potrzebowałam takiego kocyka komfortu w tym miesiącu - a żeby nie było za słodko, słuchałam sobie Miasto niedźwiedzia, które dla odmiany poturbowało mnie emocjonalnie. To był naprawdę owocny czytelniczy miesiąc, więc napisałam kilka zdań o każdej przeczytanej przeze mnie książce: 

AND NOW, BACK TO YOU - 4

Miłość na linii
to moja ulubiona zeszłoroczna komedia romantyczna i przybierałam rękami, aż w końcu dostanę kolejny tom, tym razem o Jacksonie. Na każdej stronie można wyczuć, jak wiele miłości autorka wkłada w swoje książki i jak bardzo kocha ten gatunek. W tej historii, jak zwykle zresztą, jest tyle ciepła i komfortu, że spędziłam z nią parę przyjemnych godzin. Niestety nie udało się autorce pobić Aidena i Lucie, ale to dlatego, że miałam nadzieję, że rywalizacja między bohaterami zostanie pociągnięta trochę dłużej. Nie zabrakło momentów chwytających za serce i bohaterów, którzy stają się czytelnikowi bliscy, ale brakowało lepszego dopracowania tempa rozwoju ich relacji. Poza tym bawiłam się świetnie i nadal podtrzymuję moje stanowisko, że Borison to must read jeśli lubicie rom-comy!
 

MIASTO NIEDŹWIEDZIA - 4


W przerwie od moich zwyczajowych książek przesłuchałam tę historię i nie potrafię wyrazić słowami, jak emocjonalnie na mnie ona wpłynęła. Sięgnęłam po nią dla hokeja (jako fanka tego sportu), który zresztą odkrywa tu bardzo ważną rolę - aczkolwiek może inną, niż możnaby się spodziewać - a zostałam dla wielu postaci, których losy rozwaliły mi serce na kawałki. To nie była łatwa powieść. Musiałam robić przerwy, aby sobie z nią poradzić i czasami przytłaczał mnie jej ciężar i wewnętrzna wściekłość. Ale było warto, bo to jedna z najbardziej poruszających emocjonalnie pozycji, jakie czytałam w swoim życiu.
 
 
 

MY PRZECIWKO WAM - 4

My przeciwko wam
to bezpośrednia kontynuacja Miasta niedźwiedzia, gdzie bohaterowie próbują się pozbierać po tragicznych wydarzeniach z pierwszej części, które na dobre poróżniły miasteczko i jego mieszkańców. Nie potrafię wyrazić słowami, jakie emocjonalne zawirowania przechodziłam, słuchając tego tomu. Byłam wściekła na niesprawiedliwość na świecie, na bohaterów, którym uszło wszystko płazem i na to, że ci, którzy na to nie zasłużyli, musieli sami zmierzyć się z ponurą rzeczywistością, w jakiej żyjemy. Benji stał się dla mnie swego rodzaju światełkiem w tunelu, co jest ironią, bo jest to jedna z najsmutniejszych postaci, o jakich czytałam. Jeśli macie ochotę na powieść, która poruszy was do głębi, koniecznie zapoznajcie się z tą trylogią - ale ostrzegam, autor porusza wiele trudnych tematów.
 

THE THINGS WE WATER - 5

Zdecydowanie za mało mi ostatnio Zapaty, mojej niezastąpionej królowej slow burnów, więc cieszę się, że w końcu udało mi się zapoznać z jej najnowszą premierą. The Things We Water to zupełnie inna pozycja od jej poprzednich książek, ale mnie bardzo zachwyciła. Świat przedstawiony w książce nie jest ani złożony, ani skomplikowany, ale nadaje powieści świetnego klimatu będącego dopełnieniem kolejnego wspaniałego romansu z elementami found family. To właśnie bohaterowie są sercem tej historii, dzięki nim poznajemy tak wiele rodzajów miłości. Nie będę ukrywać - nie raz się wzruszyłam. Może nie będzie to powieść dla każdego, ale w mój gust wpasowała się idealnie, dlatego mimo wszystko polecam dać jej szansę!



IN HER OWN LEAGUE - 4,25

Jako największa fanka bohaterów Windy City nie mogłam się doczekać historii Monty'ego, odkąd poznałam go w Caught Up. Żaden ojciec nie zasłużył na swoje szczęśliwe zakończenie tak, jak on! I w końcu, w tym słodko-gorzkim pożegnaniu ukochanych bohaterów, nadeszła jego kolej, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. Gdyby nie trochę niedopracowane tempo (Monty i Reese zdecydowanie za szybko przechodzą od nieumiejętności dogadania się do wzajemnego zainteresowania), przez co nie do końca mogłam się w ich romans zaangażować, ta książka byłaby idealna. Jako zwieńczenie wszystkich historii była rewelacyjna, jako romans czegoś jej zabrakło, ale mimo wszystko jak zwykle bawiłam się świetnie, więc polecam!
 
  

BURNOUT - 4,25


Burnout
to było moje zaskoczenie miesiąca. Sięgnęłam po nią trochę nastawiona, że raczej nie trafi w mój gust, a okazała się być książką idealną na odprężenie po ciężkim dniu i to jedną z przyjemniejszych - i to wcale nie takich, o których będę chciała za chwilę zapomnieć. Pomimo tego, że brzmi jak każdy inny romans, bardzo polubiłam się z bohaterami, w tym tymi drugoplanowymi. Pozytywnie zaskoczyło mnie też to, że sport nie jest jedynie tłem dla romansu, ale ważnym elementem życia bohaterów. To jedna z lepszych książek z kategorii tych lżejszych i chętnie przeczytam w przyszłości kolejne tomy tej serii.
 
 
 

LOVE SONG - 3,5

Z bólem serca muszę napisać, że chyba pierwszy raz w życiu zawiodłam się trochę książką Elle Kennedy. Love Song to była moja najbardziej wyczekiwana premiera tego roku - w końcu dostaliśmy książkę, w której łączy ze sobą dzieci bohaterów z Off-Campus, spodziewałam się, że Blake i Wyatt odmienią moje życie. Zamiast tego okazali się być chyba najbardziej frustrującą parą EK, o jakiej czytałam. Ta książka wypełniona jest dramatami, w tym takimi, których w romansach bardzo nie lubię i często przeciąganymi wręcz na siłę. Bohaterowie mają świetną chemię i bywały momenty, które mi się bardzo podobały, ale to za mało, abym się w nich zakochała. Gdyby nie przezabawne dodatki w formie rodzinnych czatów i fakt, że to prawdopodobnie najbardziej nostalgiczna część ze wszystkich, bo przewija się w niej wiele znanych postaci, dałabym jej jeszcze niższą ocenę.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia