Lily
Założenie konta w aplikacji randkowej
miało mi pomóc znaleźć drugą połówkę. Udało się… przynajmniej na
początku. W końcu zorientowałam się, że mężczyzną, z którym pisałam i w
którym powoli zaczęłam się zakochiwać, jest nie kto inny jak wróg
publiczny numer jeden całego Lake Wisteria, Lorenzo Vittori.
Moja
siostra go nienawidzi. Matka każe mi na niego uważać. A ja? Ja wchodzę
prosto w pułapkę uczuć, po czym unikam go przez cały kolejny rok.
Kiedy
mój biznes zaczyna mieć problemy, jestem zmuszona dołączyć do drużyny
Lorenza. Mam pomóc mu wygrać wybory na burmistrza Lake Wisteria, a on w
zamian ochroni moją kwiaciarnię. Problem w tym, że powoli przestaje mi
to wystarczać.
Lorenzo
Pięć miesięcy.
Dwoje „zakochanych w sobie” ludzi. Jeden fałszywy związek z datą
ważności. Nie brzmi to skomplikowanie… jednak problem w tym, że mnie i
Lily Muñoz łączy wspólna historia.
Powinienem
był odrzucić ten pomysł. Aranżowana relacja z kobietą, do której czuję
więcej, niż chciałbym przyznać, to przepis na katastrofę. Mimo to
zgadzam się na jej propozycję, bo od Lily zależy moja polityczna
przyszłość.
Tylko co, jeśli z czasem ta miłość przestanie być jedynie na pokaz?
Miłością na pokaz oficjalnie żegnamy Lake Wisteria (a przynajmniej na ten moment, bo autorka zdaje się nie stawiać definitywnej kropki na tym uniwersum), ale czy autorce udało się utrzymać poziom poprzednich dwóch tomów? Z pewnością buduje napięcie już od dłuższego czasu, bo Lily i Lorenzo zdołali zwrócić uwagę niejednej osoby chociażby w Miłość między wersami. Niestety, dla mnie najlepsza w ich historii była właśnie ta obietnica wszystkiego, co miała nam zaoferować - bo rzeczywistość okazała się być z lekka rozczarowująca.
Gdy Lily dostaje informację, że może utracić jej ukochaną kwiaciarnię, jej jedyną pozostałą pamiątkę po zmarłym tacie, pragnie zrobić wszystko, aby nie trafiła ona w ręce obecnego burmistrza, który omamił swoimi obietnicami większość miasteczka. Problem jest taki, że jej drugą opcją jest wcale nie lepszy, choć odrobinę bardziej akceptowalny, Lorenzo Vittori - facet, którego poznała rok temu na aplikacji randkowej, który skradł jej serce i je okrutnie złamał. Nikt nie zna ich historii i tak musi pozostać, a jednak startujący na burmistrza Lorenzo potrzebuje pomocy, aby uratować swój wizerunek w oczach mieszkańców miasteczka, a Lily jest ulubienicą Lake Wisteria... więc proponuje udawać jego dziewczynę, aby lekko złagodzić jego osobę. To ma być tylko układ na kilka miesięcy, w którym tym razem nie ma miejsca na uczucia, ale okazuje się, że udawanie związku z osobą, o której nie przestaje się myśleć, to pierwszy krok prowadzący do nieuniknionego wybuchu...
Jeśli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to pewnie kojarzycie akcję z udawaniem związku, w jaką Lorenzo i Lily się wpakowali na potrzeby kampanii na burmistrza, w której bierze udział Lorenzo. W rzeczywistości ich historia zaczyna się rok wcześniej - kiedy zostają sparowani na aplikacji randkowej, co, jak można się domyślać, nie ma szczęśliwego zakończenia. Nikt nie ma o tym pojęcia, zresztą oni sami unikają tego tematu jak ognia... co jest początkiem mówiącym wszystko o ich relacji i tego, jak bardzo frustrująca przygoda nas czeka.
Jeśli, tak jak ja, mieliście nadzieję na akcję pełną wspaniałego napięcia i wyczekiwania, aż z udawania krok po kroku zacznie rozwijać się między nimi coś prawdziwego, z tak lubianą przeze mnie dawką tego małomiasteczkowego chaosu, to muszę was niestety rozczarować. Jasne, ta historia ma swoje zabawne i słodkie momenty, ale zabrakło w niej serca, za które tak pokochałam poprzednie tomy. A zwłaszcza zabrakło lepszego pomysłu na to, jak dobrze poprowadzić wątek Lorenzo i Lily, aby nie było nudno i przewidywalnie.
Ta dwójka jest mistrzami unikania rozmów o uczuciach, a Lorenzo w szczególności. Poznajemy ich w końcu trochę lepiej i - któż by się spodziewał - ten facet, którego właściwie nikt w Lake Wisteria nie lubi, niesie na swoich barkach traumę, która każe mu się od wszystkich trzymać z daleka, a zwłaszcza od Lily. Pragnie jedynie pomszczenia rodziców i wygrania posady, która mu w tym pomoże. I szczerze mówiąc, jestem już zmęczona tą samą kreacją poszkodowanych przez los facetów, którzy w rzeczywistości zachowują się jak zwyczajne dupki, ale ich zachowanie zawsze jest tłumaczone tragicznym dorastaniem.
Lorenzo jest tego klasycznym przykładem. Rozumiałam go, współczułam mu, a jednocześnie nie znosiłam go za to, jak przez większość czasu zachowywał się wobec Lily. Ciągle przeczył swoim słowom, a te nieprawidłowości, a raczej słaba kreacja jego osobowości, mnie strasznie frustrowały. Ciągle krążymy pomiędzy jego sesjami użalania się nad sobą, powtarzania, że nie może się do Lily zbliżyć, bo nie chce jej wykorzystać... po czym dokładnie to robi. Bo niby czym jest to udawanie związku? Czy wyszło to od niej, czy nie, sam się niejednokrotnie przyznaje, że związek z nią jest idealną drogą do jego celu. Jest jednym z tych partnerów, którym nigdy bym nie zaufała, gdyby nadeszły trudniejsze chwile wystawiające związek na próbę. Jego przeszłość pomaga mi go zrozumieć, ale nie jest wytłumaczeniem dla jego krzywdzących reakcji i ciągłych ucieczek.
Wątki jego pragnienia zemsty i strachu przed otwarciem się na miłość byłyby świetnym emocjonalnym pokładem dla rozwoju jego postaci, gdyby autorka nie wykorzystywała ciągle jego problemów dla nakręcania kolejnych dramatów między nim, a Lily. Zamiast ukazać zachodzące w nim zmiany, wszystko ładnie rozwija się w ostatnich kilku rozdziałach, jakby autorka naprędce chciała w końcu uratować jego wizerunek i udowodnić nam, że on i Lily są sobie pisani. A czy to nie Lorenzo powinien udowadniać, że na nią zasługuje i że nie tylko dla niej, ale przede wszystkim dla siebie, postara się zmienić i nauczyć prosić o pomoc?
Tym bardziej frustrowało mnie to, że to Lily jest głównym powodem, dlaczego ten związek ma w ogóle szansę zaistnieć po tylu turbulencjach. To ona za nim biega i próbuje go czynami przekonać do tego, że powinni być razem naprawdę. Są rzeczy, które można uznać za romantyczne, ale niestety stawiam kropkę przy oddawaniu swego serca osobie, która raz za razem będzie je łamać i odmówi pomocy. To przepis na katastrofę i związek, który szybko przestanie być zdrowy. Chciałam ją polubić jako bohaterkę, ale czasami miałam ochotę nią po prostu mocno potrząsnąć - w porównaniu z Delilah i Ellie wypada bardzo przeciętnie.
Rozczarował mnie też element udawania związku, bo tak naprawdę "udawanie" mamy tylko w nazwie, bo książkę w końcu zaczynamy, gdy Lily i Lorenzo już coś do siebie czują. Zamiast rozwinąć lepiej ten element i powiązać go z wątkiem Lorenzo, który stara się o posadę burmistrza Lake Wisteria - może nawet wplątać w to całą resztę miasteczka, bo tego elementu też mi bardzo brakowało - autorka sprowadza wszystko do paru powtarzalnych "udawanych" randek i dziwnych pokazów maczo Lorenzo w starciu z synem obecnego burmistrza, którego łączy z Lily historia i oczywiście pojawia się czasami tylko po to, by rzucić jakimś głupim komentarzem. To zagrania rodem z Wattpada, przez które miałam jedynie ochotę przewracać oczami.
Miłość na pokaz miała więc predyspozycje stać się świetną książką, ale niestety nie wykorzystała tego potencjału. Ja sama najlepiej bawiłam się na tych momentach, kiedy pojawiali się Delilah z Julianem, a w głos śmiałam się podczas scen z Manny'm w roli głównej, który jest wspaniałym dodatkiem. Lily i Lorenzo nie są oczywiście najgorszą parą, mają dobrą chemię i parę dobrych momentów, ale oczekiwałam więcej, a dostałam niewiele. A szkoda, bo bardzo polubiłam tę serię i miałam nadzieję, że autorka zakończy ją z przytupem. Zamiast tego kończę ją z poczuciem niedosytu i lekkiego rozczarowania.
LAUREN ASHER - Jej powieści regularnie trafiają na szczyty list bestsellerów i podbijają BookToka. Czytelnicy pokochali ją za trylogię o braciach Kane – Drobnym drukiem, Warunki umowy i Ostateczną ofertę. Jej nowa seria, Lakefront Billionaires, opowiada o niedoskonałych bohaterach z miasteczka Lake Wisteria, których nie można nie pokochać. Lauren uwielbia DIY, binge’owanie starych odcinków Parks and Recreation i szukanie nowych restauracji na Yelp (w końcu i tak wybiera te zaufane). Spotkacie ją między innymi na Instagramie i TikToku pod nazwą @laurenasherauthor.





Brak komentarzy
Prześlij komentarz
Dzięki za przeczytanie mojego wpisu! Byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił/a komentarz ze swoją własną opinią :)