czwartek, 13 lutego 2020

Brittainy C. Cherry - Eleanor & Grey



Greyson East mnie naznaczył.

Zakochałam się w nim jako młoda dziewczyna, która nie wiedziała nic o życiu.
Dni były idealne… aż wszystko się zepsuło i musieliśmy się rozstać. Pozostawiając za sobą pierwszą miłość, trzymałam się wspomnień i pragnienia, aby móc go odnaleźć.

A kiedy moje marzenie się spełniło, nic nie było takie, jak sobie wyobrażałam.

Zgłaszając się na rozmowę w sprawie posady niani, nie spodziewałam się, że moim nowym szefem będzie chłopak, którego znałam, a który był teraz zimnym, zamkniętym w sobie, samotnym mężczyzną.
Zniknął uśmiech, który tak kochałam, zbladły wspomnienia. Każdą jego cząstkę spowijał świeży ból.
Kiedy Greyson zorientował się kim jestem, wymógł na mnie obietnicę profesjonalizmu w pracy, abym nie próbowała się do niego zbliżać, nie odkurzała wspomnień.

Czasami jednak w jego burzliwych oczach dostrzegałam przebłyski dawnego chłopca. Widziałam tego, który się uśmiechał, który skradł dziewczynie serce i nie miałam wątpliwości, że warto było o niego walczyć.

Dostałam drugą szansę z tym, który mnie naznaczył, więc miałam nadzieję, że w jakiś sposób ja również odcisnę się w jego duszy.

Popełniłam błąd i przed przeczytaniem tej książki naczytałam się opinii na Goodreads, z czego wiele z nich nie wypowiadała się na jej temat zbyt dobrze. Z drugiej strony praktycznie wszystkie polskie czytelniczki wychwalają tę pozycję na prawo i lewo, co skutkowało w tym, że zaczęłam przekładać lekturę "Eleanor & Greya" w czasie, bo bałam się tego, co przeczytam. Brittainy C. Cherry jest jedną z moich absolutnie ukochanych autorek, bez dwóch zdań autorka dobrze wie jak za pomocą słów wywołać milion emocji w czytelniku i wiedziałam, że nie ma innej opcji i tę książkę w końcu przeczytam. Więc czy warto było tak się tym denerwować?

Śmialiśmy się, całowaliśmy, kochaliśmy.
Miłość...
Zakochałam się w nim bez wysiłku. Prawie tak, jakby od zawsze było mi pisane kochać tego mężczyznę.

Eleanor poznała Greya, kiedy przechodziła przez ciężki okres. Jako nieśmiała, introwertyczna, młoda dziewczyna nie miała zbyt wielu przyjaciół, nie zwracała także uwagi chłopców. To dopiero on zobaczył w niej coś, czego nie widział nikt inny. Stał się jej oparciem, gdy jej matka walczyła z rakiem. Ona stała się dla niego światłem w ciemności, gdy zmagał się z samotnością i problemami rodzinnymi. Byli dla siebie bezpieczną przystanią. Dopóki los ich nie rozłączył, sprawiając, że nie widzieli się przez długie lata.

Niemalże dwie dekady później spotykają się ponownie, gdy Eleanor stara się o pracę opiekunki nad dwiema jego córkami. Kobieta nie widzi w nim już jednak tego ciepłego, pełnego współczucia chłopca, którego kochała jako nastolatka. Ten Grey jest oziębły, zamknięty i złamany. Cały jego czas zajmuje praca. Na dodatek zdaje się, że czas, który spędzili razem jako nastolatkowie zupełnie nic dla niego nie znaczy. Eleanor nie potrafi jednak nie czuć do niego współczucia. Gdy patrzy w jego smutne oczy, pragnie jedynie sprawić, aby przestał się czuć samotny. Tak jak on robił to przez długi czas, kiedy byli młodzi. Jednakże czy da się uratować serce kogoś, kto stracił tak ważną jego część?

Nie trzeba było mówić o miłości, by wiedzieć, że istniała. Nie stawała się prawdziwa tylko dlatego, że ktoś o niej mówił. Nie, miłość tkwiła w mroku nocy, lecząc po cichu nasze złamane serca.

Autorka podzieliła książkę na dwie części. Tę pierwszą, gdzie Eleanor i Grey są młodzi, oraz tę drugą, w której spotykają się ponownie kilkanaście lat później. Przez pierwszą niemalże przeleciałam. Brittainy C. Cherry już ma to do siebie, że jej słowa się wręcz spija i nim się obejrzymy, a książka się kończy. Tak się czułam, gdy czytałam pierwszą część. Uwielbiałam ten wgląd w początki naszych głównych bohaterów, gdy tacy niewinni i trochę samotni znaleźli w sobie schronienie. Eleanor właśnie zmagała się z druzgocącą wiadomością, jaką był rak jej mamy, a Grey stracił właśnie dziadka, jedyną osobę, która sprawiała, że nie czuł się samotnie, gdy jego rodzice po raz kolejny się kłócili, albo znikali. Chociaż dziewczyna była nieśmiała, jej ulubioną formą spędzania wolnego czasu było czytanie książek (piąteczka!), a chłopak cieszył się popularnością i uwagą innych dziewczyn, coś ich do siebie przyciągnęło i zrodziła się między nimi wyjątkowa więź. Moje serce rosło, gdy czytałam o tej pięknej, młodzieńczej miłości.

Musiał wiedzieć, że mógł się załamać. Rozpaść. Rozbić i spłonąć. Następnie, gdy przyjdzie czas, by ponownie stanąć na nogach, gdy będzie potrzebował pomocnej dłoni, podam mu swoją.

To dopiero w drugiej części mój zapał do tej historii trochę osiadł. Gdy bohaterowie spotykają się ponownie, mija naprawdę wiele czasu. W ciągu piętnastu lat zmienia się tak wiele, że Eleanor i Grey są już dla siebie niemalże obcymi ludźmi. Greyson ma swoją własną rodzinę, dwie piękne córki, pracę, a co najważniejsze, leczy złamane serce po śmierci ukochanej żony. W niczym nie przypomina chłopca, którym był, który z łatwością potrafił przywołać uśmiech na twarz Eleanor. Jego zimna, oschła i oficjalna postawa rani kobietę, chociaż stara się nie dać tego po sobie poznać. Dobrze wie, że między nimi już nic nie ma, a Grey ruszył ze swoim życiem. I tu jak dla mnie pojawił się problem... bo Greyson ruszył ze swoim życiem, a mam wrażenie, że Eleanor ciągle stała w miejscu. Co gorsze, śmierć jego żony ciągle wisiała nad nimi jak chmura burzowa, która tylko czeka, aby się rozpętać. Nie zrozumcie mnie źle, ja dobrze wiem, że życie układa się na różne sposoby i nikt nie musi czekać na swoją nastoletnią miłość, ale kiedy autorka ciągle zaznacza, że to jego żona była miłością jego życia, trochę mnie to zniechęcało. W moim odczuciu to sprawiło, że historia Eleanor i Greya straciła na znaczeniu. I dlatego przez całą drugą część ciągle czułam, że czegoś mi tu brakuje. Że to rozwijało się trochę za szybko, jak na fakt, że Grey ciągle opłakiwał swoją niedawno zmarłą żonę, którą rzekomo tak mocno kochał. I że Eleanor wcale nie była jego pierwszą miłością, jak mieliśmy uważać po pierwszej części. Ba, bywały momenty, że zastanawiałam się, czy główna bohaterka nie była dla niego tylko pocieszeniem.

Potrzebował wytchnienia. Potrzebował czegoś, co odciągnęłoby jego umysł od smutku.
Może potrzebował mnie tak bardzo, jak ja jego, by się nie załamać.

Widzicie, tu jest problem, kiedy autorzy decydują się pisać o bohaterach, którzy opłakują bliskie połówki. Kiedy sięgam po romans, nie chcę mieć uczucia, że gdyby ta zmarła ukochana osoba nagle miała jakimś cudem wrócić, nasz główny bohater wróciłby do niej bez mrugnięcia okiem. I wiem, że to durne myślenie, ale jako czytelniczka jestem wybredna i niestety było mi bardzo szkoda Eleanor, bo według mnie kobieta zasłużyła na coś więcej, niż bycie czyjąś drugą opcją. Trzeba jednak przyznać, że historia jest interesująca i wzruszająca. Może i zazgrzytało w pewnych momentach, ale Cherry zrekompensowała się tym, że poruszyła tak wiele innych wątków, które zostały poprowadzone cudownie. Moim ulubionym jest wątek rodzica i swoich dzieci, który przewija się w przeróżnych relacjach między bohaterami. Sama relacja Eleanor i swojej mamy wielokrotnie doprowadziła mnie do łez, bo była piękna, sprawiła, że sama uciekłam myślami do mojej mamy i jeszcze bardziej doceniłam to, że jest przy mnie i mnie wspiera. Gdy autorka przedstawiła nam Lorelai (Czy wspominałam, że kocham Cherry za to, że bohaterki tej książki tak mocno kochają Kochane Kłopoty? Mój ukochany serial?) oraz Karlę, od razu je pokochałam. Dwie całkowicie różne bohaterki, a jednak każda z nich miała własną historię do opowiedzenia. Bardzo chętnie w przyszłości przeczytałabym książkę o Karli, bo ta dziewczyna ma naprawdę wiele do powiedzenia.

Eleanor zaczynała być moją pierwszą myślą rano i ostatnią, gdy moja głowa lądowała wieczorem na poduszce.
Nie miałem pojęcia, że to możliwe.
Nie zdawałem sobie sprawy, jak szybko moje serce może zacząć bić dla kogoś, kto jeszcze kilka tygodniu był mi zupełnie obcy.

Właśnie za to tak bardzo uwielbiam książki Cherry. Bo nawet jeśli znajdzie się w nich coś, co mi się nie spodoba, to koniec końców wiem, że sięgam po wartościową lekturę, o której nie da się zapomnieć z upływem czasu. Autorka ma dar do nadawania symboliki najmniejszym rzeczom, słowom, a to nie umyka nawet z czasem. Jestem pewna, że po tej książce już nigdy nie spojrzę tak samo na ważki czy Harry'ego Pottera (każdy, kto czytał, wie o co chodzi). Sposób, w jaki autorka pisze, zawsze robił na mnie wielkie wrażenie. Nie każdy potrafi tak poruszyć moje serducho, jak ona. I nawet jeśli pod koniec czułam pewien niedosyt, to chyba nigdy nie potrafiłabym skrytykować czegoś, co wychodzi spod jej rąk.

"Eleanor & Grey" to może nie będzie moja ulubiona książka Brittainy C. Cherry, nie można jednak zaprzeczyć, że historia, jaką przedstawia, jest piękna, bolesna i inspirująca. Pomimo tego, że nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana pewnymi wyborami fabularnymi, autorka zdołała mnie poruszyć. Przez książkę wręcz przepłynęłam. To piękna historia o rodzinie, złamanych sercach, samotności, stracie bliskiej osoby i uzdrowieniu, jakie znajdujemy w codziennych, pięknych i prostych rzeczach, czy osobach. Bardzo jestem ciekawa historii Landona oraz Shay, zdaje się, że może być ona wielkim rollercoasterem emocji. Polecam!



BRITTAINY C. CHERRY - Amerykańska pisarka, autorka poczytnych książek z gatunku romans. Brittainy Cherry była zakochana w słowach od dnia, w którym wzięła swój pierwszy oddech. Ukończyła Carroll University Degree Bechelors na kierunku Sztuka Teatralna oraz kurs kreatywnego pisania m.in. scenariuszy. Uwielbia aktorstwo, taniec, kawę, herbatę chai i wino. Brittainy mieszka w Milwaukee, Wisconsin ze swoją rodziną. Kiedy nie pisze, opiekuje się i bawi ze swoimi zwierzętami.




Tytuł: Eleanor & Grey
Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł w oryginale: Eleanor & Grey
Liczba stron: 462
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 22 stycznia 2020
Ocena: 8/10 

Za możliwość przeczytania ślicznie dziękuję Wydawnictwu Filia :)


6 komentarzy:

  1. Kiedyś chciałabym nadrobić twórczość tej autorki, bo słyszałam o niej dużo dobrego :)
    Pozdrawiam, Pola
    www.czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka gość już w mojej biblioteczce, więc na pewno przyjdzie jej czas ze mną. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, Cherry potrafi przygwoździć emocjonalnie, to prawda! Dlatego mam w planach tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia