Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brynne Weaver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brynne Weaver. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2025

Brynne Weaver - Scythe & Sparrow



Doktor Fionn Kane ma nadzieję wyleczyć złamane serce w małym miasteczku w Nebrasce, daleko od swojej niedoszłej narzeczonej i zaprzepaszczonej kariery chirurga. Nie chce mieć nic wspólnego z całym tym cyrkiem, który zostawił za sobą. Liczy się tylko ciężka praca i absolutny brak romantycznych relacji.

Nieoczekiwanie jednak cyrk wywraca jego życie do góry nogami. Tyle że tym razem taki prawdziwy.

Rose Evans, motocyklowa akrobatka, spędziła ostatnią dekadę w trasie z cyrkiem Silveria. Lubi swoją pracę. Lubi też popełnić sobie morderstwo od czasu do czasu, tak między występami. Tej drugiej działalności nie da się jednak przećwiczyć i opanować do perfekcji, więc czasem człowiekowi przydarzy się kontuzja. I w ten sposób trafia się do domu uroczego, nieco nerdowatego, małomiasteczkowego lekarza.

Okazuje się, że kości jest dużo łatwiej poskładać niż złamane serce.


Scythe & Sparrow to finalny tom trylogii Niszczycielska miłość, serii mrocznych komedii romantycznych, w którym w końcu mamy okazję poznać historię ostatniego z braci Kane, Fionna, oraz Rose - których fragmenty wspólnej historii przewijały się już wcześniej, jeśli mieliście okazję poznać Butcher & Blackbird oraz Leather & Lark. Osobiście niewiele pamiętałam z poprzednich tomów poza tymi najbardziej pokręconymi momentami, ale ta dwójka zaciekawiła mnie już od pierwszych stron i przez pierwszą połowę nie mogłam się od książki oderwać. A potem... potem wiele poszło nie tak.

Rose Evans to motocyklowa akrobatka oraz tarocistka, która w żadnym miejscu nie stawia nogi na dłużej. Cyrk Silvera to jej prawdziwy dom i rodzina, jakiej nigdy nie miała. Widziała i podsłuchała w nim także więcej, niż zdołałaby pojąć - historie kobiet maltretowanych przez mężczyzn, dzieci bitych przez ojców. Nikt nie mógłby się więc jej dziwić, że pewnego dnia trafia prosto pod drzwi męża jednej z klientek z zamiarem pozbycia się go raz a dobrze... cóż, przynajmniej tak brzmiał jej piękny plan w głowie, niestety wszystko poszło nie tak. W ten sposób trafia prosto pod drzwi kliniki w małym miasteczku na uboczu, gdzie znajduje ją miejscowy lekarz, Fionn Kane. Dla Fionna to miasteczko stało się idealną ucieczką od niespełnionych marzeń i nieudanego związku, z pewnością nie powinien więc angażować się w jakąkolwiek relację z takim tornadem, jakim jest Rose. A jednak nie potrafi się powstrzymać i obdarza ją opieką oraz daje jej schronienie w swoim domu. Jednak chociaż kości łatwo poskładać, poturbowane serce już nie, o czym oboje się przekonują, gdy chemia między nimi sięga zenitu, ale oboje walczą, by te uczucia nie stały się niczym więcej, niż zwykłą przyjaźnią...

Początek tej książki był świetny i czytając go myślałam nawet, że to może być najlepsza część z całej tej trylogii. Ciężko byłoby pobić Rowana i Sloane, ale chemia między Rose i Fionnem była tak świetna, ich przyciąganie tak dobre, że pochłaniałam każdy kolejny rozdział. Oczywiście w odpowiednim klimacie, ich pierwsze spotkanie nie ma w sobie nic z normalności (w końcu Rose dopiero co próbowała popełnić morderstwo), ale opiekuńczość Fionna i natychmiastowe poczucie wzajemnego zrozumienia i spokoju w swoim towarzystwie sprawiły, że od razu poczułam do nich sympatię.

Obydwoje są też zresztą bardzo ciekawymi, aczkolwiek zagubionymi osobami, które z tego czy innego powodu przed czymś uciekają. Przez to ciężko jest im się przed sobą otworzyć i jedyne na co sobie pozwalają, to przyjaźń i wzajemne towarzystwo, gdy go potrzebują. W obydwu z nich jest też pewien mrok, z tym że oboje podchodzą do tej części siebie zupełnie inaczej - Rose jest trochę szalona, pokręcona, jak poprzednie główne bohaterki ma w sobie... cóż, lekko mordercze skłonności. Fionn natomiast nie potrafi się pogodzić z tą częścią siebie, tak mocno związaną z jego trudnym dorastaniem, tak więc dużą część książki stara się zaakceptować, że być może nie musi już dłużej udawać kogoś, kim nie jest.

Książka wiele traci w momencie, gdy Fionn i Rose z przyjaciół postanawiają zostać przyjaciółmi z korzyściami. Cała ta trylogia jest mocno erotyczna, autorka często się nie ogranicza, a sceny łóżkowe mogą być wulgarne i wychodzące poza granice zwyczajnego seksu (stąd zresztą obszerna lista z ostrzeżeniami na początku). Nie było więc tak, że nie byłam na to gotowa. Jednak w momencie, gdy zaczynają się opisy tych scen, opada całe napięcie między bohaterami, fabuła spowalnia i robi się zwyczajnie nudno i powtarzalnie, przynajmniej dla mnie, osoby, która szybko ma przesyt erotyzmu w książkach. Osobiście pominęłam prawie większość z nich, bo było ich tak dużo.

Dużym minusem całej tej historii jest też to, że ten mroczny aspekt, który był prominentny w obydwu poprzednich częściach, tutaj nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Wszystkie te książki mają swoje wady i nie uważam ich za dzieło sztuki, ale zawsze wiedziałam, że sięgam po nie dokładnie po to, aby przeczytać coś trochę pokręconego, nienormalnego, innego. Tutaj ten aspekt zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia. Jasne, Rose wpakowuje się w różne krwawe sytuacje, końcówka też nabiera tempa, ale nie było tu nic szokującego, co trzymałoby mnie w prawdziwym napięciu. I bardzo mi tego zabrakło.

Scythe & Sparrow to nie jest zła książka, może spodoba się bardziej osobom, które lubią te wątki, za którymi nie przepadam ja, ale też nie robi takiego wrażenia, jakiego mogłabym się spodziewać po finalnej części. Ostatecznie poczułam się rozczarowania niewykorzystanym potencjałem i chemią, jaką na początku mieli bohaterowie. Nie pomagają też liczne przeskoki czasowe, które odrywają czytelnika od fabuły i niepotrzebnie przeciągają akcję w czasie - do tego stopnia, że drugą połowę przekartkowałam do tych ciekawszych fragmentów. Moim ulubionym elementem był natomiast epilog, urocze pożegnanie braci i ich ukochanych, zwieńczenie wszystkich trzech książek. Jeśli miałabym być jednak szczera, to cała trylogia nie zapadnie mi raczej w pamięci.


BRYNNE WEAVER - przemierzyła pół świata, zaadoptowała więcej zwierząt, niż jej mąż jest w stanie zarejestrować, a jej ostoją jest pisanie. Znalazła swoje miejsce w mrocznych komediach, horrorach i romansach. Książek napisała już prawie tyle, ile przygarnęła zwierząt, a swoimi tekstami podbija kolejne zakątki świata. Mieszając mroczne komedie z pociągającym romansem, tworzy międzygatunkowe, absolutnie uzależniające historie, w które ucieka i porywa ze sobą czytelników.


Autorka: Brynne Weaver
Tytuł: Scythe & Sparrow
Seria: Niszczycielska miłość. Tom 3
Data premiery: 30.07.2025
Wydawnictwo: Czwarta Strona (Bezwstydna)
Liczba stron: 430
Ocena: 6/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:
Czytaj dalej »

czwartek, 19 grudnia 2024

Brynne Weaver - Leather & Lark



Płatny morderca Lachlan Kane chce spokojnego życia, poświęcić się swojej pasji i zapomnieć o traumatycznej przeszłości. Jednak gdy partaczy robotę dla największego klienta swojego szefa, wie, że już nigdy nie wyrwie się z podziemia. A przynajmniej do chwili, gdy Lark Montague składa mu ofertę: jeśli odnajdzie i zabije pewnego zabójcę, ona znajdzie sposób, by zagwarantować mu wolność. Ale jest w tym haczyk. Najpierw musi ją poślubić. Pech chce, że ta dwójka się nie znosi.

Gdy Lachlan i Lark kroczą przez łączący ich mroczny świat, rozróżnienie udawanego uczucia od prawdziwego staje się niemożliwe. Ale prześladują ich nie tylko znajome niebezpieczeństwa. Tuż za drzwiami czai się kolejny, nowy upiór.

A ten pragnie krwi.


Chociaż trylogia Niszczycielska miłość teoretycznie zupełnie nie wpasowuje się w mój gust czytelniczy (no, poza rom-comowymi elementami), jest w tej serii coś takiego, że mnie do niej ciągnie. Po Butcher & Blackbird wiedziałam, że to będzie jedna z tych historii, które będą idealnym przerywnikiem od moich zwyczajowych lektur i właśnie z tego powodu sięgnęłam po Leather & Lark. Co zaskakujące, ten tom okazał się być nawet mniej mroczny, a bardziej romantyczny, niż poprzedni, a już wtedy trochę mnie to wytrąciło z równowagi. Jednak nie będę się zbytnio czepiać - dostałam od tej książki dokładnie to, czego oczekiwałam, czyli lekko nienormalną i pokręconą, aczkolwiek słodką komedię romantyczną.

Lachlan Kane jest zabójcą na zamówienie, ale w rzeczywistości pragnie jedynie zostawić za sobą przeszłość i żyć normalnym życiem. Kiedy więc pewnej Halloweenowej jego szef zmusza go do posprzątania po nierozważnej kobiecie, która przypadkowo zabija człowieka, nie ukrywa swojej niechęci i niezadowolenia. Jest tym bardziej wściekły, gdy kobieta mu ucieka, a na niego spadają konsekwencje, za które słono płaci nawet parę lat później. Gdy pewnego dnia jego przyszła bratowa przyprowadza do domu pewną kobietę, dziedziczkę osławionej i niebezpiecznej rodziny, Lark Montague, początkowo nie rozpoznaje w niej tej samej uciekinierki, która namieszała w jego życiu. Dopiero gdy oboje prawie popełniają największy błąd, zdają sobie sprawę, z kim mają do czynienia. Nie kryją wzajemnej niechęci i planują trzymać się od siebie z daleka. Ale gdy jej rodzina pada ofiarą kolejnych morderstw, a głównym podejrzanym staje się Lachlan, Lark odkrywa, że życie Sloane i Rowana, jej przyjaciółki i jej narzeczonego, a przy tym także powiązanego z nimi Lachlana, jest zagrożone. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest... poślubienie mężczyzny i jego prawna ochrona. Lark jest gotowa zrobić wszystko, aby zadbać o swoich bliskich, ale czy jej i Lachlanowi uda się udawać zakochane małżeństwo, gdy w rzeczywistości się nie znoszą?

Lachlan i Lark zdecydowanie nie zaczynają łatwo. Od ich pierwszego spotkania wszystko idzie nie tak, a każda kolejna okazja tylko potęguje ich wzajemną niechęć oraz kolejne uprzedzenia. Lark uważa Lachlana za gburowatego dupka, a on ją za uprzywilejowaną księżniczkę z bogatymi rodzicami, która nigdy w życiu nie pobrudziła własnych rąk. A jednak zaczynają tę małżeńską gierkę, aby uchronić najbliższych, a okoliczności zmuszają ich do wspólnego spędzania czasu i poznania się bliżej. Trzeba przyznać, że choć pary tej trylogii nie zapadają mi jakoś bardzo w pamięci, to jednak autorka naprawdę świetnie tworzy chemię między postaciami, bo już po raz drugi co chwilę miałam motylki w brzuchu. Motyw małżeństwa z rozsądku robi tu robotę i wywołuje mnóstwo emocji.

Polubiłam tę dwójkę tak samo, jak polubiłam Rowana i Sloane - nie są to jakieś niesamowicie wyjątkowe postacie, które wyróżniają się czymś szczególnym, ale są sympatyczni, trochę pokręceni, zabawni i realistyczni. Dla bliskich zrobią wszystko, nawet sami postawią się w niebezpieczeństwie, a do tego zestawienie dwóch tak różnych osobowości tworzy naprawdę fajną dynamikę. Moja krytyka tyczy się jednak tego, że przeskok między nienawiścią (chociaż tutaj bardziej nieporozumieniami i niechęcią), a uczuciem jest bardzo szybki i przez to trochę nienaturalny. Mam wrażenie, że w momencie, gdy bohaterowie zawierają ten ślub by chronić rodzinę, nie potrzeba im wiele, aby dać się ponieść uczuciom. A potem do miłości już krótka droga, co trochę rozbija tempo tej historii.

Jak wspomniałam wyżej, w moim odczuciu ta część jest też zdecydowanie mniej mroczna niż poprzednia. Oczywiście nie są to jakieś szokująco mroczne dark romanse, ale tutaj na bok schodzą elementy morderstw, obrzydliwych opisów śmierci czy tortur. Lark i Lachlan mają swoje mroczne strony i obydwoje są skłonni do popełniania mrożących krew w żyłach czynów (Lark nawet bardziej, czasami jej lekko stuknięta część osobowości dawała o sobie znać i to były przezabawne momenty) bez poczucia winy, ale daleko im do morderczych igrzysk, które urządzili sobie Rowan i Sloane. To oczywiście nadal powieść dla dorosłych czytelników, ale nie zrobiła na mnie wrażenia pod względem tych mroczniejszych elementów.

Nie uważam tej książki za szczyt literatury ani nawet za jeden z moich ulubieńców (zresztą tak, jak i poprzedniej części), ale to dobry przerywnik między innymi lekturami, które wymagają ode mnie emocjonalnego zaangażowania. Morderstwa plus romans to dobra zabawa, a jeśli podejdzie się do tych książek z otwartym umysłem i bez oczekiwań, to miło można spędzić na nich czas. Lachlan i Lark co prawda nie pobili Sloane i Rowana, ale ich polubiłam. Żałuję jednak, że praktycznie zniknął cały ten element zabijania, mrocznych gierek i rozlewu krwi - jednak to trochę tę serię wyróżniało.



BRYNNE WEAVER - przemierzyła pół świata, zaadoptowała więcej zwierząt, niż jej mąż jest w stanie zarejestrować, a jej ostoją jest pisanie. Znalazła swoje miejsce w mrocznych komediach, horrorach i romansach. Książek napisała już prawie tyle, ile przygarnęła zwierząt, a swoimi tekstami podbija kolejne zakątki świata. Mieszając mroczne komedie z pociągającym romansem, tworzy międzygatunkowe, absolutnie uzależniające historie, w które ucieka i porywa ze sobą czytelników.


Autorka: Brynne Weaver
Tytuł: Leather & Lark
Seria: Niszczycielska miłość. Tom 2
Data premiery: 13.11.2024
Wydawnictwo: Czwarta Strona (Bezwstydna)
Liczba stron: 430
Ocena: 6/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:
Czytaj dalej »

środa, 14 sierpnia 2024

Brynne Weaver - Butcher & Blackbird



Każdy seryjny morderca potrzebuje przyjaciela. 
Każda gra musi mieć zwycięzcę – kto okaże się nim w tym przypadku? Ona czy on? 

Po zaskakującym pierwszym spotkaniu Sloane i Rowana, rywalizujących ze sobą morderców, tworzy się nieprawdopodobna więź, która przeradza się w coś niemal nieosiągalnego – przyjaźń między dwiema czarnymi duszami o podobnych umysłach. Dwójka łowców, tułająca się od małego miasteczka w Wirginii Zachodniej do rozwiniętej Kalifornii, od centrum Bostonu po wiejskie teksańskie tereny, spotyka się w corocznym turnieju podszytym krwią i cierpieniem – turnieju, który wystawia ich do walki przeciwko największym potworom w kraju. Kiedy jednak ich przyjaźń przeradza się w coś więcej, nieustępliwe duchy przeszłości zaczynają deptać im po piętach i są gotowe odebrać im coś więcej niż miłość, którą dopiero co odnaleźli. Czy Rowan i Sloane są w stanie wygrzebać się z tej morderczej gry? A może w końcu spotkali równego sobie przeciwnika?


Przyznaję, Butcher & Blackbird nie jest książką, po którą bym normalnie sięgnęła, bo nie przepadam za dark romansami. A jednak ta historia od razu mnie zaintrygowała, tym bardziej, że nie wydawała się być typowym dark romansem - w końcu reklamowana jest jako mroczna komedia romantyczna. Dwójka seryjnych morderców, którzy polują na innych seryjnych morderców, spotykając się co roku na rozgrywkę pełną krwi i dreszczyku niebezpieczeństwa... cóż, nazwijcie mnie szaloną, ale mnie to zaciekawiło. I  nawet dobrze się na niej bawiłam! Książka ma swoje wady, ale była fajną odskocznią od typowych, słodkich romansów, po które sięgam zazwyczaj.

Sloane i Rowan po raz pierwszy spotykają się w dość interesujących okolicznościach - ona znajduje ją tkwiącą w klatce po niezbyt przemyślanym morderstwie, prezentującą się co najmniej nieciekawie. A jednak to spotkanie daje początek niespodziewanej i wspaniałej przyjaźni pomiędzy dwójką mrocznych osób, których nikt inny tak dobrze nie rozumie. Obydwoje są dobrzy w swoim fachu, podążając śladami najbardziej obrzydliwych i okrutnych morderców w kraju, ale mało kto wie, jak bardzo czują się w tym samotni. Ustalają więc, że co roku będą się spotykać na podszytym krwią turnieju, podczas którego będą się ścigać o zabicie największych potworów w kraju. Po czasie jednak coroczne spotkania przestają im wystarczać, a przyjaźń nieuchronnie przeradza się w coś poważniejszego. Ale czy dwójka osób o tak mrocznych umysłach, mieszkająca na dodatek po dwóch różnych stronach kraju, ma w ogóle szansę przetrwać jako zwykła para?

Sięgając po tę książkę przygotowywałam się na drastyczne i krwawe, a nawet obrzydliwe opisy, w końcu na pierwszej kartce dostajemy całą masę ostrzeżeń (no i po tematyce też można się tego spodziewać), ale ta książka okazała się być zaskakująco... łagodna. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal powieść, w której dość szczegółowo opisane są morderstwa i nie poleciłabym jej osobom poniżej osiemnastego roku życia (chyba przez długi czas nie będę mogła patrzeć na zwykłe lody śmietankowe), ale nie było zdecydowanie aż tak źle, jak myślałam, że będzie. Może ja się na to zdążyłam znieczulić, biorąc pod uwagę, że swego czasu oglądałam całą masę horrorów i thrillerów, więc mnie już nie ruszają - ale Butcher & Blackbird nie jest tak mroczne, jak można by się spodziewać. Co jest albo pozytywem, albo wadą, zależy, na co macie ochotę - mi to akurat nie przeszkadzało.

Myślę, że też dużym powodem, dlaczego miałam takie wrażenie jest sam fakt, że to rzeczywiście jest bardzo lekka komedia romantyczna (mam tu na myśli sam wątek miłosny, nie element morderstw). Chociaż robi się odważniej i pikantniej przy scenach erotycznych, które nie są łagodnymi scenami, jakich można by oczekiwać od rom-comów, to jeśli chodzi o relację Rowana i Sloane, była ona zaskakująco... słodka. Urocza wręcz. Jak się okazuje, obydwoje są po prostu dwójką trochę samotnych ludzi, których łączy wyjątkowa więź. I chociaż zabrzmi to pewnie dziwnie, biorąc pod uwagę całość historii, to akurat ta dwójka bardzo mnie rozczuliła.

Chociaż ich relacja rozwija się na przestrzeni kilku lat, początkowo bardzo nieśmiało, to od ich pierwszego spotkania można wyczuć, że jest między nimi coś wyjątkowego. A ja jako wielbicielka slow burnów byłam w niebie, bo największą przyjemność sprawiło mi obserwowanie, jak ich relacja się rozwija. Sloane jest świetną bohaterką, odważną, ale mającą też swoją wrażliwą stronę, dlatego z wielką przyjemnością śledziłam jej losy. Ale to Rowan skradł moje serce swoim oddaniem i cierpliwością do Sloane, kiedy ją ogarniał strach przed podarowaniem mu swojego serca. To nie są zwyczajni bohaterowie, a jednak nietrudno ich polubić.

Podoba mi się też bardzo to, że chociaż teoretycznie są oni zabójcami, to nie nazwałabym ich czarnymi charakterami, ale jednocześnie oboje mają w sobie mroczne, z lekka pokręcone strony. Dzięki temu, że są złożeni z różnych warstw nie sposób się z nimi nudzić, wręcz przeciwnie - jest ciekawie, czasami zabawnie, może trochę obrzydliwie i histerycznie, ale wciągająco. Jedyne co, to niestety zabrakło mi tu jakiegoś aspektu, który sprawiłby, że ta historia naprawdę zapadnie w mojej pamięci. Bawiłam się dobrze, z wielką chęcią sięgnę też po następne tomy, ale nie jestem jakoś niesamowicie zakochana.

Myślę, że Butcher & Blackbird to może być fajna pozycja dla osób, które chcą przeczytać słodki romans, ale trochę inny od takiego zwyczajowego schematu, który dobrze znamy. Elementy dziejących się w tle zabójstw i krwawych gier nadają poczucia niebezpieczeństwa i elementu grozy, co rzeczywiście łączy się w intrygującą, mroczną komedię romantyczną. Pamiętajcie jednak, że ostrzeżenia na początku książki nie biorą się znikąd i zdecydowanie nie poleciłabym jej młodszym czytelnikom i osobom wrażliwym na drastyczne opisy. Ale jeśli to was nie rusza - warto dać tej historii szansę. Śmiech, słodycz i trochę grozy gwarantowane!


BRYNNE WEAVER - przemierzyła pół świata, zaadoptowała więcej zwierząt, niż jej mąż jest w stanie zarejestrować, a jej ostoją jest pisanie. Znalazła swoje miejsce w mrocznych komediach, horrorach i romansach. Książek napisała już prawie tyle, ile przygarnęła zwierząt, a swoimi tekstami podbija kolejne zakątki świata. Mieszając mroczne komedie z pociągającym romansem, tworzy międzygatunkowe, absolutnie uzależniające historie, w które ucieka i porywa ze sobą czytelników.

Autorka: Brynne Weaver
Tytuł: Butcher & Blackbird
Seria: Niszczycielska miłość. Tom 1
Data premiery: 17.07.2024
Wydawnictwo: Czwarta Strona (Bezwstydna)
Liczba stron: 376
Ocena: 7/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona:


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia