środa, 29 sierpnia 2018

Laurelin Paige - Uwikłani. Grzeszne noce


Norma Anders to kobieta biznesu. Ciężko pracując wspięła się na szczyt swojej kariery w firmie Pierce Industries. Wydawanie poleceń i władza to coś, dla czego żyje. Jednak w swoim życiu prywatnym pragnie, aby zajął się tym ktoś inny. Pragnie oddać się w ręce mężczyzny. Z pomocą przychodzi jej młodszy asystent, Boyd, który od dłuższego czasu uważa ją nie tylko za swoją szefową, ale również za niezwykle atrakcyjną kobietę. W końcu ich role się odwrócą i to on zacznie jej wydawać rozkazy, których ona będzie musiała słuchać.

Seria "Uwikłanych" była mi zupełnie nieznana do czasu aż udało mi się wygrać na rozdaniu "Grzeszne Noce" - krótką nowelkę, która jest już szóstą książką z kolei. Podeszłam do niej z zupełną nieznajomością poprzednich książek i bohaterów, mając nadzieję, że nie będzie mi to przeszkadzać. I na szczęście, głównie przez małą ilość stron, autorka skupiła się tylko na głównej parze, więc moja niewiedza w niczym nie przeszkadzała.

Główna bohaterka, Norma to trzydziestokilkuletnia bizneswoman. W pracy uwielbia mieć wszystko pod kontrolą, jednak w życiu prywatnym chciałaby się oddać komuś innemu. Odrzucona przez swojego szefa, w którym podkochiwała się od jakiegoś czasu, nie zauważa, że uczuciem darzy ją jej kilka lat młodszy asystent, Boyd. Zawsze uważała go za niezwykle atrakcyjnego mężczyznę, jednak na drodze stała praca i profesjonalizm. Aż do czasu, kiedy składa jej pewną propozycję. Trudno tu powiedzieć, że pokochałam postaci, bo tak naprawdę niewiele się o nich dowiedziałam. Ale zarówno Norma, jak i Boyd byli sympatyczni i przyjemnie czytało mi się ich krótką historyjkę miłosną. Zapewne jest o nich trochę więcej w poprzednich tomach, ale niestety mogę tylko zakładać, bo ich nie czytałam.

Książka jest zbyt krótka, aby mówić o jakiejkolwiek akcji. Laurelin Paige skupiła się głównie na głównych bohaterach i tak naprawdę postacie drugoplanowe tutaj nie istnieją. Autorka rozwija relację Normy i Boyda bez większych dramatów i komplikacji, przeskakując z akcją o kilka miesięcy co kilka rozdziałów. Normalnie by mi to przeszkadzało, ale zważywszy, że jest to jedynie króciutka nowelka, będąca dodatkiem do serii, nie było w tym nic złego.

Historia Normy i Boyda to typowy zakazany romans biurowy. Rozpoczyna się trochę w stylu Greya, a z czasem rozwija w coś o wiele poważniejszego i pokazuje, że prawdziwa miłość wygra z każdą, nawet najgorszą zasadzką. Ja przeczytałam ją w niewiele ponad godzinę, a jestem pewna, że fani serii "Uwikłani" będą zadowoleni z tego krótkiego dodatku. Po tej przyjemnej, namiętnej, ale także uroczej historii, jestem pewna, że w swoim czasie będę chciała sięgnąć także po poprzednie tomy :)

Tytuł: Grzeszne Noce
Autor: Laureling Paige
Seria: Uwikłani. Tom 4.5
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 21 czerwca 2018
Liczba stron: 155
Ocena: 7/10

Bardzo przepraszam za moją chwilową nieobecność, ale z powodów osobistych nie miałam czasu na czytanie oraz pisanie. Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) 
Czytaj dalej »

niedziela, 19 sierpnia 2018

J. Sterling - Rozgrywka


Jack to najpopularniejszy facet na uczelni, łamacz serc i kapitan szkolnej drużyny baseballa. Jedyną przyszłością dla niego jest gra, nie ma miejsca na żadne poważne związki, dlatego jedyne, na co sobie pozwala, to niezobowiązujące przygody na jedną noc. Do czasu aż poznaje Cassie, nową dziewczynę, która jako jedyna opiera się jego zalotom i odmawia mu pójścia na randkę. Jedna randka brzmi niewinnie, ale dla Jacka ta rozgrywka będzie punktem zwrotnym w jego życiu. Jedna randka okaże się niewystarczająca, ale problemy z zaufaniem powoli będą ich zbliżać do przegranej.

Zanim zasiadłam do lektury serii o Jacku i Cassie, naczytałam się dużo negatywnych opinii, a i moja przyjaciółka odradzała mi czytanie. A ja, napędzana niezbyt pochlebnymi opiniami, pomyślałam sobie, "a co tam, zobaczę co w niej takiego złego". Z natury jest tak, że wiele książek, które podobają się innym, mi nie podchodzą, albo odwrotnie. Więc nabyłam aż trzy dostępne części i postanowiłam je przeczytać. I jakie są moje odczucia?

Zacznijmy od tego, że fabuła tej książki to totalny miszmasz wszystkiego. Cassie i Jack zaczynają swoją relację niezbyt dobrze, ponieważ reputacja Jacka sprawia, że Cassie nie chce mieć z nim nic wspólnego, ale ten nie daje za wygraną. W końcu jednak ulega i już jakieś kilkadziesiąt stron później są razem, zakochani jak nigdy. Jak na mój gust, ich relacja rozwinęła się o wiele za szybko, co zresztą odbijało się na ich związku niejednokrotnie. Pojawiły się problemy z zaufaniem, komunikacją i wiele innych, nieprzyjemnych sytuacji. Na ogół uwielbiam romanse, które dzieją się w college'u, w świecie sportowców i są takim typowym, amerykańskim romansem, ale mam wrażenie, że tutaj autorka po prostu chciała na siłę napisać o wszystkim. Ciągle wymyślała jakieś problemy, bez których spokojnie dałoby się obejść.

"Jak łatwo jest mówić coś, co się wie, że ktoś chce usłyszeć? Jak kilkoma marnymi zdaniami można wpłynąć na czyjeś całe życie? Ale kiedy w ślad za nimi nie idą czyny, słowa są zupełnie bezużyteczne. To tylko dźwięki i sylaby. Nieznaczące zupełnie nic."

Nie polubiłam się z głównymi bohaterami. Może Cassie byłaby w porządku, gdyby nie jej naiwność i łatwowierność. Zdaje się, że to kolejna bohaterka, którą ogłupiła miłość, myśląca nie tą częścią ciała, którą powinna. Jack to schematyczny bohater, typowy bad boy, kobieciarz, kapitan drużyny, a jednak zachowywał się beznadziejnie i nie dało się go polubić. Jego postać odebrała mi całkowitą przyjemność z lektury, zwłaszcza przez tą jedną sytuację pod koniec książki, która dla mnie jest niewybaczalna. Nie wiem jakim sposobem Cassie tak łatwo mu wszystko zapomniała, zważywszy na to, że niejednokrotnie powtarzała, że ma problemy z zaufaniem i nie pozwoli tak łatwo się wykorzystać. I to nie tylko do niego wróciła, ale co jeszcze zrobiła? Przeprosiła JEGO za rozpad ich związku, chociaż jedyną winną osobą był on.

Na szczęście pod koniec Jack pokazał, że żałował wszystkiego, co sprawiło, że złamał Cassie serce. Pokusił się o kilka słodkich czynów, które sprawiły, że moja nienawiść do niego trochę zelżała, ale i tak długa droga, zanim będę w stanie znowu go zaakceptować. To przykre, ale pewnie nie byłabym tak zirytowana tą historią, gdyby nie właśnie zachowanie Jacka, które mnie niejednokrotnie zniesmaczyło. Bo książka miała potencjał, nawet jeśli nie byłaby najlepszą lekturą pod słońcem, to czytałoby się ją przyjemnie, gdyby odjąć niektóre sytuacje i może nie narzucać takiego tempa ich związkowi.

"Nasze blizny nie pokazują nam kierunku, w którym powinniśmy zmierzać, lecz przypominają skąd przyszliśmy."

"Rozgrywka" to nie jest najgorsza książka, jaką przeczytałam, ale wiem, że teraz zastanowiłabym się dziesięć razy, zanim miałabym ją przeczytać jeszcze raz. Zaczęła się dobrze, luźno i naprawdę miałam nadzieję na taką niewymagającą, zabawną książkę, przy której się zrelaksuję, a dostałam lekko irytującą historię, z bohaterami, którzy sprawiają, że pragniesz wyrwać włosy z głowy. Kolejne części przeczytam tylko dlatego, że szkoda, aby tak leżały na półce. Poza tym, pocieszam się tym, że wiele osób mówi, iż są lepsze, niż tom pierwszy. Czy polecam przeczytanie "Rozgrywki"? Myślę, że to decyzja do podjęcia przez was.

Tytuł: Rozgrywka
Autor: J. Sterling
Seria: The Perfect Game. Tom 1
Data premiery: 25 październik 2017
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 300
Ocena: 5/10

Znacie tę serię? Jakie są wasze odczucia i który tom przypadł wam do gustu najlepiej?
Czytaj dalej »

wtorek, 14 sierpnia 2018

Vi Keeland - Show


Żadnego randkowania poza show.
Żadnego seksu poza show.
Żadnego łamania zasad kontraktu.

Kate zgłasza się do udziału w reality show, w którym jako jedna wśród kilkunastu innych dziewczyn będzie walczyć o względy przystojnego kawalera, Flynna. Bardzo zależy jej na wygranej, jaką jest duża suma pieniędzy, która pozwoli jej na opłacenie leczenia dla swojego brata oraz wspomożenie swojej rodziny. Wygrana wydawała się prosta, a kawaler był spełnieniem marzeń niejednej kobiety. Jednak gdy na jej drodze staje Cooper, wszystko się komplikuje. Bo chociaż bardzo lubi Flynna, jej serce budzi się do życia w obecności Coopera, który jest jej zakazany ze względu na kontrakt, który jasno mówi, że zabrania się związków z każdym, poza kawalerem. Czy Kate uda się wygrać, czy złamie zasady gry? 

Vi Keeland w ostatnich miesiącach udało się mnie do siebie przekonać głównie za sprawą "Bossmana". Ale potem przyszła kolej na mniej udaną lekturę "Tylko Twój" i znowu znalazłam się w pozycji, w której z jednej strony lubię czytać książki tej autorki, a z drugiej nigdy nie wiadomo, czy trafię na dobrą lekturę, czy raczej będę się męczyć. Do "Show" podeszłam sceptycznie, nie do końca wiedząc czego się spodziewać.

Fabuła książki była mi nieznana, kiedy brałam się za czytanie. Przeczytałam opis tylko raz i to było jakiś czas temu i do czasu, kiedy książkę dostałam w ręce, czekała przede mną jedna wielka niewiadoma. Czasami lubię tak robić, zwłaszcza z erotykami, które raczej nie słyną z wybitnej fabuły. Do tej pory, kilka dni po lekturze, pytam siebie, jakim cudem nie zauważyłam, że ta książka wręcz krzyczy słowami "uwaga, trójkąt miłosny!". Ale o tym za chwilę.

"Cooper Montgomery sprawił, że wszyscy inni mężczyźni są dla mnie straceni."

Instagram
Główna bohaterka, Kate, dość często irytowała mnie swoim niezdecydowaniem i głupimi decyzjami, ale nie przeszkadzała na tyle, by chcieć przerwać lekturę. Jest sympatyczna i troskliwa, a jej czyny miały rozsądne wytłumaczenie. Jednak jest jedną z tych bohaterek stworzonych przez Vi Keeland, której brakuje tego czegoś, za co mogłabym ją naprawdę polubić. Cooper natomiast od razu zdobył moje serce i sprawił, że lektura tej książki była o wiele przyjemniejsza. Jest typowym samcem alfa, ale współczułam mu sytuacji, w jakiej się znalazł. Chyba nikt nie chciałby oglądać, jak twoja ukochana całuje i admiruje innego mężczyznę. Aż jestem zaskoczona, że tak spokojnie to wszystko znosił, ja na jego miejscu pewnie bym oszalała. Na kilka słów zasługuje również Flynn, czyli kawaler, o którego walczy Kate. Myślę, że gdyby nie fakt, że był "tym drugim", bardzo bym go polubiła jako bohatera. Jest mężczyzną idealnym - atrakcyjny muzyk, a do tego kochany i słodki. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć swoje własne szczęśliwe zakończenie.

Cały aspekt "reality show" bardzo mnie zaciekawił i może gdyby autorka poszła tylko w tę stronę i skupiła się jedynie na tej walce o kawalera, bez żadnych romansów pobocznych, bardziej wciągnęłabym się w tę historię. Ale trójkąt miłosny jaki tu powstał zupełnie odebrał mi radość z lektury, bo unikam ich w romansach jak zarazy. Niektórzy mogą się sprzeczać i mówić, że autorka jednak nie przekroczyła tej granicy, bo Kate powtarzała, że to Cooper sprawia, że nogi jej miękną, a Flynn chociaż jest świetnym facetem, jest tylko przyjacielem, ale bywały momenty, kiedy chyba sama nie wiedziała, czy dobrze postępuje, wiążąc się z Cooperem. Tłumaczenie, że gdyby go nie spotkała, z pewnością zakochałaby się po uszy we Flynnie też raczej nie brzmi ciekawie. Może nie było tu zdrady fizycznej (poza scenicznymi pocałunkami), ale cały czas czułam, że w jakimś stopniu zdradzała go emocjonalnie.

"- Zwycięstwo to nie fart, tylko talent. Życzenie dotyczyło ciebie.
- Nie musiałaś sobie tego życzyć - szepcze. - Miałaś mnie, odkąd pierwszy raz na ciebie spojrzałem."

Polubiłam Kate i Coopera razem, zdecydowanie przyjemnie mi się o nich czytało. Mamy tu zakazany romans, nutkę pikanterii, kiedy bohaterowie skradali się, aby nie zostać przyłapani. Trudno było im nie kibicować, bo razem tworzyli naprawdę dobrze dobraną parę. Książka miała w sobie duży potencjał i byłabym naprawdę zadowolona, gdyby nie ten aspekt trójkąta miłosnego, bo cały czas on jednak mi doskwierał. Mimo wszystko jest to taki umilacz czasu, który da się przeczytać w kilka godzin. Vi Keeland nie zawodzi swoim stylem pisania i łatwo jest się zaangażować w historię, niestety tutaj fabuła wypadła słabo. To idealna pozycja, gdy ma się ochotę na szybką, słodką historię miłosną z dramatem w tle :)

"Chcę, żeby tak było cały czas. Chcę z tobą tańczyć, obejmować cię na imprezach, patrzeć na ten beztroski uśmiech. Nie wiedziałem, że mi tego brakuje, dopóki cię nie poznałem. Chcę tego. P o t r z e b u j ę."


Tytuł: Show
Seria: Na Scenie. Tom 1
Autor: Vi Keeland
Tytuł oryginału: Throb
Data premiery: 13 lipca 2018
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 334
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwo Kobiece :)

Czytaj dalej »

sobota, 11 sierpnia 2018

Jak radzić sobie z przemocą | Z książką Emily Giffin w dłoni


W związku z premierą książki "Wszystko, czego Pragnęliśmy" Emily Giffin blogerzy w całej Polsce łączą siły, aby podnieść świadomość czytelników na temat problemów poruszanych w książce. Nienawiść, wykorzystywanie seksualne, ignorancja, dyskryminacja to tylko część tematów poruszanych przez autorkę, a o których raczej nie mówi się głośno w codziennym życiu. Dzisiejszy wpis będzie dość nietypowy, bo napiszę kilka własnych porad, jak poradzić sobie z dręczycielami.

Instagram
Po co taki wpis na blogu książkowym? Przeczytajcie książkę, a znajdziecie odpowiedzi. Autorka świetnie ukazuje skutki nawet najgłupszego, niewinnego żartu. Da ludzi, którzy karmią się cierpieniem innych przecież tym takie nienawistne zachowanie jest - niewinnym czynem, który jednak potrafi zniszczyć drugiego człowieka. Myślę, że każdy z nas chociaż raz w życiu był ofiarą nienawiści, w mniejszym czy większym stopniu, więc ten post piszę z myślą o was.

1. Nie pozwól, aby okrutne słowa na ciebie wpłynęły.
Tak, wiem, łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Czy tego chcemy, czy nie, przykre komentarze zawsze ranią i na nas wpływają. Ja sama kilka razy byłam ofiarą szykanowań i bardzo długo zajęło mi nauczyć się, że te słowa zupełnie nic nie znaczą, bo są wypowiadane przez ludzi, którzy są dla mnie nikim. W końcu nauczyłam się nie pozwalać im mieć nade mną takiej władzy. One nie mają żadnego znaczenia, bo to, co robią i mówią świadczy o tym, jakimi ludźmi są oni. Nie ja, czy ty. Oni. Wśród siedmiu miliardów ludzi na świecie, dlaczego mamy pozwalać, aby słowa i czyny JEDNEJ osoby wpłynęły na nasze życie? Nie dajmy im tej mocy.

2. Nie odpowiadaj na zaczepki i bądź odważny.

Dręczyciele uwielbiają, gdy ich ofiary reagują na zaczepki. To ich chory sposób na czerpanie przyjemności. A najlepszym sposobem, aby ich zniszczyć, jest pokazanie, że nie robi to na tobie wrażenia. Może i nie mamy władzy nad tym, co nam się przytrafia, ale możemy wybrać jak na to zareagujemy. Możemy zamknąć się w pokoju i płakać, albo możemy stawić się światu i pokazać, że nie pozwolimy, aby te rzeczy odebrały nam radość z życia. Więc kiedy ktoś powie ci coś niemiłego, uśmiechnij się i odejdź. Zobaczysz, jak tym czynem zaskoczysz tę osobę.

3. Nie zniżaj się do ich poziomu.
Kiedy ktoś jest niemiły i okrutny względem ciebie, naturalną reakcją jest samoobrona. Pragniesz odpowiedzieć i wydobyć z siebie całą wściekłość. Pamiętaj, że to oni zniżają się do niskiego poziomu. Ty musisz pokazać, że jesteś lepszy/a. Z niektórymi ludźmi nie warto dyskutować. Nigdy nie zachowuj się jak oni, aby bronić siebie, czy bliskich, bo to tylko daje im jeszcze większą władzę.

4. Powiedz komuś.
Jasne, żyjemy w świecie, w którym nie każda osoba jest chętna do pomocy, nie oszukujmy się. Ale znajdzie się chociaż jedna, której możesz się wygadać i poprosić o pomoc, kiedy czujesz, że sam nie dasz rady. Pomóc może nawet wejście na forum internetowe i napisanie swoich uczuć anonimowo. Jest pełno ludzi, którzy przeszli/przechodzą przez to samo i chętnie ci pomogą. Nigdy nie jesteś z tym sam/a, masz bliskich, przyjaciół, nauczycieli, sąsiadów, nawet nieznajomych na ulicy. To nie twoja wina, że są ludzie, którzy są tak zepsuci, że czerpią radość z twojego cierpienia. Ale nie możesz o tym milczeć, bo to daje im przewagę. Krzycz, walcz o siebie, nie trzymaj niczego wewnątrz siebie, bo w końcu cię to zniszczy.

5. Nie zamiataj problemu pod dywan.
Wiele osób sądzi, że przemilczenie problemu sprawi, że w końcu on zniknie. Nic bardziej mylnego. Najważniejsze jest, aby o tym mówić i pokazać innym, że taki problem istnieje i trzeba o nim mówić, trzeba z nim walczyć. Walczysz nie tylko o siebie, ale o tysiące innych ludzi, którzy codziennie przeżywają to samo. Znęcanie w szkołach, nienawiść w internecie, dyskryminacja na tle religijnym, rasowym, seksizm, homofobia, transfobia, ksenofobia i wiele, wiele innych problemów, z jakimi świat walczy od wieków. Milczenie nie sprawi, że świat będzie lepszym środowiskiem do życia. To mówienie o tym jest pierwszym krokiem w dobrą stronę.

Nie jestem psychologiem, nie mam też prawa mówić wam, co macie robić. Ale warto wziąć do ręki książkę Emily Giffin i przemyśleć sobie kilka spraw. Książkę znajdziecie w księgarniach, a moją recenzję przeczytacie tutaj :)
Czytaj dalej »

środa, 8 sierpnia 2018

Jessica Sorensen - Spełnione Marzenia. Ella i Micha


Dzień, na który Ella i Micha tak długo czekali jest tuż tuż. W dzień Bożego Narodzenia oboje poślubią miłość swojego życia i przypieczętują swoje wspólne życie. Wszystko zapowiada się dobrze, dopóki Ella nie dostaje pocztą tajemniczej przesyłki, która przynosi za sobą bolesne przypomnienie o przeszłości. Do jej życia ponownie wkrada się niepewność i uczucia, które zwalczyła już dawno temu. Nagle szczęśliwe zakończenie staje się przerażające. Jednak Micha nie pozwoli jej odejść i zrobi wszystko, aby wreszcie móc nazywać ją swoją żoną. Będzie stał przy niej nieważne co los rzuci im pod nogi i pokaże jej, że zasługuje na dobrą przyszłość u jego boku.

Rzadko kiedy sięgam po serie opowiadające o tej samej parze, bo trudno jest znaleźć coś, co nie jest jedynie powtarzającą się, nudnawą historią. Kiedy już za coś się biorę, muszę mieć pewność, że nie będę miała ochoty rzucić książkami o ścianę. Tutaj na ratunek przychodzi Jessica Sorensen, królowa emocjonalnych książek, po które sięgam zawsze wiedząc, że czeka mnie genialna lektura.

Seria o Elli i Michy to jedne z pierwszych książek, jakie przeczytałam, nie tylko spod pióra autorki (wcześniej były tylko książki o Callie i Kaydenie), ale ogólnie. Jest to prawdopodobnie moja ulubiona historia typu "od przyjaciół do kochanków", bo niesie za sobą nie tylko wiele wspomnień, ale również emocji. Przyznam się, że dwa pierwsze tomy czytałam naprawdę bardzo dawno temu, bo minęło już dobre kilka lat, więc obawiałam się, że nie będę pamiętała ważnych szczegółów. I rzeczywiście były momenty, kiedy dość intensywnie poszukiwałam informacji w zakątkach mojego czytelniczego umysłu, bo niestety nie miałam czasu, aby odświeżyć sobie pamięć przed lekturą tomu trzeciego. Ale z czasem wszystko zaczęło układać się w całość, a te najważniejsze sytuacje sobie przypominałam.

"Czasem w życiu przydarzą się złe rzeczy, a ludzie muszą robić, co tylko mogą, by się od nich uwolnić."

@swiatromansow
Książka zaczyna się tego samego dnia, w którym kończy się "Lila i Ethan. Nie kuś mnie", pierwsza książka poświęcona ich przyjaciołom, a zarazem trzecia z kolei w całej serii. Jeśli ją czytaliście, to wiecie, że Ella i Micha szykują się do ślubu. Po tylu latach wzlotów i upadków, ta dwójka wreszcie przygotowuje się, aby już na zawsze złączyć się wiązłem małżeńskim. I chociaż miłości pomiędzy nimi nie brakuje, w ich życiu ponownie pojawiają się komplikacje, które w skutkach mogą nie doprowadzić do tego jednego, najbardziej wyczekiwanego dnia. Jessica Sorensen ma zdolność do tworzenia problematycznych bohaterów. Nie oszczędza im na cierpieniu i nie ułatwia im życia. W dwóch poprzednich tomach o Elli i Michy bohaterowie przeszli przez piekło, ale na koniec wydawało się, że wreszcie odnaleźli razem względny spokój i szczęście. Ale autorka jeszcze raz zabiera nas w szaloną podróż, która być może zakończy się weselnymi dzwonami.

Nie znam bohaterów książkowych tak wymęczonych przez los, jak bohaterowie tworzeni przez Sorensen. Ale tutaj wreszcie dostajemy Ellę i Michę, którzy zwalczyli swoje demony i zaufali swojej miłości. Mieszkają razem w domku w Kalifornii, spełniają swoje marzenia i jedyne, czego brakuje, to pewności, że będą ze sobą już na zawsze. Jestem bardzo dumna z Elli, bo przez trzy książki obserwowałam jej drogę do uzdrowienia i zwalczenia poczucia winy, depresji i uzależnienia i wreszcie jej się to udało. Wiadomo, nie zawsze wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale dzięki miłości Michy świetnie daje sobie radę. Natomiast Micha to nadal ten kochany, czuły mężczyzna, którego pokochałam już na samym początku. Jego miłość się nie wyczerpuje i dla swojej ukochanej gotowy jest zrobić wszystko. Ze świecą szukać takiego chłopaka.

"Kochasz mnie na tyle, by nie pozwolić mi się poddać, bez względu na to, jak ciężką toczę walkę."

Ta książka, w porównaniu z "Nie pozwól mi odejść" i "Na zawsze razem" była o wiele mniej dramatyczna i frustrująca. Ella i Micha znaleźli się w miejscu, kiedy są dla siebie ostoją, problemy rozwiązują razem i nie ma miejsca na sekrety. Pojawia się kilka przeciwności, ale ten tom czyta się o wiele lżej. Jessica Sorensen nadal pisze bardzo emocjonalnie, ale koniec końców idealnie zwieńcza ich historię miłosną. Ella i Micha wreszcie dostają swoje dobrze zasłużone szczęśliwe zakończenie, a ja nie mogłabym być bardziej zadowolona. Już nie mogę się doczekać następnych tomów o Lili i Ethanie, które pewnie również zmiażdżą moje serce.

Tytuł: Spełnione marzenia. Ella i Micha
Autor: Jessica Sorensen
Seria: The Secret. Tom 4
Tytuł oryginału: The Ever After Of Ella and Micha
Data premiery: 23 lipca 2018
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 310
Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka :)


Czytaj dalej »

niedziela, 5 sierpnia 2018

Vi Keeland - Tylko Twój


Sydney miała zaplanowany wymarzony miesiąc miodowy z ukochanym. Niestety dwa miesiące przed ślubem zaręczyny zostały zerwane, a ona, aby nie stracić wycieczki, zabrała ze sobą najlepszą przyjaciółkę, Siennę. Tam też poznaje Jacka, przystojnego i tajemniczego mężczyznę, z którym wchodzi w kilkudniowy romans, który ma zakończyć się w dzień powrotu z wakacji. Szybko jednak okazuje się, że coś, co miało być kilkoma dniami przyjemności, przeradza się w coś więcej. Sydney nie tak łatwo jest zapomnieć o Jacku. Czy letni romans ma szansę być czymś więcej?

Po tak udanej lekturze "Bossmana", a jeszcze wcześniej "Egomaniaca", bardzo zapragnęłam przeczytać kolejne książki Vi Keeland. Moja przygoda z autorką była wyboista, ale w ostatnim czasie przekonałam się do jej książek i byłam pewna, że sięgając po kolejną jej powieść, będę równie zachwycona. Więc jak było?

Vi Keeland przenosi nas do wakacyjnego raju - na Hawaje, gdzie Sydney wraz ze swoją przyjaciółką korzysta ze swojego miesiąca miodowego, do którego w końcu nie doszło. Plaża, lazurowa woda, słońce i tropiki - czego więcej chcieć? Sydney stara się wyleczyć z nieudanego związku, gdy na jej drodze staje idealne rozwiązanie. Nieziemsko przystojny, seksowny Jack jest pragnieniem każdej kobiety i od razu przyciąga jej uwagę.

Sydney to kobieta ostrożna, niewywyższająca się, która pragnie korzystać z wolności po latach bycia w związku. Pragnie robić rzeczy, z których do tej pory musiała zrezygnować  na prośbę narzeczonego. Trudno mi powiedzieć, żebym ją polubiła, bo brakowało mi w niej tej stanowczości i zdecydowania. Jest dość nudną bohaterką, nie wyróżnia się niczym wśród setek innych postaci tego typu książek. Natomiast Jack to typowy, schematyczny playboy, który na każdy dzień tygodnia ma inną kobietę, pieniądze wylewają mu się kieszeniami, a do tego jest zaborczy, zawsze dostaje to, czego mu się zapragnie i jest oczywiście niezwykle przystojny. Myślę, że gdybym spotkała go na żywo, raczej byśmy się nie polubili, głównie ze względu na to, że zdarzało mu się zachowywać, jakby świat należał tylko do niego. Ale na szczęście ani on, ani Sydney, nie sprawili, że chciałam sobie włosy powyrywać, jak to często zdarza się w tego typu erotykach. Nie pokochałam ich, ale mi nie przeszkadzali. Szkoda tylko, że autorka nie włożyła w nich trochę więcej serca, bo dla mnie są po prostu kolejnymi, mało oryginalnymi postaciami książkowymi, o których raczej nie pamięta się zbyt długo.

Do tej pory mam mieszane uczucia, co do tej książki. Nie była zła i nie zrozumcie mnie źle, dobrze mi się ją czytało, ale nie miała w sobie nic nadzwyczajnego, nic, czego już bym nie czytała. Na początku miałam trochę wrażenie, że czytam coś podobnego do Pięćdziesięciu Twarzy Greya (a przynajmniej wersji filmowej, bo książek nie czytałam) - niedoświadczona, słodka główna bohaterka i niezwykle bogaty, atrakcyjny, zaborczy samiec alfa, który ma wszystko i potrafi wszystko, pomiędzy którymi coś, co zaczęło się od nieziemskiego seksu, rozwija się w coś głębszego. Ale na szczęście na tym podobieństwa się zakończyły, bo autorka ukryła kilka zaskakujących asów w rękawie, chociażby to, czym zajmował się Jack.

Jak to w erotyku, nie zabrakło tu licznych scen łóżkowych, które niejedną czytelniczkę przyprawią o rumieńce. Jak na mój gust było ich tu zdecydowanie zbyt wiele i dopiero w drugiej połowie książki zaczęło robić się na tyle ciekawie, by przestały mi przeszkadzać. Ale tego można było się spodziewać, koniec końców jest to przecież książka erotyczna. "Tylko Twój" kończy się w sposób, który zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, kontynuujący losy Sydney oraz Jacka. Jestem ciekawa co autorka dla nich jeszcze wymyśliła, chociaż uważam, że spokojnie mogła to zmieścić w jednej książce, bo nie ma sensu tego niepotrzebnie rozciągać. Ale przeczytam, może akurat mnie pozytywnie zaskoczy :)

"Tylko Twój" to dość schematyczna, mało oryginalna książka, ale przyjemnie umila czas w samotny wieczór. Do przeczytania w jednym posiedzeniu. Nie ma co oczekiwać od niej niczego wielkiego, bo na pewno tego nie znajdziecie. Ale nadaje się idealnie na okres wakacyjny, zważywszy na to, że jednym z miejsc akcji są Hawaje. Vi Keeland nie udało się mnie zaskoczyć i zdecydowanie jest to jedna z jej słabszych książek. Na półce czeka mnie jeszcze jedna nowość od tej pani, więc trzymam kciuki, aby było lepiej :)


Tytuł: Tylko Twój
Autor: Vi Keeland
Seria: Cole. Tom 1
Tytuł oryginału: Belong To You
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 20 lipca 2018
Liczba stron: 254
Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)


Czytaj dalej »

środa, 1 sierpnia 2018

Scarlett Cole - Rozdarte Serce


Brody "Cujo" Matthews lubi kiedy wszystko jest proste. Nie pozwala sobie na związki i trzyma się z dala od skomplikowanych kobiet, takich jak jego matka, która porzuciła go i jego braci, gdy był dzieckiem. Jest tatuażystą, kobiet ma na pęczki i właściwie niczego mu nie brakuje. Kiedy zmuszony jest współpracować z Dreą, przyjaciółką narzeczonej swojego przyjaciela nad ich przyjęciem zaręczynowym, okazuje się, że być może będzie musiał złamać swoje zasady. Drea jest piękna, ognista, ale zmęczona życiem - opiekuje się swoją chorą matką, sypia ledwo dwie godziny i zapracowuje się na śmierć. Ostatnim czego potrzebuje to znosić obecność Cujo, który działa jej na nerwy jak nikt inny. Ich współpraca wywołuje niechciane pożądanie, które szybko prowadzi do czegoś głębszego. Ale kiedy Drea zostaje świadkiem przestępstwa, a świat Brody'ego staje do góry nogami, okazuje się, że nie zostaje im nic innego, jak nauczyć się polegać na drugiej osobie.

W zeszłym roku dane mi było przeczytać "Najtwardszą Stal" i książką byłam wręcz oczarowana. Trafiła ona nawet do mojej topowej dziesiątki premier 2017 roku, więc można się domyślić, że kiedy wydawnictwo ogłosiło zapowiedź drugiego tomu serii "Tatuaże", byłam w niebie. Tym razem mamy szansę poznać historię Cujo, najlepszego przyjaciela Trenta, oraz Drei, przyjaciółki Harper, znanych nam z pierwszej części. Miałam duże oczekiwania względem tej pozycji, niestety wypada ona o wiele słabiej niż pierwsza.

Cujo i Drea nie zaczynają dobrze, bo pałają do siebie niechęcią. Drea uważa go za leniwego dupka, który nie potrafi utrzymać swojego członka w spodniach, natomiast Cujo uważa ją za irytującą wariatkę. Dlatego kiedy zmuszeni są wspólnie urządzić przyjęcie zaręczynowe dla przyjaciół, zaczyna się od wielu sprzeczek, z czasem jednak nie potrafią zaprzeczyć pojawiającemu się przyciąganiu. Muszę przyznać, że autorka wykonała dobrą robotę budując ich relację, bo wszystko działo się w swoim czasie. Zarówno Cujo, jak i Drea niosą na swoich barkach niezły bagaż doświadczeń i cieszę się, że autorka o tym nie zapomniała, budując ich związek. W tle pojawiło się wiele dramatu, a bohaterowie musieli podjąć niejedną decyzję, która odbijała się na nich, ale z czasem rozpracowali jak sobie ufać i rozmawiać o ciężkich tematach. Coś co na początku było tak kruche i podsycane jedynie pożądaniem, powoli stało się czymś silnym, solidnym i poważnym. Nauczyli się dzielić swoimi problemami i lękami, budując tym samym mocną podstawę do związku.

"Naprawdę jesteś niesamowita, mała. I nie mogę się już doczekać, aż twoje wspaniałe serce zabije mocniej dla mnie."

Bohaterowie są przyjemni, jednak mam wrażenie, że autorka pisała o innym Cujo, niż tym, którego poznałam w pierwszym tomie. Może zabrakło mi tutaj jego poczucia humoru i zuchwałości, co nie zmienia jednak tego, że nadal go lubiłam. Scarlett Cole pokazała nam też jego troskliwą stronę, skorą do poświęceń w imię bliskich i przyjaciół. Spodziewałam się trochę więcej charakterku, który, ku mojemu zaskoczeniu, niejednokrotnie ukazała Drea. Zdecydowanie była tu bardziej zadziorna niż Cujo, jednak przez to zdarzało się, że podejmowała głupie i nierozsądne decyzje, które odbijały się nie tylko na niej, ale na wszystkich wokół. Nie jest to bohaterka, którą bym pokochała, ale mi nie przeszkadzała w lekturze.

W tle romansu pojawił się wątek kryminalny, który szczerze przyznam, zepsuł mi radość z lektury. Nie jestem pewna czy to przez niedopracowanie i nawał informacji, czy to ja czytałam nieuważnie, ale momentami całkowicie się gubiłam, przez co zupełnie nie mogłam się wkręcić w opowiadaną historię. Muszę jednak przyznać, że autorce udało się mnie zaskoczyć niektórymi wątkami, więc nie było kompletnie źle. Może gdyby zostało to lepiej napisane, trochę mniej chaotycznie, o wiele lepiej by mi się czytało. Pod względem kryminalnym pierwsza książka wypadła o wiele lepiej.

"Rozdarte Serce" opowiedziane jest z perspektywy trzeciej osoby, a ja ciągle powtarzam, że według mnie romanse powinny być pisane narracją pierwszoosobową. Wplątany jest tu wątek kryminalny i podejrzewam, że właśnie dlatego autorka zdecydowała się pisać jako narrator wszystkowiedzący, jednak dla mnie tutaj pojawił się problem, bo zupełnie nie potrafiłam się wkręcić w książkę. Nie dało się wręcz poczuć emocji głównych bohaterów i zaangażować w ich życie, więc jestem zawiedziona.

Mimo kilku wad, cała historia była przyjemna i ciekawa. Autorka połączyła tu gorący romans, rodzinne problemy i wątek kryminalny, jednak nie udało jej się pobić tomu pierwszego. Na szczęście to romans wychodzi tu na pierwszy plan, więc te kilka godzin czytania spędziłam dość przyjemnie. Pomimo niespełnionych oczekiwań, na pewno będę chciała przeczytać następne tomy :)

Tytuł: Rozdarte Serce
Autor: Scarlett Cole
Seria: Tatuaże. Tom 2
Tytuł oryginału: The Fractured Heart
Data premiery: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat.


Czytaj dalej »

piątek, 27 lipca 2018

J. Daniels - Nasze Miejsce na Ziemi



W dzieciństwie Ben i Mia zdecydowanie nie spodziewaliby się, że w przyszłości zostaną małżeństwem i zostaną rodzicami dwójki synów. Ale życie potrafi być zaskakujące. Teraz chociaż szczęśliwi jak nigdy, muszą walczyć z całodobową opieką nad swoimi pociechami, jednocześnie nie mając nawet chwili dla siebie. Każda próba zbliżenia kończy się tym, że ktoś im przerywa, pozostawiając sfrustrowanymi seksualnie. Teraz Ben i Mia walczą o chociaż jedną chwilę spokoju dla siebie, jednak wydaje się, że to wcale nie jest takie proste.

Z serii "Alabama Summer" to właśnie historia Bena i Mii najbardziej przypadła mi do gustu. Z tego też powodu bardzo chętnie sięgnęłam po tom czwarty, w którym autorka powraca do historii bohaterów znanych nam z pierwszego tomu, ciekawa jak układa im się życie jako małżeństwo i rodzice.

Ben i Mia są rodzicami dwójki synów, więc spędzanie czasu sam na sam jest prawie niemożliwe. Zwłaszcza, że Benowi zostaje przyznana nocna zmiana, więc każda próba zbliżenia kończy się niepowodzeniem. Uwielbiam to, że pomimo tego, że jest im ciężko znaleźć czas dla siebie, ich miłość do siebie jedynie rosła na sile. Ben to nadal ten szalenie zakochany facet, który dla swoich dzieci i żony zrobiłby wszystko, a Mia to ta sama troskliwa, urocza kobieta o złotym sercu. J. Daniels sprawiła, że w tej parze zakochałam się od nowa, a nawet jeszcze mocniej. Gdzie można znaleźć takiego faceta, jak Ben Kelly? Jest skłonny zrobić wszystko, aby uszczęśliwić swoją rodzinę.

Minęły trzy lata od ostatniego razu, kiedy czytaliśmy o Benie i Mii. W tym czasie musieli zmierzyć się z kilkoma przeciwnościami, ale poza tym wszystko idzie dobrze. "Nasze Miejsce na Ziemi" to krótka nowelka, którą idzie przeczytać podczas jednego posiedzenia, bo czas przy niej leci niezwykle szybko. Napisana prostym językiem, niezwykle słodka, urocza i momentami idealnie pikantna. Uważam, że kontynuacja ich historii była dobrym dodatkiem, bo osobiście chętnie powróciłam do świata Bena i Mii. Autorka pisze także o innych parach, wplatając w to także ślub Beth oraz Reeda z książki trzeciej.

Ich narastająca frustracja seksualna spowodowana zajmowaniem się dwójką synów, którzy są ciekawscy i wymagają dużo uwagi skutkowała w wielu zabawnych sytuacjach. Może nie powinnam, ale czerpałam przyjemność z ich niemożliwości zaspokojenia potrzeb, bo zawsze w tych momentach płakałam ze śmiechu.

Fabuła sama w sobie nie skrywa nic nadzwyczajnego, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Na pewno trzeba najpierw poznać poprzednie trzy książki, aby nie czuć się zagubionym, bo autorka powraca do wielu sytuacji, które miały już miejsce. A przynajmniej mówię tu o "Moim Miejscu na Ziemi". Było prosto, bez większych dramatów i przyjemnie, a fanom serii ta książka na pewno przypadnie do gustu.

Tytuł: Nasze Miejsce na Ziemi
Autor: J. Daniels
Seria: Alabama Summer. Tom 4
Data premiery: 4 lipca 2018
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Edipresse
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 lipca 2018

Emily Giffin - Wszystko, Czego Pragnęliśmy | PRZEDPREMIEROWO + rozdanie


Nina Browning żyje w luksusach odkąd wyszła za mąż za jednego z najbardziej wpływowych mężczyzn w Nashville. Niczego jej nie brakuje, jej osiemnastoletni syn Finch właśnie dostał się do Princeton, a jednak głęboko w jej myślach, Nina zaczyna zastanawiać się, jak bardzo różni się od kobiety, którą kiedyś była i jak wielki wpływ na jej zmianę miał jej mąż, fortuna i wszystko, co z nią się wiąże. Tom Volpe jest stolarzem, a w nocy kierowcą Ubera. Samotnie wychowuje swoją nastoletnią córkę Lylę, pragnąc, aby nigdy niczego jej nie brakowało i nie posiada się z dumy, kiedy Lyla dostaje stypendium do prestiżowej szkoły średniej. Dziewczyna nie zawsze ma łatwo i nie do końca wpasowuje się w towarzystwo, jednak jest szczęśliwa i zadowolona. Do czasu gdy na imprezie Finch, chłopak, który od zawsze jej się podobał, robi jej kompromitujące zdjęcie, podpisuje je rasistowskim komentarzem i rozsyła do ludzi. Zdjęcie szybko dosięga liczną liczbę odbiorców, w tym samego dyrektora szkoły i rodziców. Wybucha skandal, a Nina, Tom oraz Lyla kwestionują swoje relacje z najbliższymi, balansują między kłamstwem i prawdą, doszukując się sprawiedliwości.

Zdaje się, że bloggerki książkowe oszalały na punkcie książek Emily Giffin, ja jednak przyznam się szczerze, do tej pory nie miałam do czynienia z żadną z jej powieści. "Wszystko, Czego Pragnęliśmy" jest moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością, więc nie wiedziałam czego dokładnie się spodziewać. Szybko jednak zupełnie przepadłam dla tej książki!

Bardzo lubię sięgać po tytuły, które poruszają tematy, o których jest nam niewygodnie rozmawiać. Są kontrowersyjne i niekoniecznie łatwe do czytania, ale bardzo potrzebne, zwłaszcza, że wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jak wiele krzywdy wyrządza na co dzień swoim zachowaniem drugiemu człowiekowi, jak wielu z nas myśli egoistycznie, usprawiedliwiając się, że robi coś dla dobra innych. Bardzo chętnie podeszłam do lektury "Wszystko Czego Pragnęliśmy", ciekawa jak autorka przedstawi świat Niny, Toma i ich rodzin.

"(...) w każdej sytuacji, choćby nie wiem jak trudnej, zawsze da się znaleźć jakieś pozytywy."

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, a jednak każdy z nas lubi od czasu do czasu kupić coś nowego, aby sprawić sobie przyjemność. Każdy pragnie mieć dach nad głową i lodówkę pełną jedzenia, a przecież bez pieniędzy nie da się tego dokonać. Lubimy rzeczy materialne, chociaż ciężko jest nam się do tego przyznać. Nina i jej mąż Kirk wraz z synem Finchem żyją beztrosko, w ogromnym domu, nie martwiąc się o wydatki, ani dochody, bo zwyczajnie mogą sobie na to pozwolić. Miliony na koncie fundują im luksusowe życie, eleganckie ubrania od projektantów, najdroższe samochody, meble, podróże po całym świecie. Mogłoby się zdawać, że ich życie jest wręcz idealne, a jednak wcale tak nie jest.

Emily Giffin genialnie bawi się z umysłem czytelnika. Zwodzi go na drogi i sprawia, że wierzymy w to, co pisze, aby namącić nam w głowie i zmanipulować nasze odczucia. Autorce udało się wielokrotnie zaskoczyć mnie drogą, którą wybrała dla bohaterów, bo tak naprawdę wielokrotnie spodziewałam się, że pójdzie w inną stronę. Nigdy nie byłam do końca pewna, co dokładnie chce przekazać. Od pierwszej sceny, która zaczęła się zupełnie niewinnie, nie potrafiłam oderwać się od lektury, ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń.

Historia opowiedziana jest z perspektywy trzech osób: Niny, Toma oraz Lyli. Nina oraz Tom poznają się w wyniku skandalu, który wybucha z udziałem ich dzieci, Lyli oraz Fincha. Gdy Finch wrzuca na Snapchata kompromitujące i rasistowskie zdjęcie Lyli, świat każdego bohatera staje na głowie. Możliwość przeczytania, jak wpłynęło to na matkę Fincha, ojca Lyli oraz samą Lylę, była bardzo ciekawym pomysłem. Autorka umożliwiła nam wejście w umysł ludzi, którzy muszą zmierzyć się z wieloma kłamstwami, zawodami, zdradami i złamanymi sercami.

"Jeśli coś jest ważne, czas zawsze się znajdzie."

Historia, jaką opowiada Emily Giffin, jest prawdziwa, surowa. W końcu wokół nas dzieje się pełno takich sytuacji, wiele nagłaśnianych, a jeszcze więcej przemilczanych. Niejedna kobieta, w wielu przypadkach niepełnoletnia, została wykorzystana i zawstydzona przez mężczyzn, wielokrotnie prowadząc do tragicznych skutków. Autorka nie stworzyła tu postaci, w których się zakochujemy. Nie pokolorowała ich cech charakteru, bo postawiła na realizm. Reakcje bohaterów na niespodziewane zdarzenia są dokładnie takie, jakie powinny być - prawdziwe. Trochę frustrujące, trochę irracjonalne, ale w końcu ludzie tak właśnie działają w kryzysowych sytuacjach. Mogłabym napisać więcej o głównych postaciach, ale sądzę, że powinniście sami zapoznać się z ich historią.

"Wszystko, Czego Pragnęliśmy" to nie jest historia miłosna. To nie jest łatwa lektura. To książka inspirująca, prawdziwa, poruszająca tak ważne tematy jak znęcanie seksualne, wykorzystanie kobiet, gwałt, znęcanie się psychiczne, a także opisująca jak ważne są relacje rodzinne między dzieckiem, a rodzicem. To jedna z tych książek, po którą powinien sięgnąć każdy, nieważne od płci, wieku, koloru skóry. Tutaj chodzi o przemyślenie tego, co Emily Giffin pragnie przekazać - że o tak ważnych tematach trzeba mówić. I może zmienienie swojego postępowania, myślenia i edukowanie innych o tak ważnych rzeczach, aby pomóc im wyrosnąć na ludzi dobrych i uczciwych.

Tytuł: Wszystko Czego Pragnęliśmy
Autor: Emily Giffin
Tytuł oryginału: All We Ever Wanted
Data premiery: sierpień 2018
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

JUŻ TERAZ NA MOIM INSTAGRAMIE MOŻECIE WYGRAĆ WŁASNY EGZEMPLARZ KSIĄŻKI! ZAPRASZAM DO ROZDANIA!
Czytaj dalej »

czwartek, 19 lipca 2018

Eve Jagger - Jackson



Jackson to mężczyzna z planami na przyszłość. Kiedy jego kariera wreszcie nabiera rozpędu, podejmuje decyzje, że czas najwyższy poszukać sobie wybranki. Zakłada konto na portalu randkowym i kieruje się listą cech, które powinna mieć jego przyszła ukochana. Umawia się na randki, jednak w żadnej kobiecie nie widzi materiału na żonę. Do czasu aż podczas luźnego spotkania z partnerem biznesowym poznaje Skylar. Skylar jest dzika, seksowna i zupełnie niewpasowująca się w jego wyobrażenie kobiety, z którą mógłby stworzyć stabilną przyszłość. Ale nie może wybić jej sobie z myśli i szybko okazuje się, że to, czego chciał, wcale nie było tym, czego potrzebował.

Seria "Sexy Bastards" Eve Jagger to jedna z moich ulubionych serii erotycznych wydawanych w ostatnim czasie. Są przyjemne, zawsze mają ciekawą fabułę oraz przemyślanych i dających się lubić bohaterów, a w dodatku nutkę pikanterii. Dlatego też bardzo wyczekiwałam premiery ostatniej części z serii, a mianowicie "Jacksona".

Jackson przewija się w poprzednich trzech książkach, głównie w tomie trzecim, jako nadopiekuńczy brat Shelby, która umawia się z Knoxem. Podczas gdy poprzedni bohaterowie byli typowymi kobieciarzami, Jackson wśród nich trochę odstaje. Ma plany na przyszłość, które zawierają stabilną pracę jako architekt, piękny dom, żonę i dzieci. Stworzył listę cech, których pragnie u swojej małżonki i umawiając się na internetowe randki, pragnie ją odnaleźć. Chociaż Jacksonowi nie udało się rozkochać mnie tak mocno, jak zrobił to Cash, bardzo polubiłam jego postać. Jest oddany swojej pasji i pracy, troskliwy i niewiarygodnie seksowny.

"On chce szczegółowego planu. Osi czasowej. Listy punktów do odfajkowania. A ja chcę po prostu żyć - ile tylko dam radę i najszybciej, jak się da."

Eve Jagger zastosowała tutaj ciekawą technikę, ponieważ zamiast stworzenia kolejnego schematycznego bad boya, poszła w stronę stworzenia bad girl. Skylar to kobieta żyjąca chwilą, dla której nie ma miejsca na plany i myślenie o przyszłości. Lubi każdą najmniejszą przygodę, spontaniczność, podróże. Z powodu niespodziewanych problemów kilka lat wcześniej, nie angażuje się w związki i robi wszystko, aby ochronić swoje serce przed złamaniem. Skylar jest dość specyficzną postacią. Nie mogłabym powiedzieć, że ją pokochałam, ale rozumiałam jej zachowanie i myślenie. Nikt nie powinien przechodzić przez rzeczy, przez które przeszła ona, a wiadomo, że każde przykre doświadczenie zostawia za sobą blizny i zmienia sposób myślenia. Nie zawsze zgadzałam się z jej poczynaniami, ale je rozumiałam. Podziwiam jednak Jacksona, że wybaczył jej pewien czyn, który mocno zaważył na mojej ocenie jej postaci. Na jego miejscu nie zrobiłabym tego tak szybko, o ile w ogóle bym była w stanie. Ale najwyraźniej dla miłości robi się nawet niemożliwe rzeczy.

"Byłam głupia, wierząc, że ktoś zostanie ze mną na zawsze. Nie ma żadnego "zawsze". Wszystko może się skończyć choćby jutro, bez ostrzeżenia. Pstryk i znika."

Skylar i Jackson nie mogliby się od siebie różnić bardziej. Mają zupełnie inne spojrzenie na świat, inne podejście do ich związku, a jednak nieważne co robią, ciągle ich do siebie ciągnie. Idealne zdefiniowanie powiedzenia przeciwieństwa się przyciągają. Chociaż tak różni, balansują siebie i prowadzą na wyboistych drogach. Podczas gdy ona jest szalona, on trochę nudnawy, okazuje się, że wiele mogą się od siebie nauczyć. Lubię dynamikę ich związku, oczywiście na początku wszystko opierało się na czysto fizycznej fascynacji, stopniowo jednak zaczęło się zamieniać się w coś więcej. Nie zabrakło wielu gorących, pikantnych scen łóżkowych, jednak zostały opisane dobrze i nie nudziły. Coś, co nie miało mieć żadnej przyszłości, szybko stało się poważne i prawdziwe. Nie zabrakło tu momentów łamiących serce, ale wszystko połączyło się w bardzo fajną, przyjemną historię.

Historia rozpoczyna się prologiem z przeszłości Jacksona, ukazując nam moment, który ukształtował go na człowieka, jakim jest dzisiaj. Fabuła chociaż utrzymana w lekkim tonie, porusza wiele smutniejszych tematów, sprawiając, że nie można się oderwać od lektury, ale jednocześnie nie przytłacza. Pióro autorki jest lekkie i łatwe w odbiorze. Bardzo polubiłam tę serię i żałuję, że "Jackson" jest jej ostatnią częścią. Osobiście bardzo chętnie przeczytałabym także o Parkerze, Ruby i innych drugoplanowych postaciach, które stale pojawiały się w tle każdej książki. Mam nadzieję, że autorka wróci do tych bohaterów, bo stworzyła ciekawy, miły świat, do którego bardzo chętnie uciekam, kiedy potrzebuję czegoś relaksującego i niewymagającego. Może nie są to książki z najwyższej półki, ale zawsze miło po nie sięgam. Polecam wam, jeśli szukacie czegoś w tym stylu :)

"Świat jest pełen piękna. Niesamowite, jak niewiele z niego na co dzień dostrzegamy."

Tytuł: Jackson
Autor: Eve Jagger
Seria: Sexy Bastard. Tom 4
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 8 czerwca 2018
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

niedziela, 15 lipca 2018

K. A. Linde - Dziewczyna Mojego Brata


Emery wraca do rodzinnego miasta w Lubbock, porzucając za sobą studia doktoranckie i nieudany związek z mężczyzną, który ją zdradził. Miasto niesie za sobą wiele wspomnień z jednym z rodziny Wrightów, który dekadę temu złamał jej serce i porzucił. Więc kiedy jej najlepsza przyjaciółka decyduje się zaciągnąć ją na wesele, wesele Wrightów, jest do tego pomysłu sceptycznie nastawiona. Obawia się spotkania z byłym ukochanym, ale kiedy się tam pojawia, to nie ten brat przyciąga jej uwagę. Najstarszy z rodzeństwa, Jensen Wright, od razu zauważa Emery. Atrakcyjny rozwodnik i kobieciarz pragnie pięknej, nieznajomej kobiety w swoim łóżku za wszelką cenę. Chociaż Emery nie potrafi mu się oprzeć, wie, że Jensen jest jej zakazany - w końcu jest bratem jej byłego chłopaka. A Jensen ma za sobą zbyt wiele przeżyć, aby pozwolić kolejnej kobiecie zdobyć jego serce i zaufanie. 

Jakiś czas temu czytałam "Teraz Albo Nigdy", czwartą część serii "Mister Wright", która opowiadała historię Morgan oraz Patricka. Postanowiłam sobie wtedy, że przeczytam również poprzednie tomy, więc kiedy na przecenach w Biedronce złapałam pierwszą część, oczywiście musiałam ją zakupić i od razu wziąć się do czytania.

"Dziewczyna Mojego Brata" opowiada o Emery oraz Jensenie, najstarszym z rodzeństwa Wrightów. Jensen ma za sobą ciężką przeszłość ze swoją byłą żoną, która zrobiła z niego człowieka nieufnego i zamkniętego na związki. Jednak gdy na ślubie jego siostry poznaje Emery, wszystkie jego zasady zapadają w niepamięć, bo jedynie czego pragnie, to poznać ją bliżej. Lubię postać Jensena, chociaż za nim nie szaleję. Brakowało mi w nim czegoś, co sprawi, że jego postać zapadnie mi w pamięć. To samo z resztą czuję w związku z Emery. Obydwoje byli w porządku postaciami, ale nie więcej. Patrick i Morgan z czwartego tomu byli bardzo barwnymi, ciekawymi postaciami, których polubiłam już od razu, tutaj natomiast mi tego zabrakło.

Jeśli chodzi o relację pomiędzy Emery i Jensenem, romans również wypadł dosyć słabo. Duża część ich związku opierała się na kłamstwach i sekretach, które mieszały w dynamice ich relacji. Moim zdaniem wszystko to rozwinęło się zbyt szybko, zważywszy na to, że Emery ledwo co wyszła z kilkuletniego związku, a Jensen sobie powtarzał, że nie bawi się w prawdziwe związki. To skutkowało tym, że ciągle na ich drodze pojawiały się problemy, spowodowane nieumiejętnością komunikacji i wzajemnego zrozumienia. Ale pojawiały się pomiędzy nimi także urocze i gorące momenty, które umilały lekturę całej książki.

Fabuła książki była w porządku, chociaż wiedziałam w którą stronę zmierza autorka. Nie przeczytałam tutaj nic nowego, czego nie przeczytałam do tej pory w innych romansach, dlatego nie mogę powiedzieć, że książkę pokochałam. Ale czytało się ją miło, szybko i na pewno będę chciała sięgnąć po kolejne dwa tomy. Ciągle pojawiające się postaci Landona oraz Heidi bardzo mnie zaciekawiły, więc jestem gotowa dowiedzieć się co autorka wymyśliła dla nich. Niestety na razie w moich oczach wygrywa historia Morgan i Patricka, bo tam było wszystko, co lubię. Tutaj zabrakło mi tej intensywności, napięcia i niezaprzeczalnej chemii między głównymi bohaterami. Jeśli szukacie czegoś lekkiego i szybkiego na lato, ta książka wam się spodoba.

"Miłość jest trudna. 
Potrafi wstrząsnąć tobą do głębi jestestwa. 
Zmienia cię w inną osobę.
Ale to właśnie czyni ją piękną. Kiedy wiesz, że nikt inny na świecie nie mógłby sprawić, że czujesz się wtedy w ten sposób. Kiedy akceptujesz ból i prawdziwie doświadczasz tego, czym jest bycie razem."


Tytuł: Dziewczyna Mojego Brata
Autor: K. A. Linde
Seria: Mister Wright
Tytuł oryginału: The Wright Brother
Data premiery: 27 września 2017
Liczba stron: 300
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska 
Ocena: 6/10
Czytaj dalej »

wtorek, 10 lipca 2018

Helena Hunting - Pucked


Violet Hall trzyma się od hokeistów z daleka. Obserwując poczynania swojego brata, jest zupełnie obrzydzona reputacją jego kolegów z drużyny. Dlatego chociaż zauważa atrakcyjnego kapitana drużyny, Alexa Watersa, nie jest nim zainteresowana. Do czasu aż Alex zmienia jej błędne przeświadczenie o hokeistach, a Violet pragnie poznać coś więcej, niż tylko jego niesamowite ciało. Jednakże życie w świetle reflektorów jest o wiele mroczniejsze i trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Kiedy ich związek nabiera rozpędu, wraz z nim pojawiają się nowe problemy. 

"Pucked" to moje pierwsze spotkanie z Heleną Hunting, i do momentu ogłoszenia zapowiedzi, tak naprawdę ani o książce, ani o autorce nawet nie słyszałam. Zobaczyłam jednak duże poruszenie, że książka pojawi się na polskim rynku, więc naturalnie zapragnęłam ją przeczytać. Okazja się nadarzyła, gdy Zaczytana Bella ogłosiła booktour właśnie z tą książką. Zgłosiłam się i jakiś czas później książeczka do mnie dotarła, więc od razu podeszłam do lektury, żeby sprawdzić o co takie halo.

Po lekturze tej książki, w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie: Co ja właśnie przeczytałam?Długo się zastanawiałam, czy nie poświęcić tej recenzji na gadaninę o wszystkim co doprowadziło do właśnie takiego pytania, ale doszłam do wniosku, że szkoda mojego czasu. Pierwsze (mniej więcej) sto stron naprawdę mnie wciągnęło, głównie przez humorystyczny wydźwięk książki. Przez dobrą godzinę śmiałam się sama do siebie i dobrze się bawiłam. Ale jak to się mówi, żart powtarzany niezliczoną ilość razy staje się nieśmieszny. A wyobraźcie sobie, że książka ma ponad 450 stron i przez te setki stron autorka ciągle pisze o tym samym, chyba mając nadzieję, że jeśli zmieni scenerię i kontekst, to nadal będzie mnie bawić umawianie się z cyckami, czy nazywanie swojej kobiecej części ciała "bobrem".

Główna bohaterka, Violet, to teoretycznie kobieta dorosła, księgowa, która pragnąc uzyskania niezależności przeprowadza się do domku nad basenem, kilka metrów od głównego domu jej matki i ojczyma. Autorka pragnąć stworzyć bohaterkę dziwną, ale w ten uroczy sposób, stworzyła po prostu postać dziwną i niezręczną. Jej zachowanie przypominało mi dziecko, z tym, że jej myśli nie kręciły się wokół zabawek i przyjaciół, a Alexa, a dokładniej jego "GK". Mogłabym tu zacytować fragment kiedy śniła o jego męskim przyrodzeniu w przebraniu supermena, z peleryną i wszystkim. Ale wam tego nie zrobię, bo mnie te obrazy będą prześladować przez długi czas. Jeśli chodzi o Alexa, to on był w miarę normalny. Tak naprawdę polubiłam jego postać, bo rozdziały jego oczami wreszcie nadawały książce względnej normalności. Z ich dwójki to od niego wyczuwałam większe zaangażowanie w związek emocjonalny, niż fizyczny. Oczywiście nadszedł w końcu moment kiedy wszystko zepsuł i może by mnie jego zachowanie przejęło, gdybym nie była na etapie zupełnego nie dbania o to, czy oni w końcu będą razem, czy może skoczą z mostu i odlecą w siną dal na jednorożcach.

Do tej pory tak naprawdę nie wiem o czym była ta książka. I tak, zdaję sobie sprawę, że to erotyk, ale błagam... Nawet książki erotyczne muszą mieć jakiś zamysł, bo mam wrażenie, że tutaj autorce tego zabrakło. Na główny plan wychodził zachwyt Violet nad jakże wielkim przyrodzeniem Alexa, wymyślaniem żenujących historyjek z nim w roli głównej i gadanie o nim. Rany, ona nawet stworzyła mu pelerynę i kiedy Alex spał, założyła ją na jego członek. To nie jest normalne, prawda? Czy tylko ja tak sądzę? Brak jakiejkolwiek fabuły równał się z tym, że co chwila pojawiały się łóżkowe sceny, które po jakimś czasie po prostu już przewijałam, bo były żenujące i ani trochę pikantne. Zupełnie nie mogłam wczuć się w bohaterów i ich życie, przez cały czas była pomiędzy nami ta granica "książka", a "rzeczywistość".

Ale nawet mimo tego nie byłoby tak źle, bo książkę czytało się lekko. Natomiast to co strasznie zaczęło mi doskwierać, to stosunek wszystkich bohaterów do innych kobiet. Słowa "dziwka" czy "suka" rzucane były na prawo i lewo, jakby autorka miała w głębokim poważaniu, że przez dobre czterysta stron zupełnie poniża kobiety, robiąc z nich nic więcej, jak maszyny do seksu dla tych wszystkich hokeistów. W pewnym momencie Violet nawet matkę Alexa nazwała "suką" (na szczęście tylko w myślach), bo nie spodobało jej się to, że jej od razu nie pokochała.

Historia mogłaby być naprawdę urocza, gdyby autorka ją dopracowała. Nie mogę jej określić najgorszą książką, jaką przeczytałam, bo tak naprawdę wcale nie było aż tak źle i bywały momenty kiedy było zabawnie. Może gdyby książka trwała dwieście stron, a nie czterysta to bym się tak nie wymęczyła, ale przez długość tej książki i ciągle powtarzające się schematy czytanie ciągnęło się za mną aż tydzień. Oczywiście wiem, że niektórym osobom takie książki mogą się spodobać. Ja jednak już dawno porzuciłam wychwalanie takich "jedno wieczorówek", które są właściwie o niczym, bo nawet od erotyka wymagam coś więcej, niż ciągłe gadanie o seksie, uprawianie seksu, czy myślenie o seksie.

Tytuł: Pucked
Autor: Helena Hunting
Cykl: Pucked. Tom 1
Data premiery: 30 maja 2018
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Liczba stron: 453
Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Zaczytanej Belli i Wydawnictwu Szósty Zmysł :)
Czytaj dalej »

niedziela, 8 lipca 2018

Mid-Year Book Freak Out Tag - Czytelnicze Podsumowanie Półrocza 2018


Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie zagraniczna booktuberka LovelyLikeLaura. Polega on na podsumowaniu półrocza danego roku poprzez odpowiedź na kilka pytań i oczywiście pomysł od razu skusił mnie, aby samej wziąć udział w zabawie. Do tej pory udało mi się przeczytać jakieś 58 książek i jestem z tego wyniku bardzo dumna, a dodatkowo w czerwcu minęło dokładnie pół roku odkąd pojawiłam się w świecie blogosfery i bookstagrama. Dzisiaj podzielę się z wami moimi osobistymi refleksjami na temat książek, które mnie w tym pierwszym półroczu oczarowały, albo rozczarowały. Zapraszam do czytania!


1. Najlepsza przeczytana książka.

Pytania typu "najlepsza" "ulubiona" to najgorsze pytania, jakie można mi zadać. Jestem osobą, której często podoba się wiele rzeczy na raz i nie potrafię wybrać tej jednej, która wygrywa. Dlatego jeśli chodzi o najlepsze książki przeczytane w tym półroczu, muszę tutaj wskazać "Consolation" Corinne Michaels oraz "Begin Again" Mony Kasten. Obydwa tytuły były moimi pierwszymi spotkaniami z autorkami i obydwie świetnie trafiły w moje gusta czytelnicze. Skradły moje serce i jestem pewna, że jeszcze nie raz do nich wrócę. Ich recenzje możecie znaleźć na blogu tutaj oraz tutaj.

2. Najlepsza kontynuacja serii.

Tutaj pojawił się problem, bo chyba nie przeczytałam jeszcze w tym roku żadnej pełnej serii, chociaż zaczęłam kilka, a jeszcze nie udało mi się skończyć. Jednak po przejrzeniu książek jakie przeczytałam, muszę tutaj wskazać na "Złe Serce" Leisy Rayven. Wiem, że ta "Zła" seria ma przeróżne opinie w książkowym świecie i odnosi się to głównie do dwóch pierwszych tomów, ja jednak zawsze te książki lubiłam. Bardzo długo wyczekiwałam na "Złe Serce" i szybko okazało się, że ta historia wygrywa z całej trylogii. Książka dzieje się w świecie celebrytów, filmów, teatru, a ja bardzo lubię takie klimaty w połączeniu z genialnym romansem.

3. Nowość, której jeszcze nie przeczytałeś, ale bardzo chcesz to zrobić.

Tutaj tak naprawdę mogłabym wymienić wiele tytułów, ale postanowiłam postawić na jeden, którego długo wyczekiwałam. A mianowicie mam na myśli "Rozdarte Serce" Scarlett Cole z serii "Tatuaże". W zeszłym roku przeczytałam tom pierwszy i bardzo mi się podobał, a postać Cujo zaciekawiła mnie już od pierwszego poznania. Myślę, że to będzie naprawdę świetna książka i nie mogę się doczekać, aż wreszcie ją przeczytam.

4. Najbardziej wyczekiwana premiera drugiej połowy roku.

Trudno mi tu stwierdzić, czego najbardziej wyczekuję, nie znając dokładnych planów wydawniczych. Jestem jednak bardzo ciekawa "Poświęcenia" Adriany Locke, która wychodzi właściwie za kilka dni. Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, więc naturalnie moja ciekawość z każdym nowym dobrym słowem wzrasta. Nie jestem pewna kiedy będę mogła nabyć własną kopię, ale jest jedną z książek, którą bardzo chcę przeczytać. Wiem też, że wydawnictwo ma plany wydania kolejnego tomu, więc jego także bardzo oczekuję.

5. Największe rozczarowanie tego półrocza.

Od razu zaznaczę, że to tylko i wyłącznie moja opinia, ale tutaj powinnam wspomnieć o "Zakochać się na Zabój" Max Monroe. Pamiętam, że byłam tej książki bardzo ciekawa, chociaż nie jest jakoś bardzo znana wśród czytelników. A kiedy już ją przeczytałam... złapałam się za głowę. Nie chcę tu obrażać autorki, ale książka była po prostu dnem. Żenująca, na siłę zabawna, a główni bohaterowie wyrwani wręcz prosto z psychiatryka. Zaraz po przeczytaniu wyparłam ją z moich myśli, więc teraz na szczęście nawet nie pamiętam o co dokładnie tam chodziło. Nie, nie i nie.

6. Największa niespodzianka tego półrocza.

Myślę, że jedną z książek, która zaskoczyła mnie najbardziej jest "Egomaniac" Vi Keeland. Do czasu kiedy po nią nie sięgnęłam, miałam dość niskie zdanie o książkach tej autorki. Bywało, że mi się podobały, ale też niektóre mnie zawodziły. Dopiero po przeczytaniu "Egomaniaca" zauważyłam jej potencjał. Oczywiście nadal nie są to najwspanialsze książki, bo autorka pisze je raczej, aby zapewnić kobietom chwile relaksu, ale tak - zaskoczyło mnie to, jak bardzo mi się ta historia spodobała.

7. Nowy ulubiony autor.

Zdecydowanie Corinne Michaels. Po moim nieskrywanym uwielbieniu do "Consolation" i "Conviction", wpadłam w wir czytania każdej wydanej książki przez tę autorkę w języku angielskim. W moich oczach trafiła do jednego worka z tymi autorkami, po których książki mogę sięgać z zamkniętymi oczami. Jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych autorek tego roku i ogólnie.

8. Najnowszy crush książkowy.

O rany... mam wrażenie, że lecę na prawie każdego książkowego faceta, bo moja wyobraźnia jest bardzo bujna. Ale skoro w pytaniu jest "najnowszy" to patrząc na książki, które przeczytałam w ostatnim czasie... będę musiała wybrać tutaj Spencera z "Trust Again" Mony Kasten. Która kobieta nie chciałaby mieć dla siebie takiego faceta? Jest troskliwy, kochany i zawsze można na nim polegać. Nie wspominając o tym, że niemożliwie seksowny, do schrupania.

9. Najnowszy ulubiony bohater.

To jak wybieranie swojego ulubionego dziecka - po prostu się nie da. Ale tak najbardziej, najbardziej polubiłam Kadena z "Begin Again" Mony Kasten. Dawno nie miałam do czynienia z facetem tak zimnym, chamskim, seksownym, a zarazem czarującym i rozkosznym (za te określenia byłby skory mnie zmrozić wzrokiem). Zawsze jest na "nie", wiele rzeczy mu nie pasuje, a sytuacje z jego udziałem w roli głównej doprowadzały mnie do napadu śmiechu. Myślę, że oboje byśmy się dogadali, bo mamy podobne charaktery 😂.

10. Książka, która doprowadziła mnie do łez.

Mnie nie trudno doprowadzić do łez, bo strasznie łatwo się wzruszam. Ale jedną z książek przy której nieopanowanie ryczałam było "Poza Rytmem" Brittainy C. Cherry, która swoją premierę miała w zeszłym miesiącu. Bez dwóch zdań jest to jedna z najlepszych autorek, bo ona zawsze mnie rozwala emocjonalnie swoimi historiami. Może nie jest to moja ulubiona książka spod jej pióra, ale niektóre momenty wprowadziły mnie w emocjonalny dołek i łzy poleciały.

11. Książka, która mnie uszczęśliwiła.

Wiele książek mnie uszczęśliwia. Ale jeśli chodzi o jeden tytuł, który był lekki i zabawny, przy którym się bardzo dobrze odprężyłam, będzie to "Sweet Cheeks" K. Bromberg. Może nie jest to książka nie wiadomo jak wspaniała, ale bardzo mnie uszczęśliwiła. Była idealnie urocza, słodka i zabawna i zdecydowanie jeszcze nie raz do niej powrócę.

12. Ulubiona adaptacja filmowa książki, którą obejrzałaś w tym półroczu.

Myślę, że nie ma takiej książki, którą przeczytałam i zarazem obejrzałam jej adaptację filmową w tym półroczu. Ale byłam na filmie, który jest adaptacją i bardzo, bardzo mi się podobał. A mianowicie mam tu na myśli "Twój Simon", który jest adaptacją filmową książki "Simon oraz inni homo sapiens" Becky Albertalli. Wybrałam się na niego z przyjaciółkami i bawiłyśmy się świetnie - podczas jednej z ostatnich scen cała sala kinowa zaczęła klaskać i wiwatować i zdecydowanie długo tego nie zapomnę. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać książki, ale na pewno mam to w planach.

13. Ulubiona recenzja na blogu z tego półrocza.

Jedną z najbardziej wymagających recenzji jaką przyszło mi napisać w tym półroczu jest recenzja książki "Bez Lęku" Mii Sheridan. Jest to jedna z najtrudniejszych do zrozumienia książek jaką przeczytałam, a pisząc recenzje spotkałam wiele wyzwań, aby nie zdradzić żadnego szczegółu, a jednak zachęcić was do sięgnięcia po nią. Myślę, że spisałam się dobrze i jestem z niej zadowolona :)

14. Najładniejsza okładka książki kupionej w tym półroczu.

Niekoniecznie jest to książka kupiona przeze mnie, bo dostałam ją od Wydawnictwa Otwartego, ale tutaj najbardziej pasuje okładka "Nieba na Własność" Luke'a Allnutta. Jest kolorowa, artystyczna i prześliczna. Tekst na samym środku okładki idealnie oddaje przesłanie historii. Zdecydowanie jest to jedna z najładniejszych okładek, jaką posiadam na swojej półce.

15. Książka, którą chcesz skończyć czytać w następnym półroczu.

Zazwyczaj nie lubię zaczynać książek i odkładać ich na półkę, dopóki ich nie skończę. Będę się z nimi męczyła, choćby nie wiem ile miało mi to zająć i w końcu wreszcie ją skończę. Ale kilka miesięcy temu nabyłam "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes i chociaż zaczęłam ją czytać, to do tej pory nie ukończyłam. Zaczęłam jednocześnie czytać inne książki i ta odeszła w zapomnienie, co aż wstyd przyznać. Mam ogromną nadzieję, że w drugim półroczu uda mi się ją skończyć.


To by było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy BookTag. Nie będę tu typować nikogo konkretnego, ale zapraszam was do zabawy. Jeśli opublikujecie ten BookTag u siebie, pamiętajcie, aby w komentarzu zostawić linka, a ja na pewno do was zajrzę! Piszcie co sądzicie o moich odpowiedziach i jakie są wasze własne opinie.

Jeśli macie do mnie jakieś książkowe pytania albo pomysły na BookTagi, możecie do mnie napisać chociażby w komentarzu, wiadomości prywatnej na moim Instagramie, czy na e-maila. Na pewno chciałabym w przyszłości pisać więcej wpisów tego typu, więc każdy pomysł się liczy :)
Czytaj dalej »

czwartek, 5 lipca 2018

Luke Allnutt - Niebo na Własność | PRZEDPREMIEROWO


Rob i Anna poznali się na studiach i od tamtej pory ich miłość jedynie wzrastała na sile. Gdy na świat przychodzi ich syn, Jack, wydaje się, że ich życie nie mogłoby być szczęśliwsze. Jest ich oczkiem w głowie i źródłem bezgranicznego szczęścia. Niestety w wieku pięciu lat, Jack wykazuje objawy, które niepokoją rodziców. Podczas wizyty u lekarza, chłopiec zostaje zdiagnozowany z nowotworem mózgu. Zrozpaczeni rodzice pragną zrobić wszystko, aby wyleczyć swojego ukochanego syna i zwyciężyć z niespodziewaną chorobą. Przed nimi kręta droga, pełna żalu, rozpaczy, nadziei, bezsilności, a w końcu uzdrowienia. 

"Niebo na Własność" nie jest typową lekturą po jaką zazwyczaj sięgam. Tym bardziej, że porusza tematykę ciężkiej, śmiertelnej choroby, a ja z wielu powodów zawsze takowej unikałam. Nigdy nie czułam się na siłach, by czytać książki o ludzkim cierpieniu, bo jestem z natury osobą emocjonalną i wrażliwą, a takie autentyczne, surowe historie na długo zostają w moich myślach i nie dają spokoju. Sięgam po książki z happy endami, bo przy nich czuję się bezpiecznie i są pewną odskocznią od przykrego, trudnego codziennego życia. Dlatego przeczytanie tej pozycji było dla mnie pewnym wyzwaniem, którego zapragnęłam się podjąć.

Luke Allnutt do tej pory był dla mnie autorem nieznanym. "Niebo na Własność" to jego debiut - według mnie bardzo udany. Książka powstała jakiś czas po tym, jak sam autor został zdiagnozowany z nowotworem jelita grubego. Była wyrazem jego strachu i przerażenia, przytłaczających uczuć związanych z niespodziewaną chorobą.

Już sama świadomość, że historia opowiada o Jacku, kilkuletnim dziecku u którego zdiagnozowano ciężki rodzaj raka mózgu, sprawiła, że o wiele trudniej było mi podejść do tej lektury niż do każdej innej. Autor w ciągu tych kilkuset stron przedstawia nam historię Anny, Roba i Jacka, począwszy już od pierwszego spotkania Anny oraz Roba. Opowiedziana oczami ojca daje nam możliwość zajrzenia wgłąb człowieka, któremu przychodzi zmierzyć się z ciężką chorobą ukochanego syna.

"Niebo na Własność" to książka, która ukazuje przykry porządek świata. Jack jest jedynie pięcioletnim chłopcem, kiedy pojawiają się pierwsze objawy groźnej choroby. Problemy z koncentracją, zawroty głowy, aż w końcu przykra diagnoza raka mózgu. Poznajemy go jako młodego, pełnego energii i pasji chłopca, który ma ogromne zamiłowanie do wspinania się na ogromne budowle i robienia z nich zdjęć. Obserwowanie jak choroba powoli wyniszczała jego zapał do życia złamała moje serce, a przecież nigdy nie przyszło doświadczyć mi tego na własnej skórze. Czytanie tej lektury uświadomiło mi jak kruche jest życie każdego człowieka. Przecież każdy z nas jest świadomy swojej śmierci, która jest nieodłącznym elementem naszego życia, ale to dopiero w chwilach takich jak strata kogoś bliskiego, uświadamiamy sobie, jak szybko, łatwo i niespodziewanie może do tego dojść. Jednego dnia tworzenie planów, cieszenie się z życia i korzystanie z niego może być dla nas najnormalniejszą czynnością, a drugiego niespodziewanie staje się to czymś niewłaściwym. Wystarczy dosłownie chwila, by czyjeś życie zmieniło się już na zawsze.

Strata dziecka to najgorsze co może przydarzyć się rodzicom i historia utraty Jacka przez Annę i Roba absolutnie złamała moje serce. Luke Allnutt ukazał jak różnie każdy człowiek reaguje na żałobę, jak desperacko pragnie uratować swoje dziecko przed śmiercią i do czego jest zdolny się posunąć, sprawiając, że wielokrotnie byłam na skraju łez. Lektura takich książek zmusza do refleksji nad tym, jakie szczęście mamy posiadając to, co jest dla nas najważniejsze i sprawia, że natychmiastowo bardziej to doceniamy. W końcu ilu z nas bierze na pewnik pewne osoby, rzeczy, nie zdając sobie sprawy, że tak szybko może tego zabraknąć?

Mogłabym się przyczepić do kilku rzeczy. Między innymi do postaci Anny i Roba, których naprawdę starałam się zrozumieć i polubić, ale nie udało mi się tego dokonać. W wielu momentach tak naprawdę mnie od siebie odpychali. Ale może właśnie tak powinno być? W końcu każdy człowiek reaguje zupełnie inaczej na ciężkie sytuacje, czasami zupełnie nie myśląc przy tym racjonalnie. Koniec końców to właśnie ich zachowanie nadało książce realizmu, jaki bardzo cenię sobie w tego typu literaturze.

"Niebo na Własność" bez dwóch zdań jest lekturą wartą przeczytania, porusza zakamarki naszej duszy. Jest ostoją i nadzieją dla tych, którzy zmagali się z chorobą, albo utracili kogoś bliskiego. Napisana przez człowieka, kto doskonale rozumie jak to jest kiedy jednego dnia życie może stanąć do góry nogami, jak trudno jest zacząć żyć od nowa po tragedii, która zmienia człowieka. Wystarczy uświadomić sobie jakie znaczenie skrywa za sobą sam tytuł, by lektura nie opuściła naszych myśli przed długi czas. Autor wielokrotnie posunął się o wręcz poetyckie poruszenie niektórych spraw, które sprawiły, że z pewnością na niektóre rzeczy będę patrzeć teraz inaczej. Zdanie z okładki idealnie podsumowuje przesłanie książki - kiedy wszystko jest stracone, liczy się tylko miłość. Bo w najtrudniejszych momentach życia bez miłości ciężko byłoby nam przetrwać. Zdecydowanie polecam sięgnąć po tę książkę, jest jedną z tych, która na długo zostaje w naszych sercach.

Tytuł: Niebo na Własność
Autor: Luke Allnutt
Tytuł oryginału: We Own The Sky
Data premiery: 17 lipca 2018
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10

Za egzemplarz i możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia