poniedziałek, 29 grudnia 2025

Lauren Asher - Moja zimowa miłość



Catalina

Nikt nie może być bez przerwy tak szczęśliwy jak Luke Darling. Irytująco przyjazny i frustrująco troskliwy lekarz jest uwielbiany przez wszystkich wokół, jednak ja nie jestem do niego przekonana. Bo przecież gdzieś musi skrywać jakieś wady…

Dotąd trzymałam się od Luke’a z daleka, ale teraz nasi najbliżsi biorą ślub. Dlatego zamierzam dzielnie znieść jego obecność na świątecznym weselu mojej siostry i wyjechać z Lake Wisteria na początku Nowego Roku. Co może pójść nie tak?

Luke

Większość mieszkańców naszego miasteczka nazywa Catalinę Martinez królową lodu, ale nawet ona ma jakąś temperaturę topnienia. Po prostu jeszcze nie odkryłem, jaka to wartość w jej przypadku.

Im więcej czasu z nią spędzam, tym bardziej pragnę znów wywołać uśmiech na jej pięknej twarzy. Namówienie na randkę trzymającej się od wszystkich na dystans Cataliny byłoby bożonarodzeniowym cudem, jednak jestem gotowy spróbować. Nawet jeśli ostatecznie ona wyjedzie, a ja tu zostanę.


Nie nazwałabym się największą fanką twórczości Lauren Asher, ale jej seria Lakefront Billionaires, małomiasteczkowa seria, która dzieje się w Lake Wisteria, skradła w tym roku moje serce. Kiedy więc dowiedziałam się o istnieniu tej świątecznej opowieści, która również ma miejsce w tym małym miasteczku, wiedziałam, że muszę ją przeczytać - nawet pomimo tego, że ja ogólnie nie przepadam za nowelkami, w szczególności świątecznymi. I chociaż teoretycznie powinna ona odhaczyć wszystkie najważniejsze punkty, jakie powinna mieć dobra świąteczna historia... w praktyce niestety była to jedna ze słabszych.

Catalina, podróżująca po całym kraju pielęgniarka, powraca do rodzinnego miasteczka na ślub swojej siostry. Stara się zdusić w zarodku całą niezręczność związaną z tym, że panem młodym jest jej były i naprawić swoją relację z siostrą, która w ostatnich miesiącach stała się bardzo napięta. Oznacza to też trzymanie się z dala od facetów z Lake Wisteria przez najbliższy miesiąc, w szczególności od drużby pana młodego, Luke'a Darlinga - miejscowego lekarza, którego wszyscy uwielbiają. Catalina zresztą w ogóle nie wierzy w jego fasadę dobrego faceta. Luke ma natomiast inne plany: pragnie za wszelką cenę przebić się przez lodowe mury, jakie Catalina wokół siebie wzniosła i przekonać ją do randki. W końcu święta to czas cudów, prawda?

Sięgając po świąteczne opowieści zazwyczaj moim celem jest znalezienie ciepłej i klimatycznej historii, która umili mi świąteczny czas. Niestety pierwszym powodem, dlaczego Moja zimowa miłość mi nie podeszła jest właśnie to, że jest ona mało świąteczna. Być może dlatego, że ten aspekt przyćmiewają przygotowania do ślubu siostry Cataliny. Podobały mi się wszystkie rodzinne tradycje, które pozwalają nam poznać lepiej portorykańską kulturę, ale można to było w takim razie przedstawić w innym czasie, niż święta i nie zrobiłoby to większej różnicy.

Pozytywną zmianą jest natomiast postać Luke'a, który w przeciwieństwie do wszystkich innych bohaterów męskich autorki, którzy zazwyczaj są dobrze usytuowanymi miliarderami, jest zwyczajnym, miłym facetem. Jego nieśmiałość związana z tym, jak bardzo chciał, aby wyszło mu z Cataliną, była przeurocza. Catalina również była sympatyczną bohaterką, nieidealną, ale realistyczną, w szczególności biorąc pod uwagę przedziwną sytuację, w jakiej się znalazła. Myślę jednak, że ta historia wiele by zyskała, gdyby była pełną książką, gdzie lepiej moglibyśmy poznać bohaterów, bo chociaż polubiłam tę dwójkę, to nadal miałam wrażenie, że poza paroma suchymi faktami z ich życia nie poznałam ich dobrze i przez to niezbyt mi na nich zależało. A ja potrzebuję wczuć się w bohaterów, zrozumieć ich odczucia, aby w pełni zaangażować się w historię.

Wszystko chyba sprowadza się do tego, że nie przypadł mi do gustu styl pisania autorki w tej opowieści. Był bardzo uproszczony i powtarzalny, zarówno w dialogach, jak i fabularnie. Cały czas miałam wrażenie, jakbym czytała o tym samym i wkrótce straciłam zainteresowanie. Brak opisów i krótkie zdania sprawiły, że ucierpiał na tym też właśnie ten świąteczny aspekt. Nawet banter między Cataliną a Lukiem wypadł nienaturalnie i drętwo, jakbym czytała opowiadanie napisane na szybko, gdzie bohaterowie odhaczają kolejne punkty randkowania, ale nie ma w tym żadnej chemii, ani napięcia. Pod koniec czytałam tę książkę już tylko po to, aby dobrnąć do końca i mieć ją z głowy.

Moja zimowa miłość to niestety jedna z tych świątecznych opowieści, którą bym pominęła. Jest mnóstwo książek, nawet takich krótszych, na których bawiłam się lepiej i o których nie zapomnę zaraz po odłożeniu książki na półkę. Lauren Asher sprawdza się lepiej w dłuższych książkach, w których ma czas na rozwój złożonych relacji i bohaterów - tutaj wszystko wypadło bardzo płytko. Dlatego jeśli zastanawiacie się nad jej czytaniem... cóż, może być dobrą odskocznią w formie audiobooka, ale nie oczekujcie fajerwerków.


LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.


Tytuł: Moja zimowa miłość
Autorka: Lauren Asher
Tytuł w oryginale: My December Darling
Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 272
Ocena: 5/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna:
Czytaj dalej »

sobota, 27 grudnia 2025

Adalyn Grace - Holly



Nadchodzą święta. W Wisterii, posiadłości Blythe i Arisa, dzieje się coś dziwnego. Podczas gdy oni chcieliby po prostu w spokoju nacieszyć się świąteczną atmosferą w rodzinnym gronie, uporczywe duchy próbują zakłócić nastrój nadchodzących dni. Signa, Śmierć, Blythe i Los muszą odkryć, co przyciąga tajemnicze istoty – zanim będzie za późno.

Wyśmienity deser dla tych, którzy rozsmakowali się w świecie pełnym eleganckich sukien, olśniewającej magii i wymyślnych trucizn, znanym z Belladonny, Foxglove i Wisterii.


Jeśli po przeczytaniu trylogii Belladonna nadal było wam za mało Signy, Sylasa, Arisa i Blythe, to oto autorka powraca z Holly - ciepłą i klimatyczną nowelką świąteczną, w której nie zabraknie miłości i rodzinnego chaosu, a także duchów i tajemnic. Moje serce należy przede wszystkim do Blythe i Arisa, a zakończenie ich historii, choć epickie i piękne, pozostawiło we mnie pewną wyrwę, dlatego ich powrót uważam za najlepszy świąteczny prezent. Całą tę nowelkę czytało mi się jak czarującą baśń, z każdym kolejnym rozdziałem zachwycającą jeszcze mocniej.

W Wisteria Gardens po raz pierwszy od dwudziestu siedmiu lat panuje prawdziwie świąteczna atmosfera, bo dla Blythe i Arisa to pierwsze święta od dawna, które mogą spędzić razem, w towarzystwie najbliższych, nie martwiąc się o to, jaka czeka ich przyszłość. Ich dom wypełniony jest śmiechem i rozkosznym oczekiwaniem na świąteczne dni, choć bohaterowie nadal mają przed sobą wiele przygotowań. Aris pragnie jedynie tego, aby jego żona była szczęśliwa i dostała takie święta, o jakich marzyła. W poszukiwaniu idealnego prezentu przeszkadzają mu jednak serie dziwnych zdarzeń. Signa wyczuwa obecność duchów, którzy przed laty utknęli przywiązani do posiadłości i teraz próbują zakłócić ich spokój. Przed bohaterami ostatnia więc zagadka - muszą odkryć, co takiego trzyma duchy w tym miejscu, aby mogli w spokoju powrócić do radosnego świętowania.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po otworzeniu książki, to to, jak pięknie została wydana. Każda strona jest świątecznie przyozdobiona, a dodatki w postaci obrazków, które urzeczywistniają opisane przez autorkę wydarzenia, dodają lekturze klimatu i wyjątkowości. Czułam się tak, jakbym przeniosła się do dzieciństwa, kiedy to uwielbiałam czytać bajki i baśnie. Ale ta książka nie jest klimatyczna jedynie wizualnie - święta i ciepło wylewają się z każdej strony. Opisy przygotowań bohaterów do Świąt Bożego Narodzenia, magicznego klimatu posiadłości Blythe i Arisa, a przede wszystkim więzi między postaciami, tworzą wyjątkową lekturę na ten okres świąteczny.

Nowelka opowiedziana jest oczami czwórki naszych głównych bohaterów serii: Signy, Śmierci, Arisa i Blythe. Jako osoba, której serce najmocniej skradła Wisteria, to głównie rozdziały o Losie i Życiu podobały mi się najbardziej. Pamiętam, ile emocji odczuwałam czytając finał trylogii i możliwość doświadczenia ich powrotu, i to w tak magicznym czasie, wywołała szeroki uśmiech na mojej twarzy. Zwłaszcza, że ich miłość tylko rośnie w sile. Śmierci i Signy było trochę mniej, Signa zdecydowanie była bardziej obecna, ale autorce nawet ich udało się w fajny sposób zaangażować w akcję. Bardzo mi się podoba to, że po tym wszystkim wszyscy stworzyli razem jedną, może trochę dziwną, rodzinę.

W tle mamy też kolejną tajemnicę związaną z pojawieniem się w posiadłości duchów, która nadaje nowelce typowego dla całej trylogii gotyckiego klimatu i urozmaica fabułę. Cały ten wątek nie był może najbardziej wciągający, ale mi się podobał - zwłaszcza w połączeniu z obrazkami, które wszystko tylko powołały do życia. Gdyby nie ten element, obawiam się, że nowelka szybko stałaby się nudna i powtarzalna.

Jestem pewna, że fani trylogii świetnie się będą bawić czytając Holly. To fajne urozmaicenie po zakończeniu Wisterii, a przede wszystkim miły dodatek świąteczny, który otula ciepłem, wywołuje uśmiech, a nawet momentami porusza. Nie jest to konieczna lektura, ale i tak, jeśli lubicie tych bohaterów, polecam wam ją przeczytać - myślę, że będziecie się na niej miło bawić.



ADALYN GRACE to bestsellerowa autorka "New York Timesa" i "USA Today". Jej powieść Władczyni dusz została okrzyknięta przez Entertainment Weekly najlepszą książką fantasy young adult 2020 roku. Zanim zaczęła pisać, pracowała w teatrze, była naczelną redaktorką gazety non profit i stażystką w Nickelodeon Animation Studio. Mieszka w San Diego. 


Tytuł: Holly
Autorka: Adalyn Grace
Seria: Belladonna. Tom 3.5
Data premiery: 29.10.2025
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Uroboros:
Czytaj dalej »

niedziela, 21 grudnia 2025

Tahereh Mafi - Obserwuj mnie



James Anderson miał plan. A właściwie tylko jego połowę.

To jednak wystarczyło, by osiągnąć coś, czego nie dokonał nawet jego legendarny brat, Aaron Warner Anderson: przedostać się na Arkę – ostatnią twierdzę Przywrócenia. Zresztą jeśli skończył w więziennej celi, dla Jamesa to wciąż było zwycięstwo.

Minęła dekada od upadku Przywrócenia. Dziesięć lat odkąd niesławny duet — Juliette Ferrars i Aaron Warner Anderson — poprowadził bunt i stworzył Nową Republikę. Teraz spokój wydaje się złudny. Przywrócenie jest silniejsze i sprytniejsze niż kiedykolwiek, a do wykonania swojej misji ma perfekcyjną kandydatkę.

Rosabelle Wolff zawsze miała plan.

Na Arce nie można sobie pozwolić na spontaniczność. Każdy gest, każdy cień emocji są rejestrowane i oceniane. Rosa została wychowana na morderczynię – bezbłędną, posłuszną, bez wahania wcielającą w życie każdy rozkaz.

Kiedy jednak drogi Rosy i Jamesa się przecinają, plan przestaje być oczywisty. W świecie, gdzie granica między wrogiem a sprzymierzeńcem jest cieńsza niż lód, a miłość bywa równie niebezpieczna co zdrada, rodzi się pytanie, którego nie da się zagłuszyć: Kim jesteśmy, gdy nikt nas nie obserwuje?


Nie minęło dla mnie wiele czasu odkąd przeczytałam finał Shatter Me, bo nadrobiłam tę serię zaledwie w zeszłym miesiącu, ale nie ukrywałam wtedy mojego rozczarowania. Ta seria miała swoje wzloty i upadki i ostatecznie świetnie się na niej bawiłam, ale jednocześnie nie tak wyobrażałam sobie zakończenie - wiele niedokończonych albo porzuconych wątków pozostawiło mnie z poczuciem nieusatysfakcjonowania. Dlatego też bardzo byłam ciekawa nowego spin-offu, który ma się dziać 10 lat po finale i obaleniu przez bohaterów Przywrócenia. I może was tu zaskoczę.. ale będąc świeżo po lekturze Obserwuj mnie zaryzykuję stwierdzeniem, z którym pewnie większość osób się ze mną nie zgodzi -  ta seria zapowiada się o wiele lepiej, niż cała seria Shatter Me, która niestety kulała w wielu kluczowych aspektach. Od pierwszej do ostatniej strony nie mogłam się oderwać i pokładam w niej wielkie nadzieje!

Dziesięć lat temu legendarni Aaron Warner Anderson oraz Juliette Ferrars z przyjaciółmi przyczynili się do upadku Przywrócenia i powstania Nowej Republiki. Dorastający w ich cieniu James, przyrodzony brat Aarona, jest im wdzięczny za wszystko, co dla niego zrobili, ale jednocześnie ciągle odczuwa frustrację spowodowaną tym, że pomimo tego, że ma już dwadzieścia lat, jego przyjaciele i rodzina nadal traktują go jak dziecko, którym wtedy był. Dlatego ma plan: wkraść się na terytorium Arki, będącej pozostałością po dawnym Przywróceniu, i dowiedzieć się jak najwięcej o ich istnieniu. Plan, który nie przewidział, że być może nie bez powodu jeszcze nikomu nie udało się przekroczyć granicy i pozostać przy tym niezauważonym. W życiu Rosabelle Wollf liczy się tylko jedna osoba: jej młodsza i chora siostra, która jest jej jedyną rodziną. Dla niej gotowa jest głodować i zabijać na rozkaz przywódców Arki. Dlatego kiedy dostaje zadanie zlikwidowania nowych więźniów, nie waha się ani przez moment. Nie spodziewa się natomiast, że jedną z jej nowych ofiar jest James Anderson, brat samego Aarona Warnera... którego wcale nie tak łatwo zabić. James i Rosabelle rozpoczynają grę, w której każde z nich ma własny cel. Ale co zrobić, gdy każdy twój ruch jest ciągle obserwowany, a niespodziewane uczucia mogą we wszystkim porządnie namieszać?

Obserwuj mnie przyciąga mocnym początkiem i tak samo się kończy. Już od pierwszych rozdziałów zauważyłam ogromną poprawę w stylu pisania autorki, a zestawienie bohaterów z dwóch zupełnie innych światów tworzy intrygujący fundament do obiecującego spin-offu, który może naprawić wiele błędów, jakie zostały popełnione wcześniej. Zacznijmy od oczywistego: książka opowiedziana jest z dwóch perspektyw, gdzie jednym z głównych bohaterów jest dobrze nam już znany James oraz zupełnie nowa postać, Rosabelle. James w poprzednich tomach był jedynie pojawiającym się czasami bratem Adama, ledwie dzieciakiem, któremu przyszło dorastać w świecie pełnym poświęceń. Teraz jest już młodym mężczyzną, który przez ostatnie lata wychowywał się w domu Juliette i Aarona, a teraz pragnie być jedynie ważną częścią ich grupy.

James jest dla mnie wręcz idealnym połączeniem wyglądu i onieśmielającej postawy Aarona oraz lekko lekceważącej oraz przezabawnej osobowości Kenjego. Być może dlatego z miejsca go pokochałam, a rozdziały napisane jego oczami doprowadzały mnie do łez ze śmiechu nawet w najbardziej zatrważających momentach. Jest w nim tak wiele charyzmy i samoświadomości, że wypełniony akcją początek sprawił mi całe mnóstwo frajdy. W Shatter Me ogromnie brakowało mi rozwinięcia wątku jego oraz Aarona i zdaje się, że autorka w końcu te braki nadrabia, bo widzimy tutaj zupełnie inną stronę ich relacji, jaka rozwinęła się przez lata - a to było jak miód na moje serce!

Rosabelle to natomiast jedna z ciekawszych bohaterek, o jakich miałam okazję czytać w tym roku. Jest pełna sprzeczności, z którymi nie radzi sobie nawet ona sama, a gdy ją poznajemy, bez mrugnięcia okiem morduje grupę ludzi, jakby nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Daje nam też świetny wgląd w rzeczywistość wychowywania się w Arce, gdzie skrywają się ostatnie osoby powiązane z Przywróceniem - a tak bliskiej okazji do poznania opozycji od środka jeszcze nie mieliśmy. Mogłoby się wydawać, że skoro bohaterom udało im się ich pokonać na świecie w końcu zapanuje spokój, ale w rewolucjach nic nie jest nigdy czarno-białe. A rzeczy, do jakich są zdolni obywatele Arki burzą krew w żyłach (trochę też dlatego, że tematyka sztucznej inteligencji uderza aż zbyt blisko rzeczywistości i naszej smutnej przyszłości), ale jednocześnie tworzą potencjał na naprawdę świetny i ciekawy sequel.

To nie pierwszy raz, gdy historia zestawia ze sobą osoby z zupełnie różnych światów, ale nie szkodzi, bo dynamika Jamesa i Rosabelle jest uzależniająca. Przebywanie w swoim towarzystwie stawia ich światy na głowie. Dla Rosabelle, dziewczyny z ogromnym bagażem, która nie pozwala na to, by cokolwiek przysłaniało jej to, dla kogo to wszystko robi, James jest jak jedna wielka bomba, bo nie wychodzi jej z głowy i sprawia, że czuje rzeczy, jakich nie powinna. James natomiast - jak sam z ironią zauważa - czuje się zaintrygowany wszystkim tym, co skrywa, chociaż powinna być przecież jego wrogiem. Jest jeszcze przed nimi długa droga, nie nazwałabym tego wątku nawet do końca romansem, ale to zalążki czegoś, co zaczęło się bardzo obiecująco i nadało tej historii wielu warstw.

Dla mnie jednak największym powodem, dlaczego ten spin-off od razu spodobał mi się bardziej od pierwszej serii, jest prawdziwe i zbudowane przez lata found family. Być może to testament tego, jak bardzo rozwinął się warsztat pisarski autorki na przestrzeni ostatniej dekady, ale moja największa krytyka związana z nieumiejętnością autorki rozwijania postaci i relacji między nimi, nie ma tu znaczenia. Wszyscy bohaterowie nabierają tu kolorów, a przyjaźnie i rodzina, jaką stworzyli, sprawiają, że naprawdę trudno nie poczuć do nich przywiązania. Nawet Adam, którego nigdy nie lubiłam (ale też nie miałam okazji polubić, bo autorka praktycznie o jego postaci zapomniała), staje się postacią, którą w końcu zaczynam lepiej rozumieć i doceniać. Nie myślcie sobie też, że zapomniałam o Kenjim - nie było go tu za wiele, ale wystarczająco, by wywołać na mojej twarzy szeroki uśmiech samą swoją obecnością. I ogromnie jestem ciekawa, co autorka ma dla niego w planach, bo mam przeczucie, że być może dostaniemy jeszcze rozdziały z perspektywy znanych bohaterów w nadchodzących tomach...

Śmiało mogę napisać, że Obserwuj mnie to bardzo obiecujący początek spin-offu Shatter Me. Wiem, że jeśli chodzi o wracanie do starych i uwielbianych serii zdania zawsze są podzielone, a same historie mogą pójść albo w dobrą, albo w złą stronę, ale myślę, że w tym przypadku naprawdę warto dać jej szansę. Ten tom nie odbiera niczego oryginałowi, a wręcz przeciwnie - uzupełnia go i daje szansę powrócić do ukochanych postaci, choć trochę starszych, którzy muszą zmierzyć się z nowymi przeciwnościami. Mam nadzieję, że kolejne tomy utrzymają poziom!



Tahereh Mafi jest autorką powieści dla dzieci i młodzieży. Jej książki sprzedały się w milionach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na trzydzieści języków. Powieść Mafi Gdyby ocean nosił twoje imię została uznana przez magazyn „Time” za jedną z „najlepszych książek YA wszech czasów”, a wytwórnia Levantine Films wykupiła prawa do jej ekranizacji. Obecnie mieszka w południowej Kalifornii z mężem i córką.


Tytuł: Obserwuj mnie
Autorka: Tahereh Mafi
Seria: Shatter Me: Nowa Republika. Tom 1
Data premiery: 26.11.2025
Liczba stron: 332
Wydawnictwo: We Need Ya
Ocena: 9/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem WeNeedYA:


Czytaj dalej »

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Rebecca Ross - Wild Reverence. Dziedzictwo bogów



Matilda, bogini urodzona w oświetlonym ogniem świecie Podziemia, obdarowana skromną magią posłańca, przenosi między światami listy i tajemnice, w tym jedną własną: znajomość z chłopcem-śmiertelnikiem, którego zna wyłącznie ze snów…

Dziesięć lat temu Vincent Beckett napisał do Matildy w najmroczniejszą noc swego życia: błagał o pomoc boginię, z którą zaprzyjaźnił się w snach. Jednak modlitwa pozostała niewysłuchana, a on ostatecznie odwrócił się od bogów... aż do chwili, w której Matilda przybywa do niego z listem i obietnicą przyszłości wykraczającej poza sny, przyszłości, która miałaby zmienić mroczne i krwawe zwyczaje bogów… lub położyć im kres.


Jeśli mieliście okazję poznać dylogię Divine Rivals i poczuliście lekki niedosyt jeśli chodzi o przedstawienie elementów fantasy, to oto Rebecca Ross powraca do tego fikcyjnego świata, aby odpowiedzieć na kilka pytań. W Wild Reverence cofamy się w czasie o wiele dziesięcioleci, gdzie światem rządzili bogowie i magia, a wojna spowodowana konfliktem między Dacre'em a Envą jeszcze nie miała miejsca. Poznajemy wiele nowych postaci i może się wydawać, że to prequel nie mający wiele wspólnego z historią Iris i Romana, których poznajemy wiele lat później, ale Rebecca Ross oczywiście w pięknym stylu łączy obydwie te historie. Jednocześnie przedstawia powieść druzgocącą i piękną, wywołującą masę emocji i po raz kolejny zachwycającą wyjątkową prozą, jaką operuje tylko Ross.

Wiele, wiele lat temu, sześć gwiazd ułożyło się na niebie i urodziła się najmłodsza bogini Podziemia, Matilda. Obdarowana magią heroldki, posłanki przenoszącej słowa i wiadomości między światami, pół Underling i pół Skyward. Mało kto brał jej istnienie na poważnie, gdy dorastała wśród bogów Podziemia - bogów gotowych wzajemnie się zabijać, by tylko odebrać sobie moce. I być może dlatego nikt nie zauważył, że zaczęła zanurzać się w sny pewnego śmiertelnika, chłopca o imieniu Vincent, z którym połączyła ją więź nawet pomimo tego, że nigdy się nie spotkali. Lata mijały i Matilda pozostawała niezauważona do dnia, kiedy wszystko stanęło na głowie - a młoda dziewczyna, zmuszona zachować tajemnice, które mogły zagrozić jej życiu, musiała uciekać z Podziemia. I tym samym jej kontakt z Vincentem urwał się na długie lata. Nie dotarła do niej jego wiadomość, w której lata temu błagał ją o pomoc. I nie była świadoma, że z uroczego chłopca stał się stoickim i twardym mężczyzną, który musiał przejąć obowiązki lorda i zająć się wizją nadchodzącej wojny z człowiekiem, który już raz odebrał mu wszystko. Mężczyzną, który przysiągł sobie, że nie będzie jej już wspominać. Dopóki pewnego dnia nie staje w jego pokoju z listem w ręce...

Skłamałabym pisząc, że ta książka to była miłość od pierwszej strony. W rzeczywistości przez pierwsze 150 stron męczyłam się trochę z tempem tej historii, bo fabuła rozwija się bardzo powoli. Cierpliwe oczekiwanie jednak popłaciło, bo kiedy już akcja nabiera tempa, a wszystkie wątki zaczynają się łączyć w całość, nie mogłam się oderwać. Rebecca Ross już po raz kolejny zachwyciła mnie swoją piękną prozą. Jej żywe opisy świata oraz wypełnione emocjami przeżycia bohaterów robią wrażenie.

Pierwsze rozdziały przedstawiają złożony świat bogów i magii, a także dają nam wgląd w pierwsze lata życia Matildy jako młodej bogini wychowywanej bez znajomości swojego ojca. W świecie, w którym każdemu zależy tylko na sobie i bez skrupułów może odebrać innej osobie wszystko, Matilda szybko uczy się by nie okazywać wielkich emocji i skupiać się tylko na swoim celu, do którego została stworzona. Wiele się jednak zmienia, gdy w końcu zostaje nam przedstawiony Vincent - młody chłopiec torturowany koszmarami, w których Matilda staje się jego jedyną liną ratunkową, nawet jeśli jest tylko wymysłem jego wyobraźni.

Jeśli sięgacie po tę książkę dla romansu tej dwójki, to ostrzegam was, szykujcie się na długi, dłuugi slow burn. To zdecydowanie nie jest książka, gdzie romans przeważa ponad wszystkim, nawet jeśli jest w samym sercu wszystkiego, co popycha ją do przodu. Historia Matildy i Vincenta to przede wszystkim historia o walce o lepsze życie i o odnajdowaniu w nim swojego miejsca. Rozpisana na przestrzeni wielu długich lat, opowiada o tych pięknych momentach krótkiej nadziei, gdy ich ścieżki chwilowo się przecinały, ale przede wszystkim o tym, ile obydwoje musieli poświęcić w imię rzeczy, do których zostali zobowiązani. W tym przeciwstawieniu ich żyć jako śmiertelnika i bogini widać tyle tęsknoty, tyle cierpienia i poświęceń, że nie sposób nie uronić choć jednej łzy. Jednocześnie najpiękniejsze i najtragiczniejsze w nich jest to, że los nie pozwala im spędzić ze sobą wiele czasu, ale łączy ich ta niewidzialna nić, którą noszą w swoich sercach przez cały ten okres. Autorka po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w przedstawianiu epickich historii miłosnych, które zapisują się na zawsze w sercu czytelnika.

W Wild Reverence przewijają się także imiona, które z pewnością znają osoby, które czytały dylogię Divine Rivals. Wtedy mieliśmy jedynie zalążki historii postaci takich jak Dacre czy Enva, a tutaj z pierwszej ręki możemy zobaczyć, jak to wszystko się rozpoczęło. Nie tylko w przypadku tej dwójki, ale też u wielu nowych postaci, których losy tak wiele tłumaczą i dopełniają świat, który już znamy. Moim ulubionym i najbardziej fascynującym wątkiem był wątek Bade'a i Adrii, o których z wielką chęcią przeczytałabym osobną powieść. Sam Bade, bóg wojny, który zakochał się w śmiertelniczce, jest jedną z najbardziej fascynujących postaci w tej książce.

I chociaż pochłonął mnie ten świat pełen tragedii i poświęceń, to uważam, że są rzeczy, które można było skrócić, a inne bardziej dopracować. Jak na książkę liczącą sześćset stron, czasami fabuła spowalniała aż za bardzo. Nie mogłam też się pozbyć wrażenia, że postać Vincenta trochę ginie w tych wszystkich wydarzeniach i chociaż bardzo go polubiłam, to nie czułam się do niego niestety jakoś mocno przywiązana. Piękna była jego miłość do Matildy, pełna wielu lat cichej tęsknoty i pragnienia, a także jego gotowość do poświęceń dla własnego brata i swoich poddanych - ale chciałabym zobaczyć tego więcej. To samo zresztą tyczy się całej ich historii miłosnej, która uderzyłaby we mnie chyba jeszcze mocniej, gdyby tempo było trochę bardziej dopracowane, a Matilda i Vincent mieli trochę więcej chwil dla siebie, zwłaszcza pod koniec książki.

Świetnie się bawiłam podczas czytania Wild Reverence, ale niestety nie zaangażowałam się w tę historię tak mocno, jak w historię Iris i Romana (chociaż wątpię, aby Ross kiedykolwiek udało się dobić do ich poziomu, bo ta dylogia zawsze będzie dla mnie najbardziej wyjątkowa). Uważam jednak, że jest to bardzo dobry prequel, który świetnie wypełnia braki Divine Rivals, w szczególności te związane ze światem bogów i magii. Można oczywiście czytać ten tom jako jednotomówkę, ale myślę, że fani DR docenią ją bardziej za wszystkie te piękne połączenia z historią, którą już pokochaliśmy. Epilog naprawdę mnie wzruszył i był chyba moim ulubionym rozdziałem z całej książki. Gdyby tempo historii zostało dopracowane, być może byłabym bardziej zachwycona.


Autorka powieści fantasy dla nastolatków i dorosłych. Mieszka u podnóża Appalachów, w północno-wschodniej Georgii, z mężem, owczarkiem australijskim i górą książek, którą trudno ogarnąć wzrokiem. Zanim odważyła się przelać na papier rodzące się w niej opowieści, pracowała m.in. na ranczo w Kolorado i w szkolnej bibliotece. Kocha kawę, stare maszyny do pisania i znaczki pocztowe. Gdy nie pisze - czyta lub pracuje w ogrodzie, gdzie hoduje polne kwiaty i pomysły na swoje historie. Do jej najpopularniejszych książek zalicza się dylogia "Divine Rivals".


Tytuł: Wild Reverence. Dziedzictwo bogów
Autor: Rebecca Ross
Data premiery: 26.11.2025r.
Wydawnictwo: You & YA Books
Liczba stron: 608
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem You & YA Books:
Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 grudnia 2025

B. K. Borison - Business Casual




Nova Porter isn’t looking for love, and she certainly has no explanation for her attraction to buttoned-up, three-piece-suit-wearing investment banker Charlie Milford. Maybe it’s his charm? Or maybe it’s his determination to help her fledgling business however he can. Either way, she’s distracted every time he’s around. With her new tattoo studio set to open in her hometown of Inglewild, she doesn’t have time for frivolous flirtations. 

In an effort to get Charlie out of her system once and for all, Nova offers a proposition. One night. No strings. They’ll kick their uncomfortable attraction to the curb and return to their respective responsibilities. But their explosive night together scatters their expectations like fallen leaves. And with Charlie in town as the temporary head of Lovelight Farms, Nova can’t quite avoid him. 

And Charlie? Well, Charlie knows a good investment when he sees one. He’s hoping he can convince Nova he’s worth some of her time.


Kiedy potrzebuję książki, która otuli mnie jak ciepły kocyk, wiem, że zawsze mogę polegać na B. K. Borison. Seria Lovelight Farms rozkochała mnie nie tylko cudownym klimatem, który sprawia, że przez kilka godzin sama czuję się częścią tego fikcyjnego miasteczka, ale też bohaterami, którzy tworzą jedną z moich ulubionych fikcyjnych grup przyjaciół. I czuję aż wszechogarniający smutek, że Business Casual to ostatnia część, bo mogłabym wracać do Inglewild w nieskończoność i nigdy się nie nudzić. Historia Charliego i Novy dała mi poczucie spokoju i komfortu, to idealne połączenie małomiasteczkowego chaosu i ciepła, przezabawnych przekomarzanek słownych, rodzinnych momentów, pełnego chemii napięcia i pięknych chwil bezbronności, które ściskały mnie za serce.

Charlie, przyrodni brat Stelli z pierwszego tomu, prowadzi stabilne i poukładane życie jako businessman z Nowego Jorku. Mało kto jednak wie, że najwięcej szczęścia daje mu spędzanie czasu w małym miasteczku Inglewild, wśród wścibskich mieszkańców i przyjaciół, których tak bardzo pragnie nazywać swoimi. Dla Novy, najmłodszej siostry Becketta (tom 2), Charlie utożsamia wszystko to, od czego pragnie trzymać się z daleka. Jest rozrywkowy, zawsze uśmiechnięty, kobiety padają mu u stóp i z tym swoim przystojnym uśmiechem stanowi największy rozpraszacz. A przecież dla niej w tym momencie liczy się jedynie udane otwarcie jej pierwszego własnego studia tatuażu. Nie ma w jej życiu miejsca na poważne związki. Nikt nie powiedział jednak nic o krótkiej chwili wzajemnej przyjemności, do czego Charlie jest przecież idealnym kandydatem. Nova proponuje mu więc, żeby spędzili razem jedną noc, aby wyrzucić z siebie seksualne napięcie i potem znowu mogą wrócić do bycia przelotnymi znajomymi ze wspólnymi przyjaciółmi. Ale kiedy jedna noc okazuje się być niewystarczająca, a Nova dowiaduje się, że Charlie zostanie w mieście dłużej niż sądziła, granice między relacją z korzyściami a czymś więcej zaczynają się zacierać...

Nie potrafię wyrazić słowami, jak wielkie poczucie komfortu daje mi powrót do miasteczka Inglewild. I chociaż część mnie obawiała się trochę, że ten tom może nie przypaść mi do gustu tak bardzo jak poprzednie, bo nie jestem fanką motywu relacji z korzyściami, to okazało się zupełnie odwrotnie - Charlie i Nova zostali chyba oficjalnie moją ulubioną parą tej serii. Gdzieś między całą tą chemią i napięciem seksualnym autorce udało się ukazać piękne momenty wrażliwości i delikatności, które sprawiły, że ich historia była tym bardziej wyjątkowa.

Charlie zostanie prawdopodobnie jedną z moich ulubionych fikcyjnych postaci, bo sposób, w jaki opisane zostają jego uczucia, momenty poczucia samotności i zwątpienia sprawiły, że serce ściskało mi się tak mocno, że niejednokrotnie walczyłam ze łzami. Zupełnie się tego nie spodziewałam, bo przez tak długi czas znamy go jedynie jako tego wiecznie uśmiechniętego, towarzyskiego faceta, który pragnie rozweselać wszystkich naokoło, a nikt tak naprawdę nie wie, ile wysiłku kosztuje go utrzymanie tej persony. Zwłaszcza, że sam nie ma w swoim życiu tak naprawdę nikogo, kto postawiłby go na pierwszym miejscu, a jego własny ojciec na każdym kroku sprawia, że Charlie czuje się, jakby musiał codziennie ciężko pracować na jego akceptację. Nawet się nie spodziewałam tak szczegółowego zgłębienia jego psychiki, ale przebywanie w jego głowie w momentach największej wrażliwości sprawiło, że miałam go ochotę przytulić i nigdy nie wypuszczać.

Byłam też bardzo zaskoczona przedstawieniem postaci Novy, bo zazwyczaj tak bywa, że w romansach, w których mamy relację czysto fizyczną między osobami, które nie chcą poważnego związku, to właśnie ten aspekt staje się z czasem źródłem konfliktu, a Nova okazała się być zupełnie inna. Jako młodsza siostra czuje ogromną presję, by odnieść sukces i sprawić, aby jej rodzina była z niej dumna i często widzimy jej momenty zwątpienia w siebie, ale jednocześnie to ona staje się największą siłą i wsparciem dla Charliego, gdy tego potrzebuje. Sposób, w jaki z determinacją chroniła jego serce i zauważała najmniejsze zmiany w jego zachowaniu, gdy dni stawały się zbyt trudne, to moja ulubiona część całej ich relacji. Autorka sprawiła, że ci bohaterowie są żywi, prawdziwi, a my jako czytelnicy odczuwamy razem z nimi wszystko to, z czym się zmagają - i to jest tak wyjątkowe.

Relacja tej dwójki to połączenie rozkosznych flirciarskich wiadomości, zalotnych spojrzeń i wielkich uniesień, ale też właśnie takich chwil spokoju, spędzania ze sobą czasu przy najzwyklejszych czynnościach, wzajemnego zrozumienia bez słów i dbania o siebie, gdy tej drugiej osobie ciężko poprosić o pomoc. To właśnie to, jak bardzo byli do siebie dostrojeni, zachwyciło mnie najmocniej, bo to mój ulubiony typ historii miłosnych - kiedy cała magia zostaje zawarta w prostych momentach. Nie wspominając o tym, jak wiele zabawy sprawiła mi ich dynamika, gdzie Nova jest zamkniętą w sobie osobą, a Charlie przysłowiowym promykiem słoneczka, który nie daje o sobie zapomnieć. Nie mogłam się przestać uśmiechać, gdy tylko zaczynał z nią flirtować, a jeszcze bardziej, gdy zaczęła na jego zaczepki odpowiadać, a on reagował najsłodszym zmieszaniem. W tej dwójce jest tak wiele naturalności, że pochłaniałam każdą ich interakcję.

Ogromnym powodem, dlaczego tak tę serię pokochałam jest też to, że to nie tylko zwyczajne historie miłosne, ale książki wypełnione ciepłem przyjaźni, przyszywanej rodziny i chaosu życia w miasteczku, gdzie każdy jest ciekawski i lubi się wtrącać w nieswoje sprawy. Doświadczyliśmy tego już w poprzednich tomach i nie zabrakłoby też tego tutaj. To właśnie wszystkie te poboczne relacje, wliczając w to wzruszające momenty pomiędzy Novą, a Beckettem, czy Stellą, a Charliem, a nawet i całą ekipą, która z książki na książkę się tylko rozrasta, sprawiają, że jest taka ciepła i komfortowa. Nie ma tu miejsca na wyssane z palca dramaty, chociaż jednocześnie fabuła nie jest nudna. Autorka wie, jak operować emocjami, aby wywołać u czytelnika szybsze bicie serca, ale jednocześnie podnieść na duchu.

Business Casual to kolejna już książka, która rozkochała mnie w twórczości B. K. Borison. Jej w jej stylu pisania coś takiego, że zawsze przenoszę się do innego miejsca. Piękne, klimatyczne opisy, charyzmatyczni bohaterowie, cudowna grupa przyjaciół i niezapomniane miasteczko. Mogłabym spędzać tam czas bez końca i mam ogromną nadzieję, że autorka wróci jeszcze kiedyś do Inglewild i to nie jest moje ostatnie spotkanie z Luką, Stellą, Evie, Beckettem, Calebem, Laylą, Novą i Charliem. Tymczasem mogę śmiało napisać, że ten tom to była jedna z najprzyjemniejszych, najsłodszych i najcieplejszych historii tego roku. 


B. K. BORISON mieszka w Baltimore ze swoim słodkim mężem, żywiołowym maluszkiem i ogromnym psem. W gimnazjum zaczęła pisać na marginesach książek i od tamtej pory pisze już nieustannie. Lovelight Farms jest jej debiutem literackim.

Tytuł: Business Casual
Autorka: B. K. Borison
Seria: Lovelight Farms. Tom 4
Język: angielski
Data premiery: 16.07. 2024
Liczba stron: 384
Ocena: 9/10
Czytaj dalej »

sobota, 6 grudnia 2025

Podsumowanie czytelnicze listopada


Witam was kochani w Mikołajki z moim podsumowaniem czytelniczym listopada! Był to zaskakująco owocny miesiąc, w którym udało mi się ukończyć jedno z moich największych książkowych postanowień na 2025 rok: przeczytałam w końcu do końca całą serię Shatter Me! To była przygoda pełna wielu przeróżnych emocji, ale jestem dumna, że udało mi się skończyć ją przed końcem roku (bo zdecydowanie w to wątpiłam kilkukrotnie). Dodatkowo w tym miesiącu miałam największą przyjemność wspierać medialnie premierę kolejnej już wspaniałej hokejowej książki Elle Kennedy Zasada Dixon - historię Shane'a i Diany, która doprowadza do łez ze śmiechu i jest jedną z moich ulubionych książek z tego uniwersum.

Napisałam kilka zdań o każdej przeczytanej przeze mnie w listopadzie książce (których było osiem, w tym trzy nowelki). Zapraszam do czytania, jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń:

ULECZ MNIE - 4


Ten tom zdecydowanie mocno namieszał w całej serii, bo autorka wyjawia tu rzeczy, które na dobre zmieniają bieg fabuły. Wiem, że to była kontrowersyjna decyzja, która spotkała się ze sprzecznymi opiniami - ja należę jednak do osób, którym się to podobało. W pierwszej trylogii bardzo brakowało mi rozwinięcia świata i wątków politycznych, a tutaj zdecydowanie jest tego wszystkiego więcej. Wątek miłosny ma nadal duże znaczenie, ale na jaw wychodzą też inne sprawy, które mocno wstrząsają losami bohaterów i budują drogę do zakończenia z ogromnym potencjałem. Największy plot twist niestety znałam, ale i tak zakończenie wywołało we mnie ogromne emocje.




OSŁOŃ MNIE - 5



Nikogo to nie zdziwi, ale to moja ulubiona nowelka, bo napisana z perspektywy Kenjego! To moja ulubiona postać i zapewne główny powód, dlaczego tak naprawdę byłam zdeterminowana tę serię doczytać do końca. Tutaj dostajemy wgląd w jego głowę po wszystkich trudnych wydarzeniach i dostrzegamy pęknięcia w jego zawsze uśmiechniętej fasadzie, jaką tak pracowicie utrzymuje przed innymi. Dodatkowo tutaj zaczyna się jego przygoda z Nazeerą, co również bardzo mnie zaintrygowało.




POSKROM MNIE - 4,5



Po turbulencjach w relacji Warnera i Juliette oraz wszystkim tym, czego dowiadujemy się o ich przeszłości w finale Ulecz mnie ten tom zabiera nas w podróż po ich historii. Opowiedziany mnóstwem wspomnień wywołuje całą masę emocji i chyba z tego powodu jest moim drugim ulubionym, zaraz po Rozbudź mnie. Świetnie się bawiłam odkrywając wszystkie te plot twisty i informacje, które na dobre zmieniły moje postrzeganie wielu sytuacji z pierwszych książek.




DOSTRZEŻ MNIE - 4


Kolejna nowelka opowiedziana oczami Kenjego! Tego się nie spodziewałam, ale to pierwsza nowelka, która nie jest wypełnieniem historii, ale jej kontynuacją, bo dzieje się od razu po finale Poskrom mnie i zaczyna Wyśnij mnie. Wiele się w niej dzieje, wszystko zapowiada na to, że finał będzie pełen emocji. Juliette i Kenji pozostają moją ulubioną parą przyjaciół, za to relacja Kenjego i Nazeery niestety zaczęła tu wzbudzać we mnie mieszane uczucia. Niestety ich krążenie wokół siebie i dopowiadanie sobie swoich własnych prawd zaczęło mnie trochę męczyć.




WYŚNIJ MNIE - 3

Niestety zakończenie Shatter Me nie spełniło moich oczekiwań. Czytając ostatnie tomy cały czas trzymałam się nadziei, że autorka powróci do wątków, które miały tak wielki potencjał, a które zostały porzucone, a niestety tak nie było. Największym tego przykładem jest niesatysfakcjonujące przedstawienie relacji Warnera, Adama i Jamesa, których wątek został właściwie kompletnie porzucony. Nie wspominając o tym, że Warner w tym tomie robi się nieznośny i chociaż jest to zrozumiałe, to myślę, że autorka mogła lepiej wywarzyć niuanse jego osobowości - zamiast tego jego postać zostaje spłycona do tego, że większość jego emocji zależy od jego relacji z Juliette. Dużo pytań pozostaje bez odpowiedzi, a zakończenie wątków politycznych nie satysfakcjonuje, bo tak naprawdę urywa się w najbardziej znaczącym momencie. Spodziewałam się czegoś bardziej epickiego.

ZROZUM MNIE - 3

Ostatnia nowelka będąca właściwie przedłużeniem epilogu podobała mi się chyba najmniej. Jest to właściwie dodatek poświęcony ślubowi Juliette i Warnera, ale jako że nie jestem największą zwolenniczką tego pomysłu (są tacy młodzi i w sumie ledwo co udało im się uratować świat), to też nie ekscytował mnie cały ten zamysł... i uważam też, że jego wykonanie poległo. Miałam wrażenie, jakby bohaterowie nagle przestali umieć się ze sobą porozumiewać. Dodatkowo miałam nadzieję, że to będzie szansa na wgląd w nową przyszłość po zakończeniu i autorka odpowie na kilka pytań, ale właściwie rzuca tylko kilka zalążków, które niewiele wyjaśniają. Dla mnie zbędny dodatek, który można było jakoś wpleść w finał serii.



MOŻE TO MIAŁEŚ BYĆ TY - 2


Jedną z moich ulubionych młodzieżówek jest książka Lato złamanych zasad, więc - choć zajęło mi to trochę czasu - w końcu sięgnęłam po kolejną powieść K. L. Walther. Niestety mocno mnie ona rozczarowała. Jak na to, że składa się ona z dwóch historii miłosnych w jednym, żadna z nich nie zrobiła na mnie większego wrażenia. A jeśli już miałabym wybierać, bardziej kibicowałam Luke'owi i Charliemu, których problemy były bardziej realistyczne i wywołujące emocje, niż Nickowi i Sage, których dramaty i nieporozumienia mnie wymęczyły. To książka, w której nikt nie potrafi się ze sobą komunikować, a nie miałam do tego niestety cierpliwości. Niestety na ten moment jest to jedna z najsłabszych książek tego roku.


BUSINESS CASUAL - 5


Świat mi wynagrodził kilka rozczarowań książką, która skradła moje serce i która z pewnością pojawi się na mojej liście ulubieńców tego roku. B. K. Borison po prostu wie, jak napisać ciepły, cudowny, małomiasteczkowy rom-com, którego nie chce się kończyć. Choć to książka oparta na motywach, za którymi nie przepadam (jak chociażby relacja z korzyściami), autorka wypełnia wątek Novy i Charliego tak wieloma wyjątkowymi i pięknymi momentami, że wszystko tworzy wspaniałą całość. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec serii Lovelight Farms, bo pokochałam miasteczko Inglewild. Z chęcią do nich jeszcze kiedyś powrócę!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia