czwartek, 14 marca 2019

Kate McCarthy - Walcząc o Odkupienie


Ryan Kendall już od dziecka miał ciężkie życie. Wie, co to przemoc, strata bliskiej, ukochanej osoby i wie, jak to jest, gdy się kogoś zawodzi. Przez całą swoją młodość pragnął tylko jednej osoby - Finlay Tanner, siostry swojego najlepszego przyjaciela, Jake'a. Ta słodka dziewczyna, z którą dorastał, była obiektem jego marzeń odkąd sięgał pamięcią, ale nie mógł jej mieć. Wierzył, że ona zasługuje na kogoś lepszego, że musiał ją chronić przed sobą samym. W wieku dziewiętnastu lat zaciągnął się do wojska, do Australian Army, a po latach wykończających, intensywnych treningów, został żołnierzem, walczącym za innych. Walka w imię kraju ze swoim przyjacielem u boku była sensem jego życia przez sześć lat, podczas których nie widział, ani nie rozmawiał z Fin. Jednak nieważne jak bardzo chciał zostawić ją w swojej przeszłości, było to wręcz niemożliwe. Bo ona zawsze pojawiała się w jego myślach.

Teraz, sześć lat później, gdy Ryan i Jake wracają do domu i zamieszkują w domu Fin, oboje będą musieli stanąć w obliczu odradzających się uczuć. Niestety, czasem miłość nie wystarczy, aby  uleczyć głęboko zakorzenione rany. Czasem ludzi takich jak Ryan, których złamało życie, nie można już uleczyć.

O książce "Walcząc o Odkupienie" naczytałam się ogrom pozytywnych rzeczy zanim wzięłam się za jej lekturę. A że osobiście uwielbiam powieści z motywem wojny, takie jak chociażby "Consolation" Corinne Michaels, czy seria "Odważmy się kochać" Rebecci Yarros, to już po przeczytaniu opisu tej książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Nie będę ukrywać, że się jej obawiałam, bo wiele innych czytelniczek mówiło, że to książka na której wylewa się rzewne łzy. Dlatego też musiałam być na nią gotowa psychicznie. I rzeczywiście - historia, którą przedstawiła Kate McCarthy była mocna, łamiąca serce, niezapomniana.

Jesteś wszystkim, co widzę. Nic nie jest dla mnie piękniejsze od ciebie. Nikt nigdy nie pokocha cię tak, jak ja cię kocham.

Ryan Kendall to bohater bardzo poturbowany przez życie, zagubiony w swoim bólu i cierpieniu. Wychowywał się w rodzinie, która przynosiła mu więcej cierpienia i poczucia winy, niż szczęścia i miłości. Nie mógł się doczekać, aby od niej uciec. Tragiczne wydarzenia z młodości, o których nie mówił nikomu przez całe swoje życie, zjadały go od środka przez długie lata. Na wojnie oglądał jak na jego oczach umierają tysiące ludzi, czy to nieznajomi, czy jego przyjaciele. Na swoich dłoniach nosił krew drugiego człowieka. Przez całe swoje życie marzył, aby zostać żołnierzem i kiedy wreszcie mu się to udało, nic nie miało mu stanąć na drodze. Postać Ryana tak bardzo łamała mi serce, bo to człowiek tak pełen bólu, którego nie życzyłabym nawet największemu wrogowi. Chociaż wielokrotnie doprowadzał mnie do białej gorączki i frustrował tym, że w pewien sposób bawił się uczuciami Fin, to jednocześnie bardzo dobrze rozumiałam, że to cierpienie zmieniło go w takiego człowieka. Człowieka, który był przekonany, że nie zasługuje na miłość i szczęście. Jego czyny, chociaż frustrujące, pochodziły z tego, że myślał, że robi dobrze. Poświęcał swoje serce dla Fin, pragnąc, aby spełniała swoje marzenia i była szczęśliwa i kochana, nawet jeśli nie byłoby to u jego boku. Podziwiałam jego odwagę, męstwo i gotowość do poświęcenia, oddania życia dla drugiego człowieka.

Jesteś najsilniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam, ale kiedyś ktoś bardzo mądry i odważny powiedział mi, że to ci najsilniejsi upadają najmocniej. Możesz mi zaufać, Ryan. Odpuść. Będę tam, żeby Cię złapać. Zawsze będę przy Tobie.

To Fin zawsze była jego światełkiem w tunelu. Słodka, piękna, miła, trochę niezdarna, siostra jego najlepszego przyjaciela, do której zawsze potajemnie wzdychał. Również Finlay od zawsze kochała się w Ryanie, ale strach przed odrzuceniem nie pozwolił jej wyznać mu swoich uczuć. Gdy zaciągnął się do wojska, złamał jej serce i wtedy też postanowiła, że ułoży sobie życie bez niego. Związała się z miłym chłopakiem, znalazła stałą pracę i była względnie szczęśliwa, do czasu kiedy Ryan nie wrócił do jej życia, sprawiając, że zaczęła kwestionować wszystkie swoje wybory. Z wielką łatwością wkręciłam się w historię jej życia i to sprawiło, że przeżywałam wszystkie jej rozterki z potężną siłą. Kiedy łamało się jej serce, czułam się tak, jakby to mi ktoś grzebał w klatce piersiowej i mocno ściskał. Żałuję tylko, że książka nie była opowiedziana z perspektywy pierwszej osoby, bo myślę, że wtedy ta przygoda byłaby jeszcze lepsza, jeszcze intensywniejsza.


Historia miłosna Fin i Ryana jest pełna bolesnych zawirowań. Obserwujemy jak młodzieńcza, trochę szczenięca miłość przez lata rozwija się w coś poważnego, pięknego. Kiedy przeczytałam prolog tej historii, serce mi stanęło i przeraziłam się tego, jak wszystko się potoczy. Musiałam zwalczyć chęć odłożenia książki i wrócenia do niej za jakiś czas, bo byłam przerażona, że autorka złamie mi serce na kawałeczki. I rzeczywiście tak było, ale ich historia była tego warta. Kate McCarthy ukazała nam, jak ich miłość wzrastała w sposób cichy, niewypowiedziany, ale tak piękny. Jak jako dzieci i nastolatkowie wzdychali do siebie z oddali, a potem jako dorośli musieli walczyć ze swoimi demonami, z problemami, które stały między nimi, aby wreszcie dać szansę ich miłości. Ich historia była piękna, ale tak bardzo bolała. Każda scena, każde słowo było przepełnione emocjami i przez to czytanie tej powieści za jednym posiedzeniem było praktycznie niemożliwe. Musiałam robić sobie przerwy na odpoczynek, bo czasami byłam przytłoczona tym smutkiem i tragedią.

Gdy jesteś blisko, zatracam się w tobie, w twoim uśmiechu, twoich oczach, sercu. I choć nigdy nie byliśmy razem, zawsze byłaś moja. Nawet jeśli nie uda mi się ciebie zatrzymać, pozostaniesz moja.

Wiele osób wspominało o tym, że to książka, do której trzeba mieć przygotowane chusteczki, ale tak naprawdę udało mi się znieść ją dobrze (jak na mnie i moje skłonności do wycia na każdej emocjonalnej scenie). Bo chociaż historia mnie poruszyła, to nie tak intensywnie, jak się tego spodziewałam. Chociaż wątkiem głównym jest tu miłość Ryana i Fin, to mnie tak naprawdę najbardziej interesowały te sceny na wojnie, jakie autorka wplotła w fabułę. A już zwłaszcza te, które zawierały Jake'a, bo ten facet skradł moje serce swoją dobrocią, humorem i miłością do siostry, przyjaciół. Nawet teraz, pisząc tę recenzję, mam łzy w oczach, bo to jego historia najbardziej złamała moje serce. Była w tej książce taka jedna scena, która mnie zdruzgotała i sprawiła, że zamknęłam książkę i potrzebowałam chwili dla siebie. Zalałam się wtedy łzami i wręcz czułam, jak łamie mi się serce. To był jeden, jedyny raz, kiedy rozpłakałam się podczas lektury "Walcząc o Odkupienie", ale na długo zapadnie mi ten fragment w pamięci.


Wojna odebrała życie już tylu ludziom i nadal to robi. Czytanie książek o tej tematyce zawsze mnie bardzo porusza, bo uważam, że są ważne i otwierają oczy na tą przykrą, tragiczną rzeczywistość, z jaką my żyjemy. Podoba mi się to, że autorka wplotła w fabułę także fragmenty z innymi żołnierzami, czy to podczas treningów, czy akcji w Afganistanie. To był mój ulubiony aspekt tej książki, bo był taki prawdziwy i szokujący, a jednocześnie cieszę się, że autorka dała mi szansę na poznanie kolegów Ryana. Polubiłam zwłaszcza Kyle'a, który był wielkim oparciem zarówno dla Ryana i Jake'a, jak i dla Fin. Sceny z tymi chłopakami dawały mi chwilę na wytchnienie, bo były pełne żartów, przekomarzań, głupich dowcipów i sprawiały, że się uśmiechałam. I tak naprawdę żałuję, że nie było ich więcej.

Nieważne ile żyjesz - biliony lat czy niecałe trzydzieści. Liczy się to, jak jasno przez cały ten czas świecisz.

Moim jedynym problemem z tą książką, i za to też obniżyłam jej ocenę, było to, że wszystko tutaj działo się tak szybko. Fabuła jest tak rozległa w czasie i ciągle skacze między wydarzeniami sprzed lat, do teraźniejszości, a nawet przyszłości, że czasami mnie to gubiło. Zdecydowanie nie było czasu na nudę, bo działo się wiele, ale niestety autorka nawrzucała dużo szokujących fragmentów, które zaraz znikały w natłoku kolejnych. W jednej chwili płakałam na wyżej wspomnianej scenie, a zaraz musiałam radzić sobie z czymś innym, nie mając czasu, żeby przetrawić wszystko co się wydarzyło. Żałuję, że autorka nie poświęciła czasu na trochę głębsze opisanie niektórych sytuacji. Nie mówię, że wszystkiego, bo wtedy książka by się ciągnęła, ale tych najważniejszych fragmentów. Czasami zdarzało się, że budowane było napięcie, po to, żeby je nagle urwać i potem przechodziło ono w zapomnienie. Styl pisania autorki jest piękny i wciągający, prowokuje reakcję u czytelnika, ale niestety niektóre wydarzenia były zbytnio pośpieszone i przez to wypadały nienaturalnie. To samo tyczy się relacji między Fin a Ryanem, bo trochę zaskoczyło mnie to, jak szybko rozwinęło się uczucie między nimi, gdy Ryan powrócił do domu. Nie mówię, że było łatwo, ale zważywszy na to, że żadne z nich nigdy nie wyznało drugiej osobie, że uważa go za kogoś więcej, niż przyjaciela, to zaskakująco szybko przeszli do fazy, w której wyznawali sobie miłość. Takie przeskakiwanie między datami i robienie dużych przerw czasowych trochę zbiło mnie z tropu.



Pomimo tego, że książka może nie była idealna, to bez dwóch zdań przyniosła mi wiele wrażeń i emocji. Co prawda bardziej poruszyła mnie historia bohaterów drugoplanowych, ale to nie oznacza, że nie podobała mi się historia miłości Fin i Ryana. Bo ta była pełna poświęceń, wyrzeczeń, zrozumienia, a bohaterowie byli swoimi bratnimi duszami i to było widać. Wiecie, ta historia uderzyła we mnie tym, że nawet najsilniejsi z nas upadają, i to upadają mocno. Że życie uczy nas najmocniej w czasie tragedii i cierpienia, a tak naprawdę najcięższą walką jest walka o samego siebie, o wybaczenie sobie swoich własnych błędów, o akceptację swoich wad. Miłość Fin i Ryana pokazuje, że może nie zawsze druga osoba będzie w stanie nas uleczyć, ale przynajmniej będzie dla nas oparciem w czasie, gdy jedyne czego zapragniemy, to się poddać. I że być może czasami tylko to wystarczy. "Walcząc o Odkupienie" może i nie poruszyło mnie tak, jak się spodziewałam, ale to nie oznacza, że żałuję jej przeczytania. Bo zdecydowanie nie żałuję. Ta historia była surowa, bolesna, tragiczna, sprawiła, że przez większość czasu czułam się smutna i prawie wykończyła mnie psychicznie, ale jednocześnie otworzyła mi oczy na wiele spraw, a przede wszystkim dała również nadzieję. Bo bez nadziei co nam pozostaje w życiu? Nic.




KATE MCCARTHY - Dorastała w małym australijskim mieście położonym za Port Macquarie. Dorastając w domu przy plaży, Kate cieszyła się spokojem i wieloletnimi przyjaźniami, które gwarantowało jej życie w niewielkim miasteczku. Obecnie mieszka w Brisbane, mieście w stanie Queensland, gdzie pracuje jako księgowa, jednocześnie piekąc weselne torty i pisząc. Jest mężatką, ma dwójkę dzieci i dwa psy. Mieszka w domu na przedmieściach, otoczona gronem bliskich przyjaciół, którzy pomagają jej zachować zdrowe zmysły, oraz rozsianą po całym kraju rodziną.



Tytuł: Walcząc o Odkupienie
Autor: Kate McCarthy
Tytuł w oryginale: Fighting Redemption
Data premiery: 20 lutego 2019
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 321
Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe!





6 komentarzy:

  1. Piękna książka <3 Mi łezka poleciała przy scenie z bratem Finlay :D

    Pozdrawiam, Ewelina z redgirlbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka jest genialna. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpuściłam sobie ten tytuł, jakoś się nie zainteresowałam :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia