piątek, 14 sierpnia 2026

Devney Perry - Indigo Ridge



Winslow Covington, nowa komendantka policji w Quincy, ma przed sobą trudne pierwsze zadanie – musi udowodnić mieszkańcom, że zasłużyła na to stanowisko. Według jej dziadka wystarczy jedno: zdobyć sympatię rodziny Edenów. Przekonanie założycielskiego rodu miasteczka byłoby jednak znacznie łatwiejsze, gdyby nie jej jednonocna przygoda z najstarszym synem Edenów. Doszło do niej, gdy Winslow dopiero co przybyła do Quincy i nie miała pojęcia, że ten szorstki, a jednocześnie czarujący mężczyzna należy do lokalnej "rodziny królewskiej”.

Spędzenie nocy z Griffinem było ogromnym błędem. Facet jest arogancki, nie do zniesienia i nieustannie daje wszystkim do zrozumienia, że nowa komendantka nie należy do ich społeczności. Winslow stara się go unikać, ale gdy na terenie należącym do Edenów zostaje znaleziona martwa kobieta, nie mają wyboru i muszą zacząć współpracować.

Kiedy nieustępliwość Winslow prowadzi do wyjawienia kolejnych sekretów, Griffin zaczyna dostrzegać w niej coś więcej. Jest piękna, inteligentna – i zdecydowanie trudno jej się oprzeć.


Romanse kowbojskie to dla mnie skomplikowany temat. Uwielbiam je, ten klimat wiejskiego czy małomiasteczkowego życia, tę ucieczkę od miastowego zgiełku, no i kto nie lubi gorących kowbojów, którzy zrobiliby wszystko dla swoich ukochanych kobiet? Niestety jak na tyle książek z tym motywem, które czytałam, jeszcze chyba żadna nie sprawiła, że poczułabym, że w końcu znalazłam tę książkę, o której nie mogłabym przestać myśleć i mówić, na punkcie której miałabym obsesję. Po "Indigo Ridge" sięgnęłam zupełnie spontanicznie w mojej osobistej misji znalezienia w końcu takiego romansu kowbojskiego, który spełni wszystkie moje wymagania, choć nie ukrywam, nie miałam wobec niej większych oczekiwań. Mamy tutaj romans kowbojski, ale i element kryminalny, więc mnie zaciekawiła, ale czy będzie to moja nowa ulubiona historia? No niestety nie. Choć nie było też tak źle, jak się początkowo obawiałam.

Winslow Covington przybywa do Quincy w Montanie, aby objąć posadę nowej komendantki policji. Pragnie udowodnić mieszkańcom, że jest świetną policjantką i że wypracowała sobie tę posadę, a nie dostała ją tylko dlatego, że jej dziadkiem jest burmistrz miasteczka. Niestety już pierwszego dnia popełnia faux pas idąc do łóżka (a raczej jego samochodu) z Griffinem Edenem, który okazuje się być najstarszym synem najważniejszej i najbardziej wpływowej rodziny w Quincy. Chwila wspólnej przyjemności przestaje mieć znaczenie, gdy okazuje się, że Griffin jest aroganckim dupkiem, który nie udaje, że nie chce jej w miasteczku. Winslow stara się go unikać najlepiej jak może, ale kiedy na jego posiadłości zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny, ich ścieżki przecinają się po raz kolejny. Prowadząc śledztwo, Win odkrywa rzeczy, które nie podobają się niektórym osobom w miasteczku, a Griffinowi coraz ciężej jest udawać, że jej determinacja i odwaga nie robią na nim wrażenia. Ale kiedy ta dwójka się do siebie zbliża, czyhające za rogiem niebezpieczeństwo może odebrać im wszystko, co wspólnie budowali...

Nie będę ukrywać, że na początku nie byłam do tej książki ani trochę przekonana. Fabuła zaczyna się nudno i bardzo schematycznie - nowa dziewczyna w mieście idzie do łóżka z facetem, którego wszyscy znają i uwielbiają, a potem okazuje się, że jest nową komendantką. Czytałam już takie romanse i nie zachwyciło mnie nic szczególnego, więc obawiałam się trochę, że po raz kolejny nie trafiłam z wyborem. Ale jako że słuchałam tej książki w audiobooku, gdy zajmowałam się innymi rzeczami, to postanowiłam ją kontynuować i na szczęście w pewnym momencie przyłapałam się na tym, że ostatecznie się wciągnęłam. Bardziej w romans, niż w element kryminalny, ale o tym więcej napiszę zaraz.

Ani Winslow, ani Griffin, nie zrobili na mnie początkowo większego wrażenia. Ma to duży związek ze schematycznością fabuły, ale też ostatnio męczą mnie romanse rozpoczynające się od jednonocnych przygód, bo wszystkie są takie same. To niekoniecznie jakaś wielka wada, a bardziej moje osobiste preferencje, więc starałam się przymknąć na to oko. Dużym plusem jest to, że chociaż relacja tej dwójki zaczyna się od czystej fizyczności i na tym polega przez większość czasu, to w całej książce jest właściwie jedna szczegółowa scena erotyczna, a cała reszta to jedynie sugestywne dialogi i opisy. Dla osób, które preferują romanse z małą ilością spice'u, to może być ogromny plus. I to ostatecznie sprawiło, że jakimś cudem bardzo polubiłam Win i Griffina razem.

Ta dwójka nie rozpoczyna najlepiej, Griffin nie ukrywa, że Win nie ufa, a ona nie zamierza przed nikim się kłaniać, często więc jest między nimi napięcie. Napięcie, którego często pozbywają się w czysto fizyczny sposób, nie składając sobie żadnych obietnic, że może być z tego coś więcej... do czasu aż naturalnie ich tajemne schadzki polegające na czystym seksie stają się czymś więcej. To był moment, kiedy coś przeskoczyło i sama zaczęłam czerpać ogromną przyjemność z ich wspólnych scen. Ich naturalna chemia, chwile zazdrości i zaborczości, intensywność ich wzajemnego przyciągania stały się wręcz uzależniające. Bardzo ich polubiłam w tych bardziej emocjonalnych czy zwyczajnych chwilach, gdzie po prostu cieszyli się spędzając czas w swoim towarzystwie na ranczu Edenów - właśnie tego szukam w kowbojskich romansach.

W tle cały czas toczy się też śledztwo po tym, jak na ranczu zostaje znalezione ciało dziewczyny, która rzekomo rzuciła się z klifu jak wiele innych osób na przestrzeni ostatnich lat. I choć miasteczko akceptuje taką wersję wydarzeń, w głowie Win od razu dzwonią dzwony ostrzegawcze i zaczyna zgłębiać tę tragiczną śmierć. Fabularnie nie jest to nic wymyślnego, ani odkrywczego, ale muszę przyznać, że sama rozwiązania zagadki domyśliłam się dopiero pod koniec, więc mimo wszystko autorce udało się sprawić, że chciałam słuchać dalej, aby dowiedzieć się, dokąd to zmierza. Ostatnie rozdziały wywołują szybsze bicie serca, nawet jeśli rozwiązanie samo w sobie jest trochę oklepane, to jednak ta nutka niebezpieczeństwa robi swoje.

Rozczarował mnie natomiast epilog, który w świetle wydarzeń z ostatnich rozdziałów jest wręcz absurdalny, nie wspominając już o tym, że oklepany. Relacja Griffina i Winslow rozwija się szybko, ale książka jest ogólnie krótka i mimo wszystko tempo wypada naturalnie, więc przymykałam na to oko - ale epilog to już przesada i przewracałam trochę oczami. Pomijając jednak te wszystkie wady, "Indigo Ridge" okazało się być przyjemną książką do przesłuchania, która przekonuje głównie fajnym klimatem, ciekawymi postaciami pobocznymi (w szczególności liczną rodziną Edenów, którą bardzo polubiłam) i dobrym romansem. Myślę, że w przyszłości chętnie posłucham też kolejnych tomów, zwłaszcza, że pod koniec dostajemy mały zalążek historii Knoxa, który zapowiada się bardzo ciekawie. 
 

DEVNEY PERRY jest autorką ponad pięćdziesięciu romansów, które znalazły się na szczytach list bestsellerów „New York Timesa”, „USA Today” i Amazona. Po dziesięciu latach pracy w branży technologicznej porzuciła telekonferencje i zarządzanie projek­tami, aby realizować pisarską pasję. Urodziła się i wychowała w Montanie, a obecnie mieszka w Waszyngtonie z mężem i dwoma synami.
 

Tytuł: Indigo Ridge
Autorka: Devney Perry
Seria: The Edens. Tom 1
Data premiery: 02.06.2026
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia