Elspeth i Ravynowi udało się zebrać jedenaście Kart Opatrzności. Jednak przed nimi najważniejsze i ostatnie zadanie – odszukanie Karty Bliźniaczych Olch.
Jeśli chcą ją odnaleźć przed zimowym przesileniem i ocalić królestwo przed niszczącym działaniem magii, muszą wyruszyć w niebezpieczną podróż wykraczającą poza las, prosto we mgłę otaczającą całe Blunder.
W dodatku tylko potwór, który zamieszkuje umysł Elspeth, jest w stanie wskazać im drogę do upragnionej dwunastej Karty.
Problem polega na tym, że Koszmar nie jest zbyt chętny do współpracy.
Uwaga: możliwe spoilery z Okna skąpanego w mroku!
Elspeth i Ravynowi udało się odnaleźć prawie wszystkie z dwunastu Kart Opatrzności - poza Kartą Bliźniaczych Olch, której lokalizacja pozostaje sekretem nieznanym nikomu w królestwie. Wszystko się jednak pokomplikowało, gdy największy sekret Elspeth wychodzi w końcu na jaw i to w tragicznych wydarzeniach, których konsekwencje dotykają wszystkich. Teraz tylko jedna osoba może im pomóc w odnalezieniu karty i uratowaniu Królestwa Blunder przed niszczycielską magią... potwór zamieszkujący w umyśle Elspeth, który od wieków czekał tylko na to, aby dostać swoją szansę. Każda magia ma jednak swoją cenę, a zwłaszcza taka, która zapoczątkowała wszystko...
Po tak mocnym i emocjonalnym zakończeniu Okna skąpanego w mroku niemalże od razu sięgnęłam po kontynuację tej historii w Dwóch splecionych koronach. Część mnie obawiała się jednak, że po wydarzeniach z finału autorce ciężko będzie utrzymać poziom pierwszego tomu, zwłaszcza że szykowały się nieuchronne zmiany, których trochę się obawiałam. Rzeczywiście, są rzeczy, które nie do końca poszły po mojej myśli i być może dlatego ten tom podobał mi się odrobinę mniej, niż poprzedni - ale jest też wiele pozytywów, które sprawiają, że nadal dobrze się bawiłam i na długo nie zapomnę o magicznym klimacie całej tej dylogii.
W kontynuacji tej historii już od pierwszych chwil można wyczuć zmiany. Przede wszystkim nie wszyscy bohaterowie wracają, inni znikają gdzieś w tle, a do głosu dochodzą nowi, w tym Elm i Ione, co jest pierwszą ogromną różnicą w porównaniu z poprzednią częścią, którą poznawaliśmy jedynie oczami Elspeth. Nie będę ukrywać, wszystko to sprawiło, że trudno mi się było na początku w tę historię znowu wciągnąć. Losy Elspeth nie kończą się co prawda po wydarzeniach z finału, ale przyzwyczajenie się do jej nowej i innej obecności sprawiło mi trochę trudności - a do tego bardzo mi jej czasami brakowało. Choć doceniam to, że autorka rozwija nowe wątki, Elspeth i Ravyn byli ważnym powodem, dlaczego tak bardzo tę historię polubiłam i chyba miałam nadzieję, że ich historia potoczy się trochę inaczej, a przynajmniej bardziej satysfakcjonująco.
Nie mogłam nie zauważyć, że w przeciwieństwie do poprzedniego tomu, gdzie w takich, nie innych okolicznościach losy wszystkich bohaterów splotły się ze sobą, tutaj w dużej mierze akcja zostaje mocno rozdzielona. Mamy Ravyna i Jasper z Koszmarem, którzy kontynuują poszukiwania ostatniej Karty Opatrzności, a także Ione i Elma, którzy muszą zmierzyć się z konsekwencjami wyjścia na jaw prawdziwej natury Elspeth i przebywając w zamku niespodziewanie się do siebie zbliżają. Obydwa te wątki mi się podobały, ale nie podobało mi się ich rozdzielenie - zwłaszcza, że już i tak odczuwałam brak Elspeth i mniejszą rolę Ravyna.
Trzeba natomiast przyznać, że Ione i Elm stają się światełkiem w mrocznym tunelu, których chemia zwróciła moją uwagę już w poprzedniej części. Gdy akcja spowalniała albo czułam się sfrustrowana, ich wspólne chwile, a także możliwość poznania ich lepiej, umilały mi czas. Obydwoje pozostawali niezgłębionymi postaciami, o których niewiele wiedzieliśmy, a tutaj w końcu nadchodzi ich moment. Ich wątek zostaje rozwinięty chyba nawet bardziej, niż Ravyna i Elspeth, - być może dlatego, że mają więcej czasu, aby się przed sobą otworzyć i lepiej poznać. To była miła odskocznia, a ich relacja była jednym z moich ulubionych dodatków w tym tomie.
Jedną z rzeczy, która dodatkowo sprawiła, że miałam problemy, by w pełni się w ten tom zaangażować, było chyba tempo i fakt, o którym wspomniałam już wyżej - że mamy właściwie dwa główne wątki i podzielonych bohaterów, gdzie każdy zajmuje się czymś innym. Czułam się trochę tak, jakbym czytała dwie książki osadzone w tym samym świecie. W jednym momencie wciągałam się w rozdziały Ravyna, których zresztą i tak było zdecydowanie za mało, po to by fabuła zaraz znowu przeniosła mnie do posiadłości w Stone, gdzie Ione i Elm zajmowali się czymś zupełnie innym. I odwrotnie. Niejednokrotnie autorka robiła to w ważnych chwilach, co mnie niesamowicie frustrowało.
Warto natomiast zaznaczyć, że ostatnie 200 stron mocno nadrabia braki, a akcja jednocześnie trzyma w napięciu i odpowiada na wszystkie pytania, jakie mogą męczyć od pierwszej części. Tutaj też w końcu wszystkie wątki zaczynają się ze sobą splatać i nie miałam już takiego poczucia rozdzielenia. Nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem świata, jaki autorka stworzyła, bo za każdym razem, gdy wracałam do tej historii, przenosiłam się do zupełnie innej, klimatycznej rzeczywistości. Nie jest to może dylogia pełna plot twistów, ale nie brakuje w niej emocji, wysokiego ryzyka i chwytających za serce wydarzeń, które śledzimy z zapartym tchem. Gdyby tylko cała książka została tak dobrze dopracowana, jak te ostatnie rozdziały, być może dałabym jej większą ocenę.
Po świetnym zakończeniu i samej końcówce łatwo byłoby mi zapomnieć o wadach, które wymieniłam wcześniej, ale pisząc tę recenzję parę dni po skończeniu lektury muszę przyznać, że niestety Dwie splecione korony nie do końca dorównuje pierwszemu tomowi i troszkę się tą kontynuacją zawiodłam. A największą wadą jest dla mnie to, że prawie w ogóle traci tu znaczenie postać Elspeth, a to przecież ona ma być główną bohaterką i postacią, od której wszystko się zaczęło. Doceniam, że w ten sposób dowiadujemy się więcej o historii postaci Króla Shepherda, ale zabrakło tu jakiejś równowagi. Jestem zauroczona tym światem i bardzo lubię prawie wszystkich bohaterów, więc mimo wszystko dobrze mi się tę książkę czytało (a przynajmniej tę drugą połowę), ale zdecydowanie lepiej będę wspominać Okno skąpane w mroku.
Rachel Gillig urodziła się i wychowała na wybrzeżu Kalifornii. Jest pisarką i nauczycielką. Uzyskała tytuł licencjata z teorii i krytyki literatury na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis. Jeśli nie jest zakopana w kocach i nie marzy o swojej kolejnej powieści, Rachel jest w ogrodzie lub spaceruje z mężem, synem i pudlem Wallym.
Tytuł: Dwie splecione korony
Autorka: Rachel Gillig
Tytuł w oryginale: Two Twisted Crowns
Seria: Tajemnice Króla Shepherda. Tom 2
Wydawnictwo: Nowe Strony
Data premiery: 14.05.2024
Liczba stron: 501
Ocena: 6/10





Brak komentarzy
Prześlij komentarz
Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)