piątek, 22 września 2023

Kerri Maniscalco - Jak uciec Houdiniemu



Audrey Rose Wadsworth i Thomas Cresswell wchodzą na pokład luksusowego transatlantyku RMS Etruria, który zmienia się w upiorne pływające więzienie, kiedy pozbawieni możliwości ucieczki pasażerowie zaczynają ginąć jeden po drugim z rąk niezidentyfikowanego mordercy. Audrey Rose i Thomas są zachwyceni, że tygodniowy rejs uświetnią pokazy wędrownego cyrku, pełnego artystów i wróżbitów, w którym występuje pewien charyzmatyczny młody specjalista od ucieczek. Wkrótce jednak w tajemniczych okolicznościach traci życie pierwsza zamożna młoda dama, a po niej następne, szokując wszystkich.

Niepokojąca bliskość Księżycowego Cyrku dodatkowo przyczynia się do atmosfery grozy na statku, morderstwa zaś stają się coraz bardziej makabryczne. Audrey Rose i Thomas muszą sprawnie przeprowadzić dochodzenie w sprawie ponurych zbrodni, żeby pasażerowie bezpiecznie dopłynęli do portu.

Czy Audrey Rose zdąży rozwikłać zagadkę, w której stawką może być życie bliskiej jej osoby, przed zaplanowanym przez mordercę przerażającym finałem?


Byliście kiedykolwiek tak rozczarowani książką, którą byliście pewni, że pokochacie, że wręcz czuliście, jak łamie wam się serce? Ja dokładnie tak poczułam się podczas lektury "Jak uciec Houdiniemu". Zdradzona. Rozczarowana. Sfrustrowana do potęgi. Nie jestem pewna co zaszło w tej części, ale czułam się tak, jakbym czytała zupełnie inną historię od tej, którą tak pokochałam w poprzednich dwóch tomach. I szczerze mówiąc, po skończeniu jej tkwiło we mnie tak wiele negatywnych emocji, że nawet nie miałam ochoty do niej wracać myślami i pisać tej recenzji. Ale tu jestem i przestrzegam - jeśli nie chcecie popsuć sobie relacji z tymi postaciami, pomińcie tę część.

Gdy widzieliśmy się z bohaterami po raz ostatni, po wydarzeniach na zamku w Rumunii szykowali się by ruszyć w drogę do Ameryki, gdzie czeka na nich kolejna zagadka do rozwiązania. Ta część rozpoczyna się na pokładzie luksusowego statku, gdzie podczas tygodniowego rejsu czekają ich pokazy wędrownego cyrku Mefistofelesa, w którym bierze udział także słynny Houdini. Już pierwsze dni zapowiadają niezapomnianą podróż, gdy w niespodziewanych i dziwnych okolicznościach zaczynają ginąć kolejni pasażerowie. Morderstwa budzą grozę, a nieprzewidziana obecność kuzynki na statku zmusza Audrey do podjęcia współpracy z tajemniczym Mefistofelesem. Próba rozwiązania zagadki może tym razem postawić na szali wszystko, co Thomas i Audrey dotychczas wypracowali.

Gdy zaczynałam przygodę z tą serią, byłam absolutnie zauroczona jej klimatem. Nawet nie przepadam za rozwiązywaniem zagadek morderstw, a jednak autorka tak rewelacyjnie budziła napięcie, opierając kolejne części na prawdziwych wydarzeniach historycznych, że przyłapywałam się na tym, że pochłaniałam kolejne tomy i pragnęłam więcej. Przepadłam dla tego mrocznego klimatu, poszukiwania seryjnych zabójców, dla realiów życia w dziewiętnastym wieku, a przede wszystkim dla bohaterów, których pokochałam i do których nie mogłam się doczekać, aż powrócę. No więc niech mi ktoś wytłumaczy, co tutaj się w ogóle zadziało? Jak przeszliśmy od czegoś tak dobrego i wciągającego, do zaprzeczenia dosłownie wszystkiemu, nad czym autorka pracowała przez ostatnie dwie części?

Żałuję ogromnie, że większą część tej książki pochłonął niefortunny i okropny dramat miłosny, bo w innym wypadku zapewne pokochałabym lokalizację tej części na luksusowym statku. Klimat przypominał mi połączenie serialu "Pełne morze" na Netflixie z filmem "Król Rozrywki", z całą tą otoczką wokół cyrku, magicznych sztuczek i morderstw. A jednak... nie mogłoby mnie to wszystko mniej obchodzić. Po raz pierwszy odkąd sięgnęłam po tę serię, nawet sama zagadka morderstw nie wzbudziła mojego zainteresowania, bo wszystko wokół mnie frustrowało i budziło obrzydzenie. Szczerze mówiąc, skończyło się na tym, że po jakichś 150 stronach jedynie przewertowałam kartki do końca, bo nie miałam najmniejszej ochoty tracić czasu na czytanie tego bałaganu.

Dawno już nie miałam do czynienia z tak głupim zachowaniem bohaterów, jak w tej książce. Audrey Rose z bohaterki szczycącej się swoim feminizmem i pragnieniem bycia traktowaną jako równa Thomasowi i innym mężczyznom w swoim fachu, stała się nagle zaślepioną naiwniaczką, która rani każdą osobę wokół, na której powinno jej zależeć. Nie wspominając o tym, że Thomas - mój ukochany Thomas, ulubieniec tej (i każdej) części, który niesie na barkach całą tę serię - został nagle podmieniony jakąś swoją podróbą 2.0 w postaci Mefistofelesa, którego charyzma polegała na tym... w sumie to nie wiem. A bardzo chciałabym wiedzieć, skoro w ciągu tygodnia Audrey dla niego zmieniła się w postać nie do poznania, a wszystko po to, aby cała ta drama została zamieciona pod dywan bez słowa przeprosin albo wyjaśnień z jej strony. Kto czytał, ten dobrze wie, o czym mówię.

Współpraca Audrey z Mefistofelesem autentycznie doprowadziła mnie do bólu żołądka. Tym bardziej uderzyła mnie hipokryzja bohaterki, która robiła to pod pretekstem ochrony kuzynki, jednocześnie odbierając jej dokładnie to, o co tak walczy od samego początku - wolność decydowania o swoim własnym losie. Odkrycie jej samolubnej i egoistycznej strony, która jest w stanie tak okropnie potraktować człowieka, którego rzekomo kocha, skutecznie mnie do niej zniechęciło. Thomas okazał się być jedynym powodem, dla którego dobrnęłam do końca, ale nawet on nie wystarczył, bym zaangażowała się emocjonalnie we wszystko, co działo się wokół. Potrzeba będzie wiele ze strony autorki, aby to wynagrodzić w kolejnym tomie.

Nawet nie wiem, co więcej napisać, poza tym, że chyba nigdy w życiu tak się nie zawiodłam na książce, której nie mogłam się doczekać. Może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale ja jestem czytelniczką, która bardzo przywiązuje się do bohaterów i tym bardziej nie lubi bezsensownych dramatów, które wyraźnie zostają wprowadzone dla efektu zamieszania i rujnują cały dotychczasowy progres, a niestety całą tę książkę czytało mi się jak jedną wielką pomyłkę. Gdyby nie to, że poświęciłam tej serii już tyle czasu, zapewne nawet nie sięgałabym po czwarty tom, ale nadal mam nadzieję, że autorka jakoś postara się to naprawić. Jeśli nie chcecie sobie popsuć tej serii, to uwierzcie - nie warto marnować nerwów i czasu na tę część. Szczególnie, że nie wnosi do historii nic wartościowego.



Kerri Maniscalco jest amerykańską autorką książek dla młodzieży, w tym bestsellerowej serii Stalking Jack The Ripper.

Kerri dorastała w nawiedzonym domu w okolicy Nowego Jorku, gdzie zaczęła się jej fascynacja gotyckimi sceneriami. Studiowała sztukę, która interesowała ją już od najmłodszych lat.

W wolnym czasie czyta wszystko, co tylko wpadnie jej w ręce. Poza tym gotuje wszelkiego rodzaju potrawy z rodziną i przyjaciółmi. W dodatku pije zdecydowanie za dużo herbaty, omawiając z kotami niuanse życia.


Tytuł: Jak uciec Houdiniemu
Autor: Kerri Maniscalco
Tytuł w oryginale: Escaping from Houdini
Seria: Stalking Jack the Ripper. Tom 3
Data premiery: 31.05.2023 r.
Wydawnictwo: Must Read
Ocena: 3/10



Czytaj dalej »

wtorek, 19 września 2023

Chloe Walsh - Binding 13. Część 1



Shannon Lynch ma nadzieję, że rozpoczęcie nauki w nowej szkole stanie się dla niej początkiem lepszego życia: bez dręczenia przez rówieśników, bez koszmarów w rodzinnym domu, bez strachu, bólu i krwi. W nowym miejscu dziewczyna zrobi wszystko, żeby stać się po prostu niewidzialną.

Niestety już pierwszego dnia w prestiżowej placówce Shannon wpada na gwiazdę rugby, Johnny’ego Kavanagha. Chłopak jest jednym z najbardziej znanych sportowców w szkole, dziewczyny błagają o jego uwagę i wydaje się, że jego życie to niekończące się pasmo sukcesów.

Tej dwójki pozornie nic nie łączy, a jednak nawiązują zobowiązującą więź. Shannon będzie potrzebowała ochrony. A czego będzie potrzebował Johnny?


Macie takie historie, do których powracacie, gdy potrzeba wam poczucia komfortu i bezpieczeństwa? Których bohaterowie są częścią was, wkradają się do waszych serc i zostają w nich na długie lata? Mam przeczucie, że seria "Boys of Tommen" będzie dla mnie właśnie taką historią. Domem, do którego będę powracać, jak ukochane seriale z lat 2000, które nadal mają szczególne miejsce w moim sercu. Bałam się trochę zaczynać ją czytać, bo chociaż wszyscy opisywali ją w samych superlatywach, nie sięgam już za często za powieści osadzone w liceum, ale ta historia... ta historia skradła cząstkę mnie i już nigdy jej nie odzyskam. Dawno już nie czytałam czegoś tak prawdziwego i wciągającego - jakbym zniknęła w zupełnie nowej rzeczywistości, była częścią tej grupki przyjaciół, przeżywała razem z nimi każde przeżycia i emocje, ich ból, cierpienie, radość, złamane serca, rozczarowania.

Nie wiem jak określić "Binding 13", bo ta historia nie przypomina żadnej innej, którą czytałam w swoim życiu. To slow burn w stylu Mariany Zapaty, a nawet więcej - to historia skupiająca się na wielu bohaterach, którzy po prostu próbują nawigować przez życie jako młodzi dorośli. Z tymi bohaterami przeżyjecie wszystko, a potem przewrócicie ostatnią stronę pragnąc tylko więcej. Spodziewałam się typowej licealnej historii o popularnym sportowcu i nieśmiałej dziewczynie, a dostałam całą gamę emocji i cieknące po policzkach łzy, gdy jedyne co pragnęłam, to zamknąć bohaterów w uścisku i nigdy nie puszczać.

W życiu Shannon i jej rodzeństwa nie istnieje coś takiego jak spokój. W miejscu, które powinno być ich bezpieczną przystanią, z ludźmi, którzy powinni ich bezwarunkowo kochać, jedyne, co poznali, to strach, ból i nienawiść. Ale dla Shannon koszmar na tym się nie kończy. W szkole rówieśnicy nie dają jej spokoju, czerpiąc radość z jej strachu, aż w końcu dręczenie staje się tak problematyczne, że Shannon zmuszona jest po raz kolejny zmienić szkołę. Nauka w Tommen ma być jej nowym początkiem. To tutaj są jej przyjaciółki z dzieciństwa, a nikt z jej poprzednich dręczycieli jej tu nie zna. Jedyne, czego pragnie, to być niewidzialną i przetrwać ostatnie lata liceum. Niestety już pierwszego dnia jej plan zostaje zachwiany, gdy na boisku szkolnym dochodzi do niefortunnego wypadku z udziałem popularnego rugbisty, Johnny'ego Kavanagha. To ostatnia osoba, która powinna zwracać na nią uwagę, szczególnie że po tym zdarzeniu wszyscy każą mu się trzymać od niej z daleka. A jednak Johnny nie potrafi się o nią nie martwić i wbrew sobie ciągle wraca do niej myślami. Tylko czy dwie osoby z dwóch zupełnie różnych światów mają w ogóle szansę zaistnieć razem?

Nie ma lepszej rzeczy na świecie, niż książki, których bohaterowie są tak prawdziwi, tak złożeni i wielowarstwowi, że odkrywanie ich historii to najczystsza przyjemność. A w "Binding 13" poznajemy nie tylko Shannon jak ta rzeka i Johnny'ego, ale również ich przyjaciół i znajomych - Gibsiego, Lizzie, Claire, Hughiego, Joey'a, Aoife i całą masę innych postaci, gdzie każdy wnosi do historii coś ważnego. Na początku może i odrobinę mnie to przytłaczało, bo z pewnością potrzeba chwili, aby przyzwyczaić się do tego, że to tego typu historia, w której bardzo powoli rozwijają się poszczególne wątki i postacie, ale już wkrótce pokochałam ich tak, jakbym znała ich całe życie.

Zaskoczyło mnie to, jak wielowątkowa i złożona jest ta książka. To nie tylko slow burn pomiędzy Shannon i Johnny'm, których przyjaźń rozwija się nieśmiało w chaosie licealnego życia. I chociaż to oni są głównymi postaciami, autorka wyraźnie buduje fundament z relacji, które pozwolą tę serię rozwinąć na tak wiele poziomów. Uderzyły we mnie wszystkie emocje związane z życiami tych bohaterów. Strach życia w przemocowym środowisku, motylki w wyniku rozwijającej się pierwszej miłości, niesprawiedliwość wynikającą z tego, że Shannon i jej brat Joey musieli tak szybko dorosnąć, aby pełnić rolę rodziców dla swojego młodszego rodzeństwa, cierpienie i przerażenie, że marzenia Johnny'ego i plany na życie tak szybko mogą zostać mu odebrane. Śmiałam się, aby za chwilę opłakiwać niesprawiedliwość losu bohaterów. Ci bohaterowie mają ledwie naście lat, a muszą martwić się rzeczami, z którymi nie poradziłoby sobie nawet większość dorosłych i to jest tak szokująco smutne, że czasami pragnęłam jedynie zwinąć się w kłębek i ich opłakiwać.

Johnny i Shannon to takie promyczki tej historii. Chociaż obydwoje mają swoje własne problemy - on zmaga się z konsekwencjami trudnej operacji, które mogą zaważyć na jego przyszłości sportowca, a ona pragnie jedynie spokoju i poczucia bezpieczeństwa, którego nie może odnaleźć ani w domu, ani poza nim - rozwijająca się pomiędzy nimi nieśmiała przyjaźń i pierwsze zauroczenie były tak przepiękne, tak niewinne. Ta troska, niepewne zainteresowanie, potrzeba chronienia siebie nawzajem, szukanie spojrzenia tej drugiej osoby w tłumie, ciągłe myślenie o sobie, to było tak urocze i piękne, że szalały mi w brzuchu motylki. Nie mogę się doczekać, aż w końcu przeczytam drugą część, bo nigdy nie miałam ich dość.

Nawet nie wiem jak określić słowami uczucia, które pojawiły się we mnie podczas lektury tej książki. Myślę, że trzeba ją po prostu samemu poczuć - pokochać tych bohaterów, poczuć ich historię, przeżyć ją. Nie mogę się doczekać całej tej przygody, która dopiero przed nami. Jestem przekonana, że będzie to jedna z tych, które zostaną ze mną na długi, długi czas. I nie mogę się doczekać lektury drugiej części, a potem każdej kolejnej, dzięki której jeszcze bliżej poznam tych bohaterów.



CHLOE WALSH to autorka międzynarodowych bestsellerów, która pochodzi z małego miasta, w pięknych okolicach zachodniego Cork na południowym brzegu Irlandii. Mieszka z dwójką dzieci oraz wysokim, ciemnowłosym i przystojnym mężczyzną swojego życia - Garrym - oraz z przerośniętym szczeniakiem. Jest typową dwudziestodziewięciolatką z pasją do czytania i jeszcze większą pasją do pisania. Niezwykle dumna orędowniczka zdrowia psychicznego - Chloe nie ukrywa osobistych walk i przekłada je w swojej twórczości.


Tytuł: Binding 13. Część 1
Autorka: Chloe Walsh
Seria: Boys of Tommen. Tom 1.1
Data premiery: 29.06.2023
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 486
Ocena: 9/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem NieZwykłe:


Czytaj dalej »

piątek, 15 września 2023

Alice Oseman - I Was Born for This



W życiu Angel Rahimi liczy się tylko jedno: The Ark – pop-rockowe trio chłopaków, które podbija świat. Jako członkini ich fandomu zyskała wszystko, co kocha – przyjaciółkę Juliet, marzenia i swoje miejsce w świecie. Jej muzułmańska rodzina nie pochwala zachwytów Angel, ale dziewczyna podskórnie czuje, że są w niej emocje i tęsknoty, których jej bliscy nigdy nie zrozumieją.

Jimmy Kaga-Ricci wszystko zawdzięcza The Ark. Jest frontmanem zespołu, a gra w kapeli z przyjaciółmi to spełnienie jego marzeń, nawet jeśli tylko podsyca jego niepokój. Choć fani w pełni akceptują fakt, że Jimmy jest osobą trans, są stale obecni w jego życiu, trzymając kciuki za relację Jimmy’ego z wieloletnim przyjacielem i kolegą z zespołu, Rowanem. Jednak Jimmy i Rowan są tylko przyjaciółmi, a Rowan ma sekretną dziewczynę, o której fani nigdy się nie dowiedzą.

Marzenia nie zawsze spełniają się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Kiedy Jimmy i Angel niespodziewanie zbliżają się do siebie, odkrywają, jak dziwne i zaskakujące może być zmierzenie się z rzeczywistością.


"I Was Born for This" to książka dla każdego, kto kiedykolwiek miał (lub ma) obsesję na punkcie jakiegoś zespołu. To historia dla tych, którzy w muzyce i fandomie znaleźli spokój i swoje własne miejsce, gdy rzeczywistość zdawała się być nieznośna. Chociaż za mną są już te lata i czytając tę książkę czułam się odrobinę staro, tak ta drzemiąca we mnie była nastolatka poczuła się rozumiana i widziana - zresztą, jak zawsze podczas czytania książek Alice Oseman.

Autorka przedstawia nam dwie zupełnie różne perspektywy tej historii. Z jednej strony mamy nastoletnią Angel, największą fankę zespołu The Ark, która żyje i oddycha ich muzyką. Samotnie wyrusza w odwiedziny internetowej przyjaciółki, z którą ma spotkać się po raz pierwszy w życiu i wybrać się na ich pierwszy koncert zespołu. Natomiast z drugiej strony dostajemy pierwszorzędny wgląd w życie The Ark, poznając perspektywę Jimmy'ego, frontmana zespołu, który przechodzi właśnie przez trudny okres w swoim życiu i zaczyna kwestionować swoją sławę i miejsce w zespole. Co się stanie, gdy te dwa zupełnie różne światy się zderzą?

Na samym początku ostrzegam, bo wiem jak brzmi opis - ta historia to pod żadnym pozorem nie jest romans. Właściwie romans to ostatnie, o czym bym pomyślała, opisując tę książkę. Dla mnie jest to przede wszystkim historia mocno skupiająca się na rozwoju bohaterów, na ich przeżyciach i turbulencjach emocjonalnych, relacjach z innymi, ale też z samym sobą. Zestawienie dwóch tak różnych od siebie perspektyw - fanki i idola - naprawdę pozwala nam dostrzec dwie zupełnie różne wersje życia i to jak łatwo jest nam idealizować innych. Czasami czytając przemyślenia Angel, obserwując jej miłość do The Ark i to, ile w stanie byłaby zrobić dla nich, czułam wewnętrzne zażenowanie, przypominając sobie siebie sprzed wielu lat. W końcu kto z nas nigdy nie oszalał na punkcie jakiegoś celebryty? Osobiście jednak nie za bardzo wciągnęłam się w tę część historii, która skupiała się na niej - być może dlatego, że nie jestem odpowiednim odbiorcą tej książki i czułam się bardzo odseparowana od jej przeżyć.

Natomiast rozdziały, które przybliżają nam życie Jimmy'ego, Listera i Rowana... to był emocjonalny rollercoaster. Wszyscy jesteśmy świadomi wad i zalet życia gwiazd, a jednak przebywanie w głowie jednej z osób, które z pierwszej ręki przeżywają ciężką pracę, brak prywatności i rozkładanie ich życia na czynniki pierwsze, naprawdę dawało momentami w kość. Rozdziały z perspektywy Jimmy'ego są tak... surowe. Prawdziwe. Trudne. Ukazują bolesną prawdę, że chociaż może nam się wydawać, że ktoś ma wszystko - sławę, miłość, szczęście, pieniądze - tak naprawdę za kulisami może dziać się tak wiele rzeczy, o których nikt nie wie. Ataki paniki Jimmy'ego, alkoholizm Listera, ukrywanie związku przez Rowana i tak naprawdę brak kontroli nad jakimkolwiek aspektem ich życia, to wszystko było momentami wręcz zbyt prawdziwe. Alice Oseman zawsze imponowała mi umiejętnością ukazania zmagań z problemami właśnie takimi, jakie są. Nie boi się pokazywania tych brzydkich, trudnych momentów, poruszania tematów tabu. Czasami musiałam sobie robić przerwy, siedząc w głowie Jimmy'ego, która potrafiła być naprawdę mroczna, bo jego myśli, jego cierpienie i samotność stawały się przytłaczająco realistyczne.

Chyba właśnie to podobało mi się w tej książce najbardziej - to, że otwarcie ukazuje, że mamy prawo czasami poczuć się źle i poprosić o pomoc innych. I że stara się przekazać, że stawianie swojego zdrowia psychicznego na pierwszym miejscu jest najważniejsze i nikt nie powinien sprawiać, że poczujemy się z tego powodu źle. Nieważne z czym się zmagamy, kim jesteśmy, jak żyjemy, każdy z nas ma prawo powiedzieć "stop", zrobić sobie przerwę i zadbać o siebie. Historia Jimmy'ego świetnie ukazuje, jak ważne jest poznanie swoich granic i limitów, nauczenie się odmawiania innym. W końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - nawet tak wielkie gwiazdy, które zdają się nam być ze stali. 

Mam wrażenie, że nie jestem niestety odpowiednim odbiorcą tej historii, bo myślę, że bardziej przemówi do młodszych, nastoletnich czytelników, ale doceniam ją tak, jak każdą inną książkę Oseman. Porusza wiele ważnych tematów - czy to zdrowia psychicznego, uzależnień, religii, toksycznych związków, czy przyjaźni i relacji z rodziną. Niestety nie potrafiłam się w nią zaangażować tak, jak w przypadku jej innych książek i pod koniec czułam się odrobinę nieusatysfakcjonowana. Szczególnie, że pewne wątki się po prostu urywają i pozostają otwarte. Mimo wszystko i tak uważam, że każda książka Oseman jest warta przeczytania - mało kto potrafi tak prawdziwie ująć w słowa uczucia i doświadczenia wielu różnych ludzi na świecie. 


Alice Oseman - brytyjska pisarka, autorka wielu komiksów i jednocześnie studentka anglistyki na Uniwersytecie Durham. Jej pierwsza publikacja została wydana, gdy miała 17 lat. W swoich historiach skupia się na życiu nastolatków we współczesnej Wielkiej Brytanii.


Tytuł: I Was Born for This
Autor: Alice Oseman
Data premiery: 17 maja 2023
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar:

Czytaj dalej »

wtorek, 12 września 2023

Elle Kennedy - Kompleks grzecznej dziewczynki | Recenzja patronacka



Mackenzie „Mac” Cabot to mistrzyni spełniania oczekiwań: wymagających rodziców, grupy znajomych z prestiżowej szkoły, długoletniego chłopaka. Jednak ciągłe trzymanie się zasad potrafi być wyczerpujące. I choć Mac pragnie jedynie rozwijać swój biznes internetowy, to najpierw na życzenie rodziców musi zdobyć dyplom. A to oznacza przeprowadzkę do nadmorskiego miasteczka Avalon Bay.

Mac ma wprawę w tłumieniu swoich żywiołowych impulsów. Kiedy jednak poznaje Coopera Hartleya, miejscowego chłopaka z kiepską reputacją, ta umiejętność zostaje wystawiona na próbę. Cooper jest nieokrzesany. Szorstki. Szczery. Stanowi zagrożenie dla jej uporządkowanej egzystencji. Wkrótce ich przyjaźń staje się najprawdziwszą rzeczą w życiu Mac. Mimo że Cooper gardzi bogatymi i rozwydrzonymi studentami Garnet College, którzy przewijają się przez jego miasto, szybko zdaje sobie sprawę, że Mac nie jest taka jak oni, i zakochuje się w niej. Bez pamięci. Ich relacji jednak zagraża pewna tajemnica. No ale cóż, przecież nic nie może być zbyt proste, prawda?


Elle Kennedy to dla mnie autorka, po książki której sięgam w ciemno - przynoszą komfort, wiem, czego się mogę spodziewać, a na dodatek to dzięki chociażby jej sportowym romansom sama zakochałam się w czytaniu, gdy miałam naście lat. "Kompleks grzecznej dziewczynki", tom rozpoczynający jej najnowszą serię "Avalon Bay", to pod wieloma względami było dla mnie zupełne zaskoczenie. Gdy wybieram książki do objęcia patronatem, jestem bardzo ostrożna i wybredna - a zupełnie szczerze, normalnie nie przepadam za tego typu historiami. To coś kompletnie innego od znanego nam i uwielbianego uniwersum "Off-Campus". Elle Kennedy w tym wydaniu rezygnuje ze swoich typowo romantycznych, lekkich historii studenckich, a zamiast tego kieruje się bardziej w stronę dramatów w stylu "One Tree Hill" (który jest jednym z moich ulubionych seriali, więc może trafiłam idealnie). A jednak, pomimo tego, że czytając ją wyszłam spoza swojej książkowej strefy komfortu, zupełnie nie mogłam się oderwać. Ta historia uzależnia. Przekracza granice przyzwoitości, jest pełna konfliktów i nieidealnych bohaterów, ale spróbujcie się od niej oderwać, a wam się nie uda.

Okładki tej serii są mylące, bo nawet ja, sięgając po "Kompleks grzecznej dziewczynki", szykowałam się na lekki, wakacyjny romans. Nic bardziej mylnego. Chociaż rzeczywiście przenosimy się do klimatycznego, nadmorskiego miasteczka, cała historia opiera się między innymi na konflikcie zbudowanym na wieloletniej historii i niechęci pomiędzy bogatą częścią miasta, którą bohaterowie nazywają "klonami", a tą biedniejszą. To świat, którym rządzą konflikty, imprezy, seks i walka z uprzywilejowanymi osobami z kompleksem wyższości, którzy przyczyniają się do napiętej atmosfery w mieście. Już sam początek zapowiada historię, w której nie obędzie się bez emocjonalnych turbulencji i zawirowań, a to uczucie trzyma w napięciu aż do samego końca.

Lokalni mieszkańcy Avalon Bay od wielu lat mają na pieńku z bogaczami z pobliskiego college'u, którzy próbują się panoszyć po ich miejscówkach i wszędzie szukają kłopotów. Główny bohater, Cooper, razem ze swoim bratem ledwo wiążą koniec z końcem, mieszkając samotnie w domu i chwytając się różnych robót, aby zapewnić sobie przetrwanie. Kiedy więc podczas jednej ze zmian w barze Cooper zostaje sprowokowany do bójki przez Prestona, bogatego dupka, oraz jego kumpli, i w rezultacie zostaje zwolniony, postanawia za wszelką cenę się na nim zemścić. A jak najlepiej zniszczyć człowieka? Uderzyć tam, gdzie go najbardziej zaboli. Gdy przyjaciele rzucają pomysłem, by odbił mu jego dziewczynę, a potem utarł mu tym faktem nosa i ją porzucił, pomysł wydaje mu się słaby, ale chęć zemsty prowadzi do tego, że się zgadza. W końcu piękna i niedostępna Mackenzie niczym się nie różni od swojego chłopaka - reprezentuje sobą wszystko, czego Cooper nienawidzi. A jednak, gdy zaczyna się wokół niej kręcić, chłopak szybko przekonuje się o tym, że być może zupełnie się na jej temat pomylił i pod powłoką tej grzecznej, bogatej dziewczynki, ukrywa się zabawna i seksowna kobieta, na punkcie której mógłby oszaleć. Jednakże czy związek, który rozpoczyna się od kłamstwa, ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie?

Jestem tak przyzwyczajona do tego, że zazwyczaj błyskawicznie zakochuję się w postaciach Kennedy, że zajęło mi to trochę czasu, by przyzwyczaić się do skomplikowanych charakterów postaci w tej książce. Cooper, jego brat Evan, oraz ich paczka przyjaciół - na czele z Heidi, Steph i Alaną - są tak niejednoznaczni, jak tylko można. Z pewnością nie pomaga fakt, że cała historia rozpoczyna się od szczeniackiego zakładu, w którym Cooper miałby odbić dziewczynę Prestonowi, a potem ją porzucić. Zagranie godne podstawówki, nieprawdaż? Napędzani nienawiścią i chęcią zemsty bohaterowie nie widzą problemu w zabawianiu się emocjami Mac, jeśli tylko uda im się utrzeć nosa bogaczom. Nie będę nawet ukrywać, że wzbudzili we mnie niesmak, ale bardzo podobało mi się to, że dało to początek wielu wątkom i pozwoliło ukazać wielowarstwowość postaci, w tym także tych drugoplanowych. Cooper, Evan, ich znajomi - oni wszyscy mają swoje gorsze i lepsze momenty, czasami miałam ochotę nimi potrząsnąć, ale krok po kroku odkrywają kolejne warstwy, dzięki którym rozumiemy ich odrobinę bardziej.

Historia Mac i Coopera nie jest typowo romantyczną historią, do której przyzwyczaiła mnie Kennedy, ale jest w nich coś takiego uzależniającego, że nie mogłam się oderwać. Już od samego początku można zauważyć, że nie jest to relacja, w której będzie zawsze radośnie, wspaniale i bezkonfliktowo - obydwoje są upartymi osobami z ciętymi osobowościami, lubią się sprzeczać na przeróżne tematy i być może dlatego od razu nawiązuje się między nimi ta dziwna przyjaźń, od której nie potrafią odejść. Nawet pomimo tego, że Mac ma chłopaka i rodziców, którzy nigdy w życiu nie pochwaliliby tej relacji. Dawno nie czytałam o bohaterach tak różnych od siebie, a jednocześnie tak idealnie do siebie wpasowanych. Są jak mieszanka wybuchowa, czasami wystarczy im chwila, aby wybuchnąć. Szczerze mówiąc, ich dynamika jest bardzo ciekawa, bo jest inna - potrafią jednocześnie okazywać sobie miłość na przeróżne sposoby, kłócić się o głupoty i uprawiać najlepszy seks pod słońcem. Z pewnością nie ma z nimi nawet chwili nudy.

Zawsze uwielbiałam twórczość autorki za to, że jej książki to było coś więcej, niż tylko romans, i tym razem też się nie zawiodłam. Poza świetnym i pochłaniającym wątkiem miłosnym, Kennedy rozwija w tle całą masę innych postaci i wątków, a wszystko to w pięknym, klimatycznym nadmorskim miasteczku, który przywodzi na myśl gorące wieczory powoli kończącego się lata. Bohaterowie tej serii mają wiele za uszami, są skomplikowani, czasami robią głupoty, kierują się emocjami, a nie rozumem, ale jest to na pewien sposób uzależniające. I chociaż na początku może się wydawać inaczej, podoba mi się to, że mamy też szansę dostrzec jak długą historię ma paczka tych przyjaciół i jak bardzo dobrze się znają - na tyle dobrze, że zawsze są gotowi zrobić dla siebie wszystko. Jestem bardzo ciekawa, jak te wątki rozwiną się w kolejnych tomach serii.

Wyraźnie widać, że Elle Kennedy chciała spróbować czegoś innego po latach pisania w uniwersum Briar i nie będę ukrywać - na początku było mi z tym dziwnie. Może po prostu jestem już tak przyzwyczajona do hokeistów i studenckich klimatów (chociaż te przewijają się także w tej książce), że czasami czytając "Kompleks grzecznej dziewczynki" miałam wrażenie, że czytam książkę kogoś zupełnie innego. Ale jednocześnie ogromnie mi się to podobało - to był taki restart i nowy początek, który zapewnił mi parę godzin naprawdę świetnej rozgrywki. Uzależniłam się od Mac i Coopera, nawet jeśli ich historia nie jest idealna. Może dlatego, że wszyscy bohaterowie tej powieści mieli po prostu świetną chemię i dynamikę, która popychała fabułę do przodu i nie pozwalała się oderwać. Były  emocje i humor, konflikty i zdrady, przyjaźń i miłość. Mogę mieć tylko nadzieję, że kolejne części będą równie uzależniające.


ELLE KENNEDY to kanadyjskiego pochodzenia autorka romansów. Napisała takie książki jak "Błąd" czy "Układ". Znalazła się na liście bestsellerów New York Time, USA Today oraz Wall Street Journal. Jest również znana pod pseudonimem Leeanne Kenedy.

W 2010 roku pisarka była nominowana do prestiżowej nagrody RITA Award za swoją debiutancką powieść "Silent Watch". Ponadto nominowano ją do Goodreads Choice Award w kategorii: najlepszy romans.

Elle Kennedy dorastała w Toronto, Ontario, natomiast w 2005 r. ukończyła anglistykę na Uniwersytecie Nowojorskim. Już od najmłodszych lat wiedziała, że pragnie zostać pisarką i już jako nastolatka usilnie próbowała spełnić to marzenie. Na chwilę obecną pisze dla kilku różnych wydawców. Ponadto twierdzi, iż uwielbia silne bohaterki oraz seksownych alfa bohaterów.


Tytuł: Kompleks grzecznej dziewczynki
Autor: Elle Kennedy
Seria: Avalon Bay. Tom 1
Tytuł w oryginale: Good Girl Complex
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 392
Data premiery: 31.08.2023
Ocena: 8/10



Czytaj dalej »

sobota, 9 września 2023

K. Bromberg - Last Resort



Miałam go już nigdy więcej nie spotkać.

Poznaliśmy się w nocnym klubie. Zaczął mnie podrywać przy barze, a ja wprost nie mogłam oderwać od niego wzroku. Obłędnie przystojny, irytująco arogancki, ale pociągający jak diabli. Przy nim udało mi się nawet zapomnieć, że zaledwie parę godzin wcześniej rozstałam się z chłopakiem, i pozwoliłam sobie na chwilowe szaleństwo. Drinki z pewnością mi to ułatwiły…

Na jedną upojną noc.

Bez imion. Bez nazwisk.

Bez zobowiązań. Bez dalszego ciągu.

Najlepszy seks w moim życiu – ale to wszystko.

Takie przygodne znajomości nie są w moim stylu.

Następnego ranka przychodzę do pracy na stresującą rozmowę z naszym nowym klientem. I kogo widzą moje podkrążone, niewyspane oczy? Jego. A raczej trzech facetów, którzy wyglądają jak on. Trojaczki. W ramionach którego z nich wczoraj krzyczałam z rozkoszy?

I tak oto wylądowałam w tym rajskim miejscu, na Wyspach Dziewiczych, jako konsultantka firmy S.I.N., u boku jednego z braci, Callahana Sharpe'a. Moim zadaniem jest pomóc mu spełnić obietnicę, którą dał swojemu umierającemu ojcu – uratować przynoszący straty kurort i zająć się jego całkowitą metamorfozą. To trudny projekt, ale jeszcze trudniejsze jest trzymanie się zasady: nie sypiaj ze swoim szefem, bo masz zbyt wiele do stracenia…


"Last Resort" to książka rozpoczynająca najnowszą serię Bromberg na naszym rynku, która tym razem przenosi nas do korporacyjnego, biurowego świata. Po jej wspaniałej - i szczerze mówiąc jednej z moich ulubionych - sportowej serii "Bezwzględna gra", byłam naprawdę podekscytowana, aby rozpocząć coś nowego. Jej lekkie pióro, którym potrafi ująć zarówno humor, jak i emocje, potrafi być uzależniające i jest jednym z powodów, dla których tak przyjemnie czyta mi się jej książki. Ale czy udało jej się tego dokonać także i tym razem?

Sutton Price właśnie zakończyła toksyczny związek z facetem, który od lat obniżał jej samoocenę i krok po kroku obdzierał ją z pewności siebie. Dopiero szczera i emocjonalna rozmowa z najbliższą przyjaciółką pozwoliła jej dostrzec, jak wiele z siebie utraciła w tej relacji. Dostaje od przyjaciółki tylko jedną prośbę - aby Sutton w końcu zrobiła coś tylko dla siebie. Tak więc, gdy nadarza się okazja, a jej szefowa prosi ją o przejęcie kontroli nad najnowszym projektem odnowy hotelu na Wyspach Dziewiczych, po chwilowym wahaniu postanawia zaryzykować i przyjąć zlecenie. Gdy wybierają się razem z przyjaciółką do baru, aby świętować wolność, z pewnością nie spodziewa się też, że całą noc spędzi uprawiając najlepszy seks w jej życiu z nowo poznanym facetem, którego imienia nawet nie zna. Może los w końcu się do niej uśmiechnął? Nie spodziewa się jednak, że idąc na spotkanie z nowym klientem następnego ranka, wejdzie do sali, a tam spotka ją największe zaskoczenie jej życia - trójka identycznie wyglądających braci, z czego jednym z nich to musi być on. Tylko który z nich zeszłego wieczoru doprowadził ją do wielokrotnych orgazmów? Sutton jest prawie pewna, że to najmłodszy z nich - Callahan Sharpe - ze swoim aroganckim uśmieszkiem i niewyparzonym językiem, ale nie może być tego pewna. A teraz czeka ją wielomiesięczna wyprawa do raju i bliska współpraca z tym facetem, która może okazać się największym wyzwaniem w jej życiu - albo może kosztować ją jej pracę.

Trzeba to przyznać - Bromberg wie, jak wzbudzić zainteresowanie czytelnika na początku książki, bo sytuacja z Sutton i trojaczkami doprowadziła mnie do takiego śmiechu, że jednocześnie ocierałam łzy i umierałam z zażenowania razem z bohaterką.  I miałam nadzieję, że autorka trochę dłużej to pociągnie, bo ten wątek miał predyspozycję do stworzenia tak wielu zabawnych sytuacji, ale niestety dość szybko został rozwiązany. To było moje pierwsze rozczarowanie, które niestety poprowadziło do kilku kolejnych, a największym z nich była niestety cała relacja Sutton z Callahanem.

Książki, w których głównych motywem są sceny erotyczne, a głównym celem bohaterów jest krążenie wokół tematu seksu, nie są dla mnie. Szybko się niestety przekonałam, że mamy tu do czynienia z tego typu romansem, który nie rozwija się za bardzo poza namiętność i pragnienie wskoczenia sobie do łóżka, z którym bohaterowie walczą przez większość czasu. Callahan to tak typowy kobieciarz i playboy, że skończyłam tę książkę z poczuciem, że nie poznałam jego charakteru wystarczająco. Owszem, dostajemy wgląd w jego osobistą historię związaną ze śmiercią taty, jego niechęcią do pracy w firmie i nienawiścią jego braci do jego osoby, ale przez większość czasu przyćmiewała to jego ciągła gadka o seksie, aluzje do seksu z Sutton i myśli o tym, co chciałby z nią wyprawiać. Rozumiemy - chcesz jej w swoim łóżku - naprawdę nie muszę o tym czytać przez 3/4 książki.

Muszę natomiast przyznać, że determinacja Sutton, aby mu nie ulec, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie będę kwestionować jakim cudem działały na nią niektóre jego teksty, zazdrość oraz apodyktyczna natura, gdy mu odmawiała, a on ciągle ją kusił (nie wiem, może rzeczywiście wyprawiał jakieś czary w łóżku, good for her). Natomiast to, że postawiła wyraźne, profesjonalne granice, których nie pozwoliła mu przekroczyć dopóki nie zagwarantuje jej czegoś więcej, niż kolejnej nocy bezmyślnego seksu, skoro na szali jest jej własna praca, bardzo mi zaimponowało. Obawiałam się, że szybko skoczą sobie znowu do łóżka, ale przyjemnie było zobaczyć, jak zdecydowanie zbyt pewny siebie facet, któremu kobiety nigdy nie odmawiają, pracuje w pocie czoła, aby rozpracować Sutton i jej pragnienia. Należała mu się taka pobudka.

Żałuję, że autorka nie daje bohaterom szansy, aby trochę bardziej się poznać na poziomie innym, niż czyste fizyczne zainteresowanie. Dopiero w ostatnich stronach Sutton i Callahan odkrywają karty na tyle, aby być ze sobą pod względem emocjonalnym, pracują, by odkryć swoje demony i otwierają serca na możliwość, że być może rzeczywiście łączy ich coś więcej. I te sceny, gdy są ze sobą wrażliwi, otwarci i prawdziwi, podobały mi się najbardziej - wiele bym oddała, aby było ich więcej, w zamian za te nudne, powtarzające się sceny erotyczne.

Najbardziej interesująca była we wszystkim relacja Callahana z jego braćmi, która nie mogłaby być bardziej skomplikowana. Na początku mogłoby się zdawać, że zderzają się po prostu ich zupełnie odmienne charaktery - ta lekkomyślność Callahana, którą budzi wrażenie, jakby na niczym mu nie zależało, ze stoicką bezwzględnością Ledgera i Forda - ale okazuje się, że ich historia sięga głębiej. Nie będę ukrywać, chociaż Callahan nie zostanie moją ulubioną postacią na świecie, tak jego bracia mocno testowali moją cierpliwość swoim chamskim i prostackim zachowaniem. Dużo między nimi wszystkimi zazdrości, własnych przekonań i dumy, którą motywowała niepewna relacja z teraz już zmarłym ojcem. Gdyby nie ten wątek, zapewne dużo szybciej straciłabym zainteresowanie tą historią - pchał on fabułę do przodu i wzbudzał emocje, których nie udało się wzbudzić relacją Sutton i Callahana.

Przebrnęłam przez tę książkę błyskawicznie i dobrze się bawiłam, ale nie do końca tego oczekiwałam. Określiłabym ją bardziej jako taki niewymagający przerywnik, aniżeli romans od którego można by czegoś oczekiwać. Nie zakochałam się w Sutton i Callahanie, a przecież głównie po to czytam romanse - aby kibicować bohaterom i im miłości, poznawać ich w pięknych, ale też trudniejszych momentach. Z nimi nie udało się nawiązać takiego przywiązania. Nie ukrywam, o wiele bardziej ciekawią mnie bracia Callahana, którzy mają od niego zupełnie różny charakter. Moja relacja z nimi jest wyboista, ale ciekawi mnie, co zaserwują nam w kolejnych częściach. 


K. Bromberg zabłysnęła w świecie literatury dzięki powieści "Namiętność silniejsza niż ból". Książka stała się bardzo szybko bestsellerem w Stanach Zjednoczonych. Po oszałamiającym sukcesie, przetłumaczono ją na wiele innych języków - w tym język polski. Idealne łączy powieści obyczajowe z romantyczną historią, która zawsze przepełniona jest wątkami erotycznymi. Czytelniczki na całym świecie już pokochały tę wybuchową mieszankę.

Bromberg jest jedną z najlepiej sprzedających się autorek wg New York Times. Bycie pisarką łączy z byciem mamą trójki dzieci. Mieszka w w Południowej Kalifornii. Jak sama wyznaje, prywatnie ubóstwia czekoladę, mogłaby pić litrami dietetyczną colę z rumem i godzinami słuchać bardzo głośniej muzyki. Gdy nadchodzi czas wyciszenia, zanurza się w świat literatury. Rodzinne obowiązki udaje jej się połączyć z rozwojem literackim; przyznaje, że jest fanką e-booków.


Tytuł: Last Resort
Autor: K. Bromberg
Seria: S.I.N. Tom 1
Data premiery: 14 czerwca 2023
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Luna: 




Czytaj dalej »

środa, 6 września 2023

Ashley Herring Blake - Delilah Green ma to gdzieś



Delilah Green przysięgła sobie, że nigdy nie wróci do Bright Falls – nie czekało tam na nią nic poza wspomnieniami samotnego dzieciństwa. Jej życie to Nowy Jork i kariera fotograficzna, która w końcu nabiera rozpędu, a jej łóżko nigdy nie jest puste. Jasne, każdej nocy to inna kobieta, ale właśnie to jej odpowiada.

Kiedy macocha przekonuje ją do fotografowania ślubu Astrid, jej przyrodniej siostry, Delilah wraca do Bright Falls. Planuje zostać tam najkrócej, jak się da. Lecz gdy na jej drodze staje Claire Sutherland, jedna z przyjaciółek Astrid, uznaje, że czas w Bright Falls może przynieść jej trochę rozrywki i przy okazji pozwoli wyrównać rachunki…

Claire Sutherland samodzielnie wychowuje jedenastoletnią córkę, użera się ze swoim nieodpowiedzialnym ex i prowadzi księgarnię, ceniąc nad wszystko życie bez niespodzianek – takich, jak na przykład Delilah Green. Ale to się może zmienić…

Chociaż znają się od lat, tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą, więc Delilah budzi w Claire strach, bo potrafi ją rozgrywać, jakby miała w ręku instrukcję obsługi…


Zawsze z wielką chęcią sięgam po romanse w/w, zwłaszcza że niestety nie ma ich za wiele na naszym polskim rynku wydawniczym. Opis tej książki naprawdę zapowiadał się obiecująco - małe miasteczko, wytatuowana fotografka, która wcale nie chce tu przebywać i samotna matka, która tak się składa, jest jednocześnie najlepszą przyjaciółką siostry głównej bohaterki... a jednak, chociaż zapowiadało się wyśmienicie, nie pokochałam tej książki tak, jak miałam nadzieję ją pokochać. Cały czas czułam, że czegoś mi brakowało i historia była tylko okej - nie zła, ale też nie wyśmienita. Co jest rozczarowujące, bo naprawdę pokładałam w niej wielkie nadzieje.

Nasza tytułowa bohaterka, Delilah Green, nigdy nie planowała powracać do rodzinnego miasteczka Bright Falls na dłużej, niż to konieczne. To miejsce kojarzy jej się jedynie z utratą ojca i samotnością, jaką czuła, żyjąc ze swoją macochą i przyrodnią siostrą - z rodziną, do której nigdy nie pasowała. A jednak zbliża się ślub jej siostry Astrid, na którym ma być fotografką i chociaż wcale nie ma ochoty brać udziału w żadnych przedweselnych wydarzeniach, mogłaby skorzystać z hojnego przypływu gotówki, jaką jej zaproponowano. Wtedy jednak na scenę wchodzi Claire - najlepsza przyjaciółka jej siostry, która nie rozpoznając z kim ma do czynienia, podbija do niej w barze. Claire samotnie wychowuje jedenastoletnią córkę, jednocześnie próbując dogadać się ze swoim nieodpowiedzialnym byłym, który ponownie pojawił się w ich życiu, nie ma więc czasu na randki. A jednak brakuje jej bliskości z drugą osobą, więc gdy przyjaciółka namawia ją, by zdobyła czyjś numer, postanawia spróbować... podrywając ostatnią osobę, którą powinna. Chociaż Delilah i Claire znają się z dzieciństwa, nigdy tak naprawdę nie było im po drodze. Teraz też nie powinno, a jednak pojawia się między nimi niespodziewana iskra, która może wprowadzić trochę zamieszania do weselnych przygotowań...

Romanse napisane w trzeciej osobie prawie zawsze przysparzają mi wiele problemów, bo choćbym bardzo chciała, nie potrafię się zaangażować emocjonalnie w historię bohaterów. I to był niestety mój główny problem z tą książką - cały czas czułam ten niewidzialny mur pomiędzy mną, a tym, o czym czytałam i chociażbym nie wiadomo jak się starała, czułam się oderwana od wydarzeń i bohaterów. Problemem może być też sam sposób pisania autorki, jej tendencja do strasznie długich monologów, które wręcz za bardzo wszystko próbują wyjaśnić i rozwinąć, i które przewijają się kilkukrotnie, aż czasami miałam dość czytania tych samych przemyśleń bohaterek, jakby nie dotarło to do mnie za pierwszym razem. I nie wiem już czy to właśnie to było powodem, dlaczego trochę męczyłam tę książkę, czy może rzeczywiście czegoś tu zabrakło. Historia Delilah i Claire, chociaż miała predyspozycje do bycia czymś świetnym, niestety wypadła dość płasko. Być może przez to, że przez większość czasu nie wyczuwałam między nimi niczego poza zwykłym zainteresowaniem seksualnym, a być może dlatego, że nie było między nimi żadnej chemii. Gdyby ktoś mnie zapytał co połączyło ze sobą bohaterki poza seksem, zapewne nie potrafiłabym odpowiedzieć. 

Delilah jest interesującą postacią, bo przez większość czasu nie wiedziałam co o niej sądzić. To nie jest taka typowa bohaterka, którą natychmiastowo obdarzamy miłością i jej kibicujemy - jest trochę egoistyczna, sarkastyczna i swoim zachowaniem daje znać wszystkim wokół, że nic poza nią jej nie obchodzi (a ja dopiero teraz zauważyłam, że w sumie mogłam się tego spodziewać po tytule). Ale całe szczęście, im brniemy dalej, tym więcej jej warstw odkrywamy. Szczerze powiedziawszy, chyba to właśnie jej relacja z rodziną i uczucia, jakie budzi w niej miasteczko, interesowały mnie w tej historii najbardziej. Pośród całych tych zawirowań związanych ze ślubem jej siostry, Astrid, z prawdopodobnie największym białym dupkiem wśród hetero mężczyzn, mamy szansę odkryć jak wiele skrytych uczuć nosi w sobie zarówno Delilah, jak i jej siostra, aż od czasów dzieciństwa. Zarówno tych związanych ze śmiercią taty Delilah, jak i wszystkiego potem - lata nieporozumień, niewypowiedzianych słów i braku jakiejkolwiek komunikacji, gdy każda z nich nosiła w sobie urazę za sytuacje, których nigdy nie próbowały zrozumieć.

Cała reszta bohaterów natomiast wypadła bardzo kartonowo. Wręcz jakby przypisano im bardzo stereotypowe łatki i nic poza nimi nie dostajemy. I zapewne mój problem z narracją tutaj nie pomógł, ale chociażbym chciała, tak naprawdę żadna z tych postaci nie zrobiła na mnie wrażenia, tym bardziej, że jak na osoby, które zbliżają się trzydziestki (albo są po?), większość z nich zachowywała się gorzej jak dzieci z podstawówki. Dziwne gierki, krążenie wokół ważnych tematów, nie wspominając o tym, że Iris, Delilah i Claire wolały robić żarty narzeczonemu Astrid, niż z nią szczerze porozmawiać, że martwią się, że wychodzi za takiego dupka. Autorka nie przedstawiła zbyt pochlebnego i interesującego obrazu drugoplanowych postaci, abym była zainteresowana ich książkami.

Jedyne, co naprawdę mi się podobało i za co bardzo tę książkę cenię, jest sposób, w jaki przedstawia ona osoby queer. Seksualność Claire i Delilah jest ich częścią, a nie cechą charakteru - wpływa na to, jak postrzegają siebie i rzeczywistość wokół, jest przedstawiona bardzo naturalnie i w sposób, który z pewnością pozwoli wielu czytelnikom się z nimi utożsamić. Było tak wiele momentów, które pozwoliły mi zajrzeć w ich umysł, w tę rzeczywistość bycia osobą queer w świecie, w którym bycie hetero jest uznawane za normę i wręcz narzucane każdemu - jak chociażby w scenie w barze, gdy do Delilah podbija facet, a ona martwi się, że będzie musiała zrobić coming out przed nieznajomą osobą, bo inaczej się od niej nie odczepi. Chociażby z powodu tak ważnych momentów w tej książce naprawdę żałuję, że jej bardziej nie pokochałam. Mam ogromną nadzieję, że jeśli macie w planach tę książkę, spodoba wam się ona bardziej, niż mi. 


Ashley Herring Blake jest wielokrotnie nagradzaną pisarką i nauczycielką. Jest autorką sześciu powieści young adult, a także romansu dla dorosłych „Delilah Green ma to gdzieś”. Uwielbia kawę, koty, melancholijne piosenki i wesołe książki. Można ją znaleźć na Twitterze i Instagramie pod nazwą @ashleyhblake oraz w Internecie pod adresem www.ashleyherringblake.com. Mieszka wraz z rodziną na bardzo małej wyspie u wybrzeży Georgii.


Tytuł: Delilah Green ma to gdzieś
Autorka: Ashley Herring Green
Data premiery: 14.06.2023
Wydawnictwo: Must Read
Liczba stron: 416
Ocena: 6/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Must Read:


Czytaj dalej »

niedziela, 3 września 2023

Podsumowanie czytelnicze sierpnia


Wreszcie mogę to napisać - powróciły moje chęci do czytania! Po zmaganiu się z zastojem czytelniczym od prawie kwietnia, sierpień okazał się być (w końcu) miesiącem, gdy czytanie znowu stało się przyjemnością, a nie jedynie przymusem. A co najważniejsze, nie tylko udało mi się przeczytać jedenaście książek, co jak na tak powolnego czytelnika, jak ja, jest świetnym wynikiem, ale większość z tych książek mi się naprawdę podobała. Znalazłam kilku nowych ulubieńców, inne trochę mnie rozczarowały, ale i tak uważam to za świetny miesiąc. Wrzucam całą listę:

Marah Woolf, Korona popiołów - ★★★★★★☆☆☆☆
Jennifer L. Armentrout, Zaczekaj na mnie - ★★★★★★★★★★ (reread)
Mary E. Perason, Przysięga złodziei - ★★★★★★★★★☆
Elena Armas, The Long Game - ★★★★★★★★★★
Lynn Painter, Lepiej niż wczoraj - ★★★★★★★★★☆ 
Casey McQuiston, Red, White & Royal Blue - ★★★★★★★★★★ (reread)
Alexis Hall, Materiał na męża - ★★★★★★★☆☆☆
Chloe Gong, Last Violent Call - ★★★★★★★★★★
Mia Sosa, The Worst Best Man. Najgorszy drużba - ★★★★★★★★☆☆
Ashley Herring Green, Delilah Green ma to gdzieś - ★★★★★★☆☆☆☆
Julia Biel, Memory Almost Gone - ★★★★★★★★★★


NAJLEPSZA KSIĄŻKA MIESIĄCA:

Chociaż przeczytałam w sierpniu wiele świetnych książek, tak jedną, która trafiła do mnie najmocniej, pozostaje "The Long Game" Eleny Armas. Coś jest w jej książkach takiego, że zawsze czytam je z szerokim uśmiechem na twarzy i tylko z rozdziału na rozdział zakochuję się coraz bardziej w bohaterach i w ich historii - tak było również i tym razem. Natomiast trochę w innym klimacie, ale również muszę tutaj o niej wspomnieć, jest drugi tom historii Julii Biel "Memory Almost Gone", intrygujący, wciągający, ale również emocjonalny. Obydwie te książki będą miały premierę w tym miesiącu i już się nie mogę doczekać!

A jak wyglądał wasz sierpień?
Czytaj dalej »

sobota, 2 września 2023

Mia Sosa - The Worst Best Man. Najgorszy drużba



Organizatorka ślubna porzucona przed ołtarzem.

Tak, Carolinie Santos nie umknęła ironia.

Jednak mimo zawstydzającego epizodu z przeszłości, Lina jest w stanie spełniać marzenia innych ludzi jako najlepsza koordynatorka ślubna w stolicy.

Po zaimponowaniu wpływowemu gościowi otrzymuje szansę, która może zmienić jej życie. Jest tylko jeden problem... musi współpracować ze świadkiem jej niedoszłego męża.

Zmęczony życiem w cieniu swojego brata ekspert w dziedzinie marketingu Max Hartley jest zdeterminowany, by zostać zauważonym przez ważnego klienta. Potem dowiaduje się, że będzie współpracował z bystrą, oszałamiającą oraz całkowicie niedostępną byłą narzeczoną brata. A ona go nienawidzi.

Jeśli przetrwają następne kilka tygodni i dobrze wykonają prezentację, nie zabijając się nawzajem, oboje będą mieli z tego zyski.

Jednak nawet najlepsze plany mogą zostać pokrzyżowane, a Lina i Max szybko odkrywają, że niechęć może nie być jedynym uczuciem, jakim się darzą.

Tyle tylko, że ta pechowa para nie może stać się niczym więcej niż tymczasowymi przyjaciółmi, bo Lina nie jest zainteresowana miłością, a Max nie zamierza już nigdy być tym drugim po swoim bracie…


Gdy myślę o komediach romantycznych, mam na myśli właśnie takie książki: historie zaczynające się od absurdalnie zabawnych sytuacji, pełne humoru, szczypty chaosu i całej masy miłości. No bo wyobraźcie sobie taką sytuację - parę lat temu mieliście wziąć ślub z człowiekiem, który miał być waszym partnerem na dobre i na złe. Szykujecie się, zakładacie suknię ślubną, a potem brat, jednocześnie będący drużbą waszego przyszłego męża, przychodzi z przykrą wiadomością, że ślubu jednak nie będzie, bo wasz ukochany zwiał. Trzy lata później na nowo układacie sobie życie, gdy nagle dostajecie propozycję świetnie prosperującej pracy... i stajecie twarzą w twarz nie tylko z byłym narzeczonym, ale również jego bratem, z którym macie od teraz współpracować. Jeśli to nie jest przepis na najlepszą, najzabawniejszą katastrofę, to ja nie wiem - ale fabuła tej książki kupiła mnie od razu, a potem z każdą kolejną stroną bawiłam się tylko lepiej.

Życie naszej głównej bohaterki, Liny, trzy lata temu zmierzało do wymarzonego bajkowego zakończenia, ze ślubem jak z bajki, z ukochanym u boku. Ucieczki pana młodego jednak nie było w planach. Teraz, o ironio, kobieta sama stała się swego rodzaju guru w sprawie wesel, pracując jako organizatorka ślubów i dbając o szczęście innych par. Jak się jednak okazuje, czasami takie wydarzenia, które w pierwszej chwili zdają się niespodziewane - z pewnością nikt z nas nie chciałby zostać porzucony w dniu ślubu - mogą przynieść wiele dobrych zmian w życiu. Lina może i jest singielką, ale świetnie sprawdza się w swojej pracy i jest zadowolona ze swojej firmy. Oferta rozwinięcia swojej działalności i podjęcia współpracy z prestiżowym hotelem, którą nagle dostaje, mogłaby rozwiązać wiele jej problemów, jest tylko jeden haczyk - Andrew i Max. Jej niedoszły mąż oraz jego brat. To z Andrew i jego klientem ma konkurować o wymarzoną pozycję, a Max ma zostać jej nowym partnerem. Lina nie ma zamiaru pozwolić Maxowi na to, aby swoim zaskakująco pięknym uśmiechem i ciałem, na który nigdy wcześniej nie zwracała uwagi, odwrócił jej uwagę od tego, że w rzeczywistości go nie znosi i nadal pamięta, że to on przyczynił się do rozpadu jej niedoszłego małżeństwa. Szykujcie się więc na solidną dawkę hate to love, z całą masą przezabawnych docinek i gierek, bo ja osobiście pokładałam się ze śmiechu.

Nie ukrywam, na początku miałam pewne obawy co do tej książki. Chociaż opis brzmiał świetnie, tak ten cały wątek z bratem byłego narzeczonego wzbudzał we mnie wątpliwości i niepewność, bo nie lubię ani dramatów przeciąganych na siłę, ani - broń Boże - trójkątów miłosnych. Całe szczęście cała ta sytuacja rozwinęła się w najlepszy możliwy sposób, dając początek wielu przezabawnym sytuacjom, ale też szansę na rozwój naprawdę rewelacyjnego wątku miłosnego. Zresztą, tu nie ma wątpliwości, kto jest tym lepszym bratem - w chwili gdy poznacie Maxa, rozkocha was w sobie na całego. Dynamika pomiędzy nim, a Liną, już od samego początku budziła motylki w moim brzuchu i ogromną ekscytację. Taka chemia, w połączeniu ze wszystkimi tymi potyczkami słownymi, od razu utwierdziły mnie w przekonaniu, że czeka mnie rewelacyjna komedia romantyczna, jakiej właśnie potrzebowałam. I wcale się nie pomyliłam.

Historia Liny i Maxa to tego typu historia, którą widziałabym na ekranie. Nic dziwnego, bo z tego co mi wiadomo nawet pojawiła się informacja, że prawa do tej książki zostały wykupione. Mogę sobie wręcz wyobrazić, jak ta dwójka robi sobie na złość, czy też jak Lina stroi sobie żarty z Maxa, aby zemścić się za to, co wydarzyło się lata temu, jak powolutku rozwija się między nimi przyjaźń i uczucie, jakiego żadne z nich się nie spodziewało. Takie slow burny zawsze wyprawiają cudowne rzeczy z moim sercem i tym razem nie mogło być inaczej. Z tą dwójką nie dało się nudzić - zawsze albo miałam uśmiech na twarzy, albo motylki w brzuchu.

Czasami wydaje nam się, że życie powinno iść utartymi ścieżkami, według naszych planów i wyborów, jakby była tylko jedna droga prowadząca do szczęścia. A potem okazuje się, że pomimo naszych największych starań, niektóre rzeczy po prostu nie są nam pisane, a życie ma dla nas inne plany - niespodziewane, ale o wiele lepsze i na swój własny sposób idealne. Dla Liny może i takim planem był ślub z facetem, który był dla niej bezpiecznym wyborem - kimś, przy kim będzie mogła prowadzić spokojne życie, bez większych uniesień emocjonalnych, bez ekscytacji i wszechogarniającej miłości - aż wszystko szlag trafił, a na jej drodze stanęła ostatnia osoba, jakiej się spodziewała. Max wzbudził w niej uczucia, których bała się całe życie. Sprawił, że nie tylko chłonęła jego uwagę, każdą interakcję podsyconą uczuciem i humorem, ale przede wszystkim pokazał jej prawdziwą miłość - taką, która być może budzi strach, sprawia, że stajemy się podatni na zranienie, ale jest jednocześnie wspaniałą przygodą i domem, do którego zawsze możemy wracać.

Na dodatek jedną z moich ulubionych rzeczy w tej historii jest to, jak żywo i cudownie została tu przedstawiona brazylijska kultura. Jestem już tak przyzwyczajona do typowo amerykańskich historii, że nawet nie zwracam uwagi na kulturowe elementy, ale postać Liny, a także cała jej rodzina, wnoszą do tej książki tak wiele kolorów i cudownej kultury, którą osobiście od zawsze byłam zafascynowana. Począwszy od języka, po różne brazylijskie dania (ostrzegam, możecie zgłodnieć, bo ja po lekturze tej książki zapragnęłam upiec pão de queijo), rodzinną dynamikę i wszystko, na co składa się cała rodzina bohaterki. Absolutnie zakochałam się w tej różnorodności.

Oczywiście obiektywnie rzecz biorąc, nie mamy w tej historii nic nadzwyczajnego. Nie spodziewajcie się więc fajerwerków, czy chwytającej za serce historii, która już na zawsze zapadnie wam w serce. Ja momentami miałam problemy z tempem tej historii, szczególnie na początku, gdy etap nienawiści niemalże w mgnieniu oka przeszedł na etap wzajemnego zauroczenia i przyjaźni. Ale nie było to nic, co zepsułoby mi lekturę. Dla mnie jest to po prostu tego rodzaju historia, którą pochłania się wieczorkiem, gdy mamy ochotę na coś odprężającego, przyjemnego, lekkiego i romantycznego. Taka zabawna i urocza książka, do której podchodzi się bez większych oczekiwań, a z pewnością świetnie będziecie się na niej bawić. Jeśli miałabym polecić jakąś książkową komedię romantyczną, to z pewnością poleciłabym "The Worst Best Man".


Mia Sosa to amerykańska była prawniczka, a obecnie uznana autorka książek komediowo-romantycznych, które otrzymują szereg pochwał od czytelników i recenzentów. Pisarka jest finalistką konkursu Romance Writers of America Golden Heart 2015. Jej debiut "Unbuttoning the CEO" został umieszczony przez Book Riot na liście stu komedii romantycznych, które trzeba przeczytać.


Tytuł: The Worst Best Man. Najgorszy drużba
Autorka: Mia Sosa
Data premiery: 10.05.2023
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 8/10

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Filia:


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia