piątek, 17 kwietnia 2026

B. K. Borison - Miłość na linii | Patronat medialny



Czy marudny sceptyk i niepoprawna romantyczka zaczną nadawać na tych samych falach?

Aiden Valentine, prowadzący Heartstrings, program radiowy z poradami na temat związków, już dawno przestał wierzyć w miłość. Jednak gdy pewna dziewczynka dzwoni po radę dla swojej mamy, Lucie Stone, wszystko zaczyna się zmieniać – rozmowa staje się hitem, a Heartstrings jest na ustach całego miasta.

Chcąc wykorzystać ten sukces, stacja proponuje Lucie, by razem z Aidenem prowadziła audycję. Społeczność Heartstrings ma jej pomóc znaleźć miłość. Całe Baltimore zaczyna śledzić jej sercowe rozterki, a słuchacze błyskawicznie wyczuwają rosnące napięcie na linii Aiden–Lucy…

I choć wszyscy pragną dla Lucy szczęśliwego zakończenia, rzeczywistość okazuje się dużo trudniejsza niż radiowa bajka.

Bestsellerowa opowieść o miłości, odwadze i wychodzeniu ze strefy komfortu, inspirowana kultową komedią Bezsenność w Seattle.

Z największym uśmiechem na ustach mogę w końcu napisać, że doczekaliśmy się polskiej premiery jednej z moich ulubionych książkowych komedii romantycznych. Zakochałam się w Miłość na linii już w zeszłym roku i mam nadzieję, że 22 kwietnia pokochacie ją wszyscy! Może mieliście już okazję poznać twórczość B. K. Borison wcześniej, dzięki jej serii Lovelight Farms, a może będzie to wasze pierwsze zderzenie z jej piórem, ale mogę wam już teraz napisać, że Borison jest jedną z autorek, której historie są pełne ciepła, komfortu i całej masy miłości. To autorka, po którą sięgam, gdy potrzebuję pocieszenia i czegoś, co wiem, że wywoła uśmiech na mojej twarzy i motylki w brzuchu. A ta powieść nie była wyjątkiem.

Witajcie w Heartstrings, lokalnym programie radiowym poświęconym poradom miłosnym! Jest tylko jeden problem - prowadzący audycję Aiden Valentine chyba przestał już wierzyć w miłość. Ma serdecznie dość ludzi dzwoniących, by ponarzekać na swoich partnerów i zaczyna być to zauważalne, przez co programowi spada liczba słuchaczy. Wszystko się zmienia, gdy pewnej nocy otrzymuje telefon od dwunastoletniej dziewczynki, która zdradza mu, że jej mama jest samotna i potrzebuje pomocy w znalezieniu miłości. Ostatnie, czego Lucie się spodziewa, to tego, że jej córka wyjawi całemu Baltimore (no, bardziej garstce słuchaczy), że jest życie osobiste nie istnieje, odkąd w młodym wieku została mamą. Ale rozmowa z nieznajomym o presji, jaką odczuwa w związku ze światem randek okazuje się być zaskakująco miła i terapeutyczna... dopóki parę dni później nie dowiaduje się, że stała się viralem w sieci. Przełożona Aidena składa Lucie propozycję: kilka razy w tygodniu będzie dołączać do niego w programie na żywo, przyjmować od ludzi telefony, a oni w zamian pomogą jej znaleźć jej idealnego partnera. Całe miasto kibicuje kobiecie, by w końcu udało jej się znaleźć jej szczęśliwe zakończenie. Lucie natomiast zaczyna zdawać sobie sprawę, że być może prawdziwa magia czekała na nią bliżej, niż się spodziewała...

Jeśli też odczuwacie ostatnio brak prawdziwie romantycznych historii, które krok po kroku rozwijają relację między bohaterami, wspaniale budują chemię i nie skupiają się przede wszystkim na fizyczności, a przy tym sprawiają, że jako czytelnik świetnie się bawicie, oto mam dla was powieść idealną. Miłość na linii jest dla mnie jak list miłosny do moich ukochanych komedii romantycznych z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Nic zresztą dziwnego, w końcu największą inspiracją autorki dla tej historii jest klasyk romansu, Bezsenność w Seattle. Od pierwszych stron zauroczył mnie klimat tej historii, to jak komfortowo się czułam, czytając kolejne rozdziały i jak bardzo nie mogłam się przestać uśmiechać. Miałam wrażenie, jakbym oglądała ulubiony film, który mogłabym puszczać w zapętleniu.

Lucie już w pierwszych rozdziałach zachwyciła mnie swoimi słowami na temat randkowania, życia, pragnienia prawdziwej magii, która zdaje się istnieć tylko w książkach i filmach, które głęboko do mnie trafiły. Jako naczelna romantyczka i kobieta również próbująca nawigować w tym onieśmielającym świecie, od razu poczułam się do niej przywiązana. Lucie jest przekonana, że ma wystarczająco miłości w swoim życiu - w formie swojej córki, przyjaciół, którzy stali się jej rodziną - i nie potrzebuje partnera. A jednak jakaś część jej, ta głęboko zakopana, również pragnie znaleźć kogoś, kto będzie jej oparciem w trudnych momentach. Nawet pomimo tego, że wszelkie jej dotychczasowe próby kończyły się fiaskiem.

Zestawmy romantyczkę Lucie z lekko mrukliwym i niewierzącym w miłość Aidenem, a otrzymujemy wyjątkową dynamikę, która popycha całą historię do przodu. Ta dwójka ma tak naturalną chemię, że przy każdej ich interakcji chichotałam i uśmiechałam się tak bardzo, że bolała mnie szczęka. Nie pamiętam kiedy ostatnio mi się to przytrafiło! Może się wydawać, że romantyczka i przeciwnik miłości nie mają szansy stworzyć niczego przyszłościowego i wyjątkowego, ale autorka tak świetnie zgłębia ich wewnętrzne zmagania, ich własną traumę i doświadczenia, ukazując, jak krok po kroku zrzucają w swoim towarzystwie maskę, że mimowolnie zaczynamy im kibicować.

Obydwoje są wspaniałymi postaciami z różnych powodów i niesamowitą przyjemność sprawiło mi obserwowanie, jak tworzy się między nimi więź. Aiden jest przedstawiony jako trudna osoba, ale nie bez powodu - ciągnie się za nim wieloletnia trauma związana z kilkukrotną prawie utratą własnej mamy z powodu raka, co wieczór słucha o tym, jak smutne są życia miłosne ludzi, nic dziwnego więc, że praca przestała mu sprawiać przyjemność. I chociaż rękami i nogami zapiera się przed miłością, widać jego wielkie serce we wszystkim, co robi. W tym, jak wspiera Lucie, w jego zazdrości o przyszłość, której pragnie, ale której się boi, w tym, jak się o niej wypowiada. Zakochałam się w ich relacji, w rozmowach pełnych flirciarskich podtekstów, we wzajemnych docinkach, a nawet w tych bardziej niepewnych chwilach, które uczyniły ich tak człowieczymi postaciami.

Ogromnie się cieszę, że poznałam tę historię i nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo ją pokochałam. Jako czytelniczka preferująca slow burny i stopniowe budowanie relacji między postaciami bez natychmiastowego pożądania, jak niestety w większości romansów w dzisiejszych czasach, ta historia to był miód na moje serce. I choć nie potrafię tego wyjaśnić, czytanie jej było jak otulenie się ciepłym kocykiem w zimną noc - także dzięki relacjom pobocznym, przyjaźniom, a także rodzinie Lucie, których wsparcie chwyta za serce. Minęły już miesiące odkąd czytałam ją po raz pierwszy i nadal wspominam ją z największym uśmiechem, zdecydowanie więc będzie to jedna z tych powieści, do których będę w moim życiu niejednokrotnie powracać.

Autorka w posłowiu określa Miłość na linii "listem miłosnym do miłości" i ciężko się z tymi słowami nie zgodzić. Nie bez powodu czytając ją miałam poczucie, jakbym spędzała z czas z najlepszym, komfortowym filmem, po który zawsze sięgam, gdy potrzebuję chwili dla siebie, pocieszenia i komfortu. Ta książka dała mi takie samo poczucie. Ci bohaterowie, ich podróż do szczęścia, to, jak łatwo się utożsamić z ich zmaganiami, ich piękna miłość, szczere rozmowy, błyskotliwy humor - to wszystko tworzy piękną całość. Będę polecać ją każdej osobie, której również brakuje takich prawdziwych, starych, dobrych romansów, przy których można się pośmiać, wzruszyć i zakochać razem z bohaterami.  I mam nadzieję, że wy również ją pokochacie!



B. K. BORISON mieszka w Baltimore ze swoim słodkim mężem, żywiołowym maluszkiem i ogromnym psem. W gimnazjum zaczęła pisać na marginesach książek i od tamtej pory pisze już nieustannie. Lovelight Farms jest jej debiutem literackim.


Tytuł: Miłość na linii
Autorka: B. K. Borison
Seria: Heartstrings. Tom 1
Tytuł w oryginale: First-Time Caller
Wydawnictwo: Uniesienia
Data premiery: 22.04. 2026
Liczba stron: 448
Ocena: 10/10

Współpraca reklamowa/patronacka z Wydawnictwem Uniesienia:


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia