wtorek, 31 marca 2026

Liz Tomforde - In Her Own League

 
Reese Remington przez lata przygotowywała się do roli właścicielki drużyny w MLB, i tak się składa, że będzie pierwszą kobietą na tym stanowisku. Opinia publiczna jednak widzi w niej jedynie damę w męskim świecie – nie osobę, która zapracowała sobie na tę pozycję. Z racji ogólnej presji Reese nie może pozwolić sobie na to, by cokolwiek ją rozpraszało.

W szczególności kiedy tym rozproszeniem uwagi okazuje się pociągający Emmett Montgomery, były najlepszy zawodnik MLB, a obecnie trener drużyny. 

Emmett traktuje zawodników jak własną rodzinę, a boisko jak dom. Po latach zarządzania drużyną na własnych zasadach nie potrzebuje nowego przełożonego. Niestety jest zmuszony spędzać długie godziny w biurze i na meczach wyjazdowych przy boku szefowej, a to powoduje, że zaczyna zauważać, skąd bierze się pasja Reese do przewodzenia i niewzruszona determinacja, by udowodnić wszystkim swój profesjonalizm.

Gdy zapalczywe sprzeczki powodują wzajemne przyciąganie, zawodowe granice zaczynają się zacierać. Reese natomiast wie, że wiele osób tylko czeka, aż powinie się jej noga, dlatego najbezpieczniej jest utrzymać Emmetta z dala od siebie.

Wydaje się, że pośród tej dwójki nie ma wygranych w grze pozorów i trzymaniu się na dystans.

 
Nie ma zbyt wielu fikcyjnych bohaterów, którzy tak zapadli w moje serce, jak ci z Windy City. Ta pozszywana z różnych ludzi i doświadczeń grupka stała się synonimem wszystkiego, za co tak kocham czytać książki, moim komfortowym miejscem, do którego zawsze wracam z czystą przyjemnością. Dlatego ze słodko-gorzkim uczuciem piszę recenzję ostatniej już książki o tych postaciach. W In Her Own League zgłębiamy się w losy Monty'ego, ojca Miller z Caught Up, a jego historia to jednocześnie idealne zakończenie, będące zwieńczeniem tego, co jest sednem wszystkich tych powieści - dowód na to, że prawdziwą rodzinę nie łączą więzy krwi, a miłość, wsparcie i troska o siebie - jak i pełne emocji pożegnanie.

Drużyna Warriors przeszła w ostatnich latach przez wiele zmian, a jedną z największych było przejęcie drużyny przez pierwszą w lidze kobietę. Reese Remington przygotowywała się do tej roli całe swoje życie i choć wie, że bycie kobietą u władzy nie spotyka się nigdy z pozytywnym odzewem, zamierza zrobić wszystko, aby udowodnić, że zasługuje na tę rolę równie dobrze, jak zasługiwałby na nią mężczyzna. Nie ma mowy o żadnych rozpraszaczach. Niestety największym z nich okazuje się być uwielbiany przez wszystkich trener, Emmett Montgomery, z którym Reese kompletnie nie potrafi dojść do porozumienia. Zdają się mieć inne spojrzenie na wszystko, co dotyczy drużyny i nie ukrywają wzajemnej niechęci. A jednak długie godziny pracy i ciągłe wyjazdy zmuszają ich do współpracy i wkrótce zaczynają dostrzegać w sobie więcej, a nawet odczuwać rzeczy, których nie powinni. W końcu Reese jest szefową Emmetta i nie może sobie pozwolić na to, aby media znalazły kolejny powód, by oczernić ją i drużynę, na której jej zależy...

Wiedziałam, że Monty zasługuje na swoje własne szczęśliwe zakończenie odkąd poznałam go w Caught Up jako jednego z najlepszych fikcyjnych ojców, o jakich czytałam. To facet, który przeżył już w swoim życiu miłość i ją stracił. Miał wtedy dwadzieścia lat, całe życie przed sobą i z pewnością nie spodziewał się, że zostanie sam z kilkuletnią dziewczynką, dla której obiecał stać się ojcem. I stał się najlepszym, jakiego Miller mogła sobie wymarzyć, a czytanie o ich więzi w tej książce, tym razem jego oczami, doprowadziło mnie niejednokrotnie do łez ze wzruszenia. Ta dwójka jest usposobieniem wszystkiego, co w tej serii jest najlepsze, przykładem, że rodzina to nie DNA, a wszystko inne i można ją znaleźć w przeróżnych osobach przewijających się przez nasze życie.

Książki Liz już niejednokrotnie to ukazały i zdaje się, że po pięciu historiach, kiedy para za parą wszyscy odnajdowali w końcu swoje własne szczęście, Reese jest idealnym zakończeniem dla Monty'ego i brakującym elementem, który wskakuje na swoje miejsce. Zdeterminowana, bystra i pewna siebie Reese, która wkracza w nową rolę gotowa utrzeć nosa każdemu, kto będzie próbował jej umniejszyć, tylko dlatego, że jest kobietą. To pierwsza kobieta od wielu lat, przy której Monty pragnie być kimś więcej, niż jedynie trenerem czy ojcem. Która budzi w nim dawno uśpione pragnienia, sprawia, że odżywa i zaczyna myśleć, że być może i on może mieć u swoim boku kogoś, kto będzie jego osobą.

Tę dwójkę łączy wspaniała chemia i z uśmiechem na twarzy czytałam o tym, jak zrzucają swoje maski, burzą mury obronne, aż zostaje tylko wrażliwość, otwartość i wzajemne zrozumienie. Emmett nie próbuje odbierać światła Reese, pozwala jej robić swoje, zwłaszcza, że jej rola i tak jest trudna, a Reese naturalnie próbuje poukładać jakoś trudną sytuację, w której się znajduje jako nowa właścicielka klubu. Tomforde ukazuje niestety smutne i prawdziwe realia kobiet pracujących w środowiskach zdominowanych przez mężczyzn i czasami miałam ochotę rozszarpać wszystkich, sfrustrowana okrutnymi komentarzami i szowinistycznym zachowaniem - w szczególności, że wszystko to niestety spotyka wiele kobiet, nieważne czy mowa o sporcie, czy innych branżach. Tym bardziej cudowne było to, z jakim zrozumieniem podchodził Emmett do wewnętrznego konfliktu Reese, nawet jeśli było to dla nich trudne.

Jest niestety jedna rzecz, przez którą ich historia nie stała się moim ulubieńcem spośród książek Liz, a mianowicie nie mogłam się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak z jej tempem. Przyjemnie spędziłam z tą dwójką czas, ale pierwsze rozczarowanie pojawiło się już wtedy, kiedy od wzajemnej niechęci do pociągu seksualnego przeszliśmy właściwie w przeciągu pierwszych paru rozdziałów. Miałam nadzieję, że ten okres zostanie pociągnięty dłużej, pozwoli zbudować prawdziwe napięcie, a nim się spostrzegłam, Reese i Monty dzielili ze sobą łóżko w jednej z najbardziej naciąganych scen w całej książce.

Od niechęci przeszliśmy błyskawicznie do wzajemnego pragnienia, a potem... zrobiło się powtarzalnie i trochę nudno. Bo skoro największe napięcie opadło, a ich wzajemne zainteresowanie sobą stało się oczywiste, pozostał tylko konflikt, do którego ciągle wracaliśmy, jak koło, z którego nie dało się wyjść. Przez to środek tej książki niestety zaczął mi się dłużyć i uważam, że można było ją trochę skrócić, aby tempo miało większy sens. Nie było to nic tragicznego, nadal bawiłam się dobrze, ale poczułam się trochę rozczarowana, że nie zakochałam się w nich bez pamięci, jak we wszystkich parach Liz dotychczas.

Moim ulubionym elementem natomiast nadal pozostaje element rodziny, jak zdążyłam już kilkukrotnie napomknąć wcześniej. Nie mam tu na myśli tylko Monty'ego i Miller, ale całą resztę bohaterów, którzy powracają - Kaia, Maxa, Kennedy, Isaiaha, resztę członków drużyny. Zabrakło jedynie Zandera, Stevie, Indy, Ryana, Rio i Hallie, a byłabym w niebie (choć rozumiem, czemu się nie pojawili). To książka pełna kolejnych cudownych i ciepłych chwil między nimi wszystkimi, momentów, przez które śmiałam się sama do siebie do późnych godzin i nigdy nie chciałam się z nimi rozstawać. I tak, polały się łzy - bo jak ja mam się z nimi wszystkimi pożegnać?

I choć In Her Own League jako książka ma może parę niedociągnięć i wad, to jako zakończenie tej przygody z bohaterami z Chicago była cudowna, zwłaszcza jeśli sparujemy ją z Rewind It Back, która również była swego rodzaju pożegnaniem. Nie mogę się doczekać następnej serii Liz, bo jestem pewna, że nią również skradnie moje serce. A tymczasem ze wzruszeniem i ogromną miłością po raz kolejny piszę wam, że jeśli potrzebujecie komfortowej serii i bohaterów, którzy zapadną w wasze serca na długie lata, to koniecznie poznajcie tę wyjątkową grupkę przyjaciół, bo nie pożałujecie.
 


Urodzona i wychowana w Kalifornii Północnej Liz Tomforde jest najmłodszą z piątki dzieci. Dorastała tam, grając w różne sporty i je oglądając. Uwielbia wszystko, co jest związane z romansami, podróżowaniem, psami i hokejem. Sama jest stewardesą, a kiedy nie podróżuje i nie pisze, skupia się na czytaniu dobrych książek lub zabieraniu Luki, swojego golden retrievera, na wędrówki po rodzinnym mieście.


Tytuł: In Her Own League
Autorka: Liz Tomforde
Data premiery: 03.03.26
Liczba stron: 400
Ocena: 7/10
 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia