niedziela, 16 lutego 2020

Lex Martin - Dearest Madeline



Madeline ma jedno postanowienie – już nigdy nie umówi się ze sportowcem. Nie po tym, jak przyłapała swojego faceta na zdradzie.

Razem ze spakowanymi kartonami i złamanym sercem ląduje u przyjaciółki ze studiów. Na szczęście może rzucić się w wir pracy, aby zapomnieć o tym, co było. Jednak w najmniej spodziewanym momencie pojawia się on.

Darren to nowy zawodnik NFL i gorąca gwiazda amerykańskiego futbolu. Kiedy odkrywa, że jego sąsiadka ma nową współlokatorkę, liczy na przyjaźń… z bonusami. Czy Madeline złamie dla niego swoje postanowienie?

Lex Martin po raz kolejny uraczyła mnie cudowną, słodką historią. Jako że uwielbiam romanse studenckie, trafiłam na tę serię idealnie. Jej historie to dokładnie to, czego potrzebuję, gdy mam ochotę na coś przyjemnego i nie do końca wymagającego - wtedy sprawdzają się idealnie. "Dearest Madeline" to już trzecia część, chociaż przyznam szczerze, że zabierając się za nią zupełnie nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Nie czytałam opisu, nie znałam więc nawet głównych bohaterów. A od przeczytania dwóch poprzednich części minęło już tyle czasu, że oboje przewijali się już wcześniej.

Gdy Madeline przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie, przysięga sobie, że już nigdy nie zaufa żadnemu sportowcowi. Z własnego doświadczenia wie, że ich pokusy są zbyt wielkie i nie warto. Postanawia się skupić na swojej wymarzonej pracy dziennikarki i zapomnieć o nieudanym związku. Z górą kartonów ląduje u swojej przyjaciółki ze studiów. Pech jednak chciał, że jej sąsiadem okazuje się być nie kto inny, jak Daren, gwiazda futbolu amerykańskiego, którego poznała już lata temu. Jego piękna buźka i charyzmatyczna osobowość z daleka krzyczą, że chłopak to same kłopoty. Dla niej i dla jej serca.

Gdy Madeline zostaje wkręcona w serię programów telewizyjnych poświęconych sportowcom, nie ma wyjścia, jak się zgodzić. Oznacza to jednak, że będzie musiała więcej przebywać w towarzystwie Darena, od którego najchętniej trzymałaby się z daleka. W końcu dobrze zna takich jak on. Jednak im bliżej się poznają, tym bardziej Maddie się przekonuje, że Daren nie jest w żadnym stopniu podobny do jej byłego. Ale nawet jeśli pomimo parą iskrzy, dziewczyna dobrze wie, że nie powinna się umawiać z kimś, z kim pracuje.

Z każdą kolejną książką coraz bardziej przekonuję się, że ta seria niesamowicie przypomina mi "Off-Campus" oraz "Briar U" Elle Kennedy. Gdybym miała przeczytać tę historię bez znajomości tytułu i autora, ciężko byłoby nie powiedzieć, że są podobne. Ale to bardzo dobrze, bo obydwie serie Elle Kennedy są jednymi z moich najulubieńszych na całym świecie, a teraz "Dearest Madeline" rozkochała mnie w sobie równie mocno. Czytałam ją z mocno bijącym sercem i szerokim uśmiechem na twarzy.

Moje serce? Ten mięsień w piersi, który towarzyszył mi na męczących treningach, sprawia, że płonie całe moje ciało. Rozpada się od miłości, jaką czuję do tej dziewczyny.

Muszę mieć naprawdę słabą pamięć, bo na początku zupełnie nie połączyłam faktów i nie przypomniałam sobie, że zarówno Daren, jak i Madeline, mieli już swoją rolę w poprzednich dwóch częściach. Głównie Daren, który już w pierwszej części został przedstawiony jako były chłopak Clementine, który zrobił w jej życiu wiele bałaganu. Dopiero kiedy ta sytuacja została wspomniana coś mi zaświtało w głowie i przypomniałam sobie, że za chłopakiem niezbyt przepadałam. Jeszcze bardziej interesujące stało się poznawanie historii jego oczami, kiedy dobrze wiedziałam, czego dopuścił się w przeszłości i jak mocno zmienił się od czasów, gdy był głupim nastolatkiem. A uwierzcie, zmienił się niesamowicie i nie sposób się w nim nie zakochać. Daren, którego poznajemy w tej części, oczarował nie tylko Maddie, ale i mnie. Świeżo po zerwaniu ze swoją długoletnią dziewczyną, z którą był w bardzo burzliwym związku, nie ma ochoty pakować się w nowy. Skupia się na sporcie i swojej kwitnącej karierze. Do czasów, aż nie wpada ponownie na Maddie, którą pamięta sprzed kilku miesięcy, gdy została mu przedstawiona przez Clem.

"- Przestań się gapić.
Unosi brwi. Wzrokiem nadal wodzi po mojej twarzy.
- Przestań być tak oszałamiająco piękna."

Maddie także przewijała się już wcześniej, głównie pamiętam ją z tego, że przeprowadzała wywiad z Clementine po wydaniu jej powieści i potem trochę się z nią zakolegowała. Zdradzona przez swojego chłopaka, zupełnie jak Daren nie ma ochoty na nowe związki. Skupia się na swojej pracy i stara się trzymać z dala od swojego nowego sąsiada. Pech tak chciał, że musi z nim pracować nad nową serią telewizyjną, którą Maddie ma prowadzić. No cóż, wszyscy wiemy, jak takie sytuacje się kończą... wkrótce oboje zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Od razu czują ze sobą połączenie, iskry lecą i w końcu postanawiają zrobić z tego użytek i zostać przyjaciółmi z bonusem. Uwielbiam w sposób, w jaki rozwinęła się ich relacja. Wbrew temu czego się obawiałam, autorka nie robiła niepotrzebnych dramatów, które ciągnęłyby się przez pół książki. Dodatkowo docinki między Darenem i Maddie przyniosły mi wiele zabawy, wybuchałam śmiechem niemalże co chwilę. Ich historia to było idealne połączenie humoru, słodkich momentów, wzajemnej adoracji i zrozumienia. Nie spodziewałam się, że tak będzie, ale ta część bez dwóch zdań została moją ulubioną.

Autorka prowadzi fabułę w ten sposób, że nie da się od niej oderwać. Świetna jest nie tylko chemia między głównymi bohaterami, ale historia, jaką oboje mają do opowiedzenia. Jestem wdzięczna, że autorka dała mi szansę poznania przeszłości oczami Darena, bo dało mi to zupełnie inną perspektywę na wszystko, co się wydarzyło z Clementine. I chociaż nie usprawiedliwiam jego czynów, okazuje się, że jest w nim naprawdę dużo więcej, niż jego błędy z młodości. Madeline natomiast to inspirująca babka, która brnie po szczeblach swojej kariery i nikomu nie daje sobą pomiatać. Wykazuje się siłą nawet w momencie, gdy wszystko się sypie, a to jest godne podziwu. Cieszę się, że jej postać pokazuje, że kobiety w świecie sportu to nic nadzwyczajnego i wcale nie muszą być w tym gorsze, niż mężczyźni. Uwielbiam historię, którą nam opowiada.

"Dearest Madeline" to naprawdę rewelacyjne zakończenie trylogii (chociaż autorka wspominała coś o tym, że chciałaby tę serię kontynuować, więc miejmy nadzieję na kolejne części!), której lektura była czystą przyjemnością. Uwielbiam pierwszą część, ale to ta skradła mi większą część serducha. Było coś w Darenie i Maddie takiego, że serducho mi się rozpływało i nie mogłam zmyć głupiego uśmiechu z twarzy. Jeśli jesteście fanami serii, to się nie zawiedziecie. Zwłaszcza, że w tle ciągle gdzieś przewijają się dobrze już nam znane pary. Polecam!
LEX MARTIN to bestsellerowa autorka serii Dearest, All about the D oraz Shameless. Jest utalentowaną pisarką i nauczycielką języka angielskiego. Uwielbia wywoływać czarno-białe zdjęcia, słuchać muzyki z płyt winylowych i zatracać się w doskonałych książkach. Obecnie wraz z mężem i córkami mieszka w Los Angeles.


Tytuł: Dearest Madeline
Autor: Lex Martin
Tytuł w oryginale: Kissing Madeline
Seria: Dearest. Tom 3
Liczba stron: 376
Data premiery: 15 stycznia 2020
Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!



Czytaj dalej »

czwartek, 13 lutego 2020

Brittainy C. Cherry - Eleanor & Grey



Greyson East mnie naznaczył.

Zakochałam się w nim jako młoda dziewczyna, która nie wiedziała nic o życiu.
Dni były idealne… aż wszystko się zepsuło i musieliśmy się rozstać. Pozostawiając za sobą pierwszą miłość, trzymałam się wspomnień i pragnienia, aby móc go odnaleźć.

A kiedy moje marzenie się spełniło, nic nie było takie, jak sobie wyobrażałam.

Zgłaszając się na rozmowę w sprawie posady niani, nie spodziewałam się, że moim nowym szefem będzie chłopak, którego znałam, a który był teraz zimnym, zamkniętym w sobie, samotnym mężczyzną.
Zniknął uśmiech, który tak kochałam, zbladły wspomnienia. Każdą jego cząstkę spowijał świeży ból.
Kiedy Greyson zorientował się kim jestem, wymógł na mnie obietnicę profesjonalizmu w pracy, abym nie próbowała się do niego zbliżać, nie odkurzała wspomnień.

Czasami jednak w jego burzliwych oczach dostrzegałam przebłyski dawnego chłopca. Widziałam tego, który się uśmiechał, który skradł dziewczynie serce i nie miałam wątpliwości, że warto było o niego walczyć.

Dostałam drugą szansę z tym, który mnie naznaczył, więc miałam nadzieję, że w jakiś sposób ja również odcisnę się w jego duszy.

Popełniłam błąd i przed przeczytaniem tej książki naczytałam się opinii na Goodreads, z czego wiele z nich nie wypowiadała się na jej temat zbyt dobrze. Z drugiej strony praktycznie wszystkie polskie czytelniczki wychwalają tę pozycję na prawo i lewo, co skutkowało w tym, że zaczęłam przekładać lekturę "Eleanor & Greya" w czasie, bo bałam się tego, co przeczytam. Brittainy C. Cherry jest jedną z moich absolutnie ukochanych autorek, bez dwóch zdań autorka dobrze wie jak za pomocą słów wywołać milion emocji w czytelniku i wiedziałam, że nie ma innej opcji i tę książkę w końcu przeczytam. Więc czy warto było tak się tym denerwować?

Śmialiśmy się, całowaliśmy, kochaliśmy.
Miłość...
Zakochałam się w nim bez wysiłku. Prawie tak, jakby od zawsze było mi pisane kochać tego mężczyznę.

Eleanor poznała Greya, kiedy przechodziła przez ciężki okres. Jako nieśmiała, introwertyczna, młoda dziewczyna nie miała zbyt wielu przyjaciół, nie zwracała także uwagi chłopców. To dopiero on zobaczył w niej coś, czego nie widział nikt inny. Stał się jej oparciem, gdy jej matka walczyła z rakiem. Ona stała się dla niego światłem w ciemności, gdy zmagał się z samotnością i problemami rodzinnymi. Byli dla siebie bezpieczną przystanią. Dopóki los ich nie rozłączył, sprawiając, że nie widzieli się przez długie lata.

Niemalże dwie dekady później spotykają się ponownie, gdy Eleanor stara się o pracę opiekunki nad dwiema jego córkami. Kobieta nie widzi w nim już jednak tego ciepłego, pełnego współczucia chłopca, którego kochała jako nastolatka. Ten Grey jest oziębły, zamknięty i złamany. Cały jego czas zajmuje praca. Na dodatek zdaje się, że czas, który spędzili razem jako nastolatkowie zupełnie nic dla niego nie znaczy. Eleanor nie potrafi jednak nie czuć do niego współczucia. Gdy patrzy w jego smutne oczy, pragnie jedynie sprawić, aby przestał się czuć samotny. Tak jak on robił to przez długi czas, kiedy byli młodzi. Jednakże czy da się uratować serce kogoś, kto stracił tak ważną jego część?

Nie trzeba było mówić o miłości, by wiedzieć, że istniała. Nie stawała się prawdziwa tylko dlatego, że ktoś o niej mówił. Nie, miłość tkwiła w mroku nocy, lecząc po cichu nasze złamane serca.

Autorka podzieliła książkę na dwie części. Tę pierwszą, gdzie Eleanor i Grey są młodzi, oraz tę drugą, w której spotykają się ponownie kilkanaście lat później. Przez pierwszą niemalże przeleciałam. Brittainy C. Cherry już ma to do siebie, że jej słowa się wręcz spija i nim się obejrzymy, a książka się kończy. Tak się czułam, gdy czytałam pierwszą część. Uwielbiałam ten wgląd w początki naszych głównych bohaterów, gdy tacy niewinni i trochę samotni znaleźli w sobie schronienie. Eleanor właśnie zmagała się z druzgocącą wiadomością, jaką był rak jej mamy, a Grey stracił właśnie dziadka, jedyną osobę, która sprawiała, że nie czuł się samotnie, gdy jego rodzice po raz kolejny się kłócili, albo znikali. Chociaż dziewczyna była nieśmiała, jej ulubioną formą spędzania wolnego czasu było czytanie książek (piąteczka!), a chłopak cieszył się popularnością i uwagą innych dziewczyn, coś ich do siebie przyciągnęło i zrodziła się między nimi wyjątkowa więź. Moje serce rosło, gdy czytałam o tej pięknej, młodzieńczej miłości.

Musiał wiedzieć, że mógł się załamać. Rozpaść. Rozbić i spłonąć. Następnie, gdy przyjdzie czas, by ponownie stanąć na nogach, gdy będzie potrzebował pomocnej dłoni, podam mu swoją.

To dopiero w drugiej części mój zapał do tej historii trochę osiadł. Gdy bohaterowie spotykają się ponownie, mija naprawdę wiele czasu. W ciągu piętnastu lat zmienia się tak wiele, że Eleanor i Grey są już dla siebie niemalże obcymi ludźmi. Greyson ma swoją własną rodzinę, dwie piękne córki, pracę, a co najważniejsze, leczy złamane serce po śmierci ukochanej żony. W niczym nie przypomina chłopca, którym był, który z łatwością potrafił przywołać uśmiech na twarz Eleanor. Jego zimna, oschła i oficjalna postawa rani kobietę, chociaż stara się nie dać tego po sobie poznać. Dobrze wie, że między nimi już nic nie ma, a Grey ruszył ze swoim życiem. I tu jak dla mnie pojawił się problem... bo Greyson ruszył ze swoim życiem, a mam wrażenie, że Eleanor ciągle stała w miejscu. Co gorsze, śmierć jego żony ciągle wisiała nad nimi jak chmura burzowa, która tylko czeka, aby się rozpętać. Nie zrozumcie mnie źle, ja dobrze wiem, że życie układa się na różne sposoby i nikt nie musi czekać na swoją nastoletnią miłość, ale kiedy autorka ciągle zaznacza, że to jego żona była miłością jego życia, trochę mnie to zniechęcało. W moim odczuciu to sprawiło, że historia Eleanor i Greya straciła na znaczeniu. I dlatego przez całą drugą część ciągle czułam, że czegoś mi tu brakuje. Że to rozwijało się trochę za szybko, jak na fakt, że Grey ciągle opłakiwał swoją niedawno zmarłą żonę, którą rzekomo tak mocno kochał. I że Eleanor wcale nie była jego pierwszą miłością, jak mieliśmy uważać po pierwszej części. Ba, bywały momenty, że zastanawiałam się, czy główna bohaterka nie była dla niego tylko pocieszeniem.

Potrzebował wytchnienia. Potrzebował czegoś, co odciągnęłoby jego umysł od smutku.
Może potrzebował mnie tak bardzo, jak ja jego, by się nie załamać.

Widzicie, tu jest problem, kiedy autorzy decydują się pisać o bohaterach, którzy opłakują bliskie połówki. Kiedy sięgam po romans, nie chcę mieć uczucia, że gdyby ta zmarła ukochana osoba nagle miała jakimś cudem wrócić, nasz główny bohater wróciłby do niej bez mrugnięcia okiem. I wiem, że to durne myślenie, ale jako czytelniczka jestem wybredna i niestety było mi bardzo szkoda Eleanor, bo według mnie kobieta zasłużyła na coś więcej, niż bycie czyjąś drugą opcją. Trzeba jednak przyznać, że historia jest interesująca i wzruszająca. Może i zazgrzytało w pewnych momentach, ale Cherry zrekompensowała się tym, że poruszyła tak wiele innych wątków, które zostały poprowadzone cudownie. Moim ulubionym jest wątek rodzica i swoich dzieci, który przewija się w przeróżnych relacjach między bohaterami. Sama relacja Eleanor i swojej mamy wielokrotnie doprowadziła mnie do łez, bo była piękna, sprawiła, że sama uciekłam myślami do mojej mamy i jeszcze bardziej doceniłam to, że jest przy mnie i mnie wspiera. Gdy autorka przedstawiła nam Lorelai (Czy wspominałam, że kocham Cherry za to, że bohaterki tej książki tak mocno kochają Kochane Kłopoty? Mój ukochany serial?) oraz Karlę, od razu je pokochałam. Dwie całkowicie różne bohaterki, a jednak każda z nich miała własną historię do opowiedzenia. Bardzo chętnie w przyszłości przeczytałabym książkę o Karli, bo ta dziewczyna ma naprawdę wiele do powiedzenia.

Eleanor zaczynała być moją pierwszą myślą rano i ostatnią, gdy moja głowa lądowała wieczorem na poduszce.
Nie miałem pojęcia, że to możliwe.
Nie zdawałem sobie sprawy, jak szybko moje serce może zacząć bić dla kogoś, kto jeszcze kilka tygodniu był mi zupełnie obcy.

Właśnie za to tak bardzo uwielbiam książki Cherry. Bo nawet jeśli znajdzie się w nich coś, co mi się nie spodoba, to koniec końców wiem, że sięgam po wartościową lekturę, o której nie da się zapomnieć z upływem czasu. Autorka ma dar do nadawania symboliki najmniejszym rzeczom, słowom, a to nie umyka nawet z czasem. Jestem pewna, że po tej książce już nigdy nie spojrzę tak samo na ważki czy Harry'ego Pottera (każdy, kto czytał, wie o co chodzi). Sposób, w jaki autorka pisze, zawsze robił na mnie wielkie wrażenie. Nie każdy potrafi tak poruszyć moje serducho, jak ona. I nawet jeśli pod koniec czułam pewien niedosyt, to chyba nigdy nie potrafiłabym skrytykować czegoś, co wychodzi spod jej rąk.

"Eleanor & Grey" to może nie będzie moja ulubiona książka Brittainy C. Cherry, nie można jednak zaprzeczyć, że historia, jaką przedstawia, jest piękna, bolesna i inspirująca. Pomimo tego, że nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana pewnymi wyborami fabularnymi, autorka zdołała mnie poruszyć. Przez książkę wręcz przepłynęłam. To piękna historia o rodzinie, złamanych sercach, samotności, stracie bliskiej osoby i uzdrowieniu, jakie znajdujemy w codziennych, pięknych i prostych rzeczach, czy osobach. Bardzo jestem ciekawa historii Landona oraz Shay, zdaje się, że może być ona wielkim rollercoasterem emocji. Polecam!



BRITTAINY C. CHERRY - Amerykańska pisarka, autorka poczytnych książek z gatunku romans. Brittainy Cherry była zakochana w słowach od dnia, w którym wzięła swój pierwszy oddech. Ukończyła Carroll University Degree Bechelors na kierunku Sztuka Teatralna oraz kurs kreatywnego pisania m.in. scenariuszy. Uwielbia aktorstwo, taniec, kawę, herbatę chai i wino. Brittainy mieszka w Milwaukee, Wisconsin ze swoją rodziną. Kiedy nie pisze, opiekuje się i bawi ze swoimi zwierzętami.




Tytuł: Eleanor & Grey
Autor: Brittainy C. Cherry
Tytuł w oryginale: Eleanor & Grey
Liczba stron: 462
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 22 stycznia 2020
Ocena: 8/10 

Za możliwość przeczytania ślicznie dziękuję Wydawnictwu Filia :)


Czytaj dalej »

wtorek, 11 lutego 2020

Podsumowanie stycznia



Styczeń już za nami, więc czas na jego podsumowanie. Przyznam szczerze, że był to miesiąc kiedy ani nie miałam czasu na czytanie, ani większych chęci. Połowę książek przeczytałam "na kolanie", to jest w drodze na uczelnię, czy do domu, głównie w wersji elektronicznej. Sesja i studia pochłonęły cały mój czas i musiałam odsunąć książki na kilka tygodni. I tak jestem zaskoczona, ponieważ w styczniu udało mi się przeczytać siedem książek, z czego jedynie cztery w wersji papierowej. Plus jest taki, że wszystkie mi się podobały :) A lista wygląda tak:


  • Penelope Ward, Punk 57 - ★★★★★★★★★★
  • Bianca Iosivoni, First Last Night - ★★★★★★★★☆☆
  • Ella Frank & Brooke Blaine, Aced. Wymarzony - ★★★★★★★★☆☆
  • Penelope Ward, Grzechy Sevina - ★★★★★★☆☆☆☆
  • Ginger Scott, Cry Baby - ★★★★★★☆☆☆☆
  • Ella Frank & Brooke Blaine, Locked - ★★★★★★★★★★
  • + książka, która na razie objęta jest tajemnicą ;)




NAJLEPSZA KSIĄŻKA STYCZNIA:

W styczniu przeczytałam wiele cudownych pozycji, które zasługują na wysoką ocenę, ale jeśli mam wybierać tą jedną, to pewnie postawiłabym na "Punk 57" Penelope Douglas. W książkach tej autorki już jest coś takiego, że potrafi sprawić, że zakochuję się bez reszty. Nikt nie pisze lepiej o wątku hate-to-love, a Misha i Ryen mieli od samego początku w sobie coś takiego, dzięki czemu nie mogłam się oderwać. Ich historia to był istny rollercoaster emocji i chcę tylko więcej!


NAJGORSZA KSIĄŻKA STYCZNIA:

Na szczęście nie ma w tym miesiącu książki, którą określiłabym "najgorszą" :)


A wam ile pozycji udało się przeczytać w styczniu?
Czytaj dalej »

niedziela, 9 lutego 2020

Laura Kneidl - Tylko Bądź Przy Mnie



Ona boi się miłości.

Ale jeszcze bardziej boi się, że straci tego chłopaka...

Z Luką Sage była szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu. Pokazał jej, co to znaczy ufać, żyć i kochać. Ale ciemna przeszłość Sage dopadła ją i zniszczyła wspólne szczęście.

Nawet po dramatycznym rozstaniu Sage nie może zapomnieć o Luce, bez względu na to, jak bardzo się stara. Każdego dnia odczuwa jego brak. Ale wtedy on pojawia się nagle u jej drzwi i prosi, by wróciła. Czy pomimo tego wszystkiego, co zaszło między nimi, mają szansę na nowy początek?


Od kiedy przeczytałam pierwszą część losów Sage i Luki, nie mogłam się doczekać kontynuacji. Zwłaszcza po takim zakończeniu, bo autorka zostawiła nas z roztrzaskanymi sercami. I gdyby nie to, że książkę dostałam w rączki dopiero kilka dni temu, nie czekałabym ani chwili, aby od razu zagłębić się w ten świat. Bo kiedy to zrobiłam, całkowicie przepadłam. Autorka zabawiła się moimi uczuciami i na koniec zostawiła ze łzami w oczach gdy musiałam się pożegnać z bohaterami, których zdołałam tak mocno pokochać.

Zanim przejdę do recenzji, nie chcę nikomu zaspoilerować pierwszej części, więc czytacie na własną odpowiedzialność. Postaram się nie zdradzać zbyt wiele, ale może być trudno.

Po dramatycznym rozstaniu z Luką, Sage znowu pozostaje bez dachu nad głową, gdy zostaje wyrzucona z jego mieszkania. Zamieszkuje w obskurnym motelu, jedynym miejscu, na które może sobie pozwolić biorąc pod uwagę swoją sytuację finansową. Załamana, ze złamanym sercem i przerażona swoim okropnym ojczymem, ponownie wraca do stanu, w którym była chwilę po przyjeździe do miasta. Pragnie bezpieczeństwa, jakie dawały jej ramiona Luki, wie jednak, że bycie z chłopakiem jest niemożliwe. Nie, kiedy w grę wchodzi bezpieczeństwo jej młodszej siostry. Stara się ruszyć dalej, znaleźć niedrogie mieszkanie i udawać, że wszystko gra. Nawet jeśli sam widok chłopaka sprawia, że jej serce wyrywa się do niego z tęsknoty. Znalezienie nowego lokum wcale nie jest takie proste i dni zmieniają się w tygodnie, a życie w obskurnym motelu nie jest dla niej zdrowe.
Dlatego, gdy na jej progu staje Luca i prosi, aby wróciła do ich mieszkania, dziewczyna się zgadza. Pragnie mieć go w swoim życiu, nawet jeśli tylko jako przyjaciela. Poza tym tęskni za April, swoją przyjaciółką. Życie pod jednym dachem po tak bolesnym rozstaniu okazuje się być jednak trudniejsze, niż im się zdawało. Tęsknota się nasila i uczucia ponownie dają o sobie znać. Sage wie jednak, że nie można jej słuchać swojego serca, bo przyniesie jej to wiele kłopotów. Boleśnie sobie o tym przypomina, gdy niespodziewanie zaczyna otrzymywać anonimowe prezenty...

Kiedy piszę, że zakończenie pierwszej części złamało mi serducho, mam na myśli potok łez, który nie chciał przestać lecieć nawet po odłożeniu książki. Nie spodziewałam się jednak, że autorka zdoła roztrzaskać je jeszcze bardziej. Druga część startuje niemalże w tym samym momencie, w którym kończy się pierwsza, więc na świeżo dostajemy informacje, co dzieje się z Sage po rozstaniu z Luką. I pomijając już sam fakt oczywistego rozstania, nie mogłam uwierzyć, że znowu byłam zmuszona do obserwowania jak życie traktuje tę dziewczynę jak gówno i nie daje jej nawet chwili spokoju. Wystarczająco naczytałam się o tym w części pierwszej, a tutaj bolała mnie każda część ciała, za każdym razem, gdy znowu coś się jej waliło. Los potrafi być tak okrutny i niesprawiedliwy, a historia Sage po prostu łamała mi serce. Pragnęłam ją przytulić i odjąć trochę tego bólu, bo nikt, absolutnie nikt nie zasługuje na to, przez co ta dziewczyna musiała przejść. Jednocześnie cieszę się, że autorka nadal kontynuowała proces ukazania psychiki osoby, która zmagała się z molestowaniem i przemocą domową. Sage to bohaterka, z którą utożsami się niejedna osoba i jej historia jest inspiracją. Rozpierała mnie duma, gdy wykazywała się siłą i odwagą w sytuacjach, które przynosiły jej tak wiele trudu.

Tak, zraniliśmy się. Niezależnie jednak, czy się z nim kłóciłam, czy przestawałam z nim rozmawiać, kochałam go i nigdy go nie zapomnę.

Luca natomiast musi poradzić sobie z bólem po stracie Sage i okropnych słowach, jakie usłyszał z jej ust. Robi to w, cóż, dość specyficzny sposób. I chociaż jego akcje mnie bolały, to nie byłam zaskoczona, że zareagował w taki, a nie inny sposób. Luca nie jest idealny, Sage zresztą też nie, ale właśnie za to tak bardzo ich pokochałam. Bo obydwoje w końcu stawiają czoła swoim lękom i błędom, i starają się je naprawić. Cieszę się, że nawet pomimo tych kłótni i nieporozumień, Luca nadal pozostawał dla Sage taką bezpieczną przystanią. Jednocześnie bolało mnie serce, gdy widziałam jego tęsknotę i bezsilność w stosunku do Sage. Ten chłopak ma złote serce i nawet pomimo tego, że kreowany jest na kobieciarza, którego nic nie obchodzi, widać jak mocno troszczy się o tych, na których mu zależy i zawsze stara się robić to, co właściwe. Uwielbiam jego postać.

Chociaż początek tej części był trudny i bolesny, to całościowo książkę czytało mi się lżej niż tom pierwszy. Przede wszystkim dlatego, że teraz historia zaczyna się rozwijać, sami bohaterowie, jak i relacja między nimi, przechodzą ogromną zmianę. Luka i Sage nie są już tymi samymi osobami, jakimi byli w "Jednak mnie kochaj", a jednocześnie ich uczucie tylko rośnie na sile. Ta historia z trudnej, bolesnej i pełnej cierpienia zmienia się w taką, która daje nadzieję na lepsze jutro i pokazuje, że nawet po najgorszej burzy zawsze wychodzi słońce. I jasne, nawet jeśli nie jest łatwo, ani idealnie, to wszystko jest łatwiejsze, gdy mamy przy sobie te właściwe osoby. Sage i Luca to właśnie w sobie odnajdują zrozumienie i miłość potrzebną, by przetrwać, nawet jeśli ich droga do tego jest zawiła, bolesna i pełna cierpienia. Ale rany, tak bardzo warto wytrwać z nimi do końca. Bardzo rzadko tak mocno kibicuję jakiejś parze, ale ta dwójka od samego początku miała to coś, co sprawiło, że w nich wierzyłam. I każda bolesna scena była tego warta, gdy wreszcie dostałam fragmenty, dzięki którym uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Jedno, co wiem, Sage, to to, że za tobą tęsknię.

Ta historia to tak dużo, niż tylko historia miłosna. I naprawdę cieszę się, że autorka nie zatraciła tego, próbując naprawić sytuację między Lucą i Sage. Bo to przede wszystkim sama historia Sage sprawia, że ta pozycja jest tak wyjątkowa. Temat przemocy domowej i molestowania nie jest czymś łatwym do napisania, a uważam, że każda reakcja bohaterki została przedstawiona w adekwatny sposób. Niełatwo się czytało, gdy musiała sobie radzić z przerażeniem i swoją traumą, a jednocześnie cieszę się, że autorka niczego nie koloryzowała, a przedstawiła prawdę taką, jaką jest. Ataki paniki, trauma z przeszłości, strach, to nie znika jak za dotknięciem magicznej różdżki tylko dlatego, że uciekamy, znajdujemy nowych przyjaciół, czy miłość. Jasne, dzięki temu jest milion razy łatwiej, ale to nadal jest i cieszę się, że Sage nauczyła się akceptować tę część siebie i z nią radzić. To naprawdę mocne i inspirujące.

"Tylko bądź przy mnie" to idealna kontynuacja, a jednocześnie zakończenie losów Sage i Luki. Przekręcenie ostatniej strony było dla mnie nie lada wyzwaniem, bo poczułam jakąś pustkę, gdy zdałam sobie sprawę, że to koniec. Tak długo żyłam ich historią, że ciężko było się pożegnać. Przyznaję, że cała przygoda była bardzo emocjonalna i momentami wykańczająca, ale było warto. Autorka napisała kawał wzruszającej, inspirującej i emocjonalnej powieści, która zostanie w moim sercu na długo. Wiem, że Sage i Luca nie dadzą o sobie zapomnieć. Nie mogę się doczekać, aż w przyszłości sięgnę po więcej pozycji spod pióra Laury Kneidl.


LAURA KNEIDL pisze powieści o codziennych wyzwaniach, fantastycznych światach i miłości. Urodziła się w 1990r. w Erlangen. Studiowała zarządzanie biblioteką i informacją w Stuttgarcie. Pracę nad swoją pierwszą powieścią rozpoczęła w 2009 roku. Przez długi czas mieszkała w Szkocji, obecnie w Lipsku, a jej mieszkanie przypomina bibliotekę. Prowadzi konto na Instagramie i lubi rozmawiać ze swoimi czytelnikami.


Tytuł: Tylko Bądź Przy Mnie
Autor: Laura Kneidl
Tytuł w oryginale: Verliere Mich. Nicht
Seria: Jednak Mnie Kochaj. Tom 2
Data premiery: 22 stycznia 2020
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 416
Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!


Czytaj dalej »

środa, 5 lutego 2020

12 zapowiedzi książkowych lutego


Oficjalnie pożegnaliśmy pierwszy miesiąc nowego roku, możecie uwierzyć? Dla mnie styczeń był tak szalony, że trochę się cieszę, że już koniec. Luty to miesiąc miłości, więc nie mogłoby się obyć bez wielu cudownych pozycji, które wydawnictwa nam zapowiedziały na ten miesiąc. Mam oko na kilka z nich, szczególnie na nowe pozycję od Elle Kennedy, których dostaniemy aż trzy! Cała lista prezentuje się tak:


Elle Kennedy, Sarina Bowen - Dobry Chłopak
Premiera: 5 lutego

Zorganizowanie bratu wesela, na którym będą gościć znani hokeiści, okazuje się największym wyzwaniem w życiu Jess Canning. Jej rodzina uważa, że dziewczyna jest ofiarą losu, więc porażka nie wchodzi w grę. Nie ma mowy. I nikt, absolutnie nikt, nie może się dowiedzieć o tym, że jakiś czas temu uległa seksownemu hokeiście, który w dodatku jest drużbą pana młodego. To był błąd i Jess nie ma zamiaru go powtórzyć. Nawet jeśli ten hokeista jest najgorętszym facetem na świecie.

Dla Blake’a Rileya zbliżające się wesele to szczęśliwe zrządzenie losu. Jess jest druhną, a on drużbą, więc zabawa może się rozpocząć na całego. Co z tego, że napotyka mały (no dobrze, znaczny) opór ze strony Jess? Musi tylko przekonać upartą blondynkę, że jest naprawdę przyzwoitym facetem, który ma jedynie złą reputację. Na szczęście każdy zawodowy hokeista wie, że aby odnieść sukces, trzeba się wysilić.

Jess ma jednak znacznie poważniejsze problemy niż igraszki z pewnym dobrze zbudowanym facetem. Między innymi martwi się o to, czy ceremonia rozpocznie się o czasie, mimo że ktoś upił babcię. I czy zamordowanie drużby naprawdę byłoby aż takie złe?


Elle Kennedy, Sarina Bowen - Zostań
Premiera: 5 lutego

Czy można zakochać się w kimś, kogo nigdy się nie spotkało?

Hailey Taylor Emery podejrzewa, że ulubionym klientem w jej firmie – oferującej anonimowo wirtualnych asystentów – jest nikt inny jak gwiazda hokeja, Matt Eriksson.

Sprawdzenie tego w dokumentacji byłoby niezgodne z zasadami, niemniej kobieta jest przekonana, że każdego dnia wymienia wiadomości z mężczyzną, w którym od dawna się podkochuje. Hailey wciąż nie może dojść do siebie po rozwodzie, ale nie przeszkadza jej to w nieszkodliwym flircie przez internet. Przynajmniej do momentu, kiedy musi się spotkać z owym klientem twarzą w twarz. Wtedy zaczyna panikować.

Matt Eriksson dobrze wie, co znaczy mieć złamane serce. Nie przebolał jeszcze rozpadu swojego małżeństwa i jako jedyny w drużynie odkrył pewną prawdę – hokej i stałe związki to toksyczne połączenie. Mężczyzna niemal nie widuje swoich dzieci, a była żona doprowadza go do szału. Ma wrażenie się, że rozumie go tylko osoba, która nie chce pokazać mu swojej twarzy.

Czy już zawsze będą się znali tylko z relacji online?


Vi Keeland - Seks, nie miłość
Premiera: 12 lutego




Poznali się na weselu przyjaciół. Nat szybko zauważyła, że przystojny Hunter urządził na nią polowanie. Po mocno zakrapianej imprezie obudzili się w jednym pokoju hotelowym. Kobieta od razu wiedziała, że to typ faceta, który łamie serca i nie angażuje się w poważniejsze związki. Poza tym sama nie szuka miłości, ma wystarczająco dużo problemów po rozwodzie. Dlatego też zdecydowała się pozostawić „łowcę” z fałszywym numerem telefonu.

Dziewięć miesięcy później znów się spotykają. Natalia ponownie próbuje zrobić psikusa zarozumiałemu adoratorowi i podaje mu numer swojej matki. Jednak tym razem Hunter tak łatwo nie da się zbić z tropu. Tym bardziej, że ma propozycję nie do odrzucenia…



Elle Kennedy - Ryzyko
Premiera: 11 lutego

Wszyscy twierdzą, że niedobra ze mnie dziewczyna. Mają rację tylko po części – nie pozwalam, by rządził mną strach i z pewnością nie obchodzi mnie, co myślą o mnie ludzie. Ale nie pogwałcę jednej zasady: nie prześpię się z wrogiem. Zasłużyłabym na potępienie, gdybym zabawiała się z zawodnikiem z przeciwnej drużyny, skoro jestem córką głównego trenera hokeistów z Briar.

Jake Connelly jest właśnie taką osobą. Gwiazdorski napastnik Harvardu na swoje nieszczęście grzeszy arogancją, butnością i zbyt przystojną aparycją. Niestety, okrutny los sprawił, że muszę prosić go o pomoc w zdobyciu tak upragnionego przeze mnie stażu, a ten seksowny palant nie ułatwia mi zadania. Na moją prośbę Jake Connelly udaje, że jest moim chłopakiem. Za każdą udawaną randkę żąda… prawdziwej.

Co oznacza, że wpadłam w tarapaty. Nic dobrego nie może wyniknąć z potajemnych spotkań z Jakiem Connellym. Mój ojciec mnie zabije, przyjaciele oburzą się, a kariera zawodowa, którą mam rozwijać po ukończeniu college'u, zawiśnie na włosku. Choć z coraz większym trudem przychodzi mi opierać się seksownemu Jake'owi i jego hardemu uśmiechowi, nie pozwalam sobie na to, by się w nim zakochać. Nie podejmę tego ryzyka…


Michelle A. Valentine - Phenomenal X
Premiera: 19 lutego

Porządna dziewczyna. Cieszący się złą sławą bad boy. Jedna fenomenalna miłość.

Xavier Cold, znany jako Phenomenal X, wychował się na niebezpiecznych ulicach Detroit. Teraz jest nową gwiazdą w świecie profesjonalnego wrestlingu. Mężczyźni się go boją, a kobiety tracą rozum z pożądania.

Anna Cortez jest absolwentką college’u, nieświadomą tego, że świat jest brutalny. Zmęczona nieustannym kontrolowaniem swojego życia przez konserwatywną rodzinę, postanawia się jej sprzeciwić i przyjmuje posadę asystentki najpopularniejszego zapaśnika wszech czasów.

Phenomenal X ma magnetyzujący, zwierzęcy temperament, któremu żadna dziewczyna, nawet tak porządna jak Anna, nie jest w stanie się oprzeć.

Kiedy pewnego wieczoru są zmuszeni dzielić pokój w hotelu, i kiedy granice zostają przekroczone, szybko odkrywają, że jedna upojna noc zmieni wszystko i już nigdy nie będą tacy jak przedtem.


Tillie Cole - Słodka nadzieja
Premiera: 18 lutego

Ally Lucia jest kuzynką gwiazdora futbolu amerykańskiego, Romea Prince'a, a także najlepszą przyjaciółką kilku świetnych dziewczyn. To osoba, na którą można liczyć w każdej sytuacji. Zawsze pragnęła namiętności, bajkowej miłości i uczucia, które magicznie odmieni jej los. Czuje się jednak rozpaczliwie samotna, i to mimo wiernej obecności najbliższych przyjaciół.

Ally pracuje jako kuratorka muzealna i na sztuce nowoczesnej zna się jak mało kto - jest po prostu najlepsza. Ale przed nią najpoważniejsze wyzwanie w karierze: musi przygotować pierwszą wystawę tajemniczego Elpidio - rzeźbiarza-samotnika, którego prace od kilku lat ją fascynują i którego podziwia całym swym sercem...

Axel Carillo to były członek gangu, brutalny przestępca, który złamał serce własnej matce i zniszczył życie braciom. W końcu dosięgnęła go ręka sprawiedliwości. Jednak w więzieniu niespodziewanie odkrył w sobie zupełnie nieznany wcześniej talent. Teraz, po warunkowym zwolnieniu, z sercem wypełnionym smutkiem i udręką, przybywa do miasta, w którym mieszkają jego bracia...

Oto mroczna opowieść o uczuciu, którego lepiej unikać. O mądrej dziewczynie i zepsutej, ale cierpiącej duszy. O przerażającej sile przeszłości, która mści się za popełnione niegdyś błędy. O tym, że nie jest łatwo naprawić wyrządzone krzywdy, ale namiętna, ogromna miłość może zmienić wszystko. Tylko co zrobić, by nie okazała się siłą, która niszczy i pozostawia za sobą tylko ból i łzy?

Kto wie, jakie marzenia spełnią się w Szmaragdowym Mieście?


Abbi Glines - Vincent Brothers
Premiera: 12 lutego




Jak ściągnąć na siebie uwagę tego jedynego? Zwłaszcza, gdy jest chłopakiem twojej ciotecznej siostry?

Lana odkąd pamięta, żyje w cieniu swojej kuzynki. Ash zawsze była tą ładniejszą, mądrzejszą – prawdziwą duszą towarzystwa i chodzącym ideałem. Do tego jej chłopakiem jest boski Sawyer Vincent, jedyny chłopak, którego Lana pragnie.

Kiedy jednak Ash i Sawyer zrywająze sobą, Lana wreszcie może odmienić swój los brzydkiego kaczątka. Sawyer ma złamane serce, a ona wystarczająco dużo miłości, aby je wyleczyć. Czas wejść do gry i zawalczyć o uczucie, które może zaskoczyć wszystkich.




Penelope Bloom - Jego Przesyłka
Premiera: 12 lutego



Jego paczuszka wylądowała w mojej skrzynce… Hej, spokojnie, mojej skrzynce pocztowej. I od chwili, kiedy zobaczyłam, co jest w środku, wiedziałam, że ta paczka powinna trafić do mojego gorącego sąsiada. Który najwyraźniej ma brudny sekret…

Niespecjalnie lubię koty, ale jestem trochę jak one – nie znoszę większości ludzi. Ale mój sąsiad nie jest jak większość ludzi. Chodzi w koszulach zapiętych pod szyję, pachnie jak reklama Calvina Kleina i wygląda na takiego, co regularnie używa nici dentystycznej… Słowem – sprawia wrażenie, że ma swoje życie uporządkowane od początku do końca. Pan Idealny, jeśli chcecie znać moje zdanie. I wtedy do tego obrazka wkracza jego długa, gruba paczka wciśnięta w moją skrzynkę pocztową. Ja wiem – to chore. Taka oczywista zagrywka. Przypadkowo otworzyłam tę paczkę i teraz jego brudny sekret gapi się mi prosto w twarz. I staje się jasne, że Pan Idealny wcale nie jest taki idealny… No kto by pomyślał?



Samantha Young - Zapomnieć o przeszłości
Premiera: 26 lutego





Dla Alexy ojciec był ideałem mężczyzny. Jej świat się zawalił, gdy odkryła, że nie jest jego jedyną rodziną. Nie mogąc wybaczyć zdrady, zrywa z nim wszelkie kontakty. Teraz stara się poskładać swoje życie i określić tożsamość, zniszczoną ponurymi sekretami z przeszłości.

Caine Carraway to mężczyzna, który ma szansę wypełnić jej przyszłość. Fascynuje i pociąga Alexę.

Czy pozwoli jej zbliżyć się do siebie?
Czy zakochaną kobietę można tak łatwo zniechęcić?
Czy oboje połączy namiętność?




Meagan Brandy - Elita
Premiera: 12 lutego




Dziewczyny takie jak ty, nie są mile przyjmowane w podobnych miejscach, więc się nie wychylaj i odwracaj wzrok”.

Powiedziała opiekunka społeczna, po czym podrzuciła mnie do kolejnej nory zwanej domem dla trudnej młodzieży.
Nie posłuchałam i wzbudziłam zainteresowanie.
Chłopcy próbowali sprawić, bym przestrzegała ich zasad, dostosowała się do zaprowadzonego przez nich porządku społecznego.
Niestety dla nich, nie uznaję zasad.
Niestety dla mnie, są zdeterminowani, by mnie do nich zmusić.
Niesłychanie przystojni i traktowani jak elita, trzęsą szkołą średnią Brayshaw High.
A ja jestem dziewczyną, która stoi im na drodze.



Jennifer Niven - Wszystkie Jasne Miejsca
Premiera: 12 lutego

Theodore Finch codziennie rozmyśla nad różnymi sposobami pozbawienia się życia, a jednocześnie nieustannie szuka czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie.
Violet Markey żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce z małego miasteczka w Indianie i od rozpaczy po śmierci siostry.

Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć „cuda” Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.

Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Uczy się żyć od chłopaka, który pragnie umrzeć.


Adi Alsaid - Kronika złamanych serc
Premiera: 12 lutego

Jak żyć ze złamanym sercem?

Leo zerwał z Lu latem, przed wyjazdem na studia, bo nie był gotowy na związek na odległość. Teraz dziewczyna jest zbyt rozbita, by pisać felietony do swojej rubryki w popularnym internetowym magazynie dla nastolatków. Jeśli nie odzyska twórczej energii, straci szansę na upragnioną karierę dziennikarską i… stypendium na New York University.
Kiedy Lu przypadkowo podsłuchuje kłótnię nieznajomej pary, która także – jak ona i Leo – rozstaje się przed rozpoczęciem studiów w różnych częściach kraju, jej umysł zaczyna gorączkowo pracować. Śledzenie ich losów staje się dla Lu inspiracją, a przy okazji leczy jej własne złamane serce. Ale czy ta historia będzie mieć jednoznaczne zakończenie?
Wzruszająca opowieść o miłości, związkach i bólu rozstania, i o tym, że czasami coś może się nie udać, ale życie i tak będzie toczyć się dalej – a wszystko to w oszałamiającym, upalnym Nowym Jorku.


Której książki nie możecie się doczekać najbardziej?
Czytaj dalej »

sobota, 1 lutego 2020

Penelope Douglas - Punk 57




Zamknij oczy. Nie ma tutaj nic, co można zobaczyć.

Była dla niego wszystkim. Myślał nawet, że się w niej zakochał. Dziewczyna z listów, jego Ryen. Obiecali sobie, że nigdy się nie spotkają i nie będą siebie szukać w mediach społecznościowych. Żadnych zdjęć, żadnych spotkań. Tylko listy i oni.

Jednak Misha spotkał ją zupełnie przypadkiem, na imprezie zorganizowanej po to, żeby zebrać fundusze na trasę jego nowo powstałej kapeli. Była tam jego Ryen. I Misha zrozumiał, że dziewczyna z listów go okłamała. Nie była wcale taka, jak to sobie wyobrażał. Była… gorąca. Postanowił, że nie zdradzi jej, kim jest. Jeszcze nie teraz.

I wydarzyła się tragedia. Tragedia, do której być może by nie doszło… gdyby tamtego wieczoru Ryen nie zawróciła mu w głowie. Teraz Misha już nie chce jej znać. Jedyne, czego chce, to ją znienawidzić i zapomnieć, że kiedyś była jego.

Ryen nie wie, czemu Misha nie odpisuje. Za to do jej poukładanego życia wkracza chłopak, który wyraźnie ma zamiar je zniszczyć. Tylko czemu Ryen nie potrafi przestać o nim myśleć?

Od czasów "Dręczyciela" nie miałam w rękach żadnej książki Penelope Douglas, a od premiery tamtej minęło już bardzo dużo czasu. I chociaż od dawna przymierzałam się do czegoś nowego spod jej pióra, jakoś nie udało mi się tego dokonać aż do teraz. I bardzo żałuję, ponieważ zdołałam już zapomnieć jak rewelacyjne historie autorka tworzy i jak swoimi słowami potrafi przenieść mnie do zupełnie innego świata, pełnego emocji, pikanterii, miłości. Nie wiem dlaczego "Punk 57" leżało na mojej półce tyle miesięcy i ciągle ją odkładałam w czasie, bo ta historia posiadła moje serce.

Było nam dobrze ze sobą.
Dopóki się nie spotkaliśmy.

Ryen i Misha od najmłodszych byli najlepszymi przyjaciółmi, chociaż nigdy się nawet nie spotkali. Znali swoje najgłębsze sekrety, wiedzieli o sobie niemalże wszystko i zawsze mieli w sobie wsparcie, gdy było źle. Listowny kontakt był dla nich czymś zupełnie normalnym i żadne z nich nie chciało tego zmieniać. Przysięgli sobie, że listy będą jedyną formą ich kontaktu i nigdy nie będą siebie szukać, nawet w mediach społecznościowych.

Jednak gdy Misha i jego nowa kapela organizują imprezę po to, aby zebrać pieniądze na nadchodzącą trasę koncertową, chłopak zupełnie przypadkowo odkrywa, że jedna z dziewczyn bawiąca się w tym samym miejscu to Ryen. Jego najlepsza przyjaciółka, dziewczyna od listów, jego muza. Dziewczyna, która od lat była dla niego wszystkim nagle staje przed nim, nieświadoma tego, kim dla niej jest. Zszokowany Misha uświadamia sobie, że to nie jest ta sama Ryen, za jaką ją miał. Ta Ryen jest pusta, popularna i gorąca. Postanawia, że nie powie jej jeszcze o tym, kim jest.

Jednak po imprezie zdarza się tragedia, która sprawia, że Misha zupełnie odcina się od Ryen i przestaje odpowiadać na jej listy. Łamie obietnicę, że nigdy jej nie zostawi i znika. Zrozpaczona dziewczyna próbuje zrozumieć, dlaczego jedyna osoba, na której mogła polegać, ją zostawiła. Jednocześnie w jej szkole pojawia się nowy uczeń, który budzi zaciekawienie w innych, a samą Ryen doprowadza do białej gorączki. Przedstawia się jako Masen, a dziewczyna nie wie, że chłopak jest tym samym, którego od lat nazywała najlepszym przyjacielem. Misha przyjechał do jej miasta jednak z innego powodu. Przebywanie blisko Ryen było tylko wisienką na torcie. A teraz, gdy odkrył, że Ryen wcale nie jest miłą dziewczyną, za jaką się przedstawiała i tak naprawdę jest bezwzględną dręczycielką i pustą lalą, postanowił, że nie zaszkodzi się z nią trochę zabawić...

Jesteś w mojej muzyce. To dzięki tobie jestem silny. Moje życie będzie puste, jeśli nie będzie w nim ciebie.

Miałam już do czynienia z kilkoma naprawdę dobrymi historiami, w których wszystko zaczyna się od znajomości internetowej, czy listowej, ale ta książka od samego początku miała w sobie to coś, co mnie do niej ciągnęło i nie mogłam się oderwać. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z bohaterką, której nie znajdujemy często w historiach miłosnych. Ryen nie jest kolejną, schematyczną, słodką dziewczyną, bo tym razem autorka tworzy postać, która wcale nie jest dobra. Przynajmniej na początku. Ryen to dziewczyna, która panicznie boi się samotności i tego, że kiedyś zostałaby bez przyjaciół. Przyjaźni się z najpopularniejszymi osobami w szkole, kręci z popularnym chłopakiem. Żeby utrzymać swój status, skłonna jest zgodzić się na wszystko, dlatego nie omieszka się znęcać nad słabszymi, czy stać z boku, gdy ktoś z jej znajomych robi to samo. I chociaż Ryen od początku wzbudzała we mnie niesmak i rozczarowanie, miałam przeczucie, że autorka gdzieś z tym idzie i zachowanie głównej bohaterki nie jest bezpodstawne. I miałam rację - jej historia to o wiele więcej i nie warto jej skreślać na samym początku.

Mocno mnie przytula, a ja kładę mu głowę na klatce piersiowej, wsłuchując się w bicie jego serca i uderzenia kropel deszczu o szybę. To dla mnie nowe. Byłam w kilku miejscach, w których czułam się dobrze, jednak po raz pierwszy znalazłam się w takim, z którego nie chcę odejść.

Podoba mi się, że sama autorka w notce na końcu podkreśliła, że czytelnicy romansów mają tendencję do stawiania dużych wymagań wobec głównych bohaterek (ja na pewno jestem bardzo wybredna) i dla odmiany chciała stworzyć postać, która wcale nie będzie idealna i która przejdzie długą drogę, by się zmienić. I rzeczywiście, postać Ryen wcale nie jest taka prosta. Bo chociaż zachowuje się okropnie na samym początku, jej historia jest długa i uwierzcie mi, dziewczyna się niesamowicie zmienia. I nic tak naprawdę nie jest takie, jak mogłoby się nam wydawać.

Te listy są dla mnie wszystkim. Są nią i mną, dwójką dzieciaków usiłujących zrozumieć siebie i to co się z nimi dzieje, kiedy próbują dorosnąć. To właśnie przez te listy zacząłem się w niej zakochiwać. Potrzebować jej jak powietrza. Są moimi pieprzonymi piosenkami, częścią mnie. Jest w nich cała nasza przeszłość. Każda piękna rzecz, którą kiedykolwiek mi napisała i która wywróciła mój świat do góry nogami.

Nic dziwnego, że gdy Misha po raz pierwszy staje twarzą w twarz z Ryen jest wściekły i czuje się oszukany. Dziewczyna jest całkowicie inna, niż się spodziewał. Nigdy by nie pomyślał, że jego najlepsza przyjaciółka w rzeczywistości skłonna jest poniżać innych, zachowywać się jak pusta cheerleaderka, której zależy tylko na popularności, a grono jej przyjaciół będzie nie lepsze, niż ona sama. Że te dziewczyny, którymi otwarcie gardziła w swoich listach, to właśnie ona. Gdy trafia do jej szkoły, na początku nie ma w planie się do niej zbliżać. Przyjeżdża do jej miasta w prywatnym celu i tylko na tym mu zależy. Ale gdy na każdym kroku staje mu na drodze i zachodzi za skórę, w końcu unikanie jej staje się niemożliwe. Bo chociaż doprowadza go do szaleństwa i irytuje, nadal jest tą Ryen, którą znał od lat i nie może przestać o niej myśleć.

Samo powiedzenie, że jest nam przykro, jest zbyt proste. Dopiero kiedy się spojrzy własnemu wstydowi w oczy można zacząć przepraszać.

Ryen zawsze była dla niego podporą. Inspiracją, by tworzyć muzykę, jego osobistą muzą. Jednak, gdy jednej nocy zdarza się w jego życiu coś tragicznego, Misha zmienia się całkowicie. Przestaje pisać do Ryen, przestaje tworzyć muzykę i kompletnie się zmienia. Gdy pojawia się w szkole Ryen pod imieniem Masen, ich relacja jest wybuchowa. Oboje szczerze siebie nie znoszą, działają sobie na nerwy i przeciągają struny, gotowi tylko dokuczyć tej drugiej osobie. Wodzą siebie za noc, wywołują zazdrość, byle tylko zaleźć tej drugiej osobie za skórę. A jednocześnie pojawia się między nimi to niesamowicie przyciąganie, któremu ciężko zaprzeczyć. Ta dwójka sprawiła, że moje serce o mało nie wybuchło z nadmiaru emocji, jakich mi dostarczali. Bo to nie tylko intensywna historia między dwójką nienawidzących się ludzi, ale przede wszystkim opowieść o najlepszych przyjaciołach, którzy grają w bardzo niebezpieczną grę. Misha ukrywa przed Ryen swoją prawdziwą tożsamość, a ona ciągle skrycie tęskni za swoim najlepszym przyjacielem, który zawsze będzie dla niej najważniejszą osobą. Nawet jeśli zaczyna czuć coś do tego nowego chłopaka, nie może tak po prostu zapomnieć o kimś, kto tak wiele dla niej znaczył.

Podoba mi się ta mała gra, którą prowadzimy przez całą resztą. Nikt nigdy się nie domyśli, że jesteśmy sobą zainteresowani. Mogę ogrywać ich bez końca. Ważne, żebyśmy z Masenem przed sobą niczego nie udawali.

Historia Mishy i Ryen bez dwóch zdań ma w sobie wiele emocji. I chociaż czuć, że to taka typowo amerykańska szkolna historia, momentami zbyt naciągana i dramatyczna, by przydarzyła się komukolwiek w prawdziwym życiu, to jednak przyłapujemy się na tym, że nie potrafimy się od niej oderwać. Bohaterowie mają tak wiele do powiedzenia, uczucie i przyciąganie między nimi jest niesamowite i sama historia porusza, irytuje, frustruje, wywołuje śmiech i łzy, i jest rewelacyjna. Ciężko ująć słowami to, co tutaj przeczytałam, bo na pewno nie dam rady oddać jej sprawiedliwości. Bohaterowie przechodzą ogromną zmianę w ciągu trwania tej powieści, ich relacja przybiera różne odsłony i nie zawsze jest łatwo, ale uwierzcie, warto przez to przetrwać. Penelope Douglas przeszła także samą siebie z pewnymi scenami seksu, bo, rany, w pewnym momencie myślałam, że kartki mi staną w płomieniach od napięcia, od ogromnej chemii między bohaterami. Czytanie tej powieści w miejscu publicznym niekoniecznie jest dobrym pomysłem (sprawdzone!)...

Zranił mnie, a ja zraniłam jego. Tak się zdarza, ale miłość ciągle trwa. Przy nim jestem szczęśliwsza i silniejsza, wie o mnie wszystko i nadal mnie pragnie. Jeśli on czuje to samo, to znaczy, że to jest to. Coś prawdziwego.
To znaczy, że jesteśmy razem.

"Punk 57" to rewelacyjna powieść, do której podeszłam trochę z rezerwą, niepewna, czy ja i twórczość pani Douglas nadal się lubimy, a okazało się, że przepadłam po kilkunastu pierwszych stronach. To skomplikowana historia o ludziach, którzy może i nie są idealni, ale dzięki sobie uczą się na błędach i stają się lepszymi ludźmi. To historia miłosna pełna krętych dróg, wyzwań, rozczarowań i kłamstw, a jednocześnie tak piękna, pełna nadziei, inspirująca, przepełniona emocjami, miłością i niesamowitą chemią. Poza tym wiadomość, jaką autorka nam nią przekazuje, jest potężna i cholernie dobra. Misha i Ryen skradną kawałek waszego serca, bez dwóch zdań. Szczególnie ich piosenki, które autorka załączyła na samym końcu książki, które dodają do ich historii jeszcze więcej serca i znaczenia. Czytając tę książkę uświadomiłam sobie, że naprawdę nie ma lepszej autorki, która napisałaby historię z wątkiem hate-to-love lepiej niż Penelope Douglas. Polecam mocno!


PENELOPE DOUGLAS - Pisarka, autorka bestsellerów New York Times, USA Today i Wall Street Journal. Jej książki zostały przetłumaczone na kilkanaście języków, a wśród znajdują się wydane także w Polsce "Dopóki nie zjawiłaś się ty" czy "Corrupt". Urodziła się w Dubuque w stanie Iowa, ukończyła studia administracyjne i nauczycielskie na Loyola University w Nowym Orleanie. Mieszka w Las Vegas wraz z mężem i córką.


Tytuł: Punk 57
Autor: Penelope Douglas
Tytuł w oryginale: Punk 57
Data premiery: 12 czerwca 2019
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 395
Ocena: 10/10



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia