Chloe nie ufa swojej matce. Właśnie dlatego postanawia zostać prawną
opiekunką dopiero co narodzonej siostry. Wątpliwa sytuacja finansowa
Chloe nie stawia jej jednak w najlepszym świetle. Dziewczyna zostaje
postawiona przed trudnym wyborem: albo pozwoli, by młodsza siostra
trafiła do rodziny zastępczej, albo weźmie udział w nowym programie
socjalnym o nazwie: Razem Raźniej.
Warren jest gburowatym mechanikiem, który ponad wszystko ceni swoją prywatność. Pewnego dnia i on staje przed nie lada wyzwaniem – pragnie zdobyć prawo do opieki nad piętnastoletnim głuchym bratem. Choć trudno mu w to uwierzyć, los się do niego uśmiecha i razem z Chloe dostają szansę na lepsze życie. Jest tylko jeden haczyk: muszą ze sobą zamieszkać. Dzięki temu ona nieco podreperuje budżet, a on będzie miał dom dla siebie i brata.
Ich relacja jest napięta, ale nie mają wyjścia – trwają w tym niezręcznym układzie, skupiając się na celu, jakim jest lepsza przyszłość. Ale gdy w grę zaczynają wchodzić emocje, sytuacja staje się wręcz nieznośna.
Czy dla kilku chwil uniesienia warto aż tak ryzykować?
Warren jest gburowatym mechanikiem, który ponad wszystko ceni swoją prywatność. Pewnego dnia i on staje przed nie lada wyzwaniem – pragnie zdobyć prawo do opieki nad piętnastoletnim głuchym bratem. Choć trudno mu w to uwierzyć, los się do niego uśmiecha i razem z Chloe dostają szansę na lepsze życie. Jest tylko jeden haczyk: muszą ze sobą zamieszkać. Dzięki temu ona nieco podreperuje budżet, a on będzie miał dom dla siebie i brata.
Ich relacja jest napięta, ale nie mają wyjścia – trwają w tym niezręcznym układzie, skupiając się na celu, jakim jest lepsza przyszłość. Ale gdy w grę zaczynają wchodzić emocje, sytuacja staje się wręcz nieznośna.
Czy dla kilku chwil uniesienia warto aż tak ryzykować?
Pragnęłam bardziej zgłębić twórczość Hannah Bonam-Young odkąd przeczytałam "Jesteś moim jutrem" i się w tej książce zakochałam. Niestety jak to zwykle bywa, inne jej książki czekały na przeczytanie od miesięcy i dopiero teraz udało mi się nadrobić kolejną. "Powiedz, żebym został" to nie byle jaka książka, a debiut literacki autorki - historia poruszająca wiele ważnych tematów, nietuzinkowa i poruszająca. Ale czy zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, jakbym się spodziewała? Niestety nie do końca i jest kilka elementów, przez które nie mogłam się do końca w tę historię wkręcić i skończyłam ją czytać nie do końca usatysfakcjonowana.
Chloe dobrze wie, co to znaczy tułać się po domach zastępczych, porzucona przez matkę w młodym wieku. Dlatego kiedy dostaje informację, że jej matka niespodziewanie urodziła, zamierza zrobić wszystko, aby zapewnić swojej malutkiej siostrze lepsze warunki, niż te, w jakich dorastała sama. Niestety jej niestabilna sytuacja finansowa nie stawia jej w dobrym świetle i jej jedyne wyjście to wziąć udział w programie Razem Raźniej, które łączy opiekunów potrzebujących wsparcia. Oznacza to, że do jej mieszkania ma wprowadzić się chłopak ze swoim piętnastoletnim głuchym bratem, nad którym stara się uzyskać opiekę. Warren daje Chloe jasno do zrozumienia, że to tylko krótkoterminowy układ, a nie początek nowej przyjaźni. A jednak im dłużej spędzają razem czas, tym lepiej zaczynają się dogadywać. Jednak czy nowe uczucia są warte podjęcia ryzyka, jeśli wszystko może się przez nie zmienić?
Koncept tej książki brzmi naprawdę świetnie i byłam bardzo podekscytowana jej przeczytaniem. Jednym z moich ulubionych motywów jest found family, więc naturalnie, kiedy przeczytałam opis i zobaczyłam w nim, że bohaterowie mają razem zamieszkać, tworząc swego rodzaju niekonwencjonalną rodzinę, od razu zostałam kupiona. Tym bardziej jest mi szkoda, że jej wykonanie pozostawiło wiele do życzenia. Niestety mocno jest czuć, że jest to debiut autorki.
Pierwszą i chyba najważniejszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest to, jak bardzo nieskładnie poprowadzone są najważniejsze wątki. Całą tę książkę czytało mi się bardzo chaotycznie. Niektóre rzeczy zostają nienaturalnie pośpieszone i niestety jedną z nich jest sam wątek miłosny. Inne zostają zepchnięte na bok, pomimo tego, że mają duże znaczenie dla historii bohaterów. Największym przykładem jest kreacja Warrena. Poznajemy go jako bardzo zamkniętego w sobie faceta, który chce jedynie zaopiekować się bratem. Zachowuje się wobec Chloe jak dupek, bo chce trzymać ją na dystans i choć nie zgadzam się z jego zachowaniem, to potrafiłam to zrozumieć. Ale miałam wrażenie, że autorka nie wiedziała, co z nim czasami zrobić, bo w jednym momencie był dla Chloe okropny, a parę rozdziałów później był gotów wszystko dla niej zmienić, choć nie było niczego, co pozwoliłoby mi uwierzyć w jego chęć zmiany.
Podobnie zresztą było z całą ich relacją. Początkowo nie jest im łatwo wpaść we wspólny rytm. W takiej sytuacji, w jakiej się znaleźli, to wręcz naturalne, że musi minąć trochę czasu, aby nauczyli się, jak wspólnie żyć. Oczekiwałam wręcz, że minie trochę czasu, zanim ich stosunki się ocieplą i zaczną się na siebie otwierać. A jednak oni od tego chłodu przeskoczyli niemalże od razu do wielkiej miłości, a pomiędzy zabrakło jakiegokolwiek naturalnego rozwinięcia, chyba że zaliczamy do tego parę komentarzy, że się sobie fizycznie podobali. Zabrakło tu solidnego zbudowania napięcia i chemii, całe to przejście od nieznajomych do ogromnej miłości wypadło płytko i mało wiarygodnie.
Podobne odczucia mam niestety wobec kreacji reszty bohaterów. Chloe jest sympatyczną postacią, ale niewiele już o niej pamiętam, bo nawet jej historia z matką, która porzuciła ją w młodości, została poruszona przez autorkę i za chwilę zepchnięta na bok. Podobnie w przypadku jej opieki nad siostrą, która mam wrażenie została wykorzystana jedynie jako powód, by zmusić głównych bohaterów do zamieszkania razem, a nie jako ważny element historii. Czasami zupełnie zapominałam o jej istnieniu, bo właściwie przestawała mieć znaczenie. Cały czas czekałam też na zgłębienie postaci Luke'a, brata Warrena, bo kilka razy zostaje wspomniane, że ma jakieś problemy, ale nawet ten wątek został zlekceważony na rzecz romansu.
Myślę, że gdyby ta historia została bardziej dopracowana, to miałaby potencjał być naprawdę dobrą powieścią. Przymykając oko na niedoskonałości jest to ciepła, komfortowa i poruszająca historia, która ma swoje momenty i dlatego też nie skreśliłam jej kompletnie. Szczerze miło mi się ją mimo wszystko czytało, był to też szybki i niewymagający romans, którego było mi w tym momencie trzeba. Wątek przyszywanej rodziny miał duży potencjał, gdyby tylko autorka popracowała nad tempem fabuły i sprawieniem, że rozwój wątków wypadnie bardziej realistycznie. Jestem natomiast pod wrażeniem, jak bardzo zmienił się styl pisania autorki od czasu wydania tej książki do wydania "Jesteś moim jutrem", bo widać ogromny progres. Tymczasem "Powiedz, żebym został" mogę polecić jeśli macie ochotę na coś szybkiego, ale nie oczekujcie niczego odmieniajającego życie.
Hannah
Bonam-Young jest autorką książek Powiedz, żebym został, Zawsze tu będę,
Jesteś moim jutrem oraz Set the Record Straight. Pisze romanse, których
bohaterowie to osoby z niepełnosprawnościami, odmienne, marginalizowane
i LGBTQIA+, a warte uniesienia fabuły mieszają się z pięknymi, trudnymi
i stanowiącymi wyzwanie życiowymi realiami. Jej książki przetłumaczono
do tej pory na piętnaście języków.
Kiedy nie
czyta ani nie pisze romansów, można ją znaleźć na salonowych imprezach
tanecznych z jej dziećmi albo planującą towarzyskie okazje wymagające
deski serów. Pochodzi z Ontario w Kanadzie, obecnie mieszka z Benem,
przyjacielem z dzieciństwa, za którego wyszła, dwójką dzieci i buldogiem
niedaleko wodospadu Niagara na rdzennym terytorium plemion Irokezów i
Anishinaabe.
Tytuł: Powiedz, żebym został
Autorka: Hannah Bonam-Young
Tytuł w oryginale: Next of Kin
Data premiery: 10.04.2024
Wydawnictwo: Ale
Liczba stron: 392
Ocena: 6/10





Brak komentarzy
Prześlij komentarz
Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)