niedziela, 18 września 2022

Pippa Grant - Miliarder do wzięcia



Czarujący romans, który rozbawi was do łez opisami kobiety, która ma lekkie problemy z głową, mężczyzny, który ma lekkie kłopoty z sercem, nieudanej depilacji woskiem oraz najsłodszego psiaka, jaki kiedykolwiek bawił się w swata...

Niedostępny emocjonalnie. Jest wycofany, zimny i zamknięty jak magazyn z pociskami nuklearnymi. Stanowi również najlepszą partię stulecia. Przynajmniej według jego bankowych wyciągów. Mój udawany chłopak.

Hayes Rutherford wyznaczył mi proste zadanie. Mam trzymać swatających krewnych oraz zainteresowane kobiety na dystans od zamkniętego w sobie, zrzędliwego spadkobiercy mojego ulubionego imperium filmowego.

Jednak im bardziej przenikam przez otaczający Hayesa mur, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że mamy ze sobą wiele wspólnego.

Ale, jak to w przypadku udawanego związku z miliarderem, wszystko fajnie, pięknie, aż rozpęta się skandal.


Przyznaję - do sięgnięcia tej książki skusiła mnie perspektywa wątku udawanego małżeństwa. Ostatnio pożeram tego typu romanse i chociaż jestem prawie pewna, że co trzecia książka, którą czytałam w ostatnich miesiącach, właśnie na tym wątku się opiera, nadal jest mi mało. A opis "Miliarder do wzięcia" przemówił do mnie od razu. Muszę jednak przyznać, że dawno już żadna książka nie sprawiła, że skończyłam ją czytać taka skonfundowana i niepewna, jak ją w ogóle ocenić. Z jednej strony czytało mi się ją błyskawicznie i przyjemnie, a z drugiej przedziwnie. Czekałam z napisaniem tej recenzji kilka dni i szczerze powiedziawszy, nadal nie jestem pewna, co o niej sądzę. Zdecydowanie nie była to historia, jakiej się spodziewałam po tak zachęcającym opisie.

Begonia niedawno rozstała się z mężem, pragnie więc jednego - resetu, odrobiny odpoczynku z dala od matki, która zmusza ją, aby do niego wróciła i swojej przeszłości. Wynajmuje więc dom w urokliwym miasteczku, przekonana, że spędzi tam tygodnie w towarzystwie ukochanego psa i odpocznie. Nie spodziewa się jednak, że pewnego wieczoru w domu pojawi się nieznajomy mężczyzna, który oskarży ją o włamanie. Który - jak się wkrótce okazuje, - jest właścicielem domu i słynnym miliarderem, ostatnim na świecie singlem przed czterdziestką z taką fortuną na koncie. Hayes już jest gotów wywalić ją za drzwi, kiedy odbiera telefon od swojej wścibskiej matki, która przylatuje do jego domu z nową proponowaną kandydatką na żonę. Hayes składa więc Begonii propozycję nie do odrzucenia - będzie udawać jego nową dziewczynę przed jego matką, aby ta zostawiła go w spokoju, w zamian za to, że nie oskarży jej o włamanie do jego domu. Co może wyniknąć z udawania miłości z najbardziej pożądanym miliarderem na świecie?

Moim największym problemem okazał się sam styl pisania autorki. Do tej pory nie miałam styczności z twórczością Pippy Grant (a przynajmniej sobie tego nie przypominam), nie wiem więc, czy to jej typowy styl, czy po prostu tak zaplanowała sobie tę książkę, ale momentami miałam wrażenie, że czytam infantylny romans napisany przez nastolatkę na Wattpadzie, aniżeli romans o dorosłych ludziach. Wszyscy bohaterowie tej książki, a szczególnie Hayes i Begonia (już samo jej imię powinno dać wam znać o humorze tej książki), mówili i robili czasami takie rzeczy, że serio zastanawiałam się, czy mają te trzydzieści, czterdzieści lat. Jestem rozdarta, bo potrafię przyznać, że nie zawsze mi to przeszkadzało. Bywały momenty kiedy naprawdę świetnie się bawiłam i wybuchałam szczerym śmiechem, więc to nie tak, że całość była zła. Jest jakiś urok w tych kiepskich żartach i przedziwnych porównaniach. Ale mam wrażenie, że ta książka nie została dobrze dopracowana, bo na jedną rzecz, która mi się spodobała, znalazłabym drugą, którą bym poprawiła.

Zacznijmy może od bohaterów. Begonia jest aż do bólu pozytywną osobą. Zawsze uśmiechniętą, rozgadaną, odrobinę naiwną i dziecinną, aż czasami ciężko uwierzyć, że ktoś rzeczywiście może mieć aż tak pozytywne podejście do życia. Hayes, przynajmniej ten z początku książki, to jej kompletne przeciwieństwo. Miliarder pochodzący ze słynnej rodziny, która od lat próbuje go zeswatać z dobrze ustawioną kobietą, ma dość wszystkiego i pragnie jedynie odpocząć w zaciszu swojego domu. Jest chłodny, zamknięty na miłość, a obecność nieznajomej kobiety w jego przestrzeni to ostatnie, czego się spodziewał. I trzeba przyznać, ta dwójka bardzo fajnie się dopełniała. To było zestawienie kompletnie różnych charakterów i czasami wynikały z tego zabawne sytuacje, a ja też dość łatwo się z bohaterami polubiłam. Ale niestety nie potrafię znaleźć w nich niczego, co sprawiłoby, że zapadliby w mojej pamięci na dłużej. Tak naprawdę poza Żelkiem, psem głównej bohaterki, który był absolutną gwiazdą tej historii, nie potrafię wymienić ani jednej postaci, która czymś by się wyróżniła.

Taki sam zresztą mam problem z samą relacją między Hayes'em i Begonią. Mam niestety wrażenie, że w momencie, kiedy zaczęli udawać związek, coś się popsuło. Z jednej strony przewijały się ciągle jakieś urocze momenty, słodkie teksty, które wywoływały motylki w brzuchu, z drugiej rozwinęło się to jakoś przesadnie szybko, nierealistycznie. A co najgorsze, chemia między tą dwójką pozostawia wiele do życzenia. Autorka stworzyła solidny fundament do romansu, który z łatwością mógłby zostać moim nowym ulubieńcem, ale po drodze coś poszło nie tak. Nie jestem do końca pewna co, ale nie potrafiłam się w pełni wciągnąć i stąd też moja niepewność, jak tę książkę powinnam ocenić.

Oczywiście nie uważam, że "Miliarder do wzięcia" to zła historia, bo mogę szczerze powiedzieć, że jako komedia romantyczna wypada fajnie. Czyta się ją naprawdę szybko i przyjemnie, czasami jest zabawnie i słodko, ale jednocześnie wiem, że to historia, która zapewne nie na długo pozostanie w mojej pamięci. Taka jednorazowa przyjemność na jeden wieczór, ale nic więcej. Trochę dziwaczna, infantylna, ale momentami urokliwa. Niestety niewystarczająco, abym kiedykolwiek chciała do niej powrócić. Jeśli więc szukacie takiego przerywacza na poprawę humoru, może wam się spodoba. Jeśli chcecie czegoś poważniejszego, ja nie traciłabym czasu.


Tytuł: Miliarder do wzięcia
Autor: Pippa Grant
Tytuł w oryginale: The Last Eligible Billionaire
Data premiery: 28.08.2022r.
Wydawnictwo: Hype (Filia)
Liczba stron: 416
Ocena: 6/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Filia :)






Czytaj dalej »

czwartek, 15 września 2022

Alice Oseman - Nick i Charlie



Marzenia i miłość nie zawsze chodzą w parze… Czy pierwsza miłość może być tą na całe życie?

Opowiadanie ze świata Heartstoppera.

Bohaterowie, których poznawaliśmy w kolejnych tomach bestsellerowego cyklu komiksowego Heartstopper Alice Oseman, wracają w nowej odsłonie gatunkowej.

Nick i Charlie to nowela opisująca moment kryzysowy dla każdego szkolnego związku: ten, w którym drogi zakochanych się rozchodzą. Chłopcy są razem od dwóch lat i spędzają wspólnie niemal każdą wolną chwilę, przychodzi jednak koniec roku szkolnego, który dla Nicka oznacza całkowite pożegnanie ze szkołą. Chłopak jest podekscytowany perspektywą wyjazdu na uniwersytet, nowy etap w jego życiu oznacza jednak wyprowadzkę i rozstanie z Charliem.

Forma prozatorska pozwala jeszcze lepiej poznać Nicka i Charliego – dojrzalszych, bogatszych o wiele doświadczeń, ale wciąż w sobie zakochanych. Ilustracje schodzą tym razem na drugi plan, a autorka bliżej przygląda się temu, co dzieje się w głowach bohaterów


Między wyczekiwaniem na drugi sezon serialu "Heartstopper" i premierą ostatniego tomu komiksów, wydawnictwo nie ustaje i zaspokaja naszą ciekawość dalszymi losami ukochanych bohaterów najnowszą premierą nowelki "Nick i Charlie". Jest to krótkie opowiadanie, w którym przeskakujemy kilka lat do przyszłości, gdzie mamy szansę jeszcze raz spotkać się z bohaterami, którzy są odrobinę starsi, doświadczeni, ale równie mocno zakochani. Jesteście ciekawi jak potoczyły się losy Nicka i Charliego? Czy ich związek ma przyszłość, na kilka tygodni przed wejściem w prawdziwą dorosłość? Czy ich nastoletnie uczucie przetrwa? Właśnie na te pytania dostaniemy tutaj odpowiedź.

Zbliża się koniec szkoły średniej i Nick szykuje się do wyprowadzki na studia, podekscytowany nowymi możliwościami i malującą się kolorowo przyszłością. Dla Charliego jednak nie jest to równie ekscytujący czas, ponieważ przytłacza go świadomość, że kiedy jego chłopak będzie zdobywał wszystkie nowe, studenckie doświadczenia, on spędzi jeszcze rok w klasie maturalnej, daleko od niego. Gdy Tao i Elle zrywają ze sobą, przekonani, że nie powinni się ograniczać związkiem na odległość, jego niepewność nie daje mu spokoju i konfrontuje Nicka ze swoimi przemyśleniami. Czy są naiwni, szykując się na związek z dala od siebie? Czy w ogóle ich szkolna miłość jest wystarczająco silna, aby to przetrwać?

W "Nick i Charlie" mamy szansę zobaczyć odrobinę inną stronę związku Nicka i Charliego od tego, znanego nam z komiksów. To krótkie opowiadanie zabiera nas do przyszłości, w której bohaterowie są już ze sobą od dłuższego czasu, mają swoją rutynę i prowadzą spokojne, stabilne życie. Wszystko to zostaje jednak zakwestionowanie, gdy zbliża się czas rozstania i wyjazdu Nicka na studia. Autorka w realistyczny sposób eksploruje naturalnie pojawiające się wątpliwości związane z tak wielką zmianą w życiu dwójki zakochanych nastolatków. Fajnie było też zobaczyć, że chociaż naturalne jest, że z biegiem czasu w ich związku zapanuje rutyna, pojawią się pewne spięcia i kłótnie, to ich miłość jest równie silna, jak podczas pierwszych miesięcy.

Mogę szczerze napisać, że to był bardzo przyjemny dodatek dla fanów tych bohaterów. Konflikt nie został przeciągnięty na siłę i wszystko rozwiązało się tak, jak się tego spodziewałam, a poza tym ja zawsze bardzo chętnie powrócę do tych bohaterów, bo mają szczególne miejsce w moim sercu. Jasne, nie było tutaj nic wielkiego, ani nad wyraz wartościowego, ale dla wielu osób Nick i Charlie znaczą bardzo wiele i chociaż nie uważam tej nowelki za must have, to przyjemnie mi się ją czytało. Alice Oseman ma talent do poruszania ważnych tematów w taki naturalny, prosty sposób i jestem pewna, że wiele osób utożsami się ze zmaganiami bohaterów.

Jeśli lubicie Nicka i Charliego i mało wam "Heartstoppera", to polecam wam ten dodatek. Fajnie było zobaczyć ich w tak stabilnym i zdrowym związku, nawet pomimo upływu czasu. Co prawda nie oszalałam na punkcie tej nowelki tak, jakbym się tego spodziewała, ale też nie znalazłam w niej niczego konkretnego, do czego miałabym się przyczepić. Podobały mi się też niewidziane wcześniej rysunki Alice. Jeśli więc lubicie tych książkowych bohaterów, to polecam.




Alice Oseman - brytyjska pisarka, autorka wielu komiksów i jednocześnie studentka anglistyki na Uniwersytecie Durham. Jej pierwsza publikacja została wydana, gdy miała 17 lat. W swoich historiach skupia się na życiu nastolatków we współczesnej Wielkiej Brytanii.


Tytuł: Nick i Charlie
Autor: Alice Oseman
Tytuł oryginału: Nick and Charlie
Data premiery: 24 sierpnia 2022
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 178
Ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar!




Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 września 2022

Mariana Zapata - Wielki mur z Winnipeg i ja



Vanessa Mazur jest przekonana, że podjęła słuszną decyzję. Nie powinna mieć absolutnie żadnych wątpliwości. W końcu bycie asystentką, a w praktyce służącą i kucharką, słynnego Aidena Gravesa miało być tylko tymczasowe. Facet znany na boisku jako Wielki Mur z Winnipeg jeszcze co prawda nie wie, co go czeka, ale Vanessa jest już pewna, że nie zostanie przy boku Aidena.

Są rzeczy, których Vanessa naprawdę nienawidzi w tej pracy, a najbardziej nie cierpi zmian planów. To frustruje ją do granic możliwości. I oczywiście sam humorzasty, gburowaty Aiden. Na szczęście już zaoszczędziła wystarczającą ilość pieniędzy, aby móc odejść.

Jednak kiedy mężczyzna przychodzi do niej i błaga, aby wróciła, Vanessa stwierdza, że wszystkiego mogła się spodziewać, ale nie tego. W końcu Wielki Mur z Winnipeg przez cały czas ich współpracy nie potrafił jej odpowiedzieć „Dzień dobry”, a nagle ośmiela się prosić ją o coś takiego.

Niestety ten facet nigdy nie spotkał się z odmową.


Królowa slow burn powraca na polski rynek z jej najpopularniejszą książką "Wielki mur z Winnipeg i ja"! Osobiście do tej pory miałam okazję przeczytać tylko jedną książkę tej autorki, a mianowicie "Kulti", ale to wystarczyło, abym zakochała się w stylu jej pisania. Czytanie jej romansów porównałabym do słodkiej tortury, siedzenia na szpilkach w oczekiwaniu na tej jeden, upragniony moment i pożeranie na jednym wdechu każdego, nawet najmniejszego momentu, z motylkami w żołądku i szerokim uśmiechem na twarzy. Po jej drugiej książce, jaką dane mi było przeczytać, jestem przekonana, że twórczość tej autorki trafi na listę moich absolutnie ukochanych.

Vanessa Mazur spędziła dwa lata pracując dla najpopularniejszego na świecie, odnoszącego sukcesy futbolisty, Aidena Gravesa. I chociaż każda inna kobieta oddałaby wszystko, aby znaleźć się na jej miejscu w roli jego osobistej asystentki, dla Vanessy jest to największy koszmar w jej życiu. Każdego dnia obiecuje sobie, że to ostatni dzień, w którym znosi jego chłód, rozkazy, niedostępność i absolutną obojętność. Każdego dnia przekonuje siebie, że zasługuje na coś więcej, nawet pomimo dobrej płacy i stabilizacji finansowej, która w przyszłości pozwoli jej spełniać marzenia i nie martwić się długami, w które wpakowała się jako naiwna nastolatka wchodząca w dorosłość. Wystarczy jedna chwila, aby pękła. Kiedy wyznaje Aidenowi, że rzuca pracę, z zaskoczeniem przyjmuje jego zimną obojętność, nawet jeśli jest do tego przyzwyczajona. W końcu po dwóch latach bliskiej współpracy mógłby okazać chociażby minimalne zainteresowanie jej osobą? Aiden jednak utwierdza ją w przekonaniu, że podjęła dobrą decyzję i ich drogi powinny się rozejść. Nie spodziewa się jedynie, że miesiąc po pożegnaniu, mężczyzna pojawi się pod drzwiami jej mieszkania, nadal chłodny i zamknięty w sobie, jak zwykle, ale z propozycją nie do odrzucenia. Udawane małżeństwo w zamian za spłacenie jej długów. Pięć lat udawania, w zamian za wolność finansową i szansę rozwinięcia upragnionej firmy. Co może wyniknąć z udawania związku z najbardziej zamkniętym w sobie facetem na Ziemi?

Zaczynam rozumieć to, że zawsze potrafisz znaleźć czas na to, co najważniejsze.

Jak inne autorki uwielbiam z różnych powodów - za słodycz, namiętność, motylki w brzuchu, pikanterię i dużo miłości, - tak Marianę Zapatę uwielbiam za jej zdolność przedstawienia drogi do zakochania właśnie taką, jaką w dużej mierze jest. Pełną niepewności, powolną, niezręczną, wykańczającą, wywołującą szybsze bicie serca w najmniej spodziewanych momentach. W jej książkach nie znajdziemy ogromnej miłości, która w stanie byłaby pokonać wszelkie przeciwności losu już dwa tygodnie po pierwszym spotkaniu. Nie ma też szaleńczego pożądania od pierwszego spotkania. Tempo jej historii jest boleśnie powolne, pozwalające bohaterom zbudować fundamenty pod coś, czego wielu z nas szuka całe życie. I zapewne nie przypadnie do gustu każdemu, bo trzeba być gotowym na długie, powolne momenty, podczas których bohaterowie budują zaufanie, poznają się na różnych poziomach i nawet czasami popełniają błędy. I właśnie to tak bardzo zauroczyło mnie w tej książce.

Historia Vanessy i Aidena nie jest usłana różami, nie ma wybuchającej przez strony książki chemii od pierwszego momentu, kiedy ich poznajemy. Właściwie przez długi czas nie ma nic, poza niechęcią spowodowaną nieudaną współpracą i zbierającym się przez długie miesiące rozczarowaniem oraz zranieniem. Gdy poznajemy Aidena, trudno go polubić. Jest zdystansowany, humorzasty, gburowaty i skupiony na jednym - na swojej miłości do sportu i byciu w tym najlepszym. Nie ma w jego życiu czasu na przyjaźń, rodzinę, ani kobiety. Właściwie to nie ma czasu na nic, poza treningami i meczami. Nic więc dziwnego, że Vanessa ma w końcu tego dość i nie boi się wyrzucić mu prawdy - że chociaż wielokrotnie proponowała mu przyjaźń i starała się być najlepszą asystentką, nie ma zamiaru dłużej pracować dla człowieka, który zachowuje się jak robot i w ciągu dwóch lat nigdy nie powiedział jej nawet "dzień dobry".

Nie znam się na związkach, Van, ale wiem, że cię kocham. Wiem, że całe życie czekałem, by cię pokochać, i zrobię, co będzie trzeba, by nam się udało.

To zabawne, że czasami wystarczy jeden, z pozoru nic nieznaczący moment, aby spadły klapki z oczu. Abyśmy zaczęli doceniać rzeczy, dopóki je mamy. W momencie, gdy Aiden traci Vanessę, uświadamia sobie jej znaczenie w jego życiu. I to była najcudowniejsza, najbardziej frustrująca przemiana, a autorka pozwoliła nam ją obserwować w najmniejszych momentach, w nieśmiałych i subtelnych gestach, w niewypowiedzianych słowach, tajemniczych i lekkich uśmiechach. W połączeniu z ich udawanym małżeństwem, ta przemiana od praktycznie obcych sobie osób, którzy ze sobą współpracowali, do przyjaciół, a w końcu czegoś więcej, była jednocześnie frustrująco bolesna i cudownie ekscytująca. Bo liczył się każdy, najmniejszy moment. Każde słowo. I chociaż oczekiwanie jest długie, a droga wykańczająca, to ten czas, który autorka poświęciła na zbudowanie relacji między Aidenem i Vanessą jest tego wszystkiego tak bardzo, bardzo warty. Bo koniec końców wszystko wskakuje na swoje miejsce. Jakby tak miało być od samego początku.

Jestem świadoma, że nie każdemu przypadnie do gustu takie powolne tempo. A musicie wiedzieć, że kiedy piszę slow burn, mam na myśli bardzo powolny slow burn. A jednak z jakiegoś powodu wcale nie miałam poczucia, że książkę czyta się powoli. Mariana Zapata posiada tę umiejętność nadawania znaczenia małym momentom. I byłam tym absolutnie oczarowana do tego stopnia, że praktycznie nie mogłam się oderwać. Umierałam powoli przy każdym tym momencie, bo czułam się tak, jakby ta miłość rodziła się na moich oczach - jakby ci bohaterowie musieli na nią zapracować, aby na koniec docenić ją właśnie za taką, jaką jest. Odrobinę niespodziewaną, tworzącą się z najmniejszych momentów i wartą wszystkiego. I pod koniec właśnie dzięki temu doceniłam tę historię jeszcze bardziej.

Może właśnie tego nie rozumiałam w miłości, zanim poznałam Aidena. Podobnie jak futbol i sztuka, jak wszystko na tym świecie, miłość była marzeniem. I jak w przypadku każdego marzenia, niczego nie można było brać za pewnik. Nie rozwijała się samoistnie. Nie rozkwitała bez wysiłku.
Uwidaczniała się w subtelnych gestach.
Wzmacniała się bezinteresownością.
I mogła trwać wiecznie z kimś, kto nie bał się korzystać z możliwości, jakie dawała.

To dopiero druga książka Zapaty, jaką mam szansę czytać, ale ta autorka już zdołała skraść moje serce. Jest niesamowicie utalentowana i udowadnia to na każdym kroku. Nie znam drugiej takiej autorki, która zawarłaby tak wiele w tak małych momentach, ale ona jakimś sposobem zawsze chwyta mnie za serce. Jej bohaterowie zawsze stają się tak realistyczni, jakby byli prawdziwymi osobami z krwi i kości. Tego samego dokonali Vanessa i Aiden. I całe to powolne tempo, stopniowe budowanie relacji było tego w stu procentach warte. Żałuję jedynie, że nie mieliśmy okazji przeczytać tej historii z perspektywy Aidena, bo mam przeczucie, że doceniłabym ją dzięki temu jeszcze bardziej. Ja teraz z niecierpliwością wyczekuję kolejnych premier autorki, bo jestem pewna, że zakocham się w nich równie mocno.


MARIANA ZAPATA zaczęła pisać niedługo po tym, jak nauczyła się czytać. Pewnie nie powinna przyznawać, że wykradała romanse z biblioteczki ciotki, jeszcze zanim była w stanie zrozumieć, co to znaczy, że mężczyzna podciąga kobiecie spódnicę (nie mówcie o tym jej mamie). Znalazła się na liście bestsellerów New York Timesa i USA Today, dotarła do siódmego miejsca w rankingu autorów Amazonu. Jej książka The Wall of Winnipeg and Me trafiła na pierwsze miejsce na liście bestsellerów Amazonu i została nominowana w plebiscycie Goodreads Choice Awards 2016. Mariana urodziła się w Teksasie. Gdy akurat nie pisze, czyta.


Tytuł: Wielki mur z Winnipeg i ja
Autor: Mariana Zapata
Data premiery: 18.08.2022 r.
Wydawnictwo: NieZwykłe
Liczba stron: 516
Ocena: 9/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu!








Czytaj dalej »

sobota, 10 września 2022

Jenny Han - Dla nas zawsze będzie lato

 


Nie było jednego konkretnego momentu. To jak stopniowe budzenie. Przechodzisz od snu do przestrzeni pomiędzy, a następnie do świadomości. To powolny proces, ale kiedy w końcu to sobie uświadomisz, nie można tego pomylić z niczym innym. Nie ma wątpliwości, że to była miłość.

Belly od zawsze wiedziała, że kocha dwóch chłopców o nazwisku Fisher. Minęły dwa lata, odkąd Conrad powiedział Belly, żeby wybrała jego brata. Od tamtej pory Belly i Jeremiah są nierozłączni, uczęszczają do tego samego college'u i wydaje się, że są swoimi bratnimi duszami. Ale ich związek tylko pozornie jest tak szczęśliwy.

Kiedy Jeremiah popełnia najgorszy z możliwych błędów, Belly musi zakwestionować to, co uważała za prawdziwą miłość.


"Dla nas zawsze będzie lato" to finalny tom uwielbianej przez nastolatki trylogii "Lato". Bardzo długo odkładałam w czasie lekturę tej książki, bo niestety drugi tom mi się nie podobał. A co jest jeszcze bardziej rozczarowujące, po obejrzeniu serialu (dostępnego na Prime Video), miałam tak duże oczekiwania co do tej trylogii, że byłam przekonana, że ją pokocham. Niestety żałuję, że nie zaprzestałam na tomie pierwszym bo z każdą kolejną częścią czytanie tej historii sprawiało mi coraz mniejszą przyjemność. Gdyby nie to, że książkę otrzymałam do recenzji, nawet nie zmuszałabym się do jej przeczytania, bo niestety mnie wykończyła, a nawet nie dałam rady jej do końca przeczytać. Niestety pomimo szczerej próby, żeby się z tą historią polubić, okazuje się, że nie była to trylogia dla mnie.

Od wydarzeń z końcówki drugiego tomu minęły dwa lata i związek Belly i Jeremiaha silnie się rozwija. Belly jest przekonana, że właśnie tak miało się wszystko potoczyć - miała skończyć na studiach, budując przyszłość ze swoim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa, którego kochała całym sercem. A przynajmniej tak myślała, dopóki Jeremiah nie popełnia największego błędu, który stawia ich wspólne życie pod znakiem zapytania. Teraz Belly raz na zawsze musi zmierzyć się z kwestią, która dręczyła ją przez całe nastoletnie życie: czy to Jeremiah jest miłością jej życia? Czy popełniła błąd wchodząc z nim w związek, kiedy jej serce nadal częściowo należało do Conrada?

Nie wiem nawet jak opisać moje rozczarowanie tą książką, a nawet całą serią. Podobały mi się pierwsze trzy rozdziały tej części. Potem dla mnie ta historia mogłaby nie istnieć. Wszystko to, co spodobało mi się w pierwszym tomie, ten letni, rodzinny klimat - wszystko to tutaj zniknęło. Kompletnie. A nawet powiedziałabym, że się rozpadło, bo nie wiem czy została chociaż jedna relacja, która nie zostałaby naruszona lub zniszczona przez głupie i dziecinne zachowanie bohaterów. Ta część w pełni została poświęcona rozwiązaniu tego żenującego trójkąta miłosnego między Belly, Conradem i Jeremiahem, ale jak dla mnie mogłaby nie istnieć, bo i tak wszyscy dobrze wiedzieliśmy jak ta seria się skończy, a autorce po drodze udało się zniszczyć wszystko to, co jeszcze mi się podobało. Patrząc wstecz na to, jak przyjemnie się czytało "Tego lata stałam się piękna", nawet pomimo wad tej książki, kompletnie nie mogę uwierzyć, że to kontynuacja tej samej historii. Wszystko jest inne. Historia, klimat, bohaterowie, relacje. I nie potrafię znaleźć ani jednej rzeczy, która jeszcze by mi się podobała.

Nie wiem jakim sposobem Jenny Han udało się popsuć tak sympatycznych (cóż, w większości) bohaterów z początku, ale nie potrafiłam ich już tutaj znaleźć. Nawet Jeremiah, który przez całą tą serię bym moim ulubieńcem, popełnił w tej części niewybaczalne błędy i zachowywał się kompletnie jak nie on. Właściwie to mam naglące wrażenie, że autorka nie wiedziała, jak wyplątać się z tego wszystkiego, co zniszczyła w drugim tomie między Belly i Conradem, więc w pewnym sensie zamieniła Jeremiah i Conrada miejscami, aby wybielić zachowanie tego drugiego i na siłę udowodnić czytelnikom, że tak właśnie miało być. Cóż, ja tego nie kupuję. Cały tej trójkąt miłosny wykończył mnie zanim w ogóle się na dobre rozpoczął i po prostu nie mogę uwierzyć, że trójka rzekomo dojrzałych osób mogła pozwolić, aby ten dramat, brak komunikacji i oszukiwanie siebie i wszystkich naokoło, ciągnął się przez tak długie lata, niszcząc po drodze wszystko, co było dobre. Miłość, przyjaźń, rodzinę.

Kompletnie szczerze, nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem fenomen tej historii. Mogę mieć tylko nadzieję, że twórcy serialu będą kontynuować tę dobrą passę i nie pozwolą zrobić z niego takiego bałaganu. Bo właśnie tak opisałabym tę trylogię: jeden wielki bałagan i niewystarczająco rzeczy, które umililyby lekturę. A "Dla nas zawsze będzie lato" to była część zupełnie zbędna, bezsensowna, nie działo się w niej nic ważnego i cała historia została rozwiązana w epilogu, jakby tak po prostu dało się o wszystkim zapomnieć. To była historia o toksycznej miłości, której nie życzyłabym nikomu, więc naprawdę zastanawia mnie to uwielbienie, jakim obdarzono Belly i Conrada. I mogę tylko napisać, że żałuję, że Jenny Han tak potraktowała całą resztę bohaterów, rozwalając ich wszystkich po kolei, bo koniec końców nie zostało tutaj nic wartego wspomnienia. Co jest ogromnie rozczarowujące, bo wiązałam z tą trylogią ogromne nadzieje.


Jenny Han urodziła się 30 września 1980 roku w Stanach Zjednoczonych w Richmond. Jest amerykańską pisarką, która szybko podbiła światowe listy bestsellerów, pisząc powieści przeznaczone dla młodzieży. Tworzy i wydaje od 2006 roku.

Autorka, urodzona i wychowana w Richmond, nie spodziewała się, że czeka ją tak zawrotna kariera. Po ukończeniu studiów przeniosła się na stałe do Nowego Jorku, gdzie mieszka do dzisiaj. Swoją pierwszą powieścią “Do wszystkich chłopców, których kochałam” podbiła szczyty list bestsellerów New York Timesa. Ponadto powieść doczekała się na platformie Netflix ekranizacji cieszącej się nie mniejszą popularnością.

Autorka tworzy powieści młodzieżowe, w których porusza problemy typowe dla wieku dojrzewania. Dzięki temu grono młodych czytelniczek może odnaleźć cząstkę siebie w wykreowanych przez Jenny Han postaciach oraz poczuć odrobinę zrozumienia w obfitującym w emocje trudnym czasie, jakim jest wchodzenie w dorosłość. Druga część przygód bohaterów pod tytułem “P.S. Wciąż Cię kocham” otrzymała nagrodę Young Adult 2015-2016 Asian/Pacific American Award for Literature.


Tytuł: Dla nas zawsze będzie lato
Autor: Jenny Han
Tytuł w oryginale: We'll Always Have Summer
Seria: Lato. Tom 3
Data premiery: 27.07.2022r.
Wydawnictwo: Young
Liczba stron: 304
Ocena: 2/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Young!



Czytaj dalej »

wtorek, 6 września 2022

Emma Lord - Tweet Cute



Pepper – kapitanka drużyny pływackiej, perfekcjonistka, która musi mieć wszystko pod kontrolą. Obecnie czuje się rozdarta. Jej rodzina się rozpada, ale ich fastfoodowy biznes kwitnie, głównie dzięki Pepper, która prowadzi ogromne konto Big League Burger na Twitterze.

Jack – klasowy klaun i sól w oku Pepper. Pracuje w małym rodzinnym biznesie, a jednocześnie próbuje nie wchodzić w drogę swojemu popularnemu bliźniakowi. Kiedy Big League Burger kradnie kultowy przepis jego babci, chłopak postanawia zniszczyć fast food, tweet po tweecie.

W miłości i gotowaniu wszystkie chwyty dozwolone – dopóki kłótnia Pepper i Jacka nie przekształci się w viralową wojnę na Twitterze. Nie wiedzą jednak, że kłócąc się w social mediach, jednocześnie piszą ze sobą w anonimowej aplikacji, którą stworzył chłopak…


Oto najpyszniejsza, najsłodsza młodzieżówka, jaką przeczytałam od bardzo dawna - tak pyszna, że ślinka cieknie. Dosłownie. "Tweet Cute" miałam na liście do przeczytania już od bardzo długiego czasu, ale dopiero dzięki polskiej premierze wreszcie udało mi się za nią zabrać i aż żałuję, że zwlekałam tak długo. Jak mi się ją przyjemnie czytało! To była historia łącząca w sobie wszystko, co tak lubię w młodzieżówkach - było lekko, słodko, zabawnie, ale w odpowiednich momentach także poważnie. Coś idealnego dla fanów twórczości Jenn Bennett czy Emmy Mills.

Pepper to pilna i ambitna uczennica i kapitanka drużyny piłkarskiej. Kiedy cztery lata temu razem z mamą przeprowadziła się do Nowego Jorku, aby rozwijać rodzinny biznes, wszystko się zmieniło. Ich sieć restauracji fastfoodowych kwitnie, jednakże rodzinie Pepper daleko do doskonałości. Dziewczyna dobrze zna też uczucie samotności, bo jej jedynym przyjacielem jest chłopak, którego poznała na platformie Wezael, która łączy ludzi anonimowo. Sama jednak nigdy go nie spotkała, nie zna nawet jego prawdziwego imienia. Kiedy jej mama prosi ją o pomoc w prowadzeniu firmowego konta na Twitterze, nie spodziewa się, że trafi w sam środek wojny na tweety z lokalną kanapkarnią, która oskarża ich o kradzież przepisu na ich słynną kanapkę z serem grillowanym z przepisu Babuni. Ani że kanapkarnia należy do rodziny Jacka, chłopaka z jej szkoły, który razem ze swoim bratem bliźniakiem należą do drużyny skoczków i od miesięcy ją irytują. Jack uchodzi za klasowego błazna, po którym wszystko spływa, zupełne przeciwieństwo Pepper. Kiedy więc dowiadują się prawdy o sobie, zawierają umowę: co dzieje się na Twitterze, zostaje na Twitterze. Zero łagodnego traktowania, nawet jeśli rozwija się między nimi niespodziewana przyjaźń. W końcu w wojnie i miłości wszystkie chwyty dozwolone...

Oglądaliście kiedykolwiek film "Masz wiadomość" z Tomem Hanksem i Meg Ryan? Właśnie tę historię miałam w głowie przez większą część książki. "Tweet Cute" to jego nowocześniejsza wersja dla młodzieży, w której zamiast rywalizujących ze sobą właścicieli księgarni, którzy nieświadomie wymieniają ze sobą e-maile, czytamy o nastolatkach toczących ze sobą wojnę na Twitterze w całej otoczce pysznego jedzenia, jednocześnie konwersując ze sobą nieświadomie na czacie. I absolutnie to uwielbiam. Wszystkie te wątki i relacje połączyły się w tak fajny, umiejętny sposób, że chociaż fabuła tej książki jest nietrudna do przewidzenia i już przerabiana w komediach romantycznych, bawiłam się na niej rewelacyjnie.

Główni bohaterowie, Jack i Pepper, są jak ogień i woda. A przynajmniej tak nam się wydaje w pierwszym odczuciu. Ona jest bardzo ambitna, skupiona na byciu najlepszą w szkole, w tym najlepszą kapitanką drużyny pływackiej. I chociaż jej rodzinna firma odniosła ogromny sukces, odbiło się to na jej rodzinie. Jej mama i siostra ze sobą nie rozmawiają, a rodzice się rozwiedli. Natomiast Jack to ten mniej popularny, mniej lubiany z bliźniaków, zawsze rywalizujący ze swoim bratem, Ethanem. Od lat pomaga rodzicom w ich małej kanapkarni, która lata temu została założona przez jego babcię Belly, ale ciągle czuje, że jest tym gorszym synem. Nikt nie wie, że stoi za stworzeniem słynnej platformy społecznościowej, z której korzystają prawie wszyscy uczniowie jego szkoły. Dwójka nastolatków z zupełnie różnych światów, których połączy wojna na Twitterze... o kanapkę z grillowanym serem.

Podoba mi się to, że relacja Pepper i Jacka rozwinęła się na tak wielu poziomach i na tak wiele sposobów, o których nawet oni sami nie mieli do końca pojęcia. Ze znajomych ze szkoły, którzy za sobą nie przepadali, stali się jednocześnie wrogami w sieci i przyjaciółmi w rzeczywistości. Ich interakcje były przeurocze, bo mieliśmy szansę zobaczyć jak krok po kroku rozwija się ich uczucie, jak zaczynają siebie prawdziwie poznawać i jak zaczyna im na sobie zależeć. Cała ich Twitterowa wojna była przezabawna i pokazała ich inną stronę, tą zabawną, lekko złośliwą, ale też odrobinę flirciarską. Poza tym przygotujcie się na to, że podczas lektury tej książki będziecie cały czas głodni. Najlepiej nie czytać jej z pustym brzuchem, bo wszystkie te wypieki, rodzinne tradycje nawiązujące do jedzenia i sama wojna Twitterowa o kanapkę sprawią, że ślinka wam pocieknie. Ja przez cały czas miałam ochotę spróbować jednego z cudacznych przepisów sióstr Evans, bo wszystko brzmiało wyśmienicie. 

W "Tweet Cute" nie zabrakło też tych poważniejszych momentów, szczególnie gdy w grę wchodziły relacje rodzinne. Każdy z tych bohaterów, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowych, musiał zmierzyć się z pewnymi rzeczami, aby w pełni zrozumieć siebie i znaleźć prawidłową drogę. To była historia pełna serca i ciepła, humoru i szczęścia, przy tym przeurocza i przepyszna. Pepperjack (albo Jacktricia, jak kto woli) mnie rozczulili. Być może jest to raczej młodzieżówka skierowana dla młodszych czytelników, ale jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja bawiłam się świetnie i z pewnością sięgnę w przyszłości po inne książki autorki.


Emma Lord to autorka bestsellerów „New York Timesa”: „Tweet Cute”, „You Have a Match” i „When You Get the Chance”. Mieszka w Nowym Jorku, gdzie po prostu spędza czas, kiedy nie pisze, nie biega ani nie nagrywa utworów w teatrze społecznym. Ukończyła psychologię na University of Virginia ze specjalizacją w przechylaniu ekranu komputera, aby nikt nie zauważył, że aktualizuje swoje fanowskie powieści z tylnego rzędu.


Tytuł: Tweet Cute
Autor: Emma Lord
Data premiery: 10.08.2022
Wydawnictwo: Young
Liczba stron: 384
Ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Young :)



Czytaj dalej »

sobota, 3 września 2022

Christina Lauren - Autoboyography



Trzy lata temu rodzina Tannera Scotta przeprowadziła się z Kalifornii do mormońskiego Provo, przez co biseksualny nastolatek zdecydował się wrócić do szafy. Teraz, mając przed sobą ostatni semestr liceum i widoki na wolność, Tanner chce już tylko zaliczyć brakujące przedmioty i raz na zawsze opuścić znienawidzony stan Utah. Ale kiedy jego przyjaciółka Autumn rzuca mu wyzwanie w postaci udziału w prestiżowych zajęciach, w ramach których najwybitniejsi uczniowie z ich szkoły mają za zadanie napisać własną książkę, chłopak postanawia zaryzykować. Choćby po to, by udowodnić wszystkim, jak głupi jest to pomysł.

Napisanie książki w cztery miesiące brzmi prosto. Cztery miesiące to przecież wieczność. Problem w tym, że czas jest rzeczą względną - szczególnie dla zakochanych. Bo Tannerowi wystarczy sekunda, by stracić głowę dla Sebastiana Brothera, przystojnego mentora jego kursu i jednocześnie konserwatywnego mormona. Pytanie jednak, czy uczucie zostanie odwzajemnione… A także czy taka miłość ma szansę przetrwać w świecie, gdzie lista uczuć zakazanych jest bardzo, ale to bardzo długa.


Christina Lauren to duet pisarski, który skradł moje serce ich powieściami New Adult, ale w wersji dla młodzieży jeszcze ich twórczości nie doświadczyłam. "Autoboyography" to ich pierwsza powieść Young Adult, jaką miałam okazję przeczytać i jestem pod wrażeniem. To była nie tylko emocjonalna historia, która wycisnęła ze mnie całą gamę emocji, ale też jedna z najbardziej wartościowych młodzieżówek, jakie dane mi było przeczytać w życiu. I jestem pewna, że dla wielu osób queer będzie to bardzo ważna pozycja i moje serce cieszy się, że właśnie ta książka pojawiła się na naszym rynku wydawniczym.

Tanner niegdyś był dumnym biseksualnym chłopakiem, który nie musiał ukrywać swoich związków przed całą społecznością. Teraz, po przeprowadzce do mormońskiego i konserwatywnego miasteczka Provo, ponownie musi się ukrywać. Nie wie o nim nawet jego najlepsza przyjaciółka, Autumn. Kilka miesięcy przed ukończeniem szkoły marzy jedynie o wyjeździe z tego miasta i wolności. Wtedy jednak Autumn wyzywa go, by zapisał się na prestiżowe zajęcia, w ramach których uczniowie mają napisać książkę. Wydaje się to proste, prawda? Szybko się jednak okazuje, że to będzie dla niego ogromne wyzwanie, ponieważ mentorem tego kursu zostaje Sebastian Brother - absolwent jego szkoły, którego książka odniosła ogromny sukces i zostanie wydana. Jednocześnie najprzystojniejszy chłopak, jakiego kiedykolwiek widział. I mormon pochodzący z konserwatywnej rodziny, którego ojcem jest pastor. Tanner szybko traci dla niego głowę, a umysł wbrew niemu zaczyna wytwarzać rękopis książki, opisującej jego autobiograficzną historię. Jednakże czy to uczucie ma szansę przetrwać w świecie, w którym związek między dwójką chłopaków jest zakazany przez religię? I czy Sebastian gotowy jest zaryzykować swoją rodzinę i religię dla związku z Tannerem?

Mormonizm nie jest może popularnym nurtem wyznaniowym w Polsce, ale kwestia religii i Kościoła oraz bycia osobą queer nie jest nam obca. Nie ma co oszukiwać, że żyjemy w kraju, który sobie z tym kompletnie nie radzi. I chyba dlatego lektura tej książki była jeszcze trudniejsza. Autorki w swojej książce zadają wiele bardzo ważnych, egzystencjalnych pytań, niezależnych od tego o jakich realiach czytamy. Eksplorują kwestię seksualności z różnych perspektyw i nie boją się poruszać trudniejszych wątków. Z jednej strony mamy Tannera, dla którego biseksualność jest oczywistością i którego rodzina wspiera na każdym kroku. I chociaż nie wyszedł z szafy przed rówieśnikami, wie, że zawsze może liczyć na swoich rodziców. A z drugiej strony jest Sebastian, zagubiony chłopak, który całe życie tłamsił w sobie zainteresowanie chłopakami, przekonany o tym, że jego religia i rodzina go za to potępią. Te dwie kompletnie różne strony składają się na bardzo ważną, wartościową historię o eksplorowaniu swojej tożsamości i seksualności.

Muszę jednak przyznać, że chwilę mi zajęło, aby się w tę książkę wciągnąć. Nie jestem największą fanką insta-love, a właśnie tak rozwinął się wątek Sebastiana i Tannera. Ich wzajemne zainteresowanie stało się tak oczywiste podczas ich pierwszego spotkania, że naprawdę zaczęłam się zastanawiać jakim sposobem nikt nie zdołał się domyślić, że coś ich połączyło. Ale ich droga nie była ani trochę prosta i chociaż momentami czułam się sfrustrowana, nawet nie wyobrażam sobie jak trudno jest musieć być na ich miejscu i próbować zrozumieć samego siebie. Chyba najważniejszym pytaniem, jakie zadaje ta historia jest jak pogodzić swoją tożsamość ze światopoglądem swoim i swoich najbliższych? Cieszę się, że ta kwestia nie była romantyzowana, a każdy z bohaterów przeszedł własną drogę do samoakceptacji, nawet jeśli nie było łatwo. Całą historię bolało mnie serce i martwiłam się ich losem, ale pewne rzeczy musiały się wydarzyć, aby się z nich nauczyć.

Jedna rzecz nie pozwoliła mi się w pełni rozkoszować tą lekturą, a mianowicie kwestia relacji między Tannerem, a Autumn. To była przyjaźń, która wzbudziła we mnie pewien dyskomfort i to nawet nie ze względu na ich historię, a raczej na reakcję Autumn na pewne kwestie. Pod sam koniec książki autorki zdecydowały popchnąć ten wątek w stronę, której kompletnie się nie spodziewałam, a przynajmniej miałam nadzieję, że tego nie zrobią i to przelało czarę goryczy. Szczególnie, że nie miało to najmniejszego sensu, nie w tym momencie w historii i szybko zostało zepchnięte pod dywan, chociaż mleko się rozlało. Może przesadzam, może nie każdy się ze mną zgodzi, ale poczułam się oszukana, jakby to było kompletnie nie na miejscu.

Może i to nie była idealna książka, a pewne rzeczy mi się nie spodobały i pewnie bym je zmieniła. Mimo wszystko przymykam na nie oko, ponieważ to przekaz tej historii jest najważniejszy. A "Autoboyography" skrywa w sobie wiele wartości. Wśród słodkich momentów między dwoma chłopcami przewijają się kwestie, z którymi codziennie zmaga się tysiące ludzi na świecie. To historia o miłości, samoakceptacji, poszukiwaniu swojego miejsca na świecie i klaustrofobicznym uczuciu, że nie pasujemy do swojego ciała, życia, rodziny. To historia o rodzinie i o tym, co oznacza dla człowieka religia. Trochę bolesna, skomplikowana, ale przy tym surowa i autentyczna. Mam nadzieję, że każdy, kto chociaż raz w życiu poczuł się tak jak Sebastian albo Tanner, sięgając po tę książę, odnajdzie zrozumienie, poczucie przynależności, dom. Mam nadzieję, że odnajdziecie w niej nadzieję.



CHRISTINA LAUREN to de facto nie jedna, ale dwie osoby. Panie stanowiące autorski duet, Christina Hobbs oraz Lauren Billings, pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, a swoją karierę rozpoczęły od publikowania utworów z gatunku fan-fiction (inspirowanych bardzo popularną serią "Zmierzch" autorstwa Stephenie Meyer). Teraz pisarki nie ograniczają się już jedynie do internetowej platformy, ale piszą i wydają jedne z najbardziej popularnych utworów z gatunku Young Fiction oraz Adult Fiction, takich jak np. międzynarodowy bestseller "Piękny drań". Ich twórczość to przede wszystkim romanse obyczajowe. Panie spotkały się w 2009 roku poprzez pisanie fan-fiction online i już rok później współpracowały. Ich twórczość została obecnie przetłumaczona na ponad 28 języków i zaistniała w czołowej dziesiątce najlepiej sprzedających się powieści New York Times. Razem piszą i udzielają wywiadów.


Tytuł: Autoboyography
Autor: Christina Lauren
Liczba stron: 416
Data premiery: 26 lipca 2022
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka!





Czytaj dalej »

czwartek, 1 września 2022

Podsumowanie czytelnicze sierpnia


Pewnie nie będę jedyną osobą, która napisze, że kompletnie nie wiem jakim cudem już skończyły się wakacje. Mam wrażenie, że sierpień dopiero co się zaczął. Ogromnym pozytywem jest to, że w zeszłym miesiącu udało mi się dużo poczytać. Prawdopodobnie był to najlepszy miesiąc pod względem czytelniczym od długiego czasu, bo przeczytałam trzynaście książek i jedno opowiadanie, a co najważniejsze - trafiłam na kilka świetnych perełek. Nadrobiłam też dwie pozycje do mojego wyzwania #czytamulubione, podczas którego robię reready moich ulubionych książek i świetnie się przy tym bawiłam.

Kerri Maniscalco, Królestwo Przeklętych - ★★★★★★★☆☆☆
Angie Hockman, Potyczki w raju - ★★★★★★★★★★
Vi Keeland, Zaproszenie - ★★★★★★★☆☆☆
Ginger Jones, Miłość ma smak halloumi - ★★★★☆☆☆☆☆☆
K. Bromberg, Trudno dorosnąć do miłości - ★★★★★★★★★☆
Shaun David Hutchinson, Stany Zjednoczone Miłości
Ali Hazelwood, The Love Hypothesis - ★★★★★★★☆☆☆ (reread)
Lynn Painter, Lepiej niż w filmach - ★★★★★★★★★☆
Lynn Painter, Wes & Liz's College Road Trip - ★★★★★★★★★★
Victoria Black, Pragnienia serc - ★★★★★★★★★☆ (reread)
Christina Lauren, Autoboyography - ★★★★★★★☆☆☆
Elle Kennedy, Błąd - ★★★★★★★★★★ (reread)
J. Lynn, Bądź ze mną - ★★★★★★★★★☆ (reread)
Julia Biel, For Ever More - ★★★★★★★★★★ (reread)


NAJLEPSZA KSIĄŻKA MIESIĄCA:


Nie potrafię wybrać jednej. W sierpniu trafiłam na kilka naprawdę świetnych książek i pomijając mój patronat "Pragnienia serc" oraz nową książkę Julii Biel, do której pisałam rekomendację, bo to byłyby oczywiste wybory (serio, koniecznie te książki czytajcie), chyba najbardziej podobały mi się książki "Potyczki w raju" Angie Hockman, "Trudno dorosnąć do miłości" K. Bromberg oraz "Lepiej niż w filmach" Lynn Painter. Każda różna od siebie, ale wszystkie w inny sposób skradły moje serce.

NAJGORSZA KSIĄŻKA MIESIĄCA:


Największym rozczarowaniem okazało się być niestety "Miłość ma smak halloumi" Ginger Jones. Miałam inne wyobrażenia tego co przeczytałam i się zawiodłam. Nie nazwałabym tej książki nawet romansem, bo niewiele go tam było, a nawet gdy coś się zaczęło rozwijać, to ciężko było mi się wkręcić. Niestety nie była to książka dla mnie.

Dajcie znać jak wyglądał wasz sierpień i jaka książka zrobiła na was największe wrażenie!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia