Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 listopada 2025

K. L. Walther - Może to miałeś być ty



Wszyscy w Bexley wierzą, że Sage Morgan i Charlie Carmichael są sobie przeznaczeni.

Charlie co miesiąc ma nową dziewczynę, a Sage nigdy nie była w poważnym związku. Mimo to ich przyjaciele są pewni, że tych dwoje wkrótce zrozumie, że są w sobie zakochani. Lecz kiedy na kampusie pojawia się nowy uczeń Luke, wszystko staje na głowie. Charlie i Luke od razu znajdują wspólny język, a Sage niespodziewanie zbliża się do brata bliźniaka Charliego Nicka.

To skutkuje niemałym zamieszaniem, bo:
a) Charlie boi się reakcji innych na to, że jego relacja z Lukiem może okazać się czymś więcej niż przyjaźnią,
b) Sage natomiast obawia się, że jeśli jej związek z Nickiem rozwinie się zbyt szybko, to ich uczucie nie przetrwa poza murami szkoły.

Pełni rozterek bohaterowie będą musieli zaufać sobie i swojej wieloletniej przyjaźni, aby zrozumieć, co tak naprawdę czują.

Czy Charlie odważy się pokochać Luke’a wbrew oczekiwaniom innych? Czy Sage otworzy się na uczucia Nicka? A co najważniejsze - czy przyjaźń Charliego i Sage przetrwa tę próbę?


Po przeczytaniu książki "Lato złamanych zasad" byłam tak zachwycona twórczością K. L. Walther, że kupiłam dwie kolejne dostępne książki autorki z nadzieją, że nadrobię je w wolnej chwili. Ta chwila nadeszła oczywiście później niż miałam nadzieję, ale nie z mniejszą ekscytacją. Jesienna okładka i fabuła zawierająca dwie historie miłosne w jednym zachęciły mnie do sięgnięcia po "Może to miałeś być ty", chociaż nie byłam świadoma, że jest to debiutancka powieść autorki, co niestety można było wyczuć. Nie pomogło też to, że książka pełna jest motywów, za którymi nie przepadam... i które odebrały mi trochę przyjemność z czytania i pozostawiły z bardzo mieszanymi odczuciami.

Każdy, kto zna Sage i Charliego wie, że kiedyś ta dwójka będzie razem. Przyjaciele od dzieciństwa, którzy wszystko robią razem i nie ma znaczenia, że Charlie co miesiąc ma inną dziewczynę, a Sage nie jest zainteresowana umawianiem się z chłopakami na poważnie, skoro i tak za chwilę kończą szkołę średnią - jest tak, jakby ich los został już zapisany. W rzeczywistości nie mogliby się bardziej mylić. Kiedy w szkole pojawia się nowy uczeń, Luke, świat Charliego staje do góry nogami. Chłopak nagle musi zmierzyć się z uczuciami, które przez lata tak sukcesywnie zduszał w zarodku... a Sage nieoczekiwanie zbliża się do jego brata bliźniaka, Nicka. Sytuacja staje się tym bardziej skomplikowana, że żadne z nich nie jest gotowe mówić na głos o swoich uczuciach - łatwiej jest im trzymać się swoich ról, które starannie grają od lat. Życie w kłamstwie i ukrywanie relacji nigdy nie wyszło nikomu na dobre, Sage i Charlie zostają więc wkrótce zmuszeni zmierzyć się ze swoimi wewnętrznymi rozterkami - zanim czyjeś serca zostaną złamane...

Jeśli miałabym wybrać relację, która interesowała mnie bardziej, zdecydowanie wybrałabym Charliego i Luke'a. Niestety wątek Sage i Nicka bardzo szybko stoczył z torów i stał się pełną dramatów i nieporozumień historią, którą się zmęczyłam. Już sam początek nie zrobił na mnie większego wrażenia, bo jestem raczej czytelniczką preferującą slow burny, a nie relacje trwające od pierwszych rozdziałów, ale mi nie przeszkadzali jakoś bardzo - połączyła ich bardzo naturalna i urocza więź, wynikająca z wieloletniej przyjaźni (choć oczywiście innej, niż tej łączącej Sage i Charliego), a ich wspólne schadzki wywoływały uśmiech. Brakowało jednak jakichś scen, które pozwoliłyby mi lepiej zrozumieć ich przeszłość i rozwijającą się na przestrzeni lat przyjaźń, bo autorka wrzuca nas w ich wątek bez żadnego tła. Miałam też duży problem z jednym: z niechęcią Sage do przyznania na głos, że łączy ją coś z Nickiem, aby nie skrzywdzić Charliego... i cóż, samej siebie. A gdzie w tym wszystkim Nick? Choć pod wieloma względami ją rozumiem, bo cała ta historia ma skomplikowane warstwy, to jednocześnie z tyłu głowy cały czas dokuczała mi myśl, że tak wiele rzeczy można było rozwiązać rozmową, zwłaszcza, że przecież ma ich łączyć tak długa historia. Niestety, w pewnym momencie szlag wszystko trafia i robi się takie zamieszanie, że kompletnie przestałam czerpać przyjemność z czytania o ich relacji. A już szczególnie wtedy, kiedy do całego chaosu zostały wplątane osoby trzecie i przestało mieć znaczenie, kto kogo krzywdzi.

Relacja Charliego i Luke'a też nie jest wolna od komplikacji ani trudnych uczuć, jednak zdecydowanie łatwiej było mi zrozumieć ich emocjonalne zawirowania oraz wewnętrzne rozterki. Zwłaszcza jeśli chodzi o Charliego, który do tej pory nawet przed samym sobą nie przyznawał się, że może być zainteresowany chłopakami. To są trudne chwile, z którymi każdy musi zmierzyć się we własnym tempie i bardzo podobało mi się to, że w całym tym bałaganie i bólu serca, nawet sam Luke nie wywierał na Charliem presji, nieważne jak wiele go to kosztowało - a jednocześnie chronił przy tym własne serce. To takie chwile najbardziej w tej historii uderzały, bo to są rzeczy, przez które przechodzi miliony osób na całym świecie i nawet nie wyobrażam sobie poczucia samotności i strachu, jakie się wtedy odczuwa. 

Chciałabym więc napisać, że polubiłam ich historię, ale tak naprawdę pewnie wypadnie mi z pamięci za jakiś czas i już do niej nie wrócę. Całej tej książce brakowało jakiegoś takiego polotu i naturalności w dialogach (co tak pokochałam w "Lato złamanych zasad"), przez co nawet na scenach Luke'a i Charliego zaczęłam się ostatecznie nudzić i męczyć. Chyba moim ulubionym aspektem całej tej historii są przyjaźnie, szczególnie ta pomiędzy Lukiem i Sage, bo to chyba jedyna relacja pełna otwartości i szczerości. Cała reszta mocno cierpiała na unikanie rozmów o uczuciach i duszenie w sobie wszystkiego w zarodku, co prowadziło do samych problemów  - a najmocniej frustrowało mnie to w przypadku Sage i Charliego, którzy mieli być przecież najlepszymi przyjaciółmi. Może nie każdemu będzie to tak bardzo przeszkadzać, ale dla osoby nie mającej cierpliwości do nieporozumień i braku komunikacji w książkach, czasami zachowanie tych postaci było męczące.

Ogromnie żałuję, że nie polubiłam się z tą historią bardziej, bo potencjał był duży. Jak na tak złożoną książkę (w końcu mamy tu dwie historie miłosne w jednym i aż czterech głównych bohaterów), autorka wkłada zaskakująco mało wysiłku w rozwinięcie tych bohaterów i wszystkich ich złożonych relacji ponad bardzo płytką powierzchnię, przez co nie poczułam się emocjonalnie zaangażowana w żaden z wątków. Nie pomaga też to, że jest tu mnóstwo bohaterów pobocznych, ale nikt się szczególnie nie wyróżnia, a wszystkie dziewczyny Charliego to karykatury przedstawione jedynie po to, by wprowadzić zamieszanie (nie podobało mi się też to, jak je wszystkie traktował i z jaką łatwością wszyscy przymykali na to oko). Ilość nieporozumień i dramatów to było dla mnie już za dużo. Szczerze mówiąc, pod koniec nie mogłam się już doczekać, aż tę książkę skończę, a to nigdy nie jest dobry znak. Zdecydowanie lepiej bawiłam się podczas czytania "Lata złamanych zasad".



K. L. WALTHER jest autorką bestsellerowych powieści młodzieżowych i young adult, napisała między innymi: “Lato złamanych zasad", “Spotkajmy się o północy”, w której nie brakuje nawiązań do piosenek Taylor Swift. Dorastała w Pensylwanii. Dużo podróżowała. Ukończyła literaturę angielską na Uniwersytecie Wirginii.


Tytuł: Może to miałeś być ty
Autorka: K. L. Walther
Tytuł w oryginale: Maybe Meant to Be
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 376
Ocena: 5/10
Czytaj dalej »

środa, 7 sierpnia 2024

K. L. Walther - Lato złamanych zasad



To będzie lato flirtu, zabawy i spełnionych marzeń.
To będzie moje lato. Lato złamanych zasad.

Po tragicznej śmierci siostry Meredith odsunęła się od rodziny i przyjaciół. Półtora roku później pragnie odzyskać stracony czas. Coroczny rodzinny zjazd połączony z weselem kuzynki wydają się idealną okazją do odnowienia zerwanych więzi. Jedną z tradycji jest Gra w Zabójcę, Meredith postanawia wziąć w niej udział, aby uczcić pamięć siostry. Zawiera sojusz z jednym z drużbów, który może by zapewnić sobie zwycięstwo w rywalizacji. W miarę upływu czasu, Meredith zdaje sobie sprawę, że mury, którymi się otoczyła, zaczynają się rozpadać…

Czy wakacyjne szaleństwa sprawią, by w jej życie znowu wkroczyła miłość?


Niektóre książki są wręcz stworzone do ukazania na ekranie i właśnie tę myśl cały czas miałam w głowie, gdy czytałam Lato złamanych zasad. Ależ ta historia była klimatyczna! Tylko to sobie wyobraźcie - wakacje w małym miasteczku na wyspie, przygotowania do wesela, rodzina rozgrywka w Zabójcę, nawiązania do piosenek Taylor Swift, a także niespodziewany sojusz między głównymi bohaterami, który rozwija się w przeuroczy wątek miłosny, który wywołuje motylki w brzuchu. Uwielbiam takie wakacyjne historie, bo mogłabym ich nigdy nie kończyć. A ta trafiła na listę moich nowych ulubieńców, do których z wielką chęcią będę w wakacje powracać.

Meredith wraz z rodziną powracają na wyspę Martha's Vineyard po raz pierwszy od śmierci Claire, siostry Meredith, na zbliżający się ślub jej kuzynki. Niegdyś ich rodzinne zjazdy były tradycją, ale przez żałobę dziewczyna odsunęła od siebie wszystkich, nawet przyjaciół i kuzynów. Co roku organizują także grę w Zabójcę, podczas której wszyscy mają siebie eliminować aż do ostatniej osoby. Aby uhonorować swoją siostrę, Meredith postanawia w tym roku wygrać za wszelką cenę. By tego dokonać zawiera sojusz z Witem - jednym z drużbów, z którym ciągle przecinają się jej drogi. To lato ma pomóc uleczyć jej złamane serce, ale czy uda się to dokonać temu zabawnemu i czarującemu chłopakowi, zanim ich czas dobiegnie końca?

Nigdy dotąd nie miałam okazji czytać książek K. L. Walther, ale już rozumiem, skąd tak dobre opinie na temat jej książek. One są po prostu czarujące. Ciepłe jak wyjęte z pieca bułeczki, otulające serduszko jak najlepszy uścisk od bliskiej osoby. Gdy sięgałam po tę powieść, nawet nie spodziewałam się, że dostanę historię, przy której nie tylko będę się świetnie bawić, ale która też chwyci mnie za serce. Przewijający się motyw żałoby i zdrowienia, a także rodziny, która stara się jakoś pozbierać po stracie, był przepiękny. Myślę, że to właśnie to chwyciło mnie w tej książce najbardziej - rodzina i swego rodzaju swojskość.

Meredith nie radzi sobie po śmierci swojej siostry, przez co przez długi czas unikała najbliższych, poza swoim chłopakiem, ale już dawno temu zaczęło jej to ciążyć. Wiedziała, że ta osoba, którą się stała - trzymająca się kurczowo chłopaka, który porzucił ją przy pierwszej, lepszej okazji, odrzucająca telefony bliskich i odmawiająca spotkań, to nie ona. A ta historia, to lato, ma być jej nowym początkiem, szansą na uzdrowienie i podniesienie się po czymś tak ciężkim. Autorka pięknie ukazuje żałobę tych bohaterów, to, jak cząstki osób, które od nas odchodzą, zostają z nami na zawsze, nawet gdy już ich przy nas nie ma.

Sam wątek miłosny może nie jest najwspanialej poprowadzonym wątkiem miłosnym na świecie, bo cała relacja Meredith i Wita rozwija się stosunkowo szybko - książka trwa dosłownie tydzień - ale ku mojemu zaskoczeniu nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Między Witem i Meredith jest od samego początku jakaś łatwość, nić porozumienia i chemia. Od razu widać, jak świetnie bawią się w swoim towarzystwie i uwielbiałam obserwować, jak się do siebie zbliżają, jednocześnie próbując okiwać całą rodzinę w grze. Uśmiałam się w niebogłosy, tym bardziej, że sam Wit jest wspaniały i naprawdę mogłabym nigdy się z nimi nie rozstawać. Żałuję jedynie, że wszystko trwało tak krótko - nie narzekałabym, mogąc bardziej zagłębić się w ich relację, bo podczas epilogu rozpływało mi się serce (kocham autorów, którzy piszą ciekawe i niekonwencjonalne epilogi!).

Myślę, że Lato złamanych zasad to historia po prostu idealna na lato. Pełna rodzinnych zawirowań emocjonalnych i perypetii bohaterów, które spodobają się zapewne każdemu, niezależnie od wieku. To tak ciepła, chwytająca za serce i rodzinna historia, że pochłania się ją na jednym oddechu. Gdybym mogła, sama chętnie dołączyłabym do ich rozgrywki, bo wydawało się to tak wspaniałą zabawą, krążyć po wyspie, skradać się z przystojnym chłopakiem i po prostu czerpać radość z życia. I błagam, niech ktoś tę książkę zekranizuje - przecież to jest materiał na idealną, wakacyjną komedię romantyczną! I to na dodatek napisana przez Swiftie dla Swifties - na pewno odnajdywanie nawiązań do Taylor sprawi wam największą przyjemność (a jeśli nie jesteście jej fanami to bez obaw, nie rzucają się aż tak w oko i nie ma ich za wiele). Polecam wam tę historię całym serduszkiem.


K. L. WALTHER jest autorką bestsellerowych powieści młodzieżowych i young adult, napisała między innymi: “Lato złamanych zasad", “Spotkajmy się o północy”, w której nie brakuje nawiązań do piosenek Taylor Swift. Dorastała w Pensylwanii. Dużo podróżowała. Ukończyła literaturę angielską na Uniwersytecie Wirginii.


Tytuł: Lato złamanych zasad
Autorka: K. L. Walther
Tytuł w oryginale: The Summer of Broken Rules
Data premiery: 28.06.2023
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 360
Ocena: 9/10


Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 maja 2023

Sarah Sprinz - Dunbridge Academy. Tam gdzie ty



Emma dostaje się na upragnioną roczną wymianę – do elitarnej szkockiej szkoły Dunbridge Academy, gdzie przed laty poznali się jej rodzice. Liczy na to, że znajdzie tam wskazówki, które pomogą jej odszukać ojca. Ułożyła plan idealny. Jednak nie uwzględniła w nim Henry’ego...

Henry pomaga Emmie odkryć drugie oblicze szkoły: podczas nocnych spacerów prowadzi ją w głąb starych budynków i na sekretne imprezy o północy. I choć wydaje się, że ten niemal idealny chłopak doskonale ją rozumie, to Emma wie, że nie może połączyć ich nic więcej niż przyjaźń.

Wkrótce dziewczyna przekonuje się, że niektórych uczuć nie da się powstrzymać – nieważne, jak bardzo by się starała.


Uwielbiam książki, które mają świetny klimat, bo wtedy od razu łatwiej mi sobie wyobrazić, jakbym sama brała udział w wydarzeniach razem z bohaterami. Czytając Dunbridge Academy właśnie tak się poczułam - jakbym przeniosła się do szkoły z internatem w Szkocji, bawiła się w nielegalnych imprezach z innymi uczniami, przechadzała się korytarzami starych budynków, mających w sobie ducha poprzednich pokoleń. Co prawda nie jest to książka, która zapadnie mi na dłużej w pamięci i zdecydowanie miała swoje wady, ale czytało się ją szybko i przyjemnie, i uważam, że spodoba się wielu młodszym czytelnikom niż ja.

Wychowywana przez samotną matkę Emma całe swoje życie pragnęła poznać swojego ojca i dostać od niego odpowiedź na pytanie dlaczego ich opuścił. Okazja nadarza się, gdy dostaje się na wymianę do szkoły w Edynburgu, gdzie ma zamieszkać przez najbliższy rok. Jedzie tam zdeterminowana, by się uczyć i odnaleźć ojca, zdecydowanie nie ma w planach się zakochiwać ani zawierać przyjaźni na dłużej. Sytuacja się komplikuje, gdy już na lotnisku w Niemczech wpada na Henry'ego - studenta jej nowej szkoły, który także leci samolotem do Edynburga. Ogromna chemia między nimi ją zaskakuje, a jeszcze bardziej czekająca na niego dziewczyna. Henry powinien być poza jej zasięgiem, ale Emma szybko przekonuje się, że uczucia nie są takie proste, gdy w grę wchodzi serce.

Muszę się tutaj przyznać z ręką na sercu, że tak naprawdę wyobrażałam sobie tę historię zupełnie inaczej. Sięgnęłam po nią przede wszystkim dla romansu, a tak naprawdę zostałam dla historii rodziny Emmy i bohaterów pobocznych. To nie oznacza oczywiście, że sam romans był zły, ale zdecydowanie oczekiwałam czegoś więcej. Natomiast ogromnie wciągnęła mnie tajemnica historii rodziców głównej bohaterki, szczególnie, że szkoła Dunbridge Academy okazuje się być pełna wskazówek na temat tego, kim niegdyś byli. To właśnie w tym miejscu rozkwitło ich pełne wybojów uczucie. Sytuację tym bardziej komplikuje fakt, że wielu pracujących w szkole nauczycieli zdaje się rozpoznawać Emmę, w tym jej nowy nauczyciel, pan Ward, który nie ukrywa swojej niechęci do dziewczyny. Co takiego więc mogło się tutaj wydarzyć lata temu?

Fabuła tej książki może i nie zachwyca niczym zaskakującym, ale trzeba przyznać, że lekki styl pisania autorki i przywiązywanie uwagi do interesujących szczegółów pozwalają na to, by w pełni przenieść się do tej fikcyjnej szkoły. Bardzo mi się podobało poznawanie historii tego miejsca, tego niezastąpionego klimatu i bohaterów, nawet tych epizodycznych. Lubię kiedy książki zostają rozwinięte poza główny wątek miłosny, a tutaj zdecydowanie dostajemy wiele historii w jednym - różne nastoletnie dramaty, miłostki i przyjaźnie. Autorka porusza przeróżne tematy, z którymi zmagają się nastolatkowie i ukazuje, jak różnie każdy sobie radzi z problemami, które los niespodziewanie stawia na naszej drodze.

Natomiast jeśli chodzi o naszych głównych bohaterów, Emmę i Henry'ego, trochę miałam z nimi problem. Może to moja wina, bo nastawiłam się na coś innego, ale nie jestem do końca przekonana do tego, jak rozwinął się ich wątek. Jako osobne postacie byli naprawdę sympatyczni - z zaciekawieniem śledziłam drogę Emmy do odkrycia nie tylko historii swojej rodziny, ale też samej siebie w zupełnie nowym kraju, natomiast Henry był dającym się lubić i złożonym bohaterem, któremu przyszło się zmierzyć z pierwszymi rozterkami. Jednakże bardzo przeszkadzało mi to, że duża część ich historii rozwijała się za plecami dziewczyny Henry'ego i nie jestem do końca przekonana do sposobu, w jaki autorka poradziła sobie z tym wątkiem.

Podoba mi się natomiast to, że ta dwójka od początku po prostu siebie rozumiała. Obserwujemy jak ich relacja się rozwija dzięki późnonocnym rozmowom na wszystkie tematy, okazywaniu sobie wsparcia w momentach, gdy tego potrzebują najbardziej i po prostu ufaniu sobie. Już pomijając dramaty miłosne, najbardziej podobały mi się te ciche momenty między nimi, kiedy naprawdę można było dostrzec, jak im na sobie zależy i jak bardzo to uczucie rośnie na sile. Żałuję tylko, że doszło do tego w takich warunkach, bo nie potrafiłam przez to w pełni się do nich przekonać.

Nie ma co ukrywać, że Dunbridge Academy to młodzieżówka przeznaczona raczej dla młodszych odbiorców, aniżeli dla takich czytelników jak ja, którzy preferują dojrzalsze powieści, ale i tak uważam ją za taką przyjemną odskocznię na parę wieczorów. To była lekka, niewymagająca historia, z paroma odrobinę bardziej emocjonalnymi momentami. Może i nie rozkochała mnie tak, jak tego oczekiwałam, ale i tak z wielką chęcią jeszcze do tych bohaterów powrócę w kolejnych tomach, szczególnie, że pokochałam bohaterów pobocznych i jestem ciekawa ich historii. Jeśli więc macie ochotę przenieść się do klimatycznej szkoły w Szkocji i poczytać o licealnych miłostkach i dramatach, to polecam!


Sarah Sprinz stworzyła pełną ciepła i emocji powieść romantyczną, która z łatwością stała się bestsellerem. Pierwsza część sagi została napisana z wielką dbałością o szczegóły, a wykreowany świat i bohaterowie budzą pozytywne uczucia czytelników. Powieść "Tam gdzie ty. Dunbridge Academy. Tom 1" oczarowuje opisami pozwalającymi poczuć niesamowity klimat starych szkockich budowli, a jednocześnie intryguje licznymi zagadkami i zaskakującymi zwrotami akcji.


Tytuł: Dunbridge Academy. Tam gdzie ty
Autorka: Sarah Sprinz
Seria: Dunbridge Academy. Tom 1
Tytuł w oryginale: Dunbridge Academy. Anywhere
Data premiery: 26.04.2023
Liczba stron: 440
Wydawnictwo: Moondrive
Ocena: 7/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Moondrive:



Czytaj dalej »

piątek, 10 lutego 2023

Colleen Hoover - Without Merit



Hej, to ja, Merit.

Mam siedemnaście lat i mieszkam w dawnym kościele, o czym wciąż przypominają mi stare witraże w oknach. Moja schorowana matka mieszka w piwnicy, a ojciec – razem z nową żoną i moim rodzeństwem – na piętrze. Jest dziwnie? To nie wszystko! Mam siostrę bliźniaczkę. Honor to chodzący ideał i zawsze była moim przeciwieństwem. A mój brat Utah? Nieznośny perfekcjonista, z którym się nie dogaduję.

Jak możecie się domyślić, nie pasuję do tej rodziny. Zawsze stoję z boku. Sytuacji nie poprawia fakt, że jestem zakochana w chłopaku siostry… Czy powiem o tym komukolwiek? Nie pisnę słowa. Będzie to kolejna tajemnica, którą dorzucę do worka z sekretami rodziny Vossów. Boję się, że gdy zaczną wychodzić na jaw, pozostanie mi po prostu zniknąć – z domu i z własnego życia.

A może lepiej będzie, jeśli opuszczę ich już teraz?

Lepiej im będzie bez Merit, prawda?


Miałam okazję czytać "Without Merit" po raz pierwszy prawie trzy lata temu i pamiętam, że książka mocno we mnie wtedy uderzyła. Być może dlatego, że czytałam ją w momencie, kiedy wątki poruszane przez autorkę do mnie z wielu powodów przemówiły i właśnie dlatego zapadła mi w serce. Powracając do niej po latach miałam tylko jedną obawę - czy będzie tak dobra, jak ją zapamiętałam? W końcu jest to jedna z tych powieści autorki, które nie cieszą się zbyt pozytywną opinią. Jak się jednak okazuje, obawiałam się bezpodstawnie, bo książka już drugi raz zrobiła na mnie duże wrażenie i do tej pory nie do końca rozumiem, dlaczego tak wiele osób jej nie lubi. To bardzo wartościowa młodzieżówka, która zmusza do refleksji i daje czytelnikowi popalić. I właśnie za to bardzo ją lubię.

Merit to siedemnastoletnia dziewczyna, żyjąca w dość niecodziennej rodzinie. Jej ojciec związał się i zamieszkał z kochanką, z którą ma dziecko, a na dodatek w piwnicy ich domu mieszka schorowana matka Merit, która nie opuściła progów swojego małego mieszkania od lat. Dziewczyna kompletnie nie dogaduje się także swoją siostrą bliźniaczką, Honor oraz ze starszym bratem, Utah. Całe miasteczko nienawidzi jej rodziny z powodu dramatu sprzed lat, a życie w szkole to dla dziewczyny niemalże piekło. Merit nie potrafi znaleźć sobie miejsca, czuje, że nigdzie nie należy. Dlatego pewnego dnia postanawia przestać chodzić do szkoły, zaszyć się w pokoju, przestać się odzywać i coraz mocniej zastanawia się, czy ktokolwiek zauważyłby, gdyby zniknęła...

Czara goryczy się przelewa, gdy poznaje przystojnego chłopaka, który jednym przypadkowym pocałunkiem wstrząsa jej światem. A potem dowiaduje się, że jest to nikt inny, jak Sagan - nowy chłopak jej siostry bliźniaczki, który je pomylił. Który nagle zaczyna spędzać w ich domu niemalże każdą wolną chwilę.

Natłok emocji i niespodziewane uczucia do chłopaka swojej siostry sprawiają, że dziewczyna ma wszystkiego dość. Przytłaczają ją uczucia, kłamstwa rodziny i samotność. Czuje żal z powodu niezrozumienia ze strony rodziny, a na dodatek ciągle przydarza jej się coś złego. Gdy jej plan zniknięcia z domu nie wypala, musi zastanowić się, czy powinna dać drugą szansę sobie i swojej rodzinie.

"Without Merit" to nie jest historia, po którą sięgnęłabym dla przyjemności. Jest w niej dużo smutku, frustracji i rozczarowania, jej bohaterowie ciągle popełniają błędy i podejmują niewłaściwe decyzje, a na dodatek nie jest to romans, do czego jesteśmy przyzwyczajeni jeśli chodzi o Colleen. To historia o nieidealnej rodzinie, która nie potrafi się ze sobą dogadać. O samotnej dziewczynie, która czuje się niewidzialna wśród najbliższych i codziennie walczy z poczuciem beznadziei i samotności, nie do końca rozumiejąc, dlaczego tak się czuje. O tajemnicach, które mogą zniszczyć każdą relację, miłości, której nie potrafimy okazywać i naszej wrodzonej skłonności do skupiania się na naszych własnych problemach i oceniania innych bez przyjrzenia się, czy nie skrywają wewnątrz siebie bólu i cierpienia.

Merit to nie jest bohaterka idealna. Właściwie są momenty, kiedy naprawdę ciężko jest ją lubić i zrozumieć jej zachowanie, a czasami wręcz trzeba sobie przypominać, że to nadal nastoletnia dziewczyna, która samotnie zmaga się z wieloma uczuciami, których nie rozumie. Zachowuje się irracjonalnie, jest wybuchowa i szczera do bólu, odpycha od siebie wszystkich, którzy wyciągają do niej rękę, a jednocześnie pragnie bliskości i miłości. Zapewne wielu czytelników nie dostrzeże, że jej zachowanie to coś więcej, niż nastoletnie kaprysy. Ma dość sekretów swojej rodziny, nie rozumie ojca, który związał się z kochanką, ani matki, która od lat nie wychodzi ze swojego mieszkania, nie potrafi dogadać się ze swoją siostrą bliźniaczką, Honor, ani bratem, Utah. Jej czyny, milczenie, zamykanie się w sobie, unikanie szkoły, to wołanie o pomoc, którego nikt nie zauważa. Nawet my, jako czytelnicy, dopiero w pewnym kluczowym momencie zdajemy sobie sprawę, że mamy do czynienia z czymś poważniejszym. Nie zauważa nikt, poza Saganem - chłopakiem jej siostry, który kilka dni temu skradł jej pocałunek, myląc ją z Honor. Hoover nigdy nie bała się poruszać trudnych tematów w swoich książkach, nic więc dziwnego, że tak szczerze i otwarcie przedstawia zmagania Merit z jej zdrowiem psychicznym.

Bardzo podoba mi się to, że z pozoru ta historia wcale nie jest tak poważna, jak na początku się wydaje, bo przez to koniec uderza mocniej. Rodzina Merit jest dysfunkcyjna, każdy z członków ukrywa jakieś sekrety, nikt ze sobą nie rozmawia i siebie nie słucha. Absurdu całej sytuacji dodaje fakt, że mieszkają w starym kościele, a wkrótce wprowadza się do nich Sagan, rzekomy chłopak Honor oraz jedynie parę lat starszy od głównej bohaterki brat nowej żony ich ojca, Luck. Obserwowanie ich dynamiki jest jednocześnie zabawne i smutne, ale to dopiero w momencie, gdy Merit wybucha, zaczynamy zdawać sobie sprawę z powagi tej historii i tego, co autorka stara się nam przekazać poprzez postać Merit. I wszystko nabiera nowego sensu. Warto mieć jednak na uwadze, że chociaż uważam, że to wartościowa powieść, zawiera w sobie elementy, które pewnym osobą mogą zaszkodzić, takie jak rozmowy o depresji, samobójstwie, czy homofobii.

Każdy z bohaterów tej historii ma do opowiedzenia swoją własną historię. Może i są odrobinę pokręceni, zepsuci, frustrujący, ale mają też w sobie smutek i samotność. Chociaż solidaryzowałam się z Merit, rozumiałam też jej członków rodziny. Chyba właśnie chodziło w ich historii - aby ukazać, że każda historia ma wiele stron i nawet dorośli ludzie, którzy rzekomo powinni mieć wszystko pod kontrolą, mogą być zagubieni, bo życie to jedna, wielka niewiadoma. A nikt nie daje nam instrukcji, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. I chociaż nie jest to romans, mamy tu też wątek miłosny, który jest w życiu Merit swego rodzaju światełkiem w tunelu, bo w Saganie w końcu znajduje zrozumienie, jakiego nie znalazła w nikim innym - pomimo nieporozumień i złych początków.

Pomimo wielu niepochlebnych opinii, uważam, że "Without Merit" to powieść zasługująca na to, by o niej mówić. Nawet pomimo paru niedoskonałości, jest to jedna z wartościowych młodzieżówek, które niosą ważny przekaz i mówią o tematach, których wielu z nas unika. Chociaż nie poleciłabym jej z czystym sercem każdemu, bo to trudna młodzieżówka, a przed lekturą warto zapoznać się z trigger warnings, wiele osób z pewnością odnajdzie w Merit cząstkę siebie.



COLLEEN HOOVER to amerykańska pisarka, autorka poruszających romansów i powieści z gatunku New Adult. Pisarka urodziła się w 1979 roku w Sulphur Springs (miasto w Teksasie). Zaczęła pisać dla przyjemności. Ponieważ jej książki zostały docenione przez czytelników, porzuciła pracę jako pracownik socjalny i skoncentrowała się na pisaniu kolejnych powieści. Dotychczas napisała ich już kilkanaście, a kilka z nich trafiło na listy bestsellerów „New York Timesa”. Każda natomiast została bardzo wysoko oceniona przez użytkowników Goodreads.




Tytuł: Without Merit
Autor: Colleen Hoover
Data premiery: 9 stycznia 2023 (wyd. II)
Liczba stron: 318
Wydawnictwo: Moondrive
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl!


Czytaj dalej »

środa, 28 grudnia 2022

Colleen Hoover, Tarryn Fisher - Never Never



Charlie i Silas nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu tego, co kiedyś ich łączyło. Ale czy można odbudować uczucia? Czy można przypomnieć sobie, że kiedyś się kochało? A jeśli tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem?

Silasa i Charlie połączyło przeznaczenie. Czy to wystarczy, by miłość znów zapłonęła w ich sercach?


Jak na ogromną fankę twórczości Colleen Hoover aż wstyd się przyznać, że "Never Never" to jedyna jej powieść, której nigdy nie miałam okazji przeczytać. Nie jestem pewna z jakiego powodu, ale ta historia nigdy mnie nie zainteresowała. Napisana w duecie z Tarryn Fisher, która kojarzy mi się ze swoich thrillerów i kryminałów, przypominała mi zawsze właśnie tego typu historię, a nie romans, do których jestem tak przyzwyczajona. Skusiłam się na nią dopiero za sprawą nowego wydania i muszę przyznać, że zostałam pozytywnie zaskoczona. To była niecodzienna historia, wciągająca od początku do końca i chociaż nie zostanie moją nową ulubioną książką Hoover, przeczytałam ją w mgnieniu oka.

Czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Co się stanie, jeśli spróbujemy w nie interweniować? Silas i Charlie przekonują się o tym, gdy pewnego dnia wybudzają się, nie pamiętając niczego - nie wiedzą kim są, nie znają swoich imion, nie pamiętają bliskich ani rówieśników, ani co takiego się wydarzyło. Jedyne co udaje im się ustalić to fakt, że byli parą i byli w sobie bardzo zakochani. Krok po kroku odkrywają kolejne wskazówki, pomięte listy, wpisy z dzienników i fotografie, które mają pomóc im ustalić co zaszło, że nie pamiętają niczego, ale stanięcie oko w oko z prawdą na temat tego, jakimi osobami byli, okazuje się nie być proste. Dlaczego nie pamiętają, że tak mocno się kochali? I dlaczego wszystko wskazuje na to, że im się nie układało, chociaż każde zapisane i ukryte wspomnienie wskazuje na to, że ich miłość była jedną z tych, o której każdy marzy? Czy można sobie przypomnieć to, że kiedyś się kogoś kochało?

Nigdy nie zapominaj, że to ja jako pierwszy cię pocałowałem.
Nigdy nie zapominaj, że będziesz ostatnią, którą pocałuję.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy nie przestawaj, Charlie.
Nigdy, przenigdy nie zapominaj.

Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałam tego typu historię. Ta książka mocno przypomina mi filmy i powieści z wątkiem podróży w czasie, w których to bohaterowie codziennie budzą się tego samego dnia i na nowo muszą przeżywać te same wydarzenia, jednocześnie próbując dojść, co jest tego powodem. Hoover i Fisher modyfikują jednak ten dość często wykorzystywany wątek, wprowadzając w historię znaczne zmiany. Już sam fakt, że bohaterowie tracą pamięć sprawia, że ta książka wciąga od pierwszej strony. Liczne listy i wpisy z dzienników pozwalają nam zajrzeć w przeszłość bohaterów i połączyć pewne wątki do kupy, ale fabuła cały czas trzyma w napięciu. Autorki sprytnie bawią się nie tylko swoimi bohaterami, ale i czytelnikiem, zdradzając tylko pojedyncze wątki i wprowadzając nas w liczne pułapki.

Silas i Charlie nie pamiętają niczego, poza rzeczami, które nie mają dla nich większego znaczenia. I chociaż wszystko wokół wskazuje na to, że byli w sobie szaleńczo zakochani, nie potrafią sobie przypomnieć tych uczuć. Muszę przyznać, że strasznie ciężko było mi jakkolwiek ocenić tych bohaterów, mając jedynie strzępki informacji na temat ich poprzedniego życia. Kiedy ich poznajemy, są jak pusta karta - to ich wspomnienia zapisane w listach i na zdjęciach mają dać nam wskazówkę do tego, kim byli przedtem, a nie zawsze są to dobre wspomnienia. Są rzeczy, których się o nich dowiadujemy, które naprawdę mącą w głowie i każą mocno się zastanowić, czy jesteśmy w stanie przymknąć na to oko. Frustrowały mnie i czasami musiałam mocno się wysilić, aby je przełknąć, ale koniec końców to właśnie dzięki nim kreacja Silasa i Charlie była tak świetna.

Podczas gdy on nieustannie próbował pamiętać... Ja próbowałam zapomnieć.
Nie chcę pamiętać naszych pocałunków.
Nie chcę pamiętać naszej miłości.
Chcę zapomnieć Silasa Nasha i wszystko na tym świecie, co mi go przypomina.

Tę książkę naprawdę czytało się tak, jakbyśmy byli Silasem i Charlie. Cały czas miałam mętlik w głowie, próbując sensownie skleić do kupy te strzępki informacji, które dostawaliśmy i przy okazji ocenić, czy w ogóle podoba mi się to, czego się dowiaduję. Przez to samo przechodzili bohaterowie, co było niesamowitym zagraniem. Poza tym ta historia została napisana naprawdę przepięknym językiem i widać to przede wszystkim w sposobie, w jakim autorki opisują związek bohaterów. Uczucie między Silasem i Charlie, chociaż tak zagmatwane i skomplikowane przez wiele wydarzeń z ich życia, to coś wręcz nierealistycznego i bajkowego - jakby zostało zapisane w gwiazdach. To historia o bratnich duszach, którym przychodzi się zmierzyć z realiami prawdziwego życia. Fikcja przeplata się z realizmem, ale bawiąc się tym wątkiem przeznaczenia i bratnich dusz autorki naprawdę dają do myślenia i poruszają serce.

Niestety są też w tej historii rzeczy, które nie do końca przypadły mi do gustu. Oryginalnie została podzielona na trzy części, które wychodziły osobno i chociaż dzięki wydawnictwu mamy szansę poznać je wszystkie w jednym wydaniu, niestety czuć trochę, że autorki pisały je na raty. W książce poruszane są dość znaczące wątki, które zostały rozpoczęte, a po jakimś czasie porzucone bez odpowiedzi (czy specjalnie, czy nie - nie wiem). Duża jest też przepaść między każdą częścią, bo dziwnie się ze sobą łączą. Trochę czytało mi się je tak, jakby autorkom ciągle zmieniał się pomysł na zakończenie tej historii i do samego końca nie potrafiły się zdecydować na jedną wersję. Nie jest to nic aż tak znaczącego, żeby mi popsuć przyjemność z lektury, ale też dlatego nie potrafię do końca ocenić, jak bardzo mi się ta książka spodobała.

- Co właściwie nas łączy? - pyta Charlie. - Kochamy się i tak dalej?
Śmieję się głośno po raz pierwszy od wczorajszego poranka.
- Tak - odpowiadam, nie przestając się śmiać. - Zdaje się, że kocham cię i tak dalej już osiemnaście lat.

Pod wieloma względami "Never Never" różni się od reszty książek Hoover, ale jedno pozostaje niezmienne - ta wciągająca i niecodzienna fabuła, na którą zawsze mogę liczyć w jej powieściach. Nawet pomimo kilku niedoskonałości, ta historia zapadnie mi w pamięci, bo była intrygująca, emocjonalna i nietuzinkowa. Wymagała też skupienia i uważnego czytania, aby w pełni docenić podróż Charlie i Silasa.

COLLEEN HOOVER to amerykańska pisarka, autorka poruszających romansów i powieści z gatunku New Adult. Pisarka urodziła się w 1979 roku w Sulphur Springs (miasto w Teksasie). Zaczęła pisać dla przyjemności. Ponieważ jej książki zostały docenione przez czytelników, porzuciła pracę jako pracownik socjalny i skoncentrowała się na pisaniu kolejnych powieści. Dotychczas napisała ich już kilkanaście, a kilka z nich trafiło na listy bestsellerów „New York Timesa”. Każda natomiast została bardzo wysoko oceniona przez użytkowników Goodreads.

TARRYN FISHER to autorka bestsellerowych powieści dla kobiet. Do tej pory napisała Mud Vein oraz serię książek o miłosnym trójkącie: Mimo moich win, Mimo twoich łez, Mimo naszych kłamstw. W sierpniu 2016 roku w Polsce ukazała się powieść Never Never napisana przez Tarryn wspólnie z Colleen Hoover. Pisarka mieszka z rodziną w Seattle. Uwielbia deszczowe dni, coca-colę i uważa, że Instagram to nowy Facebook. Razem ze swoją przyjaciółką Madison prowadzi blog modowy.



Tytuł: Never Never
Autorki: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Tytuł w oryginale: Never Never
Data premiery: 23 listopada 2022
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 392
Ocena: 7.5/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive!



Czytaj dalej »

piątek, 5 sierpnia 2022

Lauren Oliver - Delirium




"Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.

Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.

I zawsze im wierzyłam.

Do dziś.

Teraz wszystko się zmieniło.

Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.

Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.

W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.

Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.


Pamiętam, jak niemalże dekadę temu ciągle gdzieś widziałam "Delirium", bo to była jedna z tych serii, dzięki której wiele osób rozpoczęło swoją przygodę z czytaniem. Jako że ja jeszcze wtedy za fantastyką nie przepadałam (tak, byłam dziwną czytelniczką), cały ten hype mnie ominął i dopiero teraz, dzięki wznowieniu tej trylogii w nowych okładkach, mam szansę się z nią zapoznać. Trzeba przyznać, że pomimo upływu wielu lat, tę historię bardzo dobrze się czyta. Co prawda ja poznaję ją po raz pierwszy, ale bardzo przemówił do mnie pomysł na historię, polubiłam się z bohaterami i ogółem uważam, że to dość solidna, lekka fantastyka. Z powodu osobistych preferencji raczej nie planuję czytać kolejnych tomów, ale "Delirium" samo w sobie okazało się być naprawdę pozytywnym zaskoczeniem.

On jest moim światem i mój świat jest nim i bez niego nie ma świata.

W społeczeństwie, w którym żyje Lena, miłość uważana jest za śmiertelną chorobę i dlatego w wieku osiemnastu lat, każdy obowiązkowo przechodzi zabieg, dzięki któremu zostają z niej wyleczeni. Brak miłości gwarantuje bezpieczeństwo. Chroni przed cierpieniem i jej skutkami ubocznymi. Ludzie dobierani są w pary na podstawie testów. Siedemnastoletnia Lena już straciła matkę z tego powodu, nie może się więc doczekać, aż sama zostanie wyleczona. Kiedy jednak nadchodzi dzień jej ewaluacji, wszystko idzie nie tak. Wtedy też po raz pierwszy spotyka Alexa, tajemniczego chłopaka, którzy budzi w niej uczucia, których czuć nie powinna i sprawia, że zaczyna kwestionować wszystko, co dotychczas wiedziała. Co się stanie, gdy rozwinie się między nimi zakazane uczucie? I co jest prawdą: słowa rządu i jej rodziny, które mówią o tym, że miłość jest chorobą, czy jej uczucie do Alexa, które przynosi jej szczęście?

Nie możesz być naprawdę szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa. Wiesz o tym, prawda?

Wyobrażacie sobie żyć w świecie, w którym miłość uważana jest za chorobę, a ludzie dobierani są w pary na podstawie testów, bez prawdziwych uczuć? Może i jest to świat wolny od cierpienia powodowanego przez złamane serca, czy bólu po stracie, może jest to świat bezpieczny i prosty, ale też wolny od wszystkiego, co miłość ze sobą niesie. I nie mówię tu tylko o miłości między partnerami, ale też między przyjaciółmi, rodziną. Dla mnie ta dystopijna wizja społeczeństwa jest przerażająca - ludzie żyją jak roboty niezdolne do silnych emocji, bez szczęścia, miłości, współczucia, a wszelkie relacje są sztuczne i wykalkulowane przez rząd. To mi się w tej historii podobało najbardziej, to refleksyjne spojrzenie na miłość z perspektywy dystopijnej fantastyki, która zmusza nas do myślenia, nawet pomimo tego, że czytamy o fikcyjnym świecie i nieprawdziwych postaciach. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałam i czytało się to fantastycznie.

Miłość - jedno słowo, niby nic, nieznaczne jak ostrze noża. Właśnie tym jest: ostrzem, krawędzią. Przechodzi przez środek twojego życia, dzieląc wszystko na pół. Przed i po. Cały świat spada na którąś ze stron.
Przed i po. I w trakcie - moment na krawędzi.

Lauren Oliver bardzo intrygująco przedstawia ten świat. Może i nie jest to ciężka fantastyka, która wymagałaby od nas myślenia i skupienia, a fabuła nie opiera się na dynamicznej akcji i licznych szokujących zwrotach akcji, ale jednak sposób, w jaki prowadzi nas przez różne wątki i poznaje z kolejnymi sekretami tego alternatywnego świata sprawia, że nie można się oderwać. Ja praktycznie przez tę historię przeleciałam. Zdecydowanym plusem jest lekkie pióro autorki, bo książkę czyta się szybko i łatwo. Może momentami zdarzało się, że fabuła dość mocno spowalniała, ale nie było to nic aż tak problematycznego, żebym się nudziła.

Powiem wam coś. Nie jestem nikim wyjątkowym. Jestem zwyczajną dziewczyną. Mam niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu i jestem przeciętna pod każdym względem.
Ale znam pewien sekret. Możecie zbudować mury aż do nieba, a mnie i tak uda się nad nimi przefrunąć. Możecie mnie przygwoździć do ziemi tysiącami karabinów, a i tak stawię opór. I jest nas tutaj wielu, więcej, niż wam się wydaje. Ludzi, którzy kochają w świecie bez murów, kochają aż po nienawiść, aż po bunt, wbrew nadziei i bez lęku.
Kocham cię. Pamiętaj. Tego nam nie odbiorą.

"Delirium" przedstawia historię nastoletniej Leny, która żyje w rodzinie i społeczeństwie wolnym od miłości, przygotowana na taką samą przyszłość. Zbliża się termin jej zabiegu, gdy na jej drodze staje chłopak, który sprawia, że zaczyna wszystko kwestionować. Chociaż od lat wmawiano jej jedno, nagle zaczyna zadawać sobie pytania, czy wszystko, co wie o świecie, jest w ogóle prawdą. Nie pomaga też fakt, że ciągle dochodzi do spięć między nią, a jej najlepszą przyjaciółką, Haną, która zdaje się mieć inne podejście do zbliżającej się przyszłości - pragnie imprezować, słuchać zakazanej muzyki, spotykać się z innymi ludźmi i korzystać z ostatnich chwil wolności. Gdy Lena staje twarzą w twarz z zakazanym uczuciem, jakim jest miłość, którą odnajduje w Alexie, tajemniczym chłopaku, jej życie staje na głowie. Naprawdę łatwo było się wcielić w tę postać i wyruszyć w tę podróż razem z nią. Lena jest bardzo sympatyczną i charyzmatyczną bohaterką, która uczy się na błędach i skora jest odkrywać nowe rzeczy. Nawet jeśli momentami jest jej ciężko, nie pozwala na to, aby zaślepiło ją zdanie innych. Polubiłam się z nią i rozumiałam jej rozterki - wyobrażam sobie, że trudno jest zaakceptować fakt, że manipulowano nas przez całe życie.

To niesamowite, że można się czuć chronionym przez kogoś i jednocześnie być gotowym na wszystko, nawet oddać życie, by chronić jego .

Myślę, że każdy, kto sięgnie po tę historię, zakocha się w Alexie i Lenie. To tego typu miłość, która jest po prostu pisana w gwiazdach - wystarczy jedna rozmowa, by wiedzieć, że do siebie idealnie pasują. Chociaż to uczucie nie ma nawet prawa się rozwinąć, a związek jest kompletnie zakazany i z góry skazany na porażkę, autorka świetnie go rozwija, buduje napięcie i daje nam czas, aby się z tymi bohaterami polubić. Wręcz ich pokochać. Alex od razu skradł moje serducho i chyba dlatego sposób, w jaki rozwija się ta historia, boli jeszcze bardziej - wiadomo, że to zakazane uczucie raczej nie skończy się dobrze, a i tak brniemy w nie całym sercem. A to zakończenie? Bolało niesamowicie. Dawno żaden cliffhanger nie bolał mnie tak mocno i przyznam szczerze - niemalże miałam ochotę rzucić książką przez okno. Z czwartego piętra.

Księga SZZ mówi, że deliria zmienia postrzeganie świata, upośledza zdolność logicznego myślenia, osłabia możliwość jasnych osądów. Nie mówi wszak jednej rzeczy: że miłość przemienia cały świat w coś wspanialszego, niż na co dzień się wydaje. (...)
Wszystko, co widzę i czego dotykam, przypomina mi jego, i dlatego wszystko, co widzę i czego dotykam, jest doskonałe.

"Delirium" to była unikalna, czarująca historia, która w ciekawy, intrygujący sposób ukazuje miłość taką, jaką jest: potężnym uczuciem, które przynosi całą gamę emocji, od niepowtarzalnego szczęścia, motylków w brzuchu, bezpieczeństwa, po zabójcze cierpienie, gdy nagle jej zabraknie. Historia Alexa i Leny udowadnia, że nie da się żyć w pełni szczęśliwie, unikając cierpienia, bo wszystko to składa się na piękno i potęgę uczucia, jakim jest miłość. Ja kompletnie dla tej dwójki przepadłam. Nie wiem czy sięgnę po kolejne tomy, bo zbyt bardzo boję się, że sobie tę trylogię zepsuję, ale do pierwszej części z pewnością jeszcze kiedyś powrócę. Bardzo wam ją polecam.


Rodzice autorki są profesorami literatury, więc Lauren od dziecka była angażowana w działalność artystyczną. Ukończyła studia na kierunku literatura i filozofia na uniwersytecie w Chicago. Owocem jej nastoletnich działań jest książka "Zanim odejdę", która doczekała się adaptacji filmowej w 2013 roku.



Tytuł: Delirium
Autor: Lauren Oliver
Seria: Delirium. Tom 1
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Jaguar
Data premiery: 29 czerwca 2022
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive :)





Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia