West Calloway jest bogaty, arogancki i irytująco przystojny. Jest też najlepszym przyjacielem mojego brata i facetem, w którym kiedyś beznadziejnie się podkochiwałam.
Kiedy przez stalkera muszę opuścić mieszkanie i przeprowadzić się do Westa, ten wpada na jeszcze „lepszy” pomysł: będziemy udawać parę. Świat ma uwierzyć, że jestem zajęta i chroniona przez niego i jego ludzi. Zgadzam się na to pod jednym warunkiem: on nauczy mnie randkować, a mój brat o niczym się nie dowie.
Ja nie mam pojęcia o związkach, on nie wierzy w miłość.
Brzmi jak układ idealny. Tyle że nasze prywatne lekcje szybko zaczynają obejmować intymniejsze aspekty życia, a mnie coraz trudniej uwierzyć, że tylko udajemy…

Nie ma lepszego uczucia dla książkary niż znalezienie książki, która sprawia, że w środku czujemy aż ciepełko podczas jej czytania, a ja dokładnie tak czułam się poznając historię Nory i Westa. "Gra w udawanie" to historia, która na pierwszy rzut oka może zapowiadać się jak kolejny przyjemny rom-com do przeczytania w jeden czy dwa wieczory - czym oczywiście również jest - ale jej największym atutem okazuje się być jej autentyczność. To historia, na której się dużo śmiałam i dzięki której aż waliło mi serce z ekscytacji, ale też która pod niektórymi względami była dla mnie wręcz jak powiew świeżego powietrza.
Nora dobrze wie, co to znaczy prowadzić bardzo publiczne życie, ale nic nie przygotowało ją na to, że zostanie ofiarą stalkera, który niszczy resztki jej pokładów poczucia bezpieczeństwa. Przenosi się do Nowego Jorku z nadzieją, że uda jej się ukryć, ale niestety to nie wystarcza. W ten sposób trafia pod ochronę Westa, najlepszego przyjaciela jej brata, który każe jej zamieszkać w jego posiadłości, aby mógł ją mieć cały czas na oku. Tego samego Westa, którym Nora jeszcze parę lat temu była zauroczona, a który nie mógł dać jej wyraźniej do zrozumienia, że nie jest nią zainteresowany i że nawet teraz jest wrzodem na jego tyłku. Trzeba jednak przyznać, że West traktuje sprawę stalkera na poważnie, bo proponuje Norze, aby udawali, że są razem, aby zapewnić jej dodatkową ochronę i może też sprowokować jej stalkera. Z pewnością pomaga też to, że w ten sposób uspokoi swoją matkę, która za wszelką cenę pragnie mu znaleźć idealną kandydatkę na żonę. Nora zgadza się pod jednym warunkiem - że pomoże jej on ze zdobyciem doświadczenia w randkowaniu. Układ jest prawie idealny: ona chce się w końcu zakochać, a on nie bawi się w miłość, więc wszystko powinno pójść jak z płatka. Udawana relacja pod publikę, trening randkowania prywatnie. Niestety wkrótce wszystkie ich udawane randki, pocałunki i chwile spędzone razem zaczynają robić się zbyt prawdziwe...
Olivia Hayle odhacza w tej powieści wszystkie elementy, jakie powinny się znaleźć w dobrej komedii romantycznej, ale przy tym dorzuca do niej coś, co wyróżniło ją w pewien sposób pośród wielu innych romansów, które ostatnio czytałam: autentyczność i surowość w podejściu do tego, jak mówi o związkach, o akceptacji siebie, o stawianiu granic i o odkrywaniu własnej seksualności. W tym, jak przedstawia historię bohaterów, w szczególności Nory i jak opisuje rolę Westa w jej życiu. Można było zrobić z niej zwyczajny rom-com o udawanej relacji z motywem treningu w randkowaniu - w czym nie ma absolutnie nic złego, sama takie książki czytam i uwielbiam, ale jednak jest ich już na pęczki - ale relację Westa i Nory wyróżniają liczne szczere rozmowy, budowanie zaufania, poczucia komfortu i wzajemnego szacunku. I, ku mojemu bardzo pozytywnemu zaskoczeniu, nie mam tu na myśli jedynie elementu seksu, bo to przychodzi dużo później, ale mamy szansę dostrzec właściwie całą podróż Nory od osoby, która zawsze stawia dobro innych ponad siebie, po osobę, która w końcu uczy się prosić o to, czego pragnie i nie przeprasza za rzeczy, których nie chce robić.
Z Norą z pewnością utożsamią się wszystkie osoby, które mają skłonność do umniejszania sobie, aby wpasować się w normy społeczeństwa i przypadkiem nie zranić kogoś innego swoimi osobistymi pragnieniami czy granicami. Zawsze się obawia, że jeśli postawi jasno granice, ludzie nie będą chcieli spędzać w jej towarzystwie czasu i przekłada się to przede wszystkim na randkowanie - w świecie, w którym mówienie niektórym facetom "nie", bardzo trudno jest być kobietą jedynie pragnącą znaleźć kogoś, przy kim poczujemy się bezpiecznie, a nie tak, jakbyśmy prosili o za dużo. Na dodatek jako rozpoznawalna osoba, Nora musi męczyć się z wieloma przykrymi sytuacjami, wliczając w to stalkera, który sprawia, że kobieta nie tylko boi się o własne życie, ale też czuje się ciężarem dla wszystkich wokół, którzy się o nią martwią.
Ta książka to przede wszystkim podróż Nory do zaakceptowania, że nie ma nic złego w proszeniu o uszanowanie jej granic oraz potrzeb, a wszystko to dzięki obecności Westa, najlepszego przyjaciela jej brata, który zgadza się nią zaopiekować dopóki nie znajdą jej stalkera. West okazuje się być kimś o wiele więcej, niż nieosiągalnym kumplem jej brata, do którego Nora kiedyś wzdychała - stawia jej wyzwania, nie kupuje jej maski, jaką nauczyła się zakładać przed innymi i nie pozwala, aby dalej dawała się wszystkim naokoło wykorzystywać. Jasne, wszystko zaczyna się od tego, że Nora prosi go o pomoc w randkowaniu, ale gdzieś między ich kolejnymi randkami dla praktyki powoli pomaga jej odbudować jej własne poczucie wartości i pokazuje jej, że nie ma nic złego w mówieniu "nie". Pragnie jej nie tylko ze względu na to, że jest piękna czy zabawna, ale głównie z powodu tego, kim jest w środku i jako jedyny mówi jej szczerze i otwarcie o rzeczach, w które sama nie chce uwierzyć. To właśnie ta otwartość w ich relacji zauroczyła mnie w tej książce najbardziej.
Oczywiście piszę to wszystko, bo ja uwielbiam kiedy romanse pozwalają mi zgłębić bohaterów na tak głębokim poziomie, jak prawdziwych ludzi i spędzić z nimi czas nawet podczas powtarzalnych czynności, ale jeśli sięgacie po tę książkę w poszukiwaniu dobrej komedii romantycznej, to tego elementu też tu nie zabraknie. Mamy tutaj dobrze już nam znany wątek udawanej relacji, ale z małym twistem, bo bohaterowie udają związek, aby złowić w końcu stalkera Nory, a wszystko to na prośbę jej brata, który jest jednocześnie najlepszym przyjacielem Westa i ufa mu, że zapewni ochronę jego siostrze. O ironio, kłopoty zaczynają się, gdy udawanie zmienia się w coś prawdziwego, bo Rafe nigdy nie pozwoliłby na to, by jeden z jego kumpli umówił się z jego młodszą siostrą naprawdę - pojawia się więc też element zakazanej relacji. Osobiście nie jestem fanką tego motywu, ale ta książka sprawiła, że nawet on mi nie przeszkadzał.
Humor i docinki słowne między Norą i Westem, zwłaszcza na początku, trochę historii, bo oboje znają się od bardzo dawna, no i przede wszystkim prawdziwe udawanie relacji, a nie jedynie wrzucenie tego wątku dla samego bycia, sprawiają, że nie możemy się doczekać, aż w końcu do czegoś między nimi dojdzie. Książka jest długa, a jednak nie miałam poczucia, jakby mi się ciągnęła, bo wszystko rozwija się bardzo naturalnie i stopniowo, a bohaterowie są tak sympatyczni, że z przyjemnością spędziłam z nimi te kilka godzin. Nie zabraknie również pikanterii, chociaż na całe szczęście tych scen nie było też jakoś przytłaczająco dużo i miały znaczenie dla postaci - w szczególności dla Nory. Jedyny wątek, który moim zdaniem można było trochę bardziej dopracować, był wątek stalkera, bo oczekiwałam większego szoku na koniec.
Jeśli potrzebujecie romansu, który nie będzie tylko kolejną pozycją "do przeczytania i zapomnienia", to uważam, że warto dać szansę nowej powieści Olivii Hayle. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona dojrzałością postaci i tym, że oboje wypadają tak ludzko i autentycznie, a wszystko to w otoczce bardzo przyjemnej komedii romantycznej. Nie wspominając o rewelacyjnej chemii między Norą i Westem! Uśmiech nie schodził mi z twarzy, dużo się też uśmiałam i szczerze nie chciałam tej książki kończyć. Będę teraz z niecierpliwością wyczekiwać historii Rafe'a (po takim zakończeniu!), a tymczasem mam nadzieję, że wszyscy zakochacie się w "Grze w udawanie".
OLIVIA HAYLE to autorka romansów pełnych humoru, emocji i błyskotliwych dialogów. Tworzy historie o charyzmatycznych miliarderach i silnych bohaterkach. Sięgnęła po pióro kilka lat temu, teraz spędza dni, chichocząc z pikantnych żartów, które wymyśla, i wzdychając do szczęśliwych zakończeń.
Tytuł: Gra w udawanie
Autorka: Olivia Hayle
Tytuł w oryginale: The Faking Game
Seria: Imperium miliarderów. Tom 1
Data premiery: 28.10.2026
Wydawnictwo: Ale!
Liczba stron: 632
Ocena: 9/10
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Ale:















