Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marah Woolf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marah Woolf. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 sierpnia 2023

Marah Woolf - Korona Popiołów



Nefertari ginie z rąk Seta, ale wampiryczna córka Platona daje jej kolejne życie… Nefertari nie może się odnaleźć w wampirzym ciele, chociaż po transformacji zyskała nowe moce i umiejętności. Nie znosi jednak dotyku innej istoty, nie toleruje bliskości, a poza tym obawia się, że żądza krwi zmusi ją do wyrządzenia krzywdy najbliższym, dlatego odpycha od siebie i Azraela, i Kimmy.

Na dworze Saidy nie mogą się otrząsnąć po zdradzie Seta. Zaufali mu, a on znowu zdradził. Wszyscy nieśmiertelni planują zemstę. Nefertari postanawia uciec, zakraść się na dwór Seta, który przejął pierścień ognia i ogłosił się królem demonów, i zabić go z zimną krwią, a także przejąć pierścień. Udaje jej się dotrzeć do Gehenny, jednak tam sprawy okazują się bardziej skomplikowane.

Czy Set naprawdę jest tym, za kogo jest uważany?

Zabił Nefertari, ale być może kierował się dobrem wyższym?


Trylogia "Kroniki Atlantydy" to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Marah Woolf, ale uważałam je za bardzo udane. Ta seria bardzo szybko stała się takim moim guily pleasure, bo bardzo lubię wszelkie powieści oparte na mitologiach i historii świata, a autorka bardzo wyraźnie poświęciła wiele czasu, aby wrzucić różne historyczne smaczki w sposób interesujący i przyciągający uwagę czytelnika. Niestety mam wrażenie, że w finalnym tomie coś poszło nie tak i czytało mi się go zupełnie inaczej, niż dwa poprzednie - niemalże jakby autorka nie do końca miała pomysł na zawiązanie wszystkich wątków.

Gdy widzieliśmy się z bohaterami po raz ostatni, doszło do wydarzeń, które zmusiły ich do ponownego zastanowienia się, komu powinni zaufać, a kto od dziesięcioleci bawi się w gry i ich oszukuje. Na dodatek w wyniku starcia z nieśmiertelnymi i zdrady bliskiej osoby, Nefertari zostaje przemieniona w wampira i teraz jedyne czego pragnie, to odnalezienie ostatniego z insygniów - korony popiołów - w celu odwrócenia transmutacji i przywrócenia zatopionej Atlantydy. Nie znosi nieśmiertelności, swojej żądzy krwi i tego, że ciągle obawia się o to, że skrzywdzi swoich bliskich, gdy zbliżą się do niej odrobinę za bardzo.

Niestety, tak jak się obawiałam - właśnie ten wątek okazał się być pierwszym błędem, bo absolutnie nie mogłam znieść Taris w roli wampira. Mam wrażenie, że nagle z rozsądnej i inteligentnej osoby stała się kimś, kto kierował się emocjami i myślał dopiero wtedy, gdy było już za późno. Popełniła tyle amatorskich błędów, że czasami aż sama prosiła się o kłopoty. A ja nie mogłam znieść jej ciągłego narzekania na swój los, tym bardziej, że wampiry to moje najmniej lubiane fikcyjne stworzenia, a w tej historii już kompletnie mi nie pasowały. Dostatecznie wystarczająco przewijało się tu już różnych postaci - aniołów, bogów, dżinów i cała masa innych mitologicznych oraz biblijnych stworzeń. Nie potrzeba było dodawać tu jeszcze wampirów, które w sumie nie wniosły do fabuły nic pożytecznego.

Na początku miałam też duży problem, aby się w tę część wciągnąć. Nie mam pojęcia gdzie podziała się ta atmosfera zagadek i odkrywania tajemnic z dwóch poprzednich części, ale tutaj samo poszukiwanie insygniów zeszło na tak daleki plan, że było może ostatnim ważnym wątkiem z trzydziestu innych, z czego połowa była mało ważna i nieinteresująca. Akcja zaczęła się robić ciekawa dopiero jakoś po 150 stronach, a potem pod koniec znowu zrobił się melodramat, który zupełnie nie miał sensu - po co wyciągać na powierzchnię konflikty, które powinny być zapomniane już dawno temu, skoro seria zbliża się do końca? Mam wrażenie, że te dramaty między bohaterami i emocjonalne rozterki to był główny wątek tej części, z czego jakieś 2/3 książki to ciągle te same rozmyślania bohaterów na temat swoich relacji. Mało ważne stały się natomiast wątki z odzyskaniem Atlantydy (którego rozwiązanie, swoją drogą, bardzo mnie zawiodło, bo zostało potraktowane trochę po macoszemu), poszukiwania korony popiołów, wszelkie zagadki i tajemnice.

Nawet relacja między Taris i Azraelem, którym autentycznie kibicowałam, straciła tutaj trochę na intensywności. Nie pomogło też to, że przez dużą część książki Nefertari zachowuje się irracjonalnie i popełnia głupotę za głupotą, podczas gdy Azrael gdzieś tam próbuje za nią nadążyć. Chociaż i tak nic nie pobije absurdalności całej relacji Kimmy i Horusa, których taniec wokół siebie ciągnie się już od pierwszych rozdziałów "Berła światła" i jest dosłownie ciągle powtórką tego samego: zbliżają się do siebie, on leci do innych, ona jest na niego wściekła, po czym znowu się godzą i tak w kółko. Gdyby moje oczy miały takie możliwości, już dawno wyleciałyby od tego całego przewracania nimi za każdym razem, gdy się pojawiali. Horus to postać z mentalnością dziecka, a nawet gorzej, i autentycznie najbardziej frustrująca osoba w całej tej historii.

Żeby jednak nie było, że ciągle narzekam - trzeba przyznać, że nadal jestem zachwycona całym tym światem, ilością szczegółów i całą pracą, którą autorka włożyła, aby tak spektakularnie zmieszać ze sobą te przeróżne kultury, mitologie i religie. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że niektóre postaci nie mają w połączeniu ze sobą racji bytu, a jednak tutaj zawsze wszystko tak świetnie współgrało. To właśnie dla tego klimatu i kulturowych smaczków dobrnęłam aż do końca. Nawet jeśli fabuła mnie trochę zawiodła, warto było przeczytać tę trylogię do końca chociażby ze względu na samą tematykę. Zaskakujące jest również to, że moją ulubioną postacią stał się Set - chyba najbardziej intrygująca osoba w całej tej trylogii, o której zmieniałam zdanie milion razy. Jego postać zawsze trzymała historię w napięciu i pchała ją do przodu, nigdy nie można było do końca przewidzieć jego działania.

Chociaż nie tak wyobrażałam sobie zakończenie tej trylogii, to i tak świetnie się bawiłam zagłębiając się w ten fikcyjny świat. Szczególnie, że sama bardzo lubię taką tematykę i to głównie ona skusiła mnie do przeczytania całej tej trylogii. Natomiast "Korona popiołów" jako finał niestety pozostawiła mnie z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony chciałam poznać zakończenie i bywały momenty, kiedy naprawdę nie mogłam się oderwać. Z drugiej pewne wątki bardzo mnie rozczarowały, a zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało.



Marah Woolf urodziła się w 1971 roku w Saksonii-Anhalt, gdzie mieszka do dziś z mężem i trójką dzieci. Studiowała historię i politykę, a publikując swoją pierwszą powieść „MondSilberLicht” w 2011 roku spełniła wielkie marzenie. Jej książki są wydawane przez Dressler i Piper Verlag i sprzedały się w ponad dwóch milionach egzemplarzy. Zostały również przetłumaczone na kilka języków. Marah Woolf otrzymała pierwszą niezależną nagrodę autorską w 2013 roku, a czytelnicy największej niemieckiej społeczności książkowej Lovelybooks regularnie przyznają jej złotą lub srebrną nagrodę czytelników.


Tytuł: Korona popiołów
Autor: Marah Woolf
Seria: Kroniki Atlantydy. Tom 3
Tytuł w oryginale: Krone aus Asche
Data premiery: 19.04.2023r.
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 488
Ocena: 6/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!


 
Czytaj dalej »

niedziela, 18 grudnia 2022

Marah Woolf - Pierścień ognia



Taris nie może uwierzyć, że Malachi naprawdę nie żyje. Azrael nie kontaktuje się z nią, więc zdesperowana dziewczyna postanawia jechać do Londynu.

Niestety natrafia na Azraela z inną kobietą. Nie może uwierzyć w to, co widzi ale Azrael twierdzi, że Taris nic dla niego nie znaczyła, a ich umowa nie powiodła się nie z jego winy. Malachi chciał umrzeć i nie prosił o odroczenie śmierci.

Świat Taris rozpada się na kawałki. Najpierw straciła brata, potem musiała się zmierzyć ze zdradą Azraela, a to jeszcze nie koniec…

Aristoi rozkazują Taris odszukać pierścień ognia – w przeciwnym razie dusza jej brata trafi w ręce demonów. Dziewczyna nie ma wyboru: znów udaje się na poszukiwania… Demony – także te wewnętrzne – nie zamierzają jednak ułatwiać jej życia. Czy Taris odnajdzie w sobie siłę, aby się im przeciwstawić?

Śmiertelniczkę Taris i nieśmiertelnego Azraela dzieli wszystko – pochodzenie, wartości, siła, a nawet poczucie humoru. Ale może różnice tak naprawdę są po to, by łączyć?


"Pierścień ognia" to drugi tom trylogii "Kroniki Atlantydy" i akcja rozpoczyna się niemalże w tym samym momencie, w którym kończy się pierwszy tom. Osobiście strasznie się nie mogłam tej książki doczekać. Uwielbiam wszelkie historie oparte na mitologiach, antyku i ogólnie historii świata, a chociaż sama twórczość autorki jest mi nowa, szybko się w niej zakochałam. Drugi tom okazał się emocjonalną huśtawką, kontynuacją pełną kolejnych zagadek, niebezpieczeństw i skomplikowanych relacji. Powiedziałabym nawet, że to uczucia i relacje między bohaterami wskakują tutaj na pierwszy plan, a sam wątek poszukiwania insygniów zostaje w tle. Nie ma czasu na nudę, nawet jeśli książka jest momentami odrobinę za długa.

Wieści o śmierci ukochanego brata Malachiego wstrząsają Nefertari. Dodatkowo kobieta dowiaduje się, że stoi za tym nie kto inny, jak Azrael, który złamał złożoną jej obietnicę i ją wykorzystał, co tylko potęguje ból złamanego serca. Nigdy by się nie spodziewała, że to on, anioł, któremu oddała swoje ciało i serce, tak okropnie ją zrani. Nie ma już ochoty mieć nic wspólnego z nieśmiertelnymi i poszukiwaniem insygniów, które pozwolą im powrócić na Atlantydę, ale wtedy bezpieczeństwo duszy jej brata w zaświatach zostaje zachwiane. Gdy Azrael powraca i przekazuje jej żądania Ozyrysa, który wymusza na niej poszukiwania pierścienia ognia oraz korony popiołów, nie ma wyjścia, jak się zgodzić i po raz kolejny podjąć współpracę z nieśmiertelnymi. Tym razem jednak stawia wyraźne granice - między nią, a aniołem, już nigdy więcej do niczego nie dojdzie, a ich relacja pozostanie czysto biznesowa. Nawet wbrew kolejnym próbom Azraela, aby odzyskać jej serce...

Najbardziej pokochałam tę historię za to, jak autorka bawi się wszelkimi postaciami historycznymi, biblijnymi i mitologicznymi i jak sprytnie oraz umiejętnie to wszystko ze sobą łączy. Bardzo mnie cieszy, że w drugim tomie utrzymuje poziom. Być może nie każdemu aż tak bardzo się to spodoba, ale do moich ulubieńców należy wiele serii i książek opartych na mitologii, więc naturalnie ta historia szybko skradła moje serce. Z pewnością rozpoznacie wiele postaci i miejsc, które przewijają się w mitologii greckiej, nordyckiej, egipskiej, w Biblii, czy też na kartach naszej własnej historii powstawania świata. Mamy do czynienia nie tylko z ludźmi, ale też z aniołami, bogami, demonami, dżinami, archaniołami i wieloma innymi stworzeniami nieśmiertelnymi, a w obliczu wielu tajemnic i różnorodności, jaką wnoszą do historii, nie sposób się nudzić.

Tym razem akcja przenosi się na poszukiwania pierścienia ognia, kolejnego z trzech insygniów, które mają pomóc powrócić nieśmiertelnym na zatopioną przed tysiącami laty Atlantydę, ale stawka jest jeszcze wyższa. Poszukiwania stają się niebezpieczniejsze, życie bohaterów jest zagrożone, a przyszłość niepewna. Uwielbiam te zagadki, ciągłe kwestionowanie tego, komu można ufać, a komu nie, szczególnie, że w tym tomie prawda jeszcze bardziej przeplata się z podstępem i nic nie jest oczywiste. Chociaż wiele tajemnic zostaje wyjawionych, jeszcze więcej zostaje szczelnie ukrytych, gdy każdy z bohaterów walczy o to, co jest dla nich samych najważniejsze.

Chyba największą taką enigmą była dla mnie postać Seta, który staje się swego rodzaju kompanem Nefertari w tej części i jedyną osobą, której - o ironio - nadal ufa. Pomimo jego burzliwej przeszłości i trudnej relacji z Azraelem oraz resztą jego przyjaciół, dowiadujemy się coraz więcej rzeczy na jego temat, które stawiają jego poczynania w innym świetle i zmuszają bohaterów do stanięcia twarzą w twarz ze swoimi decyzjami z przeszłości. Muszę przyznać, chociaż początkowo podchodziłam do jego postaci sceptycznie, bardzo go polubiłam i dlatego zakończenie tej części tak bardzo mnie zszokowało. Mam nadzieję, że autorka będzie kontynuować rozwój jego postaci w finalnej części, bo na ten moment jest najbardziej fascynującym dodatkiem tej historii.

Nasi bohaterowie nie tylko muszą się zmierzyć z kolejnymi wyzwaniami związanymi z poszukiwaniami zaginionych reliktów, ale też z turbulencjami sercowymi. Krok po kroku sekrety i półprawdy Azraela wychodzą na jaw i w rezultacie cała relacja jego i Nefertari staje pod znakiem zapytania. O ile pokochałam ich w pierwszym tomie i bardzo im kibicowałam, tak w tej części miałam strasznie mieszane uczucia co do wielu decyzji bohaterów. Dużym katalizatorem ich rozłąki staje się przeszłość Azraela i mam niestety wrażenie, że jest to jeden z tych wątków, do których autorka sama nie do końca miała pomysł i ciągnęła go dla samego dramatyzmu. Cieszę się, że Taris nie pozwoliła sobie być tą drugą i postawiła się na pierwszym miejscu, ale jednocześnie ich ciągłe przyciąganie i odpychanie się stało się trochę męczące.

Co zabawne, to nie oni najbardziej testowali moją cierpliwość, ale Horus i Kimmy. Chociaż to Azrael i Taris są główną parą, kuzynka Nefertari i przyjaciel Aza także dostają swoje pięć minut i muszę przyznać, dawno już nie miałam takiej ochoty rwać sobie włosów z głowy, jak podczas śledzenia ich tańca wokół siebie. Mam tu na myśli głównie Horusa, którego bardzo lubiłam w pierwszym tomie, ale tutaj niestety moja sympatia do niego opadła. Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że nawet w porównaniu z główną parą tej historii, która też sobie ciągle kopie dołki i wszystko utrudnia, Horus i Kimmy to najbardziej skomplikowany i dziwny duet, jaki się tu rozwinął. Co więcej, tchórzostwo i głupota Horusa wykroczyły w tym tomie poza skalę. W tej historii pełno alfa męskich bohaterów, którzy lubią myśleć nie tą częścią ciała co trzeba i roztaczać wokół siebie aurę wyższości. Całe szczęście, że Kimmy nie pozwala sobą pomiatać i, tak jak Taris, stawia wyraźne granice, bo inaczej mogłabym wejść do tej książki i kogoś udusić.

Z historii mocno osadzonej w zagadkach, poszukiwaniach i odkrywaniu historii zrobiła się z tego trochę taka melodrama mocno skupiona na związkach i postaciach, ale i tak świetnie się bawiłam. Kocham ten klimat i przywiązanie do historycznych detali, nawet jeśli autorka na potrzeby historii modyfikuje pewne fakty, bo tak naprawdę ciągle dzieje się coś (przynajmniej dla mnie) fascynującego. Polecam uzbroić się w trochę cierpliwości i wyrozumiałości dla bohaterów, a miło spędzicie czas. Ja z niecierpliwością czekam na finał!



Marah Woolf urodziła się w 1971 roku w Saksonii-Anhalt, gdzie mieszka do dziś z mężem i trójką dzieci. Studiowała historię i politykę, a publikując swoją pierwszą powieść „MondSilberLicht” w 2011 roku spełniła wielkie marzenie. Jej książki są wydawane przez Dressler i Piper Verlag i sprzedały się w ponad dwóch milionach egzemplarzy. Zostały również przetłumaczone na kilka języków. Marah Woolf otrzymała pierwszą niezależną nagrodę autorską w 2013 roku, a czytelnicy największej niemieckiej społeczności książkowej Lovelybooks regularnie przyznają jej złotą lub srebrną nagrodę czytelników.


Tytuł: Pierścień ognia
Autor: Marah Woolf
Seria: Kroniki Atlantydy. Tom 2
Tytuł w oryginale: Ring aus feuer
Data premiery: 26.10.2022r.
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 528
Ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!


Czytaj dalej »

niedziela, 26 czerwca 2022

Marah Woolf - Berło Światła



ZATOPIONE MIASTO.
Poszukiwania pełne magii i tajemnic.
Arogancki anioł.

Nazywam się Nefertari de Vesci, mam dwadzieścia cztery lata, zajmuję się odzyskiwaniem skradzionych obiektów sztuki i jestem w tym cholernie dobra. Ale pracuję tylko z Malachim, moim bratem, hrabią de Mandeville. Razem decydujemy, które zlecenie przyjąć. W każdym razie tak było, póki nie zjawił się Azrael. Arogancki anioł żąda, żebym znalazła berło światła – insygnium mocy, ocalone przez nieśmiertelnych, zanim niemal dwanaście tysięcy lat temu Atlantyda zniknęła w morskich odmętach. Odmówiłabym, ale anioł mnie szantażuje życiem mojego śmiertelnie chorego brata. Jeżeli jednak zdążę odnaleźć berło, Azrael nie zabierze jego duszy do królestwa umarłych. Wie, że dla Malachiego zrobię wszystko. Nie docenia mnie jednak. Bo nie ma przedmiotu, którego nie umiem odnaleźć.


Słyszałam wiele dobrego o twórczości Marah Woolf kiedy wychodziła jej trylogia "Trzy czarownice", ale jakoś nigdy nie mogłam znaleźć czasu, aby się w nią zagłębić. Kiedy jednak pojawiła się zapowiedź jej najnowszej serii "Kroniki Atlantydy", błyskawicznie podjęłam decyzję, że to coś, co MUSZĘ przeczytać. Dlaczego? Bo to historia oparta na mitologii. A ja mam (nie)małą obsesję na punkcie wszystkiego, co z mitologią związane. I tak jak sądziłam, niesamowicie dobrze mi się tę książkę czytało. Nie tylko nie mogłam się oderwać od kolejnych stron, zafascynowana światem, jaki autorka wykreowała i różnymi szczegółami z historii świata, które udało jej się wplątać, ale strasznie polubiłam się z bohaterami i tym, jacy są różnorodni. Nie wspominając o wątku miłosnym, który zapowiada się naprawdę obiecująco. Ta książka okazała się być naprawdę ogromnym zaskoczeniem i aż dziwne, że niewiele osób o niej mówi.

Nefertari de Vesci znana jest z tego, że potrafi odnaleźć nawet najgłębiej ukryte, skradzione lub zaginione dzieła sztuki. Najbardziej skomplikowane zagadki nie są jej straszne, nigdy nie cofnie się przed wyzwaniem. A jej jedynym zaufanym partnerem jest Malachi, jej śmiertelnie chory brat, któremu zostało niewiele czasu. Tworzą zgrany duet i świetnie się przy tym bawią. Z tym, że rzeczywistość z każdym kolejnym dniem zdaje się pukać do ich drzwi coraz mocniej. Malachi coraz szybciej traci siły, a Nefertari z naiwną determinacją unika prawdy, że być może musi pogodzić się z tym, że wkrótce będą musieli się pożegnać. Wtedy jednak w jej życiu pojawia się najbardziej niespodziewana istota i stawia przed nią wyzwanie, które staje się jednocześnie szansą uratowania brata. Azrael, anioł śmierci, żąda od Nefertari, aby odnalazła zagubione przed wiekami berło światła, insygnium mocy, które miałoby pomóc uratować zatopioną niegdyś Atlantydę. W zamian za to obiecuje jej, że jeśli uda jej się go odnaleźć, nie zabierze jego duszy do królestwa umarłych. Współpraca z nieśmiertelnymi to kompletne szaleństwo, a już szczególnie z tym irytującym, aroganckim aniołem, któremu nigdy nie zdołałaby zaufać. Ale jest jednocześnie świadoma, że być może jest to jej jedyna szansa, aby uratować brata. Co wyniknie z ich burzliwej współpracy? I czy uda jej się odnaleźć berło na czas?

Rany, jak ja uwielbiam klimat tej książki! Absolutnie zakochałam się w tym, w jaki sposób autorka wplątała w historię przeróżne mitologie, religie, historię świata i się tym po prostu bawiła. Mamy tutaj aniołów, bogów, archaniołów, dżinów, demonów, postacie biblijne i tak wiele innych ekscytujących postaci, że czytając tę historię czułam się odrobinę jak dziecko, które dostało błyszczącą zabawkę. Dla takiej miłośniczki jak ja, ta trylogia trafiła prosto w moje serce. Marah Woolf bawi się mitologią egipską, opierając fabułę książki na pewnych faktach historycznych, ale gdzieniegdzie pojawia się także mitologia nordycka, a nawet grecka i wszystkie te postaci mieszają się w ekscytującą grupę bohaterów, przy której niemalże nigdy nie można się nudzić.

Koncept tej historii jest tak naprawdę prosty - razem z bohaterką śledzimy jej współpracę z nieśmiertelnymi istotami w poszukiwaniu dawno zaginionego berła, które skrywa moc. A jednak w każdym zakamarku skrywa się coś ekscytującego, a ten klimat niesamowicie wciąga - zakurzone biblioteki, zajawki historii, starożytne relikwia, liczne muzea, piramidy, grobowce, a wszystko to w zetknięciu nieśmiertelnych postaci z ludźmi. Ten kontrast między Nefertari, a aniołami i bogami - szczególnie z Azraelem, Setem, Dante oraz Horusem - momentami był tak surrealistyczny, że aż zabawny. Ciągle śmiałam się z absurdalności pewnych sytuacji, a jednak to wszystko idealnie współgrało. Ta drużyna nie z tego świata (dosłownie) normalnie nie miałaby szansy zaistnieć, a jednak absolutnie pokochałam dynamikę tej grupy i nie mogę się doczekać jak to wszystko się potoczy w kolejnych częściach.

Warto mieć jednak na uwadze, że to nie jest ten typ fantastyki, w którym ciągle jest akcja, niebezpieczeństwo, bitwy i przelew krwi. Tutaj fabuła rozwija się powoli, razem z bohaterami rozwiązujemy kolejne zagadki, które mają nas doprowadzić do prawdy i czasami wymaga to też krążenia bez celu, kiedy na pierwszy plan przechodzą inne wątki, jak chociażby relacja Nefertari z jej chorym bratem, czy też napięcie między nią, a Azraelem. Przez to są chwile, gdy fabuła zwalnia i rzeczywiście czasami odrobinkę się dłuży, ale tak naprawdę da się przymknąć na to oko. Ja mimo to bawiłam się rewelacyjnie.

Natomiast moje serce skradli bohaterowie i to, jak wszyscy z nich są od siebie różni. Aniołowie, bogowie, demony, dżiny, ludzie - to zestawienie najbardziej niepasujących do siebie stworzeń, ale dosłownie nie da się przy nich nudzić. Relacja między Nefertari i Azraelem skradła moje serce, bo uwielbiam wątek enemies to lovers, a w połączeniu z ich wzajemną fascynacją. tajemnicami anioła i zakazanymi uczuciami, śledziłam rozwój ich relacji z zapartym tchem. Szczególnie, że nic między nimi nie jest proste, a autorka kończy książkę w takim momencie, że aż ręce świerzbią, by przeczytać kolejną część. Muszę tutaj też wspomnieć o postaci Seta, który jest swego rodzaju czarnym charakterem, który wraca w poszukiwaniu drugiej szansy. Strasznie mnie zaintrygował i bardzo jestem ciekawa jak dalej potoczy się jego historia.

"Berło Światła" to było naprawdę przyjemne zaskoczenie. To historia z niesamowitym klimatem, świetnymi bohaterami i obietnicą, że dalej będzie tylko lepiej. Mam szczerą nadzieję, że tak będzie, bo ta część to był bardzo mocny początek i już się nie mogę doczekać kontynuacji. Jeśli lubicie przygody, zagadki, mitologię i całe zestawienie aroganckich, nieśmiertelnych bohaterów, to mogę wam tylko tę książkę polecić. Z niecierpliwością wyczekuję dalszych losów Taris, Azraela i reszty.


Marah Woolf urodziła się w 1971 roku w Saksonii-Anhalt, gdzie mieszka do dziś z mężem i trójką dzieci. Studiowała historię i politykę, a publikując swoją pierwszą powieść „MondSilberLicht” w 2011 roku spełniła wielkie marzenie. Jej książki są wydawane przez Dressler i Piper Verlag i sprzedały się w ponad dwóch milionach egzemplarzy. Zostały również przetłumaczone na kilka języków. Marah Woolf otrzymała pierwszą niezależną nagrodę autorską w 2013 roku, a czytelnicy największej niemieckiej społeczności książkowej Lovelybooks regularnie przyznają jej złotą lub srebrną nagrodę czytelników.

Tytuł: Berło Światła
Autor: Marah Woolf
Seria: Kroniki Atlantydy. Tom 1
Tytuł w oryginale: Zepter aus Licht
Data premiery: 18.05.2022r.
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 528
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia